Bardzo życiowe

19.10.07, 22:46
na innym forum ktoś napisał coś takiego (poniżej).
Nic dodać, nic ująć.

"Sedno trudności widzę w tym, że współczesne kobiety z bagażem
doświadczeń - do których się zaliczam - nie marzą już po prostu o
stałym związku!!!!!! (Ewentualnie o stałym partnerze, ale to nie to
samo).
Jeśli kobieta została sama z dzieckiem lub kilkorgiem dzieci do
wychowania, jeśli po okresie rozpaczy i walki o niezależność stanęła
na nogi finansowo i organizacyjnie - jeśli ona i jej dzieci z pomocą
dalszej rodziny tworzą nieźle funkcjonująca choć
niestandardowo "komórkę społeczną" - to na grzyba takiej kobiecie
dodatek w postaci "obcego", który się w ten układ nie zawsze łatwo
wpasowuje?
Aspekt finansowy jest do kitu, niejednokrotnie układ "dzieci moje,
twoje, nasze i alimentowane" odstrasza swoją złożonością, i nie
przynosi korzyści, jeżeli kobieta nie jest harpią bez skrupułów.
A cała reszta.... przepraszam ja bardzo, ale "stały związek" to
naprawdę kupa obowiązków z przewagą kupy i dobrze trzeba
się zastanowić, aby zrezygnować funkcjonującej małej stabilizacji
dla obecności spodni w domu."
    • tricolour Pomysł zgrabny... 19.10.07, 22:50
      ... ale moim zdaniem jest wyrazem etapu zycia, kiedy łzy po dawnym związku już
      wyschły, a nowych idei nie ma. Nie ma ambicji, poczucia sensu i celu... jest
      pustka, jez z nią dobrze - ale to pustka.

      Kobieta to nie robot do obsługi dzieci.
      • chalsia Pudło :-) 19.10.07, 23:06
        napisała to kobieta, która była w kilkuletnim związku z mężczyzną
        mieszkającym z nią i dziećmi (które to dzieci miały też dobry i
        stału kontakt ze swoim ojcem a układy ona-eks były całkiem niezłe)
        • tricolour Chyba nie pudło.... 19.10.07, 23:09
          ... skoro " kobieta, która była w kilkuletnim związku z mężczyzną mieszkającym z
          nią i dziećmi"... napisała na kiego "grzyba takiej kobiecie dodatek w postaci
          "obcego", który się w ten układ nie zawsze łatwo wpasowuje".

          Są ludzie, którzy osiągając cos robią rzeczy utrudniające innym powtórzenie ich
          drogi.
          • chalsia Re: Chyba nie pudło.... 19.10.07, 23:14
            > Są ludzie, którzy osiągając cos robią rzeczy utrudniające innym
            powtórzenie ich
            > drogi.


            eeee, a mogę jaśniej, bo nie zajarzyłam ...
            • chalsia nie zajarzyłam w kontekście poprzedniego akapitu. 19.10.07, 23:15

            • tricolour Hm... 19.10.07, 23:17
              ... kobieta znalazła sobie faceta i tworzy nieformalny związek - może przecież
              napisac o zaletach takiego rozwiązania. Dlaczego zniechęca czytelników "obcym,
              który sie trudno wpasowuje" skoro jej wpasował się całkiem dobrze szczególnie
              dla dzieci?

              Może dla przekory?
              • chalsia Re: Hm... 19.10.07, 23:21
                > który sie trudno wpasowuje" skoro jej wpasował się całkiem dobrze
                szczególnie
                > dla dzieci?

                fakt, tak było.
                Ale juz nie są razem i to od już dłuższego czasu.
                • a.niech.to Re: Hm... 20.10.07, 15:10
                  Czemu się rozsypało? Interesuje mnie całkiem prywatnie.
              • a.niech.to Re: Hm... 20.10.07, 14:55
                Zgadza się. Co wpasowane to własne.
      • nangaparbat3 Re: Pomysł zgrabny... 19.10.07, 23:20
        tricolour napisał:

        > ... ale moim zdaniem jest wyrazem etapu zycia, kiedy łzy po dawnym związku już
        > wyschły, a nowych idei nie ma. Nie ma ambicji, poczucia sensu i celu... jest
        > pustka, jez z nią dobrze - ale to pustka.
        >
        > Kobieta to nie robot do obsługi dzieci.

        Jest dokładnie na odwrot niz piszesz - nie ma pustki, jest pewna ambicja, jest
        poczucie sensu i celu - moze wieksze niz kiedykolwiek wyjawszy poczatki dziecka,
        kiedy było maleńkie i niesamodzielne.
        Ja jutro jade zacząć nowe - podyplomowe - studia. Zupelnie odjechane, za to
        spełnienie marzeń. Dla idei. Dla wykonywania odjechanej pracy dla idei. Własnie
        dlatego, ze jestem sama. Mogę robic to, na czym naprawdę mi zalezy.
        Oczywiscie mozna sbie wyobrazic, ze jest sie z mężczyzną, który nie tylko to
        toleruje, ale nawet wspiera - chocby dobrym słowem. Byłoby naprawdę wspaniale.
        Ale z tego co widzę, nie jest to takie częste.
        • tricolour Seksmisja? 19.10.07, 23:29
          Tam było o skierowaniu uczuciowości w naukę...
          • chalsia Re: Seksmisja? 19.10.07, 23:34
            kopać można dowolnie głeboko, nalezy tylko uważać, by nie podkopać
            sobie własnego krzesła smile
          • a.niech.to Re: Seksmisja? 20.10.07, 14:57
            rozsądne
    • akacjax Re: Bardzo życiowe 20.10.07, 09:21
      Powiedziałabym tak-taka niechęć, czy założenie, że nie chce faceta w domu jest mi po trosze bliskie. I być może coś w tym jest, że dawniej kobiecie bez faceta było zdecydowanie trudniej.
      Jednak życie to nie tylko czas, gdy jest się zajętym do bólu dziećmi, to też taki czas, gdy dzieci wyfruną z domu i jest pusto. Facet dochodzący-ma swoje zalety, ale sama nie wiem, czy taki na stałe nie miałby więcej?

      Nie da się oszukać ludzkich potrzeb. Kompensuje się je, ale to jednak nie to samo.
      No i z tych włąsnie powodów uważam, że o ile to, co tam napisano-to samo życie, to zastanawiam się czy nic się w takim życiu nie traci?
      • tricolour A do ilu kobiet ma byc facetem... 20.10.07, 09:31
        ... dochodzącym?

        W dni parzyste dochodzi do jednej, w parzyste do innych? Czy macie zgoodę na to,
        że facet dochodzący ma wiele kobiet, które obsługuje?
        • akacjax Re: A do ilu kobiet ma byc facetem... 20.10.07, 09:38
          smileZakładam, że to związek monogamiczny.
          Jest coś takiego-może za jakiś czas mi przejdzie, może to wszystko za świeże, a na pewno współczesny styl życia ułatwia to, że nie czuję potrzeby mieszkania z facetem.

          A czy z punktu widzenia faceta od razu niemieszkanie razem kojarzy się z możliwością dochodzenia to tu, to tam?
          • tricolour Nie - tak sie nie kojarzy. 20.10.07, 09:49
            Kojarzy się natomiast określenie "facet dochodzący".

            Mam narzeczoną i nie mieszkamy razem, ale jest to stały związek oparty o uczucie
            i wspólne plany. Jestem dla niej stałym i jedynym facetem (i odwrotnie), a to
            zupełnie co innego od pojęcia "facet dochodzący", które niesie w sobie brak
            zobowiązań, swobodę (także seksualną, bo swoboda ma wiele oblicz) oraz możliwość
            pójścia we własną stronę, gdy się już wyjdzie.
            • a.niech.to Re: Nie - tak sie nie kojarzy. 20.10.07, 15:09
              ..i to fatalne brzmienie, coś jak panna służąca, sprzątaczka,
              opiekunka do dziecka, kobieta na godziny.
              Wiem, że przesadzam, więc nie pouczaj.
              • 374.4w Re: Nie - tak sie nie kojarzy. 23.10.07, 22:28
                Tri, dlaczego zakładasz, że "dochodzący" dochodzi do kilku kobiet, a nie tylko
                jednej? Tylko facet z naklejką "narzeczony" dochodzi jedynie do jednej kobiety?
                Rozumiem, że znasz to z autopsji
                • tricolour Sama odpowiedziałaś... 23.10.07, 23:07
                  ... narzeczony określa jasne relacje i odpowiedni ceremoniał - to znaczy
                  poprosił o rękę i nie dostał w nos.

                  Dochodzący... no nie... do orgazmu chyba.
                  • to.ja.kas Re: Sama odpowiedziałaś... 23.10.07, 23:08
                    aaaaaa Twoja przysiega slubna tez okreslała jasne relacje....i co z
                    tego???tongue_outPPP
                    • tricolour Żona mnie rzuciła w cholerę... 23.10.07, 23:11
                      ... jeszcze sześć lat po porzuceniu powiedziałem ostatni raz, że widze szansę na
                      związek, ale była nieugieta jak skała.

                      Zebrałem więc materiał i wszcząłem proces, że przysięgi nigdy nie było w sensie
                      jej zgodności z doktryną... zobaczymy.
                      • to.ja.kas Re: Żona mnie rzuciła w cholerę... 23.10.07, 23:16
                        ano właśnie można by wyciągnąć wniosek, że mężczyźni w ogole nie
                        biorą pod uwagę tego co przysięgali i są mistrzami w odkręcaniu kota
                        ogonem....oczywiscie jakbym była złosliwa - a nie jestem tongue_outPPPP
                        • tricolour Mam swoje obserwacje... 23.10.07, 23:19
                          ... dla ludzi, po rozwodach, którzy nie mają szans na proces o nieważnośc jest
                          taki proces krętactwem jak sam diabeł. Dla ludzi, którzy mają szanse jest on
                          skorzystaniem z praw jasno zapisanych w prawie.

                          Przeszedłem obie drogi...
                          • to.ja.kas Re: Mam swoje obserwacje... 23.10.07, 23:22
                            a dla takich jak ja??? POza tym ja nie wartosciuje przysiegi
                            składanej w kosciele wyżej niż tej składanej przed kierownikiem
                            USC ... albo ma ona wartosc jest tylko słowami...pustymi...i
                            stosunek ludzi do tego co przysiegali pokazuje jak była dla nich
                            wazna....mozna powiedziec ze jak facet uwaza ze jego slub był
                            niewazny to narzeczenstwo jak mu sie przestanie podobac bedzie miało
                            takie samo znaczenie jak slub....

                            tongue_out
                            • tricolour Nikt nie mówi o podobaniu się... 23.10.07, 23:29
                              ... ja mówie o faktach i dowodach. Uważasz, że w sądzie duchownym jest mowa o
                              gustach i co sie komu podoba? Nie, są dowody - wygrywasz. Nie ma - do widzenia.

                              "mozna powiedziec ze jak facet uwaza ze jego slub był niewazny to narzeczenstwo
                              jak mu sie przestanie podobac bedzie miało takie samo znaczenie jak slub". Można
                              tak powiedzieć pod warunkiem, że dowody będą równie silne.
                              • to.ja.kas Re: Nikt nie mówi o podobaniu się... 23.10.07, 23:35
                                to są Twoje słowa ...tylko słowa...tak jak słowa mojego dochodzącego
                                który mówi "kocham tylko Ciebie, zawsze będę Cie kochał"...to też
                                tylko jego słowa....jak położyc na wadze to waża dokładnie tyle
                                samo....Ty jestes po rozwodzie, on tez, Ty jestes w nowym zwiazku on
                                tez...Ty straciłes kontakt z corka , on utrate kontaktu z dziecmi
                                sobie nie pozwala...bo mowi, ze je kocha nade wszystko (i mu wierze
                                bo o tym swiadcza jego czyny), ty jestes narzeczonym, on moim
                                mezczyzna, Ty planujesz slub kiedys, ja nie planuje, bo nie
                                chce...pokaz mi w czym jestes lepszy jako narzeczony niz on jako
                                facet i w czym Twoje słowo lepsze niż jego?
                                I dlaczego Ty dochodzisz z milosci a on tylko do orgazmu???

                                Hęęe
                                • tricolour Co do utraty kontaktu z córką... 23.10.07, 23:44
                                  ... to pisałem, że jutro idziemy do opery... ale widzę, że nie pasuje Ci do
                                  teorii o mnie. Mniejsza z tym.

                                  Ja nie czuje się lepszy od Twojego faceta. To Ty mnie pytasz dlaczego po moich
                                  postach czujesz się gorsza, że przychodzą Ci do głowy pytania "kto jest lepszy".

                                  Jeśli nie masz sobie nic do zarzucenia, to nie musisz pytać i porównywać. A
                                  kiedy pytasz i porównujesz, to widać masz potrzebę konfrontacji własnego oglądu
                                  siebie i tego, co widzą inni. To jest granica wstydu - a wstyd należy do obszaru
                                  zła. I to jest moja odpowiedź.
                                  • to.ja.kas Re: Co do utraty kontaktu z córką... 23.10.07, 23:49
                                    O tym, ze przez kilkalat nie miałes kontaktu z córka sam pisałes tu
                                    na tym forum...tajemnic nie wyciagam...

