em120777
09.10.07, 21:35
hmm... no i zrealizowałam lwią część mojego rozstaniowego planu, a właściwie
to chyba cały... mieszkam w pięknym mieście, wróciłam do pracy, dziecko ma
nianię i sie przyzwyczaja, ja ogarniam swoje życiem powoli,uczę sie
samodzielności, coraz lepiej daję sobie radę sama - rzadko płaczę, częściej
się uśmiecham ... dojrzewam do rozwodu... no i uczę się nowych relacji z
jeszcze m. staram się być spokojna, nie liczyć na jego pomoc, nie komentować,
ale .... czasem doprowadza mnie do szewskiej pasji .. tak jak na przykład dziś
... już wczoraj zapewniał, że będzie dziś u małego, więc się umówiłam, godzinę
przed planowanym przyjazdem - pisze czy może być dwie godziny później ... ok -
z moich planów nici, ale przynajmniej z dzieckiem sie zobaczy, godzinę przed
przyjazdem znowu informacja, ze go nie będzie dziś i, że był uprzejmy kupić
dziecku tv i dvd (synek ma 3 lata).. i przywiezie, na moja uwagę, że mógł
chociaż zapytać co ja o tym myślę i czy nie mam innych planów, a dziecko
innych potrzeb.. odpowiedział że przecież mi mówił(3 miesiące temu, jak nie
miałam żadnego tv), że ma taki zamiar i mogłam też powiedzieć ... ręce mi
opadają, miałam ochotę użyć niecenzuralnych słów na temat tego co ma zrobić z
tym sprzętem, tym bardziej, ze rodzice załatwili mi jakiś telewizor i lada
dzień miał przyjechać ... no ale przecież koronny argument, ze to dla dziecka,
jest nie do zbicia

(( no i co zrobić z takim gościem ...
ech ...