"przyjaciółka"

14.07.07, 16:43
Mój mąż ma przyjaciółkę z pracy. Z tego co wiem w pracy spędzają dużo czasu
razem (jeśli lunch to tylko razem), spacery w czasie pracy itp. a po południu
i w nocy prawie codziennie czatują czy mailują. Nawet w weekendy (każdy) ten
kontakt jest. Rozmawialiśmy, mówiłam, że mi to przeszkadza - że tyle czasu jej
poświęca (mamy trójkę dzieci), on mówi, że to przyjaciółka, że lubią razem
rozmawiać, że pracują biurko w biurko i mają wiele wspólnych tematów
związanych z pracą. Spędza z nią czas kosztem czasu z rodziną. Oczywiście
mówiłam mu, że mi to przeszkadza, ale przecież nie będę mu zabraniała kontaktu
z drugim człowiekiem... Boję się tylko, że skończy się to nie tylko na
"przyjaźni" sad On ma 36 lat ona 23 i jest nim zafascynowana. Skąd wiem? -
przeczytałam ostatniego jej maila w którym pisze jaki jest wspaniały, że jest
ideałem, że jest wyjątkowy, że już się nie może doczekać poniedziałku, gdy się
spotkają w pracy sad Przy okazji zobaczyłam że tych maili jest mnóstwo sad i
pewnie bym je przeczytała, gdyby nie fakt, że dzieciątko mi nie pozwoliło
(jestem w domu z dziećmi) sad Powiedziałam mu, że widziałam ten mail i że
widziałam że jest dużo korespondencji między nimi, zapewnił, że - poza
pracowymi sprawami to ona jest w dołku, jest strasznie samotna, nie ma faceta,
nie ma kasy i w ogóle on ją wspiera jako koleżankę sad(( Oczywiście zapewnia
że kocha tylko mnie, ale nie przeszkadza mu to (już po naszych rozmowach)
wstawać o 4.00 i czatować z nią na gg sad(( Dziś dostał smsa i musiał pojechać
pilnie na chwilę do pracy - nagła sprawa - a przypadkiem dowiedziałam się, że
pojechał bo ona tam pojechała (zadzwoniłam do niego na biurko i ona odebrała) sad
Nie wiem czy dobrze wybrałam forum do takich zwierzeń sad(( ale nie wiem co
robić sad Czuję się bardzo źle, czuję się zagrożona, czuję, że on mnie
oszukuje - choć on zaprzecza sad Czytam te sygnały tak, że on chce spędzać z
nią czas, coraz więcej czasu równolegle zapewniając mnie o ogniu swojego
uczucia do mnie sad(( Czy ktoś z Was miał podobną sytuację, która skończyła
się rozstaniem czy to ja wyolbrzymiam? Napiszcie. M.
    • z_mazur Re: "przyjaciółka" 14.07.07, 16:50
      Twój mąż jest już w trakcie, albo o krok od romansu.
      To tylko kwestia czasu.

      Wydaje mi się, że pozostaje Ci tylko radykalne postawienie sprawy na ostrzu noża.
    • natasza39 Re: "przyjaciółka" 14.07.07, 17:19
      meggi991 napisała:
      >nie przeszkadza mu to (już po naszych rozmowach)
      > wstawać o 4.00 i czatować z nią na gg :

      Nie wiem, czy Twój małżonek lubi sobie pospać, ale gdyby mój wstawał specjalnie
      o 4-tej rano, żeby pogadać z kimś na gg, to byłabym na 100% pewna, że to coś
      więcej niż koleżeństwo.
      a tak wogóle, to Twój mąż jest typowy do bólu.
      Dom, 3-ka dzieci, codzienne obowiązki, zmęczenie, praca, szarówa, a tu młoda
      dziewczyna, która go wielbi.
      NAwet jak Cie jeszcze nie zdradzi, to jest o malutki kroczek od tego, bo mu się
      to cholernie podoba, być takim guru młodej siksy.

      Radzę Ci zachowac spokój i nie robic awantur.
      jeśli chcesz zawalczyć o małżeństwo zrób wszystko, aby to dom i Ty zaczęły go na
      powrót pociągać.
      Awantura i inwigilacja jeszcze bardziej przekona biednego misia o tym, ze tamta
      jest lepsza. Wszak ona sie z nim nie awanturuje.
      • meggi991 Re: "przyjaciółka" 14.07.07, 17:44
        >Nawet jak Cie jeszcze nie zdradzi, to jest o malutki kroczek od tego, bo mu się
        >to cholernie podoba, być takim guru młodej siksy.
        >Radzę Ci zachowac spokój i nie robic awantur.
        >jeśli chcesz zawalczyć o małżeństwo zrób wszystko, aby to dom i Ty zaczęły go na
        >powrót pociągać.

        Właśnie w tym sęk, że awantur nie ma, rozmawiamy normalnie, planujemy itp. Od
        jakiegoś czasu jest nawet lepiej niż bywało kiedyś (mówię o sytuacjach
        domowych)... Fakt, ja go nie "wielbię" każdym słowem i spojrzeniem jak pewnie
        robi to "przyjaciółka"...
        Nie wiem jak reagować w takiej sytuacji jak dzisiejsza sad Bo widzę, że mnie
        oszukał, ale co - powiem mu: oszukałeś mnie! Może się wszystkiego wyprze,
        przypadek - powie. I co dalej. Nie wiem co robić sad
        Moja hipoteza jest taka, że w domu ma ciepełko domowe i stabilizację, a w tamtej
        sytuacji dowartościowuje się (choć ja absolutnie mu nie zaniżam samooceny) więc
        nie zrezygnuje łatwo z tego "związku". A pewnie macie rację, że z czasem (o ile
        jeszcze nie) przerodzi się to w romans...
        Takie decyzje są cholernie ciężkie przy trójce dzieci sad Bo - zakładając
        rozstanie - jak logistycznie utrzymać dotychczasowy poziom kontaktów ojca z
        dziećmi... itp.?
        I nie wiem - porozmawiać dziś z nim po raz kolejny (o conocnym czatowaniu,
        wyjazdach do pracy, mojej zazdrości i obawach) czy nie robić nic sad(( M.
        • e-wojciech Re: "przyjaciółka" 26.11.07, 00:41
          meggi991 napisała:

          > >Nawet jak Cie jeszcze nie zdradzi, to jest o malutki kroczek od tego, bo m
          > u się
          > >to cholernie podoba, być takim guru młodej siksy.
          > >Radzę Ci zachowac spokój i nie robic awantur.
          > >jeśli chcesz zawalczyć o małżeństwo zrób wszystko, aby to dom i Ty zaczęły
          > go na
          > >powrót pociągać.
          >
          > Właśnie w tym sęk, że awantur nie ma, rozmawiamy normalnie, planujemy itp. Od
          > jakiegoś czasu jest nawet lepiej niż bywało kiedyś (mówię o sytuacjach
          > domowych)... Fakt, ja go nie "wielbię" każdym słowem i spojrzeniem jak pewnie
          > robi to "przyjaciółka"...

