maza15
13.07.07, 15:54
Napiszcie coś madrego,bo ja zgłupiałam.
Od końca stycznia ex starał się o to by wrócić do mnie.
Starał się,widziałam. Długo /do maja/,nie chciałam z nim na ten temat nawet
rozmawiać.Potem zaczęłam się zastanawiać,widzieć powoli jakąś szansę.
Twierdził,że popełnił błąd,że chce naprawiać,że wie,że łatwo nie będzie.
Trudny to partner w rozmowie,ale mówił...doceniłam to.W czerwcu wyjechałam z
dziećmi na kilka dni nad morze.Przyjechał nie zapowiedziany nas odwiedzić...
Było miło.Jak zawsze u nas,bez kłótni.Tydzień póżniej zabrał nas na 3dni na
ryby nad jezioro...Wszystko ok.Coraz cześciej mówiliśmy o powrocie,że może na
jesien,że nie będziemy się spieszyć.Zaczał codziennie do mnie dzwonić,kilka
smsów w ciągu dnia,częste wizyty. Za 3tyg mieliśmy wyjechać na wczasy,które
wykupił w kwietniu.Rozmawialiśmy o tym jak to bedzie,czy damy radę...Jasne
chyba jest,że nie ufałam mu do końca/rozstaliśmy się przez zdradę/.No i
sprawdziłam.Sprawdziłam jego biling tel.Wiedział,że to zrobię.Powiedziałam mu.
Nawet nie miał pretensji...Okazało się,że nadal kontaktuje się z tą
panienką/lat 20,on 40/.Smsy 3godz dziennie...jej wyznania w smsach
specjalnych...Jego codzienne tel do niej.Rozmawiałam z nim,bo
chciał.Powiedział,że nigdy nie twierdził,że przestał się z nią kontaktować,że
nie są razem,że chce wrócić do domu,że tamta znajomość sama się z czasem
skończy,że nie może tak urwać,bo ona nie zrozumie.Powiedzial jej /podobno/,że
chce do domu,ale jej to nie przeszkadza.Wywaliłam go.Nie chcę już z nim gadać.
Tylko jednego nie mogę zrozumieć: NIGDY nie prosiłam go by wrócił, NIGDY nie
prosiłam by został.Jak tylko dowiedziałam się o zdradzie wywaliłam go za
drzwi.Rozwiodłam się.O nic nigdy nie prosiłam,nic od niego nie
chciałam.Doskonale sobie daję radę.Więc powiedzcie mi dlaczego on tak zrobił?
Ja nie mogę zrozumieć.No i nie wycofał się.Do końca twierdził,że chce wracać.
Nic z tego nie rozumiem.
Tri,liczę na Twojego kopa.
Nie,nie rozpaczam.Tylko nie mogę zrozumieć takiego zachowania.
Jasne,że na żadne wczasy z nim nie pojadę,tylko dzieciaków szkoda,bo się
szykowały.Zabiorę je sama.Pojadę z przyjaciółmi.
Rozumiecie jego postepowanie? Dodam jeszcze,że on również doskonale radzi
sobie beze mnie.Ma gdzie mieszkać,itd.Żadnego przymusu nie było.
Jak dobrze,że ja się nie spieszyłam,że zwlekałam.
Naprawdę nic nie rozumiem.