w kontekście ostatnich postów

14.10.07, 23:46
Czytam, że ktoś tam odchodzi, ktoś jest szczęśliwy, zakochany i nie
interesuje go już forum. Jedni życzą powodzenia, inni się jakby
oburzają. Ja też na forum się przesiedziałem długo. Lubię je
zwyczajnie. Ostatnio rzadko piszę, czasem poczytam. Nie da się
bowiem ukryć, że ludzie jak powoli przestają się zajmować rozwodem,
zranionymi uczuciami, rozmyślaniem co było nie tak, po prostu
odchodzą. W ciągu półtora roku które tu jestem ekipa się mocno
zmieniła i to potwierdza słuszność tej tezy.
Ja nie ukrywam, że straciłem zainteresowanie tymi tematami i nie
umiem już wykrzesać z siebie empatii dla nowych problemów, nowych
ludzi. Nie gniewajcie się, ale te problemy tak przewaliłem wte i we
wte, że wydają mi się teraz śmieszne. Dzisiaj mało istotne.
Doskonale pamiętam swoje przeżycia, żal, no ból po prostu. Rozumiem
zranione uczucia kolejnych osób.
Ale prawda jest taka, że wszystko to mija. Czas nas leczy i
powoduje, że intensywność naszych negatywnych emocji opada.
Zaczynamy dostrzegać inne sprawy, zjawiska, ludzi. A wałkowane
własne zranione uczucia zwyczajnie zaczynają nas samych męczyć i
nudzić. No bo ileż można? I całe szczęście, że tak jest. W każdym z
nas tkwi niepamięci cud i nadzieja na lepszą przyszłość.
To nie oznacza, że można cokolwiek zapomnieć. O nie. Ja dzisiaj nie
mogę uciec od tego, że dokładnie 12 lat temu się żeniłem. Małżeństwa
już nie ma. Ale jest we mnie wiara w zasady: miłość, lojalność,
wsparcie. I cieszy mnie to. Dlatego tak męczy mnie epatowanie nowych
userów tym, że trzeba myśleć o sobie, być egoistą, szanować się bla
bla bla.
No trzeba i co z tego? Tak się długo na tym jednym fundamencie nie
pociągnie. W zamknięciu na świat, bo to jest forma obrony. Od dawna
czułem, że przełom jest wtedy, kiedy się otwierasz na świat i ludzi
z myślą - najwyżej znowu dostanę baty. Teraz jestem tego pewien, że
to jest rewolucja w myśleniu. Pozostawienie za sobą tych murów,
twierdz itp to warunek ozdrfowienia. A na co to komu potrzebne?
Doświadczenie i pamięć same otrzeźwią kiedy będą potrzebne. Ale na
siłę ich kultywować nie ma po co.
Pozdrawiam wszystkich i idę spać z myślą, że moje małżeństwo mi
wiele dało, wiele mnie nauczyło, było dobre i złe. Ale już się
skończyło i jeśli cokolwiek mnie dzisiaj zajmuje to raczej pytanie,
czy znowu będę gotowy podjąć się takiego wyzwania, tylko mądrzej,
przez szacunek nie tylko do siebie ale i do drugiego czlowieka.
Przez porzucenie własnego egoizmu i zastanawianie się nad partnerem
przy pamiętaniu o tym czego ja chcę, przez wreszcie zburzenie
reakcji obronnych. I myślę, że tak, stać mnie na to, bo predystynuje
mnie do tego to co przeżyłem. Dlatego rozwód to nie klęska, tylko
nauka. Siebie i innych. I tyle smile
    • nangaparbat3 Der 14.10.07, 23:53
      od pierwszego Twojego postu, jaki czytałam, jestem pod wrażeniem. I zawsze się
      dziwiłam, dlaczego akurat Tobie rozwód musiał sie trafić - ale podobno wszystko,
      co nas spotyka, moze byc dla nas szansą, nauką. Szansą na nauczenie sie czegoś
      nowego.
      Pod tym co powyzej napisałeś podpisuje sie obiema rękami. I pozdrawiam
      najserdeczniej Ciebie i pewną uroczą jasnowlosą Panią
      n.
      • sylwiamich Re: Der 14.10.07, 23:58
        Jaka piosenkę się zawsze śpiewało na zakończenie ogniska?BO jakoś
        tak mi się nasunęło?smile))
        • crazyrabbit Re: Der 15.10.07, 00:06
          "Płonieeeeee ogniskoooooo w lesieeeeee....." tak to leciało smile
        • a.niech.to Re: Der 15.10.07, 06:52