          Kobiety lubią, jak są adorowanie przez innych mężczyzn czy to przy okazji
          jakiejś zabawy czy imprezy. Tak samo jest z kobietami, a jak do tego robi to
          młodsza kobieta ...
          Wszyscy jesteśmy troszkę próżni i lubimy jak ktoś nam pochlebia, pieści dobrym
          słowem.
          A do rzeczy: sytuacja faktycznie jest na ostrzu, bo albo bliski romans (zwany
          chwilowym zapomnieniem) albo lepszy mąż. Stanęliście z "przyjaciółką" po dwóch
          stronach przeciąganej liny. Będziesz krzyczeć - stracisz, bo druga w to miejsce
          będzie miła. Bedziesz tylko mila, ona będzie miła i "nowa". Nie reagować to tak
          jakby się poddać. Więc co ?
          A nie uważasz że Wasze życie jest dobre, poplanowane, ułożone i ... takie zwykle
          i przewidywalne. Bo choćby nie wiem jak dobrze było, to i tak to spowszednieje.
          Może wlasnie warto wygrać batalię robiąc coś czego "przyjaciółka" nie może ? I
          nie myślę o sprawach łóżkowych (te zresztą też można zawsze poprawić) ale o
          jakimś wyjściu do miejsc do których nie chodzicie (np. teatr, kino, bilard, klub
          sportowy i gry typu tenis). To nie zawsze musi być kosztowne, albo
          ekstrawaganckie. Poprostu warto czasami coś zmienić. Do czegoś się przełamać.
          Obecne życie z czasem i tak przyjmuje odcień szarości, ale nawet szarość ma
          wiele stopni intensywności.
          Myslę, że nie jesteś jeszcze na przegranej pozycji. Nie unikaj tematu, ale
          mówienie o tym że przeglądasz pocztę źle świadczy o Tobie i napewno nie daje Ci
          plusów. Jak broisz to przynajmniej dyskretnie. Nie mów o przyjaciółce, mów o
          Tobie i o Was. Organizuj tak czas by to "przyjaciółka" miała go mniej.
          • e-wojciech Re: "przyjaciółka" 26.11.07, 00:57
            o kurcze, dopiero teraz zauważyłem jak dawny to wątek.
    • magda210682 Re: "przyjaciółka" 14.07.07, 17:33
      Byłam w takiej sytuacji i to dokładnie takiej. Twoj post jest jak wyciete watki z mojego zycia.
      We wrzesniu ma sporawe rozwodowa....mamy synka.
    • szydlo_z_worka Re: "przyjaciółka" 14.07.07, 17:35
      Do dziś na zdanie "to tylko przyjaciółka" dostaję gęsiej skóry. Nie wierzę w przyjaźń damsko - męską. Takie miałam w tej mierze doświadczenia i tak to na mnie wpłynęło.
      Ja bym proponowała wzmożenie obserwacji. Może rzeczywiście jest tak dobrym i uczynnym człowiekiem, że pomaga jej w każdej sytuacji, w każdej wręcz chwili? Przypomniał mi się misio-rysiouncertain To chyba niedobrze?
    • marieta_makieta Re: "przyjaciółka" 14.07.07, 17:39
      Wiesz Meggi, ja też mam w pracy bardzo fajnego kolegę, mamy mnóstwo wspólnych
      tematów, ale jakoś nie mogę powiedzieć, zebym tęskniła do poniedziałku, gdy się
      spotkamy w pracy. A już na pewno nie wstawałbym o 4 rano, żeby z nim gadać na
      gg. A nawet o 8 rano. W ogóle bym o nim nawet dzisiaj nie myślała, gdyby nie
      Twój post, który mi o nim przypomniał. Obawiam się, że Z_mazurek prawdę Ci
      napisał.
      • ladyhawke12 Re: "przyjaciółka" 14.07.07, 17:48
        hmm chyba wszyscy juz Ci powiedzieli co mysla.Trzeba z nim porozmawiać. Ja też mamw pracy kolegów, niektórzy zwierzaja się z swoich problemów, i lubią ze mna rozmawiać, ale nigdy przenigdy nie przyszło by mi do głowy gadac z kims o takich porach, choc jak kolega zadzwonil o 2 w nocy ze ma dola, i musi pogadac z kims kto go nie wysmieje i odpowie na jego watpliwosci, i ze jedyna ososba ktora mu przyszla do glowy to ja, pogadalam z nim. Ale jego zona(obecnie, wtedy jego dziewczyna) wie ze nigdy przenigdy nie siegnelabym po faceta zajetego, Zreszta wtedy gadalam tez z nia, i wie dlaczego zadzwonil do mnie a nie do niej.
        • to.ja.kas Re: "przyjaciółka" 14.07.07, 17:59
          Facet ma ciepełko w domu i kochanke w pracy..Zazwyczaj zgadzam sie z Natasza,
          ale.....gdyby nie trojka dzieci powiedziałabym "wystaw mu walizki i zajmij sie
          soba"....tak trudno mi cos radzic.....
          • panda_zielona Re: "przyjaciółka" 14.07.07, 19:38
            Boszzze,co za klasyczna sytuacja i zgadzam się z to.ja.kas.
            Ten romans juz się zaczął,tylko nie wiadamo jak daleko sięgnął.
            Rozumiem Cię,z trójką dzieci zostać samą i Twój mąż na tym bazuje.
            Może zacznij więc np.wpadać do niego do pracy z dziećmi jak będzie wychodził
            niby,ze na zakupy albo coś wymyśl.Może dziewczynie trzeba uswiadomić,że wiążac
            się z facetem żonatym i dzieciatym nie będzie sielanki.
            • turzyca Re: "przyjaciółka" 14.07.07, 20:24
              Gdzies przeczytalam taka rade, by tatusiowi, ktory zostaje do pozna w pracy, bo
              ma bilans tudziez "bilans" przywiezc do pracy dziecko "bo Macius chcial ci
              powiedziec dobranoc"...
              To w ramach luznych skojarzen z tym co napisala panda.


              Panda, a ona potem bedzie plakac na macochach i utwierdzac sie w przekonaniu, ze
              autorka watku jest wredna glupia stara baba...
              • panda_zielona Re: "przyjaciółka" 14.07.07, 23:29
                Z tym wpadaniem do pracy,to tak tylko sobie pomyslałam też w ramach lużnych
                skojarzeń.Bo że trzeba coś zrobić nim będzie za późno to pewne.
                Jeśli facet wstaje o 4 rano żeby pogadać na gg z koleżanką z pracy,z którą za
                parę godzin będzie się widział normalne nie jest.
                Myślę,że jednak należy postawić sprawę jasno i zdecydowanie.żadnych kontaktów
                po za pracą.
                • sbelatka Re: "przyjaciółka" 15.07.07, 00:25
                  moja droga,

                  miałam nie pisac
                  bo nie mam nic optymistycznego do napiania.. niestety..

                  mozliwe, ze Twoj mąz uległ jakiemus chwilowemu zaciemnieniu - pomroczności
                  jasnej...
                  ale niestety mlode i zagubione bardzo świetnie sie orientuja na starszych,
                  ustawinych..
                  takich co to mozna ich uwielbiac i liczyc, że za ich pomocą dokona sie skrótku..
                  a to awans... ekonomiczny, a to zawodowy..

                  i uwielbiaja takich "misiów".. najczęsciej szczerze..
                  są niestety zbyt młode żeby wiedziec co to znaczy facet z alimentami na 3
                  dzieci..
                  nie myśla o tym - albo zbyt optymistycznie "szacują" gościa
                  który to najczęsciej ma gest, robi naprawde dobre wrazenie..

