calineczka2
30.04.07, 00:59
Jestem juz prawie dwa lata po rozwodzie, prawie 3 lata po wyprowadzce od
meza. Mam nowego partnera, jestem szczesliwa. Nie mieszkam w Polsce.
Zawsze przed wyjazdem do kraju nachodza mnie rozmaite mysli - wiem, ze bede
konfrontowana z moim rozwodem przez rodzine i znajomych... zawsze jest mi
wtedy nieprzyjemnie, a chcialabym o tym wszystkim zapomniec. Z drugiej
strony meczy mnie to wiec postanowilam wam o tym napisac.
Pisalam tu kiedys o moich powodach rozwodu... Otoz byly maloznek byl
zaangazowany w oszustwa finansowe ktorych dokonywal razem ze swoja rodzina, z
czego finansowal swoj 'lifestyle' - mieszkanie, wyjazdy itp. Przez cala
nasza znajomosc klamal mi w zywe oczy lub nie odpowiadal na pytania zwiazane
z pieniedzmi - ja myslalam na poczatku, ze dobrze zarabia. Jak sie
pokapowalam i go skonfrontowalam, nie widzial w swoim postepowaniu nic zlego,
bo jak sie okrada instytucje, to jest inaczej niz kiedy sie okrada osobe...
Mialam tez inne powody, lecz ta sytuacja byla rowniez ich podlozem, teraz to
rozumiem. Nie wolno mi bylo mowic ludziom gdzie mieszkam, gdzie maz pracuje,
sekrety itp. Chora sytuacja. Mieszkalismy za granica, tym bylo mi trudniej.
Rozwiodlam sie. Do tej pory ludzie, ktorych spotykam w moim rodzinnym
miescie, sie dziwia - jak moglas sie rozwiesc? Ciotki i babki patrza na mnie
wilkiem, kosciolkowe kolezanki rowniez... Jak opowiadalam, co z niego byl za
czlowiek, nie robilo to na nikim wrazenia. Nawet mi jedna z druga kolezanki
zarzucily, ze zbyt ciekawska bylam, bo przeciez dobrze mialam (fianansowo).
Co to jest za moralnosc, powiedzcie mi? Dlaczego mialabym skazywac moje
potencjalne dzieci (na szczescie ich nie mielismy) na takiego ojca? Co to za
wzor? W imie czego mialabym to zrobic? KK? Moze mi ktos odpowie jak to jest?
Taki mam zawsze metlik przed odwiedzinami w domu. Nie ciesze sie tak na ten
urlop jak bym mogla. Nie chce mi sie odwiedzac starych znajomych...
Dziekuje za przeczytanie posta jesli dobrneliscie do konca.
Pozdrawiam cieplo,
C.