dziś się chyba wypaliłem, zgasłem...

15.08.07, 12:12
ile to już razy, ale ciągle odwlekałem tą decyzję, bo ...chyba nie umiem żyć bez moich córek. Bez żony już tak, nawet lepiej się czuję, gdy jej nie widzę i nie oglądam, przestaje dbać o siebie, więc tym gorzej dla niej. Dziś i wczoraj usłyszałem zbyt wiele raniących słów, przy okazji w dużej części nieprawdziwych , wymyślonych. Wyjechała na plażę z dziećmi, ja cały czas się trzęsę, ona może też, ale nie umiem już rozmawiać, nie mogę na nią patrzeć, to chyba taki moment ,kiedy czas coś zrobić a nie tylko myśleć lub rozmawiać. Boję się. Wiem ,że będzie ciężko, ale może potem będzie lżej.
    • sylwiamich Re: dziś się chyba wypaliłem, zgasłem... 15.08.07, 12:14
      Przytulam...bo co więcej można zrobić czy powiedzieć?
    • sbelatka Re: dziś się chyba wypaliłem, zgasłem... 15.08.07, 12:20
      tylko myślec - to na pewno czas przestać
      tylko rozmawiać - szczegolnie jeśli Wam to "nie idzie" - to tez zbyt
      mało

      jesli nie masz pewności, ze NA PEWNO NIE CHCESZ juz byc z ta
      kobieta - to szukajcie pomocy..
      w takich razach zawsze warto spróbowac terapii małżeńskiej

      rozwieźć sie zawsze zdążysz..
      a ja w twoich słowach nie znalazłam niczego co by sprawiło, że
      pomyślalam sobie .. no tak, nie mają szans..

      oczywiscie to nie moje odczucia sa tu decydujące..
      i oczywiscie nie podales żadnych szczegółów...

      pisz do nas
      sa wśród nas tacy, którzy sie zastanawiaja nad rozwodem, rozwodzą,
      juz rozwiedli i nie moga sie jeszcze pzobierac i tacy, ktorzy juz
      znowu widza swiat we wszystkich kolorach..

      pozdrawiam
      • jakotakodobry Re: dziś się chyba wypaliłem, zgasłem... 15.08.07, 12:36
        terapie były, ale żona twierdzi, że terapeuci to durnie, bo co drugi też rozwiedziony, albo ma trzecią żonę... Nie jestem aniołem, ale jestem aż tak dobry, że mam jedno skrzydło. Moja główna wada to wybuchowość i "rzucenie " paru słów w eter, co mnie boli. Ale za chwilę po burzy, natomiast małżonka pamięta dokładnie co było 12.06.1995, 04.01.1999, 13.11.2003 itd. Może ma nagrania?smile Chce kontrolować wszystkie moje pomysły, myśli, zamiary... A ja: opisując zmywam, sprzątam, robię b. dużą część zakupów, starszą córkę do szkoły, jak młodsza chora , to ja zostaję w domu, ja do lekarza, ja spać nie mogę z tego powodu. Nie palę , nie piję nawet kropli miętowych, kupuję czasem kwiatki, czasem też burknę coś, ale nie zawsze mam dobry dzień, zawsze dla mnie najważniejszy był DOM, częściej w czynach, bo słowa mniej ważne, ale i tych nie brkowało. Zrobiłem się na Anioła? Ale nie o to chodzi. Chodzi o dostrzeżenie tego ze strony żony i docenienie, a nie przejście do porządku dziennego, bo tak musi być. I na deser słowa teściowej :" A co on łaskę robi, że się dziećmi zajmie?".
        • for_look Re: dziś się chyba wypaliłem, zgasłem... 15.08.07, 12:48
          Witaj,
          Myślę, ze wiem o co Ci chodzi....co chcesz powiedzieć. Jeśli ta myśl
          dojrzewa, daj jej dojrzeć. Nie rób nic w emocjach.
          Jeśli już, zapewniam Cie....dasz radę. Z czasem będzie tylko lepiej.
          pozdrawiam i trzymam.
        • anbale Re: dziś się chyba wypaliłem, zgasłem... 15.08.07, 13:29
          Myślę, że mozna być najlepszym człowiekiem na Ziemii, ale jesli nie trafi się na
          kogoś dla kogo to jest ważne, kto potrafi dostrzec wartość we wszystkich tych
          zaletach- to faktycznie nie ma to większego znaczenia. Bo większość naszych
          zalet staje się zaletami dopiero w relacjach z kimś drugim, kto dostrzega w tym
          dla siebie jakieś "korzyści". Dla kogoś kto nie widzi w nich "wartości"- nie
          istnieją one w ogóle, nawet mogą być postrzegane jako wady.
          Widocznie dla Twojej żony prezentujesz akurat nie ten wachlarz zalet osobistych,
          które ona ceni. Spróbuj może jakoś się od niej oddalić fizycznie, jakaś
          wyprowadzka czy coś, nie oddalając się "duchem". Nie żeby od razu rozwód albo
          inna baba- ale czasem takie posunięcią działają jak kubeł zimnej wody gdy
          wszystkie inne metody zawiodły.
        • akacjax Re: dziś się chyba wypaliłem, zgasłem... 15.08.07, 15:09
          Hej, czy Ty pracujesz domowo, zajmujesz się dziecmi po to, by to żona zauważyla i doceniła? czy po prostu taka jest potrzeba tych działań.
          Do tego jesteś wybuchowy, więc zapewne przypominasz o tym, co robisz na okrągło.

          Żona może również jest wybuchowa i rzuca ostre słowa, które Ciebie ranią tak samo, jak Twoje słowa żonę.
          Piszesz, że żona nie widzi szansy na terapię, bo terapeuci np. rozwiedzeni. No przykre, gdy rozwód przekreśla człowieka...ale nie o to chodzi. Czy może raczej blokuje ją niezgodność tego z wyznawną religią? Istnieją takie centra pomocy dla rodzin przy kościołach.

          A poza tym, czy Ty wiesz, czego chce żona? o co jej chodzi?

          • jakotakodobry Re: dziś się chyba wypaliłem, zgasłem... 15.08.07, 16:49
            Do Akacjax:

            wiary to mi tu nie mieszaj, bo nie ma ona nic wspólnego, a ksiądz to może pomóc głodującemu, a nie rozpadającemu się związkowi, bo raczej wielkiego doświadczenia nie ma. Nie pracuję domowo i nie wypominam tego. Raczej czasem tylko przypomnę,że moja praca jest również cokolwiek warta, a bywa to lekceważone( bo co ja tam wielkiego robię, tylko sklepikarzem jestem), kiedy żona niesie siatkę z zakupami i mówi, że pada z nóg. Pracuje w sferze budżetowej, więc raczej pracę ma umiarkowanie ciężką. Ja mam swoją firemkę i dlatego nienormowany czas pracy, tyle, że pragnę czasem też docenienia i ciepłego słowa .Facet nie kamień, jak widocznie myślisz. Poza tym nie opisałem tu wszystkiego, więc bez ocen proszę.
            • z_mazur Re: dziś się chyba wypaliłem, zgasłem... 15.08.07, 17:46
              W całym tym opisie uderzyło mnie jedno. Ty dla niej po prostu przestałeś być facetem.

              Kobieta jest w stanie wybaczyć mężczyźnie wiele, ale nie to, że on przestaje być facetem. I nie chodzi mi o to czy Ty pomagasz w domu, czy nie, to wcale nie uwłacza męskości. Chodzi mi o ogólne podejście do niej jako kobiety. Utraciłeś to co pociąga kobiety w mężczyznach, pomysł na życie, styl tego życia i poczucie kontroli nad nim. Przestałeś być oparciem i opoką. W tym co piszesz nie czuć szacunku do samego siebie i poczucia własnej wartości. No i dlatego Twoja żona tak Cię traktuje.
              • sbelatka z_mazur 15.08.07, 18:11
                no naprawde...to nie jest takie proste...

                i uwierz mi, nie masz pojęcia czego kobiety nie moga a co moga
                wybaczyc facetom
                tak jak i ja nie mam
                i jak oboje nie wiemy co jakis facet mże wybaczyc kobiecie a czego
                już nie..

                bo to ZAWSZE są jednostkowe sprawy...

                precz z generalizacją!!
                raz i na zawsze...

                jak Cie lubie oczywiście smile
                • z_mazur Re: z_mazur 15.08.07, 18:19
                  I wzajemnie. wink

                  Nie mam specjalnie teraz czasu na głębszy wywód, ale tak to mniej więcej wygląda.

                  Kobieta oczekuje, że jej mężczyzna będzie FACETEM, jeśli z różnych przyczyn przestaje nim być, to kobieta traci do niego szacunek i to wywołuje w niej frustrację, a negatywne emocje nią wywołane kierowane są do obiektu tej frustracji czyli tego faceta. Jej coś ewidentnie przeszkadza, tylko ona sama nie wie co, a już na pewno nie potrafi tego powiedzieć mężowi.

                  Oczywiście generalizowanie nie jest najlepszym sposobem opisywania rzeczywistości. To powyższe i mój poprzedni post to moja własna opinia. smile
                  • sbelatka Re: z_mazur 15.08.07, 18:33
                    nie zapominajmy jednak o bagażu wleczonym za soba z rodziny
                    pochodzeniowej...
                    i wpływie srodowiska ( a na rózne sposoby ono wpływa)

                    totez nadal twierdzę, że nie jest to takie proste..

                    a skąd Ty tyle wiesz o tym co kobiety myslą i/lub czują????
                  • jasminowo Re: z_mazur 15.08.07, 19:23
                    Róznie to bywa z tą świadomością kobiet co to znaczy w jej mniemaniu
                    być facetem dla niej. Dla róznych kobiet pewnie ma różne znaczenie
                    ale zapewne jeżeli traci szacunek dla niego to w tym znaczeniu
                    przestaje być dla niej właśnie owym facetem. Coś jest w Twoim
                    myśleniu... jakoś tak czuję tę wypowiedź, to, że jest ukorzeniona w
                    jakichś prawdach... do przemyślenia...
                  • tricolour Teraz będzie przekonywał wszystkich... 15.08.07, 23:01
                    ... nawet kobiety, że wiesz lepiej co wolą kobiety?

