Kto przywiezie dziecko i dlaczego nie ja-:)

04.06.07, 19:49
W wątku Konkubinki, na temat Jej zdziwienia zachowaniem Exa napisałam:
" ... mój M. coraz bardziej skłonny jest ustalić kontakty sądownie,
szczególnie, że prawnik zapewnia nas, że na 99% Sąd zobowiąże Matkę do
dowożenia nam dziecka (przyrodni brak - niemowlę, dziadkowie i niedołężna
prababcia)".

Nie sądziłam, że ten akapit wzbudzi tyle emocji, ale skoro tak się stało,
proponuję przenieść dyskusję tu, żeby nie zaśmiecać dalej wątku Konkubince
(rychło w czas-smile.

W dużym skrócie:
Exia rozwiodła się (Jej inicjatywa i pozew) bez orzekania o winie. M.
przyklepał proponowane przez Nią alimenty. Dwa tygodnie po rozwodzie okazało
się, że wyjeżdża "za panem" 450 km, a sprawa kontaktów z dzieckiem to broszka
byłego męża (w majestacie prawa dodajmy). Jeździł. Potem jeździliśmy razem.
Potem jeździliśmy z synkiem.
W wyniku sprzedaży firmy M. stracił pracę. Oferty, które otrzymywał w Polsce
gwarantowały Mu połowę poprzednich zarobków. To oznaczało obniżenie poziomu
życia rodziny o połowę. Dotyczyłoby to również pasierbicy, dla której
alimenty są jedynym źródłem utrzymania (Matka nie dokłada, bo nie ma z
czego), a fundusz powierniczy jedynym "posagiem". Podjęliśmy decyzję o
wyjeździe. Ponieważ była to NASZA, nie konsultowana z Exią decyzja uznaliśmy,
że koszty i organizaja spotkań za granicą, są naszym problemem. Nowy
pracodawca M. zagwarantował jeden przelot w kwartale (czyli ja i M nie
widzimy się z rodziną, żeby zobaczyć się z Młodą) i kierowcę lotniskowego.
Pozostałe bilety opłacamy sami, a jesteśmy w tej części świata, do której
nie latają tanie linie lotnicze. Młoda jest u nas co dwa tygodnie w weekend.
Codziennie rozmawiamy telefonicznie. M. jest w stałym kontakcie z
wychowawczynią (wolałby z Exią, ale niestety to niemożliwe).
Za miesiąc wracamy do kraju. Pierwotnie zapowiadało się, że w okolice miejsca
zamieszkania Exi. Teraz wygląda na to, że nie. Trudno oczekiwać od 1,5
rocznego dziecka, że będzie spało jak trzymiesięczniak. Trudno będzie z Nim
jeździć do Młodej (z noclegiem w hotelu). Nawet jeżeli raz w miesiącu to
zrobimy, to w żadnym wypadku nie uda nam się przetransportować dziadków
(dziadek zaawansowany cukrzyk, babcia "uwiązana" do prababci na wózku - 90
lat), a Oni też chcieliby widywać wnuczkę.
My ponieśliśmy konsekwencje naszej decyzji o wyprowadzce i kontakty Młodej z
ojcem i bratem nie ucierpiały w jej wyniku.
Pytanie numer jeden brzmi:
Dlaczego Exia nie musi ponosić konsekwencji swojej decyzji o wyprowadzce (450
km), która ewidentnie wpłynęła na częstotliwość kontaktów dziecka z częścią
rodziny, a za rzecz naturalną uważa się ponoszenie ich przez Ojca?
Pytanie numer dwa:
Czy niedołężni dziadkowie mają prawo do kontaktów z wnuczką? Czy też z racji
niemożności dojechania do Niej powinni z tych kontatków zrezygnować.
Pytanie numer trzy:
Czy ustalone kontakty z ojcem, zagwarantują kontynuację spotkań przyrodniego
rodzeństwa w przypadku jego (ojca) smierci. Mój M życzyłby sobie, żeby dzieci
mimo braku łączącego je ogniwa, nadal funkcjonowały jak rodzina.

Niektórym wydaje się, że starania mojego M o utrzymanie więzi rodzinnych
między córką, a Jego bliskimi są bez sensu i "dla dobra dziecka" powinien z
tego pomysłu zrezygnować. Ale my jesteśmy "rodzinni", a Młoda jest częścią
naszej rodziny (córką, siostrą, ... pasierbicą-smile. Poza naszymi dziećmi nie
będzie raczej (99%) miała innego rodzeństwa, więc M. bardzo zależy na
ciepłych stosunkach między Jego dziećmi.