          Tak śpiewała szarża:
          "Instruktorski wiążmy krąg,
          Niech przyjaźń krzepi siłę naszych rąk".

          A tak szaraczkowie:
          "Kto raz przyjaźni poznał moc
          Nie będzie trwonił słów.
          Przy innym ogniu w inną noc
          Do zobaczenia znów".

          A to lubiłam:
          "Rośniemy dla śpiewu
          Jak ptaki jak drzewa
          I w słońce patrzymy tak samo
          Rzucają nam czerwce
          Bukiety na serca
          I skrzydła nam rosną u ramion

          Szeroki świat czeka jak przyjaciel
          Za dalą dal bez przerwy woła nas
          I z każdym dniem cudowniej i bogaciej
          Otwiera się niepowtarzalny czas".




          • bazyliada Re: jeszcze jedna piosenka 15.10.07, 12:10

            W kontekście tego co przeczytałam przypomniała mi sie taka piosenka,
            a w zasadzie znam tylko fragment smile

            " jacy piekni męzczyźni tę wojne wygrali smile
            lalalalala
            jacy brzydcy mężczyźni po wojnie wyrośli smile"
            • a.niech.to Re: jeszcze jedna piosenka 15.10.07, 12:49
              Naiwnością jest sądzić, że człowiek to samo piękno. Biega o
              proporcje i o wartości in plus - in minus. Następna sprawa to
              zdolność do zaakceptowania konkretnych ulomności przez daną osobę.
              Dla kogoś dym papierosowy może stanowić istotną przeszkodę w
              utrzymaniu związku, ktoś inny nie przeżyje banalnej klątwy na
              ustach. Podałam przerysowane przykłady, bo nie sądzę,aby stanowiły
              one powód do rozwodu.
              • bazyliada Re: jeszcze jedna piosenka 15.10.07, 12:59
                a.niech.to napisała:

                > Naiwnością jest sądzić, że człowiek to samo piękno. Biega o
                > proporcje i o wartości in plus - in minus. Następna sprawa to
                > zdolność do zaakceptowania konkretnych ulomności przez daną osobę.
                > Dla kogoś dym papierosowy może stanowić istotną przeszkodę w
                > utrzymaniu związku, ktoś inny nie przeżyje banalnej klątwy na
                > ustach. Podałam przerysowane przykłady, bo nie sądzę,aby stanowiły
                > one powód do rozwodu.

                różni są ludzie, różne piękno w sobie noszą...
                • a.niech.to Re: jeszcze jedna piosenka 15.10.07, 13:48
                  bazyliada napisała:

                  > różni są ludzie, różne piękno w sobie noszą...
                  Na każde powinien się znaleźć właściwy amator, żeby nie było
                  zakłóceń w małżeństwie.
    • tricolour Już się bałem, że się żegnasz... 14.10.07, 23:54
      ... a się nie żegnasz.

      Śpij smacznie smile)
    • z_mazur Re: w kontekście ostatnich postów 14.10.07, 23:59
      No w zasadzie się zgadzam, z tym co piszesz, z jednym zastrzeżeniem.

      "epatowanie nowych userów tym, że trzeba myśleć o sobie, być egoistą, szanować się bla bla bla." ma na celu właśnie to o czym piszesz później. Tylko człowiek świadom swojej wartości, pewien siebie, może bez lęku otworzyc się na innego człowieka.

