Nie mam już pomysłu

03.10.07, 22:02
Od dnia rozprawy tzn od 1309 nie widziałem córki... Dzis matka jadac do domu
zobaczyła, ze czekam z synem zawróciła na skrzyżowaniu i uciekła. w Sądzie
rodzinnym trwa sprawa o egzekucje kontaktów z zeszłego roku (chodziło o
wakacje) Co ja mam zrobić? sad
    • to.ja.kas Re: Nie mam już pomysłu 03.10.07, 22:11
      Nie pomogę Ci, bo nie mam pomysłu na Twoją eks.....ale trzymaj sie i
      zycze sił bo do tej kobiety trzeba miec ich dużo
    • crazyrabbit Re: Nie mam już pomysłu 03.10.07, 22:14
      Zapłać jakiemuś żigolakowi , niech się nią zajmie? Będzie wtedy
      potrzebowała "wolnej chaty" to i chętniej córkę na weekend do Ciebie
      wysle. Może na forum jakiś chętny się znajdzie buchachacha...

      A tak poważnie... zakładaj sprawę za sprawą , niech płaci grzywnę za
      grzywną... Albo czekaj na córkę w ukryciu , żeby ex Cię nie
      widziała...
      Coś kiedyś wspominałeś o prawach rodzicielskich...
      Walcz chłopie , aż mi się wierzyć nie chce że są takie babochłony na
      tym świecie... sad
    • a.niech.to Re: Nie mam już pomysłu 03.10.07, 22:15
      jp66 napisał:

      > w Sądzie
      > rodzinnym trwa sprawa o egzekucje kontaktów z zeszłego roku
      (chodziło o
      > wakacje) Co ja mam zrobić? sad
      Nigdy bym nie pomyślała, że zaprzepaszczone dni można odebrać jak
      zaległy urlop. To trochę tak jakby chcieć cofnąć czas.
    • z.odzysku Re: Nie mam już pomysłu 03.10.07, 22:16
      no to dziwna ta Twoja ex. współczuję. Trzymaj się!


      a swoją drogą... rozwód w 1309-tym? ... 698 lat temu? Klan
      MacLeod'ów? wink
      • jp66 gdyby to był 1309 rok.... 03.10.07, 22:22
        załatwił bym ją na stosie i po krzyku (jaki rozwód)
        • z.odzysku Re: gdyby to był 1309 rok.... 03.10.07, 22:36
          jp66 napisał:

          > załatwił bym ją na stosie i po krzyku (jaki rozwód)

          inkwizycja... to były fajne czasy wink)
          • z.odzysku Re: gdyby to był 1309 rok.... 03.10.07, 22:37
            z.odzysku napisał:

            > inkwizycja... to były fajne czasy wink)

            zero problemów z kobietami... mały stosik... i po zawodach ;-PPP
            • to.ja.kas Re: gdyby to był 1309 rok.... 03.10.07, 22:38
              Marzy sie Wam Panowie, co????!!!
            • anja_pl Re: gdyby to był 1309 rok.... 03.10.07, 22:44
              a ja słyszałam, że w Szwecji w okresie Inkwizycji spalono więcej
              mężczyzn na stosie niz kobiet,

              panów palono za współżycie ze zwierzętami,
              panie za czary ....
              • z.odzysku Re: gdyby to był 1309 rok.... 03.10.07, 22:48
                anja_pl napisała:

                > a ja słyszałam, że w Szwecji w okresie Inkwizycji spalono więcej
                > mężczyzn na stosie niz kobiet,
                >
                > panów palono za współżycie ze zwierzętami,
                > panie za czary ....

                każdy pretekst dobry.... w końcu, jak wyjarali wszystkie baby, to z
                kim faceci mieli współżyć?? wink)
                ... no to zaczęli jarać facetów... i był igrzysk ciąg dalszy wink
              • ivone7 Re: gdyby to był 1309 rok.... 03.10.07, 22:49
                anju..zasialas ziarno perwesji....
          • ivone7 Re: gdyby to był 1309 rok.... 03.10.07, 22:39
            no prosze...jakie ukryte fantazje...stosik...palenie...
      • ivone7 Re: Nie mam już pomysłu 03.10.07, 22:29
        watek powazny a ja placze ze smiechu...
        z.odzysku moze to ten drink z kaktusowym...?hihi
    • jp66 cholera, odpuściłem walke w sądzie o córkę 03.10.07, 22:19
      wiem, że są zżyte ze sobą i myslałem, że jak ja odpuszcze to ona też- potem był
      wyrok sadu a to sie jej nie spodobało ( ona mnie o ten wyrok chyba wini) mści
      się , tylko nie moge zrozumiec dlaczego robi to własnym dzieckiem (jak sie czuła
      córka kiedy ona zawróciła?- przeciez dziecko widzi)brak mi słów jestem wkur...ny
      na maksa, no dzis to bym jej z czystym sumieniem przyłozył. Chyba sie napije -
      mam jedno piwo
      • ivone7 Re: cholera, odpuściłem walke w sądzie o córkę 03.10.07, 22:32
        nie wiem co mam ci napisac...chyba tylko jedno...moze jej sie
        znudzi...
    • jp66 Co myślicie o pikiecie pod jej pracą (skoła) 03.10.07, 22:30
      tak właśnie sobie pomyslałem, że skoro sąd nie moze zakończyć sprawy przez rok,
      nie moge tez liczyc na inne instytucje to może wezme sprawy w swoje ręce i
      zorganizuje jednoosobowa pikietę pod szkoła w której pracuje ( jakies hasła,
      megafon, )może wtedy cos dotrze do niej albo inni jej wytłumacza)
      • ivone7 Re: Co myślicie o pikiecie pod jej pracą (skoła) 03.10.07, 22:34
        nie myslalam ze to napisze...ale moze faktycznie zaprzac w ta sprawe
        uwage...kilka spraw ojcow bylo tam zamieszczane..
        tylko ze z drugiej strony kto mieczem wojuje od miecza ginie...
        powodzenia
      • to.ja.kas Re: Co myślicie o pikiecie pod jej pracą (skoła) 03.10.07, 22:35
        Tego w Olsztynie jeszcze nie było, zorganizuj pikietę....smile)))

        Tylko zanim to zrobisz pomysl o Małej....kurcze nie wiem co Ci
        poradzic...co za kobieta...czekałes na nią z jej synem i ona
        zawróciła????? Ech nóz w kieszeni sie otwiera
    • luna67 Re: Nie mam już pomysłu 03.10.07, 22:37
      Jacek, a kiedy ona widzi sie ze swoim/waszym synem?????? z tego co czytalam syn
      jest u ciebie.
      • jp66 syna ma w dupie 03.10.07, 22:48
        do zeszłego roku od 3.08. kiedy syn przebywa ze mną nie odezwała sie do niego,
        nie schodzi na dół kiedy z nim przyjeżdzałem po córkę, nie pamieta o urodzinach
        i imieninach. Uczyła jego klase ale po tym jak został ze mna zrezygnowała z tej
        klasy. Teraz napisała sms-a do niego czy przyjedzie do nich na weekend - z tego
        co wiem odpisał, ze nie ma ochoty jej widziec (przykre) namawiam go na kontakt z
        matka ale on nie chce.
        • tricolour No to może zrobic tak.... 03.10.07, 23:15
          ... skoro ex jest nauczycielką, to może przywalic jej od strony pedagogicznej.
          Wredne i świńskie, ale co tam - zawód nauczyciela to nie tylko tłok do
          wtłaczania wiedzy do zakutych łbów, ale także pedagog.