    • konkubinka Re: Kto przywiezie dziecko i dlaczego nie ja-:) 04.06.07, 22:49
      ale mi to nie przeszkadza.Temat widac rzeka, ciekawe spostrzezenia, sytuacje sa
      rozne.Wedlug mnie nie ma potrzeby przenosic, chyba, ze latwiej bedzie czytacsmile
    • olabooga Re: Kto przywiezie dziecko i dlaczego nie ja-:) 05.06.07, 13:30
      czytam, nie piszesmile
      przepraszam zesie wcinam w waszą dyskusjewink ale mam pytanie...Jeśli nie było
      problemu z dowozem małej, kosztami tegoż za granice....co stoi na przeszkodzie
      zorganizowac to podobnie...w dodatku pewnie za dużo mniejszą kase??
      Ja tu widze tylko ewidentną zła waszą wole i niepotrzebne unoszenie sie ..
      I jeszce jedno: jak to jest ze facet tak dbający o rodzine, tak nieskazitelny
      ma ochote uprzykrzyc eksi zycie ciagając ją po sądach...
      Mysle ze albo facet dusi w sobie jakies problemy w zwiazku ze starym zwiazkiem;-
      ) albo...??
    • agamagda Re: Kto przywiezie dziecko i dlaczego nie ja-:) 05.06.07, 14:00
      Pytanie numer jeden brzmi:
      Dlaczego Exia nie musi ponosić konsekwencji swojej decyzji o wyprowadzce (450
      km), która ewidentnie wpłynęła na częstotliwość kontaktów dziecka z częścią
      rodziny, a za rzecz naturalną uważa się ponoszenie ich przez Ojca?
      Ależ ponosi, cała odpowiedzialność za codzienną organizację życia spoczywa
      tylko na niej. W przypadku gdy dziecko choruje, ona się nim opiekuje, obiady,
      wywiadówki, zakupy, sprządtanie itp, spoczywa na niej, bez pomocy ojca
      dziecka. Wiem, wiem pisałaś, że dziecko nie je, nie ma ciuchów poprasowanych,
      choruje tylko jak jest z Wami.

      Tyle, że mając dwoje dzieci jakoś w to nie wierzę.


      Pytanie numer dwa:
      Czy niedołężni dziadkowie mają prawo do kontaktów z wnuczką? Czy też z racji
      niemożności dojechania do Niej powinni z tych kontatków zrezygnować.

      Oczywiście, ze mają prawo. Tak jak było pisane, w tamtym wątku, są rozmaite
      formy kontaktu, czy akurat pobyt 13-sto latki u tak ciężko schorowanych
      staruszków, ze wyjść na ulicę nie mogą bo się rozsypią, jest akurat
      najwłaściwszą formą????


      Pytanie numer trzy:
      Czy ustalone kontakty z ojcem, zagwarantują kontynuację spotkań przyrodniego
      rodzeństwa w przypadku jego (ojca) smierci. Mój M życzyłby sobie, żeby dzieci
      mimo braku łączącego je ogniwa, nadal funkcjonowały jak rodzina.

      Tego już nie zapewni żaden sąd, ani żadna ludzka wola.


      Dla mnie Braktalentu źle stawiacie sprawę i stawiasz złe pytania. Czy jesteście
      na tyle naiwni, ze sądzicie, ze zmusicie dorosłego niezależnego człowieka do
      dowożenia Wam dziecka??? Czy sądzicie, ze wymuszając sądownie "dowóz" dziecka
      działacie dla jego "dobra"??? Czy raczej działacie dla własnej egoistycznej
      satysfakcji i zaspokojenia "żądzy" posiadania kontaktów"?

      Życie jest zmienne i płynie własnym torem. Macie pretensje do Ex, ze się
      wyprowadziła, kiedy Wy również, zapewne bez konsultacji z nią, wyjechaliście z
      kraju. Czy jakoś Twoje pretensje nie wydają Ci się bezzasadne?
      Czy pomyśleliście, choć chwilę, ze nastolatka ma już własne życie, własnych
      znajomych, koleżanki i kolegów, z którymi się spotyka właśnie głównie w
      weekendy, czy pomyśleliście, choć chwilę o tym, ze dzieciak w weekend musi też
      odrabiać lekcje i ewentualnie nadrobić to czego nie miał czasu zrobić w czasie
      tygodnia, że musi przeczytać lekturę?
      W takiej sytuacji trzeba szukać innych rozwiązań, aby utrzymać kontakt z
      dzieckiem, a nie z uporem maniaka egzekwować kontakty raz na dwa tygodnie +
      plus raz na miesiąc weekend u dziadków. Generalnie przy dużych odległościach
      między rodzicami stosuje się inne rozwiązania niż widzenia raz na dwa tygodnie.
      Dzieci przyjeżdżają na przykład na całe wakacje, na ferie, na święta. Tak jak
      Ci pisałam w tamtym wątku, są oprócz tego telefony, kamery, listy.
      Wasz upór w niewidzeniu tego typu rozwiązań jasno wskazuje na to, ze chcecie
      koniecznie udowodnić, że będzie jak chcecie, zupełnie nie licząc się z dobrem
      dziecka.
      • kicia031 Re: Kto przywiezie dziecko i dlaczego nie ja-:) 05.06.07, 14:11
        Ja szczerze mowiac wlasnie daltego zaniechalam dyskusji w tamtym watku,
        poniewaz uderzyla mnie bezcelowosc tejze. Oczywiscie Forum to nie jest miejsce
        na nawrocenia w drodze do Damaszku i nie oczekuje, ze pod wplywem mojej
        nieudolnej czesto perswazji ktos zmieni zdanie. Ale totalny opor w uznaniu
        jakichkolwiek argumentow i widzeniu 2 strony medalu zwalil mnie z nog
        kompletnie, ze szczegonym uwzglednieniem komentarza o prasowaniu i poddaje sie.

