psyche07
08.08.07, 09:08
Wiem ze pewnie zaraz zostane obrzucona blotem, ale chyba kazdy moze pytac.
Licze na te dziewczyny/kobiety, ktore uporaly sie juz na tyle z bolem (ktorego
jestem swiadoma) ze beda w stanie spokojnie odpowiedziec na moje pytanie.
Kocham chlopaka, ktory jest mezem od 15 lat. Pobrali sie jako nastolatki po
wpadce. Na wyrazne usilne zyczenie zony 'ratowali' zwiazek 7 lat temu i maja
drugiego synka. Od 10 lat maja powazniejsze klopoty. Od 3 trwaja serie jego
wyprowadzek i powrotow. Do tej pory nie mial nikogo i zona dosc obojetnie
traktowalo jego wyprowadzki i nie nalegala na powroty do domu. Jestesmy razem
od 8 miesiecy (wyprowadzil sie ten ostatni raz do mnie). Gdy dowiedziala sie o
mnie zaczelo sie szalenstwo, walka o ich 'szczesliwe malzenstwo', manipulacje
dziecmi....
On teraz wprowadzil sie do nich z powrotem. Mowi ze jej nie kocha, ze od niej
nic nie chce i niczego nie potrzebuje. Potrzebuje swietego spokoju i czasu z
dziecmi= noce z dziecmi bo pracuje tyle ze w domu go i tak nie ma.
Oczywiscie jej powiedzial ze mnie juz nie ma, zeby dala mu spokoj.
Ale jestem i czekam. Spotykamy sie regularnie ale ukradkiem.
Kocham go i bardzo chce byc z nim.
Nie do konca rozumiem jego motywy.
Nie rozumiem zupelnie jej.
Czy kobieta moze tak wybaczyc zdrade i zapomniec i chciec byc z mezczyzna
ktory wiadomo (nieoficjalnie) ze i tak ma kogos na boku?
Czy mozna sie swiadomie godzic na te trzecia?
Ja nie wiem jak dlugo to wytrzymam psychicznie. On ma szybko podjac decyzje,
ale wiem ze ugnie sie znowu przed tymi manipulacjami i demonstracjami .....
Chce zeby sie rozwiodl.
On mowi ze teraz tylko czeka zeby miec inny powod niz romans ze mna jako powod
do rozwodu. Inny powod, taki zeby i ona zrozumiala ze to nie ma sensu.
Dobra, nie piszcie ze jestem glupia i naiwna.
Wiem kim jestem teraz.
Napiszcie jak wyglada to od strony zony.
Ja zdaje sobie sprawe (choc znalam temat zanim sie poznalismy od jego
znajomych, on wtedy byl mi zupelnie nieznany) ze moze nie do konca jest jak
mowi on.
dziekuje