rozwód z winy obu stron

02.08.07, 15:21
zastanawiam sie czy dobrym pomysłem jest złozenie pozwu o rozwód z orzekaniem
winy obu stron. Od kilku miesiecy jesteśmy w nieformalnej separacji.
Przyczyna? kłótnie, awantury, w końcu rękoczyny (mam obdukcję,ale nie
zgłosiłam tego na policji wtedy i teraz załuję)Mąż zawsze jak wypił- a lubi-
był agresywny, ja jestem charakterna i w kaszę sobie dmuchać nie dałam, do
tego doszła jego chorobliwa zazdrość + straszenie mnie że skończy ze sobą jak
od niego odejdę. to tak w bardzo duzym skrócie. W końcu po marcowej awanturze
wyprowadziłam się, mam orzeczone alimenty na naszego syna, wynajmuję małe
mieszkanko. Mąż "z miłości"śledzi mnie i nachodzi- wczoraj interweniowała
policja, było szarpanie i groźby pod moim adresem. Ja też mam swoje za
uszami; jak pisałam, mam trudny charakter, ale nie pozwolę,zeby on mnie
krzywdził, poniżał, miał pretensje,ze lepiej od niego zarabiam (bo to wg
niego źle).Chciałam najpierw odczekać i pomysleć nad sobą, nami i ewentualnie
za jakiś czas rozwodzić się bez orzekania o winie.Byliśmy nawet w poradni
rodzinnej ale psycholog stwierdził,że za świeżo na podjecie terapii-
stwierdził,ze jestem bardzo zraniona i potrzeba czasu na dojrzenie do
podjecia terapii.Mąż za to zaczął psychoterapię- ze wzgledu na
niekontrolowane wybuchy agresji i ciag do alkoholu.ALe ja juz podjęłam
decyzję, nie chcę tak dalej zyć. I teraz - po wczorajszym wieczorze-myślę że
dla jego dobra (zeby nie robił sobie zbednych nadziei, szybciej pogodził sie
z faktem,ze to koniec)i swojego bezpieczeństwa powinnam jak najszybciej
złozyć pozew o rozwód.Bez orekania o winie nie ma szans- wg niego ja mam
fanaberie on jest dobry.A z jego wyłacznej winy tak mi jakos nie pasuje : jak
pisalam mam swój charakter i moze gdybym była inna, spokojniejsza, nie miała
cietego jezyka to nie prowokowalabym u niego agresywnych zachowań.Wpadłąm na
pomysl rozwodu z winy obu stron.Tylko czy to dobry pomysł.I jak wygląda taki
rozwód?
Przepraszam za chaos w poście.
    • z_mazur Re: rozwód z winy obu stron 02.08.07, 17:04
      Logika orzekania winy jest taka:

      Sąd ma w trakcie rozprawy rozwodowej rozstrzygnąć które z małżonków i w jakim stopniu przyczyniło się do rozpadu małżeństwa. Może od tego jednak odstąpić na zgodny wniosek obojga małżonków.

      Wynika z tego, że wystarczy, że jedno z małżonków nie zgadza się na nieorzekanie winy i sąd musi kwestię winy jednak rozpatrzyć.

      Jeśli zależy Ci na szybkim rozwodzie, złożyłbym jednak pozew z wnioskiem o nieorzekanie winy. Zawsze jest szansa, że mąż się na to zgodzi. Jeśli jednak się nie zgodzi to sąd i tak będzie musiał rozpatrzyć kwestię winy za rozpad i to wysłuchując racji obu stron.

      Od momentu złożenia pozwu do rozprawy mija kilka miesięcy, w trakcie których wiele może się wydarzyć. Np. mąż może dojrzeć do tego, że orzekanie nie jest mu do niczego potrzebne.

      Najczęściej w takiej sytuacji jak Twoja chęć dowodzenia winy przez tą drugą stronę, która nie pogodziła się jeszcze z nieuchronnością rozwodu, jest po prostu formą wywierania presji. Często w takich sytuacjach widząc determinację i nieuchronność rozwodu jednak godzi się ona na rozwód bez orzekania o winie.
      • tricolour Mam takie pytanko do Ciebie... 02.08.07, 17:24
        ... dlaczgo zawsze proponujesz rozwód bez orzekania winy? Dlaczego, nawet wtedy,
        gdy wina jest ewidentna, a forumowicz ma chęć widzieć tą winę na papierze?
        • z_mazur Re: Mam takie pytanko do Ciebie... 02.08.07, 17:34
          Ale ja nikogo nie namawiam do orzekania, albo nieorzekania winy.