      A żeby odbudowac swoją wartośc, trzeba zadbac o siebie, poczuc sie waznym dla samego siebie, postawic swoje potrzeby na pierwszym miejscu po to by poznac samego siebie. Taki zdrowy egoizm jest potrzebny, po to żeby odkryc siebie bo jesli my sami nie będziemy wiedzieli co jest dla nas dobre, to jak mozemy oczekiwac od innych, że będą to wiedzieli.

      A gdy to już nastąpi (a zajmuje to zawsze trochę czasu) wtedy mozna się otworzyc na ludzi.

      Nie dla wszystkich jest to oczywiste i tym nowym często to trzeba powtarzac. smile))
      • nangaparbat3 Re: w kontekście ostatnich postów 15.10.07, 00:08
        a skad się bierze poczucie własnej wartości?
        ano z działania (skutecznego) i z dobrych relacji z ludźmi.
        Kółko sie zamyka.
        • z_mazur Re: w kontekście ostatnich postów 15.10.07, 00:10
          Z działania skutecznego na pewno, ale co do dobrych relacji z ludźmi to już niekoniecznie. Znam osoby o bardzo wysokim poczuciu własnej wartości i fatalnych relacjach z innymi ludźmi. smile))
          • nangaparbat3 Re: w kontekście ostatnich postów 15.10.07, 00:13
            z_mazur napisał:

            > Z działania skutecznego na pewno, ale co do dobrych relacji z ludźmi to już nie
            > koniecznie. Znam osoby o bardzo wysokim poczuciu własnej wartości i fatalnych r
            > elacjach z innymi ludźmi. smile))
            >
            >
            >
            Taka mozliwość obiektywnie nie istnieje.
            Ludzie o ktorych piszesz prawdopodobnie raczej sie wywyzszają - co swiadczy
            dobitnie o poczuciu wlasnej wartości znikomym.
          • i33 Re: w kontekście ostatnich postów 17.10.07, 09:16
            mazureczku kochany--bo poczucie własnej wartości to nie wszystko co
            daje lub odbiera możliwości stopien funkcjonowania przecież....
            poczucie wartości każdego wokół---oceniamy trzymamy się prtretu
            osoby bo coś tam kiedyś zrobiła i mamalowaliśmy ją...
            kładamy ludzi do worków schematów....
            a tak nie jest
            wszystko przecież czego doświadczamy z ludzmi ---to szkoła
            analiza eksperymentu---i tu kajet się nie zamyka, przyrządy i
            laboratorium cały czas funkcjonuje
            my wszyscy nie szare myszki ani szczury---a profesorofie
            habilitujemy się wzajem...
            pieknie napisane--przez autora postu--też tak myśle otwartość !!!
            najwyżej doznamy nowych batów
            to także zadawanie sobie pytania--jestem gotowy a żyć pełną parą czy
            na pół gwizdka?
            pozdrawiam
        • crazyrabbit Byleby "zdrowy egoizm"... 15.10.07, 00:11
          ... nie ewoluował do stanu ekstremalnego egoizmu i nieliczenia się z
          innymi ludźmi... Niektórzy zatracają się tak w miłosci własnej , że
          zaczynają krzydzić innych...
          I wtedy doopa.
          • sylwiamich Re: Byleby "zdrowy egoizm"... 15.10.07, 00:13
            A ja znam takie osoby które dbając o moje dobre samopoczucie
            kłamałay i nie mówiły prawdy...siostra rodzona kłamstwa.I jeszcze
            się dziwiły że nie doceniamsmile))
        • jasminowo Re: w kontekście ostatnich postów 15.10.07, 18:08
          nangaparbat3 napisała:

          > a skad się bierze poczucie własnej wartości?
          > ano z działania (skutecznego) i z dobrych relacji z ludźmi.
          > Kółko sie zamyka.


