nangaparbat3
28.10.07, 01:00
Przypomniała mi się (dopiero co, spacer z psem, bezwietrzna ciepła noc, i
nagle wylazi z pamieci) pierwsza sytuacja, która była chyba zwiastunem
wszystkiego, co dzialo sie poźniej, niby nic, taka rysa, ale wiecie, jak z
rysą, co potem.
Byo poźno, ja ledwo zywa ze zmeczenia, chcialam tylko zasnać, ale jakaś
rozedrgana byłam, nie mogłam przy swietle ani przy muzyce, on postanowił
jeszcze poczytac i posluchac jazzu.
Niby nic, prawda?
Ale mam głębokie przeświadczenie, że to był początek końca.
Niedlugo potem zaczęlismy sypiać osobno, a potem to juz poszlo -
A Wy - czy pamietacie taki początek końca, jeszcze niby nic, ale po latach
widać, ze już?