                    Obawiam się, że wkładasz łeb pod gilotynę... teoretycznej wiedzy nie popartej
                    doświadczeniem. Znacznie bezpieczniej mieć własny pomysł na siebie.

                    smile)
                    • z_mazur Re: Teraz będzie przekonywał wszystkich... 15.08.07, 23:30
                      A skąd wiesz, że to teoretyczna wiedza...? wink

                      Nikogo do niczego nie przekonuję, wyraziłem opinię i tyle.

                      smile))
                      • tricolour Kiedy ślub? 15.08.07, 23:32
                        • z_mazur Re: Kiedy ślub? 15.08.07, 23:40
                          Boszzz... z kim i dlaczego???

                          Chyba czegoś nie zrozumiałem.
                          • tricolour Myślałem, że wiedzę o kobietach wywiodłeś z... 15.08.07, 23:42
                            ... jakiejś kobiety, skoro mówisz, że nie jest to wiedza teoretyczna...

                            smile)
                            • z_mazur Re: Myślałem, że wiedzę o kobietach wywiodłeś z.. 15.08.07, 23:43
                              Bo to z jednej... wink

                              Ale ta konkretna nauka wynika z rozpadu mojego małżeństwa.
                              Ja po prostu też dla mojej byłej żony na pewnym etapie przestałem być facetem.
                              • tricolour Nie tylko Ty... 15.08.07, 23:44
                                smile))
                                • z_mazur Re: Nie tylko Ty... 15.08.07, 23:47
                                  To mnie tylko odrobinę pociesza... smile))
                              • a.niech.to Re: Myślałem, że wiedzę o kobietach wywiodłeś z.. 17.08.07, 11:42
                                z_mazur napisał:

                                > dla mojej byłej żony na pewnym etapie przestałem być facetem.
                                Z odczytywaniem kobiecości przez faceta jest dokłanie tak samo.
                      • ataharika Re: Teraz będzie przekonywał wszystkich... 15.08.07, 23:33
                        Jako kobieta mogę potwierdzić, że w tym co twierdzi z_mazur może być
                        jakieś ziarenko prawdy. (i zarzewie obopolnej frustracji) smile
                  • a.niech.to Re: z_mazur 17.08.07, 11:38
                    z_mazur napisał:

                    > Oczywiście generalizowanie nie jest najlepszym sposobem opisywania
                    rzeczywistoś
                    > ci.
                    Żeby ją jednak w sposób uporządkowany opisać, nie da się jej
                    uniknąć.
                    >
                    >
            • akacjax Re: dziś się chyba wypaliłem, zgasłem... 15.08.07, 21:02
              Ni chodziło mi o wspomaganie się księdzem, ale psychologami z poradni , które reprezentuja katolickie poglady-bo być moze to wolałaby żona.
              Co do pracy domowej mam na mysli zwykłe codzienne czynności niezbędne do życia-a pisze o nich, więc jakos są dla Ciebie ważne.

              Facet nie kamień, jak wi
              > docznie myślisz.

              A mówią, ze jak kobieta chciał by facet okazał jej uczucia-to jej auto umył.

              Mówiąc wprost-czy powiedziałeś(spokojnie, bez wybuchu) żonie czego byś pragnął od niej? Czy oboje jesteście tak nakręceni, ze już nie możecie sami rozmawiać, a Ty nawet napisałaeś o swoim problemie na rozwodowym forum?
              Czy mógłbys wysłuchać czego żona chce od Ciebie? Pytałeś ją o to? Czy to raczej wygląda tak, ze irytuje Cię każde jej słowo, jej obecność nawet?


              Co do tego ile napisałeś-tyle ile chciałeś, ja piszę tylko na podstwie tego, co odbieram z tego tekstu.

              Myślę, że ciśnienie miałeś podniesione, gdy komentowałeś mój post.
              • a.niech.to Re: dziś się chyba wypaliłem, zgasłem... 17.08.07, 11:50
                akacjax napisała:

                > Mówiąc wprost-czy powiedziałeś(spokojnie, bez wybuchu) żonie czego
                byś pragnął
                > od niej? Czy oboje jesteście tak nakręceni, ze już nie możecie
                sami rozmawiać,
                > a Ty nawet napisałaeś o swoim problemie na rozwodowym forum?
                > Czy mógłbys wysłuchać czego żona chce od Ciebie? Pytałeś ją o to?
                Czy to raczej
                > wygląda tak, ze irytuje Cię każde jej słowo, jej obecność nawet?
                Jeśli byłyby między nimi zerwane linie komunikacji, z Bogiem sprawa.
                Jest duża szansa na dobre efekty działań naprawczych. Jeśli
                natomiast to drugie - czarno widzę. Nie stworzy się niczego
                wartościowego bez pozytywnej motywacji.
        • jasminowo Re: dziś się chyba wypaliłem, zgasłem... 15.08.07, 17:43
          Chyba piszesz o moim eksie... Kiedy mówiłam - robię to, dlaczego
          tego nie widzisz - odpowiadał - nie musisz...
          Nic mądrego Ci nie powiem, ale na pewno ból słabnie... niezależnie
          od decyzji.
        • jaga316 Re: dziś się chyba wypaliłem, zgasłem... 16.08.07, 01:18
          Nie ma idealnych rozwiązań, jeżeli nic nie zrobisz stracisz do końca
          szacunek do samego siebie, depresja i rezygnacja zblokuje chęć
          zmiany, z własnego doświadczenia wiem, iż taki stan może trwać
          bardzo długo, dzień po dniu odbierać nam nadzieję, aż zdaży się
          sytuacja gdy uznamy że już dłużej tak nie da rady, że wszystko co
          przed nami, nawet to najbardziej niewiadome i przerażające będzie
          lepsze niż sytuacja w której tkwimy. Mnie pomogła rodzina i
          przyjaciele, Choć minęło sporo czasui i często nie jest lekko
          stopniowo odzyskuję szacunek do samej siebie. Ty też dasz radę Mocno
          trzymam kciuki. Nie jesteś sam, rozejrzyj się tylko, wokół siebie
          masz kilku życzliwych ludzi, musisz ich tylko zauważyć.
    • magda210682 Re: dziś się chyba wypaliłem, zgasłem... 15.08.07, 12:56
      Nie mam pojecia co napisać. Wiec pozwol ze cie tylko przytule...
    • movisz Re: dziś się chyba wypaliłem, zgasłem... 15.08.07, 18:58
      Moja główna wada to wybuchowość i "rzucenie " paru słów w eter, co
      mnie boli. Ale za chwilę po burzy, natomiast małżonka pamięta
      dokładnie co było 12.06.1995, 04.01.1999, 13.11.2003 itd. Może
      ma nagrania?smile Chce kontrolować wszystkie moje pomysły, myśli,
      zamiary... A ja: opisując zmywam, sprzątam, robię b. dużą
      część zakupów, starszą córkę do szkoły, jak młodsza chora , to ja
      zostaję w domu, ja do lekarza, ja spać nie mogę z tego
      powodu. Nie palę , nie piję nawet kropli miętowych, kupuję czasem
      kwiatki, czasem też burknę coś, ale nie zawsze mam dobry
      dzień, zawsze dla mnie najważniejszy był DOM, częściej w czynach,
      bo słowa mniej ważne, ale i tych nie brkowało. Zrobiłem
      się na Anioła? Ale nie o to chodzi. Chodzi o dostrzeżenie tego ze
      strony żony i docenienie, a nie przejście do porządku
      dziennego, bo tak musi być. I na deser słowa teściowej :" A co on
      łaskę robi, że się dziećmi zajmie?".

      Wybuchowosc to duza wada. Zakladam ze po kazdym takim wybuchu
      pamietales przeprosic osobe obsypana wybuchem bo to dla ciebie
      slowa sa mniej wazne a dla innych bardzo.
      Wybacz ale z tego postu wyglada jakbys jednak robil laske ze
      sprzatasz, robisz zakupy, opiekujesz sie dziecmi. Przeciez z
      zakupow korzystasz ty i twoje dzieci a posprzatane jest takze dla
      ciebie i twoich dzieci. Domyslam sie ze zona w takim razie nie robi
      nic skoro czujesz sie wykorzystywany.
      A to ze nie pijesz i nie palisz to dla twojego zdrowia nie dla jej.
      No chyba ze chcesz zrobic jej na zlosc to zacznij pic i palic.

      >>>czasem też burknę coś, ale nie zawsze mam dobry dzień, zawsze
      dla mnie najważniejszy był DOM<<<

      Dom to tez zona i skoro najwazniejszy to nie narzekaj sie ze cos
      tam robisz
      Zony tez nie zawsze maja dobry dzien. Czyli jestescie kwita.
      Jeszcze raz kup jej kwiatki, dajcie se buzi zapros do kina i juz.
      Przynajmiej bedzie miala okazje zadbac o siebie
      • ataharika Re: dziś się chyba wypaliłem, zgasłem... 15.08.07, 20:28
        Cóż, ja też pamietam w szczegółach dlaczego odeszłam kiedys od
        chłopaka- gotował, sprzątał po sobie, zarabiał, czasem kupił
        kwiatka, "prawie" ideał... gdyby nie to, że co jakis czas negatywnie
        się nakręcał kumulowa swoje żale "dlaczego ja go nie doceniam jak on
        się przecież stara" i robił awantury - jazdy z wykrzykiwaniem
        zarzutów i machaniem rękami nade mną. Świetna terapia, żeby się
        błyskawicznie w nim odkochać...

        wypisujesz ile robisz w domu... czy uwazasz, ze się poświęcasz a
        nie, że to normalne jest?

        może przesan tak dbać o dom, a zacznij dbać o związek...
        • jakotakodobry Re: dziś się chyba wypaliłem, zgasłem... 15.08.07, 20:41
          chyba zacznę dbać bardziej o siebie...o to chodzi.
          • ataharika Re: dziś się chyba wypaliłem, zgasłem... 15.08.07, 21:03
            Cóż, gdybyś miał mocne poczucie własnej wartości to nawet trudny
            charakter żony by go nie naruszył... Może nad tym popracuj? Czujesz
            się niedowartościowany, czy zawsze miales z tym problem ?

