poszło...

25.09.07, 12:45
Właśnie zakleiłam kopertę z pozwem... ręce mi się trzęsą. Będę
kolejnym przypadkiem dla pani w kancelarii, która będzie tę kopertę
jutro otwierała a to moje życie na dwóch stronach i kilku
załącznikach... jeszcze się nie kończy... mam nadzieję i walczę jak
lwica. Nie sądziłam, że złożenie podpisu pod pozwem może wywoływać
tyle emocji...
Czytam codziennie to forum. Często milczę przyglądając się po
prostu. Dawno się nie czułam tak źle... Idąc ulicą gdy myśli nie mam
zajętych nie mogę często powstrzymać łez, gdy wracam do domu
nieświadomie zajmuję się czymś, telewizją, pracą, nie czuję smutku.
A właśnie wtedy mogłabym popłakać...
Daję sobie radę? Wcale nie... czuję taką niechęć do i od byłego, że
mnie to paraliżuje. Jestem zmęczona. Jakbym ciągle była na wojnie.
Cholera! myślałam, że przejdę to lżej. A wciąż siedzę w dole...mam
wrażenie, że życie przecieka mi między palcami, że nie zdążę, nie
uda się, nie odnajdę się w nowej branży, której się uczę... jestem
sobie takim lękiem...
    • anja_pl Re: poszło... 25.09.07, 12:48
      wirtualnie Cię przytulam i po główce głaszczę,
      teraz świat jest czarny, ale jutro na pewno zaświeci słońce,
    • anbale Re: poszło... 25.09.07, 12:54
      To trzeba przeżyć jak żałobę. Na początku jest rozpacz, bunt i nieopanowane
      emocje, potem smutek i rezygnacja, a potem człowiek się oddala od tego. Na każdą
      żałobę potrzeba czasu, wtedy ludzie przenoszą się na jakiś czas jakby trochę do
      innego wymiaru gdzie wszystko ich boli, a potem z powrotem, powoli wracają do
      świata. Myślę, że tak trzeba do tego podejść i mieć dużo cierpliwości dla samego
      siebie.
      • jasminowo Re: poszło... 25.09.07, 12:58
        Staram się być cierpliwa. Pobłażliwa dla siebie. Może jednak tak mi
        się tylko wydaje? Najchętniej położyłabym się w kącie i tam została,
        może więc lepiej, że są obowiązki, które zmuszają do moblilizacji.
        Zarosłabym w tym kącie mchem i pleśnią i nikt by mnie już nie
        znalazł...
      • joaska777 Re: poszło... 25.09.07, 13:02
        znalazłam to forum dziś, bo dopiero tak naprawdę wczoraj wieczorem
        dotarło do mnie, że powinnam właśnie to zrobić.. rozwieść się...
        tyle, że do podjęcia takiej decyzji, a następnie do jej wykonania
        potrzeba dużo siły a może wyczerpania sily i zmęczenia materiału ?
        Liczy się dobro dziecka i własne ?
        skąd wiadomo że ten moment już nadszedł ?

        --Asia & Ola 13.02.2005
        Olinek ma juz...
        Nagle tak cicho zrobiło się w moim świecie bez ciebie ...
        • jasminowo Re: poszło... 25.09.07, 13:04
          chyba i zmęczenia i wyczerpania i odwagi i wszystkiego po trochu...
          poczucia, że nic sie nie da zrobic... u mnie trwalo to kilka lat.
          Czasem żałuję, że tak długo ale widocznie tak musiało być w moim
          przypadku...
        • ivone7 Re: poszło... 25.09.07, 13:34
          dojrzewalam do decyzji dlugo..ale podjelam ja jak po prostu z pelna
          jasnoscia zdalam sobie sprawe, ze nie wyobrazam sobie zycia z moim
          exem...ze nie chce wiecej ponizania, przemocy psychicznej i
          fizycznej..ze pragne spokoju..ta mysl byla moim motorem i dala mi
          sile na przyszlosc..
    • ivone7 Re: poszło... 25.09.07, 13:19
      no coz pierwszy krok z tej trudnej drogi juz za toba..ale nie ludz
      sie ze teraz bedzie super slodko..bo zlozylas pozew...
      przed Toba jeszcze wiele zwatpien lekow..
      i chyba widze u Ciebie objawy depresji...moze pojdziesz do lekarza
      po jakies prochy..ktore pomoge Ci przetrwac ten ciezki czas
      przytulam mocno..po nocy przychodzi dzien...i dla Ciebie jeszcze
      zaswieci sloneczko..zycze tego z calego serca..
      • jasminowo Re: poszło... 25.09.07, 14:06
        ivone7 napisała:

        > > i chyba widze u Ciebie objawy depresji...moze pojdziesz do
        lekarza
        > po jakies prochy..ktore pomoge Ci przetrwac ten ciezki czas
        >
        Chodzę do psychologa... trafiłam do niego po raz pierwszy kilka lat
        temu... podniósł mnie wtedy z kolan, bez prochów. Teraz też ich nie
        chcę... pewnie to kolejny przejaw mojego - dam sobie radę. I tak
        sobie zosia-samosia wciąż jestem...
        • ivone7 Re: poszło... 25.09.07, 14:16
          hmm psycholog prochow nie daje...tylko wysyla do psychiatry...
          wiesz ja mysle, ze czasami warto polaczyc 2 w 1...
          szczegolnie ze po prochach swiat wydaje sie lepszy...i latwiej
          zniesc kolejne razy..
          dla mnie..z tego co piszesz powinnas kontynuowac terapie u
          psychologa..ale i udac sie po leki..idzie jesien ta depresja moze
          byc poglebiona..
          aaaa i pamietaj ty naprawde nie musisz byc zawsze silna, ze
          wszystkim dawac sobie rade..pozwol sobie kobito pomoc..
        • a.niech.to Re: poszło... 25.09.07, 16:53
          jasminowo napisała:

          > Chodzę do psychologa... trafiłam do niego po raz pierwszy kilka
          lat
          > temu... podniósł mnie wtedy z kolan, bez prochów. Teraz też ich
          nie
          > chcę... pewnie to kolejny przejaw mojego - dam sobie radę.
          Charakterystyczna cecha rozwódek: na kolanach nigdy więcej.
          --------------------------------------
    • a.niech.to Re: poszło... 25.09.07, 13:26
      Dobrze, że weszłaś na to Forum. Tu wiele chłodnych głów, które Ci
      podpowiedzą, jak się właściwie uzbroić, bo zapewnie przed Tobą wiele
      ciężkich chwil. Zaglądaj, będziesz się mogla wygadać. Zawsze to
      jakaś ulga na kamienistej drodze do normalności.
      Dali radę inni, dasz rady i Ty.
      Pozdrawiam
    • rafanetka Re: poszło... 25.09.07, 13:29
      Tego leku jeszcze trochę przed Tobą. Pamiętam jak składałam swój pozew, też
      szłam drogą i łzy same płynęły po twarzy. Tych emocji z czasem będzie trochę
      mniej, a czasami wrócą ze zdwojona siłą. Ale wierz mi pewnego dnia sie obudzisz
      i uśmiechniesz. I będziesz wiedzieć, że to nowa, słuszna droga. Bo to jest
      wojna. Z własnymi emocjami, uczuciami, własnymi lękami i obawami. Strach przed
      czymś nowym, nieznanym. I wierz mi dajesz rade. Złożyłaś pozew. Do tego trzeba
      wielkiej odwagi.
    • cathy_bum Re: poszło... 25.09.07, 14:09
      Jasminowo, taki mam zakręcony tydzień, że tylko jednym okiem mogę
      zerknąć na forum. Ale i tak Ci odpiszę - najwyżej się spóźnię na
      spotkaniesmile
      Mocno Cię przytulam. Wiem, jaki to trudny etap. Ja nie składałam
      pozwu, zostawiłam to exowi. Złościłam się, że trwało to ładnych parę
      miesięcy. Wszystko było jasne i dogadane - o ile tu w ogole o
      kompromisach może być mowa. A jednak, kiedy zobaczyłam pozew, a
      potem wezwanie na rozprawę, zrobiło mi się ciemno w oczach. Co się
      działo ze mną przed rozprawą i po - wiesz.
      Ale to chyba tak już jest. Taki niezbędny etap żałoby. Mimo, że
      dawno sie rozleciało, to nagle z pełną jasnością czujesz, że jesteś
      SAMA. Że tamto się skończyło. Definitywnie. Nie możesz już odsuwać
      od siebie tej myśli.
      Nie jesteś cyborgiem. Jesteś zranioną kobietą, która do tego
      wychowuje jeszcze dziecko, również zranione przez los i dające Ci to
      dotkliwie odczuć.
      To w sumie jest wojna - nerwów i charakterów. Choć tutaj nie ma
      wygranych...
      Mogę Ci powiedzieć jedno - bądź dla siebie dobra. Nie oczekuj od
      siebie zbyt wiele: w domu, w pracy, czy w relacjach z innymi. Masz
      prawo odczuwać gniew, zmęczenie i frustrację. Czasem nad tym trudno
      zapanować i już. Na wszystko przyjdzie czas, poukłada się.
      To mówię Ci jasmile)) Też miewam doły, jak wiesz. Czasem głębokie jak
      Rów Mariański. Ale widzę światło i kolory wokół siebie.
      • akacjax Re: poszło... 25.09.07, 14:52
        Potwierdzam: jesteś zraniona, zadbaj o siebie. (czyż nie pochylamy się nad raną?)
        Pomyśl-przełom za Toba, decyzja zapadła. Jesteś jej pewna-będzie coraz lżej.(Co nie znaczy, że łatwo)