          Może jakiś "donosik" - jak traktuje własne dzieci i mogące płynąć stąd
          konsekwencje dla innych dzieci? No.. może należy dać babie w ryj?
          • z.odzysku Re: No to może zrobic tak.... 03.10.07, 23:21
            tricolour napisał:

            > ... Może jakiś "donosik" - jak traktuje własne dzieci i mogące
            > płynąć stąd konsekwencje dla innych dzieci? No.. może należy dać
            > babie w ryj?

            a czemu jp66 miałby zniżać sie do poziomu ex?
            • tricolour To nie tak... 03.10.07, 23:28
              ... że trzeba od razu zniżać sie do poziomu ex.

              Wojne prowadzi sie po to, by ją wygrać. Nawet jesli oznacza to zniżenie sie do
              poziomu ex.

              Dla mnie to różnica.
              • z.odzysku Re: To nie tak... 03.10.07, 23:29
                tricolour napisał:
                > Wojne prowadzi sie po to, by ją wygrać.

                masz rację.

                > Nawet jesli oznacza to zniżenie sie do poziomu ex.

                ale można zachować godność i swoje metody, prawda? Wtedy jest
                satysfakcja.
                • tricolour A jak nie można zachować godności.... 03.10.07, 23:33
                  ... lub trzeba ją poświęcić dla dobra dzieci?

                  Jeśli matka spieprza na widok Jacka lub nie interesuje sie synem, to co z tego,
                  że masz godność jeśli dzieci wychowuje sie na chorych ludzi? W pewnej chwili
                  należy przekalkulować zyski i straty...
                  • z.odzysku Re: A jak nie można zachować godności.... 03.10.07, 23:40
                    tricolour napisał:
                    > ... lub trzeba ją poświęcić dla dobra dzieci?

                    dobro dzieci przede wszystkim!! jp66, to mądry facet... na pewno
                    dobrze zdecyduje i nie musi się nas o zdanie pytać.

                    > Jeśli matka spieprza na widok Jacka lub nie interesuje sie synem,
                    > to co z tego, że masz godność jeśli dzieci wychowuje sie na
                    > chorych ludzi? W pewnej chwili należy przekalkulować zyski i
                    > straty...

                    i co z tego, że matka spieprza na widok dzieci? jak rozumiem dzieci
                    Jacka są na tyle duże, żeby widzieć "o co chodzi". Jacek wcale się
                    nie musi wysilać z tłumaczeniem zachowania matki. Wystarczy, że
                    zachowa ową godność a syn i córka, na pewno to dostrzegą.
                    ... dzieci są mądrzejsze, niż nam się wydaje.
                    • tricolour Też kiedyś radziłem Jackowi spokój... 03.10.07, 23:43
                      ... i opanowanie.

                      Ale teraz mam ochote podeptać babę.

                      smile)
                      • z.odzysku Re: Też kiedyś radziłem Jackowi spokój... 03.10.07, 23:49
                        tricolour napisał:

                        > ... i opanowanie.
                        > Ale teraz mam ochote podeptać babę.

                        no i po co?
                        czyż nie większa satysfakcja będzie, kiedy zachowa się godność i z
                        podniesionym czołem załatwi się sprawę swoimi metodami?
                        • tricolour A jakie to metody? 03.10.07, 23:52
                          Poradź naszemu koledze...
                          • z.odzysku Re: A jakie to metody? 04.10.07, 00:09
                            tricolour napisał:

                            > Poradź naszemu koledze...

                            przede wszystkim wydaje mi się, że nie ma sensu stosować metod
                            odwetowych, mściwych i zaczepnych, bo to uwłaczajce godności. Jacek
                            na pewno jest na tyle odpowiedzialnym i madrym facetem, że znajdzie
                            sposób, aby "załatwić" sprawę z ex i pokazać dzieciom, że jest
                            facetem na poziomie. Doradzanie mu, jak to zrobić, jest niewykonalne.
                          • a.niech.to Re: A jakie to metody? 04.10.07, 03:47
                            Normalnie: twarzą w twarz.
                            • a.niech.to Re: A jakie to metody? 04.10.07, 08:17
                              ...ale to nieaktualne. Unika syna, tym bardziej nie będzie chciała
                              widzieć na oczy jego ojca.
          • i33 Re: No to może zrobic tak.... 03.10.07, 23:25
            a kuratela-nadzór?
          • panda_zielona Re: No to może zrobic tak.... 04.10.07, 13:58
            Z tego co pamiętam ex Jacka jest katechetką,uczy więc religii i tym
            bardziej nie rozumiem jej postępowania.
            • a.niech.to Re: No to może zrobic tak.... 04.10.07, 14:28
              Najciemniej jest pod latarnią.
    • jp66 Siedzę i myślę.... 03.10.07, 23:34
      jutro pójdę do sądu rodzinnego napisze znowu o egzekucje kontaktów, zażądam zeby
      wizyty odbywały sie w obecnosci kuratora, pójde do biskupa przecież ona jest
      katechetką jak nic to nie da naprawdę stane pod jej szkoła i transparentami ( a
      co mi zalezy) i niech swieci oczami przed kloezankami z pracy- kur... a co tam
      przy okazji powiadomie gazetę olsztyńska o planowanej pikiecie (śmiejecie sie
      pewnie- ale naprawdę doprowadziła mnie do ostatecznosci)
      • tricolour Pikieta pikietą... 03.10.07, 23:39
        ... może opisz sytuację i wyslij w setce egzemlarzy do szkoły? Chłodnym językiem
        opisz szczegóły... szlag ją trafi za to - to pewne.
      • z.odzysku Re: Siedzę i myślę.... 03.10.07, 23:42
        jp66 napisał:

        > .... naprawdę stane pod jej szkoła i transparentami ( a
        > co mi zalezy) i niech swieci oczami przed kloezankami z pracy-
        kur...