            Ponadto- do wczesniejszej odpowiedzi chyba Akacji : mylisz się,
            wiara jest bardzo istotna w pomaganiu w przezwyciężaniu małżenskich
            kryzysów, nawet gdy w malzenstwie osobą wierzącą jest tylko jedna
            osoba, ..kierunkowe rekolekcje, wsparcie psychologiczne, itd tylko
            trzeba poszukac odpowiednich księzy, np przy duszpasterstwach
            rodzin.
            Ale jeśli Ty stwierdzasz ze "a cóż ksiądz może" .. to znaczy, ze dla
            ciebie wiara nie jest istotna. Mam tylko nadzieję , ze to nie na
            tej samej zasadzie co stwierdzenie żony "a cóż taki psycholog.
            może"...

            ps.
            Sam wiesz, czy zrobiłeś juz wszystko by mogło być inaczej.
          • akacjax Re: dziś się chyba wypaliłem, zgasłem... 15.08.07, 21:05
            Radzą Ci zadbaj o związek-a Ty-zadbam o siebie-o związek też nalezy dbać, no, chyba, że już się podjęło decyzję, ze to koniec. Ale wtedy pozostaje dbanie o wzajemne relacje, by się po prostu nie ranić dodatkowo.
            • jasminowo Re: dziś się chyba wypaliłem, zgasłem... 15.08.07, 21:46
              Zadbaj o siebie! Jakaś taka myśl mnie naszła, że gdyby to wszystko
              napisala kobieta uzyskałaby inne opinie... Jeżeli jesteś
              niedowartościowany jak ktoś sugerował - szukaj tej wartości. I
              najważniejsze - co do dzieci - kazdy łachy nie robi, że się nimi
              zajmuje. Ale każda ze stron powinna zauważać, że druga coś robi. Nie
              jest oczywiste, że robi obiad, zakupy, sprząta. Docenianie to jedno
              z najważniejszych rzeczy w związku. Masz prawo do doceniania tego co
              robisz. Dziękuję. Fajnie, że jesteś. Jestem z Ciebie dumna...
              Niewiele trzeba. I masz prawo to otrzymać. Ktoś skrytykowal to, że
              nie chcesz skorzystać z pomocy księdza. I że to analogiczne do tego,
              że ona z psychologa. Ale czy ona chce? I z całym szacunkiem do osób
              wierzących - to nie to samo.
              • ataharika Re: dziś się chyba wypaliłem, zgasłem... 15.08.07, 22:25
                jasminowo napisała:

                > Masz prawo do doceniania tego co
                > robisz. Dziękuję. Fajnie, że jesteś. Jestem z Ciebie dumna...

                Mysle, ze do tego maja prawo obie strony w związku.
                Jesli ktoras strona ma z tym problem (z róznych rodzin sie wychodzi
                do tworzenia własnej) to druga moze ją tego nauczyć... ale tylko gdy
                jeszcze jest miedzy nimi zyczliwosc i milość.
                Wydaje mi sie, ze niektore związki żle się zaczynają, od
                nierownosci, wysiłkowego starania lub poswięcania sie ktorejs ze
                stron - ktore tylko ona uwaza za poswiecenie,.. a potem trudno wyjśc
                poza tryby w których się tkwi.
                Brak poczucia własnej wartosci i brak pracy nad tym zapobiegajacy
                wejsciu w schemat ofiara-kat, potrafi bardzo utoksycznic związek.


                > Niewiele trzeba. I masz prawo to otrzymać. Ktoś skrytykowal to, że
                > nie chcesz skorzystać z pomocy księdza. I że to analogiczne do
                tego, że ona z psychologa. Ale czy ona chce? I z całym szacunkiem
                do osób wierzących - to nie to samo.

                Nie krytykuję, ze nie chce skorzystac z pomocy księdza, bo nie wiem
                czy jest wierzacy. Ale reakcje autora na pytanie akacji uważam za
                nieproporcjonalna a do tego niemądrą(odrzuca księdza bo nie jest
                żonaty?), bo znam takie malzenstwo ktoremu wiara bardzo pomogla
                przetrwac. Jesli się chce ratowac małżenstwo próbuje się wszelkich
                kanałów.. Ale wydaje mi się, ze autor już powziął decyzję i nie
                szuka tu pomocy do ratowania małżenstwa tylko do utwierdzenia się w
                jedynej słuszności rozwodu.
                Jako kobieta mogę interpretowac prawdopodobne odczucia-zachowania i
                wczuc sie bardziej w rolę żony. Moze mężczyźni na forum powiedzą
                wprost : rozwiedź się to wina żony i tyle. Jak na razie autor
                powiedział, ze on sie stara a zona go nie docenia, przestali
                rozmawiać i ciągle się kłócą. Czy to wystarczające dane by mu
                sugerować : tak, nie ma szansy na uratowanie malzenstwa? Jesli sie
                juz nie kochaja ani nawet nie lubią, to pewnie nie ma...
                Pytanie jest, czy autora interesuje jeszcze jakakolwiek proba
                zrozumienia swojej zony czy tak się juz nakręcili na siebie
                negatywnie(z pomocą tesciowej?), że oboje czują do siebie tylko
                niechęć i wstręt. Jeśli to drugie, to nie ma na co czekać tylko
                sprobowac sie w zgodzie rozejsc, bo dzieci wychowywane w takiej
                atmosferze maja potem chore emocje.
                Poza tym, forum jest dobrym miejscem by pocwiczyć normalną rozmowę z
                żoną i niereagowanie wybuchem na jej zarzuty (tu: nasze pytania).
                Warto spojrzec na siebie oczami pretensji i zarzutów drugiej strony
                i uznac, ze tam tez jest prawo do bolu i żalu za coś, chocby po to,
                zeby przestac sie kłocic, zacząc rozmawiać i próbowac go zmniejszyc.
                Rozstanie w stanie permamentnej wojny nie jest idealnym rozwiązaniem
                tym bardziej, ze są dzieci.
                • jasminowo Re: dziś się chyba wypaliłem, zgasłem... 15.08.07, 22:36
                  ataharika napisała:

                  > jasminowo napisała:
                  >
                  >
                  >
                  > Mysle, ze do tego maja prawo obie strony w związku.

                  Oczywiście. Z czego wnioskujesz, że on jej nie docenia?


                  > Jesli ktoras strona ma z tym problem (z róznych rodzin sie
                  wychodzi
                  > do tworzenia własnej) to druga moze ją tego nauczyć...

                  Może ale nie ma takiego obowiązku. Powinny się pobierać osoby
                  znające siebie, dojrzałe. Wiemy, że to bardzo trudne ale nie mozemy
                  oczekiwać że ktoś nas nauczy. Sami musimy o to zadbać.


                  > Wydaje mi sie, ze niektore związki żle się zaczynają, od
                  > nierownosci, wysiłkowego starania lub poswięcania sie ktorejs ze
                  > stron - ktore tylko ona uwaza za poswiecenie,.. a potem trudno
                  wyjśc
                  > poza tryby w których się tkwi.
                  > Brak poczucia własnej wartosci i brak pracy nad tym zapobiegajacy
                  > wejsciu w schemat ofiara-kat, potrafi bardzo utoksycznic związek.
                  >
                  Zgadzam się z Tobą.

                  >
                  >
                  > Nie krytykuję, ze nie chce skorzystac z pomocy księdza, bo nie
                  wiem
                  > czy jest wierzacy. Ale reakcje autora na pytanie akacji uważam za
                  > nieproporcjonalna a do tego niemądrą(odrzuca księdza bo nie jest
                  > żonaty?), bo znam takie malzenstwo ktoremu wiara bardzo pomogla
                  > przetrwac. Jesli się chce ratowac małżenstwo próbuje się wszelkich
                  > kanałów..

                  Ja nie skorzystałabym z rady ksiedza (nie jestem katoliczką) ani
                  osoby duchownej z innego wyznania ale oczywiście uważam, że
                  niektórym może taka osoba pomóc. Do tego jednak trzeba wiary. Wiary
                  duchowej tak jak trzeba "wiary" naukowej, żeby skorzystać z pomocy
                  psychologa...

                  Ale wydaje mi się, ze autor już powziął decyzję i nie
                  > szuka tu pomocy do ratowania małżenstwa tylko do utwierdzenia się
                  w
                  > jedynej słuszności rozwodu.

                  Możliwe...

                  > Jako kobieta mogę interpretowac prawdopodobne odczucia-zachowania
                  i
                  > wczuc sie bardziej w rolę żony.

                  To ja jako kobieta chyba mało kobieca jestem wink bo mnie wsie rawno
                  jaka płeć się wypowiada smile

                  Moze mężczyźni na forum powiedzą
                  > wprost : rozwiedź się to wina żony i tyle.

                  Mam nadzieję, że nie, bo nikt nie ma prawa tak mówić!

                  Jak na razie autor
                  > powiedział, ze on sie stara a zona go nie docenia, przestali
                  > rozmawiać i ciągle się kłócą. Czy to wystarczające dane by mu
                  > sugerować : tak, nie ma szansy na uratowanie malzenstwa?

                  Jak powiedziałam wyżej - nie.

                  > Pytanie jest, czy autora interesuje jeszcze jakakolwiek proba
                  > zrozumienia swojej zony czy tak się juz nakręcili na siebie
                  > negatywnie, że oboje czują do siebie tylko
                  > niechęć i wstręt.

                  mhm... nie wiemy tylko co czuje ona...
                  z drugiej strony to nie ona szuka tu wsparcia lecz on

                  > Warto spojrzec na siebie oczami pretensji i zarzutów drugiej
                  strony
                  > i uznac, ze tam tez jest prawo do bolu i żalu za coś, chocby po
                  to,
                  > zeby przestac sie kłocic, zacząc rozmawiać i próbowac go
                  zmniejszyc.
                  > Rozstanie w stanie permamentnej wojny nie jest idealnym
                  rozwiązaniem
                  > tym bardziej, ze są dzieci.

