gulyanka
15.09.07, 17:33
Dzien dobry.
Niedawno trafilam na to forum, czytalam, czytalam i tak sobie
pomyslalam, ze moze tutaj dostane odpowiedz na moje pytanie. Ponad
rok temu poznalam zonatego faceta. Ja tez kogos mialam ale ten
zwiazek nie dawal mi zadnych radosci. Im tez sie psulo, a ja bylam
tylko po to zeby go wysluchac, posmiac, pozartowac ale o zadnej
zdradzie nie moglo byc mowy, a tymbardziej nawet o tym nie myslalam
i po kazdej rozmowie wyciagalam wnioski dotyczace tez mojego
zwiazku. A wiec podjelam decyzje o rozstaniu bo wiedzialam ze bede
sie meczyla tak samo jak ten Pocieszany. On tez sie rozszedl z zona,
po kilku latach malzenstwa dzieci nie mieli, ona siedziala w domu,
nic nie robila, liczyla sie dla niej zabawa i fun i to zeby on
spelnial kazde jej zachcianki itd. Teraz jestesmy razem, a on jest
juz po rozwodzie ktory byl zreszta pieklem. Bardzo go kocham ale
czasem mam wrazenie, ze nigdy sie nie uwolnie od jego przeszlosci,
do dzisiaj dzwiecza mi w glowie jego opowiesci o ich zwiazku,
wiecznie sie z nia porownuje. I im dluzej ze soba jestesmy tym mniej
potrafie sie odnalesc w tym wszystkim. Powinno byc dla mnie
najwazniejsze to ze jestemy ze soba nic wiecej, on zapewnia ze chce
ze mna zamieszkac, zalozyc rodzine, a mimo to ze mna jest coraz
gorzej. Coraz czesciej mam krysysy, nie umie sie tym wszystkim
cieszyc. Wiecznie wydaje mi sie ze jako ta druga dostane mniej tej
milosci bo swoj limit wyczerpal, ze jako ta druga jestem z gory
skazana na cien jego ex. Wiem ze glupia jestem, cofam sie przez to
wszystko bo jakos tak to destrukcyjnie na mnie wplywa i doszlo do
tego ze teraz jestem na etapie zakonczenia zwiazku bo nie chce
zadawac sobie wiecej bolu, a i jemu tez pewnie bedzie latwiej bo
wiem ze ostatnio przesadzam.