          To sprawa prywatna czy ktoś tego orzekania chce czy nie.

          Autorka napisała, że zależy jej na czasie i chce rozwód osiagnąć szybko. W przypadku orzekania o winie jest to niemożliwe, szczególnie jeśli któraś ze stron nie zgadza się ze "swoją winą", a tak zapewne byłoby w tym przypadku.

          Przedstawiłem po prostu konsekwencje różnych opcji i podałem we własnej ocenie jakie rozwiązanie ja bym wybrał gdyby priorytetm był dla mnie czas.

          Nie oceniałem chęci lub niechęci autorki do orzekania winy.

          Z punktu widzenia taktyki procesowej, złożenie pozwu w którym pisze się o własnej winie jest błędem, bo od razu samemu się tą winę uznaje.

          Czyli autorce wątku zostają dwie opcje, złożyć pozew z orzekaniem wyłącznej winy męża (przed czym się wzbrania zdając sobie sprawę z przyczynienia się do rozpadu małżeństwa), albo bez orzekania winy. Z tych dwóch opcji ta druga daje pewne (nawet jeśli tylko teoretyczne) szanse na szybkie zakończenie sprawy.
        • z_mazur Dla mnie również ciekawe jest to... 03.08.07, 10:18
          ... dlaczego Ty tak bardzo podkreślasz znaczenie orzekania winy w trakcie
          rozwodu?
          • wmiedzyczasie ale czy .... 03.08.07, 10:37
            ...to jest praktykowane w pozwach ze strona wnosi o rozwód z winy obu stron?
            czy to sąd sam stwierdza ze wina była z obu stron? I jakie są konsekwencje tego
            na przyszłość (np.obowiązek alimentacyjny małżonka) i ile taki rozwówd trwa-
            czy też są przesłuchania świadków i inne takie.A pozew jak napisać? opisywać
            wszystkie zdarzenia z datami? czy ogólnie tylko? bo jak szczegółowo to wyjdzie
            mi z tego książka tylko kto to przeczyta? Ale z druiej strony mam nauczkę po
            alimentach: napisałam krótko, lakonicznie a pan mąż - aktor zrobił z siebie
            ofiarę i nie dość ze mi ścieli znacznie wnioskowaną kwotę to jeszcze wyszło na
            to ze małżonek to ojciec roku i mąż stulecia.
            • z_mazur Re: ale czy .... 03.08.07, 11:01
              Dlatego włąśnie uważam, że pisanie o własnej winie jest bez sensu.
              Z góry zgadzasz się wtedy z tym, że jest Twoja wina, a winę męża musisz dopiero
              dowieść.

              Rozwód z orzeczeniem obustronnej winy ma takie same konsekwencje prawne co do
              alimetnacji jak w przypadku odstąpienia o orzekaniu.

              Dlatego ja osobiście w pozwie pokrótce opisałbym przyczyny, które skłoniły mnie
              do napisania pozwu ze strony małżonka (czyli przemoc fizyczna i psychiczna oraz
              alkoholizm), ale zawnioskowałbym o odstąpienie od orzekania winy, czekając na
              reakcję męża (a nuż zgodzi się na to nieorzekanie winy i sprawa zakończy się na
              pierwszej rozprawie). Zarazem będą już użyte w pozwie pewne argumenty, które w
              przypadku braku zgody męża na rozwód lub niechęci do odstąpienia od orzekania
              winy będą mogły zostać wykorzystane w trakcie procesu.

              To do sądu należy ocena, która strona i w jakim stopniu przyczyniła się do
              rozpadu małżeństwa, a musi to ocenić obiektywnie. W momencie gdy strony nie
              zgadzają się, co do swojego udziału w rozpadzie małżeństwa, wymagane jest
              dogłębne zbadanie sprawy przez sąd poprzez np. wysłychanie świadków, zbadanie
              dowodów itp.
            • z_mazur Re: ale czy .... 03.08.07, 11:07
              A tak w ogóle, to co do alimentów, to wasze wzajemne relacje jako mąż i żona
              nie powinny mieć teoretycznie wpływu na ich wysokość. Zgodnie z kodeksem KRiO
              wysokość alimentów zależy tylko i wyłącznie od potrzeb dziecka i możliwości
              zarobkowych rodzica.
          • tricolour Odpowiadam: 03.08.07, 13:47
            Nie jestem za orzekaniem winy przy każdym rozwodzie, choć byłoby to sensowne
            rozwiązanie, bo rozwody z jakichś przyczyn są. Przyczyną są ludzkie, to warto to
            wyjaśnić i napisać.

