lepiej żyć w bez miłosci razem....

04.06.07, 11:45
i codziennie być przy dziecku ... czy lepiej się rowieść i być weekendowym
tatą?
    • vivalissa Re: lepiej żyć w bez miłosci razem.... 04.06.07, 17:40
      Żyć razem bez odrobiny miłości? Wykluczone. Jeśli żyć razem, to kochając, przynajmniej za dzieci. Czy po rozwodzie zawsze trzeba być tylko weekendowym tatą? Nie da się być przy dziecku wtedy, kiedy ono tego potrzebuje? Z perspektywy czasu i tego, że miałam codziennego tatę do rozwodu moich rodziców, wolałabym jednak mieć tego tatę od okazji do okazji i na życzenie, a nie takiego, na jakiego sie napatrzyłam i jakiego nie chciałam widzieć-okazujacego mojej matce całkowity brak szacunku i powtarzajacego, ze gdyby nie dzieci... A nie dało sie takiego wypominania uniknąc na dłuższą metę. Pamietaj, to dzieci Ciebie potrzebują nie Ty ich. To Ty jestes dla nich, nie one dla Ciebie. Nie wiem, co lepsze. Na pewno tzw. dobro dzieci, ale czym ono jest?
      • cerec Re: lepiej żyć w bez miłosci razem.... 05.06.07, 09:29
        dziecko kochamy oboje ...
        co do weekendowego taty, to tak się dzieje gdy jedno z rodziców wyjeżdża z
        dzieckiem po rozwodzie...
        • your_and Re: lepiej żyć w bez miłosci razem.... 05.06.07, 17:32
          Być pełnym tatą w nowym związku, i miec z czego czerpać żeby przekazać miłość i
          pozytywnych emocji także dziecku z pierwszego małżeństwa.
          Z pustego i Salomon nie naleje.
          • woman-in-love Re: lepiej żyć w bez miłosci razem.... 05.06.07, 22:30
            Pięknie, Your! krótko i celnie. W pełni zgadzam się z Tobą.
            • cerec Re: lepiej żyć w bez miłosci razem.... 06.06.07, 10:01
              też o tym myślę.... ale znam swoją żonę i wiem, że nie ułatwiałaby mi kontaktów
              szczególnie widząc moje nowe zycie...
              • vivalissa Re: lepiej żyć w bez miłosci razem.... 07.06.07, 19:32
                To naprawde twoja żona musi kochać dziecko, skoro masz teraz taką pewność.Szkoda słów...
                • cerec Re: lepiej żyć w bez miłosci razem.... 11.06.07, 09:40
                  są różne rodzaje miłości...
    • decymka Re: lepiej żyć w bez miłosci razem.... 18.07.07, 15:10
      Lepiej się rozstać i nic na siłę
      a tatą można być nawet w tygodniu to mały wysiłek...
      • nastolatka_16 Re: lepiej żyć w bez miłosci razem.... 22.07.07, 21:12
        Żyć razem, bez miłości.To będzie najlepsze rozwiązanie, mowie Ci to z własnego,
        przykrego doświadczenia.Rodzice zniszczyli mi wakacje, zniszczyli mi moje
        życie.Nie potrafili być ze sobą, dla dobra mojego.A teraz, ja z ich winy musze
        się męczyć w nowej sytuacji.Musze znosić babe ojca, musze na nią patrzeć, spać z
        nią pod jednym dachem.A jak jestem u matki, to to samo musze znosić, tylko że z
        jej nowym facetem....uncertain
        • magd.a Re: lepiej żyć w bez miłosci razem.... 11.08.07, 19:27
          nie wiesz co mowisz.
          moi zyli bez milosci przez wiele lat sie nienawidzac i klocasc albo
          nie odzywajac do siebie.
          to co zrobili swoim dzieciom (w tym mnie) z emocjami to zbrodnia.
          zadne z nas nie umie zalozyc normalnego zwiazku mimo ze wszyscy juz
          dorosli. a rodzice teraz dopiero jakos sie toleruja i teraz maja
          pretensje do nas czemu sie zenic nie chcemy albo za maz wychodzic...
          nie zalapali nawet czemu... a za starzy sa zeby ich teraz
          uswiadamiac jakim cierpieniem dla dziecka jest zycie w chorej
          emocjonalnie rodzinie i jak to skutkuje na dalsze zycie dzieci...