                  i wiesz co, niestety wcale sie nie trzeba spotykac po pracy
                  te 8-9 godzin dziennie świetnie wystarczy zeby sie uzależnic od
                  uwielbienia..młodej, ślicznej, świeżej, zaangażowanej, zagubionej

                  faceci nawet czasem podejmuja decyzje szlachetne - pozostac chca z żona i
                  dziecmi
                  ale panienki tak bardzo ich uwielbiają i kochaja, że ,,, nie moga przestac im
                  tego okazywac...
                  pzrekracza sie w koncu granicę a potem jest coraz trudniej.. zrezygnowac...
                  bo jest cudnie
                  i jej i jemu..
                  jeszcze cudnie...

                  to co dalej najczęsciej zależy od żony
                  albo ma dośc i wystawia faceta, rozwodzi sie z nim albo cos takiego
                  albo postanawia pzreczekac to zauroczenie..
                  co sie znowu może skończyc róznie..

                  nie wiem co moge Ci napisac
                  ja zdecydowalam o tym, że sie rozwodzimy
                  nie wiem co byloby gdybym postanowila "przeczekac"
                  gdybym miala sily żeby to probwac przeczekac
                  naprawde nie wiem..

                  czy moglibyśmy byc jeszcze kiedys dobrym, prawdziwym małżeństwem..
                  szkoda, że nie ma światów równległych.. przynajamniej bym wiedziala..

                  jeżeli Twoj mąz sie od niej nie odetnie - radykalnie i to na wszytskich
                  obszarach (włącznie ze zmiana pracy i zerwaniem jakichkoliwek kontaktów) to
                  masz problem a będziesz miec jeszcze wiekszy

                  naprawde mi przykro...

                  no, ale zawsze pozostaje nadzieja, ze ona go nie zechce - w dalszej perspektywie
                  ze zamiast Twojego męza znajdzie sobie kogos lepszego - w każdym razie innego...

            • meggi991 Re: "przyjaciółka" 14.07.07, 20:29

              > Boszzze,co za klasyczna sytuacja i zgadzam się z to.ja.kas.
              > Ten romans juz się zaczął,tylko nie wiadamo jak daleko sięgnął.
              > Rozumiem Cię,z trójką dzieci zostać samą i Twój mąż na tym bazuje.
              > Może zacznij więc np.wpadać do niego do pracy z dziećmi jak będzie wychodził
              > niby,ze na zakupy albo coś wymyśl.Może dziewczynie trzeba uswiadomić,że wiążac
              > się z facetem żonatym i dzieciatym nie będzie sielanki.

              Widzę teraz jasno, że chyba nie spodziewałam się tak jednoznacznej diagnozy sad
              I naprawdę nie wiem jak rozpocząć rozmowę, co powiedzieć, do czego dążyć w jej
              trakcie... Chciałabym, żeby to się nigdy nie przydarzyło, ale cóż - stało się i
              nawet jeśli nie przekroczyli pewnej granicy to mój mąż mnie oszukuje i to jest
              fakt...
              Nie boję się zostać sama z dziećmi. Nie chcę po prostu wykonywać gwałtownych
              ruchów właśnie ze względu na nie... I nie wyobrażam sobie póki co scenariusza
              rozstania właśnie dlatego że nie wiem co i jak mam zrobić/powiedzieć...

              Ona wie, że mamy dzieci, nie mam pojęcia co na ten temat myśli, ale nie chcę
              tanimi chwytami (paradowanie rodzinne do pracy) czegoś demonstrować. Dla mnie
              najważniejsze jest zaufanie i to, żeby mój mąż - cokolwiek nie zrobi - zrobił w
              sposób uczciwy w stosunku do mnie.
              Skoro nikt nie zna pozytywnego zakończenia tak typowej historii to chyba i ja
              nie mam złudzeń. I naprawdę nie wiem co robić sad I jak. M.
              • magda210682 Re: "przyjaciółka" 14.07.07, 20:45
                Znasz powiedzenie?? Suka nie da pies nie weźmnie??
                Wiec dopoki mu nie da to on nie weźmie. Ale są kobiety i sa kobiety. A facet to facet. Moze sie powstrzymac ale wcale nie musi....
                Przewaznie korzystaja z okazjii i czesto zony o tym nie wiedza.....
                Nie stety taka natura ludzi- ogolnie...
                • to.ja.kas Re: "przyjaciółka" 14.07.07, 20:48
                  magda210682 napisała:

                  > Znasz powiedzenie?? Suka nie da pies nie weźmnie??
                  > Wiec dopoki mu nie da to on nie weźmie. Ale są kobiety i sa kobiety. A facet
                  to
                  > facet. Moze sie powstrzymac ale wcale nie musi....
                  > Przewaznie korzystaja z okazjii i czesto zony o tym nie wiedza.....
                  > Nie stety taka natura ludzi- ogolnie...

                  To zes madrze powiiedziała....a on bezwolny zwierzaczek nie potrafiacy
                  powiedziec "nie"? Siła go i szantazem do gg o 4 rano ciagnie...Bosze pomysl
                  zanim cos napiszesz
                  • magda210682 Re: "przyjaciółka" 14.07.07, 20:58
                    Mozesz blizej powiedziec o co ci chodzi bo nie jarze... Przeciez logiczne ze jak bab nie pozwoli sie wybzykac to nic z tego nie bedzie....Chyba mamy całkowicie inny tok myslenia.... Postaram sie popracowac nad swoim..
                    Kobieta jak i mezczyzna powinni umiec oddzielic przyjaźń od sexu i nie wkrecac rodziny...
                    • verita75 Re: "przyjaciółka" 14.07.07, 21:04
                      Wiesz co, facet też człowiek. Samokontrolę ma. I wolny wybór.
                      I pewnie są tacy, którym nawet jeśli sto bab chciałoby "dać" to nie wezmą. Bo
                      takiego dokonują wyboru. Świadomego.
                    • to.ja.kas Re: "przyjaciółka" 14.07.07, 21:06
                      Chcesz porozmawiac o utopijnym swiecie gdzie nikt nigdy nikogo nie zdradza????
                      Jesli tak to mi sie nie chce bo wg mnie szkoda czasu....chyba ze w ramach
                      opowiesci 1001 nocy....jesli o tym czy facet jesli nawet odseparuje sie go od
                      TEJ młódki bedzie godny zaufania i SAM Z SIEBIE nie bedzie szukał okazji to
                      chetnie podyskutuje...... bo do tanga trzeba dwojga (boze jaki oklepany
                      frazes)...a nie tylko dajace suki.....
                      Zdrada ma zazwyczaj troche bardziej skomplikowane podłoze niz ruja jak u
                      psowatych a ludzie to nie psy....i nawet jesi faceci nie sa skomplikowani i
                      wiele mozna przewidziec to porównanie ich do psow a kobiet do suk (a to mnie
                      szczegolnie irytuje bo lubie kobiety)jest bardzo duzym uproszczeniem.....zbyt
                      duzym...i na poziomie suk, qurwiszonow, bekartów, palantów i tym podobnych
                      epitetów nie rozmawiam....nic nie wnosi a niesmak pozostaje.....
                • natasza39 Re: "przyjaciółka" 15.07.07, 01:24
                  magda210682 napisała:

                  > Znasz powiedzenie?? Suka nie da pies nie weźmnie??

