satelitka1
13.08.07, 12:28
Pytanie – czy naprawdę w nas - kobietach jest tak mało honoru, że czepiamy się
byle czego, żeby tylko miało fiutka? Że łapiemy facetów, którzy oszukują swoje
rodziny – i myślimy, że my jesteśmy takie wyjątkowe i nas to nie spotka? Nie
rozumiem tego, że facet pluje w twarz obrzucając inwektywami „kur...”..a my
chcemy „jeszcze” bo "uczucie jest silniejsze"?

Gdzie w tym jest miejsce na
szacunek do samej siebie? Jesteśmy az tak głupie?
Pokrótce - byłam 2 lata w związku , w styczniu urodził się mój śliczny synek,
a w połowie lutego mój facet (dla którego rzekomo byłam „miłością jego życia i
kobietą idealną”

przygruchał sobie inną kobietę. A ponieważ mieszkam w innym
mieście (po porodzie pomagali mi przy dziecku moi rodzice) –sprawa się
ciągnęła i obie byłyśmy perfidnie okłamywane (ja – nie mając pojęcia o jej
istnieniu , ona - początkowo również żyjąc w nieświadomości, a następnie
słysząc teksty, że on „jest ze mną tylko dla dziecka, że ja mam depresję i nie
może mnie zostawić, że już mnie nie kocha, chce być tylko z nią, razem
zamieszkają i założą rodzinę

itd.” Pod koniec lipca – tamta kobieta
zadzwoniła do mnie i przedstawiła cały obraz sytuacji.
Facet okazał się perfidnym dupkiem, więc za znajomość podziękowałam. Podobnie
jak początkowo tamta kobieta (choć cały czas liczyła, że on do niej wróci).
I nagle OKAZAŁO SIĘ, że on kocha tylko mnie i dziecko
Po 2 tygodniach wypełnionych jego telefonami, sms-ami i skamleniem „WYBACZ
MI”, „CHCE BYĆ TYLKO Z TOBĄ”, lub groźbami „ZNAJDĘ KOGOŚ INNEGO”, „WRÓCE DO
TAMTEJ” – mój ex –facet faktycznie do „tamtej” wrócił – o czym mnie łaskawie
poinformował, dodając komentarz, że to moja wina, bo powinnam mu była wybaczyć

Na początku nie mogłam w to uwierzyć – przy mnie walił do niej teksty, że
„jest kur....., która rozbija mu rodzinę, że był z nią tylko, żeby ją ruch...
itd. ,że kocha tylko mnie – a do niej wcześniej mówił miłe tekściki, żeby ja
przelecieć”

Nie mogłam uwierzyć, że po takich słowach KTOKOLWIEK dałby mu
drugą szansę!!!
Ale okazało się, że tamta kobieta ją dała. Nie pierwszy zresztą raz (jak się
okazało)- bo miesiąc wcześniej też ją rzucił - telefonicznie

a kilka
tygodni pózniej kazał jej "wypier..." z mieszkania jakie zajmował...
Nie spotkałam sie jeszcze z kims tak zupełnie pozbawionym godności i szacunku
do samej siebie... „Uczucie jest silniejsze i ona ma nadzieję, że im się uda”.
Żenada na maxa. Sama do mnie wcześniej zadzwoniła – udając szlachetną,
zranioną i okłamywaną – w ramach tzw. „solidarności kobiecej”

Na dodatek mój ex-ik do mnie walnął, że niedługo przyjadą do naszego dziecka
oboje – na co mu odpowiedziałam, żeby swoje dziwki trzymał w domu. Dziś
monisia, jutro zosia albo marysia. A do dziecka może przyjechać z którąś z
nich – ale jak się z nią ożeni

W końcu mój synek nie musi uczestniczyć w
jego seksualnych ekscesach.
Na to mój były tym razem mnie obrzucił inwektywami – bo nagle to ona stała się
kobietą jego życia

a ja ją obrażam. Ale jak mogę obrażać kogoś, kto sam
siebie nie szanuje?

W końcu stanęło na tym, że mu powiedziałam, że nie życzę sobie żeby mnie
obrażał przy swoich „kur...” i nie życzę sobie w ogóle jego wizyt (do dziecka)
– dokąd nie nauczy się szacunku do matki swojego syna.
Nie minęło 24 godziny – exik spokorniał, w telefonie szemrze „misiątko,
kochanie itd.” a na zakończenie walnął ”kocham cię mocno” .No cóż - nie mogłam
odmówić sobie tej przyjemności, żeby nie poinformować tej kobiety o zdarzeniu
(w końcu to ona pierwsza nawiązała ze mną kontakt). Zadałam jej pytanie -
czy to przyzwyczajenie? czy tez prawda? W końcu dostała go – bo ja go nie
chciałam

Szczerze – jestem zniesmaczona. Nie mogę mieć pretensji, że ktoś podniósł coś
– co ja wywaliłam na śmietnik

ale pierwszy raz spotykam się z takim
żenującym brakiem godności u kobiety.
Dla mnie decyzja o rozstaniu była ostateczna i ani przez chwilę nie miałam
wątpliwości.
Czyżbym była facetem?