smutne to...

16.07.07, 20:43
W miniony weekend był u mnie mój brat.Na pierwszy rzut oka był spokojny i
wyciszony,ale jak się dokładnie przyjrzałam zobaczyłam człowieka,któremu w
ciągu 3 miesięcy przybyło kilka lat...Gdy 1 kwietnia wyprowadziła sie jego
żona nie można było z nim normalnie pogadać...Wył jak nie facet,obwiniał sie o
to co lub czego nie zrobił-po prostu koszmar...Teraz już trochę spokojnie
podchodzi do całej sytuacji,a podstawą tego było to,że zobaczył się i
rozmawiał z żoną faceta, z którym jego "jeszcze żona" miała (czy nadal ma)
romans..Dobry kolega z pracy,który swoją rodzinę potraktował chyba jeszcze
bardziej świńsko...Żal małych dzieci,których tatuś lubi sie pobawić z
koleżanką z pracy, a nie w piaskownicy czy na rowerze ze swoimi pociechami...Z
drugiej strony nie mam wytłumaczenia dla mojej jeszcze bratowej,jak można
wchodzić z butami do czyjejś rodziny?Jak można tak niszczyć drugiego człowieka?
Popłakałam się wczoraj mocno....
    • danagr Re: smutne to... 16.07.07, 21:12
      niestety, źycie potrafi być brutalne....nie tłumacz jej, raczej wspieraj brata,
      chociaźby dobrym słowem, wysłuchaniem. Nie jest to przyjemne uczucie, kiedy ktoś
      bliski odchodzi, w szczególności, jeśli brat nadal kocha źonę, ale pozbiera się,
      a ona być moźe kiedyś stwierdzi, źe źle postąpiła, prawdopodobnie kiedy będzie
      juź za późno na ratowanie czegokolwiek, ale to juź wyłącznie będzie jej problem,
      a na razie po prostu bądź przy nim, to bardzo pomaga.
      • mary171 Re: smutne to... 16.07.07, 22:02
        I kobiety i mężczyźni są tacy sami sad(((
        • phokara Re: smutne to... 16.07.07, 22:09
          Bzdura - nie tylko anatomiczna.

          I kobiety i mężczyźni są różni.
          Na szczęscie.
          • z_mazur Re: smutne to... 16.07.07, 22:12
            Niop smile))

            Że tak zacytuję "pulp fiction" (coś mnie dzisiaj na cytaty wzięło)
            "...najfajniejsze są te małe różnice..." smile)))
            • phokara Re: smutne to... 16.07.07, 22:14
              no nie wiem... to jeszcze zależy od tego jak 'małe'.
              • jarkoni Re: smutne to... 16.07.07, 22:28
                Mój komentarz: nie znasz wszystkich szczegółów i pewnie ich nigdy nie poznasz.
                Brat mówi to co chce i może, inne Panie to co powinny, obserwujący to wszystko
                jeszcze co innego.Pogubić się można.
                A ja osobiście posiwiałem na przełomie 2005/06 nagle, wszyscy byli w szoku.
                Jak masz z bratem dobry kontakt to pogadaj szczerze, tak od serca.
                Nie dowiaduj się z plotek od innych..
                • anne1973 Re: smutne to... 16.07.07, 22:31
                  Racja i najbardziej boli jak wszyscy Cię osądzą nie pytając o "twoją wersję zdarzeń"
                  • turzyca Re: smutne to... 16.07.07, 23:32
                    "Człowiek jest miarą wszystkich rzeczy – istniejących, że istnieją, i nie
                    istniejących, że nie istnieją." Protagoras. Dobry cytat do przemyslen o "wersji
                    wydarzen".

                    • delika1 Re: smutne to... 17.07.07, 10:12
                      nie należy oceniać innych w taki sposób.Nie wiesz co kierowało tamta babka, a
                      na brata patrzysz przez rodzinny filtr.Wspieraj, pomóż, nie oceniaj i nie
                      krytykuj ludzi, bo nie znasz obiektywnej wersji.
    • lilyrush Re: smutne to... 17.07.07, 10:21
      Gbyby w rodzinach i Twoejgo brata i tamtej kobiety wszystko było super dobrze,
      to tego trzeciego związku by nie było. W takich przypadkach nigdy wina nie jest
      po jednej stronie. Twojej bratowej czegos w domu brakowało i znalazła to gdzie
      indziej. Moze powinnaś porozmawiać także i z nią?
      • delika1 Re: smutne to... 17.07.07, 10:32
        racja..myslę,że powinnaś pomóc bratu pozbierać się.Wiem co mówię, bo żyłam
        przez 11 lat z psychopatą domowego ogniskasad, a ponieważ uważałam ,że jest to
        problem mój i męza, to ja powinnam rozwiązać to,więc NIKT nie miał pojęcia o
        zagraniach tego człowieka.NIKT nie wie co przezyłam..Ale to ja odeszłam, więc
        to MOJA WINAsmile
    • emde74 Re: smutne to... 17.07.07, 12:42
      forceps, przede wszystkim jedno: zależy Ci na bracie i jeśli chcesz Mu pomóc,
      poznaj każdą wersję wydarzeń. Jego i Jej. może zostań ich mediatorem. najpierw
      niech się wygadają i wywrzeszczą, jeśli trzeba. a potem jeśli będą się chcieli
      zejść to im w tym pomóż. jeśli nie - przynajmniej będziesz miała poczucie, że
      zrobiłaś wszystko. ale nie oceniaj, że ona jest be, a on cacy. nic się nie
      dzieje bez przyczyny. dobrze, że nie piszesz już o rozwodzie tych dwojga, bo to
      zdecydowanie za wcześnie. najpierw trzeba poznać, potem pomóc (np w znalezieniu
      terapeuty dla nich obojga) i czekać na rezultat.
      życzę dogadania się obu par. zamykanie się na problem i wzajemnie podjudzanie
      nic nie dają. trzeba pomóc na tyle, na ile się da i oni sami chcą.
      • forceps Re: smutne to... 17.07.07, 14:54
        Dzięki Wam wszystkim za te komentarze...
        Co do szczegółów ,o których pisał Jarkoni-fakt do niedawna nie znałam wielu i
        pewnie jeszcze wielu nie znam i prawdę powiedziawszy już chyba nie chcę ich
        poznać.Wiem tyle,że dopóki o wielu rzeczach nie wiedziałam stałam solidarnie
        jako baba z moją bratową i nawet wiele razy krytykowałam brata.Niestety wiedza
        powoduje,że zmienia się punkt widzenia i żal mi teraz,że gdy trzeba było tupnąć-
        fakt tupałam ,ale na nieodpowiednią osobę...Nie chcę oceniać w kategoriach zła
        kobieta czy zły facet,bo nie mam ku temu żadnych uprawnień..Miedzy nimi już
        chyba się wypaliło "to coś" i ja tego nie zmienię...
        Emde-co do rozwodu to raczej on już jest przesądzony,bo niestety ambicja
        niektórym nie pozwala przyznać się do błędu...
Inne wątki na temat:
Pełna wersja