                  W takim razie najlepiej zamknąć "psa" w budzie na krótkim łańcuchu i jeszcze
                  parkan na 3 metry wybudować. Wtedy żadna "suka" psa nie zgwałci i nie wykorzysta.
                  Albo wybić wszystkie "suki" w okolicy wtedy można być pewnym, że się żadna nie
                  przyplącze i "nie da".
                  Strasznie zabawne jest usprawiedliwianie "misiów-psów" na etapie behawioralnym.
                  Czy ów "miś" to jakaś kukła bezwolna, która czeka tylko na okazję, która "suka"
                  jest chetna i przeleci każdą która ma na to ochotę i rozłoży nózki?
                  Czy to aby nie usprawiedliwienie faceta?
                  Przecież on ma wolna wolę.
                  Inaczej gdyby w dziurze od płotu pisało "vagina" to każdy heteroseksualny
                  wsadziłby tam przyrodzenie.
                  Dlaczego zezwięrzęcasz mężczyzn?

                  > Wiec dopoki mu nie da to on nie weźmie.

                  No to może autorka wątku ma jej zakorkować albo wyciąć, żeby "nie dała" ?
                  To nie z owa "suczą" ona żyje i ma dzieci. Nie "dawanie", czy "nie dawanie" owej
                  "suczy" jest problemem małżeńskim autorki, ale fakt, że mąż, który przysięgał i
                  jest ojcem jej dzieci zachowuje sie nieuczciwie.


                  Ale są kobiety i sa kobiety. A facet to
                  > facet.

                  No tak "facet to facet"....
                  W takim razie po jakiego kobiety żądają rozwodu z jego "winy" kiedy jakaś "sucz"
                  mu da?
                  Przecież to facet!
                  Wziął, bo dawali. Cudowne usprawiedliwienie!

                  > Moze sie powstrzymac ale wcale nie musi....


                  Nie musi sie powstrzymać?
                  A niby dlaczego nie musi?
                  To nie on przysięgał? To nie on zobowiązał się dochować wierności? To nie on
                  założył rodzinę, zrobił dzieci, za które winien być odpowiedzialny?
                  Może się zatem powstrzymać, ale wcale nie musi?
                  Przewrotna logika. Antykobieca. Usprawiedliwiająca zdrady facetów.
                  Wniosek zresztą taki, że żona "musi" a mąż już "nie musi" dochować wierności.

                  > Przewaznie korzystaja z okazjii i czesto zony o tym nie wiedza.....

                  No jasne! Najważniejsze, żeby nie wiedziały!
                  Jak nie wiedzą, to małżeństwo jest "szczęśliwe", jak wiedzą, to najwyżej się na
                  "sucz" zwali. Jakie to proste!
                  Cały Twój świat jest taki prosty, czy tylko te kwestie?

                  > Nie stety taka natura ludzi- ogolnie...

                  Trzeba się zatem pogodzić z faktem, że faceci zdradzają, a baby muszą się z tym
                  pogodzić, bo wszak taka "ogólnie jest ludzka natura".
                  Pięknie!
                  Co zatem radzisz autorce?
                  Ma się pogodzić z tym, że facet będzie sobie pykał koleżankę z pracy na boku?
                  Czy tez może ma ja parasolka zdzielić po łbie, a potem sporny otwór zabetonować,
                  co by "dać" nie mogła?
                  • natasza39 Re: "przyjaciółka" 15.07.07, 01:38
                    natasza39 napisała:
                    > Czy tez może ma ja parasolka zdzielić po łbie, a potem sporny otwór zabetonować
                    > ,
                    > co by "dać" nie mogła?

                    I tak na koniec jeszcze "zabetonować" także twój otwór, bo jesteś kobieta i
                    możesz "dać" a on weźmie nieboraczek.
                    I czego byłby winny?
                    Niczego... wszak "piesek", biedaczek. Obgryzł kość bo "dawali".

                    A teraz proszę się odtentegować od wszystkich facetów zdradzających swoje baby.
                    Uniewinnić.
                    A "sucze" palić na stosie, albo kamienować!


                    Ps. Nawet Hammurabi miała karę za "cudzołóstwo" i dla bab i (o zgrozo!) dla
                    facetów też!
                  • magda210682 ja wniosłam o rozwód 18.07.07, 21:24
                    Wniosłam o rozwód bez orzekania o winie. On mnie zdradzał i m-c po odejsciu był juz z inną. Ja nie winie ani facetow ani kobiet. Porzadanie rzecz jak najbardziej ludzka.
                    Ja nigdy nie zdradziłam męża i wiem że nigdy bedąc w zwiazku nie poszłabym z innym. Zreszta nawet teraz wiem ze nie bzykneąłbym sie z facetem ktorego dobrze nie znam a juz na pewno jezeli ma rodzine i dzieci.
                    I nie piszcie mi : A jak nie przyzna sie do rodziny? Odpowiadam: Ci co mnie znaja wiedze ze sama do tego dojde....
              • to.ja.kas Re: "przyjaciółka" 14.07.07, 20:47
                Niestety uczciwosc nie jest chyba mocna strona Twego męza.W kazdym badz razie w
                obecnej sytuacji.....
                Masz gdnosc...to dobrze...ale akurat zaangazowane tatusa w wychowywanie dziec
                (zwłaszcza ze jest ich trojka) nie jest ponzej godnosci...nie paraduj jesli to
                nie na Twoje siły....ale napewno jak dojrzejesz powinnas porozmawiac.... zycze
                C bys konsekwencja i godnosciom osobistom wink osiagneła najlepsze dla siebie
                wyjscie smile)
          • natasza39 Re: "przyjaciółka" 15.07.07, 01:04
            to.ja.kas napisała:

            > Facet ma ciepełko w domu i kochanke w pracy..Zazwyczaj zgadzam sie z Natasza,
            > ale.....gdyby nie trojka dzieci powiedziałabym "wystaw mu walizki i zajmij sie
            > soba"....tak trudno mi cos radzic.....

            Ależ, kochana, no właśnie... gdyby nie 3-ka dzieci....
            Gdyby to napisała samowystarczalna, bezdzietna kobieta, albo z jednym,
            odchowanym dzieckiem.
            Gdyby przyłapała go na gorącym uczynku, gdyby wszystko było jasne.
            Powiedziałabym "pogoń dziada".
            Tutaj sytuacja jest inna.
            Może jeszcze da się uratować małżeństwo. Ja chcę w to wierzyć, że to chwilowe
            zauroczenie i facet faktycznie kocha żonę ale tak na boczku imponuje mu
            zauroczenie sie małolaty.
            Dlatego, w co chę wierzyć, nie warto być może przekreślać definitywnie tego co
            było, ale walczyć o pełna rodzinę.
            Byc może to dopiero początek i można temu zaradzić jeszcze.
            Może autorka wątku jest na tyle "czujna" że wykapowała początek i nie jest
            jeszcze za późno.

