Dzieci? Po pierwsze - nie szkodzić.

06.08.07, 01:41
dawno , oj dawno tu nic nie napisałem.

Kiedy z mojego punkt widzenia małżeństwo legło mi w gruzach , ale wciąż
bylismy "razem", cięzko myślałem jak to jest, kiedy już nie decyduje się tylko
o losie swoim i partnerki / partnera, ale przede wszystkim - dzieci. Szarpały
mna potworne dylematy i sprzeczności emocji. Szukałem ludzi takich jak Wy, aby
dowiedzieć sie z czym przychodzi mi sie zmierzyć. Na forum znalazłem
przynajmniej częsciowe odsłonięcie potencjalnych ciągów dalszych.

Nie powiem nic bardzo odkrywczego, ale panowie w tych kwestiach nie często sie
wypowiadają, a ja już przełamywanie zahamowan mam za sobą.

Wyjąwszy kwestie religijne, problem rozpadu związku dwojga dorosłych ludzi nie
budzi we mnie głebszych dylematów.

Moment urodzin mojego pierwszego dziecka (byłem przy tym i aktywnie
uczestniczyłem - niemożliwe lub śmieszne?Jjednak możliwe i nieśmieszne, stał
się dla mnie przejściem do innej fazy życia, czułem to niemal namacalnie.
Kompletnie inny poziom odpowiedzialnosci za własne decyzje zawodowe, życiowe
etc....

I dylematy, jesli ktoś w ogole je ma, zaczynają się właśnie wtedy gdy
pojawiają się dzieci. Wiele razy miałem dość, ale poniewaz były - brałem " w
siebie". Moje wyprowadzenie się było konsekwencją atmosfery permanentnej walki
i sytuacji nie do zniesienia, a nie skutkiem chwilowego załamania.

Dzisiaj mogę powiedzieć, że chociaż matka moich dzieci - kobieta niepospolicie
inteligentna, a mimo to, używala ich do rozgrywania konfliktów, to cierpliwe (
i trzeba tu cierpliwości i pokory bez mała, buddyjskiego mnicha) i nudne w
swym uporze szukanie kontaktu z dziećmi daje bardzo pozytywne rezultaty.
Dzisiaj to dzieci punktują swoją matkę, gdy wykracza poza granice sensu w
manifestowaniu swego poczucia krzywdy, a w rzeczywistości reakcji urażonej
ambicji i goryczy przeliczenia się w panowaniu nad partnerem.

Może gdyby bardziej chciała mi je (kontakty) utrudnić to odniosłaby sukces.
Nawet na pewno. Tylko czy sukcesem jest kompletna demolka dzieciństwa
własnych dzieci? Myślę, a może raczej miałem cały czas nadzieję, że nawet
najbardziej ambitna kobieta w końcu dostrzeże prymat uczuć dziecka nad
uczuciem urażonej ambicji własnej.

Panowie - babski upór w męskim wydaniu jest w stanie zdziałać bardzo wiele.
Dzisiaj z dziećmi jest ok. Cieszą się, że wracają do domu ( mieszkają z matką)
w którym nie ma konfliktu wiszącego w powietrzu jak gęsta mgła w której już
nawet siebie nie widać, a do mnie maja dostęp prawie nieograniczony. Juz nie
szykany, ale mamine szykanki różne sie pojawiają - poza tym ja też mam
ograniczenia -żyje z pracy głowy własnej, a nie renty po ojcu multimilionerze,
a i czasem też dla siebie próbuje być człowiekiem.

Jest prawie tak , jak być może, gdy rodzice nie są małżeństwem żyjącym pod
wspólną strzechą. Nad tym "prawie" jeszcze pracuję, a ona się broni. Zobaczymy
co przyniesie przyszłość.

A puenta? - Jeśli sa dzieci, to weźmy je na pierwszy plan, odrzućmy podszepty
własnej ambicji, a sprawy będa znacznie prostsze. Oboje weźmy.

Acha - nie zgadzam sie z tezą, że jeśli sa dzieci to tylko głeboka patologia
małżeństaw usprawiedliwia rozstanie.

Ewentualne dylematy religijne trzeba przewalkowac w sumieniu własnym. Myślę, (
ale nie uważam, że mam patent na posiadanie racji) że ksiądz nie pomoże.

