Dodaj do ulubionych

No to i ja się będę chwalił....:)))))))) a co tam

30.07.07, 18:22
dziś dostałem dwie wiadomości i jestem szczęsliwy jak diabli.
1. Sąd łaskawie na swoim posiedzeniu przyznał mi urlop z córką od 4.08 do 24.08
heheheh 20 dnismile) ( jeśli pewna kobieta znowu czegoś nie wymyśli- ale mam
nadzieję, że nie tym razem)
2. 13.09 mam sprawę rozwodową termin daleki ale myślę , że będę już po i wtedy
.... nie zapytam "co dalej" bo wszystko już wiem (kochająca kobieta, budowa
domu,i życie pełną gębą)jednym słowem od bycia szczśliwym nitk mnie nie
powstrzyma. pozdrawiam wszystkich którzy nie wiedzą "co po" tych na starcie i
tych w trakcie- cholera nikt was tak dobrze nie rozumie jak ja ( ponad dwa
lata rozwodzenia) i znowu... jeśli pewna kobieta czegoś nie wymyśli- ale mam
nadzieję, że nie tym razem....
Obserwuj wątek
    • jp66 z góry przepraszam... KAWAŁ KU....Y 31.07.07, 16:25
      "córki nie zobaczysz, bo złożyłam odwołanie od decyzji sądu, zanim rozpatrzą to
      troszkę potrwa (szyderczy śmiech),postanowienie jest nieprawomocne, paszportu
      córki też nie zobaczysz i nie ciesz się tak debilu bo jeszcze zobaczysz....."
      cytat z "mojej żony"
      Co mam z nią zrobić????
      • biedroneczka33 Re: z góry przepraszam... KAWAŁ KU....Y 31.07.07, 17:31
        Zabic to malo ... :o(((
        ...hm...brak slow...wiem ze duzo juz przeszles jeszcze wiecej przed Toba i oby tych jak najlepszych dni .Moze akurat takie zachowanie zony (utrudnianie kontaktow , nie dzialanie w interesie malotelniego dziecka , nie zaspokojenie podstawowych potrzeb-potrzebe bezpieczenstwa ) moze warto ograniczyc zonie prawa rodzicielskie ..?
        A jak narazie to posylam aniolka i duzo pozytywnych formonkow dla Ciebie i rodzinki :o)))
          • jasminowo Re: z góry przepraszam... KAWAŁ KU....Y 31.07.07, 17:57
            Ile córka ma lat?
            Niestety obawiam się, że tylko cierpliwość pozostała. Przechodziłam przez taką
            szopkę gdy mój brat się rozwodził. Powtarzałam mu, że walka z nią jej bronią
            nic nie da. Córka dorośnie i jestem pewna, że "podziekuje" mamusi. Obecność
            ojca choćby odpychanego nogą i tak jest najważniejsza dla córki. Ta świadomość,
            że jej nie zostawił. Że walczy. Była bratowa w końcu zmieniła postępowanie.
            Dziś brat wyjeżdża z dziećmi na tydzień. Kiedyś byłoby to nie do pomyślenia.
            Cierpliwości. Jestem z Tobą. Bądź wytrwały. A wściekły masz prawo być. To inna
            broszka...
      • tricolour Wiesz, co ja bym zrobił w takiej sytuacji? 31.07.07, 18:03
        Nic.

        Nic bym nie zrobił, bo Twoja żona gra dziećmi i dajesz się w tą rozgrywkę
        wciągać. Poczekałbym nawet 10 lat, gromadził materiały sądowe, pisma, odwołania
        i czekał na moment, gdy nie musiałbym czekać na decyzje sądu, by sie spotkać z
        dzieckiem.

        Gdyby dziecko miało mi za złe, że sie latami nim nie interesowałem, że usunąłem
        sie w cień, to pokazałbym te sądowe materiały i wyświetlił całość zła. A może by
        do tego nie doszło gdyby relacje z dzieckiem były OK.
            • julka1800 Re: Napisz coś, co bzdurą nie jest... 31.07.07, 20:34
              Z tego co pisal kiedys JP, jego dzieci nie sa malutkimi brzdacmi, tak wiec
              dlaczego byla malzonka JP utrudnia mu kontakty z jednym z nich? Moze ma jakis
              powod ktorego JP nam nie wyjawil? Moze nie ma zadnego (tylko robi to z czystej
              zlosliwosci)? Ale.. abstrahujac od powodu, mysle ze JP powinien dalej starac
              sie o kontakty. Straconych dni nikt mu nie wroci, ale moze byla zona po prostu
              odpusci, nie starczy sie sil na ciagla walke.
              Napisales, zeby zbieral dowody, pisal pisma, jednym slowem by mial czarno na
              bialym, ze sie staral tylko druga strona sie nie zgadzala, a co jesli dziecko
              po czyms takim stwierdzi: "tato, tak malo mnie kochales ze to byla dla ciebie
              przeszkoda?"
              • tricolour Kiepski zarzut... 31.07.07, 20:37
                ... bo sprawy w sądzie są ostateczną instancją gdzie może zwrócić sie obywatel.
                Poza sądem pozostaje tylko samowola czyli np. porwanie dziecka - bo zabranie
                wbrew woli matki jest porwaniem.

                Moim zdaniem kobieta gra dziećmi by sie odegrać za odejście faceta. Jak widać
                skutecznie...
                • julka1800 Re: Kiepski zarzut... 31.07.07, 20:44
                  tricolour napisał:

                  > ... bo sprawy w sądzie są ostateczną instancją gdzie może zwrócić sie
                  obywatel.
                  > Poza sądem pozostaje tylko samowola czyli np. porwanie dziecka - bo zabranie
                  > wbrew woli matki jest porwaniem.
                  >
                  > Moim zdaniem kobieta gra dziećmi by sie odegrać za odejście faceta. Jak widać
                  > skutecznie...

                  Alez tri ja nikomu nic nie zarzucam, napisalam tylko ze twoja propozycja to
                  totalna bzdura

                  Co do reszty twojej wypowiedzi to napisalam przeciez ze JP powinien
                  konsekwentnie probowac te kontakty zdobywac, wiec Twoja dygresja a propos sadu
                  jest dla mnie niezrozumiala

                  Czytajac dalej opowisc JP z dnia dzisiejszego zaczynam powaznie myslec o tym
                  czy jego EX malzonka powaznie nie boi sie utraty drugiego dziecka. JP czy dal
                  jej powody do takiego myslenia wie juz sam.
                  • tricolour Ale co jest bzdurą? 31.07.07, 20:46
                    Jacek pytał, co ma zrobić z zoną. Ja na to, że nic. Czy to jest ta totalna bzdura?

                    Czy totalną bzdurą jest prowadzenie swoich spraw drogą prawną i gromadzenie
                    materiałów, które potem mogą wyjaśnić "brak zainteresowania" dzieckiem?
                    • julka1800 Re: Ale co jest bzdurą? 31.07.07, 21:23
                      Tri przeczyaj sam co napisales wczesniej
                      Napisales: "Nic. ...Przeczekalbym ..."

                      Zrozumialam to jako przeczekanie dokladnie, czyli nic nie robienie, a sad
                      mialby sluzyc jak instytucja do zbierania papierkow. Po prostu siedze sobie i
                      zbieram papierki, w razie czego pokaze dziecku jak bardzo sie staralem. I to
                      moim zdaniem bylaby totalna bzdura.

                      Bo ja mowie: walcz w sadzie i kontaktach z Ex by nie utrudniala kontaktow z
                      dzieckiem, zabiegaj o dziecko.
    • jp66 Nie wiem.... błagam doradzcie mi 31.07.07, 20:26
      pojechałem po córkę (jest wtorek więc spotkanie od 17 do 20) nikogo nie było w
      domu - dostaję sms-a "paulina ma badanie u lekarza więc nie będziesz mógł jej
      zabrać" domyśliłem się, że "moja zona" załatwia papiery do planowanego
      odwołania, pojechałem do psychologa- bingo. wszedłem chciałem jakoś porozmawiać,
      przekonać do wspólnego urlopu, to co usłyszałem było jak z najgorszego horroru.
      "mama się nie zgodzi na urlop bo chcę uciec za granicę, córka się mnie boi, nie
      chce jechać- psycholog "idzcie na ustępstwa" więc proponuję - może 2 tygodnie,
      może 10 dni? nie bo córka nie chce- pytam córkę- nie tato nie, niech jest jak
      jest, nie bierz urlopu- matka a widzisz? i.... zgodziłem się, że jeśli nie chce
      z nami jechać to dobrze, nie zmuszam - wychodzę i pytam córkę - "naprawdę nie
      chcesz jechać? zapytaj mamę moze sie zgodzi, może... A mała dobrze tato
      zapytam.cholera ona się boi matki i mówi to co ta chce usłyszeć, mam nie chce
      zeby była z tatą to powiem, że nie chcę- tak mi jej szkoda, tak zrobiło mi się
      przykro kiedy patrzyłem w te smutne oczka. prosiłem tego psychologa - niech pan
      jej wytłumaczy, porozmawia- on-" pana zona boi się, że straci drugie dziecko, w
      ten sposó się broni". W tym postanowieniu sąd daje jej do zrozumienia, że "źle
      by odmowa świadczyła o niej jako o matce i osobie która chce się opiekować
      dzieckiem" ja to odebrałem jako pewnego rodzaju straszenie ze strony sądu (
      chcesz córkę to się zgódź na urlop z ojcem)ona tego nie widzi. ale jak mam
      ewentualnie odebrać córke matce kiedy mała jest zżyta z matką, wiem, że
      ustępując stracę dziecko- może na zawsze- bo wiem, ze codziennie matka opowiada
      jej o "draniu który zostawił rodzinę". pomóżcie ,co byście zrobili?
    • chalsia Wyjasnienie prawne 01.08.07, 23:20
      jp66 31.07.07, 16:25 + odpowiedz