          • nastolatka_16 Re: lepiej żyć w bez miłosci razem.... 20.08.07, 19:27
            A Ty nawet nie wiesz jakim nieszczęściem jest życie w rodzinie niepełnej,
            rozbitej...nawet nie wiesz jak to jest kiedy widuje sie własna matke raz na 2
            tygodnie, nawet nie wiesz jak to jest kiedy nie widuje sie własnych braci, nie
            wiesz...nie wiesz jak to jest znposić obcą babe w domu, która ustala nowe
            reguły.Nie wiesz jak to jest nie mieć poparcia we własnym ojcu który trzyma
            strone baby wstrętnej...nie wiesz!
            • your_and Re: lepiej żyć w bez miłosci razem.... 21.08.07, 12:25
              TO co piszesz jest po prostu egoistyczne.
              Rodzice mają swoje życie, a całe twoje jeszcze przed toba.
              Rodzice nie są dla ciebie a nie ty dla nich, są po to aby wprowadzić
              cię w twoje własne życie we własne relacje. Zyjąc bez miłości na
              pokaz dla potomstwa jedynie zrobiliby to w najgorszy możliwy sposób.
              Zrób z niego sama dobry użytek i daj robić z niego dobry użytek im.
    • zania77 Re: lepiej żyć w bez miłosci razem.... 16.11.07, 20:40
      Czlowiek nie jest niewolnikiem dziecka zeby sie meczyl z mezczyzna
      lub kobieta tylko dla tego ze maja dziecko.Dzieci z rodzin ktore sie
      ciagle kluca i nie ma w nich milosci najczesciej same sobie zycia
      nie potrafia ulozyc bo niby gdzie mialy przyklad?Awantury bijatyki
      itp.to nic zdrowego dla psychiki naszych dzieci.Lepiej sie rozejsc i
      ulozyc sobie zycie ale szczesliwe z wyrozumialym partnerem ktory
      stara sie byc przyjacielem naszych dzieci bo milosci ojca ,matki nie
      jest w stanie zastapic.Po odejsciu dzieci potrzebuja nas wiecej niz
      kiedykolwiek!!!A nasz nowy partner musi byc nam wazny ale dziecko
      jeszcze bardziej i trzeba je wysluchac co ma na sercu i obmowic z
      partnerem czego dziecko moze nie lubi w nim i respektowac dziecka
      zdanie.A nie popierac partnera bo nam sie to wydaje sluszne
      najwazniejsze jest to by byl przyjacielem dziecka nie tylko ojcem
      lub matka.
      • sibeliuss Re: lepiej żyć w bez miłosci razem.... 18.11.07, 12:16
        Zgadzam się z Zanią.
        Udawanie, że wszystko jest ok jest gorszą traumą dla dziecka niż rozwód wtedy,
        gdy związek rodziców się wypalił.
        • kajda28 Re: lepiej żyć w bez miłosci razem.... 24.11.07, 22:27
          Powiem wam , że nie mogę zrozumieć rodziców którzy w swoje wojny
          mieszają dzieci. Czytając niektóre fora widzę że mój przypadek jest
          wyjątkowy, co mnie bardzo smuci. Ale mam nadzieje że przez następne
          lata nic się u mnie nie zmieni.
          Otóż, jestem po rozwodzie, coś ponad miesiąc. Eks jest nałogowym
          alkoholikiem, po 2 awanturach ( na przełomie 1,5 roku) postanowiłam
          odejść od niego, a on nie dał mi wyboru. Fakt że przez ostatnii rok
          widywał się z dziećmi b. mało, ale jednocześnie doceniam że nie
          nachodził nas gdy był pijany. Teraz mieszkamy w jednym mieszkaniu na
          24m !, w jednym pokoju, już z 3 miesiące, nie kłócimy się, z
          tygodnia na tydzień coraz więcej rozmawiamy ze sobą. Zarówno on jak
          i dzieci wiedzą że jak pójdzie w cug to nie będzie z nami mieszkał,
          to taka normalna kolei rzeczy. Nie robimy sobie na złość, każde z
          nas prowadzi sobie osobne życie towarzyskie, ustalamy kto kiedy
          wychodzi. Nie wiem od czego to zależy że niektórzy przestają umieć
          ze sobą rozmawiać, ja się cieszę że z moim eks jest OK, a obydwoje
          nie mamy łatwych charakterów. Dzieciaki wiedzą że się już nie
          kochamy, że nie jesteśmy małżeństwem, ale czują miłość od obydwojga
          rodziców i są spokojne i szczęśliwe.
          Pewnie z czasem przestaniemy razem mieszkać, będziemy mieli innych
          partnerów - ale mam szczęście że eks pomimo swojego alkoholizmu umie
          jeszcze kochać i czuje dużą więź z dziećmi. Dzięki temu mam nadzieje
          że nie będą one tak przeżywać i cierpieć widząc swoich rodziców z
          innymi partnerami.
Pełna wersja