                                    A teraz wytłumacze Ci dlaczego porównuję....w ktorymś z postów
                                    napisałeś, że Ty jesteś narzeczonym, a męzczyzna dochodzący to...no
                                    własnie, chyba nie tylko do orgazmów....jakoś tak to brzmiało...
                                    To Ty wartosciowałes:
                                    narzeczony, narzeczona - lepszy
                                    dochodzacy - zalezy mu tylko na seksie
                                    kobieta do ktorej dochodzi - powinna miec swiadomosc ze nie jest
                                    jedyna w przeciwienstwie do narzeczonej

                                    Skoro nie czujesz sie lepszy od mojego faceta - i słusznie nie wiem
                                    co robiłes w tej dyskusji o wyzszosci zwiazków formalnych nad mniej
                                    formalnymi....rozumiem, że trening.

                                    I znów popełniasz Tri ten sam bład - dyskutuję z Toba a TY próbujesz
                                    dostrzec w tym drugie dno - tym razem dno wstydu i zła....nie rzutuj
                                    swoich doświadczeń, przypuszczeń i domniemywań na wszystkich bo
                                    wychodza z tego bzdury tongue_outPPPP
                                    • tricolour Nie - to nie był trening... 23.10.07, 23:54
                                      ... po prostu związki sformalizowane są lepsze. Tak jak lepsze jest mieszkanie
                                      we własnym domu, a nie wynajętym. Posiadanie własnego auta, a nie ciągle
                                      czyjegoś bez poczucia stabilizacji.

                                      Tak jak majtki dobrze mieć swoje, a nie pożyczane od kolegi - bo na tym polega
                                      poczucie bezpieczeństwa, komfort, świadomość panowania nad życiem, wyznaczanie i
                                      osiąganie celów, a nie protezy, niepokoje, strachy, "chcę, ale boję się"...

                                      Dlatego taki związek formalny jest lepszy. I był ona taki dla Twojego faceta,
                                      gdy miała dawną żonę.
                                      • to.ja.kas Re: Nie - to nie był trening... 23.10.07, 23:57
                                        To dlaczego z Nią nie został pomimo tego, że wiedział, że na związek
                                        ze mną (taki zasiedziało - zamieszkały) nie ma szans????
                                        tongue_outPP

                                        Ale to fajnie wiedziec, ze sa ludzie ktorzy wiedza co jest lepsze
                                        dla innych - nawet jak ich na oczy nie widzieli

                                        tongue_outPPP

                                        • tricolour Ty też nie jesteś na 100% na zawsze... 23.10.07, 23:59
                                          .. więc nie bądź taka pewna. Nie został z nią, może nie zostać i z Tobą tym
                                          bardziej, że mniej formalności...

                                          Ad2. Piątka w szkole jest lepsza od trójki bez oglądania uczniów.
                                          • to.ja.kas Re: Ty też nie jesteś na 100% na zawsze... 24.10.07, 00:07
                                            Alez moze nie zostac tri...i jesli bedzie chciał odejsc wolna
                                            droga...tak jak moja...Twoja narzeczona moze dac Ci kopa w tyłek jak
                                            była zona i nawet namawianie jej przez lat 10 nie nakłoni do zmiany
                                            decyzji...niezbadane sa wyroki losu i kobiet tongue_outPPP

                                            W koncu to Ty musisz jej pilnowac jak sam tu to w watku
                                            napisałes...mi sie pilnować dochodzacego nie chce....moze dlatego,
                                            ze on sam sie pilnuje tongue_outPPPP
                                        • to.ja.kas Re: Nie - to nie był trening... 24.10.07, 00:04
                                          Ide spac Tri, nie bede dalej dyskutowac...o ile zgadzam sie, ze Ty
                                          mozesz uwazac ze zwiazki formalne sa lepsze o tyle nie zgodze sie,
                                          ze wiesz lepiej co jest dobre dla mnie czy kogos innego.

                                          W ten sposob to ja moge wygłosic teorie, ze Twojej narzeczonej to
                                          lepiej było jak Ciebie nie było i jakby zwiazała sie z kimś wolnym i
                                          bez zbowiązań..a skoro wzięła sobie Ciebie to ciekawe jakie powody
                                          (no bo preciez nie milosc, ludzie z przeszloscia nienadaja sie do
                                          milosci) nią kierowały???

                                          Z pozycji alfy,omegi i wrózki mozna probowac wmawiac każdą głupotę
                                          a mi na to czasu szkoda...
                                          I jednak czasem warto ludzi słuchac ... serio bo potem sie okazuje,
                                          że zwiewają od nas i nawet 6 lat przekonywań nie jest ich nakłonić
                                          do powrotu do zwiazku z nami mimo, ze jest tak samo doskonały jak
                                          własne gacie

                                          Dobranoc

                                          tongue_out
                                          • tricolour Dobranoc. 24.10.07, 00:09
                                            A jeśli czepiasz się szczegółów prywatnych i coś próbujesz na nich uciągnąć
                                            (wide: córka, 6 lat, sprawa kościelna, itp) to durnota z Ciebie wyłazi.

                                            Nie myl z głupotą, bo to Cię nie posądzam...

                                            tongue_outP
                                            • to.ja.kas Re: Dobranoc. 24.10.07, 08:50
                                              Tri robie dokładnie to co Ty....Ty czepiasz sie moich spraw
                                              prywatnych (patrz:ostatnie posty), ja odpłacam Ci pieknym za nadobne
                                              (i wcale sie tym nie kryje tongue_out)
            • crazyrabbit Re: Nie - tak sie nie kojarzy. 22.10.07, 00:07
              Tri , mam wrażenie że Twoja moralność jest wybiórcza.
              Układ , jaki masz z narzeczoną , to właśnie taki "dochodzący".
              Ale Ty to ładniej nazywasz , prawda? I czujesz się przez to lepszy?
              • a.niech.to Re: Nie - tak sie nie kojarzy. 22.10.07, 07:45
                A mnie się wydaje, że Tri pisze o sensownym małżeństwie.
                Tri czeka na kościelny rozwód. Ile mu jeszcze zostało? Wlecze się to
                latami, więc sądzę, że już niewiele.
                Do czego to dochodzi, żebym ja broniła Tri? Jakby nie patrzeć
                forumowej pierdoły.
                • tricolour Mnie jest bardzo dobrze być ... 22.10.07, 08:43
                  ... forumowym pierdołą tym bardziej, że forumowa nowoczesnośc ociera się czasami
                  - moim zdaniem - o szmaciarstwo.

                  W sąsiednim wątku jest nim nazwanie kobiety i własnego fiuta jednym słowem.. no
                  wiem, niektórym do opisu świata wystarczą cztery wulgarne słowa...

                  smile
                  • a.niech.to Re: Mnie jest bardzo dobrze być ... 22.10.07, 09:49
                    Pamiętajmy o ogrodach..., lecz ciągle aktualne pytanie: co potem?
                    Pofatyguję się kiedyś do Wrocka, wtedy Cię przeszkolę. Albo Was
                    oboje? Jeśli oczywiścoe przestaniesz ukrywać swoją Panią.
                • 374.4w Re: Nie - tak sie nie kojarzy. 23.10.07, 22:31
                  a.niech.to napisała:

                  > A mnie się wydaje, że Tri pisze o sensownym małżeństwie.
                  > Tri czeka na kościelny rozwód.

                  w kontekście rozwodu kościelnego oczekiwanego przez Tri zastanowiłam sie PO CO
                  właścieiwie on tak dochodzi do narzeczonej PRZED ślubem kościelnym
                  • tricolour Żeby nie spyliła do innego. 23.10.07, 23:04
                    To proste - kobieta nie może chodzić samopas.

                    smile)
              • tricolour Ja się czuję lepszy? 22.10.07, 08:31
                Nie, wcale sie tak nie czuję, ale skoro przyszło Ci to do głowy, to może Ty sie
                czujesz gorsza? Skąd w ogóle pomysł podziału na gorszych i lepszych przy
                prawidłowym poczuciu własnej wartości?

                I to jest pytanie, które sobie zadaj zamiast zastanawiac się nad nazewnictwem
                mojego związku, który dla mnie jast jasny: narzeczeństwo, które zmierza do
                małżeństwa. To nie jest żaden "układ" ani inne dziwo.

                tongue_outP
        • a.niech.to Re: A do ilu kobiet ma byc facetem... 20.10.07, 15:06
          Może krążyć po domach, zgadza się to z jego mentalnością.
          Nie umiałabym, bo to mało praktyczne.
      • a.niech.to Re: Bardzo życiowe 20.10.07, 15:02
        akacjax napisała:

        > Facet dochodzący-ma swoje zale
        > ty, ale sama nie wiem, czy taki na stałe nie miałby więcej?
        Jakieś to połowiczne, nie wiem, czy chodzi o brak zaufania, czy
        wygodnictwo. Niby idealny układ, a jednak mnie w jakiś sposób
        mierzi. Raczej wybrałabym to drugie. Wolałabym, żeby mi facet robił
        za lwa. Dziś deszcz, pierwsze byłoby upokarzające.
    • salsa13 Re: Bardzo życiowe 20.10.07, 16:06
      dziwne to
      ale co kto woli, może to wygodne dla niektórych

      ale ja tam z tych co jednak marzą o stałym związku z jednym
      partneremsmile
      • a.niech.to Re: Bardzo życiowe 20.10.07, 16:58
        salsa13 napisała:

        > ja tam z tych co jednak marzą o stałym związku z jednym
        > partneremsmile
        Zamiast marzyć, zaplanuj.
        • salsa13 Re: Bardzo życiowe 20.10.07, 17:42
          miła kobieto która cytuje wszystkichsmile

          że niby co mam zaplanować?
          faceta na całe życie - a jak to się robi???
          i gdzie tacy chętni do zaplanowania ich?
          • a.niech.to Re: Bardzo życiowe 20.10.07, 17:49
            Coś zawsze zdołasz wyhaczyć, niechybnie tam, gdzie siedzisz. Co
            dalej? Tego nie wiem. Jedno, co mówię dzieciom:"Żyj z głową do
            przodu". No bo inaczej się nie da. Da się, ale to nie jest życie.
            Można się... Próbowałam.
            • salsa13 Re: Bardzo życiowe 20.10.07, 18:01
              nie lubię ani wyhaczać ani planować
              raz już planowałam związek na całe życie - nie wyszło...

              wszystko w swoim czasie i nic na siłę
              za bardzo emocjonalnie do wszystkiego podchodzę i potem bardzo
              boli...
              pozdrawiam Cię serdecznie
    • lilyrush Re: Bardzo życiowe 20.10.07, 18:13
      Jak dla mnie śliczna bzdura.
      Jaka stabilizacja? Zasypianie samej, ewentualnie z kotem w pustym łóżku? Cała
      odpowiedzialność na mojej głowie, nawet szansy na zachorowanie nie ma? Dziecko,
      które nigdy na co dzień nie będzie widziało normalnej rodziny?
      Mam gdzieś taką stabilizację- poproszę dobrego faceta na stałe.
    • artemisia_gentileschi Re: Bardzo życiowe 21.10.07, 21:54
      Bardzo sensowny post, spokojnie moge sie pod tym podpisac. Po kiego
      komplikowac sobie zycie, i dzieciakom przy okazji tez?
      • a.niech.to Re: Bardzo życiowe 22.10.07, 07:48
        artemisia_gentileschi napisała:

        > Po kiego
        > komplikowac sobie zycie, i dzieciakom przy okazji tez?
        Chronić dzieci przed utratą gruntu pod nogmi to pierwszy obowiązek w
        normalnych rodzinach po rozwodzie. Przy okazji można się
        poprzyglądać, jakie głębokie rysy poczyniły na wszystkoch normalne,
        pełne rodziny.
    • crazyrabbit Re: Bardzo życiowe 21.10.07, 23:59
      Mądre.
      Ja sobie jak na razie nie wyobrażam takiego faceta , który byłby tak
      całkiem na stałe i mieszkał ze mną.

      "Dochodzący" jak najbardziej! To miłe zasypiać i budzić się przy
      miłym męskim ciałku w weekendy , mieć z kim pogadać , pójść do
      kina , do knajpy , do znajomych...
      Ale chyba jeszcze nie dojrzałam do faceta w domu 24/24... Albo już
      się z takich zachcianek wyleczyłam skutecznie , dzięki min. exowi...
      • to.ja.kas Re: Bardzo życiowe 22.10.07, 00:10
        crazyrabbit napisała:
        > "Dochodzący" jak najbardziej! To miłe zasypiać i budzić się przy
        > miłym męskim ciałku w weekendy , mieć z kim pogadać , pójść do
        > kina , do knajpy , do znajomych...

        Potwierdzam!!!!!!!!!!

        > Ale chyba jeszcze nie dojrzałam do faceta w domu 24/24... Albo już
        > się z takich zachcianek wyleczyłam skutecznie , dzięki min.
        exowi...

        Ja napewno !!!!!!!!
        • crazyrabbit Re: Bardzo życiowe 22.10.07, 00:14
          Niopuszczona deska w WC? Porozrzucane skarpetki? Ktos miałby mi się
          po domu kręcić i przełączać sobie swobodnie kanały w TV? Albo
          meczyki oglądać? Miałabym zmywać naczynie codziennie , a nie wtedy
          kiedy kończą mi się kubki do kawy?