      "córki nie zobaczysz, bo złożyłam odwołanie od decyzji sądu, zanim rozpatrzą to
      troszkę potrwa (szyderczy śmiech),postanowienie jest nieprawomocne, paszportu
      córki też nie zobaczysz i nie ciesz się tak debilu bo jeszcze zobaczysz....."
      cytat z "mojej żony"
      Co mam z nią zrobić????

      pominąwszy dylematy czy brać córkę czy nie wobec jej konfliktu lojalności
      chce napisać, że eks Jackaplacka SIĘ MYLI !!
      Mianowicie postanowienia sadu rodzinnego w sprawie kontaktów są SKUTECZNE i
      WYKONALNE NATYCHMIASTOWO, jeszcze przed uprawomocnieniem!!!

      Art. 578kpc "Postanowienia sądu opiekuńczego są skuteczne i wykonalne z chwilą
      ich ogłoszenia, a gdy ogłoszenia nie było, z chwilą ich wydania."
      • jp66 Re: Wyjasnienie prawne 02.08.07, 17:13
        niby tak, a jednak może mi nie dać córki twierdząc, że złozyła odwołanie od
        decyzji i czeka na wyrok w tej sprawie. w uzasadnieniu napisze pewnie, że córka
        nie chce ze mną jechać na urlop i cholera wie co jeszcze np: ze sie o nia boi i
        nikt jej nic nie zrobi- ma prawo się bać
        • z_mazur Re: Wyjasnienie prawne 02.08.07, 17:23
          Idziesz po córkę z wyrokiem w garści. Jeśli żona nie będzie chciała córki wydać to wzywasz policję, żeby pomogła Ci w wyegzekwowaniu wyroku.
          Skoro jak Chalsia twierdzi ma od razu moc to trzeba z tego korszystać.

          Jak parę razy zachowasz się jak facet z jajami, to może żona da sobie spokój.
          • jp66 Testowałem to... 25 wezwań od 2005r 02.08.07, 17:27
            policja mimo pieczątki o natychmiastowej wykonalnosci i bredniach o ewentualnej
            pomocy wszystkich kogo moze to dotyczyć nie zrobi nic, nikt nie wyrwie dziecka z
            rąk matki, mogą jedynie postraszyć, ze będa świadkami w sądzie rodzinnym. Jaja
            jednak mam- własnie sprawdziłem to namacalnie. smile)
            • z_mazur Re: Testowałem to... 25 wezwań od 2005r 02.08.07, 17:55
              > nikt nie wyrwie dziecka z rąk matki

              Tak swoją drogą to jestem ciekaw dlaczego nie?

              Czy gdyby była sytuacja odwrotna to ktoś by się wahał przed wyrwaniem dziekca ojcu?

              Ja na Twoim miejscu byłbym konsekwentny i za każdym razem przychodził w asyście policji. W sądzie złożyłbym pozew o odebranie matce praw rodzicielskich i powierzenie dziecka Twojej wyłącznej opiece. To jest możliwe.
          • jasminowo Re: Wyjasnienie prawne 02.08.07, 17:50
            A czy zdajesz sobie jak się poczuje córka kiedy przyjdzie po nią ojciec z
            policją??? Chryste panie... rozumu trochę...
            Myślę, że jeżeli matka jest tak niepoukładana z własnymi emocjami (dlaczego
            uważa sie, że ojciec "zabrał" dziecko a matka nie?? - notabene dziwi mnie, że
            takiego zwrotu użył psycholog (sic!), to należy przeczekać. Przychodzić z
            uporem maniaka na każdą umówioną wizytę. Odchodzić z kwitkiem. Ale być. Milion
            razy rozmawiać. Wydaje mi się, że córka rozmawia z ojcem przez telefon? To
            dzwoń do niej. Tłumacz dlaczego to niemożliwe. Że matka źle robi, ale że nie
            zrezygnujesz. Nie chcę mówić, że masz oczerniać matkę, ale mów, że się nie
            zgadzasz z jej postępowaniem, że dorośli czasem też robią niemądte rzeczy, ale
            Ty jesteś i będziesz zawsze!!! Cholerny świat, ale nic na to nie poradzimy.
            A swoją drogą - byłej przydałaby się terapia. Bo nie radzi sobie z sobą,
            krzywdzi córkę i zapewniam - ona jej tego nie zapomni. Sama mam córkę. Nigdy
            nie ma problemu ze spotkaniem z ojcem. Zaraz za drzwiami po przyjściu od niego
            płacze - ale wie, że może mi się w ramię wypłakać z tęsknoty za nim
            (niezależnie ile mnie samą to kosztuje).
            Trzymam kciuki. Czas. Czas pomoże. Zobaczysz.
        • panda_zielona Re: Wyjasnienie prawne 02.08.07, 17:42
          w uzasadnieniu napisze pewnie, że córka
          > nie chce ze mną jechać na urlop i cholera wie co jeszcze np: ze sie o nia boi
          i
          > nikt jej nic nie zrobi- ma prawo się bać

          Twoja żona chce ukarać Ciebie i gra córką.Mam wrazenie,ze guzik ją obchodzi co
          mysli to dziecko.Kladzie jej do głowy,ze tatuś jej nie kocha,bo ją zostawił.To
          jest tylko osmioletnia dziewczynka i mozna jej wmówić wiele rzeczy.Myślę,że
          zapewniając ją jak najczęściej,ze kochasz i jest dla Ciebie najważniejsza
          będzie miało skutki za jakis czas.I rację ma Tri. Szarpiąc sie z żoną
          krzywdzicie ją oboje. NA upartego mozesz powołać się na art.podany przez
          chalsię,ale czy warto?
    • jp66 no i stało sie.... 06.08.07, 01:42
      Piatek 17:00 - nikogo nie ma w domu, dzwonię, "nie ma nas w domu, nie wiem kiedy
      będziemy"daj mi córkę do telefonu- "nie ma jej"- rozłączyła...
      Sobota 10:00 - nikogo nie ma w domu, dzwonię telefon nie odpowiada.
      Ona ma w dupie postanowienia sądu, córkę i mnie (chyba najbardziej
      mnie)wyjechała i co mogę zrobić? co z tego, ze mam to cholerne postanowienie
      sądu skoro nikogo nie ma pod wskazanym adresem?
      rano idę do adwokat, ma powiadomic sąd o "odmowie wydania dziecka" i co z tego?
      kolejne wakacje przepadną...
      mam tylko nadzieję, że ta sędzina naprawdę się wkur.... na moją "żonę" i...
      zastanawiam się jakie w tej sytuacji są szanse żebym otrzymał córkę pod opiekę
      po rozwodzie? oj rozmarzyłem się chyba....
      • markus_wak Re: no i stało sie.... 06.08.07, 02:08
        strasznie Ci współczuję. Włąśnie wrzuciłem watek z puentą, ze cierpliwością da
        się przenieść góry. Ale jest to oczwiście prawda statystyczna jedynie. Jak
        rozumiem jestes z inna kobietą i to zapewne powoduje taką bezwlęgdność działań
        Twojej Ex. Czytając o losach takich jak Twój, mam poważne obawy, że moje realcje
        z dziećmi zasadniczo się zmienia, gdy pojawi się przy mnie inna kobieta. Mam
        nadzieją, ze kiedys to się stanie i nie bedzie to poczatek monstrualnej katastrofy.

        Polskie kobiety kochaja polskie rozwody. Tradition! śpiewał Tewie mleczarz.

