Dodaj do ulubionych

męskie brykanie...

24.08.07, 13:48
tu i ówdzie czytamy skargi "skrzywdzonych" kobiet, które żyły lub nadal żyją
ze zdradzającymi ich partnerami...

jeszcze pół biedy jak nic nie wiedzą, chociaż raczej trudno w to uwierzyć ale
te co wiedzą to tolerują, walczą o takich partnerów i narzekają...

jakoś ciągle zapominamy o jednym, że ci "brykający" faceci zostali od dziecka
tak po prostu wychowani w przeświadczeniu, że im wszystko wolno i wypada i
wcale nie mają zamiaru tego zmieniać...

dopóki kobiety nie wyjdą z roli opiekunek i pocieszycielek i dopóki same
emocjonalnie nie dojrzeją to nadal będą rodzić i wychowywać tabuny następnych
bezradnych "chłopczyków", dla których miarą wartości będzie "mieć" a nie "być"...

sorki za ton ale to my same "gotujemy" sobie i naszym synowym takie związki i
tylko od nas zależy czy mężczyźni zaczną nas szanować...


----------------------------------------------
Wiem co mówię...ale nie mówię... co wiem...
Obserwuj wątek
    • z_mazur Re: męskie brykanie... 24.08.07, 13:58
      Ano brykanie nie jest złe...

      Skoro jest aż tak dużo tych tolerancyjnych kobiet, to trza by się w
      weekend rozejrzeć, może się jakie brykanko trafi... wink

      Kurcze, tylko co zrobić, jak trafię na taką, która też lubi
      brykanie... zamiast opiekowania i pocieszania??? A to ci hazard.
    • aron95 A córki ? 24.08.07, 14:13

      Prawdę prawicie .
      Ale córki tez uczcie jak mają być dobrymi żonami .
      Cholera, tylko że Wy same nie wiecie jak nimi być .
    • panda_zielona Re: męskie brykanie... 24.08.07, 16:46
      jakoś ciągle zapominamy o jednym, że ci "brykający" faceci zostali
      od dziecka
      > tak po prostu wychowani w przeświadczeniu, że im wszystko wolno i
      wypada i
      > wcale nie mają zamiaru tego zmieniać...

      I tu przypomniał mi się kawał,może z brodą,ale adekwatny:

      Rodzice nastolatka wracają do domu i co widzą,w ich małżeńskiej
      sypialni synek "bryka" z koleżanką co widząc mamusia:no jak ta siksa
      trzyma te nogi przecież mu niewygodnie tak.
    • tricolour Ale fajnie... 24.08.07, 17:20
      .. to za nic nie jestem odpowiedzialny? Wychowali mnie na jakiegoś niewiernego
      faceta, a więc matka (cholera jedna) winna? Super!

      No... ostatnio był wątek, że facet zgwałcił 16 latkę i straszne larum babskie
      było. Same sobie winne jesteście!
      • panda_zielona Re: Ale fajnie... 24.08.07, 20:05
        Taka jest niestety smutna prawda w wielu przypadkach.Sama bylam
        świadkiem jak mamusia,której nie odpowiadała przyszła synowa w
        zamian za zerwanie obiecywała synkowi kupno nowego samochodu.Na
        szczęście syn okazał się facetem z jajami i mamusi nie posłuchał.Są
        małżeństwem do tej pory,zgodnym,a ona najlepszą synową.
        • ewelka01 Re: Ale fajnie... 24.08.07, 22:16
          to jest wlasnie najgorsze, ze matka traktuje swojego synka jakby
          ciagle byl malym dzieckiem, a pozniej chce mu zone wybierac, a tak
          na marginesie mowiac to ciekawe za ile albo za co zostalam
          ja "sprzedana", co mu matka obiecala zeby mnie zostawil bo najpierw
          nie chciala dopuscic do slubu,a pozniej skutecznie odsuwala go ode
          mnie,jak taka kobiete nazwac...?
    • z_mazur List bardzo w tym temacie :) 25.08.07, 12:08
      List otwarty osiemnastolatki polskiej do matki jej rówieśnika

      Szanowna Pani!