    • magda210682 Rozmowa?? 14.07.07, 20:46
      Najlepiej delikatnie a konkretnie...Moj nawet nie chciał słuchac jak probowałam z nim rozmawiac... Na pytanie dlaczego.. odpowiedała twardo BO NIE!!!!!
      • aron95 Re: Rozmowa?? 15.07.07, 11:09
        Ja słyszałem - To tylko przyjaciel
        nie - to tylko romans /już jest
        rozmawiaj
        • alicja611 sposob 15.07.07, 14:47
          jest na to sposob, zebys nie dala sie upokorzyc.....ostra rozmowa, jesli nie
          przyniesie skutku znalezienie sobie tez przyjaciela (moze zaboli)....jak dowiesz
          sie, ze ci e zdradzil (a to tylko kwestia czasu jak ktos juz powiedzial)...wiem,
          wiem przy 3 dzieci -rozumiem, ale dlaczego zgodzilas sie miec trojke dzieci z
          tym facetem????? (przepraszam za kubel zimnej wody)...to naiwnosc z twojej
          strony......teraz musisz byc silniejsza niz my wszystkie, a dasz sie zeszmacic
          to zrobi z ciebie szmate....proste...czas na zdjecie rozowych okularowsmile
          • maza15 Re: sposob,Alicjo 15.07.07, 22:19
            Alicjo,to był kubeł wody?
            To prawie jak policzek było.
            Przecież jak dzieci mu rodziła,to Jej nie zdradzał.
            Naiwna była ,bo trójke dzieci urodziła?
            A do szukania przyjaciela,jako lekarstwa na zdradę też byłam namawiana.
            Zawsze wydawało mi się to glupie,no bo po co?
            On mnie zdradza,to ja jego też?
            I wtedy będzie lepiej,tak?
            Jednej może będzie,a innej wręcz przeciwnie.Kac.
    • pomimo1 Re: "przyjaciółka" 15.07.07, 19:00
      naggie, kochana.
      kup sobie fajna bielizne, wloz ja dyskretnie przy mezu, zaloz buty na obcasie i
      ...wyjdz z domu.
      jeden, drugi, piaty raz. A on niech zostanie z maluchami.
      Po trzecim (bo pewnie wtedy bedzie awantura) bardzo stanowczo , nawet na granicy
      agresji, powiedz,ze albo on i jego przyjaciolka utna te przyjazn i ON MUSI
      ZMIENIC PRACE, albo z wami koniec.
      Wiem, ze to rudne,ale chyba innego wyjscia ja nie widze.
      Co Ty na to?
      • nangaparbat3 fajne 15.07.07, 20:05
        bardzo kobiece. lepsze chyba, niz ostra rozmowa bez wstepnych przyodziewkowwink
        • alicja611 Re: fajne 15.07.07, 21:05
          he, he na mojego ex gry jak fajna bielizna i wyjscia nie dzialaly-mial to w
          d...ie....robil swoje
          • panda_zielona Re: fajne 15.07.07, 22:07
            > he, he na mojego ex gry jak fajna bielizna i wyjscia nie dzialaly-mial to w
            > d...ie....robil swoje

            Ale spróbować warto,na jednego nie działa na drugiego może tak.Chyba,że nic nie
            robić,czekać na ciąg dalszy.Aż któregoś dnia dowie się dziewczyna,że kolejne
            dziecko mężulka jest w drodze.I kochanie "nie wiem jak to się stało"
          • danagr Re: fajne 15.07.07, 22:29
            sama wiesz jak to jest....jeśli facet nie jest juź zainteresowany to nic na
            niego nie zadziała tym bardziej, źe juź ma nowy obiekt, a jak jeszcze nie źywi
            źadnych uczuć, oprócz przyzwyczajenia, względem obecnej partnerki, to amen w
            pacierzu.
            • danagr Re: to było do.... 15.07.07, 22:31
              Alicji.
              • nangaparbat3 Re: to było do.... 16.07.07, 23:14
                Wszystko prawda, ale przyodziac się w ładną nowa bielizne to zawsze frajda.
      • meggi991 Re: "przyjaciółka" 18.07.07, 18:15

        > kup sobie fajna bielizne, wloz ja dyskretnie przy mezu, zaloz buty na obcasie
        > ...wyjdz z domu.
        > jeden, drugi, piaty raz. A on niech zostanie z maluchami.
        > Po trzecim (bo pewnie wtedy bedzie awantura) bardzo stanowczo , nawet na
        granic> agresji, powiedz,ze albo on i jego przyjaciolka utna te przyjazn i ON
        MUSI> ZMIENIC PRACE, albo z wami koniec.
        > Wiem, ze to rudne,ale chyba innego wyjscia ja nie widze.
        > Co Ty na to?

        Tak naprawdę to ja sie mojemu mężowi bardzo podobam nawet bez tej bielizny i
        zazdrosny jest nawet bez "wspomagaczy", ale ja obawiałam się, że on chciałby
        mieć i romansik i żonkę w domu. Takie typowo męskie - jak ktoś napisał -
        potwierdzanie własnej męskości. Ale nie tedy droga i mam nadzieję, że mój mąż to
        zrozumiał...
    • danagr Re: "przyjaciółka" 15.07.07, 22:22
      Jak ja to widzę....jeśli Ci zaleźy na związku ale nie wyłącznie ze względu na
      dzieci,działać, uruchomić swoją damską wyobraźnię, zaczerpnąć i rozwarzyć porady
      innych ale jeśli mąź jest mocno juź zaangarzowany i zauroczony ową
      "przyjaciółką", a śmiem domyślać się, źe romans kręci się juź na całego, to nie
      będzie łatwo, poza tym, czasem, słowo kocham w dłuźszych związkach, to
      wyświechtany frazes. Moźe podziałałby zimny prysznic w postaci ultimatum i
      wyprowadzki, chodź nie daje to gwarancji na uratowanie związku, ale ostateczna
      decyzję co i jak zrobić, niestety musisz sama podjąć.
    • 13monique_n Re: "przyjaciółka" 16.07.07, 09:05
      Meggi, mój Ex też miał "przyjaciółkę". Więcej niż jedną.
      I nawet jest o tyle stały, że z jedną z tamtego grona przyjaciółek zamieszkał
      niedawno.
      Czyli - moim zdaniem, podobnie jak z_mazur uważam, że Twój mąż jest o krok od
      romansu. A Ty masz prawo sobie tego nie zyczyć. Jeśli mąż nie jest
      zainteresowany dalszym trwaniem Waszego bycia razem, to niech Ci to powie
      uczciwie i otwarcie.
      Niczego nie wyolbrzymiasz, masz pełne prawo czuć się zagrożona. I jakożona
      wymagać, żeby albo skończył znajomość, albo odszedł nie oszukując Ciebie.
      (Przepraszam za brutalne opisanie alternatywy, ale wierz mi, że bardziej niż
      zdrada boli swiadomośc bycia oszukiwanym, przez Bóg wie, ile czasu). Trzymaj
      się kobieto.
      • delika1 Re: "przyjaciółka" 16.07.07, 12:23
        myślę ,że pokazanie siebie "innej"-w bieliźnie tudzież bez niej, różne Twoje
        gierki, wabiki, nie rozwiążą problemu.Może pomogą na chwilę, ale skoro mąż ma
        takie ucieczkowe tendencje , to pewnie nie zrezygnuje z nich łatwo.Twój mąż
        odchodzi(odszedł?)-psychicznie, może i fizycznie, ale tak jest-przykro mi o tym
        pisać, uwierz.I wydaje mi się ,że powinnas mu powiedzieć jak się czujesz w tym
        wszystkim, tak jak nam o tym piszesz.Że Cię to rani, boli, że widzisz,że się
        odsuwa od Ciebie, od Was.że cierpisz.Ja bym jeszcze powiedziała (ale to jest
        może kontrowersyjne),że po prostu sobie takiego zachowania nie życzę, nie
        chcę.Niech sam Ci powie jak powinna wygladać wg niego rodzina, czy chciałby być
        na Twoim miejscu.jest szansa,że się otrząśnie i WYBIERZE.Mysle,że sprawa jest
        powazna, a Ty nie zasługujesz na takie życie.
    • anonim01 Re: "przyjaciółka" 16.07.07, 14:34
      Typowe ale sprawa jest bardzo poważna.
      Facet jest i będzie kilka ładnych miesięcy na prochach. Gadu gadu 4 rano.
      Jak zacznie mu przechodzić (tzn. jak jego organizm po prostu załamie się
      fizycznie), zacznie mieć pierwsze przebłyski zdrowego rozsądku.
      Oczywiście, musisz na nim wymóc minimalizację kontaktów z tą kobietą.
      Zdecydowanie. To nie żarty. Pilnuj go, żeby nie pogorszył sprawy.
      Będzie Wam ciężko, Ty będziesz cierpieć, on będzie cierpiał, ale z czasem
      powinno się ułożyć wszystko ok smile
    • lilyrush Re: "przyjaciółka" 16.07.07, 14:58
      Ja rozumie, ze ma przyjaciłokę w pracy i je z nią lunch. Ale niczym nie da sie
      wytłumaczyc wstawanie na gg o 4 rano i poświecania czasu jej zamiast waszym
      dzieciom.
      A ja akurat jestem z tych, co wierzą w przyjaźń damsko-męską. I mam
      przyjaciela, ale nigdy nie będize on dla mnie wazniejszy niż moje dizecko. Taka
      kolej rzeczy, jeśli to przyjaźn. Choć rózne rzeczy razem juz robiliśmy (np-
      brałąm znim na spółkę kredyt)