        Porzuć ambicje. Ja nie wyjeżdżam z moimi dziećmi tylko dlatego, ze nie chcą być
        bez matki dłużej niż dwa dni,bo czuja się wtedy winne że jest sama (jedno 14 a
        drugie 6 lat - czujesz to ?). Odpuść. Sąd nie ma tu nic do gadania - a nawet
        jeśli ma, to dla Ciebie mają być ważniejsze emocje dziecka niż wyrok sądu i
        opinia nie- i znajomych. Priorytet to Twój kontakt z nim - taki na codzień. To
        jest ważniejsze niż wakacje. Takie wakacje, bez matki to byłby dla dziecka
        stres. A klucz do sukcesu to eliminować stres dziecka. Twoja obecność nie może
        mu się kojarzyć z dyskomfortem lub krzywda matki. I to ono jest sędzią, a nie
        toga w sądzie.
        • ivone7 Re: no i stało sie.... 06.08.07, 09:02
          tylko tu jest mala roznica...jacek corki nie widzial dlugo, nie moze jej
          nigdzie zabrac, pobyc z nia..wiec tego kontaktu nie wcale..
          moja corka ma 8 lat, wlasnie bedzie przez miesiac ze swoim tata, jego nowa
          kobieta i przyrodnia siostra..jest mi bardzo ciezko, nie ukrywam tego..mam
          chandre i nic mi sie nie chce..ale nie obarczam tym mlodej, zapewniam ja o tym
          ze kocham i tesknie za na ale ma sie swietnie bawic z tata...a z drugiej strony
          wiem, ze przez miesiac nie bede nawet mogla z nia pogadac..."ludzki pan"
          wylaczyl telefon..
          po stronie kobiet i mezczyzn jest brak wczucia sie w emocje dziecka..a szkoda,
          moznaby im bylo wiele bolu oszczedzic, gdyby relacje rodzicow po...byly
          naznaczone szacunkiem, nawet nie do exa..ale do dziecka..
          • markus_wak Re: no i stało sie.... 06.08.07, 10:11
            nie doczytałem, że nie ma zupełnie kontaktu z dzieckiem.
            Jeśli nie ma go na co dzień to taki wyjazd jest naprawdę dyskusyjny. Widzę jak
            moje dzieciaki reagują na dłuższą nieobecność matki.
            Ja go naprawdę rozumiem, że bardzo by chciał. Sam też bym chciał, ale... No
            właśnie - chociaż to nie jego wina, ale jego ex zawłaszczyła dziecko - t.zn.
            stwarza dziecku świat, w którym ojca nie ma i mam wątpliwości, czy taki 20
            dniowy wyjazd to nie jest zbyt duży stres dla dziecka.

            Całą reszta to smutne konsekwencje.

            "Ludzki pan" jak mówisz wyłączył telefon. Paskudne. Ale może się boi? Tak jak ja
            kiedy moje dzieci rozmawiają ze swoją matką, która potrafi w niewinny sposób
            wzbudzić w nich poczucie winy, że są zadowolone kiedy są ze mną? I zaraz potem
            chcą do mamy, a przy mamie wpadają w oficjalny ton i zdawkowe wypowiedzi? Ale
            nie wyłączam komórki, tylko znoszę kolejne szykany jak dziury na polskich
            drogach i jadę dalej.

            Za to kiedy patrzę na swoje dzieciaki gdy są zadowolone i odprężone, i z coraz
            większa swobodą egzekwują ode mnie różne rzeczy, kłócą się ze mną i potrafią już
            dość swobodnie powiedzieć, że tata z nimi nie mieszka, to aż boję się myśleć czy
            uda mi się rozwinąć ten ich stan ducha w coś naprawdę trwałego, tak bym mógł
            zacząć porządkować swoje życie osobiste bez utraty tych relacji z dziećmi, które
            zdołaliśmy - ja i one - wypracować.

            • ivone7 Re: no i stało sie.... 06.08.07, 10:52
              widzisz nie nalezy generalizowac...
              ja nie nastawiam dziecka, nie wzbudzam poczucia winy..
              moj ex wylacza tel i opowiada mlodej, ze ja nie dzwonie bo pewnie nie tesknie..
              wiec nie zawsze matki sa podle i nie zawsze ojcowie sa fair...bo powiedz czy
              moja mloda nie cierpi miesiac z daleka ode mnie, ja nie wiem gdzie jest, nie
              moge z nia pogadac..ja sobie dam rade a ona??
              • markus_wak Re: no i stało sie.... 06.08.07, 11:53
                Twój ex robiąc tak zachowuje się podle. Nawet nie ma co tego rozwijać.


                Ja nie twierdzę, ze ojcowie są najbardziej pokrzywdzoną stroną itd itp.
                Najbardziej zranione są dzieci. Myślę, że zawsze. Ale jednocześnie rozsądek
                rodziców może stworzyć im lepsze warunki do rozwoju po rozstaniu rodziców, niż
                miałyby żyjąc w atmosferze konfliktów, braku zaufania itd.

                Piszę najczęściej z pozycji "ojca walczącego" dlatego, że statystycznie tacy jak
                ja są całkowicie ignorowani lub siłą wpychani w schemat w którym matka już w
                majestacie społecznego zrozumienia będzie mogła kultywować swój status
                pokrzywdzonej przez s...a eksa.
                • ivone7 Re: no i stało sie.... 06.08.07, 12:44
                  nie jestem zwolenniczka generalizowania..
                  uwazam, ze gdy emocje rozwodowe opadna..poczucie krzywdy itd..nalezy patrzec
                  przez prazmat dobra dzieci..moze zamiast obowiazkowej mediacji, wprowdzic
                  obowiazkowa terapie aby zobrazowala rodzicom jaki wplyw ich zachowania maja na
                  dzieci...
                  a tak BTW nie do konca masz racje z tym przyzwoleniem spolecznym..kiedys to
                  bylo tak jak piszesz a teraz mysle, ze opinie akurat w tym wzgledzie nie sa az
                  tak radykalne..a ludzie czasami staraja sie myslec..i nie osadzac od razu..a
                  juz kultywowanie statusu pokrzywdzonej przez exa niestety czasami obraca sie
                  przeciwko tej osobie..
                  • markus_wak Re: no i stało sie.... 06.08.07, 18:32
                    Generalizowanie jest ryzykowne. To fakt.

                    Obowiązkowa terapia - jestem całkowicie za. Chodzę ze starszym dzieckiem -
                    zmiany w naszych relacjach są imponujące. Ciekawostką jest ,że kiedy
                    zaproponowałem taką terapię mojej byłej, zadała pytanie - po co? - Aby poukładać
                    nasze relacje i nie krzywdzić dzieci bardziej niż to już zrobiliśmy. - Nie.
                    Jedyna terapia jaką dopuszcza to taka która spowoduje że na powrót będziemy
                    razem. Ale może to też już nieaktualne. Nie potrafię być z kimś komu nie ufam. I
                    terapia tego nie zmieni. No chyba że pranie mózgu weźmiemy pod uwagę. Ale to ja
                    jednak wolę ten swój nieco już przykurzony. Jeszcze by mi fałdy wyprostowali te
                    2 co tam je mam i cóż bym począł?

                    A co do dezaktualizacji pewnych stereotypów, to faktycznie daje się zauważyć
                    zmiany i dzięki nim mój dostęp do dzieci jest znaczny, bo otoczenie nie popiera
                    mojej Ex w jej zapędach do ich zawłaszczania.

                    • chalsia Re: no i stało sie.... 06.08.07, 18:53
                      > zmiany w naszych relacjach są imponujące. Ciekawostką jest ,że
                      kiedy
                      > zaproponowałem taką terapię mojej byłej, zadała pytanie - po co? -
                      Aby poukłada
                      > ć
                      > nasze relacje i nie krzywdzić dzieci bardziej niż to już
                      zrobiliśmy. - Nie.

                      niestety Markus to nie "ciekawostka" ale standard postępowania
                      wieeeelu eks - ja wielokrotnie prosiłam o wspólne chodzenie do
                      psychologa dziecięcego byśmy z jego pomocą byli w stanie z eksem
                      LEPIEJ się komunikowac/rozumieć/działać na rzecz dziecka.
                      Za każdym razem odpowiedż była odmowna, a raz nawet dostałam "zakaz"
                      pójscia z dzieckiem do psychologa dziecięcego, bo "nie będziesz z
                      dziecka chorego robiła".
              • chalsia Re: no i stało sie.... 06.08.07, 14:06
                > moja mloda nie cierpi miesiac z daleka ode mnie, ja nie wiem gdzie jest, nie
                > moge z nia pogadac..ja sobie dam rade a ona??

                no cóż, ja bym się nie zgodziła na wyjazd wakacyjny dziecka nie znając jego
                miejsca pobytu.