        na pewno chcesz "pajaca" z siebie robić??
      • tricolour Naprawde bym tak zrobił... 03.10.07, 23:42
        ... poświęciłbym tydzień na zredagowanie dwu stron rzeczowego tekstu opsującego
        sytuację. Napisałbym, że to ostania szansa dla moich dzieci, napisałbym dlaczego
        posuwam się do tak desperackiego kroku i czego po nim oczekuję...
        • to.ja.kas Re: Naprawde bym tak zrobił... 03.10.07, 23:44
          I wysłac do szkoły i kuratorium.....moze pomoze???
          Czego Ci zycze
          • tricolour Dokładnie tak... 03.10.07, 23:46
            ... bo jeśli ex jest kobietą samotną, to praca zawodowa jest jedną z
            najważniejszych rzeczy w jej życiu. Podkopanie pozycji zawodowej będzie
            wyjątkowo bolesne... co można wykorzystac taktycznie do negocjacji.
            • a.niech.to Re: Dokładnie tak... 03.10.07, 23:49
              Zaskakujesz mnie, Tri. Jest takie gówno, którego już nie obetrzesz.
              • tricolour Trudno. 03.10.07, 23:52
                Jest też takie pojęcie jak "trudno".
      • akacjax Re: Siedzę i myślę.... 03.10.07, 23:52
        A byłeś ze skargą na przedłużającą się sprawę u prezesa sądu?
        Działaj na wszystkich frontach.
        Nie wiem, czy jej nie przydałyby się badania psychiatryczne. Bo to, co robi normalne nie jest.
        • crazyrabbit Re: Siedzę i myślę.... 03.10.07, 23:55
          Jacek juz kiedyś pisał , że chciałby ja skierować na badania
          psychiatryczne! I wszyscy na niego naskoczyli! Że exia taka niby
          nieszczęśliwa i wogóle.... przypomnijcie sobie...
          • tricolour Ja też naskoczyłem... 03.10.07, 23:58
            ... ale miarka sie przebiera. Jest granica, którą sie osiąga, a żyć trzeba dalej.

            Niektórym tylko widok leja po bombie pobudza wyobraźnię, a jak nie pomoże to
            trzeba dać pstryczka w nos.
    • julka1800 Re: Nie mam już pomysłu 04.10.07, 10:21
      Juz kiedys pisalam odnosnie zony JP, drogi JP Twojej zonie potrzebna
      jest pomoc, a Ty chcesz urzadzac pikiety i pisac pisma. Zaszczuc ja.
      Zniszczysz jej zycie zawodowe, a potem napiszesz nam tu na
      forum: "Ratujcie byla zona chce alimenty na siebie"

      Ja jej nie bronie, chce ja zrozumiec.
      Jestem w stanie wyobrazic sobie, ze czlowiek, ktoremu w jego
      mniemaniu odebrano wszystko, nie jest w stanie logicznie myslec ani
      logicznie postepowac.
    • aron95 Ksiądz 04.10.07, 10:45
      Tak sobie myśle że przecież skoro Ty się nie widujesz z córką to i syn jej nie
      widzi . Może z jakąs misją do siostry by poszedł.
      Albo
      Baba - beton ale katoliczka może księdza posłucha jeśli go przekonasz.
      Przy okazji na mszę możesz dać w tej intencji .
      • 374.4w Re: Ksiądz 04.10.07, 11:23
        Przeczytałam wszystkie podpowiedzi. Pomysł z pismami do koleżanek,
        kuratorium fatalny. Dorosły facet ma się skażyć koleżankom i
        organowi sprawującemu nadzór merytoryczny nad szkołą (a nad nią -
        katechetką to nawet nie kuratorium, ale proboszcz), że nie może się
        dogadać z ex. A co to da? Co niby kuratorium(proboszcz) mają zrobić?
        Wziąć ją na dywanik i zrobić rozgawor, że tak się nie robi? Przede
        wszystkim oni mogą być po jej stronie, być zdania, że to Jacek coś
        źle robi.
        Wydaje mi się, dobrym rozwiązaniem może być egzekucja widzeń,
        aczkolwiek też tzreba się zastanowić, czy takie dokładne aptekarskie
        odliczanie nie przynosi odwrotnych od oczekiwanych skutków.
        Spotkania w obecności kuratora? Nie chciałabym, by moim spotkaniom z
        dzieckiem towarzyszyła zupełnie obca osoba trzecia. To będzie tylko
        siedzenie w domu i sztywna, bo w obecności kuratora, rozmowa. Wątpię
        by kurator poszedł do kina, McDonalda itd.
        Może lepiej chwilowo odpuścić? Córka i jej matka mogą mieć teraz
        ogromne poczucie zagrożenia, nie czuć się bezpiecznie. One chyba
        tych prób widzenia się nie traktują jako pokojowe.
        Ostateczną decyzję i tak Jacek musi podjąć sam. Jacku życzę spokoju,
        rozsądku przy jej podejmownaniu
        • lilyrush Re: Ksiądz 04.10.07, 12:54
          Ale co Jacek ma odpuszczać? Widywanie własneo dizecka?
          Skoro Zona jest katechetka to faktycznie rozmowa z kimś ze
          środowiska (kuria, ksadz) moga pomóc. z tego, co kojarze te osoby sa
          bardizej monitorowane niz zwykli naucyciele
          • to.ja.kas Re: Ksiądz 04.10.07, 13:22
            I skad pomysł ze córka czuje sie zagrozona??? Z tego co tu
            opisyuwane jest przez Jacka to corka takiego zagrozenia nie odczuwa,
            wrecz przeciwnie...lubi spotkania z tatą...

            I ja tez zadam pytanie??? Co Jacek ma odpuszczac? Kontakty z
            córką????
            A jakbys doczytała to Jacek ma ustalone terminy spotkan....problem
            jest z egzekucja tych spotkan bo mama mam wyroki w nosie.

            Wiec ksiadz nie, kurator nie, rozmowa z zona nie, pikieta nie, media
            nie...co poradzisz? Moze masz jakis swietny pomysł na to by nie
            stracic kontaktu z corka i przemówic chorej kobiecie do rozumu???
            • to.ja.kas Re: Ksiądz 04.10.07, 13:24
              A i jeszcze cos!!! Jakby mój były mąż uniemożliwił kontakty z moja
              córka to zrobiłabym WSZYSTKO by corke moc spotykac i odzyskac...a ze
              on straci dobre imie, prace czy dobre samopoczucie miałoby dla mnie
              drugoplanowe znaczenie.
              Ciekawe ile z Was mamy oddałoby walkowerem kontakt z dzieckiem jakby
              tata je wziął i uciekał przed Wami widzac ze czekacie na
              spotkanie?????
              • sylwiamich Re: Ksiądz 04.10.07, 13:32
                Wiesz Kasiu...coś mi uzmysłowiłaś.Ja też facetowi zalecałabym
                odpuszczenie jako jedyna metodę.A kobiecie? Oczy wydrap, porusz
                niebo i ziemię!!!Nalezy Ci się!! I teraz jest pytanie:
                "Czy dlatego że gdzieś, z tyłu głowy myślę że tylko kobietom się
                naprawdę nalezy?
                "Czy moze dlatego, że znając swoją płeć stwierdzam że jest to
                naskuteczniejsza metoda?
                chyba przechodze jakąś przemianę dzięki Tobie Kasiu...lecę do lustra
                się obejrzeć..pasmile)
              • a.niech.to Re: Ksiądz 04.10.07, 13:42
                to.ja.kas napisała:

                > Ciekawe ile z Was mamy oddałoby walkowerem kontakt z dzieckiem
                jakby
                > tata je wziął i uciekał przed Wami widzac ze czekacie na
                > spotkanie?????
                Nie odpuściłabym przenigdy. Nie wiem, jak postawiłabym na swoim, ale
                na pewno znalazlabym jakiś sposób, choćby najbardziej odjechany.
                Czego bym nie zrobiła na pewno, to nie skrzywdziłabym w tych
                rozgrywkach dziecka. Wolalabym odpuścić. Jak mus to mus. Się
                przeżyje.
                • to.ja.kas Re: Ksiądz 04.10.07, 13:50
                  Byłby jeden jedyny warunek ze nie zrobiłabym niczego spektakularnego
                  by zobaczyc sie z Mała - ona kategorycznie zazadałaby (SAMA!!!! w
                  rozmowie w 4 oczy) bym tego nie robiła...ale to nie znaczyłoby, ze
                  odpusciłabym proby nawiazania z nia kontaktu jak mama z córką....

