dzieci równe i równiejsze ? pytanie do ex

09.08.07, 15:38
Witam

Śledzę te forum już od dłuższego czasu. Niekiedy wypowiadam się na
nim, czy zapytuję, jeśli sama nie potrafię rozwiązać jakiegoś
problemu z moimi pasierbami. Wiem, że dużo się mówi o właściwych
kontaktach z dziećmi i konieczności stworzenia im warunków by czuły
się dobrze. Staram się, choć nie zawsze mi wychodzi, a i przyznaję
się bez bicia, że przez spięcia i problemy z pasierbami w
przeszłości i czasem ich "trudny" stosunek do mnie ciężko mi ich
polubić tak naprawdę i staram się traktować ich z rezerwą. Choć
czasem nie wychodzi jak np. dobrze nam się ułoży weekend to nagle
mnie jakaś taka radość ogarnia i nadzieja na lepsze, aż do momentów
aż któreś swą wypowiedzią czy zachowaniem nie wróci mnie na ziemię.
Ostatnio na wycieczce wakacyjnej, podczas jazdy samochodem
uświadamialiśmy dzieci jak ważne jest by zapinały pasy, nie tylko
dla własnego bezpieczeństwa ale i tych osób co są z przodu, które
mogłyby siłą uderzenia zostać zabite pczas wypadku. Na to syn mego M
( 11 lat chłopak ) wypalił.- "eeee przecież to tylko K...( tzn.
ja )"..miło uncertain..No cóż i takie "miłe" rzeczy się zdarzają, ale byle
do przodu.smile
Ale teraz na temat, bo nie o tym chciałam pisać.
Mam pytanie, dodam, że czysto hipotetyczne.
Zastanawiam się jak to by było w przypadku dzieci z
kochanką/kochankiem?
Wiem, że gdy na świat przychodzą nowe dzieci w związku ( u nas tak
będzie ) należy dążyć do stworzenia dobrych kontaktów z dziećmi, bo
przecież to rodzina. Dużo o tym się naczytałam. Dodam, że będę się
starała też tak robić, ale nie za wszelką cenę.
Na forum piętnuje się natomiast kobiety, które nie chcą z jakiś
przyczyn tych więzi tworzyć ( głównie ex dość mocno negatywnie się
wyrażają ).
A więc hipotetycznie rzecz ujmując, Wasz małżonek ma kochankę, z
którą ma dziecko i co wtedy?
Czy również za wszelką cenę dążycie do podtrzymania więci "bo to
przecież rodzina dla Waszych dzieci"?
Zadaję to pytanie szczególnie kobietom, które dość ostro negują
zachowania macoszek nie chcących utrzymywać kontaktów z pasierbami.



    • agamagda Re: dzieci równe i równiejsze ? pytanie do ex 09.08.07, 16:32
      A więc hipotetycznie rzecz ujmując, Wasz małżonek ma kochankę, z
      którą ma dziecko i co wtedy?
      Czy również za wszelką cenę dążycie do podtrzymania więci "bo to
      przecież rodzina dla Waszych dzieci"?
      Zadaję to pytanie szczególnie kobietom, które dość ostro negują
      zachowania macoszek nie chcących utrzymywać kontaktów z pasierbami



      Nie bardzo rozumiem sens takich rozważań.
      Zadane pytanie ma coś udowodnić? i jeśli tak to co?
      Przecież i tak wszystko zależy od konkretnej sytuacji, wrażliwości
      partnerów i powodów takiej, a nie innej sytuacji.
      • lady_telimena Re: dzieci równe i równiejsze ? pytanie do ex 09.08.07, 16:54
        Oczywiście, że bym się nie zgodziła.
        Dziecko nie jest nic winne, ale matka wchodząca w romans z żonatym
        facetem musi się liczyć z pewnymi konsekwencjami nie tylko dla
        siebie, ale również dla dziecka o ile sie zdecyduje na takowez w tak
        dziwnym i niepewnym układzie. Uczciwie mówiąc potępiam kobiety, któe
        godzą sie na rolę kochanki, tej trzeciej ze świadomością, ze jest w
        tym układzie żona.
        Jest to egoistyczne świństwo i tyle.
        • lady_telimena Re: dzieci równe i równiejsze ? pytanie do ex 09.08.07, 17:10
          o roli kochanek