      Jestem koleżanką Pani syna. Choć się nie znamy, czuję się w obowiązku napisania do Pani. Nie donosu, ale czegoś, co może ułatwi Pani zrozumienie 'tych dzisiejszych dziewczyn' oraz zastanowienie się przed wygłoszeniem maksymy o moim egoizmie, braku serca i nieustabilnej gospodarce hormonalnej.

      Z Michałem-Marcinem poznaliśmy się w renomowanym liceum na kursie językowym, ewentualnie w pubie. Nie wyszło nam - cóż, nie umiałam być z człowiekiem, który nie traktował mojego zaangażowania poważnie, a w łazience spędzał więcej czasu niż ja. Syn Pani związał się potem z W, ale rzucił ją po dwóch miesiącach - zresztą i tak sypiał regularnie z X. Następnie Pani Antoś-Piotruś był z Y, klasową matematyczką, z którą zerwał po pół roku, oświadczając bez zażenowania, iż 'przeszkadza mu, że Y ma takich rodziców, jakich ma' - a rodzice Y są na rencie inwalidzkiej. Pani Mateuszka dobrze zna też Z, pamięta ją Pani? To ta, która wtedy nie zgodziła się na zabieg, dziś mama półrocznej Agnieszki. Ona akurat widuje Pani syna wcale często, cóż, urok mieszkania w tej samej dzielnicy.

      Ależ ja wiem, że oni wszyscy w tym wieku są tacy, a większość jego kolegów z podwórka jest gorsza, wiem, to im, nie jemu należałoby tatuować na czołach: UWAGA! OSTATNI Z OSTATNICH - taki znak ostrzegawczy. Pani syn nikogo nie pobił, nikogo nie okradł, żadnej dziewczyny do łóżka wbrew jej woli nie zaciągnął. I maturę pięknie zdał, i na studia się dostał. Złoto, nie chłopak. Tak, to właśnie Pani Złoto-Synek siedział ze mną na ławeczce i między jednym a drugim papierosem raczył powiedzieć mi, że to go przerasta i że czuje się zmęczony tym wszystkim. 'Tym wszystkim' - czyli mną. 'Tym wszystkim' - czyli każdą dziewczyną, która ciut poważniej zaangażowała się w związek z nim.

      I niech mi Pani nie mówi, że to dziewczyny krzywdzą chłopaków brakiem dojrzałości i zdecydowania, bo sama Pani wie, że to nieprawda. A jeżeli tym dwudziestoletnim skończonym egocentrykom ktokolwiek kiedykolwiek wyrządził krzywdę, to przede wszystkim ci, a właściwie te, które ich wychowały - ich matki, w tej liczbie i Pani. Matki - kobiety rocznik 1960+, które nie musiały o nic walczyć, które zdobycze rewolucji seksualnej dostały za free z Zachodu, jak wyprawkę komunijną. Kobiety, które były w stanie łączyć prowadzenie domu z pracą zawodową, które w chorym gospodarczo systemie zawsze zdobyły ten schab czy rajstopy, które potrafiły w TV obwieścić koniec komunizmu w Polsce - i które nie umiały nauczyć swoich Jasiów, Piotrusiów i Mareczków, że na ich potrzebach świat się nie kończy. Że Drugi Człowiek również ma emocje, które należy szanować. Mężatki, a równocześnie Samotne Matki (wszak ON był zawsze nieobecny, najbardziej wtedy, gdy tępo patrzył w ekran), które w synkach jedynakach lokowały uczucia należne mężom, partnerom i kochankom. I hodowały psychopatów.

      Gdy jadę tramwajem/metrem/autobusem, przyglądam się Pani i Pani koleżankom - Pięknym Czterdziestoletnim z obwisłymi piersiami zdradzającymi troskliwe odchowanie kolejnych obywateli, wiozącym w siatkach świeże warzywa, chleb i gazetę. Och, jak mam ochotę czasem podejść i wysyczeć to, co zawieram w niniejszym piśmie: 'Ile dziewczyn do tej pory skrzywdził pani wychuchany syn? Z iloma lizał się na imprezie, by następnego dnia udawać, że nic się nie stało, że nie pamięta? Ile przekonał, że guma to syf, że po prostu wyjmie wcześniej? Ile razy nie oddzwonił, nie odpisał, nie pomyślał? Ile kurewstw jeszcze zrobi, zanim wreszcie dostanie od życia po dupie i MOŻE zrozumie rzeczy podstawowe, których pani nie raczyła mu w swoim czasie wytłumaczyć? Czy zrobiła coś pani, by synek, myśląc 'kobieta', nie miał skojarzeń z niańko-kucharko-sprzątaczką? Dlaczego nie nauczyła go pani, że kobieta jest człowiekiem takim jak on, nie automatem do zaspokajania jego i tylko jego potrzeb?'.

