według mnie trochę to wyidealizowane

16.06.07, 23:26
tak już parę miesięcy czytam, jak radzicie innym, jak przekonujecie, by
nabrały sił i odeszły bo "będą stare i grube" i t p. I to świetnie trzyma na
duchu, pomaga, bynajmniej mi. Tyle sie tu pisze o tym, jak wam fajnie samym -
super sprawa, napewno,mnie tez by było ok, wiem to...Ale w tym wszystkim nie
zapominajcie o cholernie trudnych warunkach materialnych, jakie za tym idą. I
nie wierzę, nie uwierzę, że chodzi zawsze o tę "siłę", by odejść,na co
wszystkie życzliwe odpowiadają - "nie czekaj,łap życie"..jasne, też tak
sądzę, dlatego wpadłam w potężną deprechę - zawsze byłam tego zdania, a teraz
sama nie mogę odejść. Dziewczyny, nie każda ma dom do podziału, dwa auta, lub
dwa mieszkania na boku, żeby można było tak po prostu "mie siłę". A patrzył
ktoś na tę sprawę tak przyziemnie?? po polsku??
w większości tych, którym sie nie udało uciec/odejść jest podobnie:
- zarabiam 700 zł netto...
- sama muszę wynająć mieszkanie, by "łapać życie pókim młoda" - najtańszy
koszt wynajmu w moim mieście 600zł - dwa pokoiki
- do tego przedszkole bo akurat dwójka w takim wieku - 550 zł
- dodajmy jeszcze opłaty...ubranka...
no a reszta zostaje na urządzenie się od nowa i trwonienie kasy w tym "nowym
lepszym" życiusmilesmile
odpowiedź jest prosta - alimenty?? to ile musiało by ich być...skoro zostaja
jeszcze wspólne kredyty zaciągnięte podczas, a on zarabia na przykład
1.700...takie są realia...nie oszukujmy się, a tu raczej sie czyta o sile, by
wyjść z toksycznych związków, o motywacjach i planach na przyszłość...no i
oczywiście o podziałach majątku...

nie zawsze jest co dzielić a rady są podobne, czasem też zgryźliwość, że
jeszcze sie w tym tkwi.
Pozdrawiam
    • anula36 Re: według mnie trochę to wyidealizowane 16.06.07, 23:39
      tak przyziemnie po polsku jak zostajesz sama z dziecmi, a maz sie stlenia do innej, to jak w Legii Cudzoziemskiej- maszerujesz albo zdychasz.
      Nie wszystkie forumowe rozwody wynikaja z wyrafinowanego wyboru.
      • rozwodnica Re: według mnie trochę to wyidealizowane 16.06.07, 23:41
        A Ci co teraz piszą optymistycznie latami pomieszkiwali u rodziców z dzieckiem i
        zaciskając zęby wysłuchiwali jak to sobie głupio życie zmarnowali.

    • akacjax Re: według mnie trochę to wyidealizowane 16.06.07, 23:43
      W zasadzie w niektóre dni wszytko jest niemożliwe.
      W inne świat staje się bardziej kolorowy i wzrastają nasze możliwości.
      I z tego powodu w dnach "niżu" nie nalezy ani podejmowac decyzji, ani roztrząsać swoich możliwości..bo... spokój jest bezcenny, bo zmuszeni jesteśmy w stanie wykrzesać z siebie więcej, bo w innym punkcie rzeczywistości świat wygląda inaczej.

      Nikt nie namawia tu na rozwody bez powodu.
      Ale czasem powody są bardzo poważne.
    • maheda Re: według mnie trochę to wyidealizowane 16.06.07, 23:44
      Może musiałabyś na początku się przeprowadzić, skorzystać z czyjejś pomocy (masz
      możliwośc wyprowadzki do rodziców, albo kogoś innego, bliskiego?)
      Ja się wyprowadziłam z dzieckiem do rodziców, bo nie miałam żadnej pracy.
      Nie mieliśmy do podziału ani jednego mieszkania, ani jednego samochodu, ani
      nawet grubego konta w banku.
      Pomagali mi też przyjaciele.
      Bez nich wszystkich nie poradziłabym sobie wcale.
      Szukałam pracy - znalazłam; pracowałam na początku bardzo ciężko, dopracowałam
      się w szybkim tempie m.in. pierwszego w życiu zapalenia płuc, ale jakoś dałam radę.
      Było mi na początku naprawdę cholernie ciężko. Myślę, że nie tylko mi tutaj na
      forum. Wiele osób na swoje obecne zadowolenie z życia zapracowało solidnie i ciężko.
      Ja o sobie mogę powiedzieć - było warto.
    • alexolo Re: według mnie trochę to wyidealizowane 16.06.07, 23:44
      wiem co masz na mysli.... ta bezradnośc i polska rzeczywistości jest
      straszna!!!!!!
      koszmar z mężem w domu ...ale nie ma perspektyw aby sie z tego
      wyrwać!!!!
      hm..... ja na szczescie teraz jestem w super sytuacji!!!....
      sama zarabiam ..mam swój mały kąt...małe autko... i jedszcze
      alimenta......tak jest teraz ...jak bedzie nie wiem....ciesze sie z tego
      co mam...