    • jp66 Re: Dzieci? Po pierwsze - nie szkodzić. 06.08.07, 01:49
      Bardzo madrze napisałeś.... tylko moja jeszcze "żona" należy do tych co to chyba
      nigdy nie ustąpią. pociesza mnie jedynie to, ze może tak jak w twoim przypadku
      kiedyś (tylko kiedy) zrozumie, ze szkodzi własnej córce. mimo wszystko dzięki za
      tę dozę optymizmu.
    • for_look Re: Dzieci? Po pierwsze - nie szkodzić. 06.08.07, 10:16
      Witam wszystkich,
      Tak jak Mary171 (pozdrawiam) od dłuższego czasu czytam to forum nie uczestnicząc w dyskusji. Na prawdę bardzo pomaga i dzięki, że jest, że jesteście.
      Już ponad miesiąc temu żona wyprowadziła się, zostałem sam ale nie do końca bo przyjaciele, rodzina pomaga, wspiera, próbuje wytłumaczyć. Nasz związek spokojnie mógł być do naprawy. Robiłem co mogłem żeby ją przekonać i nie to żebym był winny - nie czuje się. Bo w małżeństwie prawie z 10-letnim stażem kryzysy są i coś może wygasnąć. Tak jak jej i mnie brakowało ciepła, wsparcia, zaangażowania, komplementów, radości, porozumienia itd itp. Ale przecież (tu cytat z b. dobrego tekstu)"...........Wchodząc w związek stajesz się w jakimś stopniu odpowiedzialny za partnera. Nie oznacza to jednak uwiązania na wieki. Będąc z kimś, nie stajesz się jego własnością, ani on Twoją. Bywa, niestety nie tak
      rzadko, że ktoś postanawia odejść i wieść oddzielne życie, u boku innej osoby
      albo angażując się w jakąś ideę. Ma do tego prawo, choćby nie wiem jakie
      cierpienie tym wywoływał u dotychczasowego partnera. Jeśli w związku są już
      dzieci, wspólne zobowiązania, prawo owszem ma, ale przede wszystkim obowiązek
      dokładnego przyjrzenia się swojej decyzji, by mieć pewność, że to nie ucieczka
      od tego, co w związku trudne, od wyprojektowanej na partnera niechcianej części
      siebie (patrz: PSYCHIKA...), lecz dojrzała decyzja....". I mam wrażenie, ze ona zaangażowała się w ideę, postawiła własne cele ponad chociaż próbę naprawienia tego związku. A miłość między nami nie wygasła........i można by było. Jest niczego na razie nie świadome dziecko (na wakacjach). I moja (jeszcze) żona tak jak jp66 też chyba należy do tych co to chyba nigdy nie ustąpią. Tylko czekam kiedy właśnie zrozumie co robi. A właściwie czekam coraz mniej. Staram się nie analizować bo też mam swoją godność i teraz pragne ułożyć sobie życie na nowo. To jeszcze potrwa - mam tego świadomość ale walkę ograniczam już do znalezienia sposobu aby móc normalnie funkcjonować, wycierpię i wyjdzie słońce. Jedno o co się martwię to dziecko.
      Markus, dzięki za puentę: ..... Jeśli sa dzieci, to weźmy je na pierwszy plan, odrzućmy podszepty
      > własnej ambicji, a sprawy będa znacznie prostsze. Oboje weźmy.
      Pozdrawiam gorąco.
    • nangaparbat3 witaj Markusie, mnichu buddyjski! 14.08.07, 14:10
      Juz myslalam, ze Cie calkiem wywialo z tego forum.
      Dobrze czytac, co piszesz.
      Fantastycznie, ze Ci sie udalo.
      Pozdrawiam najserdeczniej
      n.
      • sylwiamich Re: Może się nie zgadzam, może bardzo 14.08.07, 18:52
        Nie wiem...
      • markus_wak Re: witaj Markusie, mnichu buddyjski! 16.08.07, 01:00
        hej, hej

        Ja tu bywam, nieczęsto i zwykle pasywnie - z braku czasu.

        Bardzo mi milo, że zauważyłaś fakt zaistnienia mojego pościka, ale nie jest tak
        różowo. Miś słusznie zapytał, czy to jest stan stabilny. Jest jak w życiu -
        czyli nie jest.

        Pozdrawiam.
        Markus
    • misbaskerwill Re: Dzieci? Po pierwsze - nie szkodzić. 14.08.07, 21:43
      Markusie, gratuluję sukcesu!
      Bardzo podoba mi się to, co napisałeś o swojej byłej żonie - niepospolicie
      inteligentna.
      Rzadko piszę dobrze o swojej ex, to też się pod tym podpiszę - również jest
      niepospolicie inteligentna.
      Niestety, nie przekłada się to na mądrość, zwłaszcza emocjonalną i pozwalanie na
      właściwe kontakty dziecka z ojcem.
      Jest nadzieja, że po wakacjach, kiedy ode mnie odpoczywa (syn niestety również),
      trochę się uspokoi.
      W jej przypadku są to raczej płonne nadzieje...

      >Panowie - babski upór w męskim wydaniu jest w stanie zdziałać >bardzo wiele.