            Jestem za orzekaniem winy zawsze, gdy wina jest ewidentna i nie ma wątpliwości,
            że jedna strona robiła dobrze, a druga źle. To "źle" to zdrada, alkoholizm i
            inne patologie rodziny.

            Zauważam chęć do załatwienia rozwodu "byle szybciej, byle mieć to z głowy".
            Zauważam też, że po rozwodach wiele kobiet (także na odwrót, ale rzadziej) dalej
            cierpi, bo albo mąż nęka, albo alimentów nie płaci, kłopoty z dziećmi i inne.

            Zastanawiam się ile takich przypadków jest związanych z bezkarnością podczas
            rozwodu, gdzie wszyscy wiedzą, że mąż lał żonę, przepijał majątek, gwałcił po
            pijaku, ale winny nie jest. Zastanawiam się, czy jest związek między brakiem
            winy podczas rozwodu, a bezkarnością w uchylaniu się od alimentów, wyrzucaniu ze
            wspólnego mieszkania już po rozwodzie. Wolność kobiety jest wtedy iluzoryczna,
            bo obawia się ona dalej, co też ex wyczyni.

            Uważam taki związek za oczywisty i stąd moje namowy do orzekania winy gdy są winni.
            • z_mazur Re: Odpowiadam: 03.08.07, 14:14
              Ale przemoc fizyczna i psychiczna to są przestępstwa, które są ścigane i od
              tego są odpowiednie zapisy Kodeksu Karnego i prokurator.

              Problem z orzekaniem winy wynika właśnie z tego że z tego orzeczenia
              praktycznie nic nie wynika (w przeciwieństwie do zgłoszenia doniesienia na
              policji, albo prokuraturze), poza czasem obowiazkiem alimentacyjnym, ale w
              takim przypadku zawsze twierdziłem, że to akurat jest dobry argument do walki o
              orzeczenie wyłącznej winy. Drugą sytuacją jest gdy jedna ze stron nie chce
              zgodzić się na rozwód i wtedy orzekanie jest konieczne żeby ten rozwód uzyskać.

              Jest jeszcze dla mnie jedna sytuacja, w której potrafię zrozumieć dążenie
              jednej ze stron do orzeczenia winy. To sytaucja, w której przez długorwałe
              przebywanie w chorym układzie, osoba ma tak zaburzone postrzeganie
              rzeczywistości i oceny sytuacji, że potrzebuje potwierdzenia autorytetem sądu
              winy drugiej strony i swojej w normalności.

              W pozostałych przypadkach pozwalam sobie twierdzić, że orzekanie winy jest
              bezsensowne i nie ma racjonalego uzasadnienia, a zaangażowanie emocjonalne
              jakiego wymaga i częto obciążenie finansowe lepiej spożytkować na dobrą terapię
              porozwodową.

              We wszystkich tych sytauacjach które opisujesz, orzeczenie winy niczego w
              relacjach byłych małżonków nie zmieni, mąż jak nękał tak może nękać, jak nie
              płacił tak może nie płacić. Uważam, że sąd cywilny nie jest od ścigania
              przestępstw i oceniania co jest złe, a co nie, od tego jest prokuratura i sąd
              karny. Sąd cywilny jest od rozstrzygania sporów i znajdowania sposóbów na
              usunięcie konfliktów interesów pomiędzy stronami.
              • tricolour To w takim razie zależy, co jest dla kogo ważne. 03.08.07, 14:26
                Jeśli ktoś chce szybko, to jego sprawa. Inny chce dociekać prawdy nie licząc się
                zbytnio z kosztami i emocjonalnym zaangażowaniem - też jego sprawa.

                Ja osobiście lubię mieć sprawy zrobione tak, jak najlepiej potrafię.

                "We wszystkich tych sytauacjach które opisujesz, orzeczenie winy niczego w
                relacjach byłych małżonków nie zmieni, mąż jak nękał tak może nękać, jak nie
                płacił tak może nie płacić. Uważam, że sąd cywilny nie jest od ścigania
                przestępstw i oceniania co jest złe, a co nie, od tego jest prokuratura i sąd
                karny. Sąd cywilny jest od rozstrzygania sporów i znajdowania sposóbów na
                usunięcie konfliktów interesów pomiędzy stronami"....