          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=16&w=66643172&v=2&s=0
    • joanna9969 Re: dzieci równe i równiejsze ? pytanie do ex 09.08.07, 19:33
      Jest tu duzo prawdy .
      Wiele eksi ktore zarzuca nam ze nie lubimy pasierbow ,
      same nie daza sympatia i szacunkiem nasze dzieci ,
      tym samy nie dazac do zacisniania wiezi miedzy rodzenstwem .
      • chalsia Re: dzieci równe i równiejsze ? pytanie do ex 09.08.07, 21:06
        > tym samy nie dazac do zacisniania wiezi miedzy rodzenstwem

        wystarczy jak dziecko do ojca do domu chodzi z wizytą albo na
        weekendy i/lub wakacje.
        Ergo - matka, która umożliwia ojcu kontakty z dzieckiem poza domem
        matki i dziecka już się przyczynia do tego, by więzi między
        rodzeństwem powstały.
        • joanna9969 Re: dzieci równe i równiejsze ? pytanie do ex 09.08.07, 22:13
          A nie uwazasz ze jesli matka w towarzystwie dziecka
          uzywa obrazliwych slow okreslajacych neksie i
          jej dzieci to te wiezi oslabia?.
          • chalsia Re: dzieci równe i równiejsze ? pytanie do ex 09.08.07, 22:23
            a czy ktoś był świadkiem takich zachowań?
            Bo ja osobiście się nie spotkałam z taką sytuacją - co nie znaczy,
            ze takowe nie występują. A ty miałaś okazję?

            Tak właściwie to co chcesz udowodnić?
            Ogólnie wiadomo, ze są ludzie i taborety i przynależnośc do
            pierwszej bądź drugiej grupy nie jest uwarunkowana ani płcią, ani
            majątkiem, ani stanem sywilnym, ani faktem bycia bądź nie rodzicem.

            Na swiecie są zarówno wredni eksowie, wredne eksie, jak i wredne
            nexie, a nawet wredne dzieci. Jak też wredni szefowie, wredni
            sąsiedzi, wredni teściowie. Są też OK eksowie, OK eksie, OK nexie i
            OK dzieci, OK szefowie, OK sąsiedzi i OK teściowie.
            • joanna9969 Re: dzieci równe i równiejsze ? pytanie do ex 09.08.07, 22:36
              oczewiscie ze bylam swiadkiem moja mama i to nie raz
              przy mnie wyzywala moja macoche od k... i to odnoszac
              sie do mnie bezposrednio ,nie mowiac juz o rozmowach
              z innymi o tym temacie.
            • joanna9969 Re: dzieci równe i równiejsze ? pytanie do ex 09.08.07, 22:39
              niektorzy ludzie ... patrz NIEKTORZY nie moga
              zrozumiec ze najwieksza krzywde wyrzadzaja dziecia
              nie samym rozwodem , bo czasem moze to byc wrecz
              blogoslawienstwiem , ale jazda jaka urzadzaja
              temu dziecku po rozwodzie
              • mrs_ka Re: dzieci równe i równiejsze ? pytanie do ex 10.08.07, 00:05
                Zgadzam się, ale mam niejasne poczucie, że w tym wątku chodzi o coś
                w rodzaju samousprawiedliwienia: skoro wy nam tak, to my wam tak.

                Przy czym nie bardzo wiadomo, o jakie konkretnie "my" i "wy" chodzi.
                Wszystkie neksie? Wszystkie eksie? Niektóre eksie i niektóre neksie?
                Skoro niektóre to po co ubierać wątek w zdania generalizujące? Że o
                rozważaniu sytuacji zupełnie z sufitu (macosik nie jest macochą
                dziecka kochanki, sama nie jest kochanką i nie jest żoną zdradzoną z
                kochanką) nie wspomnę.
                W pewnym sensie Twoje wspomnienia też są dla mnie sufitowe, bo np.
                nie doświadczyłam nigdy wyzywania kogokolwiek od "k..w". Mam na
                myśli środowisko rodzinno- towarzyskie.
                I to kompletnie niczego nie dowodzi dla istoty tego wątku.

                Mam po prostu czasami uczucie, że szuka się jakichś skrajnych
                sytuacji, przykładów, aby wykazać i zracjonalizować coś waznego dla
                siebie. Na przykład niechęć do pasierbów albo do ich macochy, albo
                do ich matki. Łotewer.
                Czyli skoro uwazam swoją next za wredną raszplę to dołożę wszelkich
                starań, aby przekonać gros ludzi, że mam sto procent racji zakazując
                dziecku kontaktu z paskudną macochą.
                Schemat tłuczony do przesytu na Samodzielnej i Macochach.