        Wiecie, jedna rzecz mnie ciekawi - dlaczego my kobiety (lacznie ze mna) tak
        czesto przyjmujemy najbardziej nawet idiotyczny punkt widzenia, jesli jest on
        prezentowany przez naszego misia i czego trzeba by dotarlo, ze punk widzenia
        misia nie jest perspektywa uniwersalna?
        • lilianka1999 Re: Kto przywiezie dziecko i dlaczego nie ja-:) 05.06.07, 15:23
          Wiecie, jedna rzecz mnie ciekawi - dlaczego my kobiety (lacznie ze mna) tak
          czesto przyjmujemy najbardziej nawet idiotyczny punkt widzenia, jesli jest on
          prezentowany przez naszego misia i czego trzeba by dotarlo, ze punk widzenia
          misia nie jest perspektywa uniwersalna?


          ja też tego nie rozumiem....


          A tak wracając do tematu, na twoim miejscu Braktalentu, nie naciskałabym tak
          bardzo na kontakty. Dziecko w końcu samo zrozumie gdzie jest jego dobro.
          • braktalentu Re: Kto przywiezie dziecko i dlaczego nie ja-:) 05.06.07, 18:53
            Na kontakty z pasierbicą nie trzeba naciskać. Ona bardzo chętnie się z rodziną
            spotyka. Problem leży w transporcie.

            Lilianko, różne rzeczy można sobie myśleć o Twoim podejściu do życia, ale w
            kwestii niepodzielania punktu widzenia Misia jesteś the best-smile
            • lilianka1999 Re: Kto przywiezie dziecko i dlaczego nie ja-:) 06.06.07, 12:00

              > Lilianko, różne rzeczy można sobie myśleć o Twoim podejściu do życia, ale w
              > kwestii niepodzielania punktu widzenia Misia jesteś the best-smile

              Widzisz, wydaje mi się że wypływa to z pewnego poczucia niesprawiedliwości
              dziejowejsmile))

              A upór jest wynikiem tego że nie wszystko co się wokół mnie dzieje jest
              sprawiedliwe, u nas oczywiscie Misio ma zawsze racjęsmile)), tyle że nie do
              końca, a ja mam ostatnie słowo - czego zreszta on zwykle nie zauważasmile))
              • chalsia Re: Kto przywiezie dziecko i dlaczego nie ja-:) 06.06.07, 13:35
                Lilianko,

                dorośnij wreszcie - życie i to co się w nim dzieje NIE JEST SPRAWIEDLIWE. Nie
                ma już "po równo wszystkim" jak za komuny (choć i wtedy byli Ci lepsiejsi).
                Chalsia
                • lilianka1999 Re: Kto przywiezie dziecko i dlaczego nie ja-:) 07.06.07, 11:14
                  Pozwól mi więc zadbać, o wyrównanie szans, przynajmniej dla mnie i mojego
                  dziecka.
        • braktalentu Re: Kto przywiezie dziecko i dlaczego nie ja-:) 05.06.07, 18:49
          Kiciu, ja nie zamierzam się w tej sprawie nawracać lub nie. To nie jest "moja
          sprawa" przede wszystkim. Napisałam to co napisałam w wątku konkubinki,
          ilustując MOJE zdanie na temat sztywnych kontaktów (zdanie, które wyrobiłam
          sobie obserwując niemożność dogadania się rodziców mojej pasierbicy). I jak
          zaznaczyłam na początku, nie spodziewałam się, że mój post wywoła takie emocje.
          Nigy nie zamierzałam poddawać mojego zdania na ten temat pod ocenę opinii
          forumowej, bo tę opinię znam (jest zależna od forum na którym zamieści się
          wątek-smile))))). A to co dzieje się teraz, nie jest moją próbą obrony stnowiska
          M. Ja po prostu odpowiadam na Wasze pytania dotyczące sprawy i jak to bywa,
          czasem ponoszą emocje-smile
          Prasowanie, pranie i sprzątanie Exi naprawdę nie mają z tą sprawą nic
          wspólnego, ale jak pytacie to piszę jak jest.

          Mogę napisać jak JA widzę drugą stronę medalu, bo że wogóle ją widzę można
          sobie poczytać pod innymi wątkami. Ale obawiam się, że nie będzie to ani miłe,
          ani grzeczne (mam na myśli moją subiektywną ocenę strony medalu Exi mojego M.).
          I nie sądzę, żeby kogoś zainteresowało-smile.
      • braktalentu Re: Kto przywiezie dziecko i dlaczego nie ja-:) 05.06.07, 18:01
        "Jeśli nie było problemu z dowozem małej, kosztami tegoż za granice....co stoi
        na przeszkodzie zorganizowac to podobnie...w dodatku pewnie za dużo mniejszą
        kase?"