        Gdy składałam pierwszy pozew-o alimenty obchodziłam ze trzy razy sąd.
        Potem to juz była konsekwencja. Wiedziałam czego chciałam, m. pomagał, bo nie dawał ani śladu nadziei. Choć w owym czasie nawet tu pisałam: nie wiem, co musiałby zrobić, bym zmieniła zdanie.
        Ale to za mną, było łatwiejsze niż myślałam(im z tej obawy odsuwałam to w czasie).

        Ciebie po prostu mocno przytulam.
        • julka1800 Re: poszło... 25.09.07, 23:04
          Akacjo, tak to jest...ja gdy skladalam pozew o alimenty..wrocilam z
          pozwem z tego sadu.
          Siedzialam na lawce przed i plakalam i bylo mi wsio ryba. Dopiero
          kilka tygodni pozniej zlozylam go naprawde.
          Jasminowo - badz dzielna
          smile
    • crazyrabbit Re: poszło... 25.09.07, 18:43
      Napiszę Ci to , co juz pisałam kilku osobom.

      Potraktuj to bolesne wydarzenie nie jako koniec , ale początek.
      Początek nowego życia.
      Nie wiesz jakie będzie , czy będzie lepsze czy gorsze , ale będzie
      inne.

      Skoro zdecydowałaś się na rozwód to znaczy , że koniec "tamtego
      życia" właśnie nastąpił.

      Twoje przygnębienie i zniechęcenie jest zrozumiałe , ale sama
      piszesz o nowej branży - złap sie tego i walcz. Nie będziesz miała
      czasu na rozmyslania o tym co było. Teraz jest ważne to , co
      BĘDZIE...

      Wielkie buziaki
      Królik
      • grzegorczykp Re: poszło... 25.09.07, 19:51
        ja sie zgadzam z przedmowcami.. daj sobie odpoczac.. i jak to moja Ciocia mi
        tlukla do glowy "wrzuc na luz, kobieto"
        przede mna zlozenie pozwu, za mna wyprowadzka z domu meza i tesciowej..
        I.. jesli mam byc szczera - jest mi lepiej, jest mi lzej, a m. swoim zachowaniem
        pokazuje mi, ze to jest dobra droga.
    • nemezis_nike Re: poszło... 25.09.07, 21:22
      tez przytulam. dbaj o siebie
      • jasminowo Re: poszło... 26.09.07, 16:10
        dziękuję wszystkim za wsparcie. Niestety wczorajszy dzień był
        koszmarny. Niesamowicie. Córka dobitnie dała mi odczuć swoją siłę...
        autentycznie miałam ochotę spakować się i zamienić z byłym. Niech on
        się nią opiekuje a ja będę płacić... nie wyłam tak od dawna.
        Zasnęłam na zapłakanej poduszce. Dziś lepiej. Jak na huśtawce.
        Jeszcze raz dziękuję za troskę...
Inne wątki na temat:
Pełna wersja