                Osobiście mam na niego alergię, bo o ile widzę sens śćwiczania się
                celem pokazania ludziom, że można coś tam zobaczyć inaczej, o tyle
                nie mam najmniejszej ochoty towarzyszyć internautom w ich paranojach.
                A niestety wiele wątków ma tło paranoidalne.
                Zamiast przyjąc, że jest ciężko, bo nikt, do cholery, nie obiecywał,
                że będzie lekko; zamiast wziąć łopatę i zabrać się za pracę w gnoju
                (jakim od czasu do czasu bywa rekonstruowany związek); zamiast
                próbować wypracować coś konstruktywnego- część ludzi woli po prostu
                iść w banały w rodzaju "skoro ona jest suka to ja też"
                i "zakładając, że ona to suka- lepiej zawczasu podejść do niej jak
                do suki" lub "gdyby ciocia miała wąsy to byłaby wujkiem"...

                Niekiedy "ona" to naprawdę suka, a niekiedy to tylko my usilnie
                pragniemy tę sukę w niej zobaczyć.
                Tak czy inaczej ja po prostu nie widzę żadnego sensu w tym wątku.
                To mniej więcej ten sam klimat, co dywagacje, co byśmy zrobiły
                facetowi z warzywniaka, gdyby okazał się być pedofilem i skrzywdził
                nasze dziecko.
                Osobiście urwałabym mu jaja.
                No i co? Wnosi to coś do dyskusji czy do realnego życia?

                a.
                • chalsia Re: dzieci równe i równiejsze ? pytanie do ex 10.08.07, 00:27
                  > Tak czy inaczej ja po prostu nie widzę żadnego sensu w tym wątku.
                  > To mniej więcej ten sam klimat, co dywagacje, co byśmy zrobiły
                  > facetowi z warzywniaka, gdyby okazał się być pedofilem i
                  skrzywdził
                  > nasze dziecko.
                  > Osobiście urwałabym mu jaja.
                  > No i co? Wnosi to coś do dyskusji czy do realnego życia?

                  tym bardziej, że sytuacja, gdy mąż/partner "wnosi" do aktualnego
                  związku Z NIENACKA dziecko ze "skoku w bok", który miał miejsce w
                  TRAKCIE tegoż związku, należy do sporadycznych.
                • joanna9969 Re: dzieci równe i równiejsze ? pytanie do ex 10.08.07, 00:57
                  W pewnym sensie Twoje wspomnienia też są dla mnie sufitowe, bo np.
                  > nie doświadczyłam nigdy wyzywania kogokolwiek od "k..w". Mam na
                  > myśli środowisko rodzinno- towarzyskie.

                  Tak bylo , moja matka jest taka exsia , nie bede wdawala sie w szegoly
                  jej wszystkich akcji , ale powiem jedno , spowodowala ze moj ojciec i macocha
                  musieli sie wyprowadzic do innego miasta .
                  Tu na forum tez te eksie sa , to te szczegolnie atakujace neksie i piesczace
                  pozycje swojej pierwszej zony.
                  Chcialabym aby choc jedna z tych kobiet zrozumiala , ze na tej ich walce cierpia
                  tylko one i dzieci , one bo nie posuwaja sie do przodu
                  jak moja matka daj jej boze juz 12 lat ,i glownie dzieci bo exsowi i
                  neksi to i tak dawno wisi.
                • macosik Re: dzieci równe i równiejsze ? pytanie do ex 10.08.07, 15:47
                  Wiesz Mrs_ko chyba masz rację. Chyba szukam jakiś sposobów na
                  wyładowanie się, wyżalenie i pewnie też pocieszenie, że nie jestem
                  taka zła. Czuję niechęć do pasierbów. Staram się naśladować
                  macoszki, które mają dobre układy ze swoimi pasierbami,którym
                  wychodzi. Mi nie. Czasem bywa dobrze. Wspólne zabawy, kino,
                  wycieczki, gry czy spacery. Wspólne rozmowy. Staram się chwalić
                  dzieci jak robią coś dobrze, właściwie jednak ganię też gdy widzę,
                  że żle się zachowują. Od zawsze było nie tak. Starałam się pokochać
                  dzieci, mój M. uważał, że w ten sposób stworzymy rodzinę. Że
                  powinnam tak jak matka...wiem, czytałam, że to nie tędy droga.
                  Jednak i ja popełniłam ten błąd.
                  Gdy dzieci zaczęły włazić mi na głowę, mój M uważał, że powinnam
                  ustępować. Bo przecież młodsze, słabsze a ja jestem dorosła. Trudno
                  mi było. Ciężko. Czasem już nie wiedziałam kim jestem w tym związku.
                  Następnym dzieckiem na równych prawach?...Później zaczełam
                  uświadamiać M że tego już nie zniosę, że tak się nie da. Jakoś
                  zrozumiał i zaczął bardziej uważać na to jak odnoszą się do mnie
                  dzieci. Jednak nie zawsze. Jak to ojciec. Łagodnie i czasem przymyka
                  oko na to i owo. A mi jest źle. Nie mówię, że zawsze ale czuję brak
                  szacunku u dzieci i obcość.
                  Od lubienia ich przeszłam do niechęci. Ciężko mi i czuję się winna,
                  że jednak powinam je lubić, próbować pomagać M w układaniu relacji i
                  starać się bardziej. Ale czasem czuję się obca i czasem nachodzi
                  mnie żal i nawet wściekłość na to co robią. Wiem, nie zachowuję się
                  jak dorosła - nie ma we mnie dystansu.
                  Napisałam tą historię z pasami w samochodzie by pokazać, że taie
                  nawet słowa mnie ranią i ciężko mi przełknąć i dalej starać
                  się "polubić". Gdy dziecko, które znam przecież 4 lata i z reguły
                  dobrze nam się układa ( z córką M gorzej jednak z synem zawze było
                  dobrze w miarę ) mówi, że dla niego to jak zginę to przecież nic
                  wielkiego...to tyko ja...cieżko mi. Nie ma więc we mnie radości z
                  dzieci. Z ich przyjazdów ( zawsze zastanawiam się jakie problemy
                  znów się szykują i z czym gł. Młoda wyskoczy - później z reguły przy
                  naszych spięciach z Młodą mój M ma żal, że nie wyszło, ja płaczę i
                  kłócimy się).
                  Stąd pewnie mój temat. Szukałam sposobu wyżalenia się i znalezienia
                  usprawiedliwienia dla niechęci do dzieci.
                  Jak Wam się udaje "przetrwać" w sytuacjach, gdy dzieci M robią czy
                  mówią Wam coś niemiłego? Jak udaje się Wam mimo wszystko dalej je
                  lubić i starać się dla nich? Podpowiedzcie