                Współczuje braku kontaktu telefonicznego, nie ma słów na takie zachowanie -
                wiem, bo też tak było w 95% przypadków (choć mam nieustającą nadzieję, że eks
                przejrzy na oczy i będzie lepiej co się okaże w te wakacje).
    • alfika Re: wkurzyło mnie jedno Twoje zdanie ... 06.08.07, 22:11
      rzuciłeś retoryczne pytanie, jakie będziesz miał szanse na
      przyznanie opieki nad córką po rozwodzie

      rany...
      nie masz z córką zbytniego kontaktu, a matka już nie ma syna pod
      opieką - czy to naprawdę jest tak, że nei odpowiadasz za uczucia
      drugiego człowieka? za uczucia córki? za uczucia kobiety, która te
      dzieci urodziła?
      w sumie nei musisz, ale... matka która traci dwójkę dzieci - bo to
      jest ich tracenie -tak, jak Ty odczuwasz stratę - może z bólu po
      prostu zwariować

      chciałbyś?...
      • z_mazur A mnie poirytowało Twoje podejście do tego problem 06.08.07, 22:32
        Chwila, chwila.
        Matka syna straciła na własne życzenie. Ponieważ jest już na tyle duży, że może sam podejmować decyzję, z którym z rodziców chce mieszkać. To też sporo świadczy o relacjach matki z dziećmi, skoro syn wolał zamieszkać z ojcem, a nie matką. Przypuszczam, że jp nie ogranicza synowi kontaktów z matką.

        W opiece nad dziećmi nie jest najistotniejsze to, które z rodziców bardziej cierpi po rozstaniu z dzieckiem, tylko to które jest w stanie zapewnić im lepszą opiekę i poczucie stabilności emocjonalnej.

        W tym układzie przypuszczam, że jp66 nie robiłby problemów ze spotkaniami matki z dzieckiem gdyby to jemu przypadła opieka nad dzieckiem, czyli dla dziecka byłby to stan lepszy niż aktualny.

        A to że matka ma problemy emocjonalne to jest jej problem i leczenie jej emocji poprzez wyrządzanie krzywdy dziecku, to po prostu chora sytuacja i stawianie sprawy na głowie.
      • misbaskerwill za późno... 06.08.07, 23:35
        > w sumie nei musisz, ale... matka która traci dwójkę dzieci - bo to
        > jest ich tracenie -tak, jak Ty odczuwasz stratę - może z bólu po
        > prostu zwariować
        >
        > chciałbyś?...

        Ta Pani już ma problem, skoro woli krzywdzić własne dzieci, by odegrać się na exie.
        Nikt tego nie "chciałby". Ale moim zdaniem, leczenie by się przydało już teraz.
        Im później się zacznie, tym gorzej.
        • alfika Re: za późno... 07.08.07, 11:59
          nie zmienię na razie zdania, jeśli ojciec "rozmarza się", że
          przejmie i córkę... to dla mnie nie brzmi ciepło i ojcowsko

          właściwie... smile ja o ich córce, Wy o ich synu smile
          to miał być kontrargument?... dwoje różnych dzieci?...
          hmmm
          ale rozumiem forumowe zaprzyjaźnienie z jp66
          • ivone7 Re: za późno... 07.08.07, 12:13
            za to bardzo cieplo brzmi- nie zobaczysz corki...nie bo nie...
            nie generalizujmy i przestanmy myslec stereotypami...
            czasami ojciec moze byc lepszym opiekunem od matki..i sprawdza sie w
            tej roli..
            dlaczego tak krytycznie nie oceniasz matki??? solidarnosc jajnikow?
            to juz passe...
            spojrzmy na sprawe obiektywnie, a nie z zenskiego punktu widzenia..
            • alfika Re: za późno... 07.08.07, 14:23
              ależ oceniam krytycznie matkę, nie wiem, skąd wytrzasnęłaś takie
              przekonanie o moich myślach smile

              nie myślę też po żeńsku ani solidarnościowo smile
              widzę, że bez zwierzeń się nei obejdzie, bo inaczej nei udowodnię,
              że nie jestem wielbłądem big_grinDD

              moi rodzice się rozwiedli jak miałam 3 lata - zostałam z mamą,
              wyjechałyśmy - z moim "nowym" tatą 400 km od miejscowości, gdzie
              mieszkał biologiczny - który po latach udowadniał, jak chciał się ze
              mną widywać (błagam, nie rzucajcie się tu ze swoimi ocenami
              sytuacji, bo dwudziestu lat wydarzeń między naszą czwórką ciężko mi
              będzie opisywać smile)))
              jestem w związku z facetem, który ma 11letnią córkę i od paru lat
              funkcjonuje owa dziewczynka w systemie opieki naprzemiennej...
              zdałam egzamin na doświadczenie? smile

              oczywiście poszukiwanie haka na mnie mile widziane smile
          • z_mazur Mylisz się 07.08.07, 12:19
            Nie chodzi o forumowe zaprzyjaźnienie.

            Dla mnie priorytetem jest dziecko, nie obchodzą mnie specjalnie w
            tej sytuacji uczucia, czy to jacka, czy jego żony. Ważne jest dobro
            dziecka. Matka nie dba o to dobro, byćmoże jacek zadbałby lepiej.

            Jeśli kobieta ma problem ze sobą to niech zasuwa na terapię, a nie
            manipuluje dzieckiem wyrządzając mu krzywdę. I sąd właśnie to
            powienien wziąć pod uwagę. Dobro dziecka. Jeśli jacek jest w stanie
            zapewnić mu co najmniej taką samą opiekę jak matka, a jednocześnie
            nie utrudniać dziecku kontatku z drugim rodzicem, to dziecko by na
            tym skorzystało.

            A że matkę by to zabolało...? Wybacz, ale to już jej problem.
            Leczenie emocjonalnych problemów matki poprzez powierzanie jej
            opieki nad dziekciem (której nie potrafi właściwie sprawować bo
            wyrządza krzywdę dziecku), to po prostu chora sytuacja.

            Ja na miejscu jacka wniósłbym do sądu wniosek o powierzenie opieki
            nad córką jemu.
            • alfika Re: Mylisz się 07.08.07, 14:41
              a ja przeżywając w swoim życiu dwie diametralnie różne sytuacje w
              temacie dziecka po rozwodzie powiem Ci tyle - mam wrażenie, że oboje
              mieszają małej w głowie (oczywiście moim prywatnym zdaniem)

              mama zachowuje się jak emocjonalnie rozdygotana - i tu jej się nei
              dziwię, niestety, bo sama też jestem mamą - a ojciec jak raniony
              chłopiec, który tym zranieniem w dużym stopniu obciąża dziecko
              (ale mimo wszystko czuje sie w sytuacji pewniej niż matka)

              jak nie zadbają o swoje uczucia nawzajem jak dorośli albo nie
              rozdzielą się na dobre, to guzik im wyjdzie z tzw. dobra dziecka
              • z_mazur Re: Mylisz się 07.08.07, 15:00
                No właśnie i o to mi chodziło. Jasne, że znamy relację tylko z
                jednej strony, ale celowe i świadome ograniczanie kontaktu z drugim
                rodzicem, to wyrządzanie dziecku krzywdy z premedytacją i nawet
                jeśli mogę zrozumieć co kieruje tą kobietą to nie zmienia faktu, że
                robi ona źle.

                I skupiając się na samym dziecku uważam, że powierzenie opieki
                jackowi byłoby lepsze od pozostawienia jej niezrównoważonej
                emocjonalnie matce. Być może byłaby to dla niej motywacja do
                podjęcia terapii, na czym skorzystałaby w perspektywie i ona i
                dziecko.
                • alfika Re: Mylisz się 07.08.07, 15:15
                  nie wiem, czy wiesz z jakiegokolwiek źródła, jak silny jest kontakt
                  emocjonalny przed-nastoletniej dziewczynki z jej mamą

                  i wyraźnie nie wiesz, że w sprawach miłości rodzic-dziecko
                  niezrównoważenie jest najmniej istotne - liczy się właśnie owa
                  bliskość emocjonalna... jeśli ojciec jest na pewnej pozycji, może
                  matce stwarzać takie warunki, że ona w temacie dziecka sfiksuje

