i co będzie dalej, a może nie będzie...

08.10.07, 09:56
Nie wiem, co dalej będzie z moim małżeństwem...
Wiem,że kocha mnie, ja też go kocham, ale dobrze wiecie, że czasami
to nie wystarcza...
Mam dosyć jego charakteru, wiecznego po nim sprzątania, obsikanej
muszki, ciuchów tam, gdzie spadną mu z tyłka, sprzątania po nim
każdej łyżeczki, bo jemu nie przeszkadza, że brudne naczynia leżą
dwa tygodnie koło kompa. Mam dosyć palenia w piecu, bo on czeka, aż
zrobi to mój brat, bo mieszkamy w jednym domu, więc w końcu idę
rozpalić ja, ale jemu to nie przeszkadza. Mam dosyć olewania mnie
nawet w urodzimy, prezent byle jaki, ksiązka za 15 zł, bo nie miał
czasu by kupić mi cokolwiek innego, bo pracuje, bo się czepiam, bo
to nie ważne... Ale dla siebie potrafi wybierac godzinami rzeczy na
ryby. I to mnie bardzo, bardzo boli. W tym roku powiedział: idziemy
na impreze, więc pojedziemy i kupimy ci sukienkę. Przyznam,że nie
chciałam, wolę sobie sama kupować. Ale pomyślałam,że zobaczymy, czy
dotrzyma słowa. Kilkakrotnie zapewniał, że "pojedziemy i kupimy".
Nadszedł ten dzień i ... nic, minął następny i ... nic. Czekałam, w
końcu miał to byc dla mnie prezentsad A potem wściakł się, gdy
powiedziałam, że nie idę na żadną imprezę bo nie mam w czym. No i
oczywiście usłyszałam, że się czepiam,że sama miałam sobie jechać i
kupić,że przecież wiem,że on jest zapracowany i mógł zapomnieć. Na
moje, że miał to byc jego prezent dla mnie, usłyszałam,że
przesadzam, mam się przestać wygłupiać itd.
Seks nie jest zły, ale.. No właśnie - ja nie mogę brać hormonów, on
nie chce gumy, więc kupuję globulki dopochwowe. Ale nawet te 10
minut, które muszą upłynąć od zastosowania globulki to dla niego za
dużo. Ryczeć mi się chce, mówiłam mu o tym, ale dla niego jestm
panikarą, wydziwiam...
Poroniłam niedawno, ale nawet to go nie zmieniło. Miał pretensje, że
niby powiedziałam o tym swojej koleżance! On nie widzi, że tak
ogromnie rani, mówię mu o tym delikatnie, tłumaczę, jestem
cierpliwa, wyrozumiała, ale oczekuję od niego trochę empatii!
Odrobinę! Nie wiem, czy to już koniec. Jestem zmęczona już. Zdrowie
mam zszargane, dziecko też na tym cierpi. A on zacietrzewiony w
swoim "co, mam się zmienić?!" uważa, że to moja wina, że jestem temu
wszystkiemu winna, bo niepotrzebnie się czepiam! Na nic tłumaczenia,
że dłużej tak nie mogę, że nie mam sił. Przychodzi z pracy i siada
za kompem. Robię obiad, siedzę w kuchni 2 godziny biegając jak
wściekły kot pomiędzy garnkami, sprzątam w tym czasie, piorę itd, a
jak idę z obiadem to okazuje się że nie mam nawet gdzie tacy
postawić, bo jemu nie chciało się nawet gazet ze stołu sprzątnąć! On
nie chce zrozumieć, że w pracy pracuję a w domu przychodzę i zasuwam
dalej : sprzątanie, pranie, dziecko... Dla niego w pracy siedzę a w
domu siedzę dalejsad Absolutnie żadnego szaunku dla mnie.
Już nie mam sił, by wszystko to opisywać.
Wczoraj miarka się przebrała. Zeszła moja mama i stanęła po jego
stronie /cóż, sama ma męża, który ja psychicznie wykańcza, ale
jako "przykładna katoliczka" nie śmie wątpić w słuszność tego. A on
nagle znalazł z nią wspólny język, że jestem taka, siaka, owaka...
Ona, że wygłupiam się, że mam go szanować, że mam się leczyć...
To nie tak że idealna jestem, bywam upierdliwa, zrzędząca, chociaż
wynika to ze sciekłości na niego. Ale wszystko mupowiedziałam,
dlaczego bywam taka i taka, z czego to się bierze, że jestem mściwa,
ale nie z samej mściwości, ale dlatego, że na niego nic nie działa,
więc jest to mój sposób, by mu dopiec. On wie, że każdy na dzień
dobry ma u mnie duuuży kredyt zaufania, że trzeba sie mocno starać,
bym zmieniła zdanie, że wolę dawać niż brać. Wszystko na nic...
Nie wiem, jak się to dalej potoczy, bo mówiłam mu wczoraj
kilkakrotnie, że to koniec, że zniszczył tą szansę stając z moją
matką we wspólnym froncie, że nie wie, co to małżeństwo, rodzina...
    • wania46 Re: i co będzie dalej, a może nie będzie... 08.10.07, 10:07
      Oj znamy to ,znamy.Wolisz dawac?A czemu nie sobie? ZASLUGUJESZ NA TO. Obdaruj
      siebie miloscia a nie tego,ktory tego nie docenia.Weszlas w schemat swojej
      matki,ale zapewniam Cie ,ze mozna z niego wyjsc.Pozdrawiam cieplutko-wania
      • milkachocolate Re: i co będzie dalej, a może nie będzie... 08.10.07, 10:24
        ja tez bym uciekala . jak dlugo mozna tylko dawac? to piękna idea i zaraz pewno
        wiele osob napisze ze w zyciu trzeba dawac i nie czekac az nam ktos odda , ale
        to tylko w teorii tak dziala.....
        • 374.4w Re: i co będzie dalej, a może nie będzie... 08.10.07, 10:34
          dziewczyno w imię CZEGO wzięłaś na siebie rolę....hmmm zera???