      To są święte słowa i niezależnie od działań "legalnych" będę na to kładł coraz
      większy nacisk... Zobaczymy, co wyjdzie.

      >Może gdyby bardziej chciała mi je (kontakty) utrudnić to odniosłaby
      >sukces. Nawet na pewno.

      Niestety to też prawda.

      >Tylko czy sukcesem jest kompletna demolka
      >dzieciństwa własnych dzieci? Myślę, a może raczej miałem cały czas
      >nadzieję, że nawet najbardziej ambitna kobieta w końcu dostrzeże >prymat uczuć
      dziecka nad uczuciem urażonej ambicji własnej.

      Pięknie napisane. Szkoda, że nie wykorzystałem tego w pozwie, pewnie kopyrajt
      mnie zatrzymałsmile.

      Napisz jeszcze ile lat trwało dojście do konsensusu z ex i czy rzeczywiście jest
      już to stan ustalony?

      Pozdrawiam serdecznie,

      Miś
      • markus_wak Re: Dzieci? Po pierwsze - nie szkodzić. 16.08.07, 00:54
        Hej,
        Dzięki za wyrazy uznania, ale nie ma czego gratulować. Stan jest jak najbardziej
        przejściowy, bo upłynął dopiero rok. Nie jesteśmy po rozwodzie, nie mamy
        podziału majątku, muszę odpracować w pracy to co zawaliłem w czasie deprechy,
        więc i powodów do zburzenia emocjonalnej "sielanki" jeszcze będzie wiele.

        Sam też się boję tej przyszłości. Jak będzie kiedy pojawi się jakaś/jakiś next,
        (nie jestem "bi" wink , miałem na myśli jej nexta smile etc. Strach sie bać jak śpiewają.

        Ponieważ jest dobrze, dzieci myślą skrycie, że kroi się szansa na powrót -
        trzeba będzie z nimi porozmawiać - jak w banku mam to na swojej liście zadań.

        itd, itp.

        W życiu nic nie jest stabilne i nic nie jest na zawsze.

        Ale teraz cieszę się chwilą i odpoczywam. Czego i Tobie życzę.

        Markus
        • markus_wak Re: Dzieci? Po pierwsze - To było do Misia 16.08.07, 01:06
    • tricolour Moja też była "niepospolicie inteligentna"... 14.08.07, 21:52
      ... i zaczynam nabierać przekonania, że większość kobiet jest niepospolicie
      inteligentna... tongue_outPP

      Jednak ta inteligencja często szwankuje gdy emocje wezmą górę nad racjonalizmem
      - ot taki feler.
      • sylwiamich Re: Jakoś tak musze napisać.... 15.08.07, 09:09
        Może nie na temat.Mój były przyjechał do swoich dzieci nad
        jezioro.Położył się na pomoście.Dzieciaki niedawno nauczyły się
        pływać, nurkować.Prosiły go: Tato...zobacz jak pływam, jak nurkuję!!
        Ich ojciec leniwie odwracał głowę w ich stronę.Prosiły żeby wszedł
        do wody i pobawił się z nimi.Stwierdził że nie jest przygotowany.
        Mój sym dopadł więc do Pana Misia który w czasie kilku dni nauczył
        ich pływać, nurkować.Trzymając go za szyję nurkowali na głębokiej
        wodzie.Trzymając się za ręce nurkowali na kilka metrów.Pan Misio z
        przejęciem opowiadał jak syn pomachał mu ręką pod wodą.Potem razem
        wypływali na środek jeziora.Mój były pospał sobie w tym czasie.
        Komentarz mojego dziecka:
        -Mamo...jakby nasz tata był jak Pan Misio...ale by było "extra ok"...
      • markus_wak Re: Moja też była "niepospolicie inteligentna"... 16.08.07, 00:45
        Nie bez powodu kobiety były pozbawione prawa do głosu m.in. w sprawach sadowych
        - kobiety nie myślą, tylko wdrażają w życie swoje uczucia - "ot taki feler" . A
        teraz chyba dołączę do grona antybohaterów niniejszego forum. wink
        • czamon Re: Moja też była "niepospolicie inteligentna"... 16.08.07, 09:49
          markus_wak napisał:

          > Nie bez powodu kobiety były pozbawione prawa do głosu m.in. w
          sprawach sadowych
          > - kobiety nie myślą, tylko wdrażają w życie swoje uczucia - "ot
          taki feler" .
          > A
          > teraz chyba dołączę do grona antybohaterów niniejszego forum. wink

          z tym się nie zgodzę, takie pisane to jak wrzucanie wszystkich do
          jednego worka, tak samo można powiedzieć ze faceci nie kierują się w
          życiu uczuciami i generalnie mają wszystko w d.... Prawda jest
          jednak taka że wszystko zalezy od człowieka, od tego jaki jest,
          jedni kierują się tylko uczuciami w swoim życiu inni do tego
          dokładają rozum , a jeszcze inni tylko rozumem. Dotyczy to zarówno
          meżczyzn jak i kobiet.
          • tricolour Zastanawiające jest to... 16.08.07, 09:54
            ... że zarzucenie facetwi, że w życiu nie kieruje sie emocjami, że w ogóle mało
            uczuciowy jest - nie spotyka się z obroną.