                  Zgadzam się.
                  • ataharika Re: dziś się chyba wypaliłem, zgasłem... 15.08.07, 23:03
                    jasminowo napisała:

                    > > Mysle, ze do tego maja prawo obie strony w związku.
                    >
                    > Oczywiście. Z czego wnioskujesz, że on jej nie docenia?

                    nie mam pojęcia (Ty tez) jak on ją traktuje, doczytałam jedynie, ze
                    czasem kupi kwiatka, czasem nawet cos burknie(??), i bywa wybuchowy
                    o czym szybko zapomina wink


                    > > Jesli ktoras strona ma z tym problem (z róznych rodzin sie
                    > wychodzi
                    > > do tworzenia własnej) to druga moze ją tego nauczyć...
                    >
                    > Może ale nie ma takiego obowiązku. Powinny się pobierać osoby
                    > znające siebie, dojrzałe. Wiemy, że to bardzo trudne ale nie
                    mozemy
                    > oczekiwać że ktoś nas nauczy. Sami musimy o to zadbać.


                    no proszę Cię...) między "powinno" a "jest" bywają urwiska nie do
                    przejscia. i to z obu stron...
                    często też się jest przekonanym, ze to "powinno" jest przypisane do
                    drugiej osoby a nie do mnie smile
                    mysle tez, ze duża dojrzałość jednej ze stron umozliwiłaby
                    dorośnięcie drugiej stronie. Ale na ogół to obie strony mają swoje
                    niedostatki i przez to wikłaja się w patową i nieprzyjemną
                    sytuację...


                    > Ja nie skorzystałabym z rady ksiedza (nie jestem katoliczką) ani
                    > osoby duchownej z innego wyznania ale oczywiście uważam, że
                    > niektórym może taka osoba pomóc. Do tego jednak trzeba wiary.
                    Wiary
                    > duchowej tak jak trzeba "wiary" naukowej, żeby skorzystać z pomocy
                    > psychologa...

                    Racja, w przypadku moich znajomych mocno wierzaca jest żona która
                    przemoca wręcz zaciągnęła niewierzacego męża na zamkniete
                    rekolekcje i co jakis czas je powtarzają. A juz mieli sie serdecznie
                    dosyć .. Natomiast przy próbie rozmowy razem z psychologiem tenże
                    mąż rozłożył psychologa na łopatki swoimi podchwytliwymi pytaniami i
                    z terapii nic nie wyszło .smile


                    > To ja jako kobieta chyba mało kobieca jestem wink bo mnie wsie rawno
                    > jaka płeć się wypowiada smile

                    Ja moze bardziej dlatego, ze tak jak żona autora pamięć mam dobrą smile
                    a cos co bardzo zraniło na długo potrafi utkwic w pamieci tym
                    bardziej jeśli nieprzeproszone..., do tego po moim "czasem
                    wybuchowym" chlopaku przez 3 lata balam się go potem spotkac na
                    ulicy tak mnie odkochał.


                    > Moze mężczyźni na forum powiedzą
                    > > wprost : rozwiedź się to wina żony i tyle.
                    > Mam nadzieję, że nie, bo nikt nie ma prawa tak mówić!

                    No dobra, przesadziłam .


                    > > Pytanie jest, czy autora interesuje jeszcze jakakolwiek proba
                    > > zrozumienia swojej zony czy tak się juz nakręcili na siebie
                    > > negatywnie, że oboje czują do siebie tylko
                    > > niechęć i wstręt.
                    > mhm... nie wiemy tylko co czuje ona...
                    > z drugiej strony to nie ona szuka tu wsparcia lecz on

                    No właśnie... nie możemy powiedzieć żonie co sądzimy o jej
                    zachowaniach... możemy tylko próbowac coś radzic autorowi, pokazac
                    inne spojrzenie, na siebie, na żonę, na sytuację itd... Bo ja
                    wierzę, że można się tak zapętlić w związku z niechęcią do siebie,
                    że juz nawet pytanie współmałżonka o pogodę bedzie odbierane jako
                    atak, zarzut, wredny napad czy cos w tym rodzaju...i tylko się
                    odpowie kłótnią... Jak sie żali nie wyjaśnia na bieżąco tylko
                    gromadzi w wielkie góry to potem sie juz nie jest w stanie tego
                    przebrnąć...

              • movisz Re: dziś się chyba wypaliłem, zgasłem... 15.08.07, 22:52
                W pewnym sensie masz racje. Po przeczytaniu pierwszej jego
                wypowiedzi pomyslalam, ze to wydra, nie dba o siebie, facet chce
                zadbanej. Kto by nie chcial?
                Ale druga wypowiedz jest typowa dla mezczyzny pokolenia moich
                rodzicow. Bijcie poklony bo ja cos robie w domu, nie pije i nie
                bije tylko czasami sie unosze. Jestem aniolem bo sprzatam i robie
                zakupy.
                Jakby kobieta to napisala to wzbudzilaby tylko smiech ze oczekuje
                uznania bo sprzata i robi zakupy a do tego nie pije i nie pali. Ona
                nie bylaby aniolem jedynie matka polka wykonujaca swoje obowiazki.
                Skonczyly sie czasy ze wystarczylo ze pan tylko byl.
                Nie ma co sie czuc pokrzywdzonym po prostu czasy sie zmienily i jak
                oboje pracuja zawodowo to i oboje pracuja w domu.
                A bohater naszego problemu jak najbardziej powinien zadbac o siebie
                bo w zdrowym ciele, zdrowy duch i jak zona nie chce isc z toba do
                kina to idz sam. Albo na plaze.
                Powodzenia i badz dobrej mysli.
                • jasminowo Re: dziś się chyba wypaliłem, zgasłem... 15.08.07, 23:06
                  To chyba my powinniśmy zacząć zmieniać podejście do tego, że to co
                  robimy w domu to rzecz oczywista... nie chodzi o bicie pokłonow ale
                  o szacunek... dlaczego kobieta mowiąca o tym, że nikt nie szanuje
                  jej za jej pracę w domu wzbudziłaby śmiech??? Każdy pracuje, kazdy
                  uznaje pracę drugiego. Ktoś powinien to zacząć uskuteczniać w życiu
                  codziennym... Każdy potrzebuje uznania. Nie tylko kobieta.
            • a.niech.to Re: dziś się chyba wypaliłem, zgasłem... 17.08.07, 11:56
              akacjax napisała:

              > Radzą Ci zadbaj o związek-a Ty-zadbam o siebie-o związek też
              nalezy dbać,
              Myślę, że w jego przypadku dbałość o siebie powinna zaskutkować
              poprawą relacji. Gdy przestanie czuć się wykorzystywany, stanie na
              pozycji równorzędnego partnera. Wtedy można by zobaczyć, co dalej.
          • markus_wak Re: dziś się chyba wypaliłem, zgasłem... 15.08.07, 23:35
            Odnoszę wrażenie że jesteś w takiej fazie uczuc mieszanych, którą zapewne
            większość nas przechodziła. Ja na pewno. Relacje z żoną nie do zniesienia,
            dzieci kochasz i jestes dla nich w stanie zrobić wszystko, więc przekraczasz
            taką podświadoma granicę podziału ról w domu poza którą zaczyna sie uczucie
            rozczarowania i wykorzystania przez żonę. I pytanie brnąć dalej, ale jak ? Furia
            w tobie narasta, nawiązać dialogu z żoną nie ma jak - terapeuci to idioci,
            manipulatorzy lub rozwodnicy, którzy tym samym sankcjonują rozwód, a ona rozwodu
            nie chce. Ona chce żebyś robił to co robisz tylko z usmiechem na ustach bo
            przeciez fajnie jest, a ojcowie to teraz bardzo często tak sie zajmują dziećmi i
            domem nie tracąc przy tym nic ze swej męskości, skuteczności łowcy kasy itd itp...

            Wg moich obserwacji życia, nie tylko swojego, jest to jeden ze schematów bardzo
            powaznego kryzysu relacji. I mam tylko nadzieje, że trafiłeś tu jeszcze w fazie
            protestu przeciwko swojej sytuacji domowej, a nie w stanie ducha, w którym żona
            nie jest Ci już potrzebna do niczego oprócz wspólnego sprawowania opieki nad
            dziećmi.

            Są sytuacje kiedy taka wygodnie ustawiona w domu żona potrzebuje tęgiego
            kopniaka w psyche, (tu Tri barwnie opowiada o takich typkach niewieścich i jak z
            nimi postępować wink ) zeby zrozumieć co sie z Tobą dzieje i jak to wygląda z
            Twojej perspektywy. W zasadzie ona nawet rozumie i dlatego broni się przed
            wizytami gdziekolwiek bo wie co tam usłyszy i ma nadzieje że jak zagra na czas
            to Tobie ta fala protestu minie. I będzie dalej jak jest , bo przeciez jest
            fajnie. Więc jeśli stac Cie na tego kopniaka to zrób go zanim Ci przestanie
            zależeć na żonie. Później będzie za późno na naprawę, a tak masz jeszcze szansę
            uniknąć drogi przez mękę jaką jest rozstanie z dziećmi - a będzie nieuchronne -
            i późniejsze próby odbudowania z nimi kontaktów. To jest horror - miej tego
            świadomość. Czasem nieunikniony - ale czy w Twoim przypadku nie masz innych dróg?

            Nie znoszę ckliwych haseł o ratowaniu rodziny , małżeństwa etc. Uważam, ze
            należy ratować związek, bo to związek z drugą dorosła osobą ( a nie dziećmi)
            jest wartością dla której decydujemy sie na małżeństwo. I gdy tego związku nie
            ma - małżeństwo traci sens. Więc jeśli jeszcze czujesz, że to co Cię łączy z
            żoną ma dla Ciebie wartość emocjonalna dodatnią ( wyszło mi tak matematycznie
            jakbym był matematykiem , hehe smile), i choć może jest chore i dalekie od Twoich
            oczekiwań, ale jeszcze czujesz, że to jest kobieta z która jesteś, a nie tylko
            masz z nią dzieci - to walcz.