                  Gdyby mój eks zabrał corke i widzac mnie czekajaca (po raz kolejny)
                  zawrócił i odjechał nie wiem co bym zrobiła, ale pewnie w koncu
                  ruszyłabym w pogon, wezwała policje, zasypała sąd skargami,
                  poruszyłabym media, niebo i ziemie, rzeczniaka praw dziecka, ksiedza
                  i diabła bylebym tylko mogła podtrzymac cos co w zyciu mam
                  najcenniejsze - wiez z moja corką.

                  Jacku nie odpuszczaj.
                  Pamietasz watek dziewczyny (chyba Normalna ) o tym jak mimo tego, ze
                  tata odszedł, załozył nową rodzine ceni sobie kontakty z nim?Jak
                  boli ją ze mama te kontakty utrudniała? Dzieci potrzebuja wiedziec,
                  ze rodzicom na nich zalezy. A jak staram sie nie rzucac personalnymi
                  odzywkami to ta baba jest dla mnie bezbrzeznie niepoczytalna...i
                  gdyby to był mój mąż to pewnie starałabym sieto udowodnic byle tylko
                  móc mieć kontakt z własnym dzieckiem.....I tyle!!!!
                  Fakt, ze syn Jacka za zadne skarby nie chce mamyt widziec, ze mama
                  zmieniła klase by nie uczyc syna juz swiadczy o tym, ze cos jest nie
                  tak.

                  Sylwia cieszy mnie to co napisałas...i nie dlatego ze przyznałas mi
                  racje ale dlatego ze ja juz zastanawiac sie zaczynałam czy darze
                  moją córką chora miłoscią, gdy wyobrazałam sobie co ja, matka i
                  kobieta zrobiłabym jakbym była na miejscu Jacka!
              • 374.4w Re: Ksiądz 04.10.07, 14:06
                lilly:

                napisałam „chwilowo” odpuścić; nadal jestem zdanie, że skarżenie się
                na ex do jej zwierzchników nie jest dobre (może powinnam
                napisać „niemęskie”?), co to znaczy, że katecheci są bardziej
                monitorowani niż zwykli nauczyciele:


                kas.

                skąd pomysł o poczuciu zagrożenia? to tylko domysły, wiem co to
                znaczy czuć się zaszczutym, matka z córką mogą się tak czuć mimo iż
                Jacek o tym nie pisze, nie odbiera tego w ten sposób;
                tak odpuścić chwilowo spotkania, gdybyś ty doczytała to
                wiedziałabyś, że ja wiem o problemach z egzekucją spotkań;
                nie, nie mam pomysłu, podobnie jak nikt z nas, bo tu jednoznacznych
                recept nie ma; jest to problem Jacka, my tylko dzielimy się swoimi
                spostrzeżeniami, uwagami, to on podejmie decyzję;
                myślę, że jednak powinny być granice tego „wszystko”, które jesteśmy
                w stanie zrobić by widywać się z dzieckiem, poruszamy się w bardzo
                delikatnej materii i łatwo tu zostać słoniem w składzie porcelany;
                czy w tej całej sprawie jest jeszcze tzw dobro dziecka czy już
                tylko walka; z jednej strony „mam prawo”, z drugiej „nie dam”??
                odpowiedzi znają tylko Jacek, ex i córka
                • to.ja.kas Re: Ksiądz 04.10.07, 14:20
                  374.4w napisała:
                  > napisałam „chwilowo” odpuścić;

                  ile jestes w stanie nie widywac własnego dziecka bo mąż sobie tego
                  nie zyczy??? Ta sprawa ciągnie się bardzo długo
                  >nadal jestem zdanie, że skarżenie się
                  > na ex do jej zwierzchników nie jest dobre (może powinnam
                  > napisać „niemęskie”?),
                  A to czy moje zachowanie ktos odczytywałby jako niekobiece w takiej
                  sytuacji miałabym głeboko w poważaniu...wybacz ale przy
                  dylemacie...miec kontakt z córka czy tez nie, to ten argument tak
                  mało waży, zę jest aż zabawny.


                  > wiem co to znaczy czuć się zaszczutym,
                  Ja też, mój eks był mistrzem

                  >matka z córką mogą się tak czuć mimo iż Jacek o tym nie pisze,
                  odnosze sie do tego co Jacek pisze, nie szukam drugiego dna, nie
                  weszę, nie gdybam...wiem tyle ile jest opisane i w takiej sytuacji
                  jak opisana zachowałabym sie tak nie inaczej. Jesli wyszłoby na jaw
                  ze Jacek bije swoja córkę, wrzeszczy czy czeka z nożem rady
                  dawałabym inne...ale odnosze sie do faktów znanych przeze mnie od
                  Jacka, i o takich sytuacjach pisze...nie o tym co mi sie wydaje, ze
                  moze jest a moze nie ma, a moze ma złe intencje.

                  > tak odpuścić chwilowo spotkania, gdybyś ty doczytała to
                  > wiedziałabyś, że ja wiem o problemach z egzekucją spotkań;

                  Ponowie pytanie: jak długo czekałabys i odpusciła sobie widzenia z
                  dzieckiem TYLKO dlatego, ze ojciec dziecka sobie nie zyczy. Nie
                  doczytałam jakie Ty masz problemy...widocznie nie rzuciły mi sie na
                  oczy i nie o Twoich problemach pisze ale o Jacka... Moze kiedys bede
                  miała czas i poczytam Twoja historie...nawet jesli jest podobna nie
                  oznacza ze jest taka sama...

                  > nie, nie mam pomysłu, podobnie jak nikt z nas, bo tu
                  jednoznacznych recept nie ma; jest to problem Jacka, my tylko
                  dzielimy się swoimi spostrzeżeniami, uwagami, to on podejmie decyzję;

                  i tu sie z tOba zgadzam

                  > myślę, że jednak powinny być granice tego „wszystko”, które jesteśm
                  > y w stanie zrobić by widywać się z dzieckiem,

                  Poczytaj powiesc "Tylko razem z córka"Betty Mahmoody...ja chyba
                  jestem nietypowa mama, bo dla mojego kontaktu z Mała i jej kontaktu
                  ze mna zrobiłabym wszystko...pies ganiał faceta, jego samopoczucie,
                  wstyd, złość, kaprysy i cała poinie obcych mi osób.