          Może się brać choć nie musi. Niestety. Gdyby to było takie łatwe, to
          osoby inteligentne, wykształcone, z osiągnieciami na koncie nie
          czułyby, że są bezwartościowe. Choć dla osób postronnych jest to
          szokujące, że ktoś TAKI może mieć o sobie tak złe mniemanie. Może. I
          składa się na to dużo więcej czynników. Biologia i wychowanie mówiąc
          w koszmarnie wielkim uproszczeniu...
          • a.niech.to Re: w kontekście ostatnich postów 16.10.07, 07:58
            Takiemu zawsze pod górę, choćby to miał być tylko krawężnik. Nie
            jest to złe, jeśli żyłkę wspinacza wspomaga parę innych wartości, a
            przede wszystkim świadomość, dlaczego się pnie.
      • sylwiamich egoizm 15.10.07, 00:09
        Egoistycznie...dla własnej przyjemności wstaję rano i szykuję Ci
        śniadanie.Wkładam w świeżą bułkę sałatę, ser i wędlinę.Dotykam
        wszystkiego palcami.Ciesze się że za parę godzin włożysz ją do ust.W
        tym czasie będę wygładzać ręką Twoje koszule.Kołnierzyk...Twoja
        szyja.Rękawy...ręcę które mnie dotykają...Mogę Cię poczuć.
        Gdy bedziesz chory...będziesz w mojej władzy.Będziesz moim
        dzieckiem...Sprawdzę Ci temperaturę i okryję kocem.Wszytsko co
        zrobię ...zrobię dla siebie.I nigdy nie powiem Ci:Zmarnowałeś mi
        życie.Tyle dla Ciebie zrobiłam.Jestem w końcu pieprzoną egoistkąsmile)
        • z_mazur Re: egoizm 15.10.07, 00:14
          No dokładnie o to chodzi, o zbadanie tego co nam sprawia przyjemnośc i co nas uszczęśliwia.
          A różnych ludzi uszczęśliwiają najróżniejsze rzeczy. wink)

          Nawet robienie kanapek dla ukochanej osoby.

          Chociaż gdyby ta "ukochana" osoba po powrocie z pracy zamiast dziękuję powiedziałaby: "Znowu zrobiłaś mi z żółtym serem. Przecież wiesz, że nie lubię"...
    • crazyrabbit A ja sobie tu posiedzę... 15.10.07, 00:05
      ... i wykorzystam drzemiące we mnie pokłady empatii , optymizmu i
      specyficznego poczucia humoru.

      Może się komuś przyda. A jak się nie przyda , to może się ktoś
      uśmiechnie chociaż.
      • nangaparbat3 to ja 15.10.07, 00:08
        smile))))))))))))
      • a.niech.to Re: A ja sobie tu posiedzę... 15.10.07, 07:00
        Będę warować z Tobą. Kto wie, kogo tu zapędzi zwyczajny przypadek a
        kto zajrzy z nadzieją na możliwość wygadania się przed takimi,
        którzy rozumieją, bo mieli podobne przeżycia. Testowałam Forum,
        jeżeli jestem potrzebna choć jednej osobie (nie pytałam o
        powód),cholera mnie stąd nie ruszy.
    • a.niech.to Re: w kontekście ostatnich postów 15.10.07, 06:40
      Wiele lat temu sformułowałam dla siebie zasadę, krórej staram się
      trzymać, choć z różnym skutkiem. Gotowość do przyjaźni, do miłości
      to życie. Bez niej pewna śmierć.
      • aron95 Re: w kontekście ostatnich postów 15.10.07, 08:33
        Gotowość do przyjaźni, do miłości
        > to życie. Bez niej pewna śmierć.

        Dobra zasada , z ta śmiercią to tylko przesada . Życ we własnym kręgu bez nikogo
        też idzie tylko co to za życie ?
        Jak sobie przypomniecie mój post o Skrzywionych 30 + , to przecież on o niczym
        innym nie jest tylko o zakmnięciu sie w swoim świecie i podchodzeniu do każdego
        faceta - Ten to mnie chce tylko przelecieć .
        - Męża z niego nie zrobię - Koledzy, przyjaciele mi nie potrzebni .
        Nie wszystkich to dotyczy ale to zamknięcie się na ludzi, brak wiary zauważyłem
        jak tylko zacząłem poznawać samotne kobiety 30 +
        A forum jest na tyle ciekawe bo jest tu przedstawiane - "samo życie"
        Ogłaszać wszem i wobec że się odchodzi a później podczytywać lub pod zmienionym
        nickiem wchodzic nie ma sensu .
    • z.odzysku der1974... 15.10.07, 09:05
      ... bardzo przyjemnie czyta się to, co napisałeś smile