                  a wystarczy zapewnianie, że się z jej pozycją w życiu dziecka facet
                  ów naprawdę liczy i konsekwentne okazywanie tego
                  to może zdziałać cuda o wiele lepsze niż jakakolwiek terapia -
                  szczególnie gdy kobietę pozbawisz potomstwa
                  • ivone7 Re: Mylisz się 07.08.07, 15:30
                    alfika, ja rozumiem doskonale co chcesz powiedziec..
                    tylko, ze sa sytuacje i sytuacje..
                    wiem ze wiele przeszlas i masz ze tak powiem doswiadczenie..
                    zgodze sie z Toba, ze matka i to w dodatku tak rozchwiana
                    emocjonalnie, moze dostac schizy jesli dwoje dzieci zamieszka z
                    tata..
                    tylko..no wlasnie jest jedno ale..
                    oczywiscie ze znamy ta historie z jednej strony...ze strony jacka,
                    ktory ma notorycznie ograniczony kontakt z dzieckiem..
                    de facto rodzenstwo jest rozdzielone..bo syn mieszka z ojcem a corka
                    z matka...
                    oczywiscie opierajac sie na zapewnieniach jacka, jakby corka
                    zamieszkala z ojcem matka mialaby nieograniczony kontakt...
                    rodzenstwo byloby razem...
                    matka przezylaby terapie szokowa, ktora moze wreszcie sklonilaby ja
                    do podjecia terapii i rozwiazywania konflitow odrobine inaczej...
                    ja tej kobiecie szczerze wspolczuje...sama nie wiem co by bylo
                    dobre..
                    najlepsze wyjscie by bylo takie, zeby przestala sie
                    upierac..pozwolila ojcu kontaktowac sie z dzieckiem, pogodzila sie z
                    faktem ze razem byc nie beda..wtedy jemu by takie mysli do glowy nie
                    przychodzily..a i wielu osobom tez nie..
                    widzisz, mysle ze tutaj trzeba wybrac mniejsze zlo i mniejsza
                    krzywde o ile o czyms takim mozna mowic..
                    ale dziecko ma cale zycie przed soba i je chyba bardziej nalezy
                    chronic przed trauma..a kochajaca matka powinna wiedziec to
                    najlepiej..
                    • alfika Re: Mylisz się 07.08.07, 17:38
                      kochająca matka powinna wiedzieć; kochający ojciec, uznajmy też -
                      bardziej (chwilowo?) stabilny - tym bardziej przecież?

                      zawsze w takich sytuacjach idzie o mniejsze zło, wszak najlepiej jak
                      jest "żyli długo i szczęśliwie" - ale chyba matka nei zatrzymuje na
                      siłę córki, żeby ściągnąć Jacka do siebie... to też osobny temat i
                      ona go sobie przerobi zapewne, tak czy inaczej

                      poza tym, wszyscy przeżywamy różne tragedie - i kogo wtedy można
                      nazwać normalnie funkcjonującym???

                      - ja nie do końca wierzę w to "dobro" przenosin córki do Jacka...
                  • to.ja.kas Re: Mylisz się 07.08.07, 15:31
                    Alfika moze byc silny kontakt przed_nastolatki z mamą, może być
                    jeszcze silniejszy z ojcem...nie o płeć tu chodzi.
                    Ciagle odnosisz sie do tego co czuje matka a nie do tego co czuje
                    córka jak nie ma mozliwości spotykać sie z ojcem którego kocha....
                        • ivone7 Re: Mylisz się 07.08.07, 16:33
                          i dlatego nie cierpie generalizowania...
                          bo sa cudowni ojcowie cierpliwi, wyrozumiali i takie matki...a sa
                          tez matki, ktore nie potrafia zaopiekowac sie dzieckiem..
                          trzeba duzej rozwagi i obiektywizmu zeby to wszystko ocenic..
                            • panda_zielona Re: Mylisz się 07.08.07, 22:32
                              julka1800 napisała:

                              > moze niech JP opowie o kontaktach dzieckaktore mieszka z nim z
                              > matką, bo o tym nic nie pisze?
                              > jak wygladaja te kontakty?

                              JP,pisał o tym.Z tego co pamiętam syn niechetnie kontaktuje się z
                              matką.Pisał JP kiedyś,że syn będąc w szpitalu nie chciał odwiedzin
                              matki.To chyba o czymś świadczy,tak myślę.
                                • z_mazur Re: będę trochę podejrzliwa...:))) 08.08.07, 12:06
                                  > a jakby córka nei chciała odwiedzin ojca w tej sytuacji, to jest
                                  > nastawiona i nei chce sprawia przykrości matce, tak?

                                  Pewnie tak, nawet jeśli nie wprost, to po prostu postawą matki.
                                  Czuje się rozdarta pomiędzy uczuciem do ojca i lojalnością (żle
                                  rozumianą, ale wymuszoną przez postawę matki) wobec matki

                                  Nie wyobrażam sobie normalnej sytuacji, w której dziecko nie chce
                                  się widzieć z jednym z rodziców.

                                  Na prawdę cały czas zastanawiam się co chcesz udowodnić?
                                  Że żona jacka postępuje dobrze?

                                  Jak już pisałem, ja rozumiem podstawy jej postępowania, ale im
                                  bardziej je rozumiem tym bardziej uważam, że ona nie powinna
                                  sprawować opieki nad tym dzieckiem, jeśli nie zrobi czegoś sama z
                                  sobą, bo na razie konsekwentnie wyrządza dziecku krzywdę.

                                  To tak jak potrafię zrozumieć głodnego człowieka kradnącego
                                  jedzenie. Co wcale nie oznacza, że uważam, że robi dobrze i że nie
                                  może zrobić nic innego, żeby nie dopuścić się takiego czynu.
                                  • chalsia Re: będę trochę podejrzliwa...:))) 08.08.07, 12:29
                                    > Pewnie tak, nawet jeśli nie wprost, to po prostu postawą matki.
                                    > Czuje się rozdarta pomiędzy uczuciem do ojca i lojalnością (żle
                                    > rozumianą, ale wymuszoną przez postawę matki) wobec matki
                                    >
                                    > Nie wyobrażam sobie normalnej sytuacji, w której dziecko nie chce
                                    > się widzieć z jednym z rodziców.

                                    miałam taką sytuację (na szczęście trwała tylko kilka miesięcy) -
                                    dziecko za nic w swiecie nie chciało jeździć do ojca na weekendy. I
                                    przyczyną tego było coś co zaszło w trakcie wizyty dziecka u ojca
                                    plus to, że dziecko widziało jak ojciec mnie szarpał.
                                    Chcę powiedzieć, że nie zawsze po stronie matki lezy
                                    odpowiedzialność za niechęć dziecka do ojca.
                                    • z_mazur Re: będę trochę podejrzliwa...:))) 08.08.07, 12:51
                                      Oczywiście chalsiu zgadzam się z Tobą.

                                      Tylko w tej konkretnej sytuacji, córka jacka do tej pory za każdym
                                      razem gdy już doszło do spotkania nie robiła żadnych oporów przed
                                      spotkaniem się z ojcem. W przeciwieństwie do syna, który nie chciał
                                      się widywać z matką.
                                      • alfika Re: bingo :)))) porównajmy teraz... 08.08.07, 14:21
                                        8-9latkę do 15letniego chłopaka
                                        doprawdy - ta sama psychika, ten sam poziom, te same potrzeby i
                                        zapatrywania

                                        i mówi to ktoś, kto upiera się przy dobru dziecka - nie zwracając
                                        uwagi na pewne drobne różnice w dzieciach...wink

                                        i nie musisz już zastanawiac się, co chciałam udowodnic smile
                                        ja to wyraźnie piszę, chocby tu, o:
                                        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=24087&w=66721348&a=67144009
                                        pozdr smile
                                        • z_mazur Re: bingo :)))) porównajmy teraz... 08.08.07, 14:36
                                          Oczywiście, że psychika, potrzeby i zapatrywania są inne i co z tego?

                                          Uważasz, że ojciec nie jest w stanie zaspokoić tych potrzeb?
                                          A skąd ten pomysł?

                                          Nie wiem jakie są Twoje doświadczenia wychowawcze, ale ja nie widzę
                                          problemu w zasokojeniu większości potrzeb emocjonalnych dziecka
                                          niezależnie od jego wieku i płci przez jednego kochającego rozumnie
                                          rodzica dowolnej płci (potwierdzają to badania, o których pisałem
                                          już w innym poście).
                                          • alfika Re: bingo :)))) porównajmy teraz... 08.08.07, 15:22
                                            doświadczenia wychowawcze? smile
                                            chcesz powiedzieć, że doświadczenie wychowawcze jest bardziej
                                            miarodajne w kwestii określania uczuć i potrzeb dziecka niż bycie na
                                            miejscu tego dziecka? no, to się chyba rozpędziłeś z lekka smile)))

                                            byłam w rodzinie porozwodowej
                                            nichże Ci to wystarczy
                                            nie darowałabym zbyt szybko walki o mnie przy moim udziale
                                            a próbował to robić ojciec, gdy miałam 11 lat - nie po to, bym z nim
                                            mieszkała, ale tylko po to, bym obwiniła matkę o rozwód
                                            dziś nei mamy żadnego kontaktu, nawet się nie widujemy
                                            • z_mazur Re: bingo :)))) porównajmy teraz... 08.08.07, 15:26
                                              Może to tłumaczy Twoją niechęć do jacka i brak obiektywizmu?