                  > poruszamy się w bardzo delikatnej materii i łatwo tu zostać
                  słoniem w składzie porcelany;

                  zgadzam sie, ale co z tego wynika dla tej konkretnie sytuacji???

                  > czy w tej całej sprawie jest jeszcze tzw dobro dziecka czy już
                  > tylko walka; z jednej strony „mam prawo”, z drugiej „nie dam"

                  A moze w całej tej sytuacji jest wielka tesknota i miłosc ojca do
                  córki tak wielka, ze w potwornej desperacji szuka mozliwosci
                  podtrzymania kontaktu z własnym dzieckiem. Ja widze tu milosc,
                  milosc, milosc, milosc i tesknote...ale moze dlatego, ze ja daje
                  prawo do uczuc w stosunku do dzieci dokładnie takie samo mezczyznom
                  jak i kobietom...IDENTYCZNE !!! I wierze (z tego co pisze Jacek) ze
                  córka tez kocha i teskni za tatą !

                  > odpowiedzi znają tylko Jacek, ex i córka
                  Jak kiedys napisze tu zona Jacka chetnie wtedy ocenie jej punkt
                  widzenia, poki co wiem tyle ile napisane.
            • z.odzysku Re: Ksiądz 04.10.07, 13:59
              to.ja.kas napisała:

              > ... Wiec ksiadz nie, kurator nie, rozmowa z zona nie, pikieta nie,
              > media nie...co poradzisz? Moze masz jakis swietny pomysł na to by
              > nie stracic kontaktu z corka i przemówic chorej kobiecie do
              > rozumu???

              czy kobieta jest chora, to raczej trudno stwierdzić. Z opisów Jacka,
              wynika, że jest bardzo zawzięta/złośliwa (znam niestety ten typ).
              Skoro zawodzą powyższe sposoby przemówienia kobiecie do rozumu, to
              może warto, aby Jacek dotarł do jakiejś osoby, do której jego ex ma
              zaufanie i dobry kontakt (przyjaciółka, ojciec, matka,
              rodzeństwo,..) i porozmawiał z nią przedstawiając sytuację i prosząc
              o pomoc w przemówieniu kobiecie do rozumu.
              Wydaje mi się, że warto poszukać pokojowego rozwiązania sytuacji, bo
              jeśli Jacek będzie dalej "wojował" z ex, to ta spirala
              zawziętości/złośliwości/etc. będzie się tylko nakręcać, a w efekcie
              ucierpią dzieci.

              M
              • to.ja.kas Re: Ksiądz 04.10.07, 14:02
                No ale Jacek juz chyba probował wszelkich pokojowych rozwiazan...ta
                sprawa była opisywana na długo zanim sie tu pojawiłes tongue_outPP
                To ten typ co łatwiej zabic niz po dobroci przemówic do rozumu smile))
                • to.ja.kas Re: Ksiądz 04.10.07, 14:07
                  Mało tego czy ta kobieta zastanawia sie nad tym, ze ogranicza
                  rowniez kontakt rodzenstwa ze soba??? Jacek czekał z synem, bratem
                  córkie i JEJ synem...to naprawde nie wygląda jak działanie osoby
                  zdrowej...nie oceniam jej zdrowie, bo masz racje nie wiem czy ona
                  jest osobą czy tylko bardzo złą.
                  • z.odzysku Re: Ksiądz 04.10.07, 14:25
                    to.ja.kas napisała:

                    > Mało tego czy ta kobieta zastanawia sie nad tym, ze ogranicza
                    > rowniez kontakt rodzenstwa ze soba???

                    zapewne ślepa furia przysłoniła jej konsekwencje swojego
                    postępowania. Ex w postępowaniu z Jackiem kieruje się chęcią odwetu.
                    Spotkałem się już z takim sposobem postępowania. Z takim typem
                    człowieka nie ma sensu walczyć. Szkoda nerwów, a przede wszsystkim
                    dzieci. Trzeba poszukać innego sposobu.
                    • to.ja.kas Re: Ksiądz 04.10.07, 14:30
                      Szukałam sposobu na mojego domowego psychopate siedem lat ... po
                      siedmiu latach sie poddałam...wziełam rozwod...dosłownie NIC nie
                      pomagało. Mediacje nie, przyjaciele nie, straszenie nie, proszenie
                      nie, rozmowy nie, manipulacje nie, prosby o leczenie nie...nie
                      robiłam pikiety ale ujawniłam jego zachowania ogłólowi nie,
                      ukrywanie jego zachowan przez lat siedem nie, policja
                      nie....WSZYSTKO było nieskuteczne...

                      I wspolczuje Jackowi bo obawiam sie, ze łatwo nie bedzie...a problem
                      w tym, ze on nie chce rozwodu z corka bo ja zwyczajnie kocha i uwaza
                      ze jego wiez jest córce potrzebna (przy takiej mamie jest potrzebny
                      kontakt z kims normalnym)...a tu niestety kazdy miesiac nieobecnosci
                      Jacka w zyciu córki bedzie miał głebokie konsekwencje....\

                      A jakby Jacek odpuscił córka pewnie by slyszała "a widzisz jak cie
                      kocha, ma cie dziecko głeboko w tyłku..." Ja bym takie osoby
                      sterylizowała, zabierała prawa i wysyłała na kamczatke....bo zyc z
                      kims takim sie nie da...
                      • z.odzysku Re: Ksiądz 04.10.07, 14:40
                        to.ja.kas napisała:

                        > Szukałam sposobu na mojego domowego psychopate siedem lat ... po
                        > siedmiu latach sie poddałam...wziełam rozwod...dosłownie NIC nie
                        > pomagało. Mediacje nie, przyjaciele nie, straszenie nie, proszenie
                        > nie, rozmowy nie, manipulacje nie, prosby o leczenie nie...nie
                        > robiłam pikiety ale ujawniłam jego zachowania ogłólowi nie,
                        > ukrywanie jego zachowan przez lat siedem nie, policja
                        > nie....WSZYSTKO było nieskuteczne...

                        bo przychodzi taki moment, kiedy mówi się sobie: "już nic więcej nie
                        potrafię zrobić. Wyczerpałem swoje możliwości".
                        Oj jak ja dobrze rozumiem o czym mówisz.


                        > I wspolczuje Jackowi bo obawiam sie, ze łatwo nie bedzie...a
                        > problem w tym, ze on nie chce rozwodu z corka bo ja zwyczajnie
                        > kocha i uwaza ze jego wiez jest córce potrzebna (przy takiej mamie
                        > jest potrzebny kontakt z kims normalnym)...a tu niestety kazdy
                        > miesiac nieobecnosci Jacka w zyciu córki bedzie miał głebokie
                        > konsekwencje....\

                        Też mu współczuję. Ufam, że uda mu się znaleźć sposób na dotarcie do
                        ex. A co do jego córki... że ją kocha to oczywiste, ale już nawet
                        nie chodzi o to, że córka nie ma kontaktu z kimś normalnym. Po
                        prostu córce potrzebny jest kochający ojciec, aby nauczyła się
                        układać sobie poprawne relacje z mężczyznami w przyszłości.