      Ale na pewno się poznamy. Na proszonym obiedzie Pani własny syn przedstawi mnie Pani i małżonkowi. Akceptacji syn będzie szukał w Pani oczach, nie w moich. Będziemy siedzieć przy biedermeierowskim stole lub przy stole z Ikei, będziemy przeżuwać kurczaka, mizerię i sernik, a do mnie będzie powoli docierać to, co wiem już teraz - że będę taka jak Pani.

      Bo mnie też kiedyś pojawienie się glutowatej, autonomicznej substancji pod żołądkiem zrewolucjonizuje parę istotnych dziedzin życia. Z tą różnicą - niech Pani słucha - że moja komórka jajowa nie zostanie zapłodniona na zakrapianej imprezie ani podczas powielania KPN-owskich ulotek, nie, moje jajeczko przyjmie nasionko w przerwie między jedną serią pigułek a drugą, przerwie planowanej z dwuletnim wyprzedzeniem w asyście lekarza położnika. (Wzdryga się Pani, gdy mówię o pigułkach? No cóż, niech Pani wie, że to dzięki Pani synowi regularnie wrzucam w siebie antykoncepcyjny syf, to Pani pociecha jest zdania, że najsmaczniejszy cukierek to ten bez papierka. Proszę wybaczyć, ale jeżeli temat Panią bulwersuje, to może pomówi Pani z synem?)

      A zatem bez przypadku - zwłaszcza w jednej sprawie - ja będę mieć córkę, córkę, słyszy Pani? Nie wiem, jak to zrobię, ale, Boże dopomóż, tak zrobię, tak jak modlę się, by medycyna zdążyła pójść naprzód, bym mogła, gdy już będę gotowa, móc powiedzieć: NIE CHCĘ SYNA, i nie mieć syna, i nie zostać napiętnowana jako matka nie-Polka. Bo nie chcę, by jakakolwiek kobieta płakała z powodu mojego dziecka. Za dużo widziałam dziewczyn zawodzących dramatycznie: DLACZEGO?!-ON!!!-MI!!-TO!!-ZROBIŁ?! I wiem, że jak urodzę syna, nie powstrzymam go, by swym dwudziestoletnim ja nie zadawał innym bólu, czuję po prostu, że sama nie będę umiała wychować syna inaczej.

      Ale wróćmy do podobieństwa między nami, bo patrzę na Panią i widzę, że Pani się też napłakała przez jakiegoś skurwiela. Takie rzeczy zostawiają trwałe ślady. Po Pani widać od razu: Pani kochała i nie była kochana. To naturalnie nie ma teraz znaczenia, a raczej nie miałoby - bo teraz też Pani kocha, kocha swego Krzysia-Adasia, kocha tak, jak kochała kiedyś JEGO, prawda? I tylko przez myśl Pani nie przejdzie, że Grześ-Michałek kocha Panią jeszcze mniej niż tamten. Od kogo miał się nauczyć Panią kochać?

      Nie chcę wpisać siebie i Pani w stereotyp, iż nikt tak kobiecie nie dowali, jak druga kobieta. Proszę przeczytać ten list jeszcze raz - i spróbować ujrzeć w jego autorce nie rywalkę-złodziejkę, tylko młodą kobietę, która mogłaby Panią pokochać i szanować. Ujrzeć tę, którą - nie tak dawno - była również i Pani.

      Z poważaniem.

      Źródło: Wysokie Obcasy
      • akacjax Re: List bardzo w tym temacie :) 25.08.07, 13:20
        Hehehehehe
        Autorka listu-skąd ona? Jej matka też rocznik 60+, też z obwisłymi piersiami? (pomijam skąd to ona wymysliał-chyba nie wie jak wyglądają 40+) i zapłodniona podczas powielania ulotek-czy jakoś tak...bo przecież ona to rówieśnica tego bohatera listu.
        Nie wpadła na to, że przypadek sprawił, że mama urodziła dziewczynkę.
        A może na wychowanie dziewczynek ma się inna licencję?