            Bez złudzeń - przy Twoim stosunku do dzieci, życie z nimi na odległość to
            koszmar - zapewniam Cię, ze wiem o czym mówię. I sam musisz zdecydować, który
            dyskomfort będzie dla Ciebie bardziej do wytrzymania.

            Żeby było całkiem fair to dodam, że Ja kopac nie potrafiłem i nie chciałem.
            Uważałem i uważam, że partnerstwo to zrozumienie bez kopniaków, ale niektórzy
            lubią takie sado-maso i jak rozumiem potrzebują go nie tylko w łózku. Rozumiem,
            ale nie podzielam.

            A co robić? Jeśli się wyprowadzisz to dzieci będą strasznie cierpiały. Tego nie
            zmienisz. Może w sposób całkowicie świadomy użyj szantażu - ja Ci dam/ zrobię /
            umożliwię etc to czy tamto ale Ty najpierw idziesz ze mną na terapię ABY NAS
            RATOWAĆ. Próbuj nagradzać, bo jak powiesz że " jak nie, to ja sie wyprowadzam"
            to pewnie kobieta okopie Ci sie tak, że nie wystarczy ci cierpliwości i mleko
            sie wyleje do końca.

            Rezultaty moga być zaskakujące i dobrze, bo jak nic nie zrobisz to finał jest
            przewidywalny i niezbyt godny polecenia, choć bywa mniejszym złem.

            Pozdr. Markus
            • fammoni do markusa 17.08.07, 09:38
              czytam forum z doskoku ...
              Twój komentarz.. oddaje w pełni obraz mojego małżeństwa
              żyję z notorycznym kłamcą i alkoholikiem
              jesteśmy (ja jestem z nim) dla dzieci o które nie ma nawet zamiaru
              walczyć
              nie ma co ratować
              tak tylko chciałam podziękować Tobie...
              w kilku zdaniach ująłeś to czego ja nie jestem w stanie
              wyartykułować od wielu lat




              • tricolour Zamiast się zgadzać z Markusem... 17.08.07, 09:43
                ... zrób cos dla siebie i idź na terpaię dla współuzależnionych. Będąc dla
                dzieci (co za kretynizm???) z alkoholikiem wychowujesz chore dzieci.
                • fammoni do tri 17.08.07, 11:03
                  ja ciebie o radę nie prosiłam
                  i nie oceniam twojego postępowania

                  weź się i odpier...

                  niby siedzisz całe dnie na forum
                  pisujesz dziesiątki postów dziennie
                  a jednak...
                  gdybyś poświęcił trochę czasu na przeczytanie moich wcześniejszych
                  postów
                  to z pewnością byś doczytał, że chodzę na terapię dla
                  współuzaleźnionych od kilku miesięcy

                  i nie tobie oceniać moje zdolności wychowawcze



                  • tricolour Bardzo dobrze, że chodzisz na terapię... 17.08.07, 14:00
                    ... a jeszcze lepiej, że taka moja krytyka wyzwala złość - uczucie
                    energetyczne i inspirujące.

                    Jak już otworzysz oczy, to przestaniesz złościć się na świat, który
                    od dawna widzi to, co Ty tak chciałaś ukryć. Zaczniesz widzieć winę
                    alkoholika, a nie ludzi, którzy widzieli jak on pije. Zaczniesz
                    widzieć swoją winę polegającą na tkwieniu latami w chorym związku.
                    • fammoni Re: Bardzo dobrze, że chodzisz na terapię... 17.08.07, 15:10
                      ja się nie złoszczę na świat tylko na ciebie tri
                      a żeby tą złośc okazać to z małej litery walę jak zaobserwować można

                      nie schlebiaj sobie
                      to nie twoja krytyka moją złość wyzwala
                      ja złośliwa jestem z natury smile
                      o swoim chorym związku pisać nie będę bo nie chcę zaśmiecać wątku
                      a i sił nie mam na to
                      to i się na forum nie udzielam
                  • tricolour Mówiąc inaczej... 17.08.07, 14:11
                    ... z chodzenia na terapię może nic nie wynikać. Leczenie ma być
                    skuteczne, a jedynym rozwiązaniem jest odizolowanie siebie i dzieci
                    od alkoholika: rozwód.

                    Innej drogi nie ma jeśli on będzie pił nadal.

                    PO kilku miesiącach terapii powinnaś mieć już swiadomość takigo
                    rozwiązania i przygotowywać się do wyjścia z chorego związku. A
                    nadal piszesz, że żyjesz z alkoholikiem...
                    • fammoni Re: Mówiąc inaczej... 20.08.07, 09:25
                      wiesz tri
                      twoje rady są powalające ale czasami chyba powinieneś się dwa razy
                      zastanowić zanim napiszesz te swoje złote myśli

                      nic nie jest takie proste jak się wydaje
                      i nie wystarczy pstryknąć palcami i nagle życie z alkoholikiem pod
                      jednym dachem przemienia się w spokojne życie z dziećmi bez
                      alkoholika
                      bez rozwijania tematu

                      ja mam świadomość tego co robie i rozwiązań mojej sytuacji i z
                      pewnością nie oczekuję w tym momencie rad...szczególnie od ciebie
                      co oczywiście nie zmienia faktu, że jako reprezentujący jedynie
                      słuszny światopogląd i znający się na wszystkim..udzielisz mi
                      jeszcze kilku cennych wskazówek co do mojego życia z alkoholikiem

                      pasuję
                  • nangaparbat3 Fammoni 17.08.07, 14:36
                    Poznałam niedawno pana, który jest niepijacym alkoholikiem, dzialaw AA.
                    Opowiadal, ze u niego leczenie zaczęlo sie od zony - to ona pierwsza poszła na
                    grupe al anon. On sie zacząl leczyc później, jak mowi dzieki temu, ze ona
                    zmieniła swoje postępowanie. Chociaz wcale nie stalo sie to od razu.
                    Nie rozwiedli się. Kiedy on mowi o zonie i małzeństwie, twarz mu sie rozswietla
                    i po prostu ma na niej wypisane, ze kocha zone i ze jest szczęśliwy.
                    Gorąco Cie pozdrawiam i z calego serca zyczę, zeby i u Was tak sie potoczyło.
                    • a.niech.to Re: Fammoni 17.08.07, 14:50
                      Coś się dzisiaj do Ciebie lepię. Znam podobną parę. Nie tylko były
                      trunkowy jest szczęśliwy, jego żona także. Wytaszczyła go z
                      alkoholowego zalewu na własnych plecach. Pomocą slużyła jej jakaś
                      kościelna organizacja. Przerasta moje wyobrażenie przejście przez
                      piekło życia z agresywnym- nierobem- alkoholikiem, zachowując...No
                      właśnie co? Miłość chyba?
                    • fammoni Re: Fammoni 17.08.07, 15:15
                      dziękuję Ci bardzo chociaż ja WIEM, że Mi JUŻ NIE ZALEŻY na
                      ratowaniu związku i wyciąganiu m z alkoholizmu

                      teraz czekam aż ta świadomość będzie motorem podjęcia działania z
                      mojej strony
                      na razie marazm przeplatany z buntem i ...szkoda pisać

    • tricolour A czego Ty bracie oczekujesz? 15.08.07, 23:10
      Że za sprzątanie i robienie zakupów medal dają? Nie dają i nie będą dawać.

      Możesz jednak zrobić wiele dla siebie i swojej rodziny. Możesz zaproponowac
      żonie terapię u psychologa i zachęcic ją do wspólnego wysiłku. Nie pytaj jak to
      zrobić, bo skoro jesteś mężem tej kobiety, to powinieneś wiedzieć jak się
      zawleka do łóżka, a nie na głupią terapię. Jeżeli uważasz się za faceta i ojca,
      to MASZ WIEDZIEĆ jak rozwiązywać problemy albo jak szukać pomocy, gdy problemy
      przerastają.

      Możesz też odejść. Wybór należy do Ciebie, a beczynność marnuje czas.
      • movisz Re: A czego Ty bracie oczekujesz? 15.08.07, 23:25
        A po co odchodzic? Czy zony po rozwodzie przestaja denerwowac?
        Lepiej popracowac nad rodzina teraz.
        Wziac babe na plaze, przycisnac do piasku i przypomniec jej jak za
        dobrych czasow bywalo!

        • z_mazur No i te rady sprowadzają się 15.08.07, 23:32
          do mojej opinii wyrażonej wyżej w postach, że facet ma być facetem.
          Jak przestaje nim być, to zaczynają się problemy w małżeństwie.
          • tricolour I ja się z tym zgadzam... 15.08.07, 23:34
            ... ma być facetem, a to dla każdej kobiety znaczy co innego...
            • ataharika Re: I ja się z tym zgadzam... 15.08.07, 23:35
              U góry zgodziłam się z z_mazur a terasz muszę sie zgodzić z
              Tricolourem . smile)
              • sbelatka świetny plan 15.08.07, 23:38
                przycisnij babe do piasku...

                chyba nie sądzicie naprawde, ze powazne problemy sie rozwiązuja w
                ten spsoób..?

                to sie moze na chwilę zrobic milo.. jak za dawnych lat
                z akcentem - NA CHWILE!
                • ataharika Re: świetny plan 15.08.07, 23:42
                  Ja właśnie dlatego podnoszę różnicę, że dla jednej kobiety to będzie
                  szczyt męskości a dla drugiej powód do rozwodu z powodu przemocy ze
                  strony męża.
                  Problemy rozwiązywane tylko przez łózko rzadko znikają bezpowrotnie.
                  Na ogół rano są te same.
                • a.niech.to Re: świetny plan 17.08.07, 12:09
                  sbelatka napisała:

                  > przycisnij babe do piasku...
                  Odebrałam to jako żart
            • z_mazur Re: I ja się z tym zgadzam... 15.08.07, 23:36
              Co innego owszem, ale zarazem da się wyłonić pewien określony zbiór cech, które prawdziwy mężczyzna powinien posiadać.