                        > A jakby Jacek odpuscił córka pewnie by slyszała "a widzisz jak cie
                        > kocha, ma cie dziecko głeboko w tyłku..."

                        po co gdybać?


                        > ... bo zyc z kims takim sie nie da...

                        dlatego Jacek się rozwiódł
                • z.odzysku Re: Ksiądz 04.10.07, 14:21
                  to.ja.kas napisała:

                  > No ale Jacek juz chyba probował wszelkich pokojowych
                  > rozwiazan...ta sprawa była opisywana na długo zanim sie tu
                  > pojawiłes tongue_outPP

                  trochę pamiętam, ale bez szczegółów. Dokształcę się w takim razie.


                  > To ten typ co łatwiej zabic niz po dobroci przemówic
                  > do rozumu smile))

                  to też jest jakieś rozwiązanie, jednakże nie rekomendowałbym, bo
                  obarczone sankcjami prawnymi wink


                  Wydaje mi się, że istotą sprawy jest to, aby Jacek znalazł jakiś
                  wrażliwy punkt w swojej ex, jakieś pozytywne emocje, które w niej
                  siedzą (choćby resztki) i odwołał się do tych emocji, używając do
                  tego pośrednika.
                  Bo, przy takim zacietrzewieniu ex, im ostrzej Jacek będzie z nią
                  postępował, tym większy będzie jej odwet, złośliwości i utrudnienia.


                  PS. "use your feelings... Luke" smile
                  Nawet Darth Vader się nawrócił przed śmiercią, więc jest nadzieja ;-
                  ))
    • jp66 Katastrofa.... 04.10.07, 20:33
      Byłem w sądzie rodzinnym i.... akta sprawy "zaginęły" nikt nie wie gdzie one są,
      w rodzinnym "odesłaliśmy do rejonowego w związku z odwołaniem pana zony" w
      rejonowym " co oni gadaja po rozpatrzeniu odwołania pana zony odesłaliśmy do
      rodzinnego", zostawiłem pismo (kolejne) zostałem "pocieszony" tekstem " prosze
      pana nie jest pan jedyny, co my tu mamy za szopki z tymi widzeniami, a takie
      sprawy bardzo długo trwaja i przeważnie nie przynoszą efektu"
      A teraz parę słów komentarza do waszych wypowiedzi:
      1. macie racje, ze ona jest osoba zawziętą i do celu dąży po trupach
      2. rozmawiałem z jej proboszczem (jakiś czas temu) "to sa wasze prywatne sprawy
      nie mogę się w nie mieszać"- nie pomogło tłumaczenie, że chodzi tylko o zwykłe
      kontakty z córką..
      3. napisałem list (obszerny) z faktami, do kurii - bez jakiejkolwiek odpowiedzi
      4. zadzwoniłem do psychologa do którego prowadza córkę (jeden telefon) napisałem
      "prowadza" bo chodziła tam tylko po to zeby wystawił zaswiadczenie, że córka nie
      chce się ze mna spotykac, prosiłem go żeby z nią porozmawiał jesli sie pojawi u
      niego, przekonał do tych kontaktów, facet chyba wykonał prośbe bo otrzymałem od
      niej telefon z groxbami i wyzwiskami i żebym do niego nie dzwonił bo robie z
      siebie idiote.
      5.rozmawiałem z jej kolezankami ale te które wspomniały jej o naszej rozmowie
      przestawały byc jej kolezankami, inne nie chciały sie angażować twierdząc, że do
      niej i tak nic nie dotrze, że mnie rozumieja ale...
      6. z jej rodzina niestety nie moge porozmawiać bo jestem wrogiem nr1, i wszyscy
      ze mną walczą
      7. podobnym przypadkiem jest jej siostra (rozwiedziona) kiedy ojciec przychodził
      odwiedzić dzieci chowała sie z nimi, wychodziła z domu a dzieciom mówiła jaki to
      drań itp, kiedy pojechał pod szkołę dzieci pouciekały...
      8. myślałem nad tym, zeby dac sobie spokój z kontaktami, może jak zobaczy że mi
      nie może juz dokuczyć , zranić , da sobie na luz- zachodzi jednak bardzo realne
      podejżenie, że po jakims czasie nie zobaczę córki bo ona sama nie bedzie juz
      chciała (przecież w/g ex zdradziłem ja, rozpieprzyłem małżeństwo, zadaję sie z
      dziwkami i bawie ich bękarty- teksty do małej- prowadzanie jej pod blok do
      przyjaciółki i robienie awantur przy dziecku ma to córce uswiadomić)
      9. moja ex jest wychowana w takim domu i takiej atmosferze ( sądzili sie
      pomiędzy sobą, wypisywali na siebie donosy- wszyscy na wszystkich)
      10. ona jest wściekła z powodu totalnej porażki- miałem byc znęcaczem, niebieska
      karta miała być, potem wyrok, potem eksmisja z domu, potem wysokie alimenty, i
      widywanie dzieci z kuratorem, no i rozwód z mojej winy - plan sie nie powiódł
      zupełnie i z tąd ta wściekłość, no i z tąd, ze mam kogoś i i ogólnie jestem
      szczęsliwy (gdyby nie te kontakty z córką byłaby pełnia szczęścia, a jak
      powiedział do niej psycholog " pani nie ułozy sobie życia z nikim"
      dzięki za wsparcie i rady- jakiekolwiek one są, to bardzo pomaga, bo nie jestem
      sam z tym wszystkim.smile
      • crazyrabbit Re: Katastrofa.... 04.10.07, 21:10
        Opadły mi ręce , królicze uszy i biust (ale lekko hehe)...

        Wiesz co , jej naprawdę nie trzeba psychiatry.
        Ja bym obstawała za syndromem przewlekłego niedo.....cia.
        Wibrator kup?

        A tak poważnie... skończyły się chyba wszystkim pomysły... ale nie
        odpuszczaj , walcz!
        • jp66 Re: Katastrofa.... 04.10.07, 21:20
          pukanie w głowę wibratorkiem nie pomoże, tu potrzebny jest młot pneumatyczny
          smileInterpretacja zastosowania wibratora- własna
          • crazyrabbit Re: Katastrofa.... 04.10.07, 21:22
            No ja tam znam wiele innych zastosowań wibratora , ale niech Ci
            będzie tongue_out
        • z.odzysku Re: Katastrofa.... 04.10.07, 21:32
          crazyrabbit napisała:
          > Wiesz co , jej naprawdę nie trzeba psychiatry.
          > Ja bym obstawała za syndromem przewlekłego niedo.....cia.
          > Wibrator kup?

          to raczej nie to Króliczku.

