jak wychowywać ..

03.11.07, 12:22
...adasia żeby był wspaniałym czułym odpowiedzialnum facetem?
żeby nie doświadczając czuł---dylematy kobiety matki,miesiączki
ciąży porodu, klimakterium....
żeby więcej kochał zamiast pożadać a ogień jego miłości był stały i
też przez niego podtrzymywany...?
motywowana ---postami i mężczyznami wokół ---jakich widze
pomózcie odnależć mi szacunek do płci męskiej...

    • tricolour To nie takie trudne... 03.11.07, 15:31
      ... bo dzieci uczą się przez naśladownictwo. Jeśli masz u swego boku faceta,
      który czuje "dylematy kobiety matki,miesiączki ciąży porodu, klimakterium...",
      to jest duża szansa, że syn tez taki będzie...
      • panda_zielona Re: To nie takie trudne... 03.11.07, 19:21
        No nie wiem,czy naśladownictwo wystarczy.Znam przypadek: 1.rodzice
        wykształceni jak najbardziej kochajacy się wspierajacy czwórka
        dzieci wychowywanych tak samo,troje bez żadnych problemów
        wychowawczych,a jeden narkoman czynny.
        2.Rodzice jak wyżej,syn jedynak nie sprawiający problemów,ale gej.
        To chyba jednak zależy także od genów.
        • dirtydevil a co jest zlego w byciu gejem? 04.11.07, 20:33
          • miedzianakonefka Re: a co jest zlego w byciu gejem? 04.11.07, 21:56
            Że się jest pedziem ? Nico. Może tyle że partner nie wydali dziecka
            nawet po kilku latach ryćkania a dupa boli po szorowaniu bo nie do
            tego celu służy. Reszta czyli emocje miłość i tak dalej są podobne.
            No prawie bo ja tam bym brodacza nie dał rady pocałować albo
            języczka z kolegą robić. Bleeee.

            Alleluja i do przodu...
            • dirtydevil ??? 04.11.07, 22:12
              Ty definiujesz, co do czego sluzy i jak widac, masz lata doswiadczen w zwiazku
              homoseks., ze wiesz, co i kiedy boli

              • tricolour Nie ma co się obrażać... 04.11.07, 22:15
                ... i insynuować innym homoseksualizmu. Zapytałaś i dostałeś konkretną
                odpowiedź: w homoseksualiźmie niczego złego nie ma, a dupa służy do srania a nie
                wkładania doń fiutów, bo i tak dzieci z tego nie będzie.

                Toż jaśniej się nie da...
                • dirtydevil Re: Nie ma co się obrażać... 04.11.07, 22:35
                  nie obrazam sie
                  nie ja pisze o dosw. w zwaizku homoseks. ergo nie ja takie dosw. mam
                  to naprawde proste
                  na ordynarne posty jak Twoje nie odpowiadam, nie ma sensu
                • nangaparbat3 Re: Nie ma co się obrażać... 04.11.07, 23:32
                  tricolour napisał:

                  > ... i insynuować innym homoseksualizmu. Zapytałaś i dostałeś konkretną
                  > odpowiedź: w homoseksualiźmie niczego złego nie ma, a dupa służy do srania a ni
                  > e
                  > wkładania doń fiutów, bo i tak dzieci z tego nie będzie.
                  >
                  > Toż jaśniej się nie da...

                  mnie uczyli: ta dziurka nie do tego służy.
                  Niby to samo...
                  • tricolour Niby to samo, a jednak nie to samo... 04.11.07, 23:43
                    ... gdy koleś rżnie głupa i prowokuje durnowatym pytaniem.
                    • dirtydevil nie wiem, co jest prowokujacego 05.11.07, 01:51
                      w pytaniu -co zlego w byciu gejem
                      jesli cie takie pytanie prowokuje, to masz problem z homofobia

                      bo do czego sluzy dziurka indywidualnego forumowicza, to jego sprawa
                      kazdy dorosly moze uprawiac seks z kim chce i jak chce
                      poza tym moi przedmowcy neguja zapewne istnienie seksu analnego w parach
                      heteroseskualnych
                      a moze babom wolno ,a facetom to fuj?
                      • tricolour Bo należy odróżniać... 05.11.07, 08:43
                        ... obojętność od tolerancji i afirmacji. Gdy cie nie obchodzi co kto robi ze
                        swoją dziurką, to jest to obojętność, która ma oblicze milczenia wobec spraw
                        innych ludzi.

                        W pytanie "co jest złego w byciu gejem" - jest sugestia, że może być coś złego,
                        a to oznacza od razu ocenę, a ta jest prowokująca. Do tego stopnia Cię
                        sprowokowała, że na odpowiedź "nic złego nie ma" - wcale nie reagujesz.
                        Reagujesz za to na dziurę, która jest niepoprawnie obsługiwana.

                        I tu można by pójść Twoim sposobem dyskusji i stwierdzić, że masz problem z
                        własną dziurą skoro tak żywiołowo reagujesz na cudze.
                        • dirtydevil moje pytanie wynika z wypowiedzi 05.11.07, 18:11
                          tu, z opowieści o porządnej rodzinie, w której jest syn-gej
                          moje pytanie - co w tym złego - jest więc zrozumiałe
                          niestety, odpowiedzi, że nie ma w tym niczego złego, tutaj NIE WIDZę i dlatego pytam
                • z_mazur Re: Nie ma co się obrażać... 05.11.07, 10:53
                  > a dupa służy do srania a nie
                  > wkładania doń fiutów, bo i tak dzieci z tego nie będzie.

                  Tiaaa, a usta do przyjmowania pokarmów (i ewentualnie oddychania jak
                  nos jest zatkany), a nie wkładania doń języka, albo broń boże penisa
                  (lub jak wolisz fiuta), bo i tak z tego dzieci nie będzie.

                  Nie ma jak fajne uproszczenia. smile)))
                  • a.niech.to Re: Nie ma co się obrażać... 05.11.07, 12:13
                    z_mazur napisał:

                    > Nie ma jak fajne uproszczenia. smile)))
                    A właśnie, one wskazują co białe, co czarne.
                    • z_mazur Re: Nie ma co się obrażać... 05.11.07, 12:41
                      > > Nie ma jak fajne uproszczenia. smile)))
                      > A właśnie, one wskazują co białe, co czarne.

                      Czyli pocałunek jest beee, bo usta służą do przyjmowania pokarmu???
                      • a.niech.to Re: Nie ma co się obrażać... 05.11.07, 15:35
                        Pomiędzy bielą a czernią rozciąga się ocean szarości. smile
                        ROTFL, zauważyłam. Chcesz mnie śmiechem zbić z pantałyku.
                  • tricolour Uważasz, że to uproszczenie? 05.11.07, 18:26
                    Moja dupa służy do srania i żadnej innej roli nie ma. Jeśli to uproszczenie, to
                    napisz (najlepiej na swoim przykładzie) do czego jeszcze słuzy? Dodam jeszcze,
                    że moja usta także nie służą do wkładania tam penisa. Masz coś do dodania i w
                    temacie ust?

                    smile

                    • dirtydevil ja, mnie , moj, moja moje 05.11.07, 20:38
                      tyle że inni ludzie mają inne predyspozycje
                      już rozumiesz?
                      • tricolour Predyspozycje... 05.11.07, 21:08
                        ... to ma się do skoku w dal - na ten przykład. Wyrazem tych predyspozycji jest
                        to, że jeden skacze daleko, a cała reszta blisko.