        Ta kasa jest tylko tu, za granicą. W Polsce już jej nie będzie. Ale my musimy
        wrócić, ze względu na rodzinę, która została w Polsce (między innymi dziadków).

        "jak to jest ze facet tak dbający o rodzine, tak nieskazitelny ma ochote
        uprzykrzyc eksi zycie ciagając ją po sądach"

        Nikt nie lubi włóczyć się po sądach. Dla nas to też żadna przyjemność, ale już
        jakiś czas temu M. odkrył, że jedyną możliwością uzyskania kompromisu z Exią
        jest porozumiewanie się z Nią przez prawnika. Za każdym razem nasz prawnik
        stosuje podobną metodę. Wysyła pismo, że w związku z brakiem porozumienia w
        sprawie takiej a takiej, dnia tego i tego do sądu zostanie złożony załączony
        pozew.
        Do tej pory M. zmuszony był korzystać z takiego rozwiązania 3 razy (między
        innymi przy próbie przeniesienia dziecka przez Exię do katolickiej szkoły z
        internatem). Do złożenia pozwu nigdy nie dochodziło, bo dwa dni przed terminem
        Exia nagle postanawiała się dogadać i osiągali jakiś tam kompromis. Być może
        tak będzie i tym razem, ale jeżeli nie, to pozwy niestety trafią do sądu, bo
        nie są formą "groźby", czy próbą "wymuszenia" określonej postawy Exi. M.
        naprawdę uważa, że kiedy rodzice nie mogą się dogadać, powinien pomóc sąd.

        "Mysle ze albo facet dusi w sobie jakies problemy w zwiazku ze starym
        zwiazkiem";

        On ich nie dusi, On je bardzo wyraźnie artykułuje. Problemem w związku z
        poprzednim małżeństwem jest fakt, że Jego córka została "przeprowadzona" 450 km
        od rodziny ze strony ojca, a tym samym uniemożliwone zostały kontakty z
        niektórymi Jej członkami.
      • braktalentu Re: Kto przywiezie dziecko i dlaczego nie ja-:) 05.06.07, 18:39

        > Ależ ponosi, cała odpowiedzialność za codzienną organizację życia spoczywa
        > tylko na niej. W przypadku gdy dziecko choruje, ona się nim opiekuje, obiady,
        > wywiadówki, zakupy, sprządtanie itp, spoczywa na niej, bez pomocy ojca
        > dziecka. Wiem, wiem pisałaś, że dziecko nie je, nie ma ciuchów poprasowanych,

        Pomijając moją subiektywną ocenę "trudu" Exi, faktem jest, że podjęła się Ona
        tego trudu w pełni świadomie. Ta część umowy była Jej inicjatywą przyklepaną
        przez ówczesnego męża. Tzn. prosząc o rozwód bez orzekania o winie i z
        przyznaniem Jej prawa do opieki nad córką, wiedziała, że podejmuje się "trudu
        wychowawczego". Mój M. natomiast nie wiedział nic o planach wywiezienia córki,
        więc podejmował decyzję o pójściu Exi na rękę na podstawie niepełnych danych
        (myślał, że dziecko nadal będzie mieszkało trzy ulice dalej), bo Exia chęć
        wyjazdu po prostu zataiła. Zataiła po to, żeby nie ponosić konsekwencji swojej
        decyzji. Bo gdyby M. wiedział, że dziecko zostanie wywiezione, podjął by walkę
        o pozostanie córki już w trakcie rozwodu.

        "Oczywiście, ze mają prawo. Tak jak było pisane, w tamtym wątku, są rozmaite
        > formy kontaktu, czy akurat pobyt 13-sto latki u tak ciężko schorowanych
        > staruszków, ze wyjść na ulicę nie mogą bo się rozsypią, jest akurat
        > najwłaściwszą formą????"

        Tak uważa mój M. Prababcia jest niedołężna fizycznie, ale umysł zachowała
        świeży. Dziadek mimo cukrzycy, nadal ma wiele do powiedzenia o wybranym przez
        wnuczkę zawodzie (to również Jego zawód). Dziadkowie wnoszą o spotkania raz na
        dwa miesiące. Nie wyobrażają sobie innej formy kontaktu, bo dla Nich, tak jak
        dla wielu ludzi w Ich wieku "utrzymywać kontakt" oznacza "spotykać się".

        " Czy ustalone kontakty z ojcem, zagwarantują kontynuację spotkań przyrodniego
        > rodzeństwa w przypadku jego (ojca) smierci. Mój M życzyłby sobie, żeby dzieci
        > mimo braku łączącego je ogniwa, nadal funkcjonowały jak rodzina.
        >
        > Tego już nie zapewni żaden sąd, ani żadna ludzka wola".