          Poczytawszy wcześniejsze posty Jacka, obawiam się jednak, że jego ex
          ma poważne problemy z sobą samą. Całą swoją energię skupia na
          dokuczeniu mu na wszelkie możliwe sposoby. Nie waha się przy tym
          używać dzieci w załatwianiu tej swojej "zemsty". Zetknąłem się z
          takim przypadkiem. To była chorobliwa wręcz zazdrość (nawet zawiść),
          dosłownie o wszystko, każdy najdrobniejszy szczegół, sukces,
          umiejętność, cechę, etc... To potwornie destrukcyjne uczucie,
          przede wszystkim dla zazdroszczącego. Powoduje, że zazdroszczący
          nieustannie oskarża partnera o najgorsze możliwe łajdactwa, zdrady i
          świństwa i w związku z tym zazdroszczący musi im "przeciwdziałać".
          Taka nieleczona zazdrość prowadzi nierzadko do paranoi, co jest już
          poważnym schorzeniem psychiatrycznym. Niestety jest trudno
          diagnozowalna.
          Podsumowując: wydaje mi się, że Twoja ex potrzebuje fachowej pomocy,
          którą, w trosce o dzieci (głównie córkę, jak rozumiem), powinieneś
          jej zorganizować. Oczywiście decyzja należy do Ciebie.

          Pozdrawiam Cię i wspieram jak mogę!

          M
          • crazyrabbit Re: Katastrofa.... 04.10.07, 22:18
            ... nie bierz tak do końca serio tego , co piszę ...
            Napisałam chyba wczoraj , że jak Jacek pisał o fachowej pomocy
            psychiatrycznej dla ex , to wszyscy prawie na niego wsiedli z
            krzykiem.
            A według mnie , to ona powinna się leczyć.
            Nowoczesne leki przeciwlękowe i przeciwdepresyjne są nadzwyczaj
            skuteczne i mają niewiele skutków ubocznych.

            Szans na dogadanie z tym babochłonem nie widzę , a śledzę historię
            Jacka chyba od początku.
            • nangaparbat3 Re: Katastrofa.... 04.10.07, 22:32
              Pewnie, ze powinna sie leczyc, ale Jacek jest pewnie ostatnią osobą, która ma
              szanse przekonac ją do tego.
      • z.odzysku Re: Katastrofa.... 04.10.07, 21:19
        Jacek...
        ... o kur.. zatkało mnie.

        trzymaj się chłopie!
        Poczytałem trochę Twoich wcześniejszych postów.
        Jestem pod ogromnym wrażeniem Twojej determinacji!
        Wypiję dziś Twoje zdrowie!

        Ale przyszło mi do głowy tylko to, że jesteś kochającym ojcem, to
        Twoja córka zawsze będzie to czuła, choćby nie wiem co ex jej gadała.

        Jeszcze przyjdzie Twój czas... chyba nie pozostaje nic innego, jak
        puścić sprawy swojemu biegowi.
        • panda_zielona Re: Katastrofa.... 04.10.07, 23:10
          Kuźwa,to jakaś paranoja normalnie brak słów.


          z.odzysku napisał:

          Jeszcze przyjdzie Twój czas... chyba nie pozostaje nic innego, jak
          > puścić sprawy swojemu biegowi.

          ja bym jednak nie odpuszczała prób widzenia się z córką.Zawsze można
          pójść do szkoły jak kończy lekcje.
      • amaleta1 Re: Katastrofa.... 05.10.07, 15:32
        Witaj.ja z moim obecnym partnerem mamy dokładnie taki sam problem i
        też już nie mamy p[omysłów na "kochającą "mamuśkę! u nas jeszcze
        dochodzi, to ,że tamta ma znajomości na policji, w sądzie, wynajęła
        ochronę żeby czasem mąż nie spotkał się ze swoimi własnymi Dziećmi
        do których ma pełne prawa!Dochodzi też komornik za zaległe
        alimenty.Nie płacił, bo został rok temu tylko w tym co miał na
        sobie.Wiadomo wiec, że żyć trzeba, a wszystko kosztuje-
        ubrania,jedzenie mieszkanie.Gdy znalazł pracę, robiła różne cyrki,
        żeby go tylko zwolnili.Teraz komornik zajmuje nieruchomości Jego
        matki mimo, aż nie było w sądzie sprawy przeciwko Jego matce.A i
        jeszcze jedno- kilka miesięcy temu udało mu się zobaczyć dzieci i
        dać Im kilka drobiazgów.Wspaniała mamcia wszystkko wyrzucila.
        Ty masz katechetkę, a my mamy główną księgową w PEC(świętokrzyskie).
        • chalsia Amaleta 05.10.07, 22:46
          myślę, że nie masz co porównywac do JP, bowiem to co wiesz, wiesz
          głównie z ust swojego partnera - jesteś osobą trzecią, której te
          sprawy bezpośrednio nie dotyczą.
          • amaleta1 Re: Amaleta 08.10.07, 13:23
            I tu sie mylisz.
            Widziałam jak wyrzucała te prezenty rozbijając je o
            beton.Rozmawiałam z jego Dziećmi i widziałam jak młodsza za nic w
            swiecie nie chciała wracać do matki!
            Słyszałam rozmowy dziecka, gdy pod nieobecność matki dzwoniło do
            ojca!(dopóki nie zabrała Im telefonu).
            To nie jest jego relacja!
            To są fakty, które widziałam i słyszałam osobiście.
    • jp66 Wojna??? 05.10.07, 14:48
      wczoraj powiedziałem córce, że może ja zabiorę bezpośrednio ze szkoły... i co?
      właśnie - córki nie ma dzis w szkole, mama ja wywiozła do swojego ojca.
      Dodzwoniłem się do córki "tata nie moge sie z tobą zobaczyc bo mama jest chora i
      nie poszła dziś do pracy, nie wracamy do Olsztyna" Tego było chyba już za dużo.
      Poszedłem do sądu, odnalazłem te cholerne akta z zeszłego roku, z nimi do
      przewodniczącej, naświetliłem problem- obiecała załatwic jej odwołanie we wtorek
      i szybko odesłać akta do rodzinnego, potem wizyta u biskupa- napisałem o co
      chodzi dołączyłem wszystkie postanowienia sądu (facet za głowę się łapał kiedy
      powiedziałem, że jest katechetka- obiecał pomoc. Urząd miasta też wyraził zgodę
      na pikietę pod szkoła mamusi (wstępnie) muszę określic termin i ilośc osób i czy
      potrzebne sa jakies srodki zabezpieczajace (policja, organizacja ruchu) To chyba
      wojna? A i jeszcze przewodnicząca Sadu powiedziała, że mogę wnosić o zmiane
      wyroku co do miejsca pobytu córki (nawet po uprawomocnieniu wyroku)narazie
      jednak jestem wściekły jak jasna cholera , boli mnie głowa, a o zaprzestaniu
      palenia też narazie zapomniałem.
      • a.niech.to Re: Wojna??? 05.10.07, 14:56
        Aronie, a jakby tak na przetrzymanie. Gdy nie ma nic, pozostaje
        zawsze poczucie humoru.
        • aron95 a.niech.to 05.10.07, 15:12
          a.niech.to napisała:

          > Aronie, a jakby tak na przetrzymanie. Gdy nie ma nic, pozostaje
          > zawsze poczucie humoru.