      Porozmawiaj twardo. koniec z tekstami, ze oni sie lubią. Jkas ie lubią to może
      niech ją zaprosi z jej facetem do was na kawę...przecież jaks ie tylk olubią
      to ona nie powinna mieć problemu ze spotkaniem sie z Toba i waszymi dziećmi.
      Mój przyjaciel był na moim weselu, ja znam jego dzieci i jego była żone oraz
      obecną kobietę. W jasnych ukłądach nie ma z tym zadnego problemu
    • anonim01 Re: "przyjaciółka" 16.07.07, 22:42
      Jeszcze jedno - zastanawiam się, czy nie powinnaś mu pokazać tego wątku.
      Jeżeli tak się zdarzy, jako mężczyzna mam do niego kilka słów:
      Człowieku, pożegnaj się z tą panią ładnie, wycofaj się, przytul do żony. Będzie
      Ci ciężko przez jakiś czas, ale uwierz mi - jak to będziesz ciągnął dalej, to
      będzie tylko gorzej. Wyobraź sobie, że zboczyłeś teraz ze swojej właściwej drogi
      w bok. Fruniesz łatwo, ale wracasz raniąc o ciernie. Im dalej zajdziesz, tym
      bardziej będziesz cierpiał wracając - nie mówiąc o Twojej rodzinie. A jak
      zajdziesz za daleko... mam nadzieję, że tak się nie stanie. Rozważ, bo wiem, co
      mówię. Wiem, że myślisz - przecież nic się nie dzieje, jest bezpiecznie - uwierz
      mi - zabrnąłeś już za daleko. To nie jest zabawa. Powodzenia.
      • delika1 Re: "przyjaciółka" 17.07.07, 09:52
        no i jak?zdecydowałaś sie na rozmowę?Albo może dałas do przeczytania post
        anonima?Troszkę Cie podziwiam za spokój, opanowanie..Ja bym nie wyrobiłasmileNo
        chyba,że małżeństwo byloby fikcją i nie czułabym do męża NIC. Jesli go kochasz,
        to chyba musisz strasznie cierpieć???
      • emjotu Re: "przyjaciółka" 18.07.07, 10:59
        > Jeszcze jedno - zastanawiam się, czy nie powinnaś mu pokazać tego wątku.

        i to jest niezły pomysł
        czy coś da... tego nie wiem trzeba spróbować
    • dyderko Re: "przyjaciółka" 18.07.07, 12:10
      A może by autorka topiku "zaprzyjaźniła" się z jakimś przystojnym sąsiadem (bo
      rozumiem że nie pracuje). Mi nie chodzi o rzeczywiste spotkania, rzeczywiste
      przyjaźnienie (facet tak naprawdę nie musi w ogóle istnieć) ale o to by on
      słyszał że ktoś się nią interesuje, ktoś jej pomaga, ktoś ją wspiera gdy
      zostaje sama. Na wszelkie uwagi męża (bo jemu pewnie nie będzie się taka
      przyjaźń podobała) reagować zdziwieniem „przecież to tak jak u Ciebie, tylko
      przyjaźń”. Jestem pewna że szybko przestanie się interesować przyjaciółką bo
      zacznie pilnować swoje podwórko (a jeśli nie zacznie to wg mnie znaczy że
      ta „przyjaźń” jest już głębokim romansem).
      • meggi991 Re: "przyjaciółka" 18.07.07, 18:10
        Rozmawiałam z mężem. Twierdzi, że nic ich nie łączy i że nie jest dla niego
        problemem unikanie jakichkolwiek kontaktów - o ile ja tego chcę i mnie to
        uspokoi. A ja nie chcę oczywiście tak drastycznych cięć, bo tak naprawdę wierzę,
        że nic na siłę, a poza tym byłoby to nienaturalne (nieodzywanie się np.) podczas
        gdy siedzą biurko w biurko. Obiecał w każdym razie, że nie zrobił i nie zrobi
        nic co mogłoby wywołać mój niepokój i że nie będzie żadnych kontaktów
        pozapracowych. Póki co faktycznie nie ma - zero tel. sms gadu itp.

        A jeśli o sposobach "na przystojnego sąsiada" mowa - wydaje mi się, że to dobre
        o ile dwojgu ludziom spowszedniał związek, ale jako klin - nie dla mnie.

        Mój mąż wprawdzie obiecał że nigdy-przenigdy ale tak naprawdę wiadomo, że po
        takich "symptomach?" nieprędko będę spokojna sad straciłam niestety zaufanie,
        choć mam nadzieję, że związku jeszcze nie.

        Dziękuję wszystkim za mądre rady. U nas, rozmowa - mam nadzieję - pomogła
        zawczasu i zgadzam się z tymi, że mógł to być ostatni dzwonek na uświadomienie
        mu jak blisko był przekroczenia granicy. M.
        • maheda Nie podoba mi się ten Twój mąż 18.07.07, 19:08
          Siedząc z nią biurko w biurko i razem pracując nad wspólnymi projektami
          absolutnie nie byłby w stanie uniknąć "jakichkolwiek kontaktów", więc złożyłby
          Ci obietnicę całkowicie bez pokrycia, i to bez mrugnięcia okiem.
          Być może zero jest GG, ale po takiej intensywności kontaktów - albo jemu ona
          się znudziła i stwierdził w duchu, że ma wykręt w stosunku do tej dziewczyny -
          albo Cię okłamuje.
        • kasiar74 Re: "przyjaciółka" 18.07.07, 20:00
          powodzenia meggi
        • szydlo_z_worka Re: "przyjaciółka" 18.07.07, 22:37
          I tego wlasnie Ci zycze - zeby dojrzal w ostatniej chwili granice, ktorej o malo nie przekroczyl...
          Ja jednak, jako pierwszy podejrzliwiec, bym sadzila, ze Twoja z nim rozmowa
          zapalila mu lampke "O cholera, rzeczywiscie to az tak widac! Musze sielepiej kryc!"
          Z moim bylo tak, ze jak zauwazylam, ze jego "przyjaciolka" z pracy w opisach gg zamieszcza informacje na ich temat, to oczywiscie sie wypieral, ba, nawet ja przy mnie ochrzanil przez telefon, ze przez jej "glupie opisy malzenstwo jest zagrozone"... Po wszystkim dowiedzialam sie, ze przerzucili sie na opisy tylko dla znajomych (niewidoczne dla innych) i w ten sposob sobie slodzili...
          Ech... jak ja nie lubie czasem miec racji...
        • anonim01 Re: "przyjaciółka" 19.07.07, 09:18
          "Obiecał w każdym razie, że nie zrobił i nie zrobi nic co mogłoby wywołać mój
          niepokój" - na dwoje babka wróżyła
          "straciłam zaufanie" - którego odbudowa będzie, daj Boże, za jakiś czas sensem
          jego życia - ciekawe, skąd ja to wszystko wiem...