        Wszystko może się zdarzyć. To może być za rok, 10 lat, albo i 50. Jeżeli
        możliwość spełnienia woli mojego M. (dbanie o kontakty między rodzeństwem)
        będzie blokowane przez negatywne stanowisko Exi (a nie np. niechęć pasierbicy),
        skorzystam z wyroku i będę się starała wyegzekwować jego ewentualne
        postanowienia. Myślę, że zawsze z wyrokiem będzie mi łatwiej niż bez, bo to o
        jedną możliwość więcej.

        "Czy pomyśleliście, choć chwilę, ze nastolatka ma już własne życie, własnych
        > znajomych, koleżanki i kolegów, z którymi się spotyka właśnie głównie w
        > weekendy, czy pomyśleliście, choć chwilę o tym, ze dzieciak w weekend musi
        też odrabiać lekcje i ewentualnie nadrobić to czego nie miał czasu zrobić w
        czasie tygodnia, że musi przeczytać lekturę?

        Od sześciu lat odrabia u nas lekcje na poniedziałek wypadający po "naszym"
        weekendzie, czytać nie zabraniamy. Gyby nie chciałą do nas przyjeźdżać
        wystarczyłoby to powiedzieć. Problem nie polega na częstotliwości kontaktów (ta
        pozostanie bez zmian), ale na formie ich realizowania (dowozy dzielone 50-50).

        Tak, rozbić rodzinę to "dla dobra dziecka" - szczęśliwa matka, szczęśliwe
        dziecko. Wyrwać dziecko z Jego środowiska "dla dobra dziecka)- mama kocha Pana,
        to i dziecko pokocha i będzie miało nową, pełną rodzinę. Walczyć o utrzymanie
        kontaktów i więzi rodzinnych to "nie dla dobra dziecka" - bo dziecko lekcje
        musi odrabiać. Walczyć o podział w dowożeniu dziecka to "nie dla dobra
        dziecka" - bo lepiej, żeby ojciec na którymś tam tysięcznym kilometrze zasnął
        za kierownicą i rozwiązał sam problem wcinania się w "nową rodzinę" mamy
        (zostawiając po sobie polisę i solidną rentę oczywiście).

        "Macie pretensje do Ex, ze się wyprowadziła, kiedy Wy również, zapewne bez
        konsultacji z nią, wyjechaliście z kraju".

        Ale CAŁKOWICIE ponosimy tego konsekwencje. Dziecko jest odbierane o tych samych
        porach co zwykle i odwożone do domu jak zawsze. Nasza decyzja nie miała wpływu
        na życie Exi.
        • natasza39 Braktalentu ma rację! 06.06.07, 00:27
          braktalentu napisała:
          > Pomijając moją subiektywną ocenę "trudu" Exi, faktem jest, że podjęła się Ona
          > tego trudu w pełni świadomie. Ta część umowy była Jej inicjatywą przyklepaną
          > przez ówczesnego męża. Tzn. prosząc o rozwód bez orzekania o winie i z
          > przyznaniem Jej prawa do opieki nad córką, wiedziała, że podejmuje się "trudu
          > wychowawczego". Mój M. natomiast nie wiedział nic o planach wywiezienia córki,
          >
          > więc podejmował decyzję o pójściu Exi na rękę na podstawie niepełnych danych
          > (myślał, że dziecko nadal będzie mieszkało trzy ulice dalej), bo Exia chęć
          > wyjazdu po prostu zataiła. Zataiła po to, żeby nie ponosić konsekwencji swojej
          > decyzji. Bo gdyby M. wiedział, że dziecko zostanie wywiezione, podjął by walkę
          > o pozostanie córki już w trakcie rozwodu.

