sylwiamich
30.10.07, 10:50
Od tygodnia myslę o wątku a.niech.to. o dziewczynie nie mogącej
pogodzić się z odejściem ukochanego.Trochę inspiracji przyszło mi z
literatury japońskiej która sie ostatnio zaczytuję.Psychologia
współczesna podzieliła wewnętrze człowieka na kilka poziomów.Jażnie,
świadomość, podświadomość, nadświadomość, ego, superego i takie
tam....niezrozumiałe dla większości ludzi.Drzewiej było
prościej.Żywi umarli, żywe duchy....wszystko było zwykłe i codzienne.
I o co mi chodzi, bo wychodzi na bezpośredni potok myślowy.Ludzie
którzy zawiesili się w czasie na skutek traumatycznych przezyć.Znam
takich...Bet...ziejąca nienawiścią za grzechy swojego męża.Moja
przyjaciółka będąca w nowym związku, wydawać by się mogło
satysfakcjonującym i wspominająca ciągle zmarłego przed laty męża-
samobojcę który skrzywdził ja bardziej niż ktokolwiek
inny.Wcześniej....będąc młodą pielęgniarką wydawało mi sie że to
delikatność tych osób spowodowała.Albo pielęgnowanie w sobie tych
uczuć, albo swoisty masochizm.Ale to kurde nie takie proste.Nie
wiem...znowu nie wiem.Za głupia jestem.Czasami cos wykracza poza
moje wykształcenie, dośiwadczenie.Mocna, pragmatyczna, zdrowa, mądra
kobieta zamknięta w czasie.Prześmiewcza, zdająca sobie sprawę z
idiotyzmu i drapiąca pazurami ściany żeby wyjść na zewnątrz.Nie może
sie uwolnić.