              Między innymi należy do nich umiejętność podejmowania decyzji i branie odpowiedzialności za nie.
              • tricolour Można zrobić taki zestaw cech... 15.08.07, 23:41
                ... ale może sie okazać, że nie bedzie on dzielił płci, tylko bedzie wspólny. No
                bo kto chciałby nieodpowiedzialną babę typu "ciepłe kluski"?
                • a.niech.to Re: Można zrobić taki zestaw cech... 17.08.07, 12:18
                  Typ faceta pod tytułem "Strażnik". Żeby się realizować, musi
                  posiadać "Więźnia". Nie spocznie, aż przeciętnej kobiety w niego nie
                  przekształci, często bez samowiedzy, co czyni. Manipulacja to
                  potężne oręże, w rękach faceta o psychopatycznych rysach wręcz
                  narzędzie tortur. Mogłabym dalej, skąd biorą się tacy faceci i do
                  czego są zdolni. To jest przerażające, ale się zdarza.
              • tricolour Wiesz jakie kobiety lubię? 15.08.07, 23:43
                Najlepsze są czerwonej krwi prowansalskiej - serio.
              • a.niech.to Re: I ja się z tym zgadzam... 17.08.07, 12:11
                z_mazur napisał:

                > prawdziwy mężczyzna powinien posiadać.
                >
                > Między innymi należy do nich umiejętność podejmowania decyzji i
                branie odpowied
                > zialności za nie.
                To cecha zarowno człowieka Tri jak i człowieka a.niech.to

            • a.niech.to Re: I ja się z tym zgadzam... 17.08.07, 12:08
              tricolour napisał:

              > ... ma być facetem, a to dla każdej kobiety znaczy co innego...
              Nieprawda. Dobitnie świadczą o tym anonse randkowe. Powtarza się
              pewien kanon cech.
          • markus_wak Re: No i te rady sprowadzają się 15.08.07, 23:51
            No panowie, a facet nie może być po prostu sobą? No ja się kurde nie zgadzam, na
            to aby zrealizować samym sobą archetyp faceta kobiety z która chciałbym być. Jak
            jej pasuje to ok , a jak nie - to bujaj sie mała.

            Tri ma racje - bycie facetem dla każdej kobiety oznacza co innego, ale czy mamy
            sie mizdrzyć i udawać dla jednej jakiegoś meksykańskiego macho z giwerą w
            futerale a dla innej łolstritmena dla odmiany?

            Wychodzi na to że emancypacji musimy sie uczyć od bab?

            Ale jak sie tak człowiek rozgladnie tu i ówdzie zwłaszcza po słonecznych
            wakacjach to czasem jest gotów nagiąć parę zasad dla zdobycia ... no właśnie czego?
            • ataharika Re: No i te rady sprowadzają się 15.08.07, 23:59
              Bingo. Gdyby wszyscy byli od początku SOBĄ to nie było by wielu
              późniejszych problemów w związkach. w wielu przypadkach tych akurat
              związków by w ogole nie było ale mogłyby być inne - z tą
              blizszą "ćwiartką"..
              • sbelatka jeden mały problem 16.08.07, 00:14
                polega na tym,że ludzie nie bardzo moga byc sobą...
                znaczy sie "nie potrafią" - w opozycji do "nie chcą"

                ale to już zupełnie inna historia...
                • ataharika Re: jeden mały problem 16.08.07, 00:24
                  hmm..w koncu zaloty to gra. i rózowe okularki..
                  a drugi mały problem, to że całe zycie się rozwijamy... w którąś
                  stronę... nie zawsze tę samą co partner wybrany za młodu.
                  • sbelatka Re: jeden mały problem 16.08.07, 00:30
                    no i z tym zgadzam sie w zupelności...

                    ale co z tego wynika dla jako-tako-dobrego?

                    • ataharika Re: jeden mały problem 16.08.07, 00:33
                      ech, ..ze czlowiek całe zycie się uczy i umiera głupi. uncertain-
                      • a.niech.to Re: jeden mały problem 17.08.07, 12:34
                        Na tym polega ostatni dowcip.
                    • a.niech.to Re: jeden mały problem 17.08.07, 12:33
                      sbelatka napisała:

                      > ale co z tego wynika dla jako-tako-dobrego?
                      Co dla kogo wynika z naszych rozmów, tego się nigdy nie wie.
                      Podobnie jak nie znamy w większości czytających/piszących osób.
                      Rzucamy myśli, słowa... Co kto złapie, to całkiem inna broszka.
                      Zależy, kto czyta.
                • markus_wak Re: jeden mały problem 16.08.07, 00:29
                  mój post na kilometr czuć idealizmem. To po prostu teza lub projekcja stanu
                  pożądanego. Fakty są zaś takie, że od zarania pewnie dziejów handlujemy sobą
                  rozważając lub całkiem bezmyślnie działając bo chemia miłości zaćmi nam umysł i
                  nie rozważamy, bo waga chemicznie wyłączona?) ile ze swojego prawdziwego ja
                  warto stracić by pozyskać tego/tą partnera/kę. I ile ona poświęci z siebie.

                  Pewnie czasem trafia się w 10 - dopasowanie zupełne ale to chyba w nagrode za
                  jakieś bardzo zaprzeszłe zasługi w poprzednim życiu (może dla byłych bardzo
                  pracowitych żuczków gnojarków na przykład?)
                  • a.niech.to Re: jeden mały problem 17.08.07, 12:37
                    markus_wak napisał:

                    > mój post na kilometr czuć idealizmem. To po prostu teza lub
                    projekcja stanu
                    > pożądanego.
                    Modele muszą być. No wiesz, jak u Platona. Inaczej wieczny mrok,
                    chaos.
                    > Fakty są zaś takie, że od zarania pewnie dziejów handlujemy sobą
                    > rozważając lub całkiem bezmyślnie działając bo chemia miłości
                    zaćmi nam umysł
                    > i
                    > nie rozważamy, bo waga chemicznie wyłączona?) ile ze swojego
                    prawdziwego ja
                    > warto stracić by pozyskać tego/tą partnera/kę. I ile ona poświęci
                    z siebie.
                    Miłe złego początki i ten piekielny pęd ku rozmnażaniu.

                • a.niech.to Re: jeden mały problem 17.08.07, 12:29
                  sbelatka napisała:

                  > ludzie nie bardzo moga byc sobą...
                  > znaczy sie "nie potrafią" - w opozycji do "nie chcą"
                  Bo sami siebie nie znają.
            • z_mazur Re: No i te rady sprowadzają się 17.08.07, 11:21
              To nie o to chodzi, żeby dostosowywać się do kobiety, z którą
              chciałbym być. Tylko starać się być takim facetem jakiego archetyp
              noszę sam w sobie i znaleźć kobietę, którą taki mężczyzna będzie
              pociągał.

              Skoro będę miał jakiś wizerunek faceta który jest w mojej ocenie
              atrakcyjny to dążenie do takiego wzorca będzie sprawiało mi
              przyjemność i poprawiało samoocenę w miarę przybliżania się do niego.
              • a.niech.to Re: No i te rady sprowadzają się 17.08.07, 12:45
                z_mazur napisał:

                > Skoro będę miał jakiś wizerunek faceta który jest w mojej ocenie
                > atrakcyjny to dążenie do takiego wzorca będzie sprawiało mi
                > przyjemność i poprawiało samoocenę w miarę przybliżania się do
                niego.
                Kultura, społeczeństwo, rodzina mogą Ci narzucić taki pułap, do
                którego nigdy nie dosięgniesz nawet na palcach. Skręcisz się z
                frustracji i tyle. Upieram się, żebyś powiedział: Jestem Z_mazur i
                sobie wygodnie klapnął w wybranej przez siebie pozycji. Człowiek
                a.niech.to machnie ręką na zaniechanie wysiłków i powie człowiekowi
                Z_mazur: Facet! Ty mi się podobasz. Jakby co, człowiek a.niech.to
                liczy się z odpowiedzią: A ty mi nie.


                • z_mazur Re: No i te rady sprowadzają się 17.08.07, 12:53
                  Nie do końca się zgodzę, bo tu chodzi o mój wizerunek "Fajnego
                  faceta", a nie społeczny, kulturalny, czy rodzinny. I dążenie do
                  niego jest w sumie jakąś formą samorealizacji. A społeczeństwo mogę
                  mieć w nosie.

                  Jeśli w mojej ocenie "prawdziwy facet", ma prawo się wzruszać na
                  seansie komedii romantycznej i nie boi się okazać tego, to mam w
                  nosie kulturowe "Chłopaki nie płaczą". smile)
                  • a.niech.to Re: No i te rady sprowadzają się 17.08.07, 13:09
                    z_mazur napisał:

                    > Nie do końca się zgodzę, bo tu chodzi o mój wizerunek "Fajnego
                    > faceta", a nie społeczny, kulturalny, czy rodzinny. I dążenie do
                    > niego jest w sumie jakąś formą samorealizacji. A społeczeństwo
                    mogę
                    > mieć w nosie.
                    Jasne że tak.
                    Myślałam o zniewoleniu owocującym anoreksją bądź kompleksem małego
                    członka.smileTo oczywiście przejaskrawione przykłady. Dążenie do pełni
                    odczytania siebie i realizowania tego zapisu w rzeczywistości to
                    najfajniesz rzecz, jaka może się zdarzyć w życiu.
                    • nangaparbat3 Re: No i te rady sprowadzają się 17.08.07, 14:12
                      a.niech.to napisała:

                      > z_mazur napisał:
                      >
                      > Dążenie do pełni
                      > odczytania siebie i realizowania tego zapisu w rzeczywistości to
                      > najfajniesz rzecz, jaka może się zdarzyć w życiu.

                      Fajna to ona jest, ale w amerykańskich (albo radzieckich, jesli ktos jeszcze
                      pamieta) filmach.
                      Tak naprawdę bywa fantastyczna, ale bywa też cholernie bolesna - mysle, ze w
                      moim zyciu na przyklad rozpad malzeństwa byl jej elementem, ktorego jednak
                      "fajnym" bym nie nazwała, przy wszystkich dobrych skutkach, jakie z niego
                      wynikły, własnie w aspekcie realizowania się, w najlepiej pojetym znaczeniu.
                      • a.niech.to Re: No i te rady sprowadzają się 17.08.07, 14:29
                        Coś za coś.
                        • nangaparbat3 Re: No i te rady sprowadzają się 17.08.07, 14:39
                          smile))))))))))))
                          Mawiam: zawsze sie płaci jakies frycowe.
                          • a.niech.to Re: No i te rady sprowadzają się 17.08.07, 14:52
                            Dobre, można i tak. smile))
                  • nangaparbat3 Re: No i te rady sprowadzają się 17.08.07, 13:17
                    A mnie jakos niepokoi takie modelowanie samego/samej siebie. Dostosowywanie do
                    idealu wymyslonego - wszystko jedno, jaki on, własny, rodzinny, społeczny.
                    Mnie sie zdaje, ze tworzymy siebie w interakcji ze swiatem. Chcemy cos zrobic,
                    zmienic, dokonac czegoś, niechby to bylo i jakies maleńkie cos - wiec czynimy
                    cos w tym kierunku i poprzez działanie ksztaltujemy siebie.
                    Na nas sie odbija to, czym zyjemy - zauważ, jak na starośc nieraz piekni
                    brzydna, a brzydcy pieknieją. I nie wynika to z ich starań w tym kierunku, tylko
                    z tego, czym i jak zyli. Jacy byli dla innych, dla swiata - i dla siebie samych,
                    oczywiscie, też, ale to juz na jedno wychodzi.
                    • nangaparbat3 TO POWYZEJ DO ZMAZURA 17.08.07, 13:20
                      okropnie sie ten watek pokomplikowal schodkowo smile
                    • menab Re: No i te rady sprowadzają się 17.08.07, 13:25
                      nangaparbat3 napisała:

                      > A mnie jakos niepokoi takie modelowanie samego/samej siebie.
                      Dostosowywanie do
                      > idealu wymyslonego - wszystko jedno, jaki on, własny, rodzinny,
                      społeczny.

                      Zawsze skądś bierzemy wzorce i je naśladujemy, z domu, od rodziców,
                      ze szkoł, etc.Nie widzę w tym nic złego.Praca nad sobą to również
                      nasz rozwój, który odbije się na życiu z nami najbliższych, ale
                      również my wyznaczając sobie poprzeczke coraz wyżej korzystamy z
                      tego.
            • a.niech.to Re: No i te rady sprowadzają się 17.08.07, 12:26
              markus_wak napisał:

              > No panowie, a facet nie może być po prostu sobą? No ja się kurde
              nie zgadzam, n
              > a
              > to aby zrealizować samym sobą archetyp faceta kobiety z która
              chciałbym być. Ja
              > k
              > jej pasuje to ok , a jak nie - to bujaj sie mała.
              Machnąłeś za mnie anons do Randek. Zmienię tylko na "duży". Duchem
              oczywiście.
              BINGO!
    • der1974 Re: dziś się chyba wypaliłem, zgasłem... 16.08.07, 00:41
      Jak czytam o tym, że facet traci u żony szacunek i to jest podstawa
      upadku związku, to mi się niedobrze robi. Że facet ma być facetem
      zawsze i wszędzie. To jest okropne generalizowanie i abstrakcja i
      nic nie oznacza. Możesz sobie być poważny, konsekwentny,
      odpowiedzialny i się okazuję, że to są właśnie wady. I co wtedy? Nie
      zasługujesz na szacunek? Twoją teorię szlag trafia, jeśli miałeś być
      niedojrzały, niekonsekentny i niepoważny. Ot taki Piotruś Pan jako
      wzór.
      Zawsze można stworzyć listę zarzutów albo celów do wypełnienia. I
      zawsze będzie źle, cokolwiek byś nie zrobił.
      Jednym słowem co jeśli Twoja wizja męskości akurat nie odpowiada
      kobiecie? Masz receptę? Mnie ona już niepotrzebna jest akurat ale
      może innym sie przyda.
      Napisz co robić, żeby mieć szacunek.
      Bardzo mi się podobało twierdzenie, że dla każdej kobiety to oznacza
      co innego. Bo my nie jesteśmy, kobiety i mężczyźni, wszyscy tacy
      sami, że pod jedną sztancę się da nas podciągnąć. To co jedne
      kobiety widzą jako wady, inne ocenią jako zalety.
      Więc bez przesady Ziemek proszę.
      Masz obsesję faceta z jajami. Tylko co to ma oznaczać? Dominację,
      uległość baby względem faceta, czy przełamywanie na swoją stronę? Do
      niczego to nie zaprowadzi. Tak mi się wydaję, po moich
      doświadczeniach. Na niewiele się to zdało. A niezły w tym byłem. I
      dzisiaj to porzucam właśnie.
      A może by tak kobietom zostawić wolny wybór? Docenić je jako
      partnerki, jako uzupełnienie naszej wizji świata? Może by tak
      czerpać z tego innego spojrzenia? Dzisiaj wydaje mi się to lepszym
      sposobem i nie widzę tu niczego co by mi odbierało szacunek. Jak mi
      się coś nie podoba to po prostu o tym mówię. Na tym polega
      komunikacja, a nie na zniewoleniu, nagięciu do swoich wizji. Co
      więcej jestem zadowolony, że mogę korzystać z mądrości kobiecej. Nie
      czuję, żeby mi to szacunek odbierało.

      A autorowi wątku powiem, że można z córkami mieć dobry kontakt po
      rozstaniu. Wystarczy się starać. Okaże się, że jest lepsza relacja
      niż w małżeństwie. Mam dwie córki i wiem co piszę.
      • jakotakodobry dziękuję za opinie... 16.08.07, 07:01
        i te trafione i te mniej, ale:
        -facetem nie przestałem być, a żona chciałaby, żebym był podobny do jej ojca , a nie mojego
        -mam swoje zdanie i to zbyt często-jestem lub chcę być zbyt "samodzielny" teść pyta teściowej jakie ma buty ubrać
        -doceniam żonę i właśnie pragnę tego samego
        -wielodniowe braki uśmiechu kobiety doprowadzają mnie do sytuacji, że "k...a, nie chce mi się z tobą gadać"
        -kiedy chcę ,żeby się nie wtrącała np. , bo się ewidentnie nie zna, to wielka obraza. A mówię, że wyjaśnię póżniej.
        -ciągłe pytania, kontrola historii w necie, telefony -a gdzie jesteś, kiedy się spóżniam pół godziny, itp.
        -reasumując mój odbiór jest taki, że mam być na stworzony w Jej wyobraźni obraz idealnym, prawie ubezwłasnowolnionym gostkiem.
        Wszędzie razem, najlepiej nawet na kibel.

        Żona jest fanką Manueli Gretkowskiej i Partii Kobiet, a ja mam deko inne poglądy.
        • akacjax Re: dziękuję za opinie... 16.08.07, 08:30
          żona chciałaby, żebym był podobny do jej ojca ,
          > a nie mojego

          Czy możesz to rozwinąć?

          Czy ojciec żony jest typem trywialnie mówiąc totalnego pantoflarza? (osobiście trudno byłoby mi wytrzymać z facetem, któremu wszystko trzeba pokazać trzy razy palcem)
          Jak jest jej relacja z nim? Czy ona jest "córeczką tatusia"?
          Czy raczej w jej domu panował silny matryjarchat i stąd trudno jej zrozumieć zasady partnerskiego domu?

          Co do niezrozumiałych dni bez uśmiechu i ciepła-polecam posty Scriptusa-zwłaszcza takie sprzed roku, dwóch lat. To przykłady nieograniczonej cierpliwości mężczyzny.
          Bo ileż mozna pod jednym dachem wytrzymac z chmurą gradową-rok, dwa? Znam co prawda jednego takiego, który wytrzymuje czterdzieści lat, ale ma swój świat, swoje zainteresowania i cierpliwośc wysłuchiwania zarzutów, że wszystko źle...(ale to przypadek wyjatkowo ekstremalny).


          Polecam też popracowanie nad swoja wybuchowoscia-to tłumiona złość, poczytaj jakieś ksiązki na ten temat-warto-przecież ta kumulacja prowadzi do chorób. A napisałeś, ze chcesz bardziej zadbać o siebie.
        • a.niech.to Re: dziękuję za opinie... 17.08.07, 13:02
          jakotakodobry napisał:

          > -ciągłe pytania, kontrola historii w necie, telefony -a gdzie
          jesteś, kiedy się
          > spóżniam pół godziny, itp.
          > Wszędzie razem, najlepiej nawet na kibel.
          Facet! Moim skromnym zdaniem łączy Was na tyle dużo, że zarzuć myśl
          o rozwodzie. "Wyrzucone" konkrety z życia codziennego pozwalają mi
          przypuszczać, że głównie szarpiecie się o model rodziny. Cieszy
          mnie, że Ty się wściekasz, a ona naciska. Jesteście jeszcze w ringu.
          Szukaj pomocy, zanim Was OBOJE wyniosą.
          > Żona jest fanką Manueli Gretkowskiej i Partii Kobiet, a ja mam
          deko inne pogląd
          > y.
          I co z tego? Wymieniajcie je np. w necie na forach dyskusyjnych z
          obcymi nickami.
          Wybuchowość zastąp wytrwałością. Nie marnuj prądu!
      • z_mazur Chyba się nie zrozumieliśmy... 16.08.07, 07:40
        Ależ absolitnie nie chodziło mi o dominację.

        Facet którzy czuje potrzebę zdominowania kobiety okazuje słabość.

        Oczywiście, że są różne kobiety i oczywiście docenią różne cechy u
        mężczyzny. Są np. kobiety z silnym instynktem opiekuńczym i pewnymi
        problemami emocjonalnymi, które chętnie zajmą się uroczym wiecznym
        chłopcem z syndromem "piotrusia pana". Pytanie na ile ten związek
        będzie zdrowy i na ile w dłuższej perspektywie ma szanse przetrwania.