                  • pelagaa Re: dzieci równe i równiejsze ? pytanie do ex 10.08.07, 19:47
                    Wspolczuje Ci sad
                    Mysle tez, ze wiekszosc macoch (pomijajac mangoldy i inne takie),
                    szczegolnie tych swiezo upieczonych, stara sie zachowac dobre
                    relacje z dziecmi partnerow. Chcialaby stworzyc jedna wielka
                    kochajaca sie rodzine i zeby wszyscy sie dobrze czuli. No sielanka
                    nam sie marzy. Ale zycie to nie sielanka i nikt nie obniecywal,ze
                    bedzie latwo sad Tolerancja na wybryki dzieci partnerow jest
                    zdecydowanie mniejsza niz na wybryki naszych wlasnych dzieci (jesli
                    sie je posiada). Sadze, ze sprawa komplikuje sie jeszcze bardziej,
                    jak sie dzieci nie ma, bo wtedy to zazwyczaj ma sie wiele teorii
                    jakie dzieci powinny byc wink Mysle, ze czesc wybrykow mozna sobie
                    wytlumaczyc, a czec zwyczajnie dotyka i sprawia przykrosc. My
                    kobiety dorabiamy tez zazwyczaj do wszystkiego ideologie, myslimy o
                    kazdym slowie milion razy, oraz rozbieramy je na czesci i
                    doszukujemy sie dodatkowych tresci ukrytych wink
                    I mnie np. nie dziwi, ze sytuacja z pasami byla dla Ciebie przykra,
                    bo ona jest obiektywnie rzecz ujmujac przykra, baaa ona powinnam byc
                    nawet dla ojca przykra, ze dzieci w ten sposob mowia o partnerce
                    ojca, z ktora on jest przeciez szczesliwy.
                    Nie umiem dac Ci madrych rad, jak sobie poradzic z emocjami. Kazdy
                    chcialby czuc sie "dobrym czlowiekiem", czuc sie dojrzalym,
                    zdystansowanym, chcialby zastapic kazde nagatywne emocje
                    stwiedzeniem "to tylko dzieci", ale wiem, ze nie wszystko da sie tak
                    zbyc i wytlumaczyc.
                    Moze wyjsciem z sytuacji jest odseparowanie sie troszke od ich
                    wspolnycyh spotkan? Moze jak sie bedziecie widywac sporadycznie, to
                    bedzie to mniej meczace dla wszystkich?
                  • chalsia Re: dzieci równe i równiejsze ? pytanie do ex 11.08.07, 01:41
                    wiesz co, to zupełnie inny odbiór jest niz poczatkowego postu -
                    teraz piszesz o swoich problemach emocjonalnych i to jest OK.
                  • basia8.93 Re: dzieci równe i równiejsze ? pytanie do ex 28.12.07, 14:43
                    > Stąd pewnie mój temat. Szukałam sposobu wyżalenia się i znalezienia
                    > usprawiedliwienia dla niechęci do dzieci.
                    Niestety, ale jak się nie chce mieć pasierba trzeba wiązać się z mężczyzną
                    wolnym, bez zobowiązań. Dzieci nie są tu niczemu winne. Chcą ,np być lojalne
                    wobec własnej mamy. będą obwiniać Ciebie, a nie rodziców. To naturalne. Kogo
                    mają obwiniać? Rodzice są ich całym światem. Czy matka nie staje po stronie
                    swojego dziecka, gdy ono wchodzi w konflikt z innym dzieckiem? Tak samo dziecko
                    zawsze stanie po stronie rodzica, a winą obarczy obcą osobę. Jeszcze raz
                    powtórzę - DZIECI NIE Są NICZEMU WINNE, ONE Są OFIARAMI poczynań
                    nieodpowiedzialnych dorosłych.
          • kicia031 pytanie rownie hipotetyczne 10.08.07, 09:56
            Nie odnosze sie tu do sytuacji kiedy ludzie sa po prostu w
            konflikcie i nastepuje eskalacja pretensji, ale do takiej w ktorej
            rzeczywiscie mamy do czynienia z osoba o niskim poziomie moralnym -
            czy nie lepiej wobec dzieci nazywac rzeczy po imieniu?

            Na przyklad jesli ojciec siedzi w wiazieniu za gwalt, kradziec, lub
            nie placi alimentow, jesli Exia lub Nexia jest alkoholiczka /
            puszczalska / czy cos w tym rodzaju - czy mamy obowiazek mowic ze
            tata jest super, mama wspaniala a macocha to sam miod?
    • pelagaa Re: dzieci równe i równiejsze ? pytanie do ex 09.08.07, 19:48
      Sprawa jest prosta. Facet ma dziecko z kochanka, wykopuje go z domu,
      bo ja czegos takiego bym nie przebaczyla. Jak go wykopuje, to JEGO
      sprawa jest utrzymanie poprawnych relacji miedzy rodzenstwem.
      Przeciwko kontaktom, ojca z dzieckiem, ewentualnie nowej rodziny
      ojca z naszym wspolnym dzieckiem nic nie mam, bo umie oddzielic
      sprawy doroslych od spraw dzieci. Tak wyglada TEORIA, praktyki nie
      przerabialam, wiec nie wiem jak bym sie zachowala wink
      Ja zadbam o relacje MOJEGO ewentualnego drugiego dziecka z innym
      ojcem z MOIM pierworodnym, bo to MOJ obowiazek, tak jak OJCA
      obowiazkiem jest dbac o konatkty miedzy JEGO dziecmi, rowniez z
      innych zwiazkow.
    • pelagaa Jeszcze dodam;-) 09.08.07, 19:50
      > Wiem, że gdy na świat przychodzą nowe dzieci w związku ( u nas tak
      > będzie ) należy dążyć do stworzenia dobrych kontaktów z dziećmi,
      > bo
      > przecież to rodzina. Dużo o tym się naczytałam. Dodam, że będę się
      > starała też tak robić, ale nie za wszelką cenę.

      Mysle, ze to rola Twojego meza.
      • pamigotka Re: Jeszcze dodam;-) 10.08.07, 08:49
        Pelaga zgadzam sie z Toba w 100%
    • basia8.93 Re: dzieci równe i równiejsze ? pytanie do ex 28.12.07, 14:14
      "Czy również za wszelką cenę dążycie do podtrzymania więci "bo to
      przecież rodzina dla Waszych dzieci"?"
      tu wcale nie chodzi o więzi między dziećmi, tylko o prawo dziecka do kontaktów z
      obojgiem rodziców, które wynika z Konwencji Praw Dziecka. pozdrawiam
      • 13monique_n Re: dzieci równe i równiejsze ? pytanie do ex 28.12.07, 15:19
        Nie neguję tych praw.
        Tylko od razu mnie naszło pytanie - a co, jeśli tata podchodzi mocno "luźno" do
        kontaktów z dziećmi? Co na to Konwencja Praw Dziecka?
        Sorry za uszczypliwe pytanie, ale ja się zwyczajnie przychylam do
        zdroworozsądkowego podejścia chalsi, czy mrs-ka'i smile
Pełna wersja