czasem nie mam siły...

30.09.07, 15:04
Uwaga będę smęcić...
Nie mieszkam z eksem od kwietnia. Czekamy na sprawę rozwodową. Mała
mieszka ze mną. Pracuję na dwie zmiany. Ojciec do wakacji zostawał z
nią w te dni, kiedy pracowałam a w środy dodatkowo mała nocowała u
niego. Pozatym zostawała z nim w weekendy gdy ja wyjeżdżałam na
studia. Błędnie założyłam, że tak będzie po wakacjach. Wysłałam mu
mailem terminy moich zjazdów. Kilka dni przed pierwszym wyjazdem
zadzwoniłam potwierdzić i uslyszałam pretensje o formę, że
zalożyłam, zadecydowałam itp... położylam uszy po sobie,
powiedziałam, że gdybym wiedziała, że tak zareaguje w zyciu bym tak
nie postąpiła. Usłyszałam, że nie będzie się zajmował mała tak jak
do tej pory w co drugi weekend, ponieważ spędza je z neksią...
Chyba, że będzie zabierał tam małą. Nie robiłam problemu. Pierwszy
weekend mała spędziła trochę z nim (od czwartku wieczorem do soboty
popołudnia, potem od niedzieli popołudnia do poniedziałkowego ranka.
W następnym tygodniu grzecznie (wszystko z powodu tego, żeby mała
nie cierpiała) zapytałam, czy może zostać z nią w piatek popołudniu
bo idę do pracy. Ok. (środy należą do niego - umówiliśmy się, że
wtedy mała u niego nocuje).
Nie wiedziałam jak się zachować z następnym moim zjazdem.
Rozmawiałam z mamą (mieszka w sąsiedniej klatce, można do niej
chodzić dosłownie w kapciach nie wychodząc z bloku) co mam zrobić,
czy pomoze mi się zająć małą. Nie ma problemu. Nie wiedziałam jak
się zachować - prosić jego o opiekę (nigdy się nie uchylał, naprawdę
myslę, że ją kocha choć zarzuca mi, że w to nie wierzę), czy mamę
(moze trochę aby pokazac, że nie jest niezbędny? ponieważ zarzucił
mi wygodnictwo, że dla mnie to najłatwiejsze podrzucić małą jemu -
co wcale nie jest prawdą ale do niego nie dociera, że chodzi mi o
to, żeby mała była z nim). W końcu mała stwierdziła, że idzie w
sobotę z tatą na urodziny do kuzynki. Pierwsze o tym slyszalam, więc
zadzwoniłam. Znów źle się wyrażałam w tej rozmowie (jego opinia), od
razu się zdenerwował, że coś ustalam, achhh szkoda słów... Trochę to
chyba wszystko tu zagmatwałam... prawie krzyczał... w końcu tak mnie
wyprowadził z rownowagi twierdzeniem, że staram się być niezależna i
udowodnić że jestem matką-polką a mi to nie pasuje, że stwierdziłam,
że teraz to on ma się do mnie zgłaszać jak będzie chcial spędzić
czas z małą a nie odwrotnie. Ja mu nigdy nie będe robiła problemów.
Strasznie mnie wyprowadził z równowagi. Zaleznie od okolicznosci
albo mi zarzuca, że to ja mam opiekę nad małą, albo twierdzi, że
razem się nią zajmujemy...
Za chwilę telefon z żądaniem (dosłownie), że ma prawo wiedzieć z kim
mała będzie spędzała czas jak mnie nie będzie.
Późniejszy telefon - informuję go, że gdy będę na studiach mała
zawsze będzie z moją mamą. Zawsze będzie mógł się z nią spotkać
kiedy będzie chciał. Pretensje - że to ja mam się zajmowac małą a
nie babcia, że pół miesiąca będzie musiała z nią spędzać (dokładnie
to w sumie 6 dni w miesiącu w tym 2 z nich będzie w przedszkolu). Że
podejmując się opieki powinnam się nią zajmować itp... Tłumaczę, że
nie pamiętam, żeby jego przyjaciele robili takie problemy gdy ich
żony studiowały itp... przerywa mi wciaż... proszę, żeby tego nie
robił... będe to robił... więc odłozyłam słuchawkę, mówiąc że wobec
tego nie mam ochoty z nim rozmawiać...
Prawda jest taka, że wciąż mi udawadnia, że jestem niedobrą matką,
bo wyjeżdzam na studia i pracuję na zmiany... niestety nie mam
takiego wyboru nie mogę pracować od 7-15... czy jestem potworem bo
się uczę kosztem dziecka?? może po tych kilku latach będę mogła
wybrać pracę taką jaką chcę? już sama nie wiem... sad((