        Wolę starać się być "normalnym FACETEM" i szukać kobiety, której
        cechy takiego faceta będą pasowały, myślę, że to jest sposób na
        stworzenie stabilnego związku.

        I wcale dla mie bycie facetem nie oznacza bycie macho. Potrafię się
        wzruszyć i okazać emocje. W kobiecie szukam partnerki, nie
        opiekunki, ani uległej kury domowej. W tym pierwszym przypadku
        traciłbym szacunek do samego siebie, w tym drugim do niej.

        I absolutnie nie uważam, że korzystanie z wiedzy i doświadczenia
        kobiety to coś uwłaczającego męskiej dumie.
        Ale w tym momencie dam przykład jak według mnie powinien się
        zachować FACET, może to trochę wyjaśni moje podejście do problemu.
        Prosisz o opinię swoją kobietę i postępujesz zgodnie z jej oceną
        sytuacji, mimo to nie osiągasz celu. W takim momencie facet bierze
        na siebie konsekwencje nieudanego działania, bo to on je podjął, nie
        przerzuca ciężaru odpowiedzialności na kobietę, bo to ona mu źle
        doradziła. To jest właśnie dla mnie ta istota różnicy pomiędzy
        FACETEM i facetem.
        • der1974 Re: Chyba się nie zrozumieliśmy... 16.08.07, 22:12
          Ziemek przerzucanie odpowiedzialności za decyzje błędne to w ogóle
          nie ma nic do rzeczy. To jest coś czego sobie nie wyobrażam.
          Podjąłem decyzję - ponoszę konsekwencje, to jasne jest.

          Czasem to podejmowanie decyzji, bo ktoś musi w związku przecież,
          może Cie zmęczyć. Nic tylko decyzje i konsekwencje, a reakcji zero.
          Albo wyłacznie negatywne. Ale oczekiwanie, że się zrobi za nią
          owszem jest.

          Ja się z tego szacunku śmiałem przez łzy, bo mnie drażni jakiś tam
          szacunek po rozstaniu. Nie ma miejsca na to. Dzisiaj właśnie przez
          brak szacunku, manipulację i potraktowanie ex instrumentalnie,
          osiągnąłem swoje cele.

          A w związku owszem, szacunek musi być. Powinien przynajmniej. Tylko
          nie zawsze swoją konsekwencją i odpowiedzialnością musisz go
          uzyskać. Czasem się okazuje, że to własnie spowodowało, że ten
          szacunek tracisz. Dziwne, ale niektórym kobietom to się nie podoba i
          już. Chciałem wyrazić, że kobieta, z którą byłem to akurat
          zanegowała a więc nie ma recepty ogólnej na utrzymanie szacunku.

          Nie ma jednej ogólnej zasady na zatrzymanie baby. Bo żaden facet ich
          nie zrozumie.
          • nangaparbat3 der 16.08.07, 23:25
            napisałeś:
            <<< a się z tego szacunku śmiałem przez łzy, bo mnie drażni jakiś tam
            szacunek po rozstaniu. Nie ma miejsca na to. Dzisiaj właśnie przez
            brak szacunku, manipulację i potraktowanie ex instrumentalnie,
            osiągnąłem swoje cele.

            No po Tobie to bym sie takich uogolnień nie spodziewala. Moze z Twoja ex nie da
            sie zachowac szacunku, i nie ma wyjscia - ok. Ale z tego pojedynczego faktu
            wyprowadzać ogólny wniosek, ze sie nie da? Nigdy? Nikomu?
          • z_mazur Re: Chyba się nie zrozumieliśmy... 17.08.07, 07:38
            > Nie ma jednej ogólnej zasady na zatrzymanie baby. Bo żaden facet
            ich
            > nie zrozumie.

            No i tu się z Tobą zgadzam.

            Im bardziej poznaję tym mniej rozumiem. Po znalezieniu odpowiedzi na
            jedno "dlaczego?" momentalnie pojawiają się dwa kolejne. smile)
        • nangaparbat3 byłaż bym facetem????? 16.08.07, 23:19
          >>>zachować FACET, może to trochę wyjaśni moje podejście do problemu.
          Prosisz o opinię swoją kobietę i postępujesz zgodnie z jej oceną
          sytuacji, mimo to nie osiągasz celu. W takim momencie facet bierze
          na siebie konsekwencje nieudanego działania, bo to on je podjął, nie
          przerzuca ciężaru odpowiedzialności na kobietę, bo to ona mu źle
          doradziła. To jest właśnie dla mnie ta istota różnicy pomiędzy
          FACETEM i facetem.

          Bo zawsze tak sie zachowuje, innej mozliwosci nie widzę.
          Ha! Mam se sprawdzic chromosomy?
      • a.niech.to Re: dziś się chyba wypaliłem, zgasłem... 17.08.07, 12:52
        Niedawno zastanawiałam się, za co Cię tak szczególnie lubię, że
        nawet chciałam trzepnąć o Twoim pisarstwie wątek. Ano właśnie za
        sposób rozumowania dyktujący Ci min powyższe uwagi.
    • scriptus Re: dziś się chyba wypaliłem, zgasłem... 17.08.07, 10:59
      Miałem to samo, a właściwie jeszcze mam. Myślę, że Twoja sytuacja
      jest podobna do mojej.

      Nie słuchaj raniących słów, nie bierz ich do siebie, ignoruj je.
      Ja w podobnych okolicznościach staram sie zachowywać uprzejmie, nie
      okazywać własnych negatywnych emocji, nie dać się prowokować. Wiem,
      że moje małżeństwo, to fikcja już od dawna, jednak żona jest matką
      moich dzieci, daltego na pewno ważne jest, aby stosunki między nami
      były i pozostały zawsze poprawne. Jeśli ona nie chce, nie musi być
      moją żoną i przyjaciółką, ale z racji, że mamy wspólne dzieci, które
      już notabene dorastają, chcę, żebyśmy się nie musieli chować przed
      sobą, niech będzie jak moja siostra, czy bardzo dobra znajoma. Nawet
      moje najmłodsze dziecko powoli staje się już autonomiczna jednostką,
      więc problem "bycia z nim" przestaje być związany ze stanem naszego
      małżeństwa, lecz chciałbym, by problemem nie stały się nasze
      rodzinne spotkania, dlatego zależy mi właśnie na poprawnych
      stosunkach z żoną. Staram się zapomnieć o wszystkich moich żalach,
      wybaczyć wszystko, co jest do wybaczenia, szczerze przepraszać, za
      wszystkie jej uzasadnione pretensje, wyrazić ubolewanie nawet za te
      nieuzasadnione. I... nie oczekuję już niczego więcej, ponad poprawne
      zachowanie z jej strony, niezależnie od tego, czy będzie rozwód,
      czy nie. W końcu, przeżyliśmy razem kawał życia, którego się nie da
      skreślić. A co będzie, to będzie, życie, jak książka, ma wiele
      wątków i rozdziałów, każdy następny w jakiś sposób nawiązuje na
      poprzedni.

      Tobie też życzę, żeby się Ci udało tak ułożyć stosunki z Twoją żoną,
      by się to nie odbijało na Twoich kontaktach z dziećmi.
      • menab Re: dziś się chyba wypaliłem, zgasłem... 17.08.07, 11:10
        I da się tak żyć obok siebie? Nie wyobrażam sobie tego -tak, tak ,
        hm nawet nie wiem jak napisać, tak nijak.Tyle lat tolerowałam swoje
        życie w małżeństwie, że sama w końcu nie dałam rady tak
        funkcjonować.To było ponad.I choć rozum mówił inaczej, to też rozum
        przestawał mnie słuchać i wymazywałam zdarzenia z pamięci.Doszło do
        tego, że miałam jej zaniki i wtedy się przestraszyłam.
        • z_mazur Re: dziś się chyba wypaliłem, zgasłem... 17.08.07, 11:17
          A ile to trwało w Twoim przypadku?
          • menab Re: dziś się chyba wypaliłem, zgasłem... 17.08.07, 11:25
            10 lat w małżeństwie i 9 lat przed ślubem - tyle byliśmy razem.
            • z_mazur Re: dziś się chyba wypaliłem, zgasłem... 17.08.07, 11:26
              Chodzi mi o okres kiedy już było źle, a mimo wszystko trwałaś w tym.

              Jak długo to trwało?
              • menab Re: dziś się chyba wypaliłem, zgasłem... 17.08.07, 11:28
                Sama nie wiem. Chyba źle zczęło być jakieś 2 lata przed odejściem,
                ucieczką. Bo ja naprawdę uciekłam.
        • a.niech.to Re: dziś się chyba wypaliłem, zgasłem... 17.08.07, 11:29
          Podobną drogą toczy się Cień_wiatru. Zmiotło ją dużo dalej niż
          Ciebie. Martwię się o nią. Czuję się głupio, że na naszych
          oczach...a ja na ten przykład dworuję sobie z Randek. Wiem, że jest
          dorosła i parę takich tam jeszcze. Boję się o nią.
          • menab Re: dziś się chyba wypaliłem, zgasłem... 17.08.07, 11:38
            Ja w porę uciekłam.To była najlepsza decyzja mojego życia.
            • a.niech.to Re: dziś się chyba wypaliłem, zgasłem... 17.08.07, 14:32
              To dobrze, Menab, to dobrze.smile
              • jakotakodobry jakoś te wątki tu się... 18.08.07, 17:07
                popier...ły. Mieszanka ,że połapać się nie idzie. Niektórzy toczą spory z innymi. Inni z niektórymi. Dodajcie przy swoich opiniach, czy macie dzieci z tych zerwanych związków, to będzie dla mnie wiele jaśniej. Bo jeśli ktoś ich nie ma, to niech nie zabiera głosu zbyt stanowczo. Dzieci drastycznie zmieniają podejście do życia, moim zdaniem dodają wiele odpowiedzialności dla rodzica. Nie można tak łatwo odstawić małej lub większej istoty na pobocze. To boli obie strony, i to bardzo. Są jeszcze rodzice słabo związani emocjonalnie ze swoimi dziećmi, ale tych pomijam. Ja jestem niestety lub stety ponadprzeciętnie.
Pełna wersja