          Jest sezon urlopowy - niech weźmie tydzień, dwa urlopu, obserwuj go dyskretnie.

          Z Urszuli Ledóchowskiej
          "Chwile cierpienia więcej łączą serca, aniżeli długie miesiące przeżyte razem w
          spokoju."
          "Prawdziwa wielkość to umiejętność pochylania się nad drugim."

          Bądź WIELKA dla niego, Meggi. Wtedy staniesz się dla niego druga po Bogu.
        • 81mermaid Re: "przyjaciółka" 24.11.07, 11:25
          Niestety meggi musze cie ocucic lekko-napewno nie zrezygnowal z kontaktow z nia
          tylko lepiej sie kryja,co za problem kasowac maile lub nie miec archiwum na
          gg.Mam duzo kolegow na studiach i wiekszosc z nich jest mezami z dziecmi i co
          sie powtarza w ich rozmowach to to ze trzeba byc glupim zeby sie dac zlapac na
          goracym uczynku...przemysl to i napisz jak ci sie teraz z nim uklada?pozdrawiam
          • nangaparbat3 A Ty, Mermaid 25.11.07, 19:05
            w jakim celu odgrzebujesz watek sprzed pół roku?
            Nie wierzę w przypadkowość takiego postępowania, i cos mi tu śmierdzi.
    • mala_mala Re: "przyjaciółka" 24.11.07, 14:03
      maggie absolutnie nizaleznie od tego co sie w twoim zwiazku teraz dzieje czy sie
      uspokoilo i ucichly telefony,gg i reszta
      daj mezowi szanse by sie wykazal jako opiekun, rodzic wlasnych dzieci, napewno
      sobie poradzi, pojedz w weekend do jakiejs bezdzietnej pzyjaciolki czy
      przyjaciela pozostawiajac pod skrzydlami twojego meza dziatwe
      i nie rob tego by sie odegrac, czy by mu pokazac jak trudno ci samej z 3 dzieci,
      tylko po to by facet mogl nawiazac z wlasnymi dziecmi wiez
      i nie mowie tego jako byla zona
      mowie jako corka, moi rodzice byli wiecznie zapracowani oboje i moj kontakt z
      matka sie zmienil w ostatnich latach na plus, zaczelysmy wiecej rozmawiac,
      spedzac z soba wiecej czasu

      ale to z ojcem bylam jako dziecko bardziej zwiazana bo ladowalam mu sie do
      samochodu i jezdzilam z nim do pracy w wakacje, akurat wtedy towar do sklepow
      dostarczal, wloczylam sie z nim po hurtowniach, a w weekendy jezdzilam z nim
      sama! mimo starszej siostry a moze wlasnie dlatego ze starsza o 8 lat sis byla
      juz za stara i miala "kolegow" i z nimi wolala spedzac czas, zreszta pomiedzy
      moja sis i ojcem stosunki sa duzo bardziej skomplikowane

      ale mysle ze gdyby moj ojciec byl dla niej taki jak dla mnie ich wzajemne
      relecje bylyby inne, moja matka byla zmuszona odrobine wlasnie oddac mnie ojcu
      pod skrzydla no i facet musial sie mna zajac

      nie umial moze na poczatku za bardzo ale sie nauczyl i mysle ze dzieki temu mam
      taki pozytywny do niego stosunek, mimo wszystkich wad kocham go, mam tyle
      dobrych wspomnien z dziecinstwa, zlych tez, ale te dobre sa bezcenne
      w pewnym momencie firma moich rodzicow wymagala tego zeby pracowali rowniez w
      niedziele i w jeden weekend moja mama pracowa w nastepny ojciec, w weekendy
      wolne matki bylo sprzatanie domu... szlak mnie trafial bo bylam uwiazana w 4
      scianach myjac kolekcje krysztalow i porcelany mojej matki, natomiast czekalam
      na weekend z ojcem, nie koniecznie na to ze moglam robic co chcialam, ale
      dlatego ze jechalam z nim i czasem udawalo mi sie tez psy zabrac, nad jezioro
      czy nad rzeke albo do lasu na grzyby
      w zimie jezdzilismy na narty, ja juz o 6 rano w niedziele bylam gotowa z calym
      plecakiem kanapek i termosem z herbata
      daj ojcu byc ojcem skoro to dla ciebie takie wazne zeby nie stracily z nim kontaktu
      bo to sie moze stac nawet jak facet z toba zostanie... moj niedawno sie obudzil
      i probuje jakos naprawic swoje stosunki z moja 35letnia siostra... a przez
      24lata mieszkali w jednym domu... teraz tez z powodu wypadku 3 lata siostra
      mieszkala ze swoja rodzina w domu z rodzicami, a przez cale zycie praktycznie
      pracowala w firmie rodzicow i swoj wlasny dom miala po 2 stronie ulicy, a
      kontakt mimo iz codzienny mieli to... ona ma tyle zalu do niego... i ja wiem
      dlaczego i rozumiem

      ale w imieniu waszych dzieci, wszystkich
      nie czekajcie na rozwod by sie zastanawiac jak utrzymac kontakty dziecka z 2
      rodzicem... w wielu przypadkach tak mi sie wydaje ludzie po rozwodzie rozwodza
      sie i z wlasnymi dziecmi bo tak naprawde nigdy im sie prawdziwej wiezi mimo
      wspolngo mieszkania stworzyc nie udalo

      nie podchodz do tego jak do kary ktora chcesz zafundowac mezowi BO SPEDZANIE
      CZASU Z WLASNYM DZIECKIEM TO NIE KARA!!!!
      ty skoro masz 3 to moze tez zacznij tworzyc wiez nie tylko grupowa ale i
      indywidualne stosunki ze swoimi dziecmi, np wyjedz gdzies z jednym na weekend
      lub nawet jeden dzien i tak po kolei

      pewnie pewno bledow stylistyczych i nie tylko w mojej wypowiedzi, ale... mam
      nadzieje ze pamietajac o dobru dzieci, nie zapominasz o tym ze masz 1, 2, 3
      dziecko, sorry za numerki ale imion nie znam