                                              Wiem, że to personalna wycieczka, ale jakoś tak mi to wygląda.

                                              Poza tym skąd wiesz o motywach jakie kierują jackiem?
                                              Z tego co on pisze to chodzi o sprawowanie właściwej opieki nad
                                              dzieckiem zapewniając mu maksimum komfortu psychicznego.

                                              No tak, ale przecież ojciec czegoś takiego nie jest Twoim zdaniem w
                                              stanie zapewnić.
                                                  • alfika Re: bingo :)))) znalazłeś haka :))))) prawie... 08.08.07, 17:36
                                                    myślałam, że moje zdanie już się nie liczy, bo wynalazłeś, że moje
                                                    spojrzenie nie może być obiektywne smile))))

                                                    otóż podejście jacka znaj z jego postów
                                                    wyczuwa parę rzeczy w drobnych zwrotach, stwierdzeniach - i mój
                                                    ściśle analityczny doskonały mózg to analizuje wypluwając rezultat smile
                                                  • alfika Re: taaaak??? :) 08.08.07, 17:59
                                                    to pokaż mi sąd, który powie: "proszę pana, proszę brać pod uwagę
                                                    uczucia żony i znając ją, proszę współpracować w temacie dzieci, to
                                                    więcej pan osiągnie spokoju w waszych wzajemnych układach (żeby nie
                                                    powiedzieć stosunkach) - co zdecydowanie wpłynie na dobro dziecka"
                                                    smile))
                                                  • z_mazur Re: taaaak??? :) 08.08.07, 18:03
                                                    A wytłumacz mi dlaczego były mąż ma brać pod uwagę uczucia byłej żony, skoro ona nie bierze w ogóle pod uwagę jego uczuć.

                                                    Znowu wracamy do uczuć żony, a jak już ustaliliśmy one nie są tutaj istotne.
                                                  • alfika Re: taaaak??? :) 08.08.07, 18:20
                                                    bo ma się za mądrzejszego i ma z tą byłą żoną dziecko, które ma
                                                    przebywać z tą byłą żoną na stałe, a której tobyłej żonie potrzeba
                                                    komfortu psychicznego tak, jak Tobie, mnie, Ivonce czy Tri

                                                    ale to bardzo ważkie powody, tak?
                                                  • z_mazur Re: taaaak??? :) 08.08.07, 18:23
                                                    Jeśli kobiecie oddanie dziecka (dla jego dobra) na co drugi weekend burzy komfort psychiczny, to taka osoba dla mnie ma duży problem ze swoimi emocjami i śmiem wątpić czy jest w stanie sprawować w sposób odpowiedni opiekę nad dzieckiem.

                                                    Mnie na prawdę mało obchodzi komfort psychiczny matki mojego dziecka jeśli robię coś co obiektywnie jest dla niego dobre.
                                                  • alfika Re: taaaak??? :) 08.08.07, 18:29
                                                    jeśli oddanie dziecka co drugi weekend ojcu, który dziecko może
                                                    porwać albo ojcu, który pije notorycznie, albo ojcu, który ma w
                                                    zamiarze przejąć opiekę nad dzieckiem jest dla Ciebie porównywalne z
                                                    oddaniem co drugi weekend dziecka ojcu, z którym po partu latach
                                                    współpracy został wypracowany jakiś fajny, stabilny układ... to masz
                                                    rację big_grinDDD

                                                    bierzże pod uagę okoliczności... bez emocji byłej niczego tu nie
                                                    rozbieriosz
                                                  • alfika i dotarłeś do sedna, aniele... 08.08.07, 18:43
                                                    nie mówimy o konkretnym przypadku jacka

                                                    mówimy o konkretnym przypadku jacka, jego byłej żony i ich dzieciach

                                                    weź więc pod uwagę i całego jacka z tym, czego on chce i nie chce, i
                                                    żonę z emocjami i potrzebą spokoju i dzieci z ich stopniem rozwoju i
                                                    oczekiwaniami wobec rodziców
                                            • panda_zielona Re: bingo :)))) porównajmy teraz... 08.08.07, 17:40
                                              > nie darowałabym zbyt szybko walki o mnie przy moim udziale
                                              > a próbował to robić ojciec, gdy miałam 11 lat - nie po to, bym z
                                              nim
                                              > mieszkała, ale tylko po to, bym obwiniła matkę o rozwód
                                              > dziś nei mamy żadnego kontaktu, nawet się nie widujemy

                                              I uważasz,że JP dąży do tego samego?.Gdyby żona nie utrudniała
                                              normalnych kontaktów z córką pewnie nie myślałby o przejeciu
                                              opieki.Poczytaj wątek Jacka od poczatku.
                                    • ivone7 Re: będę trochę podejrzliwa...:))) 08.08.07, 13:13
                                      zgadzam sie z chalsia..u mnie bylo podobnie..mloda nie chciala
                                      jechac z wielu powodow, musialam z nia dlugo rozmawiac, ze i jej i
                                      jej tacie to bardzo potrzebne, ze z tata bedzie robic rzeczy ktore
                                      ze mna sa niewykonalne..ze wzgledu na moje tchorzostwo..np zjazd na
                                      nartach..
                                      wiec tutaj widze duza role matki, zeby te obawy dziecka rozwiewac,
                                      jesli widac ze ojcu na tym zalezy..
                          • alfika Re: Mylisz się 07.08.07, 17:48
                            przepraszam, a już wiadomo, że ta matka nie potrafi zaopiekować się
                            córką?...
                            nie wydawajmy wyroków ad hoc

                            nie cierpię generalizowania też
                            kto wie, jak byśmy się tu zachowali, gdyby owa matka wylała tu swoje
                            bóle, obawy, lęki - oczywiście nie wiedząc, że to TA niedobra
                            matka... może niejedna z Was pierwsza zechciałaby ją podnieść na
                            duchu

                            więc - nie generalizujmy
                            będzie ... trudniej, ale prawdziwiej
                            • ivone7 Re: Mylisz się 07.08.07, 18:01
                              a mnie sie wlasnie wydaje ze ty generalizujesz...
                              ze niestety, to ze nie wolno Ci sie bylo spotykac z tata zostawilo
                              jakies tam pietno..
                              choc sluchajac niektorych "madrych" wszyscu rodzice sa
                              toksyczni..tylko ze niektorzy bardziej..
                              wlasnie Ty z gory zalozylas, ze matka bedzie lepszym opiekunem, to
                              Ty jej uczucia stawiasz wyzej nad uczuciami dziecka i ojca..
                              ja tego nie zakladam...ja zakladam mozliwosc ze czasami ojciec bylby
                              lepszym opiekunem..to wszystko..
                              notoryczne utrudnianie kontaktow ojca z dzieckiem, nie jest
                              posunieciem dobrym i na dluzsza mete albo odbije sie na matce, ze
                              dziecko bedzie jej to mialo za zle...albo spowoduje, ze dorosle juz
                              dziecko bedzie u ojca widzialo tylko "nieporadnosc"...ciekawe tylko
                              skad..mysle ze z opinii matki..
                              my nie stawiamy zarnych wyrokow, ani diagnoz ad hoc..
                              wyrok wydal sad, po przesluchaniu swiadkow, zeznaniach stron i
                              badaniu w osrodku..tylko ze ten wyrok nie jest respektowany..ot tak..
                              i uwazasz ze leki i obawy tej kobiety to usprawiedliwiaja? ja mysle,
                              ze trzeba jej pomoc..i uzdrowic relacje miedzy cala rozbita rodzina..
                                • alfika Re: Chwila, moment... 07.08.07, 18:14
                                  wszyscy się mylą
                                  decyzja sądu jest mylna, psycholog się nie liczy, szarpanina o
                                  dziecko też jest tylko winą byłej, wszak może małą oddać
                                  dobrowolnie smile
                                  tylko na forum można wyczytać nieomylną prawdę
                                  ba, wręcz PRAWDĘ

                                  trochę spokoju i rozwagi... dla dziecka
                                  nie tylko ze strony tej złej matki
                              • alfika Re: Mylisz się 07.08.07, 18:11
                                eetam
                                nie stawiam uczuc matki ponad uczucia dziecka, choć o tym dużo piszę
                                powtarzam - bo Wy tych uczuć nie dostrzegacie