          Hmmmmm..
          Stanowczo nie jestem gotowa tongue_outPPP
          • to.ja.kas Re: Bardzo życiowe 22.10.07, 00:15
            Mało tego oni chcą żreć !!!!!!!!!!!!! No zgroza !!!!!!!!!!
            • crazyrabbit Re: Bardzo życiowe 22.10.07, 00:18
              Ha!!! Żreć jak żreć , ale oni chcą sexu wtedy , kiedy niekoniecznie
              MY mamy na to chotę big_grinbig_grinbig_grin
              • to.ja.kas Re: Bardzo życiowe 22.10.07, 00:20
                rano !!!!!!!! Kiedy jestem zaspana, kiedy jak sie budze potrzebuje
                pasty do zebów, on rwie sie do calowania i seksu...co to kuźwa za
                zwyczaje!?!?!?!?!?!?!
                • crazyrabbit Re: Bardzo życiowe 22.10.07, 00:23
                  No właśnie!!! Albo łazi po domu i drapie się po.. hmmm... nabiale...
                  Okropieństwo!!!
                  • to.ja.kas Re: Bardzo życiowe 22.10.07, 00:25
                    Nie, za to to nabiał by stracił...
                    Ale czepia sie, ze ja palę !!!!!!!!!!! Tez cos !!!!
                    • crazyrabbit Re: Bardzo życiowe 22.10.07, 00:27
                      No też mi coś!!!
                      I weź takiego miej na stałe... całe spokojne życie przewróci do góry
                      nogami tongue_outPP
                      • to.ja.kas Re: Bardzo życiowe 22.10.07, 00:30
                        never !!!!!!!! Na stałe to ja nawet swojej Małej nie mam i mam
                        nadzieję, że już studiować bedzie jak młoda rokitowa w jakiejs
                        Pampelunie (czyli daleko)....mi zostaną tylko koty...to i tak
                        nadmiar niieszczescia na mnie jedną......i wez tu czlowieku nie pij
                        i nie pal smile)))
                        • crazyrabbit Re: Bardzo życiowe 22.10.07, 00:33
                          No ja nie palę smile))
                          A zamiast kotów mam szczura smile))

                          Ale dzięki tej , jak uroczej wizualizacji wiem , że moja decyzja
                          jest ze wszech miar słuszna.

                          big_grinbig_grinbig_grin
                          • to.ja.kas Re: Bardzo życiowe 22.10.07, 00:35
                            Nie, no Króliku, a ja Ciebie ze szklanka łyskacza i z papieroskem
                            sobe wyobrazalam....eeeee popsułas mi moje wyobrazenie
                            • crazyrabbit Re: Bardzo życiowe 22.10.07, 00:44
                              Kiedyś paliłam smile))
                              Poprawiłam wizerunek?
                              • to.ja.kas Re: Bardzo życiowe 22.10.07, 00:47
                                Słabo...
                                Upiłam sie, zaraz ide spac....
                                • crazyrabbit Re: Bardzo życiowe 22.10.07, 00:49
                                  Ale jak się narąbie na imprezach , to tańczę przy rurze.
                                  To lepsze dla wizerunku niż papieros w zębach big_grinDD

                                  Też idę spać.
                                  • to.ja.kas Re: Bardzo życiowe 22.10.07, 00:52
                                    a ja tancze na krzesle.....tez obciach ktory lubię smile))))))))
                                  • a.niech.to Re: Bardzo życiowe 22.10.07, 08:03
                                    W Twoim wykonaniu zapewne.
                              • a.niech.to Re: Bardzo życiowe 22.10.07, 08:02
                                Jak zwykle wtrące swoje trzy grosze; tylko bez ofiar, proponowałabym
                                jakiś rozsądny kompromis, skoro kto wrażliwy na dowolnym punkcie.
                                Znam parę, o fajki by się pozabijali. W moim mniemaniu biega o co
                                inne.
                    • a.niech.to Re: Bardzo życiowe 22.10.07, 07:58
                      to.ja.kas napisała:

                      > Ale czepia sie, ze ja palę !!!!!!!!!!! Tez cos !!!!
                      Paliłaś, gdy Cię poznał? I mu pasowało? A na balkon, tam świeże
                      powietrze. Niech sobie powdycha do woli.
          • a.niech.to Re: Bardzo życiowe 22.10.07, 07:53
            crazyrabbit napisała:

            > Miałabym zmywać naczynie codziennie , a nie wtedy
            > kiedy kończą mi się kubki do kawy?
            A jak z przysłowiową szklanką wody? Na sąd ostateczny pomaszerujesz
            z brudną? Na samym wstępie zagonią Cię tam do zmywania, przemyśl,
            czy warto.smile
      • a.niech.to Re: Bardzo życiowe 22.10.07, 07:50
        Crazy, jesteś wygodna, zwyczajnie nie chce Ci się. Nie wcale Cię nie
        namawiam, rozumiem.
    • der1974 Re: Bardzo życiowe 22.10.07, 01:16
      Pitolicie laski głupoty. Okropne. Marzy się wam facet który odda
      swoją wolność, który nie będzie się drapał po jajach, ktory ma prace
      i kasę, który coś przy sobie zrobi i w domu pomoże. A jak się dogada
      z waszymi dziećmi to już na kolana padniecie. Że niby w imię czego
      ma mężczyzna się tak oddać? Po co ma się angażować, poświęcić swoją
      wolność? Musi coś zobaczyć w Was co go zechęci.

      Tylko Wy nie wierzycie, że tacy istnieją i to jest Wasz problem
      podstawowy. Pierdolicie sobie, że takich nie ma. A może by się i
      znaleźli jakbyście nie obstawały przy tych waszych teoriach "no
      mercy" tylko sie nieco poświęciły. Ugotować coś dobrego, zatroszczyć
      się, utulić po ciężkim dniu gościa, postarać się wieczorem albo
      zwyczajnie przytulić zmęczonego mężczyznę.

      Ale nie. Wy macie wizję, że trzeba wymagać, oczekiwać, a siebie dać
      jak on się postara. No tak dobrze to nie ma na świecie. Aż tacy
      głupi to faceci nie są. O nie. Ale zapewniam Was, że my potrafimy
      docenić starania kobiet. I się zwyczajnie odwdzięczyć - komunikować
      się, dać poczucie bezpieczeństwa, podzielić się sferą materialną i
      swoimi emocjami. No są tacy mężczyźni. Ja myślę, że większość taka
      jest. Tylko Wy się uparłyście żeby tego nie widzieć w nas. Bo się
      gapicie na nas przez pryzmat poprzednich związków. Jakby faceci tak
      się patrzyli to by widzieli bure suki, które chcą nas wydoić z kasy
      i dawać dupy na prawo i lewo. I wtedy faktycznie nic tylko zapewnić
      sobie taką idiotkę która nic nie rozumie.
      • artemisia_gentileschi Hehe, musial sie facet odezwac:))) 22.10.07, 05:48
        Realia sa takie, ze patchworkowa rodzina to ogromne zyciowe wyzwanie
        i prawdopodobienstwo, ze caly uklad nie wypali i pierdyknie jest
        spore. Po co ryzykowac spokoj wlasny i dzieci? A ze kobieta po
        przejsciach ma juz pewnien life experience, ktory rzutuje na
        poglady, to nic zlego, z mlodzienczej naiwnosci dobrze jest sie
        wyleczyc, by zaoszczedzic sobie kolejnych rozczarowan.
        • a.niech.to Re: Hehe, musial sie facet odezwac:))) 22.10.07, 08:17
          artemisia_gentileschi napisała:

          > Realia sa takie, ze patchworkowa rodzina to ogromne zyciowe
          wyzwanie
          > i prawdopodobienstwo, ze caly uklad nie wypali i pierdyknie jest
          > spore. Po co ryzykowac spokoj wlasny i dzieci?
          Ryzyko zawsze daje się oszacować, przyzwoitość na pierwszym miejscu
          o resztę już łatwiej: trochę taktu, trochę zaufania, sporo
          szczerości i sporo szacunku dla dzieci. Powiedziałabym wtedy, że nie
          może być źle.
          Dla dzieci WSZYSTKO warto zrobić i WSZYSTKIGO się imać. Na pewno
          trzeba ruszyć 4 litery, gdy krzyczą, wołają w ciemności.
          • artemisia_gentileschi Re: Hehe, musial sie facet odezwac:))) 22.10.07, 09:42
            a.niech.to napisała:
            > Ryzyko zawsze daje się oszacować, przyzwoitość na pierwszym
            miejscu
            > o resztę już łatwiej: trochę taktu, trochę zaufania, sporo
            > szczerości i sporo szacunku dla dzieci. Powiedziałabym wtedy, że
            nie
            > może być źle.

            Optymistkasmile)) No, ja moze mam klasyczna okolorozwodowa depreche i
            dlatego tez takie a nie inne poglady. Przejdzie mi moze za 15 lat,
            jak Mlode beda doroslewink

            > Dla dzieci WSZYSTKO warto zrobić i WSZYSTKIGO się imać. Na pewno
            > trzeba ruszyć 4 litery, gdy krzyczą, wołają w ciemności.

            Jak kazdy normalny rodzic, moge Ci tylko przyznac racje.
            OT w kwestii ukochanych papieroskow - ponoc sprawe mam miec w
            styczniu, ale to dopiero pierwsza, pewnie sie na niej nie skonczy, a
            zreszta jakby co - chyba poczekamy do uprawomocnienia sie wyroku,
            nie? wink))
            • a.niech.to Re: Hehe, musial sie facet odezwac:))) 22.10.07, 09:53
              Wygadaj się. Tu siedzą cierpliwi, wyrozumiali, wieloletni palacze.
              Piszę o sobie, bo jak z resztą - nie wiem.
              • artemisia_gentileschi No, to sie wygaduje 23.10.07, 05:28
                Palem bo lubiem. Nie wyobrazam sobie kawy lub piwa bez papieroska,
                do tego jeszcze dobrze mi to robi na nerwy. No, ale Mlodemu
                zobowiazalam sie ze rzuce (qrde, najpierw sie czlowiek kryje przed
                rodzicami a potem przed wlasnymi dziecmi, paranoja). Tlumacze mu -
                synu, dla mamy rozwod to duzy stres, daj mi troche czasu, no i
                stanelo ze jak juz dostane rozwod to rzuce. Tzn. po uprawomocnieniu
                sie wyroku ofkors. W miedzyczasie jeszcze dogadalam sie z Toba, ze
                rzucimy razem - no i slowo sie rzeklo, ale bedzie mi tego brakowac
                jak cholerasad((
      • a.niech.to Re: Bardzo życiowe 22.10.07, 08:08
        Częściowo masz racje. Pomyśl sobie jednak, ilu z nas życie pokazało
        strasznego sztywniaka? Potrzeba trochę czasu, żeby zezuć tak
        skrojony mundurek.
      • crazyrabbit Der, 22.10.07, 09:03
        cożeś tak zesztywniał? Poczucie humoru Cię opuściło?
        Przecież my tu z to.ja.kas trochę sobie pożartowałyśmy , mamy
        zaznaczać za każdym razem [uwaga , żart]?

        >Że niby w imię czego
        > ma mężczyzna się tak oddać? Po co ma się angażować, poświęcić
        swoją
        > wolność? Musi coś zobaczyć w Was co go zechęci.

        A że niby w imię czego JA mam się poświęcać , angażować i
        zrezygnować ze swojej wolności? Dla pary spodni , która może
        łaskawie mnie zechce , jak zobaczy że gotuję , zmywam , sprzątam i
        wieczorem jestem miła?
        Ja musze też najpierw zobaczyc , że jest dla kogo. Niech mnie
        przekona.

        > Tylko Wy nie wierzycie, że tacy istnieją i to jest Wasz problem
        > podstawowy. Pierdolicie sobie, że takich nie ma.

        Bo to towar mocno deficytowy. Przeważnie zajęci , wolnych i
        normalnych jak na lekarstwo. A może masz jakiś fajnych , uczciwych ,
        pracujących kolegów , dla których kobieta to coś więcej niż tylko
        ładny dodatek? Poznasz nas z nimi?

        >Ale nie. Wy macie wizję, że trzeba wymagać, oczekiwać, a siebie dać
        > jak on się postara. No tak dobrze to nie ma na świecie. Aż tacy
        > głupi to faceci nie są. O nie.

        Wiesz , zawsze to ode mnie oczekiwano. Teraz ja oczekuję.
        I poprzeczka poszła w górę po różnych życiowych zakrętach. Bo
        czekam , że w końcu trafię na kogoś porządnego , a nie następnego
        emocjonalnego degenerata.

        >Ale zapewniam Was, że my potrafimy
        > docenić starania kobiet. I się zwyczajnie odwdzięczyć -
        komunikować
        > się, dać poczucie bezpieczeństwa, podzielić się sferą materialną i
        > swoimi emocjami. No są tacy mężczyźni. Ja myślę, że większość taka
        > jest. Tylko Wy się uparłyście żeby tego nie widzieć w nas.

        No a tu mnie rozbawiłeś ha ha ha... Tacy naprawdę jesteście?
        Chyba w swoich wyobrażeniach.

        >Bo się
        > gapicie na nas przez pryzmat poprzednich związków.

        Dziwne nie jest , nie uważasz? Jak się dostało trochę po dupie , to
        ciężko zaufać że może jeszcze być normalnie.