                .... to oczywiście prawda, ale zapomniałeś o takiej ważnej rzeczy jak
                postrzeganie siebie samego. Znaczne część "dołujących" postów na tym forum jest
                wynikiem braku wiary w siebie, zniszczonym poczuciu wartości, braku
                konsekwencji, poczucia sensu i celu. Nie o to chodzi, by w życiu było szybko,
                łatwo i bezkonfliktowo.

                Chodzi o to, by mieć zasoby do stawiania czoła.
                • z_mazur Re: To w takim razie zależy, co jest dla kogo waż 03.08.07, 14:38
                  Dla mnie kwestia winy za rozpad związku jest kwestia bardzo subiektywną i poza
                  przypadkami przemocy, reszta kwestii jest dosyć umowna. A kwestia winy za
                  stosowanie przemocy powinna być rozstrzygana w sądzie karnym.

                  Mnie dziwi czasem niekonsekwencja kobiet, które nie starają się o ukaranie męża
                  za stosowanie wobec nich przemocy, wycofując sprawy z prokuratury, jednocześnie
                  domagają się orzekania winy w trakcie procesu rozwodowego.

                  I jeszcze kwestie postrzegania siebie itp. też lepiej załatwić w trakcie
                  terapii niż na sali sądowej.
                  • tricolour A może być w ogóle konsekwentnym... 03.08.07, 14:44
                    ... i:

                    - orzec winę podczas rozwodu i ukarać exa w procesie karnym,
                    - orzec winę podczas rozwodu i udać się na terapię.

                    Żeby konsekwencja nie była częściowa, ale była postawą.
                    • z_mazur Re: A może być w ogóle konsekwentnym... 03.08.07, 14:55
                      Dla mnie irracjonalne jest orzekanie winy za rozpad związku, bo w mojej ocenie
                      zawsze ponoszą ją obie strony, choćby jedna czasem tylko przez zaniechanie. W
                      zasadzie genezy winy możemy szukać już w samym wyborze tego lub innego partnera.


                      Chyba, że orzekanie ma konkretne uzasadnienie, jak np. uzyskanie alimentów na
                      siebie, albo uzyskanie rozwodu od małżonka, który nie wyraża zgody na rozwód,
                      wtedy jest dla mnie logicznie uzasadnione.
                      • tricolour Mnie chodzi o ewidentne przypadki, jak ten teraz.. 03.08.07, 14:59
                        ... tutaj omawiany.
                        • z_mazur Re: Mnie chodzi o ewidentne przypadki, jak ten te 03.08.07, 15:03
                          No ewidentne przypadki, to dla mnie przemoc, ale jak już pisaliśmy od karania
                          za przemoc jest sąd karny.

                          Pozostałe przypadki dotyczą relacji międzyludzkich, a w nich panuje już duża
                          dowolność i to co w jednym związku będzie postrzegane jako norma w innym może
                          tą normą już nie być. Rozstrzyganie tego przed sądem IMHO nie ma sensu.
                          • tricolour Niekoniecznie, bracie... 03.08.07, 15:08
                            ... z tym sądem karnym.

                            Kilka lat temu uległa zmianie definicja przemocy, która potocznie rozumiana jest
                            jako bicie, zastraszanie - no takie typowo filmowe sceny przemocy.

                            Teraz przemocą jest np. także odmowa podzielenia się pieniędzmi w rodzinie -
                            można poczytać sobie...
                            • z_mazur Re: Niekoniecznie, bracie... 03.08.07, 15:13
                              Wiem o czym mówisz, ale jak już pisałem to co jest w takiej sytuacji normą w
                              jednym związku i zachowaniem akceptowanym przez obie strony, w innym będzie już
                              stosowaniem przemocy (co najmniej presji psychicznej).

                              Dojdziemy w tym momencie do dyskusji na temat tego, jak oceniać przyzwolenie na
                              pewne działania ze strony partnera, czy nie też jednak jako własną winę?
                              • tricolour Różnimy się tylko szczegółami w tej dyskusji... 03.08.07, 15:15
                                ... i, kto wie, czy te szczegóły nie biorą się z formy pisanej - krótkiej i
                                uproszczonej.