                                nie zarzucaj mi czegoś, czego nei pisałam, bo bzdury wyjdą i będę
                                się na wyrywki tłumaczyła, co chciałam napisać, co da tyle, że i tak
                                znajdzie się ktoś, kto będzie wiedział lepiej ode mnie, co myślę...
                                wszystkie kobiety tak mają czy co? wink

                                nie mogłam spotykać się z ojcem, bo mieszkałam szmat drogi od niego
                                - gdzie tu teraz znajdziesz piętno? a może znowu coś będzie na
                                rzeczy? smile
                                nie wyciągaj pochopnych wniosków, bo będą głupie smile

                                uważam, że mądrzejsze i spokojne podejście ojca i jego pogodzenie
                                się z obecną sytuacją, zadbanie o spokój byłej żony i potem powolne
                                nawiązywanie kontaktu więcej zdziała niż rewolucja i walka

                                kurczę, mam wrażenie, że dokłanie to pisałam smile

                                ps. dobro dziecka nadal uważam za najważniejsze
                                dobro dziecka nadal uważam za najważniejsze
                                dobro dziecka nadal uważam za najważniejsze
                                • tricolour Jest tylko jeden zapętlony problem... 07.08.07, 18:16
                                  ... że rodzice rozumieją dobro dziecka różnie. I oboje są święcie przekonani, że
                                  mają rację. Ciągną zatem każde w swoją strone nie patrząc na dziecko, które jest
                                  najważniejsze... ?

                                  A gdzie dystans, pokora, cierpliwość, miłośc do dziecka wyrażona łagodzeniem
                                  konfliktów?
                                  • z_mazur A dla mnie sprawa jest oczywista 07.08.07, 22:32
                                    Matka ma problemy emocjonalne ze sobą i nie jest w stanie racjonalnie ocenić tego co jest dla dziecka dobre, a co nie.

                                    Co powoduje, że wyrządza dziecku krzywdę, bo to co ona subiektywnie uważa za dobre dla dziecka obiektywnie jest złe.

                                    A jakby uważała, że strychnina to najlepszy zestaw witamin to też byśmy powiedzieli, że ma swoją rację?

                                    I jacek dla dobra dziecka nie powinien absolutnie w tej sytuacji ustępować.

                                    Nie pamiętam dokładanie historii i nie wiem czy jacek już starał się o przyznanie opieki nad dzieckiem i czy były już robione jakieś badania w RODK. Jeśli tak nie było, to powienien natychmiast złożyć wniosek o przyznanie opieki nad córką.

                                    I nie ma to nic wspólnego z wojną, to jest zwykły rodzicielski obowiązek zadbania o dobro dziecka.
                                      • z_mazur Re: Jakie masz kwalifikacje zawodowe? 07.08.07, 22:47
                                        Oczywiście że znam tylko relację jednej ze stron konfliktu i swoją opinię wydaję na jej podstawie.

                                        Co nazywasz wojną?

                                        Zabieganie o normalne kontakty ustalone przez sąd?

                                        Jeśli przez sąd czyli przez organ obiektywny (czyli mamy już zdanie nie tylko jednej strony konfliktu, ale również niezależnej insytycji powołanej do wydawania wyroków), który uznał że dla dobra dziecka wskazane jest, żeby ojciec spędzał z nim dwa weekendy w miesiącu i dwa tygodnie wakacji.
                                        Jacek jak dotąd nie chciał nic więcej.

                                        Matka mu to skutecznie utrudnia, czyli działa na szkodę dziecka wyrządzając mu krzywdę.

                                        Jacek jako rodzic dziecka ma obowiązek w miarę swoich możliwości zadbać o to żeby ta krzywda nie była wyrządzana i tyle. Nie ma co mówić o wojnie itp. Tylko po prostu o zadbaniu o dobro dziecka.
                    • alfika Re: tojakas :) 07.08.07, 17:44
                      będę wdzieczna, jeśli nei będziesz opisywała swoich wyobrażeń
                      odnośnie moich mysli smile
                      nikt tu nei pisał o uczuciach tej matki, więc napisałam o tym ja
                      żadna z Was nie zachowałaby się jak ona, wiemy, jesteśmy tego
                      caaaałkowicie pewne, prawda?
                      przynajmniej to załóżmy...
                      a że ona tak sie zachowuje to nie znaczy, że skreślamy jej uczucia i
                      zdrowie psychiczne - tym bardziej, że zajmując się dzieckiem powinna
                      mieć ku temu warunki... jak najlepsze

                      poza tym, kochanie, doskonale wiem - zapewne lepiej niż Ty - co
                      czuje córka, która nei może spotykać się z ojcem, którego kocha
                      i to również nei zmienia faktu, że nie tylko uczucia ojca się liczą

                      córka swoje widzi u matki, to już jest obciążenie
                      jak ojciec dorzuci swoją "nieporadność", to będzie gorzej - dla
                      córki właśnie
                      • tricolour To właśnie dlatego mówiłem... 07.08.07, 17:57
                        ... by Jacek dał sobie spokój choć na moment. Za miesiąc sprawa rozwodowa, która
                        dla żony jest na pewno wielkim stresem. Na dodatek ciągła walka o dziecko, sądy
                        itp. Psycholog wyraźnie powiedział "pana zona boi się, że straci drugie dziecko,
                        w ten sposó się broni" - i to już powinno wystarczyć, by przestać walczyć, dać
                        oddech i czas na myślenie.

                        Ale Jacek się zaciął, a potem dziwi się, że żona też. Normalka.
                          • tricolour I walka do upadłego... 07.08.07, 18:06
                            ... nawet jeśli Jacek ma rację i dziecku bedzie przy nim lepiej niż przy matce,
                            to i tak nie wiadomo na czym to "lepiej" ma polegać. Jacek ma kobietę, a jaki
                            będzie jej wpływa na córkę? Nowa mamusia, a co ze "starą"?

                            Znamy tylko opowieść jednej strony. Wcale z niej nie wynika, że córka chodzi
                            obdarta, głodna, czy nawet smutna. Smutek pojawia się gdy dochodzi do
                            konfrontacji matki i ojca, ale nawet o to Jacek nie dba.

                            Po co prowadzi się wojnę? By ją wygrać. Wygrać, reszta sie nie liczy...
                              • to.ja.kas Re: Tojakas wyjaśniła, jak zastąpi się matkę... 08.08.07, 15:22
                                Nie zakładam, ze wiem który kontakt w tym przypadku jest silniejszy
                                u córki i nie zakładam z góry ze napewno z matka. Znam córkę która
                                ma zdecydowanie silniejszy kontakt z ojcem i miała zawsze, nawet w
                                wieku lat 8...ta córką jest moja siostra, wiec nie zakładam, ze
                                ZAWSZE małej dziewczynce lepiej jest u mamy bo jej u mamy lepiej by
                                nie było a o ile znam zycie to gdyby kiedys doszło do rozwodu
                                sytuacja pewnie byłaby podobna i automatyczne uznanie, ze skoro
                                córka to napewno woli byc z mamą i u niej jej bedzie
                                lepiej ....tylko tyle...
                      • to.ja.kas Re: tojakas :) 08.08.07, 15:18
                        Droga Alfiko, easy....
                        Ty tez nie wiesz o mnie nic i nie znasz moich doswiadczeń a juz
                        zakładasz ze ja nie wiem tak jak Ty co to znaczy niemoznosc
                        spotykania sie z ojcem ktorego sie kocha....z wszystkowiedzacymi
                        lepiej rzeczywiscie trudno sie rozmawia...
                        • alfika Re: łelll, łelll :) 08.08.07, 15:27
                          coż za rzeczowość argumentacji smile
                          zastanów się nad wyrażeniem "wszystkowiedzący lepiej"
                          tak czy owak, nie piszę, co Ty myślisz, zaś Ty piszesz, co myślę ja
                          a tego lubić nie muszę
                          pozdrawiam
    • jp66 ciekawa dyskusja.... 07.08.07, 19:32
      wyjaśniam- jedynym powodem który nakazuje mi walke o córke jest jej dobro, chcę
      żeby wychowywała się w atmosferze ciepła, szacunku dla innych,spokoju- gdzie
      białe jest białe a czarne- czarne, gdzie słowa mają taka treśc jaka oznaczają-
      nic więcej.
      przy matce nie chodzi obdarta, głodna- nic z tych rzeczy.
      gdyby matka nie wkładała w głowę córce, że ja, moja rodzina, inni ludzie to
      głupcy, idioci, i cholera wie co jeszcze nie miał bym powodów dla których
      powinienem sie nia opiekować.
      "mama" na wyjazd się ie zgadza bo ja chcę uciec za granicę i żadne przekonywanie
      nic nie da.
      Obiecała że "da" mi córkę w sobotę o 10:00 i narazie czekam, więc w pewnym
      sensie odpuściłem sobie- dla dobra córki której nie chce wyrywać matce, chcę,
      zeby ta matka sama zrozumiała, że kontakt ze mną ma słóżyć córce a nie mnie (
      chociaż też)W sądzie mówię prawdę a ona swoją tylko w dziwny sposób mnie
      traktują dosyć poważnie a jej "prawdę" wciąż kwestionują, zapewniam, ze gdyby
      ona opisała tu swoje odczucia i sytuację ze swojego punktu widzenia to pewnie
      chcielibyście mnie powiesić (lub jeszcze coś gorszego) wiem to bo żyłem z nią 15
      lat i znam wszystkie jej teksty o mnie. ile w tym prawdy? w/g mnie z 10% dlatego
      kiedy nie zgodziła się na rozwód bez orzekania o winie wystąpiłem z winy obojga
      - wiem, że nie jestem święty, znam swoje wady i potrafię o nich mówić i przyznać
      się.Chciałem tu zamieścić uzasadnienie roku w sprawie wakacji ale nie bardzo
      wiem jak (4 strony) a przepisywać mi się nie chce- byłaby to dla was jakaś
      wskazówka, że jp66 nie wybiela siebie i nie przedstawia sprawy tylko ze swojego
      punktu widzenia (chociaż tak pewnie i tak jest)
      Cały czas ze swojej strony proponuję jakieś ustępstwa, chęć dopasowania się do
      życia 'żony" ale jak dotąd te ustępstwa są wykorzystywane a ze swojej strony ona
      nic nie oferuje, wręcz przeciwnie występuje do sądu, żeby moje kontakty odbywały
      się w obecności kuratora i tylko w sobotę (jedną, czy dwie w miesiącu).
      walczę o kontakty z córką bo wiem, że kiedy pozwolę na dłuższą przerwę to mogę
      już córki nigdy nie zobaczyć bo wiem jak jest przeciwko mnie nastawiana
      • tricolour Tak - ciekawa dyskusja... 07.08.07, 19:46
        ... i od dawna piszę, że ktos musi ustapić.