      Powiem tylko tyle, że za czas jakiś chciałbym napisać podobnego w
      tonie posta. smile Optymizm wyłazi z pomiędzy wierszy i bardzo mi się
      to podoba. smile

      Pozdrawiam i życzę szczęśliwej reszty życia smile

      M
    • misbaskerwill ja napiszę tylko tyle... 15.10.07, 09:13
      Bardzo się cieszę, że ta twierdza już definitywnie padłasmile)))))
    • bazyliada Re: w kontekście ostatnich postów 15.10.07, 12:18

      Gdy czytałam wypowiedź Dera pomyslałam najpierw- męzczyzna ma zawsze
      łatwiej, nie chodzi mi tu o kwestie organizacyjne, ale o radzenie
      sobie z emocjami.
      Zastanowiałma sie chwilę i pomyśłałm- nie, to nie tylko dotyczy
      mężczyzn. Lepiej poradza sobie Ci, którzy wykonają ten trud pracy
      nad sobą, tego co Der okreslił - nauki siebie i innych, nawet jezeli
      dotyczy to takiego bolesnego wydarzenia jak rozwodu.

      Dobrze to jeszcze raz przeczytać
      dziekuję i pozdrawiam Der
    • lilyrush Re: w kontekście ostatnich postów 15.10.07, 15:12
      der1974 napisał:
      > Pozdrawiam wszystkich i idę spać z myślą, że moje małżeństwo mi
      > wiele dało, wiele mnie nauczyło, było dobre i złe. Ale już się
      > skończyło i jeśli cokolwiek mnie dzisiaj zajmuje to raczej
      pytanie, czy znowu będę gotowy podjąć się takiego wyzwania, tylko
      mądrzej, przez szacunek nie tylko do siebie ale i do drugiego
      czlowieka.
      > Przez porzucenie własnego egoizmu i zastanawianie się nad
      partnerem przy pamiętaniu o tym czego ja chcę, przez wreszcie
      zburzenie reakcji obronnych. I myślę, że tak, stać mnie na to, bo
      predystynuje mnie do tego to co przeżyłem. Dlatego rozwód to nie
      klęska, tylko nauka. Siebie i innych. I tyle smile

      Nic dodać nic ujac
      Czego sobie i wszytkim tu obecnym życzę smile
      Każdy z nas ma inne wspomnienia, inne uczucia, inne spojrzenie.
      Każde jest wazne i cenne. Znikanie z forum "bo ja już ne
      potrzebuje" bo strasznie egoistycznie brzmi...
      • a.niech.to Re: w kontekście ostatnich postów 15.10.07, 17:56
        lilyrush napisała:

        > Każdy z nas ma inne wspomnienia, inne uczucia, inne spojrzenie.
        > Każde jest wazne i cenne. Znikanie z forum "bo ja już ne
        > potrzebuje" bo strasznie egoistycznie brzmi...
        Gdy obecność na Forum komuś ciąży, powinien odejść, co każdy ma
        prawo uczynić w dowolnym momencie. Nie widzę w tym nic
        niestosownego. Rozwodników nie braknie, po nas przejmą Forum inni.
    • der1974 Re: w kontekście ostatnich postów 16.10.07, 01:29
      Ani mi w głowie jakieś pożegnania czy odchodzenie z forum. Za wiele
      mi dało kontaktów z ludźmi, wymiany doświadczeń i zwykłego
      podzielenia się swoimi smutkami i bólami, a te były duże co tu
      ukrywać. Nie widzę potrzeby pożegnań. Jak mi coś czasem wpadnie do
      głowy to napiszę parę zdań. Cieszę się, że cokolwiek optymistycznego
      niosą, choć ja raczej sceptykiem jestem i bardziej fanatyk pesymizmu
      niż radości z życia.