          Szkoda, ze nie napisałaś tego zaraz na początku.
          Tak jak wobec męża lilianki słusznym wydawało się wszystkim piszącym tu na
          forum, że winien jest płacić ustalone za cenę szybkiego i bezproblemowego
          rozwodu alimenty, tak w tym przypadku ex Twojego M obowiązują pewne ustalenia.
          Słowo sie rzekło kobyłka u płota, drogie paniesmile
          Honor zasadniczo nie jest domeną tylko mężczyzn. Powinny go miec tez kobiety.
          Ponadto nie wiem w czym problem, z tym dowozem do dziadków M.
          Juz w poprzednim wątku braktalentu napisała, że ex jeździ raz w miesiącu do
          swoich rodziców w tym samym mieście wraz z dzieckiem. Co zatem za problem aby
          również dziecko "okazać" tamtym dziadkom?
          Ja tu jakiejś złej woli ze strony braktalentu i jej partnera nie widzę.
          Zauważcie, ze wtedy gdy sam się przeprowadził ponosił wszystkie koszty związane
          z przejazdem dziecka do niego tam i z powrotem.
          jeśli ex się przeprowadziła i to nie dlatego, że w rodzinnym mieście traci pracę
          i musi w innym na chleb zarabiać, to wybaczcie, ale niech teraz wozi dziecko do
          ojca, kiedy tylko dziecko i ojciec sobie tego życzą.
          To był jej wybór, bynajmniej nie podyktowany dobrem dziecka i zapewnieniem mu
          bytu, a zatem dlaczego to ojciec i dziecko maja teraz ponosić koszty jej wyboru?
          A jeśli jej to nie odpowiada, jeśli dziecko jest dla niej ciężarem i nie
          zamierza ponosić konsekwencji swych decyzji, niech powierzy opiekę nad dzieckiem
          ojcu i sama je odwiedza.
          Nie zawsze to matka jest ta stroną, której należy bezwarunkowo współczuć.
          Ja tu nie widzę złośliwości męza braktalentu.
          Ja tu raczej widzę konsekwencję w dążeniu do tego, aby wszyscy trzymali się
          wcześniejszych ustaleń.
          Tak jak ex męża lilianki raczej nie kierował się złośliwością chcąc wysłać
          dziecko do prywatnego gimnazjum, bo takie wcześniej z ex mężem i ojcem decyzje
          podjęli, tak maż braktalentu nie jest złośliwy i konsekwentnie wymaga aby ona
          dziecko wowiozła te 450 km, skoro wcześniej ustalili, ze dzieciak będzie
          mieszkał te 3 ulice dalej.




          • braktalentu Nie do końca tak-:( 06.06.07, 06:11
            Bo i ile w przypadku lilianki została zawarta umowa "łatwy rozwód za
            zapewnienie bytu", o tyle w przypadku mojego M. umowy nie było, bo Exia o
            wyprowadzce nie poinformowała.
            • olabooga Re: Nie do końca tak-:( 06.06.07, 09:35
              nie powinno byc tak, nie moze !! ze jakakolwiek ze stron po rozwodzie jest
              zablokowana w życiowych działaniach tylko dlatego ze istnieje dziecko!
              Miała wszelkie prawo przeprowadzic sie tam gdzie poszedł jej facet!
              • poxywka Re: Nie do końca tak-:( 06.06.07, 10:26
                alez prawem nie jest to zakazane; prawo jak na razie kaze dawac dziecku jesc i
                zapewniac bezpieczenstwo oraz warunki do wypelniania obowiazku szkolnego; nie
                ma przepisow, ktore nakazuja wziac odpowiedzialnosc za wychowanie dziecka oraz
                jego rozwoj emocjonalny; kazdy moze sie przeprowadzac dowolna ilosc razy i miec
                dziecko w glebokim powazaniu; dziecko w ogole nie powinno blokowac rodzicow w
                ich zyciowych dzialaniach tylko dlatego ze istnieje , w koncu kto by sie tam z
                nim liczyl? wywiezc za granice nie mozna niestety bez zgody drugiego rodzica
                ale mozna jeszcze oddac do domu dziecka i wyjechac;
                pkp po prostu
                to jest chyba tak, ze jesli czlowiek posiada pewien poziom empatii, poczucie
                sprawiedliwosci (to np.odnosnie tego, kto powinien ponosic koszty czyich
                przeprowadzek w aspekcie dziecka) oraz poczucie odpowiedzialnosci to posiada je
                w stosunku do wszystkich ludzi: meza, zony, exi, exa ,nexi jak i rowniez
                dzieci - albo w stosunku do nikogo; nie da sie byc porzadnym czlowiekiem z
                pewnymi wyjatkami; az mi sie cisnie na usta slawny ostatnio cytatsmile

                pozdrawiam
                poxywka
              • braktalentu Re: Nie do końca tak-:( 06.06.07, 11:59
                Rozumiem, że pisząc WSZELKIE prawo, masz na myśli również prawo moralne. To ja
                zadam takie pytanie: Czy miała prawo moralne odebrać swojemu dziecku, możliwość
                widywania się rodziną ze strony ojca - bo do tego to się sprowadza?
                Jeżeli uważasz, że tak, to proponuję pogadać o czymś innym.
                Jeżeli uważasz, że nie, to zastanów się jak te dwie rzeczy pogodzić -
                wyprowadzka matki i spotkania z ojcem. Ja widzę takie rozwiązanie: współpraca
                matki w zakresie dowożenia dziecka. Fajne co?

                • braktalentu Re: Nie do końca tak-:( 06.06.07, 12:01
                  Dziwnie mi się wkleja od kilku dni. to oczywiście odpowiedź dla olaboga-smile
          • kicia031 Re: Braktalentu ma rację! 06.06.07, 10:38
            A ja uwazam, ze nie wiemy, czy Exia "zataila" zamiar przeprowadzki, czy tez
            powziela go w pozniejszym terminie. Czescia umowy jak rozuumiem nie bylko to,
            ze bedzie mieszkac w tym samym miejscu do smierci, o tym nie bylo mowy, mac
            brakutalentu ZALOZYL ze tak bedzie. Brak talkentu wie to, co widzi jako
            prawdziwe jej maz. A jego optyka jest niestety wypaczona, bo jest zaangazowany
            emocjonalnie.