        Nie wierzę, że matka jest w stanie tak nastawić dziecko, że jeśli nie zobaczysz
        dziecka przez dłuższy czas, to już nigdy nie zobaczysz. Uważam to za wygodny
        argument do walki w imię nierealnego niezobaczenia dziecka. Uważam, że z
        błędnego założenia wyciągnąłeś błędny wniosek jako usprawiedliwienie wojny.
        Uważam też, że zarówno Ty jak i żona jesteście przekonani do swoich racji.

        Ktoś musi być mądrzejszy, ktoś musi ustąpić. Dlaczego nie Ty?
      • alfika Re: wyjaśniam 07.08.07, 20:38
        wkurzyło mnie jedno Twoje zdanie - że marzysz o przejęciu córki -
        jeśli Ty znasz byłą żonę, to zapewne i ona zna Ciebie
        to zaś daje możliwość taką, że wie o takim Twoim podejściu lub się
        go domyśla
        to zaś prowadzić może do panującej sytuacji

        spróbuj ją zrozumieć (dla obrończyń: taaa, wiem, nie da się,
        próbował itd) - a sytyuacja zapewne z czasem mocno ozdrowieje

        nic ponad powyższe nie chciałam powiedzieć
        ps. dobro dziecka nadal uważam za najważniejsze...
      • julka1800 Re: ciekawa dyskusja.... 07.08.07, 22:27
        i nadal nie wiemy jak wygladaja kontakty dziecka, ktore jest z JP z
        matka? moze cos o tym?

        tak swoja droga "fajne" okreslenia:

        jp66 napisał:

        > wyjaśniam- jedynym powodem który nakazuje mi walke o córke jest
        jej dobro, chcę
        > żeby wychowywała się w atmosferze ciepła, szacunku dla
        innych,spokoju- gdzie
        > białe jest białe a czarne- czarne, gdzie słowa mają taka treśc
        jaka oznaczają-
        > nic więcej.

        chcesz jej dobra? chcesz zeby wychowywala sie w atmosferze ciepla,
        szacunku i jednoczesnie zeby byla z Toba? To oznacza ze jestes
        calkowicie przekonany ze powinna byc z Toba.
        prosze, nic tylko byc pewnym swego i przec w zaparte.

        Ja Ci JP mowie, Twoja zona boi sie ze zabierzesz jej drugie dziecko
        stad jej zachowanie. Kiedy Ty to zrozumiesz?
        Przezylam wywiezienie dziecka przez EX, gdy mialo 3 latka. Ex mial
        przed rozwodem wizje, ze podzielimy sie dziecmi. Dziecko odebralam
        od tesciowej, bo tam je zawiozl, walac ja w leb na oslep, inaczej
        dziecka nie chciala mi dac. Myslisz ze gdyby po tym Ex chcial zabrac
        dzieci do pizzeri za rogiem pozwolilabym mu? NIE i cale szczescie ze
        nie probowal
          • julka1800 Re: To samo piszę od samego początku... 07.08.07, 22:42
            I jeszcze jedno JP, mysle ze w sobote zastaniesz zamkniete drzwi i
            beda one zamkniete do czasu az przekonasz zone o tym ze nie chcesz
            odebrac jej dziecka. Ale o tym musisz "przekonac" samego siebie.
            Jest oczywiscie drugi sposob na otwarcie tych drzwi, no ale
            ten ...nie przepraszam taki .... ogladalismy niedawno w TV
            • z_mazur Re: To samo piszę od samego początku... 07.08.07, 22:52
              Julka, z całym szacunkiem, ale dla mnie osoba, która respektowanie wyroku sądu odbiera jak próbę odebrania dziecka, ma na prawdę duży problem ze swoimi emocjami (żeby nie nazwać tego dosadniej). A już samo to dla mnie stawia pod znakiem zapytania zdolność takiej osoby do sprawowania właściwej opieki nad dzieckiem.

              Jacek nie zabrał matce syna. Syn sam do niego odszedł. Jeśli matka nie potrafi się z tym pogodzić, to jest osobą niedojrzałą emocjonalnie, co jest dla mnie kolejnym argumentem przemawiającym za tym, że nie jest w stanie sprawować właściwej opieki nad dzieckiem.
                • z_mazur Re: Moja córka ostatnio (17)... 07.08.07, 22:59
                  Oczywiście, ale gdyby pełnoletnia durnowata córka się wyprowadziła i matka chciałaby ją siłą zatrzymać to o czym by to świadczyło jeśli chodzi o matkę.

                  Dorosły, dojrzały emocjonalnie człowiek jest w stanie pogodzić się z niewygodnymi dla siebie faktami (jak np. niechęć dziecka do mieszkania z nim).
                • ivone7 Re: Moja córka ostatnio (17)... 07.08.07, 23:02
                  a dla mnie dowod, ze jest problem...i to spory..
                  a ty od razu oceniasz..durnowatosc ..corki..
                  Tri odrobine dojrzalosci i zrozumienia..
                  zreszta za rok moze pojdzie na studia do innego miasta, i bedze
                  mieszkala w akademiku...
                  ja mysle, ze przestaly sie dogadywac...albo corka wyobraza sobie ze
                  matka za bardzo ja kontroluje..moze powinienes pogadac z ex czy cos
                  niepokojacego zauwazyla..? tutaj nie ma takiej prostej odpowiedzi..
                    • turzyca a ja na taka odpowiedz :] 07.08.07, 23:11
                      tri, to ja zadam paskudne pytanie:
                      dlaczego jako osoba totalnie balaganiarska nigdy nie chcialam z tego powodu
                      wyprowadzic sie z domu?
                      odpowiedz: bo moja Mama zdolala mi jakos uzmyslowic, ze wlasne mieszkanie samo
                      mi sie nie posprzata.
                      A ze nie jest skrupulatna pedantka wymagajaca wycierania kranu do sucha po
                      kazdym wymyciu rak tudziez innych absurdow to zdawalam sobie swietnie sprawe, ze
                      we wlasnym mieszkaniu bede musiala robic mniej wiecej tyle samo co w domu.

                      Ergo - gdzie Ty i Twoja eks popelniacie blad, ze Waszej corce wyprowadzka z domu
                      jawi sie jako rozwiazanie problemu sprzatania?
                      • tricolour A skąd ja mam wiedzieć... 07.08.07, 23:17
                        ... dlaczego Twoje losy nie przekładają sie resztę świata? Nieśmiało
                        zaproponuję, że moża ta reszta ma swoje własne losy...

                        I może chcęć wyprowadzki to taki sam "problem" (sprzed roku, bodajże) czy lepiej
                        kupić sobie mp3, czy zrobic tatuaż?