                        Jeżeli uważasz homoseksualizm za predyspozycję, to zauważ, że z punktu widzenia
                        rozwoju społecznego, biologicznego, wychowawczego, rodzinnego jest on tandetą,
                        która w tym względach nie wnosi nic do rozwoju.
                        • nangaparbat3 Re: Predyspozycje... 05.11.07, 22:09
                          To sie nie nazywa predyspozycja, tylko orientacja.
                          I czlowiek (ale nie tylko - u zwierząt też roznie bywa) ma jaką ma.
                          I nic nam do tego.
                          • tricolour Owszem - wiele nam do tego... 05.11.07, 22:57
                            ... gdy ze swoją orientacją przekracza nasze granice i nakłania do tolerancji.
                            Na tym forum nie przypominam sobie ani jednego postu osoby heteroseksualnej,
                            która by w jakis sposób opowiadała o swojej orientacji i czegoś oczekiwała od
                            rozmówców.

                            Gdy pojawia sie temat homoseksualizmu, to homosie i ich sympatycy wręcz wciskają
                            tą swoją orientację. Na siłę trzeba być tolerancyjnym. Ja nie jestem - by była
                            jasność.
                            • nangaparbat3 Re: Owszem - wiele nam do tego... 05.11.07, 23:15
                              tricolour napisał:

                              > ... gdy ze swoją orientacją przekracza nasze granice i nakłania do tolerancji.

                              A który to z forumowych kolegow okaząl sie - jak to nazywasz - homosiem i
                              przekroczył Twoje granice, prowokujac zwykłe grubiaństwo?
                              • tricolour Zaleciało PISem... 05.11.07, 23:27
                                ... z Twojego postu: taki lekki bełkocik na kilka intrumentów... Nie ma z czym
                                dyskutować.
                              • tricolour A mówiąc precyzyjniej... 05.11.07, 23:33
                                ... Dirtydevil po poście Konewki insynuuje mu homoseksualizm, a robi to w celu
                                obrony tegoż homoseksualizmu.

                                No to taką prymitywną agresję lubie polać wonną oliwą. Niech się pali bardziej...
                                • dirtydevil niczego nikomu nie insynuuje 06.11.07, 16:18
                                  cały czas(!!!!!!!!!!!!!!!) tylko pytam, co złego jest w byciu gejem
                                  jeśli to uważasz za insynuację, masz poważn problem z homofobią
                                  • tricolour Jakaś krótka pamięć... 06.11.07, 17:40
                                    ... więc może pomoże cytat: "Ty definiujesz, co do czego sluzy i jak widac, masz
                                    lata doswiadczen w zwiazku homoseks., ze wiesz, co i kiedy boli".

                                    To jest wyraźna insynuacja. Zresztą cały czas coś komuś insynuujesz... teraz, że
                                    mam problemy z homofobią. Nie mam.
                                    • nangaparbat3 Re: Jakaś krótka pamięć... 06.11.07, 21:11
                                      To nie jest insynuacja, tylko ironia, moze niezbyt cienka. W kazdym razie
                                      wypowiedź nie wprost - przymuliło Cie, ze tego nie dostrzegasz?
                                      • tricolour Nie przymuliło... 07.11.07, 14:08
                                        ... i nie widze w tym nic ironii. W kontekście pozostałych postów twierdzę, że
                                        było to serio.

                                        Ale rozumiem, że trudno Ci się godzić z poglądami radykalnymi i skrótowymi, bo
                                        sama masz skłonności do mącenia pola widzenia.
                                        • nangaparbat3 Re: Nie przymuliło... 07.11.07, 18:53
                                          tricolour napisał:


                                          > sama masz skłonności do mącenia pola widzenia.

                                          Ooooooooooooooooooooooooooooooo!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

                                          Jak sie pojawi na forum nick "mątwa" - to bedę ja!
                        • a.niech.to Re: Predyspozycje... 06.11.07, 06:41
                          tricolour napisał:

                          > Jeżeli uważasz homoseksualizm za predyspozycję, to zauważ, że z
                          punktu widzenia
                          > rozwoju społecznego, biologicznego, wychowawczego, rodzinnego jest
                          on tandetą,
                          > która w tym względach nie wnosi nic do rozwoju.
                          Tri, to co nie wnosi NIC, bywa TAKIE piękne. Ech...
                    • z_mazur Re: Uważasz, że to uproszczenie? 06.11.07, 07:32
                      Nie pisałeś wcześniej o swojej dupie, a ja nie pisałem o Twoich
                      ustach.
                    • z_mazur Re: Uważasz, że to uproszczenie? 06.11.07, 09:16
                      > Moja dupa służy do srania i żadnej innej roli nie ma. Jeśli to
                      uproszczenie, to
                      > napisz (najlepiej na swoim przykładzie) do czego jeszcze słuzy?
                      Dodam jeszcze,
                      > że moja usta także nie służą do wkładania tam penisa. Masz coś do
                      dodania i w
                      > temacie ust?

                      Jeśli już w ogóle to piszesz raczej o odbycie, to co powszechnie
                      określane jest dupą to pewna grupa mięśni, pełni ona jakieś tam
                      funkcje (nie znam się na anatomii więc nie znam szczegółów), ale dla
                      mnie nie ma nic przyjemniejszego niż pogłaskanie tych mięśni
                      nalężących do pewnej osoby, chociaż pewnie ich anatomiczną funkcją
                      nie jest bycie głaskanymi przez moją dłoń. Podobnie z piersiami, z
                      punktu widzenia anatomii, to po prostu gruczoły mlekowe służące do
                      karmienia potomstwa. Mnie natomiast sprawia przyjemność ich
                      pieszczenie, chociaż z Twoim radykalnym podejściem do pewnych
                      kwestii pewnie nie powinno, bo piersi służą do karmienia.

                      Nie interesuje mnie co robisz ze swoją dupą, odbytem, piersiami i
                      fiutem. Czy odbywasz stosunki jedynie w celach prokreacyjnych
                      (przecież do tego służy współżycie płciowe, do płodzenia dzieci),
                      czy nie. Stosunki analne wcale nie są powszechniejsze w związkach
                      homoseksualnych niż w w heteroseksualnych. Nie rozumiem tylko
                      dlaczego tak radykalnie wypowiadasz się w tych kwestiach.

                      Jeśli już piszesz, że dupa służy do srania, to z łaski swojej
                      dodawaj zawsze: MOJA.

                      smile))
                      • tricolour Ja się wypowiadam radykalnie... 06.11.07, 09:32
                        ... bo mam takie przekonania. Ty się wypowiadasz tak, by zawsze było wygodnie.

                        Jak z kopiowaniem płyt...
                • z.odzysku wiecie co Panowie?.... 05.11.07, 19:03
                  ... wstyd mi w tym momencie za facetów.