          witaj waniawink
          • wanna421 Re: i co będzie dalej, a może nie będzie... 08.10.07, 18:45
            Witaj 374.4w)
            Caly czas podczytuje
            Mam nadzieje,ze sie zobaczymy)
            • wanna421 Re: i co będzie dalej, a może nie będzie... 08.10.07, 18:46
              hi,hi znowu sie nie przelogowalam)
              • a.niech.to Re: i co będzie dalej, a może nie będzie... 09.10.07, 07:55
                Nie bój nic, nicki żyją swoim własnym życiem, choć moje są- jak w
                mordę trzasł- podobne do mnie. Ale mogę sobie pozwolić na ten
                luksus, bo nie niczego takiego, o czym nikt by nie wiedział.
                Dopuszczam nawet znaczną grupę osób.
              • kasiab30 Re: i co będzie dalej, a może nie będzie... 19.10.07, 16:06
                Do wanna421 - prosze o kontakt na mailsmile ( kasia@cinas.mine.nu )
    • aron95 Re: i co będzie dalej, a może nie będzie... 08.10.07, 11:43
      Niewątpliwie musicie odpocząć od siebie .
      Każdy ma swoje przyzwyczajenia i partner musi je po prostu zaakceptować
      Uparłaś się zmienić partnera i to jak widać już w obsesję u Ciebie przechodzi .
      • a.niech.to Re: i co będzie dalej, a może nie będzie... 08.10.07, 12:15
        aron95 napisał:

        > Uparłaś się zmienić partnera i to jak widać już w obsesję u Ciebie
        przechodzi .
        Już nie zapomniałeś coś wyprawiał po exi? Zdźbło trawy w cudzym, a
        belka we własnym.
        • aron95 Re: i co będzie dalej, a może nie będzie... 08.10.07, 13:50
          > Już nie zapomniałeś coś wyprawiał po exi? Zdźbło trawy w cudzym, a
          > belka we własnym.

          nigdzie nie pisałem co robilem .
      • outime Re: i co będzie dalej, a może nie będzie... 08.10.07, 12:23
        Nie, nieprawda. Na początku związku wręcz założyłam, że każdy jest
        jaki jest, ja też nie chciałabym by ktokolwiek zmuszał mnie do
        robienia, czego nie lubię, bym się zmieniła. Akceptowałam jego
        charakter, przyzwyczajenia itd. Byłam wyrozumiała i prawie
        bezkrytyczna.
        Oczywiście nie było tak idealnie, były kłoótnie, szarpanie się z
        samą sobą, czasami trudności w zaakceptowaniu - gdy wyjeżdżał nigdy
        nie dawał znać kiedy wróci. Nie lubił, jak dzwoniłam, wieć unikałam
        tego, ale prosiłam go, by chociaż dał mi znać, kiedy będzie, a jak
        się spóźni godzinę by powiadomił mnie, bo czekam i martwię się.
        Niestety, do dziś tego nie robi bo twierdzi, że mam się nie martwić,
        a jak mu się coś stanie, to i tak sie dowiem! Więc co pozostało mi?
        Przyzwyczaiłam się, mimo, że czasami umieram z niepokoju.
        Nie wita się ze mną rano, wieczorem nie słyszę dobranoc - kładziemy
        się do łóżka, on odwraca się tyłem, ja jeszcze rozmawiam z
        dzieckiem, w końcu pytam: "a dobranoc"? . A on odpowiada, że ON
        jeszcze nie zasypia, i powie mi później! czy widziął ktoś większy
        debilizm?? I takie tłumaczenie słyszę na okrągło!
        Kochałam tulić się do niego, być w jego objęciach! Ale on nie lubił,
        jak się przytulam, stał z opuszczonymi rękami, albo wręcz odwracał
        się i zaczynał np. robić kawę... I co, że prosiłam, tłumaczyłam,
        błagałam, że potrzebuję bo czasami boję się, potrzebuję czuć jego
        ciepło, bardzo to lubię. Kazdy facet chuba by był zachwycony, gdyby
        żona prawiła mu komplementy, ale jemu to wisiało! Jakby należało mu
        się wszystko i nie musiał dawać nic wzamiansad Wczasy - wybierz,
        gdzie pojedziemy. Ok, chcę do Pragi. Powtarzam to kilkakrotnie, on
        przystaje na to, mówi, że Praga jest piękna itd. Nadchodzą wakacje i
        co słyszę? Jedziemy nad jeziora, bo on będzie tam łowił ryby!
        Zdziwiona jestem, miała być Praga, ale nic nie mówię, nie ma sensu.
        Po jakiejś kłótnie przypominam mu to, a on stwierdza: przecież
        możemy jechać do tej Pragi w któryś weekend, jaki problem. I tak mam
        ze wszystkim...
        • ivone7 Re: i co będzie dalej, a może nie będzie... 08.10.07, 12:52
          w pierwszym poscie napisalas ze wiesz, ze on cie kocha...a skad to
          wiesz?
          jakos jego zachowanie przedstawione przez ciebie tego nie pokazuje...
          ten czlowiek ani ciebie nie szanuje...ani twojej pracy zawodowej ani
          domowej...ni szanuje twoich uczuc...nie slucha co do niego mowisz..
          mozliwe ze ty go kochasz...albo lepiej powiedziec wydaje sie ze tak
          jest i nie wiem czy to sila przyzwyczajenia uzaleznienia...
          • to.ja.kas Re: i co będzie dalej, a może nie będzie... 08.10.07, 12:59
            Ja tez tej milosci meza do Ciebie w tym co piszesz nie widze....no
            bo nimi w czym on Ci ja okazuje? Ze pracuje???

            Przede wszystkim przestan zapieprzac na trzy etaty....jak Pan nie
            bedzie miał obiadu, nie bedzie miał wyprane, nie bedzie miał podane
            a Ty zajmiesz sie soba zamiast czekac az on Cie do Pragi zabierze
            (mozna tam jechac samemu badz z przyjaciółmi - wiem byłam tam z
            siostra pare razytongue_out) to moze coś to zmieni...a jesli nie zmieni to
            znaczy ze nic nie jest w stanie go zmienic i wtedy zastanów sie co
            dalej.
            • ivone7 Re: i co będzie dalej, a może nie będzie... 08.10.07, 13:11
              ale ona na razie chce sie ludzic...
              nie jest na takim etapie jak ty czy ja, ze wiemy ze mozna..i
              pojechac do pragi i wyjsc z przyjaciolkami...
              jak przejdzy na oczy...a nie wiem co ja do tego skloni...mnie
              sklonilo jak mnie moj ex pobil...to wtedy zacznie pewne rzeczy
              dostrzegac..
            • outime Re: i co będzie dalej, a może nie będzie... 08.10.07, 13:26
              On nie jest - brzydko mówiąc - upierdliwy jeżeli chodzi o obiadtongue_out
              Jak nie ma obiadu i robię co bądź jest ok. Czasami robi sobie
              kanapki i też nie jest to dla niego problem. Nie robi awantur,że ma
              nie wyprane ciuchy /skarpet ma tyle, że mogę przez 2 tygodnie nie
              prać/, obiad mu niezbyt smakuje, jest nieposprzątane itd. On się do
              tego w ogóle nie wtrąca. A ja prawie zawsze się staram ładnie podać,
              sałatki, dipy... Och, to nie jest często, tak 1-3 razy w tygodniu
              exclusivesmile
              • to.ja.kas Re: i co będzie dalej, a może nie będzie... 08.10.07, 13:29
                Kochanie, wiec on jest fajny, Ty zadowolona...czego wiec
                oczekujesz????
                Ciesz sie z tego co masz, czego Ci zycze szczerze i prawdziwie z
                całego serca.....smile))
                Jeszcze troche popiszemy a okaze sie, ze on jest najwspanialszym
                mezem na swiecie...jednak "wspolny wrog" łaczy najlepiej wink))
                • outime Re: i co będzie dalej, a może nie będzie... 08.10.07, 14:13
                  Nie chodzi o wybielanie go, ale o prawdę. Że to nie tak, iż ja
                  słodki baranek jestem a on smok ziejący opgniem. Dobrze wiem, że to
                  ja jestem stroną dającą...
              • ivone7 Re: i co będzie dalej, a może nie będzie... 08.10.07, 13:41
                wiesz....na pewno ten facet ma wiele zalet...nie jest upierdliwy
                jesli chodzi o obiad...nie narzeka ze cos mu niesmakuje..a nawet o
                Boze potrafi sam sobie kanepeczki zrobic...moj ex nie potrafil..
                ale nie o to tu chyba chodzi...mimo tego ze wkur....mnie jak ktos
                nie sprzata po sobie..dostaje bialej goraczki ze ja jedna
                sprzatam...to robie to.. z usmiechem na ustach jesli ktos to
                docenia..szanuje to...
                wiec sama pomysl o co wlasciwie kaman? skoro na nasze argumenty
                piszesz to co piszesz...wlasciwie to wszystko jest ok...to ska twoje
                dylematy?
                a moze czegos ci brakuje...
                na pewno kominikacji..jest taka ksiazka ja mowic zeby dzieci
                sluchaly i jak sluchac zeby dzieci mowily...
                we dwojke to powinniscie przeczytac..bo jak znam zecie nie sluchacie
                siebie nawzajem..
                • outime Re: i co będzie dalej, a może nie będzie... 08.10.07, 14:17
                  Komunikacja.. smile
                  Nigdy nie byłam osobą wylewną, ale przez niego /tak, tak / nauczyłam
                  się mówić o tym co chcę, czego mi brak, jakbym chciała a jak nie.
                  Wydawało mi się, że to ja muszę się od niego uczyć. Ale, uczeń
                  przerósł mistrza... Teraz ja potrafię rozmawiać na każdy temat, a on
                  uważa, że gadanie jest niepotrzebne, że "zapomnijmy o tym", "po co
                  do tego wracać"...
                  Kupiłam mu rok temu dobrą książkę o wychowywaniu dzieci, by
                  wiedział,że można inaczej, lepiej, pełniej. A on stwierdział, że nie
                  potrzebuje tego i że zmuszam go do czytania, że chcę go zmieniać...
                  ech...
                  • ivone7 Re: i co będzie dalej, a może nie będzie... 08.10.07, 14:26
                    lepiej nie zmieniac nikogo...i tak nie dasz rady...
                    nalezy zmienic siebie..i przez to posrednio zmienic kogos...
                    ale ja i tak uwazam, ze skoro teraz nie potraficie rozmawiac a on
                    twoje artykuowane potzrby zbywa...to bedzie coraz gorzej..zreszta
                    miedzy wami nie ma wiezi..nie komunikujecie sie..sexu brak..on nie
                    ponosi odpowiedzialnosci za dom..
                    pieniadze to nie wszystko..choc duzo..
                    ale jesli nie ma miedzy ludzmi wiezi, nie dziela sie radosciami ale
                    i bolem to na dluzsza mete nic z tego nie bedzie
                    • to.ja.kas A ja mam tylko jedno pytanie 08.10.07, 14:33
                      Co Was łaczy????

                      I nie pisz ze dom czy dziecko bo to nie łaczy ...to istnieje...
          • outime Re: i co będzie dalej, a może nie będzie... 08.10.07, 13:08
            Wiem,że ma taki charakter a nie inny, wiem że jest jaki jest.
            Kocham go, on mnie /wiem, mówił, ale nie tylko z tego wiem/. Nie
            wiem tylko, czy on wie, co znaczy kochać. Chyba tu tkwi błąd. Wim,
            że miał takie dzieciństwo nie inne, wiem,że jest mądrym facetem, ma
            dużą firmę i głowę do interesów /uprzedzę - nie zależy mi na
            pieniądzach, zresztą nie ma ich wiele/. Nie jest głupim facetem, po
            prostu myślę, że nie nauczył się nigdy kochać, nie wie, co to
            znaczy, może to wrodzona wada, że nie ma nawet śladów empatii.
            Czasami jakby zaskakiwał, rozmawiamy i czuję, że świetnie go
            rozumiem, a on rozumie mnie. Ale szybko to mija i wraca stare. Jakby
            mu się klapka otwierała, a potem szybko zatrzaskiwała.
            Mamy 4 latnie dziecko, dom na ukończeniu, do którego na przełomie
            roku mieliśmy się wprowadzać... Mówię mu: idż do psychologa,
            terapeuty, niech ci powie, a powie to co ja, że nie da się żyć w tan
            sposób itd. To nie jest wymądrzanie się, próbuję dotrzeć do niego w
            jakiś sposób, ale ani błaganiem, ani groźbą, ani innymi sposobami -
            nic nie skutkujesad((
            • to.ja.kas Re: i co będzie dalej, a może nie będzie... 08.10.07, 13:14
              On Ciebie tak słucha jak Ty w tej chwili mnie i Ivone...po czym
              wnioskujesz, ze on Cie kocha?
              Jest czuły?
              Dba o Ciebie pod względem seksualnym?
              Jest troskliwy?
              Lubi spedzac z Toba czas?
              Interesuje sie Twoimi potrzebami?
              Stawia Twoje potrzeby przed swoimi?
              szanuje Twoje przekonania i dokonania?
              Umozliwia Ci samorealizację?
              Obsypuje Cie pieszczotami?
              Stara sie nie wyrzadzic Ci przykrosci?
              Pomaga w Twoich obowiazkach?
              Zwierza sie Tobie i lubi jak Ty mu sie zwierzasz?
              itd
              itd
              itd

              Jezeli wiesz, ze on Cie kocha bo Ci tak powiedział, to ja Ci powiem,
              ze znam mase takich facetow co mowia zonie przez telefon "kocham
              Cie" a zaraz potem wykrecaja drugi nr telefonu...i nie do zony...a
              mowia dokładnie to samo...
              Nie twierdze ze Twoj mąż tak sie zachowuje jak niektorzy moi koledzy
              w pracy....twierdze, ze jak ktos kocha to sa tego JAKIEKOLWIEK
              przesłanki w postaci postepowania...w tym co piszesz nic na to nie
              wskazuje. Za to duzo w tym poboznych zyczeń....Twoich.

              A te dwoody w postaci tego, ze jest dziecko, dom, firma, duzo pracy
              to dowody na NIC....bo one dokładnie NIC nie udowadniaja...poza tym,
              ze mąż pracuje...jak wiekszość mężczyzn w tym kraju....
        • kaczorek13 Re: i co będzie dalej, a może nie będzie... 11.10.07, 11:18
          jejku, jak czytam to co piszesz to wraca tak wiele wspomnień... tych złych
          wspomnień sad
          ja nie wytrzymałam i odeszłam, tak jest lepiej
          lepsza samotność z wyboru niż taka samotność w związku

          pozdrawiam Cię serdecznie
    • aron95 Marzenia ściętej głowy . 08.10.07, 14:00
      Wymarzyłaś sobie idealnego kochanka który a masz normalnego faceta o którym nie
      jedna by marzyła . Bo co to za argumenty że nie przytula ?
      Jak nie przytula to nie kocha ? Że w łóżku obraca sie na bok ?
      A wiesz że były takie badania w USA -ci co przytulają w łóżku to najczęściej
      zdradzają . Na siłe chcesz faceta zmienić .
      A gość realista nie romantyk . I tu jest problem
      • outime Re: Marzenia ściętej głowy . 08.10.07, 14:20
        Dzięki za męską radę.
        Ja wiem,że facet różni się diametralnie od kobiety, inaczej myśli,
        inaczej działa.
        Wiesz, ja się podporządkowałam, nie luybi tego - ok, lubi to - ok.
        Ale dlaczego to ja mam zawsze dawać? Dlaczego ja mam zawsze schylać
        głowę?
        Wiem,że realista, nie romantyk, ale trzeba także odróżnic głupotę od
        pozorów.
        • a.niech.to Re: Marzenia ściętej głowy . 08.10.07, 14:23
          outime napisała:

          > Wiem,że realista, nie romantyk, ale trzeba także odróżnic głupotę
          od
          > pozorów.
          Mówisz o oślim uporze? Ten może napsuć krwi, a nawet i jej upuścić.
        • aron95 Re: Marzenia ściętej głowy . 08.10.07, 14:35
          Masz zdrowego zaradnego faceta i z tego się ciesz .
          Co byś zrobiła gdyby nagle został kaleką ?
          • a.niech.to Re: Marzenia ściętej głowy . 08.10.07, 14:38
            A co miałaby zrobić? Życie toczy się dalej.
            • jaka-ja Re: Marzenia ściętej głowy . 08.10.07, 14:48
              Wydaje mi się,że to są typowe małżenskie problemy troche
              wyolbrzymione pod wpływem złości na męża...naprawdę można pojsc na
              kompromis albo wziąć w sprawy w swoje ręce i coś zmienić a nie
              narzekać.Ja chciałabym mieć taką sytuacjęwink Twój w porownaniu z moim
              (jeszcze nim jest ale juz niedługo) to niemal ideał,więc nie ma co
              sie załamywaćsmile
              pozdr.
      • z_mazur Re: Marzenia ściętej głowy . 11.10.07, 11:28
        Aron to nie jest normalne.

        Osoba która nie potrafi przytulić innego człowieka i ma problem z
        okazywaniem bliskości i uczuć, to osoba z zaburzeniami emocjonalnymi.

        I to nie ma nic wspólnego z realizmem, albo romantyzmem.
    • jp66 To tylko "FACET" 08.10.07, 17:06
      najprostsze są proste rozwiązania... Usiadz z nim i przedstaw mu listę robót
      "domowych " które wykonujesz, zaproponuj podział obowiązków, napiszcie listę kto
      za co odpowiada i tego sie trzymaj, nie rób nic za niego, ustal jeden~dwa dni
      tylko dla siebie (on siedzi z dzieckiem, zajmuje się domem)ustal, że jeden
      weekend poświęca w całości dla rodziny, domu - to facet, jak bedzie miał jasne
      zasady to będzie szczęsliwy. Zasikanego sedesu nie ruszaj tylko wprowadz
      tygodniowe dyżury przy jego sprzątaniu, jego ubrania to jego problem a najlepiej
      jak bedzie wszystkiego wszędzie pełno zaproś wspólnych znajomych (pewnie sam
      szybko posprząta) A tak poza tym to chyba normalny, przywykły do wygody facet.
      • jasminowo Re: To tylko "FACET" 08.10.07, 17:29
        W pewnym sensie znalazłam w Twojej historii swoją. Poniekąd.
        Szukanie winy w sobie i poczucie winy za oczernianie współmałżonka.
        To normalne. Polecam metodę - za i przeciw. Wypisz sobie to i
        zastanów się co z tych "za" jest tak naprawdę dla Ciebie? Kiedy tak
        zrobiłam a psycholog zakrył palcem te "za", które tak naprawdę nie
        dotyczyły mnie bezpośrednio a po prostu domu itp przeżyłam szok.
        Bardzo przykre uczucie... Jeżeli wierzysz w waszą miłość ale nie
        możecie się porozumieć, masz poczucie trafiania w próżnię nie
        wysyłaj jego do psychologa - idź do niego sama. Namów męża do
        wspolnej terapii - czasem gubimy drogę porozumienia, nie słyszymy
        się, to wcale nie takie rzadkie. Mediator potrafi "przetłumaczyć" co
        druga strona chciała powiedzieć. Warto jeżeli oboje chcecie zachować
        ten związek. To co czujesz w tej chwili w związku z Waszym układem
        to prosta droga do załamania, przygnębienia, które paraliżuje. Warto
        więc zawczasu poszukać pomocy.
        Trzymam kciuki.
    • anja_pl Re: i co będzie dalej, a może nie będzie... 09.10.07, 00:21
      proponowałabym wam terapie małżeńską
      • sylwiamich Re: i co będzie dalej, a może nie będzie... 09.10.07, 06:46
        A ja proponowałabym trochę egoizmu.
        • sylwiamich Re: i co będzie dalej, a może nie będzie... 09.10.07, 06:51
          "W tym roku powiedział: idziemy
          na impreze, więc pojedziemy i kupimy ci sukienkę. Przyznam,że nie
          chciałam, wolę sobie sama kupować. Ale pomyślałam,że zobaczymy, czy
          dotrzyma słowa. Kilkakrotnie zapewniał, że "pojedziemy i kupimy".
          Nadszedł ten dzień i ... nic, minął następny i ... nic. Czekałam, w
          końcu miał to byc dla mnie prezentsad A potem wściakł się, gdy
          powiedziałam, że nie idę na żadną imprezę bo nie mam w czym. No i
          oczywiście usłyszałam, że się czepiam,że sama miałam sobie jechać i
          kupić,że przecież wiem,że on jest zapracowany i mógł zapomnieć. Na
          moje, że miał to byc jego prezent dla mnie, usłyszałam,że
          przesadzam, mam się przestać wygłupiać itd."


          A takie zachowanie to mnie po prostu powaliło.Teoretycznie można
          powiedzieć że jesteś bezwolną, biedna kobietą.Ale tak nie
          jest.Kombinujesz, ale nie potrafisz powiedzieć wprost.Czekasz aż się
          problemy napiętrzą i atakujesz.Jesteś zła na męża że nie docenia
          Twoich wysiłków, poświęceń? Małżeństwo to nie noszenie krzyża.Rób
          tylko to co Ci sprawia przyjemność.Nie będziesz potem miałą poczucia
          wykorzystania.
          • outime Re: i co będzie dalej, a może nie będzie... 10.10.07, 08:49
            Wiesz, ja po prostu traktuję go jak osobę myślącą, wydaje mi się że
            jak powiem jasno i wyraźnie, że nie chcę więcej sprzątać obsikanej
            muszli, że brzydzi mnie to i uważam to za czyste niedbalstwo nic
            więcej, i powtarzam to kilkakrotnie, to coś tam mu w głowie
            zostanie. Ale niestety się mylę. Więc w pewnym czasie napiętrza się
            takich problemów więcej i wybucham. Ale wybucham nie dlatego, że
            chcę się wyżyć, ale dlatego, żejuż nie mam siły! Dwulatek by
            zrozumiał, ale nie on! I co, że tłumaczę i proszę? Jemu nie
            przeszkadza obsikana i śmierdząca muszla, bo "on jest chory" smile
            Kiedyś zapytałam go, czy jak ja mam okres, to wszystko jest umazane
            krawią. I chyba w najbliższym czasie zniżę sie do tego sposobu, to
            już będzie desperacja, ale może odniesie jakiś skutek.
            Kiedyś na spodniej stronie deski nakleiłam tekst "zamykaj sedes" /bo
            tego też nigdy nie robi/. Były akurat jego urodziny. Jego przyjaciel
            wrócił z wc i powiedzieł : przeczytałem sms'a do ciebie. Był śmiech,
            mąż troszkę był urażony, ale tylko troszkę. I co? I nic. Dalej bez
            efektu!
            Wiesz, ja od dłuższego czasu żyję inaczej niż kiedyś, dbam bardziej
            o siebie, cieszę się życiem, robię więcej rzeczy tylko dla siebie,
            sprawiem - na ile mogę - sobie przyjemności. I czuję się o wiele
            lepiej. Ale widzisz, jemu wystarcza, że ma gdzie wrócić po pracy,
            jak ma ochotę to się do mnie odezwie, jak nie ma, to nie, tylko cały
            czas siedzi za kompem.
            Nawet myślałam,że może trochę mu się znudziłam, zmieniłam styl
            ubierania, uczesanie, codziennie zmieniam biżuterię, bawi mnie to.
            Ale dla niego mogłabym chodzić w worku jutowym, nie przeszkadzało by
            mu to, bo do seksu nie zdejmuje nawet skarpetek... Ograniczyłam
            seks, bo dosyć mam szybkich numerków w jakimś tam nastroju,
            powiedziałam mu, dlaczego nie mam często ochoty na seks /ZAWSZE
            miałam/, że nie dlatego by zrobić mu na złość, ale po prostu
            dlatego, że jak ja chciałam, on albo udawał, że nie słyszy, albo
            mówił:co, seksu chcesz??, jestem potwornie zmęczony itd. Więc
            powiedziałam sobie, skoro dla ciebie to taki problem, to dla mnie
            też będzie problemem. Ech... wcale nie jest dziś lepiej. Zaproponuję
            mu dziś, by wyprowadził się na chociaż 1-2 tygodnie, byśmy odpoczęli
            od siebie. Ale wątpię, by się zgodził, bo dla niego jest to p o r a
            ż k a. A on porażek nie znosi. Ech...
            • aron95 Z Tobą coś nie tak . 10.10.07, 08:56
              Wyjedz gdzieś , wyluzuj . Może psychoterapeuta ?
            • sylwiamich Re: i co będzie dalej, a może nie będzie... 10.10.07, 09:02
              Kobieto...masz w domu niedbalucha...rozumiem że wszystkie sposoby
              juz wypróbowałaś.Załóż, że nic się nie da zrobić...pokochaj go
              takiego albo zostaw...jeśli obsikana de3ska stanowi centrum Twojego
              wszechświata.I nie wyśmiewam się z Ciebie...ja mam swoje centra
              których nie oddamsmile)
              • outime Re: i co będzie dalej, a może nie będzie... 11.10.07, 10:59
                smile Och, ja się już naprawdę ogromnie nagięłam do jego niedbalstwa,
                sprzątam po nim wszystko. Ale ta deska doprowadza mnie do szału bo
                jest to ogromnie nieestetyczne, śmierdzi, wygląda okropnie i wstyd
                mi, gdy przyjdzie niespodziewany gość. Rozumiem,że może się zdarzyć,
                ale ja w ciągu dnia sprzatam ją kilkakrotnie, a tłumaczenie, że jest
                to dla mnie uciążliwe, a z jego strony wystarczy po prostu większa
                dbałość, nie odnosi efektu.
                Napisałam mu wczoraj, że dobrze by nam zrobiło, gdybyśmy na jakiś
                czas odpoczęli od siebie. On nie uważa, że musi ode mnie odpocząć,
                ala jeżeli będę chciała, to nie będzie robił przeszkód. Prosił
                tylko, bym nie ograniczała mu kontaktów z dzieckiem. Wczoraj było
                trochę lepiej, chociaż dalej sika na muszlęsad( Widać tępy:p
                Zobaczymy. Między nami jest minimum komunikacji, nie chcę zachowywać
                się jakby nic się nie stało, czeka nas poważna rozmowa i ustalenia,
                a on jest potwornie oporny na takie rzeczy. Dlatego wolę trzymać go
                na razie na "dystans", by nie poczuł się, jakby wszystko było znowu
                jak dawniej.
                Dzięki Wam za wszystkie rady
                • tricolour Moim zdaniem facet się nie zmieni... 11.10.07, 18:00
                  ... no chyba, że dostanie po łbie - w jego rozumieniu "dostawania po łbie". I
                  albo zdecydujesz się na taki krok albo bedziesz dalej żyła w tandecie i smrodzie.

                  Proponuję zmianę faceta na mniej zaszczany model...
    • marek_gazeta Re: i co będzie dalej, a może nie będzie... 11.10.07, 12:30
      "Wiem, że mnie kocha". Kocha, ale tak ogólnie (o ile opis jest obiektywny), to ma Cię w dupie?

      Miłość i szacunek dla drugiego człowieka oznacza, że czasami trzeba się postarać. Ruszyć dupę i coś zrobić dla drugiej osoby. Nie zawsze, bo zawsze się nie da, ale od czasu do czasu na pewno.

      Tak na marginesie, mieszkanie z mamusią i bratem to musi być bajka.
    • lilyrush Re: i co będzie dalej, a może nie będzie... 11.10.07, 13:05
      Po 4 latach proszenia i niktóre rzeczy ja sie podałam

      A gdybyście zapytali mojego eksa to on mnie bardo kochał. tylko on
      mnie kochł na jego posób i miał dalko to, że ten sposó nijka sie ma
      do moich potrzeb. Że dla mnie wyrazem miłosci bęidze posprzątanie po
      sobie czy ruszenie tylka sprzed kompa. Ze miłosic nie wyraza sie
      tylko poprzez sciaganie z netu najnowszych płyt czy filmów
    • z.odzysku Re: i co będzie dalej, a może nie będzie... 11.10.07, 13:47
      Na wstępie bardzo chciałbym przeprosić, że trywializuję Twoją
      wypowiedź, ale po przeczytaniu przychodzą mi do głowy 2 rozwiązania,
      które należy zastosować łącznie:
      1) wziąć to wszystko co opisałaś (posty można drukować), usiąść z
      mężem (sobie nalać winka, jemu piwko) i punkt po punkcie to
      rozpracować w szczerej rozmowie z uwzględnieniem łopatologicznego
      opowiedzenia mu jakie uczucia w Tobie wywołuje jego zachowanie.
      2) szeroko i z detalami (nawet można podkoloryzować) rozwinąć tą
      krótką Twoją myśl: " Seks nie jest zły, ... " ze szczególnym
      uwaględnieniem jego roli i uwypukleniem (a co tam... dodaj te parę
      cm) ja Ci z nim jest dobrze

      Dobrze by było, gdybyście do tej rozmowy mieli:
      a) sporo czasu,
      b) dzieci z głowy,
      c) nastrój (świece mogą być... byle się koc nie zajął),
      d) zamek w drzwiach pokoju,
      e) wygodne łóżko,
      f) sporo czasu,
      g) no może jeszcze trochę czasu,
      .....
      • a.niech.to Re: i co będzie dalej, a może nie będzie... 11.10.07, 13:59
        z.odzysku napisał:

        > 2) szeroko i z detalami (nawet można podkoloryzować) rozwinąć tą
        > krótką Twoją myśl: " Seks nie jest zły, ... " ze szczególnym
        > uwaględnieniem jego roli i uwypukleniem (a co tam... dodaj te parę
        > cm) ja Ci z nim jest dobrze
        Istnieje ryzyko, że bryknie w przedbiegach. Niewiele, ale coś wiem o
        życiu.
        • z.odzysku Re: i co będzie dalej, a może nie będzie... 11.10.07, 14:16
          a.niech.to napisała:

          > > Istnieje ryzyko, że bryknie w przedbiegach.

          no ale właśnie przebiegły plan polega na tym, żeby to ryzyko
          zmaterializowało się gwałtownie i po wielokroć. wink)

          (o ile dobrze Cię zrozumiałem)
          • a.niech.to Re: i co będzie dalej, a może nie będzie... 11.10.07, 15:34
            Nie zrozumiałeś mnie wcale. Używam prezerwatyw, a tego się nie
            pierze. Może dla innych to szczegół, pochodzę ze Szkocji.
            Tak więc muszę się trzymać maxymy prababek: raz a dobrze. Nie
            trzymam się, bo nie muszę.
            • outime Re: i co będzie dalej, a może nie będzie... 12.10.07, 11:35
              Dzieki za podpowiedzi.
              Wiecie, ja bym zrezygnowała może i z tego małżeństwa... Na pewno dla
              mnie byłoby to lepsze.
              Spróbuję z nim porozmawiać, ale on nie znosi takich dyskusji. Nie
              potrafię z tym wiele zrobić. OK, będzie to moje dla niego ultimatum:
              albo dyskusja i uzgodnienia, albo się wyprowadza za jakiś czas. A w
              przyszłym tygodniu ma urodziny... I tak nie kupię mu prezentu, nie
              ma sensu. Usłyszy tylko wszystkiego najlepszego, bo nie wyobrażam
              sobie, że mogę go przy tym uściskać.
    • ad.ka Re: i co będzie dalej, a może nie będzie... 12.10.07, 11:29
      Skąd ja to znam.... Mam taką a właściwie miałem taką sytuacje z żoną.
      Też wszystko robiłem. Od zbierania jej majtek,biustonoszy z każdego
      miejsca w domu po łyżeczki,kubki itp. Wszystko sam robiłem od
      sprzątania,prania,gotowania,zakupy, zajmowanie sie dzieckiem itp.
      Zawsze były kłótnie i nasze małżenśtwo się rozpadło. Wiem że moja i
      jej wina tutaj jest ale głownie rodziców dla ktorych chcieliśmy się
      dopasować.
      teraz żyjemy w pół separacji. Dziecko, rodzice jeszcze nie
      wiedzą.Ona ma swoje mieszkanie. Jedzie tam jak dziecko zaśnie a jak
      jedzie wcześniej to mówi że do pracy wychodzi.
      Ma kogoś jestem pewny. Widziałem ile pisze z tym kimś sms'ow-
      twierdzi że to kolega - przyjaciel....ale ostatnio wpadł mi w reke
      sms od niego treści kiedy mała przyjedziez.... Wiem nie powinienem
      przeczytać ale zrobiłem to. Ona twierdzi że z nikim nie jest
      związana, z nikim nie spi itp. Najgorsze że po tylu latach i
      wysłuchania tylu obelg od niej ja ciągle mimo wszystko ją kocham.
      Co zrobić żeby ona wróciła... a może zapomnieć i olać to? Ale jak????
Pełna wersja