Nie daję rady już…

13.08.07, 21:28
Nie daję rady już… wyprowadził się 3 dni temu, po kilku latach
małżeństwa i chce rozwodu. Wyprowadził się do niej. Zdradził mnie,
zakochał się.
I jego słowa….nie możemy być już razem…moja miłość do ciebie się
skończyła.
Do końca mi okazywał jak mnie kocha…nie rozumiem tego.
Cholera.. jak to boli. Tyle marzeń, planów.
Nic bez niego nie będzie takie samo…
    • mar-tsin Re: Nie daję rady już… 13.08.07, 21:32
      Jestem w podobnej sytuacji - tydzień temu ona się zakochała w innym, i jakoś tak
      łatwo mnie przestała kochać. Łączę się w bólu, wiem jak to jest ciężko. Pozdrawiam
      • donataa25 Re: Nie daję rady już… 13.08.07, 21:35
        Nie potrafię myślec o niczym innym...dziwię się, ile łez mieści się
        w moich oczach...
        • mar-tsin Re: Nie daję rady już… 13.08.07, 21:39
          ja przez kilka pierwszych dni odczuwałem przerażenie - nagle życie zamieniło się
          ze stabilnego w puste. Narobiło się nowych, nieznanych wcześniej problemów. Dla
          mnie najgorsza jest świadomość, że kiedy ja siedzę sam w pokoju, w bardzo
          średnim nastroju, Ona tam się dobrze bawi ze swoim Nowym, i nie żal jej naszego
          związku. Na szczęście są ludzie. między innymi na forum, którzy pomagają.
          trzymaj się, jeszcze będzie lepiej smile
          • donataa25 Re: Nie daję rady już… 13.08.07, 21:46
            Zostałam sama w domu, szukam wytłumaczenia...dlaczego? Ja tutaj
            sama, porzucona, a on na z nią...Dlaczego wcześniej nic nie
            widziałam? A może nie chciałam widzieć..sama już nie wiem...Nie mam
            siły już płakać nawet
        • pieg00ska Re: Nie daję rady już… 13.08.07, 21:43
          Ja już mam to za sobą, wierz mi, da się przeżyć. Jeśli jednak
          uważasz, że to nie wszystko stracone, spróbuj powalczyć. Ja jestem
          zwolenniczką walki do końca, aż do ostatecznego wyjaśnienia. I choć
          u mnie to nie przyniosło efektu, są tacy, którym się udaje.
          Pozdrawiam
          trzymaj sięciepło
          pieg00ska
          • donataa25 Re: Nie daję rady już… 13.08.07, 21:50
            Nie wiem sama..On chce rozwodu. Kocham go i jednocześnie wiem, że ta
            zdrada to - nie tylko zauroczenie z jego strony, to coś więcej. Nie
            umiałabym zapomieć. Choć pewnie gdyby tylko chciał byc ze mną..bym
            się zgodziła, ale i pewnie bym zgotowała piekło nam po zejsciu się,
            doszukując się, nie zapominając...
            • ewelka01 Re: Nie daję rady już… 13.08.07, 21:57
              ja tez myslalam ze nie dam rady,czas leczy rany tak mi sie wydawalo,
              i leczy ale co jakis czas wszystko wraca i to ciagle pytanie
              dlaczego on mi to zrobil i tak jak ktos napisal byly wspolne
              plany,okazywanie milosci a tu nagle tak z piesci dostalam i ciezko
              sie podniesc
            • pieg00ska Re: Nie daję rady już… 13.08.07, 21:58
              Powiem tak: powroty są ciężkie. Każdy gest nie tak, każdy telefon,
              nieobecny wzrok i podejrzenia wracają. Mój poszedł sobie 3 tygodnie
              temu po 12 latach małżeństwa.
              wiem , że niełatwo wziąć się w garść
              pozdrawiam
          • alexolo popieram!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! 14.08.07, 00:30
    • ivone7 Re: Nie daję rady już… 13.08.07, 22:10
      witaj...teraz ci sie wydaje ze nie dasz rady..bo jestes jeszcze w
      szoku...
      z kazdym dniem bedzie lepiej...oswoisz sie..przestaniesz plakac...
      to po prostu Twoje nowe zycie bez niego..a poczatki zawsze sa
      trudne..
      daj czasowi czas...zzobaczysz bedzie lepiej...
      masz dzieci? masz dla kogo sie pozbierac? jesli nie dajesz rady moze
      udasz sie po pomoc do lekarza?...
      • donataa25 Re: Nie daję rady już… 13.08.07, 22:18
        Nie mamy dziecka.Próbowałam zajśc w ciążę. Zostałam sama.
        Cholera, to takie tendencyjne, znalezienie sobie kogoś w czasie
        trwania związku..
        • sbelatka Re: Nie daję rady już… 13.08.07, 22:33
          kilka miesięcy temu ja usłyszalam - juz cie nie kocham, kocham
          inna... po 17 latach (wydawalo mi sie chyba???) małżeństwa..

          myślałam, że łzy sie nie kończą..
          myslalam, że nie dam rady sie podnieśc..

          a tu .. niespodzianka!
          już prawie nie płaczę i WIEM na pewno, że dam sobie rade!

          dzień po dniu
          krok po kroku będziesz wychodzić ze smugi cienia...
          i ktoregos dnia stwierdzisz, że stoisz w pełnym slońcu
          a twoje serce wypelnia radość!

          NA PEWNO!!!!!

          a póki co - płacz\bo na smutek nie wymyslono nic lepszego
    • alexolo zaczynasz ...jak ja 14.08.07, 00:29
      jak nas wiele.....

      przelec nasze ..( moje ) wartki od poczatku 2006....zobaczysz ..jaka
      transformacje ..przeszłam....ale nadal wielu rzeczy nie rozumiem...i nie
      mam zamiaru...



      przykre z e ty też.......ale witaj
      • donataa25 Re: zaczynasz ...jak ja 14.08.07, 08:51
        Długo nie mogłam zasnąć. Analizuje, myślę..dobija mnie to.Czego mu
        brakowało? Gdzie popełniłam błąd? Dlaczego nie postawił sprawy
        jasno, rozstajemy się. I potem mógł sobie szukać kochanki. Tyle
        pytań bez odpowiedzi.A nawet jeśli go o coś pytam to i tak dalej
        kłamie. Czemu myślałam, że wszytsko nam się układa, jest dobrze, aż
        do czasu poznania jej.
        I jej i mi mówił - że kocha, że jestem najważniejsza ble ble ble
        • satelitka1 Re: zaczynasz ...jak ja 14.08.07, 09:12
          kobieto - nigdzie nie popełniłaś błedu i nie wiń siebie za tą sytuację. Nie
          postawił sprawy jasno - dopuki nie był pewien, że drugi związek mu wyjdzie... a
          pewnie nie chciał być sam.
          Pociesz się "najbrzydsza nowa - jest zawsze lepsza od najpiękniejszej starej"...
          tyle, ze z biegiem czasu wszystko co nowe musi się zestarzeć wink i "gania się
          króliczka" od nowa... Pozdrawiam i trzymaj się wink
        • pieg00ska Re: zaczynasz ...jak ja 14.08.07, 09:13
          Donato, jak u nas wszystko się waliło, ja też zastanawiałam się
          gdzie popełniliśmy błąd. Tym bardziej, że zapierał się, że nikogo
          nie ma. Twierdził, że musimy zamieszkać osobno, żeby sprawdzić, co
          do siebie czujemy, czego nam brakuje, jak jestesmy sami. Wierzyłam.
          Okazało się to oczywiście kłamstwem.
          Na innym forum ktoś mi powiedział: mężczyzna nie odchodzi w próżnię.
          To mi otworzyło oczy. Nie odszedłby, gdyby nie miał zaplecza. Pewnie
          u Ciebie jest podobnie.
          pozdrawiam
          pieg00ska
          • donataa25 Re: zaczynasz ...jak ja 14.08.07, 09:19
            Tak, wiem. Wyprowadził się do niej. Oczywiscie utrzymywał cały czas,
            że nikogo nie ma, że chce odpocząć. I trach, wydało się..
            To takie smutne...
            A gdzie te banalne zaprzeczenia, jej nie kocham, chce byc tylko z
            tobą, ona nic nie znaczy.
            Tego nie ma.
            I tylko to o tym świadczy, że to dla niej odszedł...

            Któraś z Was napisał - Dać czasowi czas.... Muszę w to uwierzyć...
        • rafanetka Re: zaczynasz ...jak ja 14.08.07, 09:14
          Ja oceniam z perspektywy czasu, ze lepiej by było gdyby odszedł do kogoś. Bo tak
          to cierpiałam raz przy rozwodzie i po pół roku mam wrażenie, ze wszystko wróciło
          po tym jak sobie kogoś znalazł, bo ja żyłam jeszcze ułudą, ze może kiedyś,
          gdzieś (zresztą on mi dawał nadzieje sam nawet tego chciał) spotkamy się razem
          na drodze. I boli jak diabli. Ale dasz radę, damy bo wielu już się to udało.
    • kajasia5 Re: Nie daję rady już… 14.08.07, 10:28
      głowa do góry, nadejdzie czas kiedy będzie tylko lepiej,
      pamietaj, że każde życiowe niepowodzenie jest po to by zrobić miejsce kolejnemu
      szczęściu,
      ja to sobie powtarzam od jakiegos czasu i zaczyna działać smile
      • donataa25 Re: Nie daję rady już… 14.08.07, 13:14
        Pewnie macie rację..pewnie gdym miała doradzić, pocieszcyć inną
        osobę, też bym tak stwierdziła.
        Tylko czemu tak trudno zastosować to do siebie
        • tricolour Bo trzeba przeżyć... 14.08.07, 13:18
          ... smutne chwile po tragedii.

          Byłoby niesprawiedliwie gdyby można było cieszyć się radością po czymś pieknym i
          wspaniałym, a nie można było smucić po czymś brzydkim i złym. Radość nie ma
          sensu jeśli nie ma smutku za układ odniesienia.

          Posmucisz się i przestaniesz...
          • donataa25 Re: Bo trzeba przeżyć... 14.08.07, 22:10
            No tak...I co robię.Płaczę. Ktos życzliwy doniósł, ze widział ich
            razem objetych, usmiechniętych..itd.
            Kolejne opakowanie chusteczek...
            • donataa25 Re: Bo trzeba przeżyć... 15.08.07, 20:40
              Juz jest lepiej..Udało mi się zatrzymać posiłek w żołądku...
              I to tyle...
              Dalej jest cholernie źle. Byłam, miałam byc dla niego najważniejszą
              osobą na świecie. A on wybrał swiat beze mnie...
              • mar-tsin Re: Bo trzeba przeżyć... 15.08.07, 20:51
                musimy spróbować być najważniejszymi osobami dla samych siebie. Ja właśnie
                próbuję, średnio wychodzi smile
                • ester271 Re: Bo trzeba przeżyć... 15.08.07, 20:53
                  Mi wcale. Choć w związku nie byłam uzależniona od niego, nie byłam
                  bluszczem. Mimo to...
                  Nie można na siłę nikogo zatrzymać... ale jesli czerpało się siłę z
                  bycia razem..?
                  Czym wypełnić pustkę, po jego odejściu..
                • donataa25 Re: Bo trzeba przeżyć... 15.08.07, 20:55
                  Mam wrażenie, że to sen z którego zaraz się obudzę...a on mnie wtedy
                  przytuli i powie, że to tylko zły sen..zły sen...
                  • rafanetka Re: Bo trzeba przeżyć... 15.08.07, 21:05
                    Bo to jest zły sen, bo się z niego obudzisz, bo Cię wtedy ktoś
                    przytuli...
                    • donataa25 Re: Bo trzeba przeżyć... 15.08.07, 21:10
                      Ktoś....kiedy chciałabym żeby to był on..mimo wszystko i za
                      wszystko..
                      Łudzę się nadzieją, bo ponoć umiera ostania..tylko nadzieją na co…
                      • donataa25 Re: Bo trzeba przeżyć... 16.08.07, 20:14
                        Jak dobrze, że jest takie miejsce...gdzie wirtualnie można wypłakać
                        swe żale... Nie wierzę już w nic...
                        Wszystko mi zabrał co dobre...i chce abym żyła dalej i była
                        szczęśliwa...bez niego....
                        Czas się przestawić na siebie..
                        • a.niech.to Re: Bo trzeba przeżyć... 16.08.07, 20:50
                          donataa25 napisała:

                          > Czas się przestawić na siebie..
                          Nie masz alternatywy. Bilet w jedną stronę, czy co Ci jeszcze tu
                          głupiego naklepać? Wszystko i tak odbierzesz jako puste słowa. On
                          nie jest dla Ciebie - może tak?
                          • donataa25 Re: Bo trzeba przeżyć... 16.08.07, 20:55
                            Tak, powtarzam sobie to w kółko, że ja bez niego przecież mogę
                            istnieć..
                            On dokonał wyboru..i ja to musze zaakceptowac
                            • a.niech.to Re: Bo trzeba przeżyć... 16.08.07, 21:40
                              Rozum i serce, a to stanowczo nie sługa. Pewien rodzaj logicznego
                              mantrowania-zaklinania też pomaga.
                            • z_mazur Drobna poprawka 17.08.07, 07:55

                              > Tak, powtarzam sobie to w kółko, że ja bez niego przecież mogę
                              > istnieć..
                              > On dokonał wyboru..i ja to musze zaakceptowac

                              Dla własnego dobra POWINNAŚ to zaakceptować, ale nie musisz, już nic
                              nie musisz. To całkiem fajna świadomość.
                              • a.niech.to Re: Drobna poprawka 17.08.07, 08:00
                                z_mazur napisał:

                                > Dla własnego dobra POWINNAŚ to zaakceptować, ale nie musisz, już
                                nic
                                > nie musisz. To całkiem fajna świadomość.
                                A może wszystko. To dopiero dobre.
                      • rafanetka Re: Bo trzeba przeżyć... 16.08.07, 20:43
                        Umiera ostatnia i bardzo powoli. Ja nadal nią żyje, choć wiem, ze to
                        nie ma sensu i tłumaczę sobie, że to sensu nie ma. Potrafie napisać
                        w głowie niezłe scenariusze powrotu. Ale one sa bardziej nierealne
                        niż brazylijskie seriale.Damy rade, będzie błekitnie niebo, w
                        deszczu będzie cudna tęcza na nim, w nocy piekne gwiazdy, a w dzień
                        zajaśnieje słońce. To przed nami. Będzie dobrz, musi smile)
                        • donataa25 Re: Bo trzeba przeżyć... 17.08.07, 09:45
                          Wczoraj nie płakałam..i przespałam całą noc.... I starczy użalania
                          sie nad sobą...
                          • mar-tsin Re: Bo trzeba przeżyć... 17.08.07, 10:24
                            No to wychodzimy na prostą smile)))
Inne wątki na temat:
Pełna wersja