      Ja po prostu dzisiaj nie umiem już wczuć się w te cierpienia,
      jakkowliek o nich pamiętam. I tym tekstem chciałem też pocieszyć
      tych którzy teraz zdychają. Bo ja dokładnie zdychałem. Nie mam już
      głowy do zastanawiania się nad kolejnymi przypadkami jakże
      biolesnymi - przepraszam. Chciałem tylko podzielić się swoimi
      uczuciami, że to wszystko powoli przechodzi. Samego mnie to dziwi
      nieco, ale tak jest. Uwierzcie w to.

      Wczoraj takie pytanie miałem - kiedy rany się leczą? Nie wiem. Nie
      ma reguły. Pewnie z rok dwa trzeba odcierpieć. Czy od rozstania czy
      rozwodu? Nie wiem. Jakoś tak. Ja wiem, że to długo jest, a raczej
      zdjae się być. Ale naprawdę przechodzi powoli. Proszę uwierzcie Ci
      nowi, których już nie znam i nie umiem konkretnie pocieszyć.

      Zakładałem kiedyś (ba to nie tak dawno było), że już nigdy więcej
      nic, że żadne związki. Że tylko mury i donżon pozostaje. Nic z tych
      rzeczy! Rację miał mój ojciec i całe szczęście, że to wszystko mija,
      przechodzi, że ból nie trwa wiecznie. Pamiętam jak dziś kiedy mi to
      mówił, a ja akurat zmieniałem plany urlopowe i zamiast do Grecji z
      przyjacielem, skoczyłem nad polskie morze. Nie żałuję.

      Oczywiście ma rację z_mazur, że trzeba świeżym porzuconym tłumaczyć
      że ja się liczę, że jak się sam nie uszanujesz to nikt Cię nie
      uszanuje. To prawda jest. Tylko mi dzisiaj niepotrzebna.
      Przypomniałem sobie kim jestem, co osiągnąłem, że się starałem, że
      mam dokładnie takie zasady i wizję związku. Tylko akurat nie wyszło,
      moja żona miała inne spojrzenie na świat, inne priorytety, inną
      wizję na bycie razem. Miała do tego pełne prawo. Jest człowiekiem i
      wybrała inne zapatrywania niż ja. Dlatego się skończyło. To nic nie
      znaczy poza tym, że nie byliśmy dla siebie stworzeni.
      Więc w przyszłości trzeba się weryfikować, badać, co jest dla nas
      ważne, jakie mamy spojrzenie na świat, na ludzi, na swoja pracę i
      życie. Zakochać się wolno każdemu, kochać - tylko jeśli można iść w
      tym samym kierunku. I nie trzeba być podobnym, identycznym. Trzeba
      sobie jasno powiedzieć, że najważniejsze kwestie widzimy tak samo.
      Wtedy cała masa róznic w drobnych sprawach może dać uzupełnianie
      się. Nawet pewne zdziwinie - ojej ja nie muszę mieć racji, można na
      to spojrzeć inaczej. Ale to ciekawe, nigdy bym nie pomyślał!
      Więc raz jeszcze się powtórzę bo tylko tyle mogę dzisiaj zrobić dla
      tych obolałych - trzymajcie się swoich zasad, swojego spojrzenia na
      życie. Jest tylu ludzi na świecie, że nie ma mowy, żeby na kogoś z
      podobnymi zapatrywaniami na sprawy najważniejsze nie trafić.
      Da się przeżyć rozwód, da się wybaczyć. Dla mnie wybaczenie to nie
      jest jakiś akt dla siebie, ale raczej zapomnienie i zrozumienie że
      nie wolno wymagać od innych ludzi, żeby patrzyli tak samo na
      wszystko. Wolność innego człowieka i pokora wobec świata - to są
      podstawy do wyzwolenia się z bólu. Tak ja to widzę.