            Powiedzenie o kobiecie, że brakuje jej racjonalizmu spotyka się z duzym oporem.
            • czamon Re: Zastanawiające jest to... 16.08.07, 10:20
              wiesz co ...ja po prostu unikam wrzucania wszystkich do jednego worka
              Teksty ze kobiety są takie a mężczyzni tacy są bezsensowne. Kazdy
              człowiek jest inny i to jest jedyna prawda
              • tricolour Czy także uznajesz za bezsensowne... 16.08.07, 14:39
                ... supelatywy, którymi obdarowywane są kobiety? Przezcież to też
                uogólnienie...

                Czułość, macierzyńska troska i odpowiedzialność, wrażliwość... itp.
                • czamon Re: Czy także uznajesz za bezsensowne... 16.08.07, 17:19
                  tricolour napisał:

                  > ... supelatywy, którymi obdarowywane są kobiety? Przezcież to też
                  > uogólnienie...
                  >
                  > Czułość, macierzyńska troska i odpowiedzialność, wrażliwość... itp.


                  po pierwsze uważam że szukasz na siłę dziury w całym zeby postawić
                  na swoim.
                  po drugie nie rozumniesz, albo nie chcesz zrozumnieć o czym napisałam
                  • tricolour Bo "prawda absolutna" pod tytułem... 16.08.07, 17:59
                    ... "ludzie są różni" nic nie wnosi do niczego: ani do rozmowy, ani do życia,
                    ani do decyzji itp.

                    Ludzie są rózni, a wszystkie dzieci są nasze...
                    • a.niech.to Re: Bo "prawda absolutna" pod tytułem... 16.08.07, 18:14
                      tricolour napisał:

                      > Ludzie są rózni,
                      a więc nie generalizujmy, dopuśćmy sferę niezrozumienia
                      > a wszystkie dzieci są nasze...
                      memento

                      Człowiek jest istotą bardziej emocjonalną niż logiczną, przynajmniej
                      człowiek a.niech.to. Warto mu czasem przygrozić paluszkiem, gdy
                      zaczyna dąć w trąbę swojej jedynej prawdy lub zrobić coś, czego
                      miałby się później wstydzić.
                      • tricolour Żeby było bardziej zagmatwane... 16.08.07, 18:19
                        ... to człek tricolour też zaważa, że emocje kierują jego działaniem prawie (a
                        może bardziej) na równi z racjonalizmem.

                        smile)
                    • czamon Re: Bo "prawda absolutna" pod tytułem... 16.08.07, 20:23
                      tricolour napisał:

                      > ... "ludzie są różni" nic nie wnosi do niczego: ani do rozmowy,
                      ani do życia,
                      > ani do decyzji itp.
                      >
                      > Ludzie są rózni, a wszystkie dzieci są nasze...


                      a co dla ciebie wszyscy ludzie są tacy sami?
                      pewnie wtedy łatwiej oceniać...
                      życie nie jest czarne i białe
            • nangaparbat3 Re: Zastanawiające jest to... 16.08.07, 14:47
              Bo w takiej kulturze zyjemy.
              Potrzebne są i uczucia, i rozum, i babom, i facetom.
              Truizm napisałam, ale wcale nie dla wszystkich i nie zawsze oczywisty.
              • a.niech.to Re: Zastanawiające jest to... 16.08.07, 14:52
                Najtrudniejsze do poznania są najprostsze z prawd. Tak mi pokazuje
                życie.
    • czamon Re: Dzieci? Po pierwsze - nie szkodzić. 16.08.07, 09:40
      Masz rację, dzieci są najważniejsze i zawsze musza być na pierwszym
      planie. Mimo mojej niechęci do exa, pamiętam że jest ich ojcem i
      skoro one chcą się z nim widywać to mają do tego prawo, a on ma
      prawo widywać się z nimi. Ich dobro, samopoczucie, bezpieczenstwo
      jest najważniejsze.
      • nangaparbat3 Czamon 16.08.07, 14:48
        Cudna masz sygnaturke smile))
        • czamon Re: Czamon 16.08.07, 17:20
          nangaparbat3 napisała:

          > Cudna masz sygnaturke smile))

          dzięki smile
Pełna wersja