                                smile)
                                • z_mazur Pewnie tak 03.08.07, 15:18
                                  Ale wymiana zdań na pewnym poziomie potrafi sprawić przyjemność. smile))
                                  • tricolour :)) 03.08.07, 15:18
              • wmiedzyczasie Re: a propos policji i kk 03.08.07, 14:34
                Po interwencji policji w środę pojechałam na komendę.Nie zglosilam sprawy.
                Czemu? Bo w zasadzie policja nic nie że zrobić.
                że szarpał? "nie ma uszkodznia ciała z naruszeniem jego narządów na okres
                powyżej 7 dni- pozostaje pani postępowanie cywilne"
                że chciał zabrać auto? "nie ma rozwodu, wszystko jest wasze wspólne"
                że to nie jest pierwszy raz?"nic pani nie zgłaszała, obdukcja? trzeba bylo
                wtedy zgłosić, a teraz? nie mieszkacie razem, nie mozna załozyć niebieskiej
                karty, bo ten program (?) dotyczy znecania się pod wspólnym dachem, w czterech
                scianach".
                "Może groził pani w słowach: zabiję cię, uduszę cię? bo to jest czyn karalny to
                mogłaby pani zgłosić. Chyba groził. Chyba czy na pewno? Bo to ważne i co
                dokładnie powiedział?" Nie pamiętam, emocje były i panika." Emocje, taak niech
                pani jedzie do domu i wystudzi te emocje zanim pani dokona zgloszenia i narobi
                nam roboty."
                A poza tym dowiedziałam się, ze policja nie jest od straszenia, ale od
                egzekwowania przestrzegania prawa.Z interwencji - nieudanej bo męża nie było
                gdy przyjechali panowie z pałami - podobno zostanie sporządzona notatka.

                Wyszłam z komendy upokorzona. Nic sie nie stało. W zasadzie. A panowie
                generalnie wola się nie mieszac do spraw "rodzinnych" tak wywnioskowałam.
                • tricolour Policji się nie chciało nic robić i Cię... 03.08.07, 14:41
                  ... zniechęcili. Skutecznie.

                  Policja ma obowiązek przyjęcia Twojego zgłoszenia w każdej sprawie, którą tu
                  opisałaś. Ale to wymaga pracy, a im się nie chciało - więc Cię zniechęcili.

                  A Ty temu uległaś.
                  • wmiedzyczasie wolałabym zeby nie było następnego razu... 03.08.07, 14:51
                    ..ale następnym razem nie wyjdę stamtąd tak szybko.
                    Najbardziej upokarzajace było to,ze wypytywal mnie o wszystko dyzurny przez
                    okienko z mikrofonem, w "poczekalni" pelno ludzi oczywiście.A interwencja
                    policji nastąpiła 50 minut po zgłoszeniu, jak im to wypomniałam to
                    powiedzieli,ze następnym razem- !!!- mam zaznaczyć dzwoniąc na policję,ze
                    sprawa pilna.
                    Sory,ale jestem ciągle wkurzona. I dalej nie wiem co robić. Zaczęłam pisać ten
                    pozew, sprawdzilam nawet właściwosć sądu. powinnam porozmawiać z meżem,ale
                    słowo rozwód może go znów doprowadzić do stanu ze środy.
                    O i jeszcze czy wnosząc o odstąpienie od orzekania winy sąd nie stwierdziże za
                    krótko jesteśmy w "nieformalnej separacji"? to dopiero 5 miesiac .No i mamy 8
                    letniego syna. Ech tyle pytań, rozterek.
                    • tricolour Jeżeli żalisz się na Policję... 03.08.07, 14:55
                      ... a jednocześnie rzeczywiście uważasz, że ma sens wnoszenie o nieorzekanie
                      winy, to dalszą rozmowę uznaję za bezsensowną...

                      Przepraszam, ale nie można pomóc człowiekowi, który sam sobie własnoręcznie szkodzi.
                      • wmiedzyczasie Re: Jeżeli żalisz się na Policję... 03.08.07, 15:00
                        rozważam to co napisaliscie mi.Zauważ jak brzmi temat postu: rozwód z winy obu
                        stron.Jak mówiłam- swieta nie jestem. Ale po środzie poważnie boję się o siebie.
                        Teraz widzę ze głupio zrobilam i w marcu - mając w rece obdukcje i w srode
                        wychodzac z komendy po zbyciu mnie.
                        • tricolour Niech będzie "głupio"... 03.08.07, 15:03
                          ... choć bardziej właściwie byłoby "nieodpowiedzialnie". Ale masz nauczkę, że
                          pobłażanie prowadzi jedną stronę do eskalacji agresji, a drugą do akceptacji
                          coraz gorszych zachowań.
                          • wmiedzyczasie Re: Niech będzie "głupio"... 03.08.07, 15:06
                            gdybym nie robiła głupio ale odpowiedzialnie to porządek w moim zyciu
                            zrobilabym już dawno temu.I dzisaj nie miałabym tych problemów i dylematow
                            • tricolour No to powiedz sobie... 03.08.07, 15:10
                              ... że do tej pory jakoś Ci się żyło, ale teraz to się zmienia. Od dzisiaj
                              będziesz żyła.
                    • z_mazur Re: wolałabym zeby nie było następnego razu... 03.08.07, 14:59
                      > O i jeszcze czy wnosząc o odstąpienie od orzekania winy sąd nie stwierdziże za
                      >
                      > krótko jesteśmy w "nieformalnej separacji"? to dopiero 5 miesiac .No i mamy 8
                      > letniego syna. Ech tyle pytań, rozterek.