        I to nie był tym razem żart.
        Królik
        • a.niech.to Re: Der, 22.10.07, 10:03
          crazyrabbit napisała:

          > cożeś tak zesztywniał? Poczucie humoru Cię opuściło?
          Odniosłam wrażenie, że wlaśnie poluzował i jest mu z tym do twarzy.
          > Niech mnie
          > przekona.
          Komuś już tak powiedziałam: Przekonaj mnie, pan. Jesteśmy podobne.
          > Wiesz , zawsze to ode mnie oczekiwano. Teraz ja oczekuję.
          > I poprzeczka poszła w górę po różnych życiowych zakrętach. Bo
          > czekam , że w końcu trafię na kogoś porządnego , a nie następnego
          > emocjonalnego degenerata.
          Popaprańcy to moja działka. Jakby co, daj znać. Jakiś tiuning
          (makijaż, fryzura, szpilki, kabaretki). Akurat!
      • lilyrush Re: Bardzo życiowe 22.10.07, 15:17
        der1974 napisał:
        Bo się
        > gapicie na nas przez pryzmat poprzednich związków.

        Der...punkt widzeianiz aeży od punktu siedzienia. Przeicez jak za
        tyhcnaszych eks wychodzłyśmy to oni nie byli tacy do
        niczego...Rokowali pozytywnie. I co? I gucio! To co się dziwisz, ze
        teraz każdy jest podejrzany, a jak za dobry to tym bardziej
        podejrzany? Zawsze gdzieś czai sie pytanie "kiedy mu przejdzie"

        Jakby faceci tak się patrzyli to by widzieli bure suki, które chcą
        nas wydoić z kasy i dawać dupy na prawo i lewo. I wtedy faktycznie
        nic tylko zapewnić sobie taką idiotkę która nic nie rozumie.

        Takie ich świete prawo. Nie będę nikogo przekonywać, ze nie jestem
        wielbładem. Jeżeli jakiemuś facetowi nieche sie poswiecic ciut
        czasu, żeby poznać prawde to chyba mojego czasu tez szkoda, prawda?
        • a.niech.to Re: Bardzo życiowe 22.10.07, 15:26
          Nic, tylko się podpisać. Podałaś jeden z licznych przykładów braku
          spasowania.
          • to.ja.kas der :-) 22.10.07, 15:44
            Tak pierdolimy, gapimy sie i co tam jeszcze
            wysmarowałes....proponuje apteke najblizsza: persen, deprim i troche
            ruchu....pomaga na frustracje, nerwy i inne takie...na brak kultury
            recepty nie mam....

            Zycze troche poczucia humoru i umiejetnosci dostrzegania gdzie zart
            gdzie powazna rozmowa
            • to.ja.kas Re: der :-) 22.10.07, 15:45
              a i jeszcze cos.....jestem w zwiazku...na
              dochodzaco...satysfakcjonuje mnie on i mam nadzieje jest
              satysfakcjonujacy dla niego....ale w sumie guzik Ci do tego tongue_outPPP
      • 374.4w Re: Bardzo życiowe 23.10.07, 22:40
        Der,powaliłeś mnie. Ty kulturalny, wywazony, jak myślałam, mężczyzna i taki
        język i takie prostackie opinie.
        To nie jest kwestia naszej wiary w to czy isnieją normalni, zwykli faceci,lecz
        doświadczenie. Ci,których spotykamy widzą w nas bure suki, jak to malowniczo
        okresliłeś.
    • der1974 Re: Bardzo życiowe 23.10.07, 00:18
      Jasne. Tkwijcie sobie w swoich przekonaniach. Życze powodzenia w
      szukaniu facetów, którzy spełnią Wasze wymagania bez pokazania
      czegokolwiek ze swojej strony. Jeśli chcecie być z takimi frajerami
      Wasza sprawa. Mężczyzna, który się ceni nie odda się kobiecie, która
      dyktuje warunki: masz być taki, śmaki i owaki a ja sobie poczekam i
      popatrzę i się zastanowię. Mężczyzna albo zobaczy że warto się
      oddać, albo zmanipuluje taką babę w 5 minut. I każda z Was która
      mnie krytykuje da się skręcić w sekund 10, no dobra w 100 sekund
      dla Waszego lepszego samopoczucia. I takimi kobietami prawdziwy
      mężczyzna się nie zainteresuje. Zbajeruje je i zostawi. Miałem
      napisać, że z palcem w dupie mu to wyjdzie, ale się nie ośmieliłem
      jednak.

      ALE, ale wykaże zainteresowanie jeśli dostanie właśnie szacunek,
      troskę, zainteresowanie o jego życie i pracę. Jeśli posłuchacie o
      troskach, problemach i sukcesach. Jeśli się odkryjecie i
      przestaniecie grać primadonny otworzy sie przed Wami i odda w pełni.
      Tego przecież oczekujecie.

      Ja naprawdę piszę to z całego serca, dla Was żebyście zrozumiały
      normalnych mężczyzn. Takich którzy szukają partnerki na całe życie,
      a nie dupy na weekend.

      Znam mnóstwo facetów którzy dali by się pociąć za takie kobiety.
      Które potrafia się poświęcić i być partnerkami w trudnym życiu
      mężczyzny. W życiu wymagającym odwagi, pracy, staraniu się o
      wszystkie sfery. To tylko zwykli prawnicy są, bo innych raczej nie
      znam, cyniczni, agresywni na codzień, zawaleni całą masą spraw. I
      marzący o babie która każe im wytrzepać dywan, iść na zakupy, zmyc
      gary i co tam jeszcze.

      Komentarz o braku kultury mnie zabolał, bo akurat nie miałem złych
      intencji, kiedy to pisałem. Ale żebyście wiedziały - warto się
      poświęcić dla mądrych mężczyzn. Oni na to czekają. I potrafią dać z
      siebie dużo.

      Może jednak warto zmienić poglądy a nie tak się zacietrzewiać? Wasz
      wybór.

      • artemisia_gentileschi Re: Bardzo życiowe 23.10.07, 05:22
        Pieknie. W tym sek, ze ja na przyklad nie szukam faceta, jestem
        samowystarczalna i dobrze mi z tym. Po kiego mam zmieniac poglady,
        narazac sie na kolejne rozczarowania, do tego jeszcze wlaczac w to
        Mlode, ktore na pewno nie zaakceptowalyby kolejnego partnera? Tak mi
        jest wygodniej i juz.
      • tricolour Trafiasz w próżnię... 23.10.07, 08:23
        ... a właściwe w obawy, niepokoje i poczucie stabilizacji życia w samotności,
        kiedy wszytsko zależy od samotnej kobiety. Nie jest ona narażona na problemy z
        facetem, a biorąc pod uwagę wcześniejsze przezycia - jest to komfort. Przyznaję
        dziewczynom rację.

        Rację mają też z dochodzącymi facetami, którzy absorbujący nie są, flaszkę wina
        czasem przyniosą, do knajpy i kina pójdą, a i seksualnie zaspokoją - to też jest
        atrakcyjne. Byle jakie pod względem jakości związku, ale atrakcyjne.

        Rację masz z tym że takie życie to proteza. Wychodzą problemy osobiste i
        nieumijętność (niechęć) zbudowania trwałych relacji. Dlatego statystycznie
        większość takich kobiet juz na stałe zostanie samotna, bo nieleczone obawy i
        frustracje rosną jak dziury w zębach, a potencjalny "facet na stałe" nie będzie
        chciał kogoś nieprzystosowanego do życia we dwoje.

        Napotykasz silny opór, bo ujawniasz niechcianą prawdę...
        • a.niech.to Re: Trafiasz w próżnię... 23.10.07, 09:23
          tricolour napisał:

          > Rację mają też z dochodzącymi facetami, którzy absorbujący nie są,
          flaszkę wina
          > czasem przyniosą, do knajpy i kina pójdą, a i seksualnie
          zaspokoją - to też jes
          > t
          > atrakcyjne. Byle jakie pod względem jakości związku, ale
          atrakcyjne.
          Nikt dotąd nie pisał o facetach za forsę. Istnieje taka możliwość.
          Gość z katalogu - oczekuję i płacę, nawet bym nie powiedziała, że
          żądam, bo jestem przyzwoitym człowiekiem.
          Myślę, że mój post dobrze koresponduje z tym, co napisał wcześniej
          Der.
        • akacjax Re: Trafiasz w próżnię... 23.10.07, 10:14
          Nie wiem, co będę chciała za rok, za dwa. Nie wiem, czy samotnośc tak mi dopali, że zmienię zdanie.
          Ale ja już się starałam..i jak się skonczyło?
          Owszem ktoś powie-za mło, ktos rozsądniejszy-do tanga trzeba dwojga, ale czy życie ma polegac na ciagłym szukaniu, sprawdzaniu?
          A może wygodnie brać, co daje, a jak nic nie daje to i tak umieć się cieszyć tym, że wogóle jest.

          Mogę napisać, że znam mężczyzn, którzy też nie chcą wiązać się na stałe. Radzą sobie sami, nie drażni ich, że sami muszą o swój wikt i opierunek się troszczyć. No i nawet mają posprzątane w mieszkaniu.
          A gdyby tak poszerzyć temat-w ilu konkubinatach-związkach niby na stałe i niby na zawsze to właśnie facet jest nie gotowy na ślub?

          A może Der uważa, że gdybyśmy deklarowały chęć wspólnego zamieszkania, to byłybysmy ok?

          i jeszcze:
          >ALE, ale wykaże zainteresowanie jeśli dostanie właśnie szacunek,
          >troskę, zainteresowanie o jego życie i pracę.

          no cóż coś za coś?
          A on wykaże zainteresowanie i odpowie uczuciem wyrażonym umyciem auta.
          • to.ja.kas Re: Trafiasz w próżnię... 23.10.07, 10:42
            akacjax napisała:

            >> A może Der uważa, że gdybyśmy deklarowały chęć wspólnego
            zamieszkania, to byłybysmy ok?

            tak, zwłaszcza dla panów nie posiadajacych własnego lokum lub
            perspektyw na nie tongue_outPPP
          • a.niech.to Re: Trafiasz w próżnię... 23.10.07, 12:49
            akacjax napisała:

            > A może wygodnie brać, co daje, a jak nic nie daje to i tak umieć
            się cieszyć ty
            > m, że wogóle jest.
            Nie przemyślałaś tego przed rozwodem? A przepraszam, jesteś z tych
            nielicznych na Forum, które biły się dzielnie.
            • akacjax Re: Trafiasz w próżnię... 23.10.07, 14:11
              Uważam, że w moim przypadku nie było wyboru. Cena jaką teraz płace i tak jest niska w stosunku do kosztów jakie były ponoszone.
        • artemisia_gentileschi Re: Trafiasz w próżnię... 23.10.07, 10:39
          tricolour napisał:

          > Rację masz z tym że takie życie to proteza. Wychodzą problemy
          osobiste i
          > nieumijętność (niechęć) zbudowania trwałych relacji. Dlatego
          statystycznie
          > większość takich kobiet juz na stałe zostanie samotna, bo
          nieleczone obawy i
          > frustracje rosną jak dziury w zębach, a potencjalny "facet na
          stałe" nie będzie
          > chciał kogoś nieprzystosowanego do życia we dwoje.
          >
          > Napotykasz silny opór, bo ujawniasz niechcianą prawdę...


          Tiaaa, bo prawdziwa kobieta nie bedzie spelniona bez jakiegos faceta
          w domu, ktoremu bedzie mogla podac kapcie, obiadek pod nos podsunac
          i pozbierac po nim skarpetki z podlogi oraz wytrzec deske klozetowa.
          Wtedy dopiero to jest pelnia zycia. Dziekuje, postoje, wole swoja
          proteze.
          • to.ja.kas Re: Trafiasz w próżnię... 23.10.07, 10:52
            artemisia_gentileschi napisała:
            > Tiaaa, bo prawdziwa kobieta nie bedzie spelniona bez jakiegos
            faceta
            > w domu, ktoremu bedzie mogla podac kapcie, obiadek pod nos
            podsunac
            > i pozbierac po nim skarpetki z podlogi oraz wytrzec deske
            klozetowa.
            > Wtedy dopiero to jest pelnia zycia. Dziekuje, postoje, wole swoja
            > proteze.

            A ja wole swój układ...mimo długiego czasu swiezy, interesujacy, nie
            meczący, satysfakcjonujący z pełnym szacunkiem do prywatnej sfery u
            każdego z partnerów.
            Taaak mój facet jest ciamciaramcia...i ja też...nie uzywamy do
            siebie tak wielkich słów jak "pierdolisz","gapisz","z palcem w
            dupie" i innych równie uroczych...no cóż to kwestia wychowania...a
            to jest akurat szczegół na jaki baaaaardzo zwracam uwagę u swojego
            partnera...bo jaki jest do obcych ludzi, jak sie zachowuje, jak
            odzywa...mozna sie spodziewac, ze za pare lat taki bedzie do
            mnie....brrrr


            Nie jest moim celem i nigdy nie było po rozwodzie zwiazac sie z kims
            na stałe w sensie "zamieszkania razem"....to grzech??? Spróbowałam
            nawet przez jakis czas i jednak nie czuje sie z tym najlepiej....mam
            prawo??? To, że "prawie" z kims mieszkam a nie mieszkam na codzień
            nie jest jednoznaczne z faktem, ze facet dupek a ja wyrodna suka
            niechcaca spełniac jego oczekiwań wobec partnerki.....bo pomieszały
            sie panom dwie rózne sprawy....zasadniczo rózne....wspolne
            mieszkanie i obopólna satysfakcja...do tego nie odróżniaja żartów
            dwóch kobiet, gdzie większość ich wypowiedzi jest w cudzysłowie od
            poważnych rozmów o zyciu....no cóż podobno to wymaga wysokiego ....e
            nie dokoncze bo zaraz powiedza zem złosliwa tongue_outPPPP
          • tricolour Można tez inaczej... 23.10.07, 19:30
            ... i darowa sobie te kapcie i skarpety, kltóre facet sam po sobie pownien
            posprzątać.