      pozdrawiam

      ps:sorry ze troche offtopikowo ale nic nowego o zachowaniu twojego meza nie
      napisze... juz wszystko co o nim i siksie mysle zostalo napisane
      • mala_mala i przypomnialam sobie czego zabraklo w tym co 25.11.07, 03:30
        w tym co napisalam, a chcialam napisac
        jesli facet jeszcze nie przekroczyl granicy, a tego uwielbienia bedzie mu na
        pewno brakowac zwlaszcza ze po takim ciosie w twoje zaufanie i uczucia nie sadze
        by szczerze udawalo ci sie go wielbic...
        teraz, moze pozniej, ale teraz moze byc z tym problem

        to moze wlasnie uwielbienie ze strony wlasnych dzieci, satysfakcja z pokazywania
        swiata i przekazywania swoich pasji, wiedzy itd moze wypelnic ta pustke,
        satysfakcja z kontaktu z malym czlowiekiem ktoremu poswieca sie czas i stara sie
        go zorganizowac w sposob interesujacy dla obojga jest ogromna, a jeszcze wieksza
        jesli chodzi o bliskie dzieci, ja zajmowalam sie wielokrotnie i z wlasnej
        nieprzymuszonej woli zabieralam mlodsza 15 lat siostre i corke starszej
        sis(akurat sie zlozylo ze tylko rok roznicy miedzy nimi jest) na wycieczki do
        parkow narodowych, rezerwatow przyrody, do zamkow, zmuszalam do czytania
        samodzielnego opisow tablic/przewodnikow i do myslenia, lub po prostu bralam ich
        nad wode, czy do parku na rolki czy na rower, cokolwiek by oderwac ich od
        komputera i telewizji
        kiedy moj siostrzeniec podrosl na tyle bym mogla bezpiecznie ich zabierac sama
        wszystkich tzn jak mial ok 3 lat to zaliczalismy wszystko dla niego jeszcze raz,
        a dziewczyny same byly szczesliwe ze moga mu cos powiedziec na ten czy inny
        temat, to co pamietaly z poprzednich wypraw, ja te dzieci kocham, moze nie tak
        jak wlasne, ktorych nie posiadam, ale kocham i daly mi ogromna sile na
        przetrwanie tego co mi sie przytrafilo z moim bylym, jesli wlasnie lzy mi
        pociekly to nie z powodu tego co moj byly zrobil, ale jak przypomnialo mi sie
        jak moj siostrzeniec widzac w jakim jestem stanie jak bylam na etapie zalamania
        totalnego i ciaglego placzu, 5 lat chlopak podszedl powiedzial ze nie chce zebym
        byla smutna i mnie przytulil tak mocno... wtedy dopiero jaka fontanna ze mnie
        poleciala... ale dali mi sile i po czesci sens na poczatek dalszego nowego zycia

        sama przezylam podobna klasyke, ale u mnie dzieci wlasnych nie mielismy, ja
        kochalam bardzo mocno i chcialam wierzyc, nie wzgledu na dzieci, ale na siebie
        sama i na nas dwoje, ze jest szczery i uczciwy
        nie byl, no i tak ja sie okazalam wszystkiemu winna bo on nie sadzil ze tak
        latwo to wszystko przekresle...
        no tak... pewnie mu sie marzylo ze jeszcze jemu i jego dziewczynie bede
        przynosic sniadanie do lozka, a moja "przyjaciolka" ze sie tak wyraze, jak juz
        wbila pazury to pol swiata za nim przejechala bo zle robi ze ze mna jest bo
        przeciez kocha tylko ja i ona to wie najlepiej... a tak wogole to juz nie wazne
        ze facet jest zonaty i oklamal ja od samego poczatku bo jest juz za pozno ona
        jest zakochana... takze trzymam kciuki za twoja rodzine, ale tez polecam
        wypelnienie tej pustki jaka powstanie w swiecie twojego meza po probie
        odsuniecia wielbicielki, wielbicielami w postaci wlasnych dzieci
    • i33 Re: "przyjaciółka" 24.11.07, 14:29
      znałam takie panienki które za nic mają sobie to że facet ma dzieci
      i żone---to dla nich łakomy kąsek---starszy mądrzejszy daje poczucie
      bezpieczeństwa--nie to co gówniarz,,,i w dodatku rywalizacja o jego
      względy z żoną---to dla takich wielka satysfakcja...
      uważam że ta pani jest bezczelna a mąż twój albo ukrywa prawde albo
      jest zauroczonym egoitą który nie potrafi odmówić sobie tej
      przyjemności adorowania jego przez młodą dupcie i przyjemnego
      spedzania czasu z świeżą panienką bez krzyków dzieci i utyskiwań
      zabieganej żony...fajnie mu...
      nie tylko obawiałabym sie ale osobiście nawrzucała kulturalnie
      panience na gg przez telefon uświadamiając że ma obowiązki jest
      tatusiem i to zaobrączkowanym a ona niech nie bedzie łakoma na
      sprawdzone kąski. pokazałabym babie pazury a nie tolerancje...
      a facet jak was naprawde kocha to niech pokaże że nawet zerwanie z
      nią stosunków jest możliwe---dla rodziny--czyny a nie czcze gadanie
      • i33 Re: "przyjaciółka" 24.11.07, 14:53
        a jeszcze---ona jest młoda i płodna...nim sie obejrzysz rodzinka sie
        powiekszy bez twego udziału...
        woele wokół mnie takich kochanych żonek tolerancyjnych ---bo z pracy
        koleżanka razem w delegacji...;bo mężuś musi samochód reperować
        ciągle w JEJ garażu; bo trzeba BIDULCE pomóc rure przepchać,bo
        sekretarka....
        znam te żony jedna to już sporo po rozwodzie depresja lęki, kłopoty
        z dziećmi grozi jej eksmisja.... ledwo ją odratowano po próbie
        samobójczej...
        zastanów sie dziewczyno jak ważną figura jest w waszym życiu waszych
        dzieci ta kobieta?jak zniknie -stracicie coś?
        koleżanka gościła swoją "zbawczynie"w domu a ta też zachwalała męża--
        -bez skrupułów...
        nie znam żadnego przypadku podobnego do tego----by powiedzieć nic
        sie nie stało!!!
        "przyjaciółka" jego! ale twój i rodziny---wróg!!!
        • oinga Re: "przyjaciółka" 24.11.07, 21:43
          Zgadzam się w pełni, też się takich "niewinnych" flircików w pracy
          naogladałam cy i na własne oczy widziałm jak gorzko się to kończyło.


          i33 napisała:

          > a jeszcze---ona jest młoda i płodna...nim sie obejrzysz rodzinka
          sie
          > powiekszy bez twego udziału...
          > woele wokół mnie takich kochanych żonek tolerancyjnych ---bo z
          pracy
          > koleżanka razem w delegacji...;bo mężuś musi samochód reperować
          > ciągle w JEJ garażu; bo trzeba BIDULCE pomóc rure przepchać,bo
          > sekretarka....
          > znam te żony jedna to już sporo po rozwodzie depresja lęki,
          kłopoty
          > z dziećmi grozi jej eksmisja.... ledwo ją odratowano po próbie
          > samobójczej...
          > zastanów sie dziewczyno jak ważną figura jest w waszym życiu
          waszych
          > dzieci ta kobieta?jak zniknie -stracicie coś?
          > koleżanka gościła swoją "zbawczynie"w domu a ta też zachwalała
          męża--
          > -bez skrupułów...
          > nie znam żadnego przypadku podobnego do tego----by powiedzieć nic
          > sie nie stało!!!
          > "przyjaciółka" jego! ale twój i rodziny---wróg!!!
Pełna wersja