                      Odstapienie od orzekania winy nie ma nic wspólnego z okresem separacji i samym
                      orzeczeniem rozwodu.
                      Dla orzeczenia rozwodu jest konieczne wykazanie, że trwałemu i nieodwracalnemu
                      rozpadowi uległy trzy rodzaje więzi łączące małżonków: emocjonalna, fizyczna i
                      gospodarcza. Mieszkanie w separacji w dużym stopniu potwierdza wygaśnięcie tych
                      więzi.
    • zuzka712 ja tez mam zle doswiadczenia z policją :( 03.08.07, 14:49
      Kiedyś zdecydowałam się zadzwonić na policję. Jak podawałam dane to mąż mi
      wyrwał słuchawkę i kląc rzucił telefonem.
      Za chwilę zadzwoniłam jeszcze raz, wyrywał mi słuchawkę - słychac było wrzask
      (mój, dzieci, jego). Ja krzyczałam adres. Wyrwał ponownie i rzucił o podłogę.
      Zadzwoniłam za chwilę i pani mnie opieprzyła "co ja się tak rozłączam i jakieś
      wrzeski słychać!
      Przyjechali za kilka godzin...
      • tricolour A co mieli zrobić... 03.08.07, 14:52
        ... byś była zadowolona?

        Mieli przyjechać za kilka minut, tak? To tak samo jak z wzywaniem lekarza do
        jakieś podrzędnej choroby - zamiast udać się samemu.
        • wmiedzyczasie Re: A co mieli zrobić... 03.08.07, 14:54
          a jak miałam wyjść i pojechać do nich, jak stał na korytarzu, walil w drzwi i
          się darł,ze jak wyjdę to zrobi ze mną porządek?
          • tricolour Nazajurz... 03.08.07, 14:58
            ... wyjść pod byle pretekstem "do sklepu" i zawiadomić Policję, o tym, co się
            stało. I tak jak z lekarzem - żądać właściwej obsługi.
            • akacjax Re: Nazajurz... 03.08.07, 23:40
              Nie masz racji Tri-płacimy podatki, utrzymujemy policje i jej zadaniem jest interweniować, gdy zagrożone jest zdrowie i życie obywatela. Mają przyjechać w kilka minut. I tyle.

              Mieli przyjechać za kilka minut, tak? To tak samo jak z wzywaniem lekarza do
              jakieś podrzędnej choroby - zamiast udać się samemu

              Przemoc, to nie jest podrzędna sprawa-jak sugerujesz!

              • tricolour Sugeruję co innego... 03.08.07, 23:51
                ... a właściwie to nie sugeruję tylko wiem, bo używałem kiedyś spec-odbiornika i
                nasłuchiwałem Policję (kiedy jeszcze mieli prymitywny sprzęt).

                Wiekszość interwencji, to "awantury domowe". Nie wiadomo czy krzyk to oznaka
                przemocy czy ponaglenie do polania popitki. Pijackich wrzasków i darcia się
                wniebogłosy było najwięcej. Nie dziw się, że przyjeżdżają po godzinie (albo i
                dłużej) jak trzeba uciszać niedochlanych...
            • 374.4w Re: Nazajurz... 04.08.07, 13:10
              ricolour napisał:

              > ... wyjść pod byle pretekstem "do sklepu"


              Tri to nie takie proste, przy mężu alkoholiku,który jest chorobliwie,
              irracjonalnie zazdrosny nawet wyjście do sklepu może nie być możliwe.Wiem co
              piszę...

              radzić łatwo
Inne wątki na temat:
Pełna wersja