            Może chodzi o ciepło, troskę, czułość, oddanie, noszenie (na przysłowiowych)
            rękach? Życie we dwoje to oprócz brudnych desek klozetowych także radość
            współistnienia...
            • artemisia_gentileschi Re: Można tez inaczej... 23.10.07, 20:15
              To slodkie, ale ja juz jestem duza dziewczynka i dawno temu
              przestalam wierzyc w bajki. Cyniczna sie robie na starosc, ech...
              • tricolour I to jest ten błąd z założenia... 23.10.07, 20:33
                ... o którym pisał Der.

                Sformułowaniem "duża dziewczynka" stawiasz siebie (świadomie, nieświadomie,
                żartobliwie) wyżej od innych małych dziewczynek i chłopczyków, bo sugerujesz, że
                masz dodatkową wiedzę i większe doświadczenie. Z tej wiedzy i doświadczenia
                wypływa "wniosek", że samemu lepiej. Oczywiście w pewnym sensie jest i lepiej, i
                wygodniej.

                Moim zdaniem jest jednak gorzej - nikogo nie interesuje, nikomu nie zależy na
                tym, że samotna osoba w ogóle żyje... oprócz niej samej. Ale kogo obchodzi jej
                zdanie?
                • to.ja.kas Re: I to jest ten błąd z założenia... 23.10.07, 20:41
                  tricolour napisał:

                  >> Moim zdaniem jest jednak gorzej - nikogo nie interesuje, nikomu
                  nie zależy na
                  > tym, że samotna osoba w ogóle żyje... oprócz niej samej. Ale kogo
                  obchodzi jej
                  > zdanie?

                  Masz swiętą rację Tri - "Twoim zdaniem" smile))))
                  • tricolour I do tego "mojego zdania"... 23.10.07, 20:50
                    ... dokładam nad wyraz rozbudowane wątki o seksie, gdzie drogie foremki brylują
                    w pomysłach jak i z kim... a to niekonsekwencja, bo miało byc samotnie...

                    tongue_outP
                    • crazyrabbit Re: I do tego "mojego zdania"... 23.10.07, 20:57
                      Dlaczego niekonsekwencja , skoro piszę o związkach "dochodzących"?
                      Seks jest bardzo ważny w moim życiu , czerpię z niego ogromną radość
                      i nie wiem , dlaczego miałabym żyć w ascezie tylko dlatego , że na
                      razie nie wyobrażam sobie mieszkania z facetem?
                      • tricolour Nie potępiam związków dochodzących... 23.10.07, 21:21
                        ... wskazuje tylko na ich miałkość w sensie relacji. Jeśli ten "związek
                        dochodzący" ewoluuje w kierunku stałego, to absolutnie nic mi do tego. Powiem
                        więcej - to nawet norma, bo od czagos trzeba zacząć.

                        Szydzę tylko z pomysłu na "związek dochodzący" jako sposobu na wspólne życie (a
                        o tym jest wątek), bo życie nie jest na "dochodząco" tylko dzieje się ciągle.
                        • to.ja.kas Re: Nie potępiam związków dochodzących... 23.10.07, 21:25
                          ale co ma piernik do wiatraka???? To moze powiesz jaki sens
                          jest "madre" dochodzic a potem nalezy juz byc razem??? Powyzej
                          jakiego czasu nalezy juz czy powinno sie przestac sie byc na
                          dochodzaco a dac sie zaobraczkowac???

                          Uwielbiam jak nasze wizje związków, życia, światopogląd jest
                          traktowany jako jedyne madre prawo prowadzące do sczesliwosci i
                          wiecznej radości smile)))))
                          • tricolour Ja jestem szczęśliwy... 23.10.07, 21:30
                            ... i nie ślinię się w wątkach o seksie, co uważam za zdrowy znak, że potrzeby
                            seksualne mam odpowiednio zaspokojone w realu. Nie piszę, że mam doły, które to
                            winko piję w samotności i kto mnie przytuli (rzadkie posty, ale jak sie trafią,
                            to lament i pocieszanie jest po całości).

                            Na tej podstawie uważam, że moja koncepcja jest OK.
                            • to.ja.kas Re: Ja jestem szczęśliwy... 23.10.07, 21:35
                              Jestem szczesliwa, czasem rozmawiam o seksie, czasem o nim zartuję
                              (nie slinie sie generalnie, nie mam nawyku), doły miewam jak każdy
                              (wystarczy czasem TV posłuchac), mam przyjaciół i satysfakcję z
                              zycia rodzinnego, zawodowego, emocjonalnego (i z tego wstydliwego
                              seksu tez tongue_out)

                              Na tej podstawie uwazam, ze moja koncepcja jest OK. - DLA MNIE !!!!
                            • artemisia_gentileschi Re: Ja jestem szczęśliwy... 24.10.07, 06:06
                              tricolour napisał:

                              > ... i nie ślinię się w wątkach o seksie, co uważam za zdrowy znak,
                              że potrzeby
                              > seksualne mam odpowiednio zaspokojone w realu. Nie piszę, że mam
                              doły, które to
                              > winko piję w samotności i kto mnie przytuli (rzadkie posty, ale
                              jak sie trafią,
                              > to lament i pocieszanie jest po całości).
                              >
                              > Na tej podstawie uważam, że moja koncepcja jest OK.

                              Jedyny watek o seksie, ktory tu przyuwazylam, zalozony byl przez
                              faceta ktory przynudzal cos o wyrywaniu lasek. Nie pamietam zeby
                              ktos jeszcze sie slinil;P
                              A doly zdarzaja sie kazdemu. Mi stosunkowo rzadko odkad mam swoja
                              proteze, gorzej bylo jak zylam pelnia zycia z moim eksem.
                    • to.ja.kas Re: I do tego "mojego zdania"... 23.10.07, 21:00
                      a co ma jedno do drugiego????
                • artemisia_gentileschi Re: I to jest ten błąd z założenia... 23.10.07, 20:52
                  Nie jest tak zle, mam jeszcze dzieciaki, rodzine, tabun znajomychsmile
                  A jesli chodzi o zwiazki, to gdyby moj eksio tak sie o mnie
                  troszczyl jak piszesz, nie siedzialabym teraz na tym forumtongue_outPP
              • a.niech.to Re: Można tez inaczej... 24.10.07, 14:34
                Przemawia przez Ciebie realizm, do cynizmu daleka droga. Jak mi się
                zdaje, nigdy na nią nie wejdziesz albo na czas zawrócisz.
                • artemisia_gentileschi Re: Można tez inaczej... 26.10.07, 17:06
                  Uff, to dobrzesmile Mozna powiedziec ze wytepilam idealistyczna
                  naiwnosc, ktora niestety mnie cechowala za mlodych lat i za co teraz
                  place.
        • to.ja.kas Re: Trafiasz w próżnię... 23.10.07, 10:40
          przepraszam Cie Tri, a czym moj wieloletni zwiazek rózni sie od
          Twojego????
          • tricolour A skąd ja mogę wiedzieć... 23.10.07, 19:23
            ... jeśli o Twoim związku nic nie wiem. Nawet nie wiem czy to związek z facetem...

            tongue_outP
            • to.ja.kas Re: A skąd ja mogę wiedzieć... 23.10.07, 20:34
              Wiec skoro tak mało wiesz Tri to wystawianie recept i diagnoz naszym
              duszom, zachowaniom, pragnieniom i lękom jest z lekka lekkomyślne :-
              ))))

              Sprawdziłam już pare razy co ma w spodniach - facet....chyba ze
              dobrze udaje tongue_outPPP
              • tricolour Nie tylko lekkomyślne, ale i nieuprawnione... 23.10.07, 20:49
                ... i kto się opinaimi o sobie czuje dotknięty niech zmyka, bo tchórz.

                Bowiem ludzi inteligentnych cechują odważne ekstrapolacje.
                • to.ja.kas Re: Nie tylko lekkomyślne, ale i nieuprawnione... 23.10.07, 20:58
                  I Twoje są odważne?????smile))) - wróciłam własnie z wykładu
                  Bartoszewskiego. Odważne ekstrapolacje tam usłyszałam - Tri musisz
                  jeszcze potrenowac smile))))
                  • tricolour Dziękuję za zacne towarzystwo... 23.10.07, 21:16
                    ... z jakim mnie porównujesz...
                    • to.ja.kas Re: Dziękuję za zacne towarzystwo... 23.10.07, 21:22
                      Tri no właśnie nie da się porównać....wybacz...
                      • tricolour Ja się nie gniewam... 23.10.07, 21:25
                        ... jestem od niego z pół wieku młodszy. Gośc oddałby cały swój prestiż za
                        powrót do młodości... a potem jeszcze raz zdobył prestiż.

                        Też mam takie plany...

                        smile)
                        • to.ja.kas Re: Ja się nie gniewam... 23.10.07, 21:27
                          życzę by sie spełniły.....poza prestiżem ten Człowiek ma coś bardzo
                          rzadkiego - MĄDROŚĆ a nie przemądrzałość i bardzo wielką pokorę....
                          • tricolour Normalka... 23.10.07, 21:32
                            ... mądrość i pokora, to cecha ludzi starych, którzy wiele przezyli. Doświadczenie.

                            Ciekawe, co ten Człowiek miał wielkiego do powiedzenia w wieku lat 40...
                            • to.ja.kas Re: Normalka... 23.10.07, 21:37
                              W wieku lat 21 chyba popełnił bardzo piekny tekst w jedej z gazet
                              katolickich - o odwadze, miłości, strachu, Bogu i duchu świętym i o
                              Polsce...poszukaj.....tongue_outPPP
                              • tricolour Ten tekst jest guzik warty... 23.10.07, 21:43
                                ... przecież Boga nie ma. Ducha też.

                                Nie wierzysz? Zapytaj na forum!
                                • to.ja.kas Re: Ten tekst jest guzik warty... 23.10.07, 21:48
                                  Tri wybacz ale trzymaj poziom w dyuskusji albo chociaż w
                                  argumentacji - a jesli sprzeczasz sie dla zasady to bardziej sie
                                  postaraj.

                                  Nie ma znaczenia czy ktoś wierzy w Boga czy nie (zreszta jest moment
                                  w tym wykładzie o tym Bartoszewski mowi)....bo wartości to nie tylko
                                  wartości chrzescijańskie....mówi o wartościach uniwersalnych - jak
                                  miłość, tolerancja, odwaga, oddanie, troska o swój naród....

                                  POza tym chyba zawsze miałam gdzieś co sądziło Forum - każdy ma swój
                                  rozum...a już napewno w kwestii wiary powinien miec...tak jak w
                                  kwestii swego życia smile)))
                                  • tricolour To przeczytaj... 23.10.07, 21:53
                                    ... ot tak wstukałem w wyszukiwarkę...

                                    "Bartoszewski opublikował 18 grudnia 2004 w gazecie Rzeczpospolita swój artykuł
                                    pt. "Moja Jerozolima, mój Izrael" - Wspomnienia W. Bartoszewskiego.
                                    Rodzice Bartoszewskiego przeszli na katolicyzm jak np A.Hemar. Syn
                                    Bartoszewskiego tez jest obywatelem Izraela i mieszka w Izraelu. Bartoszewski
                                    miał trzy żony.
                                    Bartoszewski jak był ministrem MSZ-u był w Izraelu w listopadzie 2000 roku. Miał
                                    wystapienie w izraelskim Knesecie (sejmie). W trakcie swojego wystąpienia
                                    UBLIŻAŁ Polakom używajac słów "... ciemniaków z prowincji, którzy dobrze pisać i
                                    czytać nie potrafią ..." oraz oczerniał oficjalnie Polaków w inny sposób.
                                    Elementarne zasady dyplomacji sprzeciwiają się temu, aby w obcym kraju OCZERNIAĆ
                                    naród, który się REPREZNTUJE, a historia światowej dyplomacji NIE ZNA przypadku,
                                    aby czynił to urzędujący minister. [Antypolskie wystąpienia w. Bartoszewskiego,
                                    Rzeczpospolita 278(5748), 29 listopada 2000, s. A6]

                                    W sumie nie chciałbym mieć takiej opinii we "Wprost". Nawet jeśli to nieprawda,
                                    to po co mi takie nieprawdy o sobie?

                                    Ale skończmy dyskusję, bo do niczego nie prowadzi...
                                    • to.ja.kas Re: To przeczytaj... 23.10.07, 21:59
                                      masz rację, skonczmy bo robi się żałosna ...wkleiłam link do
                                      dzisiejszego wykładu....wysłuchaj i pomyśl...to boli....ale się
                                      opłaca
                                      • tricolour Mnie nie boli... 23.10.07, 22:03
                                        ... nigdy nie miałem takich doświadczeń, ale skoro tak twierdzisz, to chyba
                                        wiesz, co mówisz...

                                        Aluzja jest agresją. Już lepiej mówić otwarcie np. Tri, ty durniu!. Problem w
                                        tym, że nie jesteś tego w stanie udowodnić.
                                        • to.ja.kas Re: Mnie nie boli... 23.10.07, 22:08
                                          Tri Ty durniu smile)) Jesli chcesz czytac miedzy wierszami to najpierw
                                          naucz się tak czytać.....i jeszcze\jedno - nie czuję potrzeby
                                          udowadniania Ci czy komukolwiek innemu czegokolwiek - podyskutowania
                                          i owszem - poki sprawia mi to frajdę....
                                          • tricolour Dziękuję za trafną diagnozę. 23.10.07, 22:13
                                            Szanuję Twoją odwagę i z pokorą (patrz jak szybko uczę się od Bartoszewskiego)
                                            idę oddawać się sprawom domowym - będę prał gacie.

                                            smile

                                            • to.ja.kas Re: Dziękuję za trafną diagnozę. 23.10.07, 22:15
                                              Zawsze warto mieć czystą parę w zanadrzu....

                                              tongue_outPPPP
                                              • tricolour Wszystko przez Ciebie... 23.10.07, 22:53
                                                ... atrament mi się skończył w drukarce, a nie miałem juz czarnego więc
                                                wymieniłem głowice na kolorową... i całe łapska mam jak ta tęcza, kurcza jej mać.

                                                A jutro do opery z córką idę. Ptak malowany... Twoja wina.
                                                • to.ja.kas Re: Wszystko przez Ciebie... 23.10.07, 22:57
                                                  załóż rękawiczki i będzie ok....

                                                  Ja wiem, że to moja wina...baaaa ja bym sie zdziwiła jakby była
                                                  kogoś innego tongue_outP
                                                  • tricolour O tej porze jestem w domu... 23.10.07, 23:01
                                                    ... więc nie maczam palców w narzeczonej... nie, nie tak miało być - palce mam
                                                    swobodne, wszystko mam swobodne, ale palce kolorowe.

                                                    Założe czarne, skórzane rękawiczki do białego garnituru. Bede miał wejście - nie
                                                    ma co...
                                                  • to.ja.kas Re: O tej porze jestem w domu... 23.10.07, 23:05
                                                    ja tez mam wszystko swobodne smile))))))))
                                                  • tricolour Nawet myśli? 23.10.07, 23:08
                                                    To jest to, co cenię najbardziej...
                                                  • to.ja.kas Re: Nawet myśli? 23.10.07, 23:11
                                                    Jest takie powiedzenie :
                                                    albo ma sie racje, albo ma sie relacje

                                                    Zgadnij co bardziej cenie i reszte sobie wydedukuj...przyda Ci sie
                                                    trening w rozumieniu kobiecej, skomplikowanej logiki tongue_out
                                                  • tricolour Jest tylko logika... 23.10.07, 23:14
                                                    ... przymiotnik "kobieca" pozbawia logikę logiki.

                                                    Tym rózni się logika od kobiecej logiki czym demokracja od demokracji
                                                    socjalistycznej.

                                                    tongue_outPP
                                                  • to.ja.kas Re: Jest tylko logika... 23.10.07, 23:19
                                                    Tri, to że ona jest poza Waszymi możliwościami poznawczymi nie
                                                    znaczy, że jej nie ma
                                                    tongue_out
                                                  • tricolour Przyznaję, że jest ona POZA naszymi możliwościami. 23.10.07, 23:31
                                                    ... poznawczymi.

                                                    Narzeczona chce kupić sobie auto - ostatnio oświadczyła, że to piekne Mitsubishi
                                                    jest do luftu, bo nazwa za długa...

                                                    Taaak - to jest poza moimi możliwościami męskiej percepcji świata i dlatego mam
                                                    taką kochaną kobietę.
                                                  • to.ja.kas Re: Przyznaję, że jest ona POZA naszymi możliwośc 23.10.07, 23:37
                                                    I nie rozumiesz DLACZEGO ona nie chce tego auta???
                                                    Toż to łatwizna

                                                    Patrz jaki Ty jestes identyczny z moim dochodzącym...on tak samo
                                                    kocha mnie za moją logikę jak Ty swoją narzeczoną za jej sposób
                                                    myślenia....
                                    • 374.4w Re: To przeczytaj... 23.10.07, 22:43
                                      > Rodzice Bartoszewskiego przeszli na katolicyzm jak np A.Hemar.

                                      M.[arian] Hemar
                                  • to.ja.kas cały wykład który miałam możliwość wysłuchać 23.10.07, 21:55
                                    www.tvn24.pl/0,1525882,wiadomosc.html
                                    • movisz szkoda 1 godziny 24.10.07, 17:47
                                      Nudne, naziewalam sie za wszystkie czasy. Jakby ktos mi sie spytal
                                      o czym mowil to trudno byloby mi nawet powiedziec.
                                      Chyba zbyt pochopnie nadaje sie tytul profesora.
                                      Szkoda mlodziezy ktora daje sie manipulowac pseudo patriocie.
                                      Zreszta sam wspomina o manipulowaniu mlodymi ludzmi. To to juz
                                      jawne zaklamanie.

                                      Bylam kiedys na wykladzie Michalkiewicza. Tego to sie milo slucha i
                                      takiego czlowieka uwazam za patriote.
                                      www.michalkiewicz.pl/
                                      • movisz Re: szkoda 1 godziny 24.10.07, 17:55
                                        Teraz to sie zgadza. Znalazlam ciekawy i trafny komentarz do tego
                                        wykladu "patrioty"


                                        Herr Professor mit leichter Hand
                                        24.10.2007 03:36
                                        ~z oddali

                                        90% wielbicieli tego cz³owieka nawet nie wie, ¿e on formalnie nie
                                        tylko nie jest ¿adnym profesorem, ale nie ma nawet tytu³u magistra.
                                        Profesorem zosta³ tylko umownie, w ramach zaproszenia od
                                        Bawarczyków na ich trzeciorzêdny uniwersytet, gdzie pan
                                        Bartoszewski wyk³ada³ swoje ¿yciowe m¹drooci, tak jak ka¿dy inny
                                        obywatel na tym miejscu. Ka¿da uczelnia mo¿e wystosowaæ tego typu
                                        zaproszenie na stanowisko profesorskie, które nie wymaga naukowego
                                        dorobku. Bartoszewski nie by³ nawet "visiting profesor", ot
                                        siedzia³ u nich przez parê lat i wyk³ada³ to co mu goocinnie
                                        zaproponowano.
                                        Ale pan W³adys³aw Bartoszewski od zawsze by³ ³asy na tytu³y i
                                        seniorskie ho³dy. I st¹d ta jego wasalna postawa "wdziêcznooci"
                                        wobec Niemców za w³¹czenie jego osoby do grona "Profesury"...
                                        A nasze media jak te pieski ci¹gle tylko "Panie Profesorze i Panie
                                        Profesorze!"... ¿enada, us³u¿nooæ i ob³uda!


                • a.niech.to Re: Nie tylko lekkomyślne, ale i nieuprawnione... 24.10.07, 14:40
                  ...albo przewrażliwiony, a więc taki który nie nadaje się do
                  normalnego życia, bo to bywa naprawdę brutalne.
      • to.ja.kas Der 23.10.07, 10:39
        wybacz ale po dorosłym facecie mozna byloby spodziewac sie wiekszego
        zrozumienia słowa pisanego......moja wymiana zdan z Królikiem to był
        żart...

        Powiem Ci szcerze ja za zadne pieniadze nie chciałabym faceta ktory
        dyskutuje w taki sposob jak Ty...prawi farmazony, nie zna sie na
        zartach do tego ton jego wypowiedzi brzmi jak kaczynskiego
        przemówienie pozegnalne....niby madre rzeczy prawi tylko kiszki sie
        wywracaja jak sie go słucha...

        papa smile))
        • crazyrabbit Re: Der 23.10.07, 15:06
          > Powiem Ci szcerze ja za zadne pieniadze nie chciałabym faceta
          ktory
          > dyskutuje w taki sposob jak Ty...prawi farmazony, nie zna sie na
          > zartach do tego ton jego wypowiedzi brzmi jak kaczynskiego
          > przemówienie pozegnalne....niby madre rzeczy prawi tylko kiszki
          sie
          > wywracaja jak sie go słucha...

          Bo niektórym się wydaje , ze jak protekcjonalnie potraktują kobietę
          to są "górą"... nawet na forum mamy takich "rodzynków".
          Trochę to żałosne.
      • julka1800 Re: Bardzo życiowe 23.10.07, 11:35
        Nie udzielalam sie w tym watku, ale teraz muszę, bo mnie tez
        zabolalo (choc nie do mnie to bylo) jak niektorzy naskoczli na Dera.

        I jesli moge cos dodac od siebie, ja tez wierze, ze sa normalni
        mezczyzni (cyt "nie szukajacy dupy na weekend"), i wierze ze sa
        normalne kobiety (ba nawet to wiem na pewnobig_grin)

        A co do watku, oczywiscie zycie we dwoje, gdzie i jedno i drugie
        przeszlo swoje wlasne pieklo, razem z dziecmi "Twoimi, moimi i moze
        naszymi" nie jest latwe. Ale czy ktos powiedzial ze zycie jest latwe?
        • to.ja.kas Re: Bardzo życiowe 23.10.07, 11:53
          "Pitolicie laski głupoty, Pierdolicie sobie, Bo się
          gapicie ,bure suki,wydoić z kasy
          i dawać dupy na prawo i lewo. I wtedy faktycznie nic tylko zapewnić
          sobie taką idiotkę która nic nie rozumie, z palcem w dupie, dupy na
          weekend " - to tylko kilka przykładów z tylko dwóch wypowiedzi dera
          w tym watku smile

          Daje sobie chłopak radę w rozmowach z nami - tak myslę, ale on pisze
          to dla naszego dobra by zapewnić nas, że fajni mężczyzni istnieja (
          a jakże Der nawet zna kilku takich fajnych do tego prawników) i
          oczywiście posądzenie o brak kultury jest nieprawdziwe smile))))
          To ja zostane przy moim nieprawniku...może nie ma tak
          wysublimowanego aparatu mowy, ale z kobietami rozmawia jednak w
          zupełnie innym tonie...nawet jak uważa, ze czasem gadaja jak
          blondynki smile))))
          • julka1800 Re: Bardzo życiowe 23.10.07, 12:05
            Ale nigdzie To.ja.kas nie jest powiedziane ze mamy sie tu wszyscy
            zgadzac z opiniami wszystkich. Od tego jest to forum chyba by
            dyskutowac.
            Tobie odpowiada taki a nie inny model na zycie, i dobrze, a komus
            innemu wydac sie on moze idiotyczny i niepełny. I odwrotnie.
            "Pitolicie laski glupoty", coz bez komantarza, ale przyznasz ze ma
            on inny wyraz niz "pitolisz lasko glupoty" wypowiedzany wprost.
            Mnie tez sie udalo kiedys napisac "gadasz kolego bzdury", kolega sie
            nie obrazil, a to ze mamy zupelnie inne poglady na temat placenia
            alimentow, no coz jemu wolno i mnie tez.
            • to.ja.kas Re: Bardzo życiowe 23.10.07, 12:18
              alez ja nie każe sie zgadzac z moimi opiniami
              komukolwiek...powaga.... swiat by dopiero zwariował jakby moje
              poglądy na życie były tymi jedynymi obowiazującymi...

              Natomiast pitolicie masz racje może być znosne...masz jakiś przykład
              na reszte zacytowanych przeze mnie wypowiedzi??? Czy tylko na ta
              jedną???
              tongue_outPP
              • julka1800 Re: Bardzo życiowe 23.10.07, 12:40
                Na ten czas mam tylko ten przyklad ale jak zlapie wene wieczorem w
                domku to ... walne walne Wam wszystkim nowego posta (nie)koniecznie
                w temaciesmile)))))
      • chalsia Re: Bardzo życiowe 23.10.07, 12:50
        > znam, cyniczni, agresywni na codzień, zawaleni całą masą spraw. I
        > marzący o babie która każe im wytrzepać dywan, iść na zakupy, zmyc
        > gary i co tam jeszcze.

        to tego juz ni w ząb nie rozumiem, że oni nadal są wolni, bo jedyne
        kobiety, które NIE każą facetowi wytrzepać dywanu, iśc na zakupy
        itp, to takie, których partnerzy robią te rzeczy sami (tzn. albo
        robią to sami z siebie albo wystarczy ich poprosić a nie kopać w
        dupę by coś zrobili).
      • chalsia A co to oznacza "poświęcić się" ???? 23.10.07, 12:51
        > intencji, kiedy to pisałem. Ale żebyście wiedziały - warto się
        > poświęcić dla mądrych mężczyzn. Oni na to czekają. I potrafią dać
        z
        > siebie dużo.
        • a.niech.to Re: A co to oznacza "poświęcić się" ???? 23.10.07, 13:03
          chalsia napisała:

          > > warto się
          > > poświęcić dla mądrych mężczyzn. Oni na to czekają. I potrafią
          dać
          > z
          > > siebie dużo.
          Poświęcać się wręcz nie wolno. Powinien obowiązywać taki zakaz. Jak
          już wszystko poświęcisz, to co ci zostanie? Co wtedy dasz tak
          zwyczajnie, po prostu i bez wyrywania? Życie toczy się dalej.
          Zdarzają się mądrzy faceci, fakt. Widziałam.
          • chalsia Re: A co to oznacza "poświęcić się" ???? 23.10.07, 13:56
            A niech to - pytanie w tytule jest do Dera, który jest też autorem
            zacytowanego przeze mnie akapitu.
            • a.niech.to Re: A co to oznacza "poświęcić się" ???? 23.10.07, 15:56
              Przepraszam, nie zauważyłam.
        • crazyrabbit Re: A co to oznacza "poświęcić się" ???? 23.10.07, 15:03
          chalsia napisała:

          > > intencji, kiedy to pisałem. Ale żebyście wiedziały - warto się
          > > poświęcić dla mądrych mężczyzn. Oni na to czekają. I potrafią
          dać
          > z
          > > siebie dużo.
          >
          Może te no... dywany samej trzepać? Gotować , prać , kapciuszki
          przynosić w ząbkach i proponować oral na dzień dobry? Kufffffa , nie
          wiem...

          Zastanawia mnie , czemu oni samotni , skoro tacy porządni i uczciwi
          i wyształceni i pracowici i wogóle , co? Przecież powinni być
          rozrywani?

          Może poznaj mnie Der z jakimś mądrym i atrakcyjnym kolegą? Mieszkamy
          w jednym mieście , a ja potrafię być aniołem jak chcę.
          Nawet czasem coś ugotuję smile
      • movisz Re: Bardzo życiowe 23.10.07, 15:31
        Ale żebyście wiedziały - warto się
        > poświęcić dla mądrych mężczyzn. Oni na to czekają. I potrafią dać
        z
        > siebie dużo.


        Ty chyba nie zrozumiales problemu. Problem jest w tym ze wlasnie
        nie ma wielu madrych mezczyzn czyli komu mamy sie poswiecac a poza
        tym odwracajac sprawe o 180 stopni to moze ci madrzy mezczyzni
        zaczna sie poswiecac jako pierwsi to my wtedy to docenimy i sie
        otworzymy na nich i odwzajemnimy ich poswiecenie.
        A procz tego jak to ktos kiedys powiedzial nalezy poswiecac sie
        tylko na wojnie.
        Dziewczyny nie poswiecajcie sie. Nie warto!

        I zapewniam cie ze nie zbajerowalbys mnie nie w 1000 sekund ani w
        godzine czy wiecej. Oczywiscie prawdopodobnie smielibysmy sie i ja
        machalabym rzesami ale po odejsciu pomyslalabym: ale dupek, nie ze
        mna te numery. I tak jest z wieloma dziewczynami. Nie doceniasz ich.
        • to.ja.kas Re: Bardzo życiowe 23.10.07, 15:44
          Movisz smile))
          No ta pewnopść ze jak sie postara (ją) to moze mieć każdą....mnie
          tez rozbawiła .....może dlatego, że nie jestem każda i chodzi jednak
          po swiecie troche facetów ktorzy kosza dostali smile) Może koledzy
          prawnicy maja źle bajer dopracowany, że tacy samotni?...a może nie
          są tacy doskonali ?...jakby co mam fajną koleżankę...gotuje, pierze,
          jest miła, sympatyczna, ma ustabilizowane zycie, dwóch synów i
          naprawde szuka mezczyzny...mało tego ona naprawdę w tej desperacji
          nie ma duzych wymagań...no ale do najurodziwszych nie należy no i
          nie ma 20-tu lat tylko koło 40-sci...podeslij tu swoich kolegów jak
          tak bardzo szukają i bezskutecznie, a liczy sie wnętrze i
          zrozumienie to chetnie ich poznam....baaa....pytałam czy
          zainteresowałaby sie prawnikiem...odpowiedz
          brzmiała "oczywiście".. smile)))
    • der1974 Re: Bardzo życiowe 24.10.07, 08:45
      Po pierwsze, dziękuję pięknie, bo mi się z rana humor poprawił,
      kiedy przeczytałem, że jestem kaczyńsko-podobny i coś tam coś tam,
      że nie do życia okropny facet i żadna baba by ze mną nie wytrzymała.
      Ja się zawsze cieszę, kiedy ludzie mnie tak oceniają.

      Eh dziewczyny! To co napisałem to był tylko jasny przekaz, nic
      więcej. Ani skręcania tu nie ma, ani manipulacji, ani obrażania
      kogokolwiek. Szkoda, że tak to odebrałyście. Nietrafnie się zapewne
      wyraziłem. To moja wina. Zbyt szczerze, bo wydawało mi się, że po
      przejściach rozumiemy się tu jak łyse konie. Okazuje się, że nie, co
      mnie szczerze mówiąc zaskoczyło.
      Ja się nie obrażam, ani nie wściekam, ani nie zamierzam nikomu
      udowadniać, że mam rację jedyną „moją najmojszą”. Każdy ma prawo do
      swoich ocen i swojego życia. Każdy ma swoją rację. To dla mnie
      niepodważalne jest. Krytyka mojej osoby i tego co piszę jest dla
      mnie normą. Wydawało mi się, że sprzeczne poglądy są po to żeby o
      nich dyskutować, porównywać i brać od siebie to co jest sensowne.
      Nic sobie z waszej krytyki nie zamierzam robić tak dla jasności.
      Wyraziłem swoje zdanie i wierzę w nie. Nazbyt emocjonalnie to
      zrobiłem. Nie chciałem nikogo urazić. Jeśli tak się stało
      przepraszam.
      Jeszcze raz się wypowiem, bo jednak konsekwentnie chcę się tym
      podzielić ten ostatni raz. Wierzę w miłość, w zasady bycia
      partnerskiego. W to, że warto się poświęcić i dawać najpierw samemu,
      żeby czegokolwiek oczekiwać. Że nie można stosować tych wszystkich
      form obronnych przed bliskością. Bo to oznaka naszej słabości jest.
      Wyraz lęków, które w nas tkwią. Sam się z tym borykałem milion razy.
      Że nigdy więcej małżeństwa, że żadna baba w moim domu nie umyje
      zębów, że twierdza nie do zdobycia. Dzisiaj to dla mnie jedna wielka
      bzdura jest.
      Chciałem napisać, że cieszę się, bo dostrzegam siłę i piękno
      kobiecości i że staram się odrzucać wszystkie swoje negatywne
      doświadczenia.
      Używam języka który opiera się na ekspresji, ponieważ chcę docierać
      do emocji innych ludzi. To pewnie wynika z mojego zawodu. Umiem
      pisać albo konkretnie do bólu i bez żadnych emocji albo tez pisać,
      żeby bardzo dotykać problemów. Wyeksponować je, żeby były dobrze
      widoczne. Forma nie ma dla mnie wtedy znaczenia. Żeby wreszcie można
      było o nich porozmawiać. Tak zero jedynkowo jednym słowem.
      Posądzanie o brak kultury jest niezasadne. Zresztą bez znaczenia.
      Szanuję wasze zdanie i niebywale mnie cieszy, że polemizujecie i się
      nie zgadzacie. W sumie nic mnie bardziej nie kręci niż mądre
      kobiety, które potrafią się spierać. Zbyt mało miałem komunikacji w
      małżeństwie, żeby tego nie doceniać. Ex nie miała nigdy nic do
      powiedzenia. Tylko cisza. Dziękuje wam, że macie swoje zdanie. To
      tylko buduje moje coraz lepsze zdanie o kobietach. Że są co najmniej
      tak samo mądre jak mężczyźni. A pewnie nawet mądrzejsze i warto z
      tego korzystać. I staram się to robić.
      Ale ja mam swoją wizję, której nie zmienię. Za stary jestem, żeby
      się zmieniać. I ja chcę się oddawać, chcę dawać siebie kobiecie,
      którą pokochałem. I w dupie mam swoje marne doświadczenia. I życzę
      wam tego samego. Zapomnienia o tym co złe.
      Są mężczyźni normalni, nieagresywni, nie dążący do zrobienia z
      kobiety swojej służącej, dającej dupy (ojej ale straszne
      sformułowanie!) na życzenie mężczyzny. Faceci, którzy nie
      zostawiają skarpetek gdzie popadnie, nie zostawiają brudnego kibla i
      pełnego zlewu, wyciągający z baby kasę podstępem albo dyktujący jej
      co mają robić, a czego nie wolno.
      Nie drogie lasie, są faceci, którzy chcą dawać siebie i to co
      osiągnęli, dzielić się tym i komunikować jak najlepiej, dawać
      poczucie bezpieczeństwa, bliskość, zapierdalać (oj znowu brak
      kultury) przy wszystkich pracach domowych, prasować swoje koszule i
      kobiety bluzki (bo tak to się chyba nazywa), prać nawet jak wrzucą
      do prali coś nie tak jak trzeba i się zabarwi czasami, ugotować
      cokolwiek wg swoich skromnych możliwości, wspierać kiedy jej dzieci
      rozrabiają i żalić się, kiedy w ich (jej/jego)pracy jest coś nie tak
      albo kiedy ex dokucza.
      Bo o to moim zdaniem chodzi we wspólnym życiu po przejściach.
      Nie musicie podzielać mojego zdania, zwłaszcza, że jak mówicie,
      jestem fiut/kutas/cham/J(L?)K kiedy piszę, że was zbajeruję w 100
      sekund.

      (No pewnie, że nie dam rady. 100 to troszkę za mało. Pewnie z 200
      trzeba? Arogancki jestem okropnie i dlatego żona ode mnie uciekła.
      Na szczęście nie tylko arogancki.)


      • aron95 Re: Bardzo życiowe 24.10.07, 09:00
        Facet potrafi przeprosić , kobieta nie
        Takie spostrzeżenie mi się rzuciło po przeczytaniu dera a w odniesieniu do
        wcześniejszych wypowiedzi kilku pań .
      • to.ja.kas Re: Bardzo życiowe 24.10.07, 09:08
        Kiedy uzywasz jezyka cywilizowanych ludzi to ja sie nawet z Toba
        zgadzam....jak sie to tylko ma do tego, ze wszystko ok, ale ja nie
        chce mieszkac z facetem ???...nawet nie dlatego, ze on be (bo be nie
        jest - inaczej bym go pognała), ale dlatego, ze dla mnie
        lepiej,wygodniej, fajniej jest tak jak teraz??? Nie zeby on nie
        chciał...oj chciałby, chciałby....ale szanuje moje "nie" i moje
        stanowisko znane mu było od poczatku...
        Sa dni gdy jestesmy ze soba codziennie i takie gdy mówie "oddaj mi
        moja samotność i czas, bo tego potrzebuję i już!" I nawet nie
        dlatego, ze on mi przeszkadza, ale dlatego, ze ja kocham byc
        sama....ja to UWIELBIAM...moze jestem chora? Nie wiem. Inni
        wyjezdzaja w celu pobycia samym ze soba do klasztorów, ja odzyskuje
        moja przestrzen, ona, ta prywatna przestrzen daje mi poczucie
        satysfakcji i bezpieczeństwa....TO tyle. I twierdzenia ktore zaraz
        moze padna, ze to oznacza iz Moj to nie ten, sa błedne - to bardzo
        ten...własnie dlatego ten, BO ON TO ROZUMIE I SZANUJE nawet jesli
        nie do konca sie z tym zgadza.

        Co do Twojego mało kulturalnego języka....nie wiem jak komunikujesz
        sie na codzien i malo mnie to obchodzi, nie moja broszka i nie moj
        problem...ale skoro wiekszosc kobiet na tym watku uwaza, ze Twój
        jezyk zasługuje na opinie jezyka nie jest jezykiem meżczyzny
        kulturalnego, to moze to przemysl, czy nie jest ZBYT
        emocjonalny...bo jak Ty sie wyrazasz w nerwach???? Wole nie wiedziec.

        No i jeszcze jedno Der....wybacz ale jakbys nawet zycie stracił na
        probie bajerowania mnie co najwyzej zszedłbys z tego swiata bez
        sukcesu w tej dziedzinie.... jest typ mezczyzn ktory mnie odrzuca od
        pierwszego wejrzenia - typ alfy, omegi, wrozki i despoty, traktujacy
        swego rozmowce z gory...sa kobiety ktore to cenia - ok, dla mnie
        taki facet staje sie równie aseksualny jak Jędrek Lepper....chocby
        ubrał garnitur od Versace i wyczuwam takich mezczyzn z daleka...no
        coz doswiadczenie robi swoje + instynkt kobiecy ...no nic na to nie
        poradze, tak mam...

        tongue_out
        • tricolour I na tym właśnie polega ta lipa, o której piszę. 24.10.07, 14:03
          Że on czegoś chce, ale MUSI sznować "i już" - tupnęła To.ja.kas nóżką.

          W innym poście piszesz: "jesli bedzie chciał odejsc wolna droga...tak jak
          moja..." - to jest bardzo osobliwe podejście do związku, który uważasz za
          poważny. W poważnym związku odejście kogoś bliskiego, to dramat i zawalenie
          świata, a nie pogardliwe "droga wolna".

          Drogę wolną to się ma gdy się dochodzi. Bo można nie dojść i sobie nagle
          skręcić... i o tym piszę, a Ty to potwierdzasz.
          • to.ja.kas Re: I na tym właśnie polega ta lipa, o której pis 24.10.07, 14:15
            Tri nie wkładaj mi w usta czegoś czego nie napisałam i czego nie
            zrobiłam
            Skąd wiesz, że tupnęłam nózką??? Masz jakieś informacje o ktorych
            ani ja ani On nie wiemy????

