plujeczka
23.10.07, 12:21
Dzień dobry! serdecznie witam forumowiczów, jestem tutaj zupełnie
nowa i nie bardzo wiem od czego zaczać, może po prostu muszę WAS O
COŚ ZAPYTAĆ= moja sprawa trwa od 2006, była wniesiona przez mojego
meża bez orzekania o winie, natomiast ja się nie zgodziłam ze
wzgledu na córke , która stwierdziała ,że ojciec zmarnował jej
dzieciństwo, zmarnował młodość i nie ma powodów aby z tej sytuacji
wyszedł zwycięsko. W tej sutyacji wniosłam o uznanie meża jako
winnego rozpadowi małżęństwa. Mąż w 2005 wyszedł z domu i nigdy do
niego nie powrócił, zobaczylismy się dopiero po 2 latach na sali
sądowj, mąż jest alkoholkiem, myslę ,że wciąż pijącym, choć pracuje
poza granicami kraju. Na to wszysto mam dowody w postaci
dokumentacji lekarskiej--ale moje pytanie brzmi nastepująco czy
ktoś z Was wyraznie odczuł ,że po złożeniu pozwu przez np meża jego
pozycja w sądzie nazwijmy to w ten sposób bardzo " wzrosła", moja
sedzia jest szalenie tendencyjna, to co " wyprawiała" w sądzie
dosłownie scięło mnie z nóg, przez dobrą chwile sądziłam ,że
pomyliłam wokandy i nie trafiałm na swoja, połajanki, wypytywanie
mnie o wykształcenie, wyrażnie szykany Boże tego nie da się opisac,
byłam ijestem zszokowana takim zachowaniem, pod koniec 3 rozprawy
chyba zorientowała sie ,że przeholowała troche zmieniła ton, w tej
sytuacji byłam zmuszona wziąść adwokata na którego co tu duzo mówić
nie było mnie stać, w chwili w którtej mój mąż" zniknął" podjęłam
rozpaczliwą walkę o utrzymanie siebie, córki, i mieszkania, moje
opłaty przekraczały znacznie wypłatę którą dostawałam, strasznie
bałam się ,ze utracę mieszkanie i z córką " wyląduje " na bruku,
nastepna rozprawę mam za 2 tygodnie Boże bardzo się boje, napiszcie
czy i Wy byliscie w takiej sytuacji.