          Coś myślisz o mnie kochana
          • a.niech.to Re: a.niech.to 05.10.07, 15:16
            aron95 napisał:

            > a.niech.to napisała:
            >
            > > Aronie, a jakby tak na przetrzymanie. Gdy nie ma nic, pozostaje
            > > zawsze poczucie humoru.
            >
            > Coś myślisz o mnie kochana
            Nawet często. Lubię Cię za prostolinijność, bo ona pozwala rozwiązać
            wiele skomplikowanych sytuacji. To tak w kontekście jp.
            • aron95 Re: a.niech.to 05.10.07, 15:21
              a.niech.to napisała:

              >
              > >
              > > Coś myślisz o mnie kochana
              > Nawet często. Lubię Cię za prostolinijność, bo ona pozwala rozwiązać
              > wiele skomplikowanych sytuacji. To tak w kontekście jp.

              Orzesz aż się zaczerwieniłem
      • julka1800 Re: Wojna??? 05.10.07, 14:57
        rece mi opadły...sad

        Jacku czy ty nigdy nie odpuszczasz? Przesz w zaparte, i co chcesz
        uzyskac?
        Usiadz i zastanow sie czego wlasciwie chcesz: wygrac dla samej
        wygranej? Na spokojnie. Choc o spokoj czytajac Twoj post bedzie
        trudno.
        • to.ja.kas Re: Wojna??? 05.10.07, 15:02
          julka1800 napisała:
          > > Usiadz i zastanow sie czego wlasciwie chcesz: wygrac dla samej
          > wygranej?

          A nie zakładasz, ze on bardzo córke kocha i bardzo za nia teskni???
          • julka1800 Re: Wojna??? 05.10.07, 15:08
            Zakladam nawet ze bardzo.
      • julka1800 Re: ps 05.10.07, 14:59
        Nie chcialam tego nigdy napisac, ale napiszę: gdyby Twojej corce
        bylo z matką zle, tak naprawde zle, ucieklaby od niej, po prostu.
        • to.ja.kas Re: ps 05.10.07, 15:01
          Julka ja tez nie chciałabym tego napisac a napisze....pieprzysz
          Kochana.

          Powiedz jak długo gotowa byłabys nie widziec dziecka TYLKO dlatego,
          ze tatus ma takie widzimisie?
          Domyslam sie, ze bys odpusciła???
          • julka1800 Re: ps 05.10.07, 15:07
            to.ja.kas napisała:

            > Julka ja tez nie chciałabym tego napisac a napisze....pieprzysz
            > Kochana.
            >
            > Powiedz jak długo gotowa byłabys nie widziec dziecka TYLKO
            dlatego,
            > ze tatus ma takie widzimisie?
            > Domyslam sie, ze bys odpusciła???
            >
            Napisalam juz kiedys ze tej wojny JP moim zdaniem ta medoda nie
            wygra. Jego zachowanie nakreca zachwanie drugiej strony. Ktos tu
            musi byc madrzejszy. Jego wybor.
            Ty nie musisz sie ze mna zgadzac, radz po swojemu.
            • to.ja.kas Re: ps 05.10.07, 15:11
              Ale spokojne rozmowy nie pomogły....jej zachowanie wywołało wojnę....

              A na pytanie mi nie odpowiedziałas wink)
              • julka1800 Re: ps 05.10.07, 15:15
                to.ja.kas napisała:

                > Ale spokojne rozmowy nie pomogły....jej zachowanie wywołało
                wojnę....

                Jej zachowanie wynikalo z propozycji JP odnosnie chceci przejecia
                opieki rowniez nad corka. I dalszy ciag to konsekwencja tamtego.
                Strachu.

                > A na pytanie mi nie odpowiedziałas wink)

                Nie odpowiedzialam, bo nigdy niebylam w takiej stytuacji i nie
                zamierzam gdybac.
                • julka1800 Re: ps 05.10.07, 15:16
                  oczywiscie "nie bylam"smile
                • a.niech.to Re: ps 05.10.07, 15:18
                  julka1800 napisała:

                  > Nie odpowiedzialam, bo nigdy niebylam w takiej stytuacji i nie
                  > zamierzam gdybac.
                  Słuszna postawa. Też staram się ją przyjmować.
          • a.niech.to Re: ps 05.10.07, 15:08
            to.ja.kas napisała:

            > Powiedz jak długo gotowa byłabys nie widziec dziecka TYLKO
            dlatego,
            > ze tatus ma takie widzimisie?
            > Domyslam sie, ze bys odpusciła???
            Ludzie mają różnistą wytrzymałość nawet tam, gdzie w grę wchodzą
            najświętsze uczucia.
        • jp66 Przecież tu nie chodzi o "naprawdę źle" 05.10.07, 15:27
          chodzi o wychowanie, kontakt z bratem, ojcem,Jaki człowiek z niej wyrosnie przy
          takim traktowaniu? A i jeszcze jedno, Syn uciekał od niej mając 15 lat
          • a.niech.to Re: Przecież tu nie chodzi o "naprawdę źle" 05.10.07, 15:56
            jp66 napisał:

            > MAM
            > CZEKAĆ?
            A co Ci pozostało? Najgorsze rozwiązanie jest lepsze niż żadne.
            Niestety, w Waszym pokorze ona rozdaje karty, do tego mocno znaczone.
          • amaleta1 Re: Przecież tu nie chodzi o "naprawdę źle" 08.10.07, 13:34
            Jest coś takiego o czym ostatnio mówi się coraz więcej- PAS.
            Uważam, że to o czym pisze jp ma wszelkie znamiona właśnie PAS-
            u.podejrzewam, że gdybyś zażądał przeprowadzenia testu Gardnera dla
            ex, to byłoby czarno na białym, że kobitka przeholowała.
    • aron95 Skąd Ty takiego Baboka 05.10.07, 15:14
      wytrzasłeś ?
      • z.odzysku Re: Skąd Ty takiego Baboka 05.10.07, 15:22
        aron95 napisał:
        > Skąd Ty takiego Baboka wytrzasłeś ?

        Przypuszczam, że z "takim Babokiem" Jacek się nie żenił kiedyś.
        Ludzie się z czasem zmieniają. Bywa, że na gorsze.
        • aron95 Re: Skąd Ty takiego Baboka 05.10.07, 15:32
          Podobno co 7 lat .
          może się zmieni po jakimś czasie
    • a.niech.to Re: Nie mam już pomysłu 05.10.07, 15:31
      Zastanawiałam się przed chwilą, że można ona chce Ci coś udowodnić,
      do czegoś przekonać, do jakiejś swojej racji. Jednak na takie
      wałkowanie problemu pewno zbiorowym wysiłkiem dawno byśmy na to już
      wpadli. A gdybyś się nią zgodził, nie byłoby lepiej? Może by sama
      po jakimś czasie zmiękła i całkiem Ci odpuściła?
Inne wątki na temat:
Pełna wersja