        No i taki drobiazg-jak to łatwo nie widzieć współodpowiedzialności ojca przy wychowaniu dziecka.

        A tekst o antykoncepcji...no cóż małolaty mają takie wyobrażenie, ze seks uprawia się mają najwyzej dwadzieścia kilka lat...a potem chyba już nie-bo skoro sie nie ma więcej dzieci..to chyba tylko przez zaniechaniesmile))))
        • ewiku Re: List bardzo w tym temacie :) 25.08.07, 16:16
          obojętnie jakby podejść do autorki powyższego listu, niestety dużo tam racji i
          najgorsze w tym, że pokolenie 80+ również powiela schemat odrębnego wychowania
          chłopców i dziewczynek...

          a co do roli ojców... hm... oni najczęściej nie grają tu żadnej roli ale za to
          ich mamusie jak najbardziej...

          P.S. jestem matką dorosłego syna, nie mam nic przeciw mężczyznom bo żyję w
          udanym związku ale o problemie piszę bo stykam się z nim wszędzie i na co dzień
          i jakoś bez zdecydowanej reakcji poza skargami i radami na forum i często w
          momencie kiedy nie można już niczego naprawić...


          ----------------------------------------------
          Wiem co mówię...ale nie mówię... co wiem...
          • akacjax Re: List bardzo w tym temacie :) 25.08.07, 16:49
            Zupełnie podobnie mógłby napisać chłopak:
            Państwa(wstawić wg uznania i wewnętzrnej potrzeby..Pani/Pana) córka klei się do mnie i do moich znajomych też ..(czasem mi to pasuje i tak z niej żony nie będzie...)nie zatrzyma się ani na chwilę-no chyba, że nowa blacha się pojawi, rokująca kasę...
            Ostro gra-ryzykuje na każdej imprezie, nie ma ograniczeń, bo ponoć macie do niej zaufanie, dajecie jej wolność. itd. w tym stylu...

            Przypuszczam, że to nie kwestia płci, ale kryzysów w rodzinach powoduje, że tak wiele młodych ludzi nie umie odnaleźć siebie.

            A co do poczatkowego wątku-niezależnie jaki jest facet-gdy kobieta jest odpowiednio mądra, dojrzała pozna się na nim. Zobaczy jego prawdziwego, a nie tylko swoje wyobrażenie o nim.
            Ja kiedyś nie miałam dość tej wyobraźni, na szczęście w końcu otwarły się moje oczy.

            I tak na koniec:
            ewiku:żyjesz w udanym związku, rozumiem, że masz madrych, odpowiednio przygotowanych do życia w związkach synów...o co chodzi-pouczać przyszłaś?
            • ewiku Re: List bardzo w tym temacie :) 26.08.07, 10:11
              akacjax napisała:

              > ewiku:żyjesz w udanym związku, rozumiem, że masz madrych, odpowiednio przygotow
              > anych do życia w związkach synów...o co chodzi-pouczać przyszłaś?


              ... nie mam zamiaru nikogo pouczać i nie robię tego tutaj... zwróciłam po prostu
              uwagę na zależność wielu mężczyzn od wzorców zachowania narzuconych przez ich
              matki i późniejsze cierpienia ich partnerek, które nie potrafią uwolnić się od
              ogólnych wzorców postępowania kobiety, narzuconych już nie przez rodziny a wręcz
              przez społeczeństwo...

              po prostu przygnębiający jest fakt, że pomimo ogólnego postępu cywilizacyjnego,
              dla wielu kobiet przeciwstawienie się mężczyźnie, w wielu wypadkach jest ciągle
              czynem wręcz rewolucyjnym i wymaga wielkiej wiary w siebie i swoją wartość jako
              człowieka...

              bolesny jest również fakt tego częstego jeszcze uzależnienia emocjonalnego
              kobiet od ich życiowych partnerów bo to przenosi się na dzieci i tworzy błędne
              koło niemożności zmiany...

              wiemy chyba wszystkie, że jak powstanie myśl o rozwodzie to nie rzadko zdarza
              się kobiecie, bez względu jak bardzo ma rację, być naciskaną przez otoczenie,
              żeby się pogodziła z sytuacją bo coś tam (argumenty są czasem kosmiczne)

              żyjemy w Europie a jako kobiety warunki miewamy czasem arabskie...