                  I33 zadała poważne pytania w tym wątku, a wy zrobiliście z tego
                  rynsztokową dyskusję o dupie, dziurach i innych szczegółach
                  anatomicznych. Do tego w formie nijak nie pasującej do tematu wątku.
                  Jak was tak te tematy fascynują, to przejdźcie na priv, albo co
                  najmniej załóżcie nowy wątek.
                  • a.niech.to Re: wiecie co Panowie?.... 05.11.07, 19:50
                    Nie kwestionuję warstwy merytorycznej Twojego postu, lecz nasunęła
                    mi się następująca refleksja: chrzanią tu aż nudno, jednak potrafią
                    i o dziurach, ich przeznaczeniu i o ustach w całej ich wymowie.

                    Kto z nas potrafi na powyższe tematy rozmawiać z dzieckiem bez
                    skrępowania, patrząc w oczy w naturalny sposób? Radzę spróbować, bo
                    może się okazać, że rozmowa na najzwyklejszy temat, acz niewygodny
                    wielce, może być problemem. My tu sobie na Forum pierdu pierdu... a
                    obok real. Dobrze mieć świadomość, że ględząc, nie marnuje się
                    czasu, bo jest przełożenie.

                    • nangaparbat3 Re: wiecie co Panowie?.... 05.11.07, 20:21
                      > Kto z nas potrafi na powyższe tematy rozmawiać z dzieckiem bez
                      > skrępowania, patrząc w oczy w naturalny sposób?

                      Ja.
                      • cathy_bum Re: wiecie co Panowie?.... 06.11.07, 00:55
                        nangaparbat3 napisała:

                        > > Kto z nas potrafi na powyższe tematy rozmawiać z dzieckiem bez
                        > > skrępowania, patrząc w oczy w naturalny sposób?
                        >
                        > Ja.

                        Ja także.
                        • a.niech.to Re: wiecie co Panowie?.... 06.11.07, 06:47
                          Najwyraźniej jestem do tyłu. Ostatecznie są jeszcze trudniejsze:
                          polityka i ekonomia. Nie będę z dzieckiem rozmawiać o wszystkim, bo
                          mam swoje predyspozycje, nie będę się douczać, żeby gaworzyć ze
                          szczeniakiem. Akurat!
                    • z.odzysku Re: wiecie co Panowie?.... 06.11.07, 09:11
                      a.niech.to napisała:

                      > ...Kto z nas potrafi na powyższe tematy rozmawiać z dzieckiem bez
                      > skrępowania, patrząc w oczy w naturalny sposób? Radzę spróbować,
                      > bo może się okazać, że rozmowa na najzwyklejszy temat, acz
                      > niewygodny wielce, może być problemem...

                      Rozmawiam z córkami otwarcie na wiele tematów. Mówię im co myślę,
                      pytam o ich zdanie. Dyskutujemy. Uważam jednak, że są tematy,
                      których nie powinienem rozpoczynać. Nie teraz, nie w ich wieku. Co
                      innego, kiedy same zapytają. Wtedy rozmawiam z nimi otwarcie i bez
                      skrępowania, ale nie wchodzę w "barwne" szczegóły.
                      • a.niech.to Re: wiecie co Panowie?.... 06.11.07, 09:54
                        z.odzysku napisał:

                        > są tematy,
                        > których nie powinienem rozpoczynać. Nie teraz, nie w ich wieku. Co
                        > innego, kiedy same zapytają. Wtedy rozmawiam z nimi otwarcie i bez
                        > skrępowania, ale nie wchodzę w "barwne" szczegóły.
                        Myślę, że tym sposobem magazynujemy tematy tabu i uczymy, że
                        normalną rzeczą są przemilczenia. Ktoś musi być dojrzalszy i wziąć
                        na siebie trud nawiązania rozmowy na niewygodny temat, naturalnie z
                        wyczuciem, czasem wystarczy sygnał... i krok do tyłu. Poziom
                        dokładności/dosłowności określają oboje rozmówców. Naturalną jest
                        rzeczą, że są takie miejsca, do których nie zaprasza się nikogo.
                        Nic nie kształtuje tak człowieka jak osobisty przykład wychowawcy;
                        jeśli mój syn ma kiedyś swobodnie komunikować się z żoną, muszę mu
                        dać okazję, by nauczył się tego na mnie.
                        • z.odzysku Re: wiecie co Panowie?.... 06.11.07, 10:17
                          a.niech.to napisała:
                          > Myślę, że tym sposobem magazynujemy tematy tabu i uczymy, że
                          > normalną rzeczą są przemilczenia. Ktoś musi być dojrzalszy i wziąć
                          > na siebie trud nawiązania rozmowy na niewygodny temat, naturalnie
                          > z wyczuciem, czasem wystarczy sygnał... i krok do tyłu.

                          Masz rację co do tej teorii magazynowania. To kiepska sprawa
                          wziąwszy pod uwagę rozwój dzieci. Uważam jednak, że nie ma co na
                          siłę rozpoczynać tematy, na które dzieci mogą być jeszcze niegotowe.
                          Sztuką jest wychwycić ten sygnał gotowości do rozmowy i wtedy
                          rozwinąć temat.


                          > Poziom dokładności/dosłowności określają oboje rozmówców.

                          Racja, ale w rozmowie z dziećmi (szczególnie młodszymi) dobrze jest
                          kiedy rodzic steruje tą dokładnością. Jestem przeciwnikiem
                          stwierdzeń typu: "nie powiem Ci tego, bo jesteś za mały(-a)".
                          Uważam, że trzeba tłumaczyć i szczerze odpowiadać na pytania dzieci,
                          ale rozmowę dostosować do percepcji dziecka.
                          • a.niech.to Re: wiecie co Panowie?.... 06.11.07, 10:22
                            z.odzysku napisał:

                            > Uważam jednak, że nie ma co na
                            > siłę rozpoczynać tematy, na które dzieci mogą być jeszcze
                            niegotowe.
                            > Sztuką jest wychwycić ten sygnał gotowości do rozmowy i wtedy
                            > rozwinąć temat.
                            Mówisz o wykorzystaniu sytuacji wychowawczej, nie ma nic lepszego,
                            lecz czasem trzeba ją tworzyć samemu.
                            >
                            > > Poziom dokładności/dosłowności określają oboje rozmówców.
                            >
                            > Racja, ale w rozmowie z dziećmi (szczególnie młodszymi) dobrze
                            jest
                            > kiedy rodzic steruje tą dokładnością. Jestem przeciwnikiem
                            > stwierdzeń typu: "nie powiem Ci tego, bo jesteś za mały(-a)".
                            > Uważam, że trzeba tłumaczyć i szczerze odpowiadać na pytania
                            dzieci,
                            > ale rozmowę dostosować do percepcji dziecka.
                            >
                            >
                            • a.niech.to Re: wiecie co Panowie?.... 06.11.07, 10:25
                              Co do reszty, zgadza się. Klepnęłam za wcześnie. Wiek metrykalny i
                              psychiczny to dwie różne rzeczy, bywa baaaardzo odległe.
                            • z.odzysku Tak, dokładnie o tym mówię... 06.11.07, 10:31
                              a.niech.to napisała:
                              > Mówisz o wykorzystaniu sytuacji wychowawczej, nie ma nic lepszego,
                              > lecz czasem trzeba ją tworzyć samemu.