            Jeśli w poważnym związku ma mnie trzymac papier i utrudniac podjęcie
            decyzji - tylko papier...to wiole mój niepoważny.....serio.

            Bo jestem z nim bo go kocham i on ze mna bo mnie kocha...ja zrobiłam
            ustepstwa które on ceni a ja rozumiem, że mu zalezy...on wie, ze są
            rzeczy dla mnie ważne i też je szanuje.
            Rozumiem, że nie możesz tego pojąć....trudno i wspólczuje.

            Ty podobno nie wyciagasz prywatnych spraw i nie oceniasz....
            Nie wiem jakim dramatem byłoby dla nas nasze rozstanie i dla kogo
            większym bo nie zamierzamy z tego co wiem sie rozstawać...ale jeśli
            kiedykolwiek zechce odejść ma do tego prawo - prawo wolnego
            człowieka...i sobie też je daję.

            Nie Tobie Tri oceniać czy mój związek jest poważny czy nie, tak jak
            nie mi zastanawiać się czy znudziło sie starokawalerstwo i
            samodzielne pranie majtek i szukasz kolejnej zonki - na
            papierze...by jak juz postanowi uciec jak pierwsza nie miała przy
            tym łatwo.....
            • to.ja.kas Re: I na tym właśnie polega ta lipa, o której pis 24.10.07, 14:19
              Poza tym wybacz ale z tego co wiem Twój pierwszy zwiazek mimo, ze
              powazny okazał sie lipą...jak widac ani wspolne mieszkanie, ani
              papier nie daja gwarancji....skoro tak jest i skoro jestes
              najlepszym przykładem, że małzenstwo moze sie rozpasc, mozna je
              uniewaznic, mozna zapomniec o dzieciach, mozna z matka swoich dzieci
              miec tylko oficjalne kontakty to jestes smieszny kiedy piszesz o
              powadze sfor,malizowanego zwiazku....rozumiem gdyby pisał to Scri i
              zarzucał, że związki kohabitacyjne sa be, a małzenstwa ekstra...ale
              Ty.....jestes jednak dokładnie tak samo gołosłowny jak ja - ja może
              mniej bo nie miałam slubu koscielnego....
            • tricolour Z tym odpłacaniem pięknym za nadobne żałosna... 24.10.07, 14:24
              ... jesteś. Napisz coś sensownego, jakąś opinię dotyczącą mojego toku
              rozumowania, wykaż sprzeczności, pokaż gdzie sie mylę - to jest sens dyskusji.

              Skoro piszesz, że jesteś z facetem z miłości, a potem dalej, że uwielbiasz byc
              samotna, to jest sprzecznośc - no fakt dająca się rozwiązać "dochodzącym
              facetem" coś na kształt przedmiotu, kóry można odłożyć gdy się znudzi. To
              właśnie nazywam gorszą cechą związku dochodzącego - bo zni tak, ani siak. To jak?
              • to.ja.kas Re: Z tym odpłacaniem pięknym za nadobne żałosna. 24.10.07, 14:34
                1. dlaczego moje odpłacanie pieknym za nadobne jest załosne a Twoje
                sarkastyczne wypowiedzi o moim związku nie są???

                2. Jestem z facetem z miłości, ale mam bardzo dużą potrzebę bycia od
                czasu sam na sam ze sobą, mam silna potrzebe posiadania własnej
                przestrzeni, silna potrzebę wracania do siebie stęsknionym
                chociazby smile


                3. Jeśli dla Ciebie miłość to od razu wspólne zamieszkanie to jak
                wyjaśnić to co ciągnie marynarza na morze mimo, że ma w domu
                kochającą żonę...a niech rzuci to w cholere i pracuje od 7 -
                15...podejrzewam, że ja z Moim spędzam więcej czasu niż
                żonymarynarzy...mieszkamy obok siebie...a często przebywamy
                razem...dziwne, nie?

                4. Zadałeś pytanie "jak?"
                świeżo
                miło
                ciepło
                bezpiecznie
                fascynująco
                czasem nawet romantycznie
                ekscytująco

                Ale czasem lubię spać sama z książkami na poduszce obok, albo z
                laptopem, albo z notatnikiem, albo z córką gdy gadamy do późnej nocy
                i zasypiamy obok siebie, albo z przyjaciółką która przyjechała i
                chce porozmawiać ze mną cała noc, albo po prostu sama - tylko ja
                sama ze sobą...są ludzie nie mający takich potrzeb....ok, szanuję,
                nie widze powodu dlaczego ja nie miałabym prawa do swojej wizji
                szczescia, zwłaszcza ze nikt nie płacze z tego powodu...moze jest
                trudniej ale dla nas ma tez to wiele plusów...chociazby świeżosc
                tego związku...mimo wielu lat smile
                • tricolour No i odpowiadam: 24.10.07, 14:42
                  1. Żałosne jest odpłacanie. Ale ja byłbym żałosny gdybys mnie wyszydziła za
                  czepianie sie prywatnych spraw i na tym poprzestała.

                  2. Piękny opis lipy gdy jest potrzeba bycia jednocześnie z facetem, ale czasem
                  bez niego. Bo sensowny związek polega na tym, by nie ograniczać sobie
                  przestrzeni gdy się jest we dwójkę, by będąc we dwoje stworzyć więcej miejsca
                  dla obojga...
                  • to.ja.kas Re: No i odpowiadam: 24.10.07, 14:52
                    1. Ciekawe ze Ty na zaden z moich zarzutów iż nie jesteś osoba
                    posiadającą swobodę mowy w temacie powagi sformalizowanych związków
                    nie odpowiedziałeś...

                    2. Dla mnie Twój związek lipą nie jest...jest związkiem który
                    wyglada tak jak go budujesz, wg własnych upodobań...i tym sie tri
                    różnimy...ja nie wartościuję....nie twierdze, że małżenstwa sa bez
                    znaczenia...dla mnie nie mają znaczenia i dlatego nie chce
                    formalizować związku, ja nie chcę małżeństwa, ale dopuszczam myśl,
                    że ktos ich chce. I nie buduję frontu kohabitacje - związki
                    formalne...każdy żyje tak jak mu najlepiej i to, że nam się coś nie
                    widzi nie znaczy, że nalezy określac to jako lipa....

                    Piszesz:
                    > " Bo sensowny związek polega na tym, by nie ograniczać sobie
                    > przestrzeni gdy się jest we dwójkę, by będąc we dwoje stworzyć
                    więcej miejsca
                    > dla obojga..."

                    Do tego trzeba miec tolerancje i szacunek dla innosci
                    innych...jestes jedna z osob ktore najmniej przejawiaja te cechy w
                    wypowiedziach.

                    Kiedyś ktoś powiedział....daj spokój nie rozmawiaj jak widzisz że
                    trafiasz w myślową próżnie(tzn brzmiało to inaczej, ale nie zacytuje
                    dosłownie)...nie jesteś w stanie mnie zrozumieć...ok, nie musisz...

                    Żyda częstujesz wieprzowiną
                    A gejowi zafundujesz "coming out"
                    I jeżeli nikt Cie przed tym nie powstrzyma
                    To na siłę uszczęśliwisz cały świat
                    Na nic wysoka barykada
                    Nie ma sensu nawet ryglowanie drzwi
                    Kto będzie winny musi wypaść z gry
                    Bo reguły ustanawiasz zawsze ty

                    i słowami tej bardzo fajnej piosenki (tego teraz słucha moja Mała)
                    żegnam Cie w tej dyskusji smile))
                    • tricolour Po polsku nie umiesz? 24.10.07, 15:01
                      1. Zarzucasz mi, że "nie jestem osoba posiadającą swobodę mowy w temacie powagi
                      sformalizowanych związków" - to nie jest zarzut, ale bełkot.

                      2. A ja wartościuję i oceniam. Nie chowam głowy w piasek i nie staram się byc
                      poprawny politycznie. Nie zawracam głowy kobiecie latami, by miec furtkę.

                      3. "Do tego trzeba miec tolerancje i szacunek dla innosci innych...jestes jedna
                      z osob ktore najmniej przejawiaja te cechy w wypowiedziach" - i bardzo dobrze,
                      że w wypowiedziach. Reszta, dla osób obych, jest zakryta.

                      Miłego dnia!
                      • artemisia_gentileschi Re: Po polsku nie umiesz? 24.10.07, 17:32
                        tricolour napisał:
                        > 2. A ja wartościuję i oceniam. Nie chowam głowy w piasek i nie
                        staram się byc
                        > poprawny politycznie. Nie zawracam głowy kobiecie latami, by miec
                        furtkę.

                        A jesli Twoje malzenstwo nie zostanie uznane za niewazne, to co
                        wtedy? Nie bedzie to zawracanie glowy kobiecie (obecnej narzeczonej)
                        latami?
                  • sylwiamich Re: No i odpowiadam: 24.10.07, 15:01
                    Ecxh kasiu..po prostu czas na palenie czarownic nadal trwa...Strach
                    przed innym sposobem myślenia...bo zagraża Mojej Egzystencji.Bo
                    stawia pod znakiem zapytania.Do cholerci...nikt Ci Tri nie każe żyć
                    po ichniemu.Żyj sobie w spokoju...i daj żyć innym.Czenu Cię uwiera?
                    • to.ja.kas Re: No i odpowiadam: 24.10.07, 15:05
                      Sylwia....to sie nazywa strach przed emancypacją smile)))...kobieta
                      zażądała przestrzeni (czyli ja)...całe szczescie ze trafiłam na
                      mezczyzne ktorego to nie przeraziło, nie zgorszyło i to
                      zaakceptował....to dowód na to co napisał Der - istnieja fajni
                      mężczyźni smile)))
                    • tricolour Mnie to uwiera? 24.10.07, 15:15
                      Mnie to wisi jak kto żyje - a już szczególnie gdy osoby na oczy nie widziałem...

                      Był temat do dyskusji, to sobie dyskutujemy. Czemu Cie to uwiera?
                      • sylwiamich Re: Mnie to uwiera? 24.10.07, 22:05
                        To Ci powiem Tri.Nie wiem.Bo co mnie obchodzi że na świecie żyją
                        tacy jak Ty?Tacy co wartościują człowieka na podstawie ilości randek
                        bezseksowych?Tacy co potrafia naubliżać...nawet nie wprost...bo to
                        wymaga odwagi...Ty masz jedynie tupet.Co mnie to obchodzi?Zawsze
                        można odejść...jakkolwiek by to dwuznacznie nie zabrzmiało..
      • sylwiamich Re: Bardzo życiowe 24.10.07, 09:11
        Ja nie bardzo wiem o co chodzi...ale mam pewne ale.Jesteś krok dalej
        niz większośc ludzi tutaj.Ty już przeszedłeś okres zamknięcia,
        zapierania się że nigdy więcej.I nie były to bzdury jak piszesz.Nic
        Ci ten okres nie dał?Czy to nie było jak powtórne narodzenie?Okres
        odpoczynku, pustki, przeżywania złych emocji, oswajania ich.Okres
        żałoby...ze wszystkimi etapami.To nie bzdura.I nikt i nic tego nie
        przyśpieszy.Rozumiem Twoje zachłyśnięcie się nowym, lepszym
        życiem.Zbudowałeś je na popiołach.Euforia...nadal żyję!!!Mogę kochać
        i budować coś...mądrzejszy i czystszy.Ale ja np.jestem juz po tym
        okresie.Znowu nie wyszło.Znowu z tych samych powodów, choć wydawałao
        się to absolutnie niemozliwe.Przeżywam coś nowego...ale cenię
        wszystko co było wcześniej i nigdy nie nazwę tego bzdurą.Tylko
        czasami się zastanawiam do czego mnie ten "dowcipny" Bóg
        przygotowuje?Na cholerę mi to?
    • julka1800 Re: urzadziliscie 24.10.07, 16:16
      ..sobie tu wyscig niczym na torze Silverstone. Ktos wygrał?
      • der1974 Re: urzadziliscie 25.10.07, 22:08
        Kimi Raikkonen z Ferrari po fantastycznym wyścigu GP Brazylii. Jak
        sądzicie Massa odpuścił przed wyjazdem Fina z ostatniego pit stopu i
        pozwolił mu wygrać?

        • sylwiamich Re: urzadziliscie 25.10.07, 22:46
          der1974 napisał:

          > Kimi Raikkonen z Ferrari po fantastycznym wyścigu GP Brazylii. Jak
          > sądzicie Massa odpuścił przed wyjazdem Fina z ostatniego pit stopu
          i
          > pozwolił mu wygrać?



          Jesooo...Gulczas...jak myślisz?W wydaniu męskim?smile)))My sie tu w
          spokoju pokłucić chcemy, a Ty w ucho przez przypadek dostaniesz..
          • julka1800 Re: urzadziliscie 26.10.07, 09:48
            myslisz ze ktos odpuszcza miejsce na podium? Nie sadze.

            Mnie przykro bylo patrzec na Kubice w przedostatnim wyscigu, staral
            sie jak mogl tylko maszyna mu wysiadla, nie pierwszy raz zreszta,
            echh ci mechanicy od srubeksmile
            • der1974 Re: urzadziliscie 27.10.07, 02:25
              Myślę, że Massa akurat odpuścił, co zresztą zapowiadał. A Kubica
              miał i tak doskonały sezon. No fakt, na podium nie stanął, ale
              wszystko przed nim.
Pełna wersja