jak nie zwariować...

08.10.07, 01:00
historia banalna ale:
była wielka miłość, wiele lat, nigdy nie spełniona, okoliczności nie
sprzyjały. na koniec dostałam kopniaka w tyłek i tyle. Krótki czas i związek z
osobą, którą znałam już wcześniej i bardzo lubiłam. myślałam, że to miłość,
ale dziś już nic nie wiem. w niedługim czasie ciaża i slub. I się zaczęło...
Niby ok, ale... w poprawiny uciekł nie wiadomo gdzie... wołami nie szło go
wyciąnąć z imprez, a jeśli ja chciałam być dłużej - foch. Kilka symptomów, że
nerwus i czasem sie nie kontroluje, również w piciu alkoholu. Cały czas coś
nie grało. Potem jego akcja z naszą koleżanką. Potem rozmowa o mojej
niespełnionej miłości, która jak się okazało siedzi gdzieś we mnie i nie da
sie wyrzucić. Potem kolejna impreza i pobicie. Cos we mnie pękło. Nie potrefie
dalej normalnie żyć. Jest dziecko. On się dzis wyprowadził. Jest mi źle....
    • amaleta1 Re: jak nie zwariować... 08.10.07, 01:18
      Jeśli uderzył raz będzie robił to nadal jeśli pozwolisz mu
      wrócic.Coś o tym wiem. Masz jedno dziecko i dasz radę normalnie żyć
      choc teraz może się to wydawać nie możliwe.
      • z_mazur Re: jak nie zwariować... 08.10.07, 07:59
        > Jeśli uderzył raz będzie robił to nadal jeśli pozwolisz mu
        > wrócic.Coś o tym wiem. Masz jedno dziecko i dasz radę normalnie
        żyć
        > choc teraz może się to wydawać nie możliwe.

        Jakoś irytuje mnie takie autorytarne twierdzenie uderzył, to będzie
        bił. Nawet jeśli w więksozści przypadków to prawda, to jakoś mnie
        razi ten autorytaryzm w twierdzeniu.

        Wystarczyłoby napisać, jeśli uderzył to NAJPRAWDOPODOBNIEJ jeśli nic
        się nie zmieni, to będzie robił to nadal.

        Luddzie czasem robią coś i uczą się na błędzie, o ile dotrze do nich
        to, że to co zrobili to błąd.
        • amaleta1 o ile dotrze do nich to, że to co zrobili to błąd 08.10.07, 13:39
        • ivone7 Re: jak nie zwariować... 08.10.07, 14:03
          oczywiscie ze nie mozna generalizowac...ale jakos tak sie sklada, ze
          jesli ktos przemoca rozwiazuje swoje problemy lub problemy
          rodzinne...to bez terapii to sie nie zmieni..
          to sa zimne statystyki mazurku..ze ten kto raz uderzyl moze to
          zrobic znowu...ten kto zdradzil..moze to zrobic znowu..
          bo jesli raz hamulce puscily w tym czy w innym aspekcie zycia to
          potem puszczaja jescze latwiej...
          a ze czasami sie to zmienia...to te wyjatki potwierdzajace regule...
    • danagr Re: i bedzie zle........... 08.10.07, 02:20
      przez jakis czas, a pozniej bedzie lepiej. Jesli masz komu, wyzal sie, wygadaj,
      wyplacz, powsciekaj(moze byc w odwrotnej kolejnoscismile) a jak w miare juz
      dojdziesz do siebie, pogadaj sama ze soba na spokojnie i trzezwo.
      W tej chwili skup sie na sobie i dziecku, nie popadaj w marazm, to nie jest
      dobre, ani dla ciebie ani dla niego...... i daj czasowi czas, to dziala.
      • to.ja.kas Re: i bedzie zle........... 08.10.07, 13:51
        Moje doświadczenia są DOKŁADNIE TAKIE SAME jak Amalety...pojde
        dalej......im dłuzej to potrwa tym gorzej bedzie.
        Skąd to wiem??? Z doswiadczeń własnych, z doswiadczen moich
        koleżanek, kobiet bitych i moich własnych "badań" na ten temat....

        Tesknisz? Odpowiedz sobie na pytanie za czym?....Okaże sie, ze
        tesknisz za tym by ktoś Cie kochał i szanował....on Ci tego nie
        dawał...a rade dasz sobie swietnie sama...wiem...jako kobieta po
        przejsciach z jednym dzieckiem.
Pełna wersja