wenezuela1
28.06.07, 10:32
aby "pomógł" mi odpłatnie usunąć z mojego życia byłego.
Ustaliliśmy z eksem, że spotyka się z dzieckiem co 2 tydz i zabiera do siebie
na sob i nd.
Z reguły jest tak, że umawiamy się pod Halą na godzinę 10.00 a koleś spóżnia
sie godzinę, półtorej...Ja z dzieckiem czekam, bo każde dziecko potrzebuje
ojca. Czekam godzinę, półtorej tylko dla dziecka. Nie ukrywam też, że moge w
te dni załatwić swoje sprawy, których nie mogłabym załatwić z maluchem.
Za każdym razem przerabiam to samo. Facet mówi, że już stoi za rogiem chociaż
jest w Ciechocinku. Czekam. Wszędzie zawsze sie spóżniam, albo muszę brać pod
uwagę i organizować sobie życie, tak aby rezerwować sobie godziny opóżnień,
albo zrobic tak, aby móc jednak być gdzieś tam z dzieckiem.
Wkurza mnie to maksymalnie. Dołuje i obezwładnia.
Wiecznie jestem od niego uzależniona i "jest nadzieja", że będę jeszcze długo
długo (dziecko jest małe).
Moje prośby i podchodzenie do eksa jak do człowieka - z szacunkiem
dają "nic". Jestem miła i uprzejma.
Historia sie powtarza z dodatkiem zdania dla mnie "nie będziesz mi wyznaczać
terminów i organizować zycia".
Gdyby nie dziecko...nie było by gościa..a tak...