      nie wiem co bym zrobiła gdybym musiała odejśc ...miała dwójke dzieci
      ..zero możliwości i 700 zł?>

      nie doradze... chyle czoła ..zycze wytrwałości i odmiany losu...nie wiem
      co powiedziec
      • anka262 Re: według mnie trochę to wyidealizowane 16.06.07, 23:57
        żebyście mnie tylko źle nie zrozumiały - ja nie narzekam, z reguły sie nie
        użalam, raczej szukam wszystkich mozliwości, ide pod wiatr chociaż ciężko.
        Chodziło tylko o to, by nie czytać tylko o podziałach, kontach emerytalnych,
        albo jak przelac kasę by sie nią nie dzielić.nie zawsze tak jest i posty
        napisane wyżej są naszą codziennością. Dokładnie - nie wiadomo co zrobić w
        naszych realiach mając dwójkę dzieci, w tym jedno poważnie chore. Wiadomo
        tylko, że trzeba działać...
    • nangaparbat3 Re: według mnie trochę to wyidealizowane 16.06.07, 23:53
      Pamietam, ze na ktoryms z forumowych spotkań mowiłam o tym, ze na forum mamy z
      lekka spaczony obraz swiata, bo większość z nas zarabia co najmniej znośnie. I
      wtedy kolega, skadinad naprawdę bardzo madry i wrazliwy facet, powiedział: to
      prawda, ale nawet w najgorszej sytuacji mozna sobie poradzic, moja klientka
      zrobiła taki swietny wykaz wydatków na dziecko - nie ma forsy, ale poradzi
      sobie.
      Nie przyszlo mu do glowy, ze kobieta, która stac na adwokata, nijak sie ma do
      tego, o czym mowiłam.
      I przyznam Ci sie, ze rzadko zagladam do "samodzielnych", bo nie potrafie
      udźwignać ich bólu, w duzej mierze pochodzacego właśnie stąd, że pieniadze - a
      raczej brak pieniedzy.
      To jest jakies szczegolnie bolesne w swiecie, w którym poza pieniedzmi naprawdę
      nic juz sie nie liczy.
    • kasiar74 Re: według mnie trochę to wyidealizowane 17.06.07, 01:14
      No tak bedzie ciężko co nie oznacza że niemozliwe jest odejście, może
      pomieszkasz zanim staniesz na nogi i zmienisz prace co w tej sytacji jest
      konieczne np. u rodziców, moze u kogos bliskiego? Ja tez sądziłam że mogę sobie
      nie dać rady tym bardziej że spłacam długi który raczył mi pozostawić małżonek,
      ale ta sytacja jest dla mnie sporym bodźcem do działania. Muszę i już, nie ma
      innego wyjścia.
      • 374.4w Re: według mnie trochę to wyidealizowane 17.06.07, 08:27
        nie wszyscy piszą o podziale domów, aut, kont itp,nie wszyscy widać mają co dzielić;
        Przychodzi taki moment,że albo zginiesz,albo cos zmienisz-odejdziesz. I
        zyjesz,często z niejakim zaskoczeniem: jakim cudem,skąd mam siły,pieniądze.
        To kwestia granic wytrzymałości na małżeńską codzienność
    • joannab36 Re: według mnie trochę to wyidealizowane 17.06.07, 10:16
      Gdy mąż ode mnie odszedł - miałam 23 lata, 5-letnie córki (bliźniaczki),
      ukończoną szkołę podstawową i pracę sprzątaczki. Alimentów się doczekałam
      dzięki komornikowi po przeszło pół roku.
      Tak naprawdę pewnie bym sobie nie dała rady, ale dzięki pomocy mojej Mamy, a
      także pewnemu znieczuleniu się na rzeczywistość udało mi się wiele zmienić w
      moim życiu.
      Obecnie mam bardzo dobrą pracę, własne mieszkanie i samochód. Dzieci już
      pełnoletnie: studiują i mam z nich pełną satysfakcję. Alimenty na nie otrzymuje
      w wysokości 600 zł na obie łącznie.
      Ale zostało to okupione ogromną pracą: 9 lat uzupełniałam wykształcenie w
      trybie zaocznym (liceum, szkoła policealna, studia, studia podyplomowe), od
      kilkunastu lat pracuję na więcej niż jednym etacie, praktycznie moje życie
      towarzyskie jest ograniczone do znajomych z pracy.
      A najbardziej brakuje mi tego, że moje relacje z dziećmi nie były takie jak bym
      chciała: byłam trochę jak kukułka, dzieci widywałam, ale zajmowały się nimi
      głównie inne osoby.
      Ale skończyły dobre szkoły, nigdy im raczej niczego nie brakowało, znają
      świetnie języki obce, obecnie jedna wybiera się na studia za granicę, druga też
      to planuje, ale może na 3 roku.
      Nie wiem, czy dobrze zrobiłam wybierając takie życie. Jeszcze czas pokaże.
      • anka262 Re: według mnie trochę to wyidealizowane 17.06.07, 15:38
        właśnie o to chodziło. Problemy rozwodników nie polegają wyłącznie na tym,że
        żona woła 1400 zł alimentów, a mąż pyta jak zataić dochody, by dostała tylko
        tysiąc. Rozwody nie biorą się również z faktu, że "mąż cały czas poświęca się
        firmie, wraca o 22 a ja jestem samotna i odrzucona i gdzies mam jego pieniądze,
        dwa domy letniskowe, i coraz to kosztowniejsze rozrywki dla dzieciaka". Takich
        jak my tutaj są miliony, cierpiących, tęskniących czy nienawidzących. Ale jest
        też milion takich, które nawet tu nie zaglądają, bo...banalnie proste - nie
        stać ich na internet, a co dopiero wynajęcie " bdb prawnika z Warszawy"
        Taki jest sens tego wątku. Oczywiście forum pomaga, jak najbardziej, ale jak
        świetnie ujęła to moja poprzedniczka - lekko spaczony obraz polskiej
        rzeczywistości. Nie dla wszystkich rzecz jasna...
        • z_mazur Re: według mnie trochę to wyidealizowane 17.06.07, 15:49
          Hmmm, a mnie się wydaje, że jest jeszcze inaczej.
          Po prostu piszą tu ludzie którzy, przeszli ten dramat i przypadkiem tutaj trafili. I tyle.
          Sprawy tutaj poruszane są najczęściej traktowane indywidualnie, mało jest dyskusji ogólnych dotyczących "zjawiska rozwodu w Polsce jako takiego".
          A to że takie osoby tu rzadko trafiają to już zupełnie inna kwestia.
          Budowanie jakiegokolwiek ogólniejszego obrazu na podstawie tego forum nie ma sensu, bo wiadomo, że to forum nie jest statystycznie biorąc reprezentatywną grupą.
          • libra22 Re: według mnie trochę to wyidealizowane 17.06.07, 16:12
            Kilka moich koleżanek-rozwódek ma ciągłe długi: debet, karta kredytowa,
            niezapłacone rachunki za miekszkanie. Ale nie żałują rozwodu.
            Może trzeba jak w Desyderacie: nie porownywac się do nikogo, bo zawsze
            będą "lepsi" i to wywołuje zgorzknienie i "gorsi" i to wywołuje pychę.
            A każdy wybiera swoją drogę i nikt nie ma prawa tego krytykowac z pozycji
            wyższości.
          • fankaaa Re: według mnie trochę to wyidealizowane 17.06.07, 16:26
            Ależ oczywiście,że obraz "rozwodowej rzeczywistości", jaki się wyłania z tego
            forum nie jest obiektywny. I nie może być choćby dlatego,że piszą tu wyłącznie
            ci, którzy mają dostęp do komputera.
            Rozwodnicy, jak to ludzie, są różni , mają różne problemy i o takich problemach
            tu piszą. Trochę mnie zaskoczyło stwiedzenie autorki wątku,że o pewnych
            sprawach nie chciałaby czytać. Więc co, mamy nie pisać ?
            I zdaję sobie sprawę,że żyje całe mnóstwo osób, które mają trudniejszą sytuację
            życiową niż ja, ale co w związku z tym ?
            Droga autorko, wiem co chcesz nam powiedzieć i rozumiem Twoje rozgorycznie.
            Jednak możemy Ci udzielić wsparcia (a może i pomocy, kto wie) tylko tacy, jacy
            jesteśmy smile
            • anka262 Re: według mnie trochę to wyidealizowane 17.06.07, 19:05
              droga fanko, źle zrozumiałaś to, co chciałam tu przekazać. Całkiem inaczej
              zinterpetowałaś moje posty. Nie pisze tu po to by Was oceniać!!

