wiolaska25a1
17.06.07, 11:44
Mam 26 lat. Miedszkam w Anglii. 2 miesiace temu wyprowadzilam sie od mojego
meza. 3 pazdziernika tego roku mineloby juz 5 lat odkad sie pobralismy.
Niestety chyba tego nie doczekamy razem. Klocilismy sie od dawna. Ostatnimi
czasy bylo tragicznie, wpradzie do rekoczynow nie doszlo ale malo brakowalo.
Mimo to zdecydowalismy sie na dziecko. Rok temy urodzilam cudownego bombusia.
To dziewczynka, ma na imie Natalie, to moj najwiekszy skarb jaki posiadam w
zyciu dlatego ja tak nazywam..... Pewnie to nieodpowiedzialne z mojej strony
ale zawsze myslalam ze skoro kiedys bedziemy musieli sie rozstac to zostanie
mi moj najdrozszy bombelek. Oczywiscie ze to egoistyczne ale tak wtedy
myslalam.
Teraz mam spokoj. Nikt mnie nie krytykuje, nikt nade mna nie dominuje, mikt
nie wysmiewa moich pomyslow, nikt nie neguje mojego zdania, ani skonczonych
studiow. Powoli wracam do siebie, bo byl okres kiedy wiecej plakalam niz sie
smialam. Wydawalo mi sie ze naprawde "jestem nikim i do niczego sie nie
nadaje nawet do seksu" - tak to kiedys okreslil moj malzonek. Dzis
wspominajac to jest mi przykro ale potrafie na to spojrzec z dystansem.
POmimo tego wszystkiego boje sie co dalej. Trzeba byc naprawde silnym zeby
pojsc na rozprawe sadowa i spojrzec mu w oczy. Opowiadac o wszystkim i byc
twardym. Jakis czas temu spotkalam kogos i to dzieki niemu wlasnie zroumialam
ze musze byc silna przejsc przez to wszystko i nie bac sie. Ciesze sie ze w
zyciu spotkalam jeszcze kogos kto sie o mnie troszczy jednak wciaz czuje zal,
poniewaz nie zamknelam jeszcze starego rozdzialu i nie moge sie pogodzic z
tym ze moje malzenstwo sie rozpadlo. Maz dowiedzial sie oczywiscie od
zyczliwych ze spotykam sie z kims urwal ze mna jakikolwiek kontakt jakbym to
ja byla winna wszystkiemu. A wiele azy o tym rozmawialismy jezeli cos sie
nie zmieni to odjde, ale on widac nie wierzyl w to. Napisal mi w e-mailu ze
dla dobra i szczescia dziecka powinnam przestac zajmowac sie przygodami
milosnymi on mi wszystko wybaczy i pozwoli wrocic. Przecierz to ja odeszlam
od niego bo traktowal mnie gorzej niz psa, a nie dlatego ze kogos poznalam.
JAk mozna byc tak perfidnym. Wiec dlaczego wzbudza we mnie poczucie winy, ze
on chce ratowac malzentwo a ja nie. Ale ile razy mozna przepraszac ile razy
mozna wybaczac. Dla mnie slowo "przepraszam" z jego ust przestalo miec
jakiekolwiek znaczenie. Przyszedl czas ze poprostu chcialam miec spokoj,
nawet zabierajc ojca mojej malej, bo z tym tez mialam dylematy.
Mimo to nienienawidze go , on chcialby sie zmienic ale pewnie tylko na
tydzien moze mieciac - nigdy nie bedziemy razem szczesliwi. Teraz to wiem bo
szukalam sladu prawdy w klamstwach, szukalam czegos co podtrzyma mnie na
duchu ze "przecierz moje malzenstwo nie jest jeszcze takie zle ze jakos to
bedzie moze wszystko da sie naprawic" Balam sie przyznac sama przed soba ze
dalej juz tak nie mozna zyc.
Chcialabym aby ulozyl sobie zycie z kims innym ale w takim razie dlaczego
czuje sie jakbym cos w zyciu stracila a jednoczesnie zaszlam zbyt daleko zeby
teraz sie wrocic....