              ----------------------------------------------
              Wiem co mówię...ale nie mówię... co wiem...
      • i33 Re: a jesli o płeć dziecka 27.08.07, 23:26
        chodzi -to wg chińskich podań należy podczas współzycia naciskac
        odpowiednie jądro ...tylko nie pamiętam jakie do jakiej płci--było
        odpowiednie
        a może lepiej "pobujać" się to bliżniaki wyjdą
    • salemka1 Re: męskie brykanie... 27.08.07, 09:31
      tak się zastanowiłam... czy naprawdę powinnam szukać winy w teściach
      a raczej w teściowej, za to, że mój mąż jest nieodpowiedzialny? nie
      wiem. Pewnie wychowywała go jak umiała najlepiej. Każdy rodzic
      popełnia błędy... nie ma idealnych. Sama mam synka, jest jeszcze
      mały, ale zastanawiam się jak go wychować na faceta
      odpowiedzialnego? Nie wiem tego.. będę starała się wpoić mu pewne
      zasady, odpowiedzialność za swoje czyny i wszystko to, co wpoić
      powinnam. Czy mi się uda? Nie wiem. Wychowam go najlepiej jak będę
      umiała, ale czy moje umiejętności wystarczą? Zastanawiam się i nie
      widzę winy mojej teściowej. Owszem popełniła kilka błędów... ale czy
      jest odpowiedzialna za rozpad mojego małżeństwa? Jakoś wątpię. Czy
      mogę winić moją babcię za to, że mój ojciec okazał się
      nieodpowiedzialnym dupkiem? Wychowała dwóch synów. Pewnie
      wychowywała ich tak samo... jeden to dupek, a drugi to
      odpowiedzialny ojciec i mąż- prawdziwa głowa rodziny. Więc? Ja
      jednak stoję na stanowisku, że każdy facet ma swój rozum i niestety
      nie można doszukiwać się winy za jego czyny w tym, że mamusia źle
      wychowała...
      • tricolour Winy nie można się doszukiwać... 27.08.07, 09:41
        ... ale można być świadomym przyczyn. Wiadomo, że rodzice chcą jak najlepiej
        wychować dzieci, ale często na tym chceniu pozostaje - nie idą konkretne działania.

        Podobnie może być z matkami, które samotnie wychowują synów. Nie przekażą one
        męskiego wzorca zachowania, bo same są kobietami.
        • akacjax Re: Winy nie można się doszukiwać... 27.08.07, 10:15
          Właśnie-dzieci wychowują się głownie patrząc na rodziców, to wszystko przepuszczone przez osobiste geno-kombinacje..i wychodzi, co wychodzi. Utrwalaczem jest otoczenie, środowisko.

          Tylko jest jeszcze coś takiego jak samowychowanie-to zaczyna się około 17-20 lat-albo ktoś się rozwija, albo nie.

          Generalnie dzieci wychowuje się do 5 roku życia(niektórzy uważają, ze do 3), potem, to już tylko uda się korekta lub się nie uda. No a zepsuć..można zawsze.
          Przecież i dorośli się zmieniają-szkoda, że najczęściej na gorsze.



        • anbale Re: Winy nie można się doszukiwać... 27.08.07, 10:44
          tricolour napisał:

          > Podobnie może być z matkami, które samotnie wychowują synów. Nie przekażą one
          > męskiego wzorca zachowania, bo same są kobietami.