                              Tworzenie na siłę sytuacji wychowawczych jest chyba dość ryzykowne,
                              bo może wywołać odwrotny skutek, albo zniechęcenie.
                              Co innego, kiedy widać, że dziecko sobie z czymś nie radzi (lub
                              zdradza symptomy) i trzeba go tego nauczyć. Wtedy trzeba się wysilić
                              intelektualnie i sytuację wychowawczą trzeba wykreować.
                        • nangaparbat3 Re: wiecie co Panowie?.... 06.11.07, 21:15
                          a ja myślę, że Z odzysku ma rację - nie zaczynać tematu, ale kiedy dziecko
                          zacznie, odpowiadać rzeczowo, konkretnie, bez owijania w bawelnę, ale też bez
                          "barwnych szczegołow".
                          To zdaje egzamin.
                          W ogole uważam, ze z dziecmi trzeba mowic tylko o tym, o czym one chcą - własne
                          tematy dawkować kroplomierzem.
                          • a.niech.to Re: wiecie co Panowie?.... 07.11.07, 08:03
                            nangaparbat3 napisała:

                            > W ogole uważam, ze z dziecmi trzeba mowic tylko o tym, o czym one
                            chcą - własne
                            > tematy dawkować kroplomierzem.
                            Brakuje mi tu symetrii nie dlatego, żebym się paliła do zwierzeń
                            przed dziećmi, ale jak im pokazać, że mają mówić bliskiej osobie o
                            tym, co ważne, jeśli ja sama tego nie robię? Nie chciałabym, aby w
                            przyszłe, dorosłe związki wkroczyły niemowy.
                            Tak przy okazji, kilka razy zagrałam dość osobiście i - ku mojemu
                            zdziwieniu - nie chwycili piłki. To daje do myślenia mnie jako
                            kobiecie i jako matce. Brak symetrii? Przegięcie? Normalka? W każdym
                            razie pouczające zjawisko.
                            • sylwiamich Re: Testy;))) 07.11.07, 08:09
                              Wyobrażcie sobie że w waszym domu mieszka dziecię o konstrukcji
                              psychicznej podobnej do kogokolwiek z forum, kto jest z zupełnie
                              innej bajki.I teraz wychowujcie....to by dopiero była zabawa.Ja
                              wybieram Tri i z-mazur.Jak dla mnie największe wyzwanie.We dwóch
                              koniecznie.Ale jakże ciekawiesmile))))
                              • a.niech.to Re: Testy;))) 07.11.07, 08:14
                                Najchętniej usynowiłabym Arona i punktowałabym jego zamiłowanie do
                                uproszczeń.
                                • a.niech.to Re: Testy;))) 07.11.07, 08:24
                                  Gdyby córcię - oczywiście Ivon - po to, zeby jej pokazać, że życie
                                  nie jest tak bardzo logiczne i nie warto zastanawiać się nad każdym
                                  krokiem, bo można wiele stracić z tego, co jest solą/pieprzem.
                                  Dążyłabym do rozsznurowania jej gorsecika ułożonej panienki, to musi
                                  być niewygodne, przyciasne.
                                  Pozdrawiam przy okazji!
                                  • sylwiamich Re: E tam 07.11.07, 08:49
                                    Wychowywanie dzieci to nie następny etat.Nie ma punktacji i nikt nie
                                    zabiera prawa do posiadaniasmile)))Więc trzeba się z tego cieszyć i
                                    czerpać przyjemnośc z prostowania i krzywienia ścieżek.Czasami
                                    przypomina zabawę z ciastem na pizze....rozciągniesz...odwracasz się
                                    a tu z powrotem takie samo.Rozciągniesz...a tu dziura.I nie ma co
                                    się punktować....to przyjemność.Pogoda ducha i cierpliwość nie biorą
                                    się z wyrabiania normy i spełaniania warunków....
                                  • sylwiamich Re: Testy;))) 07.11.07, 08:51
                                    a.niech.to napisała:

                                    > Gdyby córcię - oczywiście Ivon - po to, zeby jej pokazać, że życie
                                    > nie jest tak bardzo logiczne i nie warto zastanawiać się nad
                                    każdym
                                    > krokiem, bo można wiele stracić z tego, co jest solą/pieprzem.
                                    > Dążyłabym do rozsznurowania jej gorsecika ułożonej panienki, to
                                    musi
                                    > być niewygodne, przyciasne.
                                    > Pozdrawiam przy okazji!

                                    A czemu? Jak jej tak dobrze? Jak wystaje to kanty przytrzeć? E
                                    tam...niech se rośnie taka jak lubi.Kanty świat na zewnątrz będzie
                                    przycierał...mama będzie to tłumaczyć, rozśmieszać i ocierać łzysmile))
                                  • aron95 Re: Testy;))) 07.11.07, 09:28
                                    a.niech.to - po Twoich opisach to aronek z ivonką by pasowali do siebie
                                    ha ha

                            • nangaparbat3 jak zwykle 07.11.07, 09:42
                              nieprecyzyjnie sie wyraziłam - pisząc "własne tematy" miałam na myśli to
                              wszystko, co chcemy dzieciom wpoić, przekazać jako naukę, wszystkie smrodki
                              dydaktyczne i morały.
                              Co do zwierzeń na własny temat - parę razy usłyszałam od corki "nie mow o tym,
                              nie chce tego słuchać"- i za kazdym razem miała rację, po spojrzeniu z zewnatrz
                              rozumiałam, ze przekroczyłam granice. szczesciem ona szybko reaguje - bo w
                              takiej bardzo bliskiej relacji z dzieckiem łatwo niebezpiecznie przesunac
                              granice zwierzeń. A powinno byc jasne, kto w tym układzie jest dzieckiem, kto
                              matką/ojcem.
                      • cathy_bum Re: wiecie co Panowie?.... 06.11.07, 11:34
                        Barwne szczegóły potrzebne nie są. Nie chodzi wszak o to, by
                        małolaty epatować jakimiś szokującymi dla nich informacjami.
                        Ale moim zdaniem nie ma tematów nieodpowiednich dla wieku. Wręcz
                        przeciwnie: pewne sprawy, które przewijają się "od zarania" w
                        rozmowach, naturalniej przychodzą w wieku dopytywania już o
                        trudniejsze, czy bardziej krępujące zagadnienia. Żeby na konkretach
                        operować: dawniej były rozmowy "skąd się biorą dzieci?", teraz już
                        są po prostu o seksie.
                        Wypływają czasem takie pytania, że można się lekko zaczerwienić. Ale
                        cieszę się, że Młoda o to mnie pyta, a nie kolegów w szkole. I obie
                        mamy na tyle wprawy w tych rozmowach, że ona się głupio nie chichra
                        i nie ekscytuje nadmiernie, a ja odpowiadam niemal z równą łatwością
                        jak na temat cyklu rozwojowego biedronkiwink I wierzę, że dzięki
                        temu, kiedy seks stanie się częścią jej życia, a nie tylko teorią,
                        będziemy obie umiały o tym szczerze pogadać. Myślę, że tak...
                  • i33 Re:panowie! 06.11.07, 13:50
                    ano troche zboczyło z toru....ale przełkne---niech poleci do
                    żoładka...itd
                    z mazureczku--ja tez zwracam uwage na męskie -----gluteus minimus
                    maximus medius -przyobleczone napięta skórką
                    a imć tricolour----bywa hmm---wielobarwny---taka męska żyleta z
                    niego! mówią że jak byk dużo pyszczy to nie znaczy że tyle samo
                    bodzie!
      • i33 Re: To nie takie trudne... 03.11.07, 19:27
        załózmy że nie ma przykładu albo co gorsza za ciecawy nie był ten
        wzór
    • miedzianakonefka Re: jak wychowywać .. 03.11.07, 17:31
      Bardzo łatwo skrzywdzić dziecko. Szczególnie "urabiając" kruchą
      psychikę na sposób odpowiadający wyobrażeniu dorosłego. Bardzo
      miałbym się na baczności, tym bardziej jeżeli dziecko jest płci
      przeciwnej niż rodzic. Lepiej z tym uważaj, żeby potem w szkole czy
      wśród rówieśników nie było nieakceptowane lub wyszydzane jako ten
      inny.

      Alleluja i do przodu...
      • a.niech.to Re: jak wychowywać .. 03.11.07, 17:38
        Czy mógłbyś konkretnie? Najlepiej przytocz jakiś przykład. Ja jako
        kobieta po rozwodzie, matka dzieciom, nie najmłodsza, obciążona
        chorobą... . Rozumiesz?
        • i33 Re: jak wychowywać .. 03.11.07, 19:36
          no ja też nie rozumiem czego jaś miałby się wstydzić wyszydzany jako
          kto?na czym ma polegać jego inność?
          czy jeśli bedzie bardziej niż inni okazywał czułość,jeśli nie
          bedzie lubiał bijatyk---na ten przykład.?
          mam syna jednego wśród samych bab nawet kot i pies suki
          staram się żeby robił to co dziewczyny jeśli idzie o prace w
          domu,ale nie każe mu na balet chodzić...
          chociaż nie mam nic przeciwko tancerzom i znam całkiem fajnego ,
          tylko ten sztuki walk wschodu ćwiczył zarazem....
        • miedzianakonefka Re: jak wychowywać .. 04.11.07, 20:29
          Nie napisałem że się nie da. Zalecałem tylko ostrożność. Bo jak
          wiadomo chłopaki mają inne priorytety a dziewczynki inne. To są dwa
          różne światy i trzeba to brać pod uwagę. Jak przykład mogę podać...
          siebie. Mama przychylałą mi nieba i uczyła o odpowiedzialności i nie
          robieniu krzywdy, za to ze szkoły wracałem często z rozbitym nosem i
          tyłkiem skopanym przez męskich mężczyzn z drugiej-trzeciej klasy.
          Pomogła dopiero bijatyka z największym kozakiem która choć przegrana
          ustawiła mnie w oczach klasy jako zwykłego chłopaka a nie
          ciamciaramcię którą każdy może wykorzystywać. Uwierz że dla mnie w
          wieku tych ośmiu-dziewięciu lat było to ogromne zwycięstwo i czułem
          wtedy że odzyskałem siebie dla siebie. Za to później... wszystkie
          laski które znałem podrywali mi faceci którzy się nie trzaskali,
          chlali browar i rzucali grubym słowem. A ja zostawałem w domu
          słuchając dołującej muzyki. Tak szczerze to oduczenie się tych
          dziwnych zasad wpojonych zresztą dla mojego dobra zajęło mi sporo
          lat tongue_out

          Alleluja i do przodu...
          • a.niech.to Re: jak wychowywać .. 05.11.07, 08:04
            miedzianakonefka napisał:

            > Mama przychylałą mi nieba i uczyła o odpowiedzialności i nie
            > robieniu krzywdy, za to ze szkoły wracałem często z rozbitym nosem
            i
            > tyłkiem skopanym przez męskich mężczyzn z drugiej-trzeciej klasy.
            > Pomogła dopiero bijatyka z największym kozakiem która choć
            przegrana
            > ustawiła mnie w oczach klasy jako zwykłego chłopaka a nie
            > ciamciaramcię którą każdy może wykorzystywać. Uwierz że dla mnie w
            > wieku tych ośmiu-dziewięciu lat było to ogromne zwycięstwo i
            czułem
            > wtedy że odzyskałem siebie dla siebie.
            Mówisz o subtelnej granicy między agresją a samoobroną. Na ogół ona
            jest wyczuwalna, kiedy chłopak do pionu ustawia własnego ojca, gdy
            ten zachowuje się jak niedorostek.
            > wszystkie
            > laski które znałem podrywali mi faceci którzy się nie trzaskali,
            > chlali browar i rzucali grubym słowem.
            Nie sądzę, byś akurat tych lasek miał szczególnie żałować.
            > A ja zostawałem w domu
            > słuchając dołującej muzyki.
            Sporo lasek tak jak i Ty w tym samym czasie siedziało po kątach.
            > oduczenie się tych
            > dziwnych zasad wpojonych zresztą dla mojego dobra zajęło mi sporo
            > lat tongue_out
            Rozjaśniłeś mi w głowie. Dzięki za osobisty post, w necie to
            rzadkość.

          • i33 Re: jak wychowywać .. 05.11.07, 09:57
            no o ten dylemat bicia też mi chodziło...
            jak mówić postępować by nie krzywdził ale nie był ciamciaramcią jak
            powiedział <miedzianykonefek>......a czy ty wiesz że maz rodzaj
            żeński---facet?
            mam 1 syna , nie jestem jakby to powiedzieć --całkowicie skobieciała-
            --bo razem słuchamy np męskiej muzyki [nie heavy metal nie, ani
            rap],mamy obydwoje zamiłowanie do walk wschodnich ---więc rozumiem
            go troche---------------i jeśli idzie o obrone to i tak miałam
            dylematy, bo z jednej strony Chrytus i jego mistrzowskie ---wybaczaj
            i koniec z odwetem,,,,a z drugiej strony sama po swoim życiu powiem
            że jak nie wziełam za fraki chłopaka i poniosłam przyciskając go do
            muru----do się nie odczepił---tylko to poskutkowało---to oczywiście
            w dzieciństwie----omijał mnie z daleka
            mówie młodemu "nie krzywdz a broń jeśli możesz, np używaj bloków a
            nie kop..."
            ale bywają czasem takie sytuacje że nie wiem co mam robić,,,ludzie
            postępują nie fairjeśli ktoś jest łagodny i pomocny ---to nawet ten
            obroniony pokazuje póżniej jęzor albo wykorzystują------dorosły
            potrafi sobie to wytłumaczyć---dziecku trudniej...
    • a.niech.to Re: jak wychowywać .. 03.11.07, 19:46
      Myślę, że poprzez kontakt z rozumną matką (teoria + praktyka)można
      wychować mężczyzn dobrze funkcjonujących w związkach. Jako sensowny
      przykład rodzinnego faceta warto wskazywać kogoś z otoczenia a nawet
      parę osób reprezentujących pożądane cechy.
      • i33 Re: jak wychowywać .. 03.11.07, 20:17
        z tym się zgadzam ...no i rozmawiać rozmawiać ............
        • sylwiamich Re: jak wychowywać .. 04.11.07, 14:44
          Nie ma żadnej metody.Gdyby była jedna, właściwa...kase by na tym
          ktoś zarobił.Znam rodziny cudne, dzieci trudne i na odwrót.Mój brat
          był chowany zupełnie bez ojca.I nie jako mężczyzna, jako
          człowiek.Stał mi i matce w trudnych czasach po podpaski, gotował
          zrazem z nami.Ja uczyłam go wymieniać zamek w drzwiach.W tej chwili
          na prośbę bratowej trzyma kasę, decycje podejmują wspólnie.Potrafi
          zachować się jak ostatnie chamidło,prostak i męski szowinista.Ale
          ona go kocha i ceni za inne rzeczy.Dzieci się wychowaja po swojemu,
          starajmy się modelować odchyły.A czasami oni wychowują nas...warto
          posłuchać.
    • nangaparbat3 a tak: 04.11.07, 17:18
      jak osa się topi w kaluży, to jej podłozyć listek czy patyczek, żeby miała sie
      poczy wygramolic, i uratować.
      Jak kopie psa, to powiedzieć: nie rob tego, bo go to boli (a nie: bo cie ugryzie
      - słyszałam na własne uszy).
      Jak jemu jest źle i smutno, pożalować, i powiedzieć, ze kazdemu czasem tak jest,
      ale ze to mija.
      Itd.
      • a.niech.to Re: a tak: 05.11.07, 08:15
        nangaparbat3 napisała:

        > Jak kopie psa, to powiedzieć: nie rob tego, bo go to boli (a nie:
        bo cie ugryzi
        > e
        Posuwam się dalej i w skrajnej sytuacji próby fizycznego ataku
        przywalę w ten sam wyszukany sposób, coby poczuło, jak smakuje to,
        czym mnie chce uraczyć. Liczę na moment refleksji, że jeśli się
        podnosi rękę przeciwko komuś, można samemu oberwać, a to boli.
        Starszyźnie funduję przekaz oparty o informację zwrotną i opatrzony
        komentarzem czy raczej pytaniem o celowość ataku/obrony. Próbuję iść
        dalej, że niekoniecznie bić po pysku, bo przecież są miękkie
        metody, przynoszące zamierzony skutek.
        Trudne to wszystko jak kruchy lód. Spijam, co naważyłam. Żeby o mnie
        chodziło, z Bogiem sprawa. Była kulawa rodzina, rozwiązana rozwodem,
        ich życie - moja odpowiedzialność.
    • akacjax Re: jak wychowywać .. 05.11.07, 09:46
      Natura tak urządziła, że dzieci mają dwoje rodziców, do tego na tyle różnie widzących świat, że dostaje komplet. Oczywiście to stan idealny, ale tak nie jest. Jednak w miarę sprawna uczuciowo rodzina wydaje w miare sprawne uczuciowo owoce-czyli dzieci.

      Gdy trzeba zmierzyć się w pojedynkę-różnie bywa. Oczywiście zależy, czy jest sie faktycznie jedno-rodzicem, czy tylko jednym z rodziców, choć nie mieszka się z drugim.

      Mówiono-matka jest by zabraniać, ojciec, by przyzwalać. Coś w tym jest. Ponoć dla chłopców łatwiej wstawić ersatz ojca-jakiś wzór(widać natura była mądra-to ojcowie częściej ginęli...).

      Gdy czytam post nangi-to wszystko uczy wielkiej wrażliwości, ale ja-nienawidząca wojen muszę zauważyć, że ucząc syna tak-uniemożliwię mu postawę obronną wobec bliskich. Bo niestety czasem trzeba kogoś zranić broniąc cierpiącego bliskiego.
      • i33 Re: jak wychowywać .. 05.11.07, 10:14
        no więc właśnie nie w każdym domku jest to jasne czarne i
        białe,jestem generalnie za pokazywaniem dobrej postawy---bo i mówią
        że jak dzieci widzą kochających się szczęśliwych rodziców---to 90%
        dobrego wychowania bez wielkich starań...
        ale jak jest 1 z dwojga albo jedno drugie gnębi poniża...albo jedno
        drugiemu na złość ty dziecku nie wolno a on że właśnie tak-ty jemu
        nie bij---a on "lej skurw....."itd---
        mnie się czasem wydaje że wychowanie to walka po takich związkach----
        kto kogo "przebije"---a i nie chodzi przecież żeby kolejne pranie
        mózgu było---żeby rozumiały istnienie prawidłowości zasady funkcj. w
        rodzinie---co skad dlaczego i że tak było żle-----------i
        jednocześnie nie urobić---------------bo przecież mają też być sobą--
        -myśleć same z siebie---chodzi mi o nie niszczenie indywidualności i
        nie montowanie kolejnych matryc...
        cholera-
        • cathy_bum Re: jak wychowywać .. 05.11.07, 10:29
          Wzorem mężczyzny wcale nie musi być ojciec. A przynajmniej nie musi
          być jedynym wzorem. Dla mojej córy wzorem niedoścignionym jest np.
          mój ojczym. Jej tata trochę odbudował utracone zaufanie, ale i tak
          wyznacznikiem tego, jaki powinien być facet, zawsze chyba będzie
          dziadek. Poza tym ma kontakt z wieloma mężczyznami: trenerem,
          harcerzami, moimi przyjaciółmi itd. Myślę, że wnioski wyciąga na
          podstawie obserwacji całego tego zbioru. Dbam, by miała dobry
          kontakt z wieloma osobami. Dla dziewczynki też jest ważne, by znać
          ten dobry wzorzec.
        • a.niech.to Re: jak wychowywać .. 05.11.07, 10:43
          i33 napisała:

          > jednocześnie nie urobić---------------bo przecież mają też być
          sobą--
          > -myśleć same z siebie---chodzi mi o nie niszczenie indywidualności
          i
          > nie montowanie kolejnych matryc...
          Często trzeba się ograniczyć do poprzestania na otwartych pytaniach,
          a jęzor świerzbi, żeby odpowiedzieć. Istnieją zastrzeżenia, że
          prezentujemy jedynie własny punkt widzenia, a więc na pewno nie
          jedynie słuszny.
          > cięzko naprawić nie uszkodzić
          > panować ale nie być tyranem i odwrotnie nie pozwolić na
          > pajdokracje...
          Wychowanie powinno byś skupioną interakcją. W pewnym momencie
          zaczyna się budować przyjacielskie związki ze smarkaczem, a więc
          coraz więcej miejsca dla niego na wspólnej płaszczyźnie i wzmożonej
          uwagi, aby nie ulec pokusie samotnych mamuś i nie uczynić z syna
          ersatzu mężczyzny.
          • akacjax Re: jak wychowywać .. 05.11.07, 12:06
            aby nie ulec pokusie samotnych mamuś i nie uczynić z syna
            > ersatzu mężczyzny

            To chyba nie tylko domena samotnych matek. Równie ważne, by ojciec nie tworzył z córki księżniczki.

            jedno jest pewne-nie da sie, nie można, nawet nie wolno próbować by być dla dziecka i ojcem i matką.


            ale jak jest 1 z dwojga albo jedno drugie gnębi poniża...albo jedno
            drugiemu na złość ty dziecku nie wolno a on że właśnie tak-ty jemu
            nie bij---a on "lej skurw....."itd--

            Taki opis sugeruje rodzinę totalnie zachwianą w swych zasadach. Taka rodzina nie działa dziecku na dobre. Dorośli ludzie, a jednak nie można mówić, że mają dorosłe zachowania.
            • a.niech.to Re: jak wychowywać .. 05.11.07, 12:21
              akacjax napisała:

              > jedno jest pewne-nie da sie, nie można, nawet nie wolno próbować
              by być dla dzi
              > ecka i ojcem i matką.
              Staram się być dla dzieci człowiekiem w kobiecej odmianie. Jestem
              pełna obaw, czy dobrze się wywiązuję z roli samotnej matki. Pociesza
              mnie trochę niezmienny fakt z mojego życiorysu; pomimo obaw,
              samokrytycyzmu, ciągłego braku satysfakcji z powodu niedociągnięć,
              jeśli spojrzałam na swoją dzialalność na tle innych, wypadała
              całkiem nieźle...hm...czasem bardzo dobrze. Z natury jestem
              perfekcjonistką. Nikt nie jest doskonały.

      • nangaparbat3 Akacjo 05.11.07, 20:17
        akacjax napisała:

        > Gdy czytam post nangi-to wszystko uczy wielkiej wrażliwości, ale ja-nienawidząc
        > a wojen muszę zauważyć, że ucząc syna tak-uniemożliwię mu postawę obronną wobec
        > bliskich. Bo niestety czasem trzeba kogoś zranić broniąc cierpiącego bliskiego.

        Odpowiadałam na pytanie: jak wychowac empatycznego czlowieka?
        bo tak zrozumiałam post i33.
        Zauwaz też, ze przykłady z osa i psem uczą, zeby sie nie bać.
        Bo to tez chyba na jedno wychodzi - tchórz nie moze byc empatyczny, bo niby jak?
        Ale o empatii często mówi sie "wrażliwość", myląc ją z wrazliwością osoby
        skupionej na sobie i w rzeczywistosci przepelnionej agresja, bo pelnej lęków.
        Tak to sie wszystko miesza.
        • a.niech.to Re: Akacjo 06.11.07, 06:51
          nangaparbat3 napisała:

          > jak wychowac empatycznego czlowieka?
          > bo tak zrozumiałam post i33.
          > Zauwaz też, ze przykłady z osa i psem uczą, zeby sie nie bać.
          > Bo to tez chyba na jedno wychodzi - tchórz nie moze byc
          empatyczny, bo niby jak
          > ?
          Świetnie rozumie lęk i jego mechanizmy. Empatycznym można być nawet
          w podłości (he he he he) - współradość świnienia.
          > Ale o empatii często mówi sie "wrażliwość", myląc ją z
          wrazliwością osoby
          > skupionej na sobie i w rzeczywistosci przepelnionej agresja, bo
          pelnej lęków.
          > Tak to sie wszystko miesza.
        • akacjax Re: empatia to nie wszystko 06.11.07, 08:33
          Zrozumiałm Twoje inetncje. Jednak uważam, że trzeba szukać złotych środków.
          Nadmiar empatii jest objawem pewnej niedoskonałości własnej. Zwłaszcza gdy braknie właściwego nakierowania, właściwych priorytetów.
          Moja mama, nauczycielka, nie opuściła w potrzebie żadnego ucznia, gorzej już było z własnymi dziecmi, brakowało i czasu i siły. Znam wspaniałego lekarza, ludzie mówią, że to taki prawdziwy doktor z powołania, wiem, że bardzo troszczy się o pacjentów, tylko zapomina, że dla nich ciagle zostawia w domu żonę z maleńkim dzieckiem....

          Gdyby była recepta jak wychować-to już i my byśmy ją znali. I nie robili tego po omacku.
          Wychowanie zaczyna się od naszych postaw, naszych nieuświadamianych zasad, wartości.
          I nawet jeżeli wychowujemy z przekonaniem, że kierujemy się słusznymi wytycznymi-nie zawsze w efekcie jest to takie jak nam się wydawało być.
          Niektórzy mówią, że wychowanie kończy się w wieku pięciu lat. I coś w tym jest, sama widzę, że główne cechy moich dzieci pozostały takie same. Choć szkoła podstawowa trochę stłumiła entuzjazm życiowy mojego syna.(nie lubią tam dzieci, które mają własne zdanie). Środowisko, w którym się przebywa ma nieoceniony wpływ na młodego człowieka, przecież w pewnym wieku to dziecko w domu przebywa na jawiesmilezaledwie kilka godzin, większość czasu spędzając poza domem(lub śpiąc).

          • a.niech.to Re: empatia to nie wszystko 06.11.07, 08:44
            akacjax napisała:

            > Niektórzy mówią, że wychowanie kończy się w wieku pięciu lat. I
            coś w tym jest,
            > sama widzę, że główne cechy moich dzieci pozostały takie same.
            Rozwój człowieka trwa całe życie, jest usprawnianie, modelowanie. W
            takim sensie rozumiem współtworznie człowieka starszego od
            pięciolatka.
          • nangaparbat3 Re: empatia to nie wszystko 06.11.07, 21:25
            akacjax napisała:

            > Zrozumiałm Twoje inetncje. Jednak uważam, że trzeba szukać złotych środków.
            > Nadmiar empatii jest objawem pewnej niedoskonałości własnej. Zwłaszcza gdy brak
            > nie właściwego nakierowania, właściwych priorytetów.
            > Moja mama, nauczycielka, nie opuściła w potrzebie żadnego ucznia, gorzej już by
            > ło z własnymi dziecmi, brakowało i czasu i siły. Znam wspaniałego lekarza, ludz
            > ie mówią, że to taki prawdziwy doktor z powołania, wiem, że bardzo troszczy się
            > o pacjentów, tylko zapomina, że dla nich ciagle zostawia w domu żonę z maleńki
            > m dzieckiem....

            Dlatego Judym porzucił Joasie - i slusznie, jak widać.
            ale powtarzam - nie pisalam o wychowaniu w ogole, tylko odpowiadalam na
            konkretne zapotrzebowanie Autorki wątku.

            > Gdyby była recepta jak wychować-to już i my byśmy ją znali. I nie robili tego p
            > o omacku.
            > Wychowanie zaczyna się od naszych postaw, naszych nieuświadamianych zasad, wart
            > ości.
            > I nawet jeżeli wychowujemy z przekonaniem, że kierujemy się słusznymi wytycznym
            > i-nie zawsze w efekcie jest to takie jak nam się wydawało być.

            A pewnie. Co wiecej zauważyłam, ze im bardziej przemyslane metody stosuje, tym
            bardziej opłakane skutki.


            > Niektórzy mówią, że wychowanie kończy się w wieku pięciu lat. I coś w tym jest,
            > sama widzę, że główne cechy moich dzieci pozostały takie same. Choć szkoła pod
            > stawowa trochę stłumiła entuzjazm życiowy mojego syna.(nie lubią tam dzieci, kt
            > óre mają własne zdanie).

            Zawsze powtarzam, ze szkoła szkodzi.