              "Jednak możemy Ci udzielić wsparcia (a może i pomocy, kto wie) tylko tacy, jacy
              >
              > jesteśmy"
              a jacy jesteście??czy ja oceniam wasze postepowanie, krytykuję za cokolwiek??
              jesteście wspaniałymi ludźmi, z bagażem na plecach i za to jesteśmy w pewnym
              stopniu bardziej wartościowi od innych.

              "że o pewnych
              > sprawach nie chciałaby czytać. Więc co, mamy nie pisać ?" Znów subiektywna
              interpretacja...czy do prawdy tego nie zrozumiałaś??hmm nieważne, niektóre
              osoby doskonale zrozumiały wątek i to budującesmilesmile
              a rozgoryczona nie jestem, wcale.Po prostu tak jak inni dzielę się swoimi
              przemyśleniami a to zasadnicza różnica! Dam sobie radę, i choć w moim
              przypadku może to trwać dłużej, jestem wytrwała, spróbuję.A chwile zwątpienia
              ma każdy. Choćby dlatego, że nie mogę jak inni zmieniac pracy bo płacą więcej,
              ja muszę pracować z komórką w ręce non stop. Gdy moje dziecko dostanie ataku
              epilepsji w przedszkolu, muszę sie tam znaleźć natychmiast, w ciągu paru minut,
              mimo że jestem w pracy. Gdy dostaję wiadomość,że jest miejsce na naświetlanie
              jej głęboko niedowidzącego oczka, dwutygodniowe serie rehabilitacyjne również
              trwaja podczas godzin pracy. Nie będę więcej wymieniać bo to nie miejsce,
              chciałam tylko udowodnić, że nie mam pretensji do Was ani całego świata...nie
              taki był sens.
              Mam nadzieję, że będę mogła być z siebie dumna tak, jak Wy. Tyle
              • ladyhawke12 Anka 17.06.07, 21:25
                I będziesz dumna z siebie, dasz radę. Są tu ososby które poradziły sobie nie tylko np z chorobami swoich dzieci, ale równierz będąc same ciężko chore. Są tu ososby które nie miały co wsadzić do tzw. gara, i dały sobie radę, są osoby kttóre mimo wykształcenia, brały do domku prace chałpniczą i nie sypiały po nocach by dzieci miały co jeść, lub sprzątały u ludzi, chowając dumę do kieszeni. Można naprawdę wiele zrobić aby przeżyć, i żeby dzieci może nie miały wszystkiego bo przecież nie o to chodzi, ale by rosły w spokoju, i miłości, a dla tego warto zrobić wiele.
              • fankaaa Re: według mnie trochę to wyidealizowane 17.06.07, 22:01
                Być może źle Cię zrozumiałam. Jednak przeczytaj jeszcze raz Twój drugi wpis, bo
                być może moja interpretacja nie jest całkowicie pozbawiona sensu ...
                I naprawdę rozumiem Twoją sytuację lepiej niż myślisz.Pozdrawiam smile
    • inus30 Re: według mnie trochę to wyidealizowane 17.06.07, 22:03
      wyprowadzając się z domu zabrałam lodówke i kuchenny naroznik (a i tak było że
      zabrałam nawet ściany wink) wczesniej sie przygotowałam do przeprowadzki, tzn.
      dorabiałam pracami na kompie-pisałam je w nocy, w dzien chodziłam do pracy,
      spałam co drugi dzień. Z kasy jaką w ten sposób uzbierałam kupiłam dziecku łózko
      piętrowe żeby mu ciut osłodzić te nagłe zmiany, komode i uzywane fotele.
      Wynajęłam mieszkanie i straciłam prace. Dorabiałam gdzie się tylko dało, ale
      nigdy nie pomyslałam ze nie dam rady. Po roku znalazłam stałą pracę, po
      godzinach jeszcze sprzatam biuro za dodatkową kasę, no i nie przepuszczam żadnej
      okazji na dorobienie, a i tak ciągle mam debet. I co z tego. Najważniejsze że
      wiem, że MUSZE sobie radzić i nie dopuszczam myśli ze będzie inaczej. No i mam
      przyjaciół, to też ważne, żeby mieć wsparcie.
      Zarabiam niewiele więcej niż Ty, mam niewielkie alimenty. Nie w pieniadzach jest
      sedno, ale w Tobie.

Pełna wersja