          Czytając kobiece utyskiwania na mężczyzn często mam wrażenie, że wszystkie
          kobiety wychowują samotnie swoich synów. Jakoś rzadko przewija się pretensja do
          ojców, dlaczego oni tak marnie wpłyneli na osobowość swego potomka. A wydaje mi
          się, że tu jest pies pogrzebany.
          Mężczyźni są często kompletnie opuszczeni emocjonalnie przez swoich ojców, nie
          wiedzą na czym polega "miłość wymagająca", znają tylko tą matczyną, bezwarunkową
          i tylko w takiej potrafią egzystować.
          To oczywiście temat rozległy jak Atlantyk, ale może warto czasem skierować
          oskarżającą mowę również w stronę ojców?
        • salemka1 Re: Winy nie można się doszukiwać... 27.08.07, 14:28
          tricolour napisał:

          > ... ale można być świadomym przyczyn. Wiadomo, że rodzice chcą jak
          najlepiej
          > wychować dzieci, ale często na tym chceniu pozostaje - nie idą
          konkretne działa
          > nia.

          to nie dotyczy tylko chłopców Tri... ja do tego doszłam niedawno,
          sama byłam wychowana przez mamę i chociaż jest najlepszą mamą na
          świecie i wychowała mnie najlepiej jak umiała, to niestety też nie
          mam wzorca, jak normalnie powinny wyglądać relacje w małżeństwie...
          > Podobnie może być z matkami, które samotnie wychowują synów. Nie
          przekażą one
          > męskiego wzorca zachowania, bo same są kobietami.
            • ewiku Re: Dotyczy to wszytskich dzieci - jasna sprawa. 27.08.07, 16:43
              a nawet potrójnie...smile))

              ale co do tzw. "pełnych rodzin" to jaki wzór mają dzieci w takiej rodzinie
              jeżeli rodzice się nie kochają i nie szanują?

              ani pełna rodzina ani samotnie wychowujący rodzic nie są gwarancją na udane
              życie swoich dzieci...

              tu raczej chodzi o wzorce postawy życiowej jakie rodzice czy to razem czy osobno
              potrafią czy chcą przekazać swoim dzieciom...


              ----------------------------------------------
              Wiem co mówię...ale nie mówię... co wiem...
              • sylwiamich Re: To jakaś nowomowa? 27.08.07, 21:50
                a.niech.to napisała:

                > Stawiam na podglądactwo.
                >
                > Co sądzisz na temat modelowania przyszłej więzi z płcią przeciwną
                > poprzez uczestnictwo w sensownie realizowanym związku z rodzicem?
                > Hę?


                Kto ma modelować, a kto ma uczestniczyć?Ja mam się związać ze swoim
                rodzicem?Matko...chyba już póżno.
                • tricolour Co rozumiesz przez słowo "modelowanie"? 27.08.07, 22:20
                  Bo ja miałem ze dwa semestry taki przedmiot w postaci wykładów i laboratorium...
                  i za żadne skarby nie mam zamiaru zastępować rzeczywistego związku z płcią
                  przeciwną sztucznym (ale adekwatnym) trenowaniem takiej ralacji na rodzicach.

                  Mam (między innymi) trenować seks na matce?
                  • a.niech.to Re: Co rozumiesz przez słowo "modelowanie"? 27.08.07, 23:12
                    A niech Was... Już to zpętlić lotnej myśli w sieci słów nie można
                    czy co?

                    Jeśli np. młodzian wzrasta w poprawnych relacjach z matką (bez sexu)
                    na ile można żywić nadzieję, że do związku z wybranką serca
                    przeniesie szacunek, troskę, czułość i itp. Czytałam, że normalne
                    niepełne rodziny mogą być wystarczająco wydolne wychowawczo, aby
                    młódź nie miała problemów z odnalezieniem się w roli
                    mężczyzny/męża/ojca i kobiety/żony/matki.

                    • tricolour Kiepsko to widzę... 27.08.07, 23:17
                      ... bo taki młodzian musiałby sam wykreować szacunek, troskę i czułość, którą
                      przeniesie z matki na partnerkę.

                      Nie mówię, że to niemożliwe, ale jest to na pewno bardzo trudne, bo łatwiej
                      uczyć sie naśladując niż odkrywając nieznane. A jeszcze gorzej, że wychowuje nie
                      tylko dom, ale szkoła, ulica, koledzy...
    • ewiku generalnie biorąc... 28.08.07, 10:15
      o wiele łatwiej jest powielać wzorce jak wypracować sobie nowe...

      i wielkim nieszczęściem jest posługiwanie hasłem: "bo u mnie w
      domu...robiono/mówiono tak czy tak" i użycie tego jako wytłumaczenie czy
      usprawiedliwienie swojego postępowania...



      ----------------------------------------------
      Wiem co mówię...ale nie mówię... co wiem...

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka