pelagaa
12.10.07, 08:10
Od dwoch miesiecy szukam pani do sprztania domu. Mieszkam na
prowincji, w centralnej Polsce. I zaczynam byc w lekkim szoku. Na
okolicznych wsiach, gdzie piszczy az bida, a dzieci chodza
obszarpane nie da sie nikogo znalezc, bo to cytuje: "nie honor
sprzatac u kogos". Zdesperowana dalam ogloszenie do gazety, z
nadzieja, ze znajde kogos w miescie, kto chcialby dojezdzac do mnie.
Odbieram telefony, a i owszem, ale zadna z pan domku 120 m2 nie
przyjdzie sprzatac za 60, czy 70 zl, no za 120 to by moze i
przyszla, choc i tego nie wiadomo, bo na moje pytanie za ile by pani
przyszla zadna nie chce odpowiedziec konkretnie. Zalozmy, ze zajmie
jej to AZ 10 godzin, to wychodzi od 6 do 7 zl za godzine, a panie
chca 12 zl. Gdyby pani dostawala 12 zl za godzine w etatowej pracy
zarabialaby ok. 2000 zl, nawet jesli byloby to brutto, to nadal
nienajgorsza pensja, jak dla sprzataczki. Czy tym ludziom to sie we
lbach nie popieprzylo czasami???? Moja sekretarka zarabia duzo mniej
i jest szczesliwa, ze ma dobra prace. Cholery mozna dostac

((
Czy mozecie mi napisac ile powinnam zaplacic za sprztanie Waszym
zdaniem za domek 120 m2 z tarasem, raz w tygodniu??? Ceny
niewarszawskie

A moze powinnam isc do miejscowego ksiedza? Moze on wytlumaczy
jakiejs przymierajacej glodem, ze zarabianie pieniedzy to nie "nie
honor"???
Cholera mam PMS do tego