anka262
16.06.07, 23:26
tak już parę miesięcy czytam, jak radzicie innym, jak przekonujecie, by
nabrały sił i odeszły bo "będą stare i grube" i t p. I to świetnie trzyma na
duchu, pomaga, bynajmniej mi. Tyle sie tu pisze o tym, jak wam fajnie samym -
super sprawa, napewno,mnie tez by było ok, wiem to...Ale w tym wszystkim nie
zapominajcie o cholernie trudnych warunkach materialnych, jakie za tym idą. I
nie wierzę, nie uwierzę, że chodzi zawsze o tę "siłę", by odejść,na co
wszystkie życzliwe odpowiadają - "nie czekaj,łap życie"..jasne, też tak
sądzę, dlatego wpadłam w potężną deprechę - zawsze byłam tego zdania, a teraz
sama nie mogę odejść. Dziewczyny, nie każda ma dom do podziału, dwa auta, lub
dwa mieszkania na boku, żeby można było tak po prostu "mie siłę". A patrzył
ktoś na tę sprawę tak przyziemnie?? po polsku??
w większości tych, którym sie nie udało uciec/odejść jest podobnie:
- zarabiam 700 zł netto...
- sama muszę wynająć mieszkanie, by "łapać życie pókim młoda" - najtańszy
koszt wynajmu w moim mieście 600zł - dwa pokoiki
- do tego przedszkole bo akurat dwójka w takim wieku - 550 zł
- dodajmy jeszcze opłaty...ubranka...
no a reszta zostaje na urządzenie się od nowa i trwonienie kasy w tym "nowym
lepszym" życiu


odpowiedź jest prosta - alimenty?? to ile musiało by ich być...skoro zostaja
jeszcze wspólne kredyty zaciągnięte podczas, a on zarabia na przykład
1.700...takie są realia...nie oszukujmy się, a tu raczej sie czyta o sile, by
wyjść z toksycznych związków, o motywacjach i planach na przyszłość...no i
oczywiście o podziałach majątku...
nie zawsze jest co dzielić a rady są podobne, czasem też zgryźliwość, że
jeszcze sie w tym tkwi.
Pozdrawiam