P.S. Napisałam właśnie smsa - " Nie mam sily z tobą rozmawiać. Nigdy
nie bede broniła ci kontaktów z mała - wiesz o tym. Mam pracę jaką
mam - niektóre kobieyu pracują w jeszcze gorszych godzinach. A
babcia jest najbliższą rodziną dla dziecka zaraz po rodzicach. wiesz
jak mam zmiany wiesz jak mam zjazdy - jezeli chcesz zostac wtedy z
mała byłoby fajnie. myślę że robisz problem tam gdzie go nie ma.
Nigdy nie mówiłam ze jesteś zlym ojcem. Rób co chcesz, teraz decyzja
nalezy do Ciebie".
    • kasiar74 Re: czasem nie mam siły... 30.09.07, 17:12
      Słucja on ama prawo decydowac o najwaznijeszych sprawach dotyczących
      dziecka, ale ty je wychowujesz i jak gościu ci strzela focha że ty
      nie masz z kim zostawić dziecka jak jedziesz na studia do czego masz
      pełne prawo bo w końcu to polepszy twoj i córki byt na koniec dnia
      to niech się buja!!! Nie przejmuj sie nim tak, chce niech sie
      opiekuje, nie chce to nie, rób swoje, kontaktów nie utrudniasz jak
      on chce stroic fochy to jego porblem.
    • cathy_bum Re: czasem nie mam siły... 30.09.07, 19:34
      Sprawujesz opiekę bezpośrednią nad córką, co nie oznacza, że masz
      być z nią non stop. Zwłaszcza, że z pieluch to ona już wyrosłasmile
      Ponieważ Mała mieszka z Tobą, to Twój grafik wyznacza pewien rytm
      Waszego życia. Jeżeli ex ma możliwość i chęć się w niego wpasować,
      to super - na pewno będzie to z korzyścią dla dziecka. Jeśli nie
      chce lub nie może, to niech sobie oszczędzi komentarzy. Musisz
      dziecku zorganizowac opiekę na czas niebecności w domu (praca,
      studia) po swojemu. Oczywiście, jego prawo wiedzieć, z kim dziecko
      będzie. Ale kręcić nosem nie ma podstaw. Przy czym on Ci mówi, że
      nie może się Małą zająć - i to jest ok. Ty nie możesz (i prosisz o
      pomoc jego lub mamę) i jesteś złą matką. Śmiech na sali.
    • a.niech.to Re: czasem nie mam siły... 30.09.07, 20:06
      Czasem wszyscy nie mają. Dotyczy to wszelkich spraw. Takie życie.
    • nenia1 Re: czasem nie mam siły... 30.09.07, 23:06
      Mam takie wrażenie, że facet "odkrył" sposób na zmniejszania swojego poczucia winy, poprzez wywoływanie poczucia winy u ciebie.

      Miałoby to twiwerdzenie ręce i nogi, ponieważ jak sama piszesz, ma nową partnerkę, dla której chce zmniejszyć częstotliwość spotkań z własną córką.
      W związku z czym, może czuć się winny, żeby zmniejszyć to uczucie, przerzuca winę na ciebie, starając ci się wmówić że jesteś złą matką.

      Obojętnie co nie zrobisz, będziesz złą matką, stwierdzając to, on sam czuje się lepiej.
      On sam nie jest kiepskim rodzicem, bo ty jesteś jeszcze gorsza.

      Nie wchodź z nim w dyskusje, nie tłumacz się, nie pisz wyjaśniających wszystko sms-ów. W ten sposób tylko jeszcze bardziej go nakręcasz, widzi że trafia w czuły punkt, to będzie walił w niego jak w bęben.

      Spójrz na siebie i zadaj sobie pytanie - czy faktycznie robisz coś złego?

      Studiujesz, pracujesz, mała ma dobra opiekę jak ciebie nie ma.
      Wszystko jest ok. A nawet lepiej. Wiele samotnych kobiet nie robi nawet 50% tego co ty.
      Nie daj się złapać w pułapkę wzbudzania w tobie poczucia winy, bo ty się ze swej roli wywiązujesz z nawiązką.
      Jak zaczniesz analizować jego słowa i się mu tłumaczyć, liczą że zrozumie i ujrzy w tobie super-matkę to się mylisz.
      Dodatkowo w ten sposób sama pozbawiasz się siły.
      Powodzenia.
      • jasminowo Re: czasem nie mam siły... 01.10.07, 07:54
        Dziekuję wszystkim bardzo za wsparcie. Faktycznie czasem za bardzo
        mnie szarpie jego zdanie... Przytulam Was mocno. Aż czasem dziwię
        się, że jestem dorosła... tak się dać podchodzić jak dziecko...
Pełna wersja