            I jeszcze raz dodam, ze ja mam doczynienia z taka sytuacja na 2 frontach, bo
            zarowno Ex jak i Exia mieszkaja w inncyh miastach, maja malutkie dzieci i
            transport jest utrudniony. Ale jakos saobie radzimy, mimo trudnosci we
            wspolpracy ze strony Exi i okazjonalnych odpalow Exa.

            To, co robicie, razi moje poczucie moralnosci i przyzwoitosci, a szantaz
            opisywany przez ciebie wczesniej budzi moj wstret. Ale oczywiscie to moje
            subiektywne odczucia.
            • braktalentu Re: Braktalentu ma rację! 06.06.07, 11:46
              M. założył, że córka będzie mieszkała w tym samym mieście, bo nic nie
              wskazywało na Jej przeprowadzkę. Pan był miejscowy. Exia mogła zostać w
              mieszkaniu pod warunkiem jego przepisania na dziecko.

              Prawo faktycznie nikomu nie zabrania przenosić się nawet na drugi koniec kraju.
              Co więcej uważam, że słusznie nie zabrania. Przecież mówimy o dwojgu,
              dorosłych, niezależnych ludziach. Z jednym "ale". Jak ktoś ma dziecko, to jest
              odpowiedzialny również za nie. I jeżeli wpada Mu do głowy pomysł wyjazdu, to
              bierze pod uwagę jak to wpłynie na sytuację dziecka. I albo ustala coś z drugim
              rodzicem (a nie ukrywa wszystko do ostatniej chwili), albo działa w sposób,
              który na życie drugiego rodzica i jego kontakty z dzieckiem nie będzie miał
              wpływu.
              Jak sama napisałaś Kiciu, z uprzejmości dowozisz Bąbelka na dworzec. W Twoim
              wypadku ja też uważam, że to czysta uprzejmość i dbałość o kontakty Twojego
              dziecka z Jego ojcem. Ale to Twój EX się wyprowadził. Nie Ty. A gdyby teraz
              Ojciec Groszkowca uznał, że z przyczyn rodzinno zawodowych trzeba się przenieść
              do Gdańska. Czy oczekiwałabyś od EXa, że będzie z uśmiechem na ustach
              przyjeżdżał do Gdańska?
              Sprawa ta ma jeszcze jeden aspekt. "Przeprowadzanie" dzieci przez matki dotyczy
              nie tylko ludzi zarabiających kilka średnich krajowych, ale również Kowalskiego
              z pensją 2000 PLN brutto. I jak sobie wyobrażasz utrzymanie kontaktu z
              dzieckiem przy podejściu Matki "mam prawo" mieszkać w Cigacicach.
              Swego czasu opisywałam na SM nasz dokładny rozkład jazdy. Nie pisałam, czy to
              trudne, czy to łatwe. Podawałam schemat. Komentarz jednej z Mam był taki "no,
              właśnie. Można to sobie zorganizować. Ale "tatuś" mojej córki.........". Można,
              ale nie każdy jest w stanie udzwignąć te koszty (finansowe, organizacyjne).

              Uważam, generalnie, czyli bez względu na szczegóły dotyczące pierwszego
              małżeństwa mojego M., że rodzic podejmujący decyzję o "przeprowadzeniu"
              dziecka, powinien być zobligowany do dzielenia obowiązków związanych z
              utrzymywaniem kontaktów z drugim rodzicem, bo Jego decyzja MA wpływ na życie
              drugiego rodzica i dziecka.

              Dla równowagi -smile dodam (o czym też wielokrotnie pisałam), że rodzic decydujący
              się na kolejne potomstwo w nowym związku, nie powinien obarczać konsekwencjami
              swojej własnej decyzji drugiego rodzica, czyli kolejne dziecko, nie powinno być
              podstawą do obniżenia alimentów na poprzednie.

              Jetem zwolenniczką nie obarczania konsekwencjami własnych decyzji osób
              trzecich. Tak rozumiem odpowiedzialność.

              Szantaż zakłada narobienie komuś koło pióra jeżeli nie zgodzi się na nasze
              warunki. Informacja o udaniu się do Sądu nie jest szantażem. Jest jasnym
              postawieniem sprawy. Skoro my się nie możemy dogadać, niech ustali coś Sąd.
              Przecież nikt nie powiedział, że wyrok zapadnie na naszą korzyść. No chyba, że
              Ty masz taką pewność. Widocznie masz też do niej podstawy...
              • chalsia Re: Braktalentu ma rację! 06.06.07, 13:36
                > Szantaż zakłada narobienie komuś koło pióra jeżeli nie zgodzi się na nasze
                > warunki. Informacja o udaniu się do Sądu nie jest szantażem. Jest jasnym
                > postawieniem sprawy. Skoro my się nie możemy dogadać, niech ustali coś Sąd.

                zgadzam się z powyższym. Konsekwencją niemożności porozumienia między rodzicami
                jest skorzystanie z niezależnej instytucji, która arbitralnie postanowi zamiast
                rodziców.
                Chalsia
                • kicia031 Chalsiu 06.06.07, 13:40
                  Ale przeczytalas, jak sprawa wyglada? Dla mnie to wyglada tak, ze nadziany
                  tatus nasyla prawnika na kobiete, ktorej na takiego prawnika nie stac, by wymoc
                  na niej podejmowanie takich decyzji wychowawczych, jakich chce tatus, a nie
                  takich, jakie wspolnie wypracuja.
                  • chalsia Re: Chalsiu 06.06.07, 13:53
                    nic nie zmusza eksi do odstąpienia od swojego zdania - ona sama je zmienia. Ale
                    może mam skrzywione spojrzenie, bo sama twarda jestem i się nie boję konfliktów
                    (choć oczywiście staram sie ich unikać jesli można).

                    Z postu nie wynika, czy ona na te 2-3 dni przed terminem złożenia pozwu do sądu
                    po prostu zgadza się na wszystko, czego ojciec chce, czy przystepuje do
                    dyskusji/negocjacji.
                    Uwazam akurat za fair, że jest informowana dokładnie o treści pozwu.
                    Chalsia
                  • braktalentu Można skorzystać z prawnika z urzędu 06.06.07, 15:34

                    Pomijając wszystko inne, nikt nie bronił w życiu Exi "się nadziać" i mieć na
                    prawnika. Owszem przez pierwszy rok życia córki siedziała w domu i kończyła
                    studia (ale pomidorki w tym czasie, same pod próg się nie turlały), ale potem
                    oboje pracowali równie ciężko i długo (córkę de facto wychowała babcia). To, że
                    Exia wykonywała mało intratne zajęcia to Jej wybór życiowy. To, że po sprzedaży
                    dorobku małżńskiego - mieszkania(kupionego bez kredytu) wolała gotówkę
                    skonsumować niż obrócić i rozmnożyć, to też Jej wybór. To, na co obecnie wydaje
                    pieniądze (zamiast na prawnika) to także Jej sprawa.

                    Rozumiem, że z racji posiadanych dóbr materialnych Mąż powienien dać byłej
                    żonie fory i zapłacić również za Jej adwokata lub zrezygnować z własnego i
                    wtedy dopiero udanie się do sądu byłoby rozwiązywaniem problemu, a nie
                    szantażem.

                    Gdyby M. i była żona mieli tę samą chierarchę wartości i wynikające z niej
                    poglądy na wychowanie, prawdopodobnie to tej pory byliby małżeństwem. A nawet
                    jeśli nie, to pewnie łatwiej byłoby im coś wypracować. Nie da się "wypracować"
                    z kimś kto nie podejmuje dialogu bez odpowiedniego bodźca. Dla Exi takim
                    bodźcem jest na ogół pozew.
    • pamigotka Re: Kto przywiezie dziecko i dlaczego nie ja-:) 09.06.07, 11:11
      Uważam , ze rodzice decydujący sie na zmiane zwiazana z ograniczeniem kontatku
      z dzieckiem powinie współdziałac w spół tworzeniu tego kontaktu..
      Ale to w świecie idealnym.

      Myśle , ze siłą jeszcze nikogo do niczego sie nie zmusiło. Nawet jak wygraćie
      wbitwe to czy wygracie wojne???
      Myśle też o tym dziecku . Ile bedzie w stanie tak jeżdzic?
      Na poczatku pewnie często - potm pewnie bedzie coraz trudniej.
      Puki trwa wala to i adrenalina dziala , ale co bedzie gdy zacznie zagladać w to
      codzienośc i szarośc. Gdy akurat babcia w dany weekend bdzie zmęczona i nie
      bedzie już taka przygotowana by zapenwić wnuczce caly wekend, gdy przyrodnie
      rodzeństwo bedzie chore, lub wójek akurat zmęczony po pracy.. Gdy dziwczyna
      bedzie wolała sie spotkac w wekend z koleżankami niż przemiezać następne
      kilometry... itd...
      Czy myśleliscie o zwyczajnym zyciu gdy juz wygracie tę bitwe, o waszym
      zmeczniu, zmeczeniu tego dziecka ciągła podróża,.Wiesz myśle , ze jaest w Was
      złośc i zal , ze nie mogliście wpłynąc na decyzje eks o jej wyjeżdzie , ja to
      rozumiem, nie jedna matak miała w sobie taka złośc.
      Ale warto pamietac ze sa rzeczy na które nie mamy wpływu , oczyiście możemy
      mimo to próbowac udowodnic swój wpływ - pytanie tylko komu to zaszkodzi i
      komu to dokopie najbardziej , wybacz ale myśle , ze bez względu na wyrok - wy
      bedziecie przegrani - bo nie walczyć z dcyzja eks na która nie macie wpływu ,
      nawt jeśłui sie wam wydaje ze macie.
Pełna wersja