      • aron95 To napisał der 16.10.07, 08:18
        człowiek na powrót szczęśliwy !!! Budujące
      • sylwiamich Re: w kontekście ostatnich postów 16.10.07, 08:22
        > Da się przeżyć rozwód, da się wybaczyć. Dla mnie wybaczenie to nie
        > jest jakiś akt dla siebie, ale raczej zapomnienie i zrozumienie że
        > nie wolno wymagać od innych ludzi, żeby patrzyli tak samo na
        > wszystko.

        Wielokrotnie rozmyślałam nad przebaczeniem....zgadzam się z Tobą.Są
        różne etapy przebaczenia.
        Zaraz po doświadczeniu krzywdy...nie przykrości, krzywdy.Takiej
        krzywdy która zapiera dech w piersiach.Takiej po której jesteś
        oszołomiony, a potem chcesz żeby kogoś tez zabolało, chcesz
        zemsty.... to może być zadośćuczynie w majestacie prawa.Wtedy możęsz
        stać się podwójną ofiarą...również ofiara siebie samego.Chyba każdy
        z nas zna taki stan.To jak czarna dziura zasysająca wszystko do
        środka.I wtedy wybaczyć trzeba dla siebie.Żeby zamknąć dziurę.Potem
        mozna zapominać.Odcinać się od tych emocji, patrzeć na nie z boku,
        rozważać, dawać prawo i rozumieć.Ale czy to przypadkiem nie jest tak
        że przestajesz być dla mnie ważny...dlatego żyj sobie po swojemu??
        • a.niech.to Re: w kontekście ostatnich postów 17.10.07, 06:56
          sylwiamich napisała:

          > Ale czy to przypadkiem nie jest tak
          > że przestajesz być dla mnie ważny...dlatego żyj sobie po swojemu??
          I jeszcze krok dalej: zagraj w jakiejś drużynie, byle nie moim
          boisku. Niech ci się wiedzie po twojej myśli.
      • julka1800 Re: w kontekście ostatnich postów 16.10.07, 11:10
        Pieknie napisane. Moge dodac cos od siebie?

        Jestem na tym forum, choc od czasu mojego rozwodu minelo duzo czasu.
        Jestem poniewaz znalazlam tu kilka osob, z ktorymi dobrze mi sie
        rozmawia tu i realu.
        Wierze, ze z kazdej nawet najdrobniejszej znajomości mozna wyniesc
        dla siebie cos pozytywnego, czegos sie nauczyc.
        Nie jestem i nie bede juz aktywnym uczestnikiem watków osob, ktore
        przechodza teraz ten trudny etap zycia.
        Ale bede zabierac glos (moze sie komus przyda) i bede czytac co
        pisza inni, Der na ten przykładsmile)

        I jeszcze jedno, jakis czas temu stalam na progu zakonczenia
        znajomosci z zyczliwa mi osoba, ale przypomnialam sobie, ze przeciez
        ta osoba czegos mnie nauczyla, cos wniosla do mojego zachwianego
        mocno zyciasmile



        www.linkedin.com
      • chalsia Re: w kontekście ostatnich postów 16.10.07, 23:17
        > Przypomniałem sobie kim jestem, co osiągnąłem, że się starałem, że
        > mam dokładnie takie zasady i wizję związku. Tylko akurat nie
        wyszło,
        > moja żona miała inne spojrzenie na świat, inne priorytety, inną
        > wizję na bycie razem. Miała do tego pełne prawo. Jest człowiekiem
        i
        > wybrała inne zapatrywania niż ja. Dlatego się skończyło. To nic
        nie
        > znaczy poza tym, że nie byliśmy dla siebie stworzeni.

        Amen. Tez do tego kiedyś doszłam.
        Dodam, że każdy może dotrzeć do tego punktu. Tylko, że to wymaga:
        a) czasu
        b) głebszej refleksji
        • a.niech.to Re: w kontekście ostatnich postów 17.10.07, 06:58
          Jasne. Nic na siłę.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja