nie przeżyję kolejnego porzucenia

30.10.07, 13:17

dwa lata temu rozstałam się z mężem, zostalam sama z dzieckiem,
związałam się z kolegą ze studiów i wydawalo mi się, że nareszcie
moje życie się układa. Przeprowadziłam się do niego w wakacje a
teraz on mówi, że jestem dla niego obca i że nie chce mnie już.
Czuję się jak pies przeganiany z miejsca na miejsce, a przecież nie
jestem gługia i niewarta miłości. To jajpiękniejsze lata mojego
życia, a kolejne święta i sylwestra spędzę sama z dzieckiem. Nie
będę już miała siły ani ochoty starać się dla kogoś po raz kolejny
    • anetakor Re: nie przeżyję kolejnego porzucenia 30.10.07, 13:28
      ja przed tym właśnie małżeństwem, które się definitywnie teraz rozpada również
      zostałam porzucona, dlatego wiem jak to boli
      i nie mogę tego przeżyć, nie potrafię zrozumieć jak to może się dziać, dlaczego
      ja i dlaczego to on mi to zrobił, nie wzrusza go nawet fakt, że właściwie w
      każdej chwili może przyjść kolejny syn na świat
      • a.niech.to Re: nie przeżyję kolejnego porzucenia 30.10.07, 13:33
        anetakor napisała:

        > nie wzrusza go nawet fakt, że właściwie w
        > każdej chwili może przyjść kolejny syn na świat
        Ot, wredny jak to facet!
        Skoncentruj się na dziecku. Poradzisz sobie sama. Ani Ty pierwsza,
        na pewno nie ostatnia.
    • z.odzysku Re: nie przeżyję kolejnego porzucenia 30.10.07, 13:30
      > a teraz on mówi, że jestem dla niego obca i że nie chce mnie już.

      Porozmawiaj z nim szczerze dlaczego tak uważa. I słuchaj, a nie
      tylko słysz. I wyciągnij wnioski.
      • a.niech.to Re: nie przeżyję kolejnego porzucenia 30.10.07, 13:35
        Przecież tu już nie ma o czym rozmawiać i czego ratować. Facet
        zamknął drzwi na dwa skoble.
        • z.odzysku Skąd ten wniosek? 30.10.07, 13:45
          > Przecież tu już nie ma o czym rozmawiać i czego ratować. Facet
          > zamknął drzwi na dwa skoble.

          Przecież nadal mieszka z nim, a na razie dowiedziała się jedynie, że
          jest mu obca. Może niech podrąży temat dlaczego?
          • a.niech.to Re: Skąd ten wniosek? 30.10.07, 14:00
            Nazwał ją obcą i zadeklarował chęć bycia oddzielnie. Co chcesz
            więcej, żeby wiedzieć, że to koniec?
          • sezara Re: Skąd ten wniosek? 30.10.07, 14:01
            najgorsze jest to, że staram się, że mi zależy, że go kocham, że
            uważam go za wartościowego człowieka, ze chcę, zeby był ze mną
            szczęśliwy, zeby się realizował. Staram się bo wiem, ze trzeba dbać
            o drugiego człowieka.
            • artemisia_gentileschi Re: Skąd ten wniosek? 30.10.07, 14:13
              Wiec zrob to samo, co on - olej go i przestan sie starac. Masz chyba
              syndrom meczennicy poswiecajacej sie dla faceta, ktory nie jest tego
              wart i ma Cie gdzies (oj znamy to, znamy, przerabialismywink)
              Przekonasz sie, ze potrafisz stac o wlasnych silach, bez faceta.
              Teraz masz dola - normalne, musisz swoje odcierpiec, ale to minie.
              Czas leczy rany, jakkolwiek banalnie to brzmi. Powodzenia.
              • z.odzysku No "piękna" rada... nie ma co :( 30.10.07, 14:16
                artemisia_gentileschi napisała:
                > Wiec zrob to samo, co on - olej go i przestan sie starac.
                • artemisia_gentileschi Re: No "piękna" rada... nie ma co :( 30.10.07, 14:18
                  Moze nie piekna, ale sluszna. Ma nadskakiwac komus, kto jej nie
                  chce, zebrac o jego milosc?
                  • z.odzysku Re: No "piękna" rada... nie ma co :( 30.10.07, 14:24
                    artemisia_gentileschi napisała:

                    > ... ale sluszna.

                    mam bardzo poważne wątpliwości, czy słuszna.


                    > Ma nadskakiwac komus, kto jej nie chce, zebrac o jego milosc?

                    czy szczera rozmowa, żeby dowiedzieć się o co tak naprawdę facetowi
                    chodzi, z czym ma problem, co mu w jego związku nie odpowiada, etc.
                    to nadskakiwanie? Czy to na pewno żebranie?

                    Wyłazi, kurczę, jakaś durna "duma" typu: "za cholerę się pierwsza
                    nie odezwę"... Kurczę.. skąd ja to znam!?! ech.
                    • artemisia_gentileschi Re: No "piękna" rada... nie ma co :( 30.10.07, 14:38
                      Co mu nie odpowiada, juz sie dowiedziala. Uslyszala, ze jest dla
                      niego obca i ma sie wyprowadzic. To nie sa problemy do wyjasnienia,
                      facet jasno zakomunikowal chec rozstania. Przy takiej postawie nie
                      ma co sie przed nim plaszczyc, bo wyjdzie na idiotke bez godnosci,
                      po co?
                      • z.odzysku Re: No "piękna" rada... nie ma co :( 30.10.07, 15:01
                        artemisia_gentileschi napisała:

                        > Co mu nie odpowiada, juz sie dowiedziala.

                        może czytam bez zrozumienia, ale jakoś nie zauważyłem, aby sezara
                        wspomniała o rozmowie ze swoim facetem na temat problemów w ich
                        związku.


                        > Uslyszala, ze jest dla niego obca i ma sie wyprowadzic. To nie sa
                        > problemy do wyjasnienia, facet jasno zakomunikowal chec
                        > rozstania.

                        jak to jest naprawdę, wie tylko sezara. Ja sugerowałem tylko, że
                        warto sprawdzić dokładnie, czy jest jeszcze co ratować. Sprawdzenie
                        metodą szczerej i otwartej rozmowy.
                        Jeśli Ty sugerujesz, że to byłoby płaszczenie i robienie z siebie
                        idiotki, to Ci troszę współczuję. Nie podzielam bowiem takiej opinii.
                        • a.niech.to Re: No "piękna" rada... nie ma co :( 30.10.07, 16:16
                          Z odzysku napisał:

                          > Ja sugerowałem tylko, że
                          > warto sprawdzić dokładnie, czy jest jeszcze co ratować.
                          >Sprawdzenie
                          > metodą szczerej i otwartej rozmowy.
                          Sądzę, że przed ostatecznym komunikacie o rozstaniu takich rozmów
                          musiał być cały szereg, mogę być w błędzie.
                        • artemisia_gentileschi Re: No "piękna" rada... nie ma co :( 30.10.07, 18:14
                          Z.odzysku, przeczytaj jeszcze raz, uwaznie i ze zrozumieniem
                          pierwszy post, napisala jasnosmile))
                  • a.niech.to Re: No "piękna" rada... nie ma co :( 30.10.07, 16:13
                    Bez sensu, miłości się nie da wyżebrać, co najwyżej litość.
              • a.niech.to Re: Skąd ten wniosek? 30.10.07, 16:12
                artemisia_gentileschi napisała:

                > Masz chyba
                > syndrom meczennicy poswiecajacej sie dla faceta, ktory nie jest
                tego
                > wart i ma Cie gdzies
                Nie wiem co w takim stwierdzeniu mnie za każdym razem drażni, chyba
                mierzenie wartości człowieka tym, że chce być z kimś lub nie chce,
                jak gdyby ktoś komuś udzielał szczególnych łask w związku. Jeśli to
                początek, na pewno wyniknie pudło, a jeśli koniec to znaczy, że
                dobrodziej niczego nie zrozumiał i swoją głupiznę zaserwuje kolejnej
                osobie.
                • artemisia_gentileschi Re: Skąd ten wniosek? 30.10.07, 18:30
                  Coz, masz racje ofkors, zagalopowalam sie. Ten caly okolorozwodowy
                  cyrk wywoluje u mnie jakas lekka androfobiesmile
                  • aron95 Re: Skąd ten wniosek? 30.10.07, 19:54
                    artemisia -otrzeźwienie ?
                    pierwszy post nie w to miejsce wskoczył
              • aron95 Re: Skąd ten wniosek? 30.10.07, 19:52
                artemisia - I każdy facet to świnia zapomniałaś dodać .
                • artemisia_gentileschi Re: Skąd ten wniosek? 30.10.07, 20:22
                  Nie zapomnialam, co ja bede pisac rzeczy oczywistebig_grinDD
            • a.niech.to Re: Skąd ten wniosek? 30.10.07, 14:14
              On chce pewnie tego samego, lecz bez Ciebie. Pozwól mu odejść, a
              jeśli naprawdę jest, jak piszesz - pomóż.
            • z.odzysku Więc porozmawiaj z nim! I słuchaj co Ci odpowie... 30.10.07, 14:15
              ... potem wyciągnij wnioski.

              Bez szczerej rozmowy się nie da niczego załatwić.
              Bazując na przypuszczeniach/domysłach można popełnić fatalny błąd.
              Dlatego rozmawiaj! Może związek jest jeszcze do uratowania?
            • scorpio1342 Re: Skąd ten wniosek? 30.10.07, 19:41
              Nie jest to tylko domena facetów zostawiać innych. Sam na
              przestrzeni trzech lat dwa razy zostałem zostawiony. Za pierwszym
              razem myślałem, że świat się zawalił. Za drugim byłem zdruzgotany.
              Ale co nas nie zabije to nas umocni. To wciąż boli ale uwierz, że da
              sie z tym żyć!
              • a.niech.to Re: Skąd ten wniosek? 31.10.07, 11:51
                scorpio1342 napisał:

                > Nie jest to tylko domena facetów zostawiać innych.
                Nie tyle chodzi o kto kogo (byłam feministką), co o sposób.
          • nangaparbat3 Re: Skąd ten wniosek? 30.10.07, 16:25
            z.odzysku napisał:

            > > Przecież tu już nie ma o czym rozmawiać i czego ratować. Facet
            > > zamknął drzwi na dwa skoble.
            >
            > Przecież nadal mieszka z nim, a na razie dowiedziała się jedynie, że
            > jest mu obca. Może niech podrąży temat dlaczego?
            >
            >

            Czy Ty naprawdę myslisz, ze to jeszcze ma sens?
            Ja myslę dokładnie tak samo jak dziewczyny - ale moze, teraz mi to przyszło do
            glowy - dla meżczyzny takie stwierdzenie nie oznacza ostatecznego końca?
            Trudno mi w to uwierzyć, czy naprawdę tak inaczej słyszymy te same słowa?
            • a.niech.to Re: Skąd ten wniosek? 31.10.07, 11:56
              nangaparbat3 napisała:

              > z.odzysku napisał:
              >
              > > > Przecież tu już nie ma o czym rozmawiać i czego ratować. Facet
              > > > zamknął drzwi na dwa skoble.
              > >
              > > Przecież nadal mieszka z nim, a na razie dowiedziała się
              jedynie, że
              > > jest mu obca. Może niech podrąży temat dlaczego?
              > >
              > >
              >
              > dla meżczyzny takie stwierdzenie nie oznacza ostatecznego końca?
              Chyba że chce jeszcze podrzucić pranie, prasowanie. smile
              Mężczyzna też człowiek władający tym samym językiem. Powiedział
              wszystko, nie wyobrażam sobie, aby miał jeszcze coś do dodania.
              według mnie facet w porządku, zbiera zabawki, nie pozostawia
              złudzeń.
              • mieta.pieprzowa Re: Skąd ten wniosek? 01.11.07, 16:09

                Nie obraz sie, ale ja bym tu widziala koniecznosc natychmiastowej
                pomocy psychologicznej. Domyslam sie, ze jest to efekt
                nieprzyjemnych doswiadczen (bez nich by cie nie bylo na tym forum),
                ale z tak daleko posunietym cynizmem trzeba cos zrobic.

                I wierz mi, mezczyzni i kobiety nie mowia tym samym jezykiem i nie
                patrza na swiat tak samo. I potwierdzaja to nie tylko poradniki
                pt. "jak go zdobyc", ale tez i powazne badania naukowe, zwane w
                skrocie gender studies.
                • a.niech.to Re: Skąd ten wniosek? 01.11.07, 18:39
                  mieta.pieprzowa napisała:
                  >
                  > Nie obraz sie, ale ja bym tu
                  U Seazry czy u mnie?
                  > widziala koniecznosc natychmiastowej
                  > pomocy psychologicznej. Domyslam sie, ze jest to efekt
                  > nieprzyjemnych doswiadczen (bez nich by cie nie bylo na tym forum),
                  Teraz rozumiem, że o mnie Ci chodzi.
                  > ale z tak daleko posunietym cynizmem trzeba cos zrobic.
                  Co proponujesz? Mój zaawansowany cynizm ma się dobrze, nawet go
                  lubię i przy nim pozostanę dla zasady.
                  • nangaparbat3 Re: Skąd ten wniosek? 01.11.07, 19:28
                    Ja też lubie ten Twoj "cynizm", Aniechciu.
                    Jednak co do meritum zgadzam sie z Mietą - mowimy roznymi językami, tylko nie
                    wiedzialam, ze do tego stopnia roznymi. Trudno mi uwierzyć.
                    Moze chodzi o to, ze czyny ważniejsze od słow - gada bo gada, ale wciaż z nia
                    mieszka.
                    • sylwiamich Re: Skąd ten wniosek? 01.11.07, 19:39
                      Bo serce ma...nie wyrzuca się matki z dzieckim na bruk w okresie
                      ochronnym zwłaszczawink))
                      • a.niech.to Re: Skąd ten wniosek? 01.11.07, 20:35
                        Coby na to powiedzieli kudzie?
                    • a.niech.to Re: Skąd ten wniosek? 01.11.07, 20:33
                      nangaparbat3 napisała:

                      > mowimy roznymi językami, tylko nie
                      > wiedzialam, ze do tego stopnia roznymi.
                      Nie do tego stopnia, żeby pewnych wypowiedzi nie rozumieć
                      jednoznacznie, zgodnie z intencją nadawcy.
                      > Moze chodzi o to, ze czyny ważniejsze od słow - gada bo gada, ale
                      wciaż z nia
                      > mieszka.
                      Mieszka, bo mu tak wygodnie. Mieszka - do pewnego czasu.
                      • nangaparbat3 Re: Skąd ten wniosek? 01.11.07, 20:46
                        A moze nie potrafi wyrzucić?
                        Ja bym nie potrafiła - musialabym sama sie wynieść.
    • a.niech.to Re: nie przeżyję kolejnego porzucenia 30.10.07, 13:30
      sezara napisała:

      >
      > dwa lata temu rozstałam się z mężem, zostalam sama z dzieckiem,
      > związałam się z kolegą ze studiów i wydawalo mi się, że nareszcie
      > moje życie się układa. Przeprowadziłam się do niego w wakacje a
      > teraz on mówi, że jestem dla niego obca i że nie chce mnie już.
      > Czuję się jak pies przeganiany z miejsca na miejsce, a przecież
      nie
      > jestem gługia i niewarta miłości. To jajpiękniejsze lata mojego
      > życia,
      Jak to? Najpiękniejsze, skoro ciągle cierpisz?
      > a kolejne święta i sylwestra spędzę sama z dzieckiem.
      Chciałabyś z tym, który Cię bezwzględnie przegnał? Możemy wejść na
      Forum albo jakiś czat. Też może być przyjemnie.
      > Nie
      > będę już miała siły ani ochoty starać się dla kogoś po raz kolejny
      Skąd wiesz, co będzie? Projektuj z optymizmem, to Ci na pewno pomoże.
      Powiedz sobie: było dwóch, znajdzie się i trzeci. Jeżeli musisz...
      Samotność nie jest zła, inni to potwierdzą.
      • anetakor Re: nie przeżyję kolejnego porzucenia 30.10.07, 13:34
        zawsze na końcu zdania dodaję sobie - będę mieć dzieci, tylko czemu świadomie on
        pozbawia je ojca
        paranoje już mam
        • a.niech.to Re: nie przeżyję kolejnego porzucenia 30.10.07, 13:38
          Może nie będzie z Tobą, ale nie porzuci dzieci? To się zdarza. Na
          Forum mamy paru facetów, na czele z JP, który bije się o możliwość
          spotykania córki.
          • anetakor Re: nie przeżyję kolejnego porzucenia 30.10.07, 13:43
            o drugim to nawet nie wspomina, nie jego - będzie żądał badań debil
            w dupie oczy miałam i tyle, a totalnym przypadkiem wyszła jego zdrada i niech mu
            wacek zgnije
            • a.niech.to Re: nie przeżyję kolejnego porzucenia 30.10.07, 13:56
              Jakbym Cię skądś znała w realu. To słownictwo i piękne metaforyka -
              elegancja stylu - nie powiem.
              • anetakor Re: nie przeżyję kolejnego porzucenia 30.10.07, 14:52
                nie mam zamiaru ukrywać swoich obecnych emocji - ja tu siedziałam
                jak idioten i czekałam na mężusia, który pod pretekstem pracy zaczął
                spotykać się z inną, ok najwidoczniej nie potrafi docenić ani mnie,
                ani tego co chciałam mu dać, ale mnie to boli tyle czasu razem,
                dziecko lada chwila przychodzi na świat i co? i g.... tak się czuję
                właśnie jak to g....
                • a.niech.to Re: nie przeżyję kolejnego porzucenia 30.10.07, 16:19
                  anetakor napisała:

                  > mnie to boli tyle czasu razem,
                  > dziecko lada chwila przychodzi na świat i co? i g.... tak się
                  czuję
                  > właśnie jak to g....
                  Tylko się nie załamuj, dziecko przyjdzie na świat, będziesz mieć dla
                  kogo żyć.
    • yoginka_pl Re: nie przeżyję kolejnego porzucenia 30.10.07, 13:51
      > życia, a kolejne święta i sylwestra spędzę sama z dzieckiem. Nie
      > będę już miała siły ani ochoty starać się dla kogoś po raz kolejny

      Pewnie niewielka to dla Ciebie pociecha, ale czuję podobnie. 2
      miesiące temu rozleciało się moje małzeństwo, mąż mnie porzucił. Nie
      chce opisywać tu szczegółow. Efekt jest taki, ze podobnie jak TY
      myślę, ze nie mam siły na to zeby wiązać się z kimś na nowo, boję
      się, ze nie dam rady zbliżyć się ntymnie do zadnego faceta. Nie mam
      siły docierać się , poznawac rodziny itd itp.

      Trzymaj się nie jestes sama takich cierpiacych jest wiecej choc
      wiem, ze to marna pociecha
      • a.niech.to Re: nie przeżyję kolejnego porzucenia 30.10.07, 13:58
        yoginka_pl napisała:

        > Pewnie niewielka to dla Ciebie pociecha, ale czuję podobnie. 2
        > miesiące temu rozleciało się moje małzeństwo, mąż mnie porzucił.
        Nie
        > chce opisywać tu szczegółow. Efekt jest taki, ze podobnie jak TY
        > myślę, ze nie mam siły na to zeby wiązać się z kimś na nowo, boję
        > się, ze nie dam rady zbliżyć się ntymnie do zadnego faceta. Nie
        mam
        > siły docierać się , poznawac rodziny itd itp.
        Świetnie Ci idzie ku singielstwu, skoro masz już takie problemy.
        Tempo atomowe, chociaż rekordu pewnie nie zdążyszsz ustalić.
        • yoginka_pl Re: nie przeżyję kolejnego porzucenia 30.10.07, 14:16
          A kiedy mozna miec takie problemy jesli nie w sytuacji rozpadu
          małzeństwa. Zakładałam, ze będe z moim facetem zawsze. Taka mam
          potrzebe i skakanie z kwiatka na kwiatek zdecydowanie mi nie lezy.
          Podobnie jak zostanie singielką




          • a.niech.to Re: nie przeżyję kolejnego porzucenia 30.10.07, 16:22
            yoginka_pl napisała:

            > A kiedy mozna miec takie problemy jesli nie w sytuacji rozpadu
            > małzeństwa.
            Myślę podobnie jak wiele osób, że najpierw się trzeba trochę oczepać
            po byłym, a potem się rozejrzeć trzeźwym wzrokiem.
            > skakanie z kwiatka na kwiatek zdecydowanie mi nie lezy.
            > Podobnie jak zostanie singielką
            To co zmierzasz? Pierwszemu, który się nawinie, zawiśniesz u szyi?
            >
            >
            >
            >
        • salsa13 Re: nie przeżyję kolejnego porzucenia 30.10.07, 14:19
          a.niech.to - a co Ty dzisiaj taka agresywnasmile
          przecież to ich początki
          wtedy zawsze jest trudno...i wszystko jest szare...
          ja pamiętam siebie sprzed 3 lat
          też byłam tak nastawiona, wydawało mi się, że wszystko już za mną...
          trochę czasu dziewczyny i przemysleń i pozbycia się negatywnych
          emocji Wam życzęsmile
          • a.niech.to Re: nie przeżyję kolejnego porzucenia 30.10.07, 16:23
            salsa13 napisała:

            > a.niech.to - a co Ty dzisiaj taka agresywnasmile
            Agresja to moje drugie imię.
    • a.b1 Re: nie przeżyję kolejnego porzucenia 30.10.07, 16:02
      nie pociesze Cię, bo sana mam popaprane zycie...
      dwa lata jak nie mam rodziny, 6 miesięcy po rozwodzie...
      miesiąc temu podziękowałam "narzeczonemu" z którym byłam rok, szybko
      znalazł pocieszenie w ramionach ... byłej żony (nie, nie rozwód nie
      był przezemnie, ja go poznałam kiedy był rok po rozwodzie)...
      ale cały czas wierze, że kiedyś spotka mnie coś dobrego, jedynie ta
      myśl powoduje, ze jeszcze mam ochote się uśmiechać...
      Zazdroszcze Ci bo Ty masz przynajmniej dziecko, masz dla kogo żyć.
      Ja coraz bardziej widze że moje zycie jest puste. Starałam się uciec
      w prace i zmęczenie, ale to nie jest rozwiązanie. Teraz staram sie
      nie myśleć, brać każdy dzień jaki jest...
      Powodzenia i nie trać wiary, ze będzie lepiej
      • a.niech.to Re: nie przeżyję kolejnego porzucenia 30.10.07, 16:26
        a.b1 napisała:

        > ale cały czas wierze, że kiedyś spotka mnie coś dobrego, jedynie
        ta
        > myśl powoduje, ze jeszcze mam ochote się uśmiechać...
        Dobro to nie wyłącznie facet.
        > Teraz staram sie
        > nie myśleć, brać każdy dzień jaki jest...
        > Na jakiś czas to Ci wystarczy. Sama nie wiem, co dalej, a mam
        podobnie.
        • a.b1 Re: nie przeżyję kolejnego porzucenia 30.10.07, 16:42
          a.niech.to napisała:



          > Dobro to nie wyłącznie facet.

          hmmmm, bardziej chodzi mi o bycie razem, o spotkanie tego jedynego...
          nie cierpie być singlem, to dla mnie nie jest stan naturalny. Kurcze
          ja lubie być kura domową, lubie się troszczyć, przejmować. Brakuje
          mi takiego domowego kołowrotka...
          I to wielkie cholernie puste łóżko...
          nie cierpie byc singlem!!!!
          • anetakor Re: nie przeżyję kolejnego porzucenia 30.10.07, 18:19
            chyba zmienię płeć
            • dzimi_dzimi Re: nie przeżyję kolejnego porzucenia 30.10.07, 18:40
              A ja radzę Ci dokładnie tak jak z_odzysku.
              Jako mężczyzna powiem Ci, że czasem w gniewie mówimy coś czego
              bardzo żałujemy.
              Sprawdź bo zdarza się, że zaniechanie jest większym grzechem niż
              wykonanie.
              • a.niech.to Re: nie przeżyję kolejnego porzucenia 31.10.07, 11:58
                dzimi_dzimi napisał:

                > Jako mężczyzna powiem Ci, że czasem w gniewie mówimy coś czego
                > bardzo żałujemy.
                Ja jako kobieta powiem dokladnie to samo.
          • yoginka_pl Re: nie przeżyję kolejnego porzucenia 31.10.07, 09:54
            ab1
            myślę i czuję dokładnie jak Ty :o)))))))))) Jestesmy pokrewnymi
            duszami. Są ludzie, którzy umierają/więdną/usychają będąc samemu.
            Potrzebują partnera u boku jak rośliny deszczu. Ja taka jestem, dla
            mnie druga połówka to WARTOŚĆ. Nie porzucam Jej dla byle powodu.
            Niestety mój były to człowiek, który doskonale czuje się w swoim
            towarzystwie, choć nie nazwałabym go singlem. Nie potzrebuje drugiej
            połówki. Doskonale radzi sobie bez przytulania, bez bycia we dwoje
            kurcze to dla mnie abstrakcja. Nie rozumiem tego. To wg mnie nie
            jest normalne.

            • a.b1 Re: nie przeżyję kolejnego porzucenia 31.10.07, 11:24
              yoginka_pl napisała:

              > mnie druga połówka to WARTOŚĆ.

              o świetnie to ujełaś, ja zawsze twierdze, ze w związku nie ma ja, ty
              jest my
              Nie porzucam Jej dla byle powodu.
              > Niestety mój były to człowiek, który doskonale czuje się w swoim
              > towarzystwie, choć nie nazwałabym go singlem. Nie potzrebuje
              drugiej
              > połówki. Doskonale radzi sobie bez przytulania, bez bycia we dwoje
              > kurcze to dla mnie abstrakcja. Nie rozumiem tego. To wg mnie nie
              > jest normalne.
              mój były to teoretyk, czyta mnustwo poradników i potem ma pretensje
              do całego siata, ze nie jest tak jak w ksiażce, doskwiera mu
              samotność, ale nie ma tej idaelnej, kobiety o urodzie Markowskiej z
              charakterem jego mamusi ... no cos takiego nie istniej wink))
              a ja zwyczajnie szukam miłego ciepłego człowieka, dla którego dom,
              dzieci szacunek, tolerancja to nie puste słowa...
              Mam juz dość chamów, którym wydaje się że mają pieniaze i mogą kupić
              wszystko (kilka propozycji sponsoringu i chce mi się wymiotować na
              widok dobrze ubranego i zadbanego faceta)
              Myślisz, ze tacy faceci jeszcze chodzą po świecie?
              ja już zwatpiłam
              >
    • aron95 Po każdej kłótni 30.10.07, 19:49
      będziesz odchodzić ? W złości mówi się różne rzeczy a później żałuje .
      Miną emocje porozmawiaj spokojnie o tym co Was drażni .

      • a.niech.to Re: Po każdej kłótni 31.10.07, 12:01
        Pamiętaz cykliczność w życiu z alkoholikiem? Miodowy miesiąc i apjać
        od nowa. Był taki sensowny wątek "Wiejska kobieta".
    • marek_gazeta Re: nie przeżyję kolejnego porzucenia 31.10.07, 11:46
      Współczuję.

      Zastanów się jednak, czy przypadkiem nie szukasz w mężczyznach jakiegoś lekarstwa na Twoje problemy? Na samotność? Na poczucie przegrania życia, czy też życia "niepełnego", bo nie we dwoje? Piszesz: "Nie będę już miała siły ani ochoty starać się dla kogoś po raz kolejny". Czy życie z facetem to (co można wyczytać pomiędzy wierszami) "staranie się dla niego", "dawanie z siebie wszytskiego", żeby był zadowolony?

      Kochasz tego gościa, czy po prostu jesteś załamana kolejnym niepowodzeniem? A może kochasz go tylko dlatego, że się związał z Tobą w trudnym momencie (porzucenie, samotność)?

      Moim zdaniem, recepta jest jedna - spróbuj najpierw odnaleźć równowagę, poczuć się spełnioną, radzącą sobie w życiu, samodzielną i atrakcyjną kobietą. Mężczyźni zaczną na Ciebie inaczej patrzeć, a na ewentualne kolejne niepowodzenie spojrzysz zupełnie inaczej. No i niestety - smutna refleksja - miłości "po grób" nie gwarantuje ani urzędnik USC, ani ksiądz, ani nic innego. Ewentualnie poza szybkim grobem. Może dlatego życie jest takie złożone i w sumie piękne.
      • cathy_bum Re: nie przeżyję kolejnego porzucenia 31.10.07, 12:01
        Mądrze napisane, Marku.smile
        Porzucenie boli i człowiekowi się odechciewa wszystkiego w takiej
        chwili. Ale rzeczywiście: czy życie z mężczyzną u boku nie jest dla
        Ciebie jedynym wzorem szczęśliwego życia w ogóle? Dajesz z siebie
        wszystko, Twoje życie kręci się wokół niego. A kiedy on odchodzi
        zostaje tym większa pustka, że był nie tylko towarzyszem i
        kochankiem, ale niemal całą treścią Twojego życia... Bycie z kimś
        może być fantastyczną sprawą, ale sama obecność faceta w domu nie
        jest jedynym gwarantem zadowolenia i spełnienia.
        Warto odnaleźć samą siebie, naprawdę. Taką, z jaką Tobie samej
        dobrze, a nie tylko taką, która odbija się w jego oczach. Bo wtedy
        okres życia w pojedynkę nie jest poczekalnią przed następnym
        związkiem, tylko po prostu życiem.
        • lilyrush Re: nie przeżyję kolejnego porzucenia 31.10.07, 14:38
          Się dorzucę do Marka i Cathy
          Może teraz czas na związek z sama sobą? Zobacz- Ty na pewno do
          siebie pasujesz. Będziesz czytać sobie w myślach i w lot spełniać
          swoje zachcianki. Nikt nie będzie Cię tak dobrze rozumiał i tak
          bezwarunkowo kochał.
          A jak juz pokochasz siebie do grobowej deski to znajdzie sie i taki
          inny ktoś, zwany facetem.
          Żeby nie było- ja tez nie nadaje sie na singielkę i potrzebuje
          mężczyzny w domu na stałe. Ale im bardziej sie miotasz i szukasz tym
          trudniej.
          Sam sie znajdzie smile
          • a.niech.to Re: nie przeżyję kolejnego porzucenia 31.10.07, 14:49
            lilyrush napisała:

            > Sam sie znajdzie smile
            ..albo i nie, wtedy drugie dobrze.
          • cathy_bum Re: nie przeżyję kolejnego porzucenia 31.10.07, 14:58
            Że sam się znajdzie to ktoś tu jest żywym dowodemsmile)) Prawda, Lily?
            A później koleżanki muszą przejściówki tajemnicze kupować...wink
            Czyli z ufnością w przyszłość itd.
            A poważnie rzecz ujmując - ja tam mogę być singielką (choć widzę
            pewne wady nie do przeskoczenia na dłuższą metę). Ale wiem, że
            sukces tego układu samej ze sobą polega na tym, że lubię własne
            towarzystwo. I sama jestem "sama", a nie "samotna"
            • lilyrush Re: nie przeżyję kolejnego porzucenia 31.10.07, 15:05
              cathy_bum napisała:

              > Że sam się znajdzie to ktoś tu jest żywym dowodemsmile)) Prawda,
              Lily?
              > A później koleżanki muszą przejściówki tajemnicze kupować...wink

              Ty mnie tutaj nie wydawaj, bo wyjdzie, że nie pisze obiektywnie...
              A na przejsciówki mam avizo wink
              • cathy_bum Re: nie przeżyję kolejnego porzucenia 31.10.07, 15:11
                lilyrush napisała:

                > cathy_bum napisała:
                >
                > > Że sam się znajdzie to ktoś tu jest żywym dowodemsmile)) Prawda,
                > Lily?
                > > A później koleżanki muszą przejściówki tajemnicze kupować...wink
                >
                > Ty mnie tutaj nie wydawaj, bo wyjdzie, że nie pisze obiektywnie...
                > A na przejsciówki mam avizo wink
                >

                To odbierzsmile))
                Właśnie dobrze, że subiektywnie piszesz. Bo Tobie uwierząsmile)
                Poteoretyzować wszak każdy moze... A tu taka lilyrush empirycznawink
Inne wątki na temat:
Pełna wersja