            Środowisko, w którym się przebywa ma nieoceniony wpływ
            > na młodego człowieka, przecież w pewnym wieku to dziecko w domu przebywa na ja
            > wiesmilezaledwie kilka godzin, większość czasu spędzając poza domem(lub śpiąc).
            >
            To fakt.
            Ale mimo wszystko - mamy na nich wielki wpływ, nawet jak są nastolatkami - ale
            nie ma on nic wspolnego z dyscypliną , moralizowaniem i całym tym arsenałem
            "środków wychowawczych". To biega innymi sciezkami.
            Ostatnio zauwazyłam, że moje dziecko robi notatki dokładnie tak jak ja - a nigdy
            jej tego nie uczylam, nie pokazywałam. Moze wypatrzyła sama? A moze to wrodzone?
            Kiedy patrzę na dzieci w mojej rodzinie, nie moge uwierzyc, ile cech sie dziedziczy.
            • akacjax Re: empatia to nie wszystko 06.11.07, 23:03
              Ciekawe, czy były kiedykolwiek badania ile procent zachowań przejmujemy w genach, a ile z naśladownictwa, a ile faktycznie mogą wpoić nam rodzice?
              • a.niech.to Re: empatia to nie wszystko 07.11.07, 07:36
                Były i uzyskano dość sprzeczne wyniki. Jako próbę przyjęto bliźniaki
                jednojajowe wychowane w różnych środowiskach. Aby w świecie nauki
                zapanował spokój, uznano, że dziedziczenie z wychowaniem idą po
                połowie.
    • z.odzysku Re: jak wychowywać .. 05.11.07, 15:29
      i33 napisała:

      > ...adasia żeby był wspaniałym czułym odpowiedzialnum facetem?
      > żeby nie doświadczając czuł---dylematy kobiety matki,miesiączki
      > ciąży porodu, klimakterium....
      > żeby więcej kochał zamiast pożadać a ogień jego miłości był stały
      i
      > też przez niego podtrzymywany...?
      > motywowana ---postami i mężczyznami wokół ---jakich widze
      > pomózcie odnależć mi szacunek do płci męskiej...
      >

      Wydaje mi się, że jedyne co możesz zrobić, to ofiarować mu tyle
      miłości ile zdołasz. Mądrej miłości, nie nadopiekuńczości, w którą
      łatwo wpaść w sytuacji samodzielnego wychowywania dziecka. Rozmawiaj
      z nim na wszystkie tematy na jego poziomie percepcji. Żadnych nie
      unikaj. Bądź szczera, ale zachowaj swoje granice. Mów mu co Cię
      cieszy i pokazuj jak się śmiejesz, mów mu co Cię smuci i wytłumacz
      dlaczego płaczesz... Pokaż mu jaka Ty jesteś w stosunku do ludzi i
      świata, a wtedy będzie szansa, że weźmie z Ciebie przykład. Chociaż
      i tak nie ma gwarancji, że on skorzysta z tego przykładu. Na
      wychowanie bowiem ma wpływ całe otoczenie w jakim znajduje się
      dziecko: rodzice, szkoła, kościół, koledzy, telewizja, media, etc.
      etc..
      Nie ma chyba gotowych recept na dobre wychowanie. Własny przykład
      chyba jest najskuteczniejszy. W ogóle od pewego wieku dziecka
      rodzice mają już słaby wpływ na to, jakim będzie człowiekiem w
      przyszłości.

      Powodzenia i wytrwałości! smile

      M
    • aron95 Na współczesnego rycerza go wychowaj 05.11.07, 23:12
      Aby miał szacunek do starszych -miejsca ustapił, słabszych bronił - w obronie
      stanął ,matki słuchał - i nie pyskował , słowa dotrzymywał i swojego zdania bronił .
      • nangaparbat3 Popieram, Aron 05.11.07, 23:16
        I chce tez powiedziec, ze bardzo mi sie podobał tytuł Twego wyciętego wątku: Czy
        Bet jest czarownicą?
      • a.niech.to Re: Na współczesnego rycerza go wychowaj 06.11.07, 06:52
        Niewiele, nie?
        • a.niech.to Re: Na współczesnego rycerza go wychowaj 06.11.07, 07:07
          Ale przecież możliwe.
      • akacjax Re: Na współczesnego rycerza go wychowaj 06.11.07, 08:43
        > Aby miał szacunek do starszych -miejsca ustapił, słabszych bronił - w obronie
        > stanął ,matki słuchał - i nie pyskował , słowa dotrzymywał i swojego zdania bro
        > nił .

        Tylko to nie mówi jak to zrobić. A autorka wątku o to pyta.

        Ale jest w jej poście i pytanie-jak odnaleźć szacunek do płci męskiej.
        Nie chcę wchodzić w to, co to znaczy.
        A może tylko pyta-jak ponownie zaufać mężczyźnie?
        • a.niech.to Re: Na współczesnego rycerza go wychowaj 06.11.07, 08:47
          akacjax napisała:

          > > Aby miał szacunek do starszych -miejsca ustapił, słabszych
          bronił - w obr
          > onie
          > > stanął ,matki słuchał - i nie pyskował , słowa dotrzymywał i
          swojego zdan
          > ia bro
          > > nił .
          >
          > Tylko to nie mówi jak to zrobić. A autorka wątku o to pyta.
          Było o tym wcześniej, w/g mnie trafnie i wyczerpująco. Jeśli mało,
          wróćmy do tematu, bo ważki.
          • i33 Re: Na współczesnego rycerza go wychowaj 06.11.07, 09:06
            no ciekawa jestem bo w burzy mózgów coś wyjatkowego znależć
            można...ale też nie chodzi mi o to bym ja sama miała wskazówki jako
            takie doświadczenie i na wielkich błedach mam------ale dla nas---
            od dawna bowiem nurtuje mnie dlaczego jest tak dużo
            nieodpowiedzialnych facetów---ja ich bynajmniej widze za dużo-
            więc na przyszłość co robić by to zmienić----

            ładnie to napisał zodzyku ---po prostu kochaj!
            tylko że my to kochaj jak zaobserwowałam rozumiemy różnie---jedni
            troszczą się o synów ładnie ubierają , wymagają najwyżej pójścia po
            bułki,----a inni ---właściwie w nic nie ingerują
            i tu i tu widze i takich i owakich -bez reguły
            dla mnie kochać ---musi być mądzdrze nie głupio kochać---no i mam
            problem bo wtedy włacza się nadmierny krytyk...
            ganie się za to ---przemyślam, no i luzuje, a wtedy u dzieci włacza
            sie nadmierny"olewator"----------------no i tak balansuje między
            tymi skrajnosciami
            mówi się że kochać łatwo --naprawde?

            • a.niech.to Re: Na współczesnego rycerza go wychowaj 06.11.07, 10:03
              i33 napisała:

              > mówi się że kochać łatwo --naprawde?
              Nie popadajmy w przesadę. Sądzę, że jak długo towarzyszy nam
              refleksja nad tym, co robimy, nie jest źle. Nie popełnia błędów
              tylko ten, co zrzucił z siebie wszelką odpowiedzialność
              (materialną/moralną). Spierałabym się, że to najgorszy typ rodzica,
              pomijam patologie społeczne. Człowiek dojrzewając, musi mieć wyraźne
              punkty odniesienia, nawet po to tylko, żeby je zdecydowanie
              odrzucić.
          • tricolour Teoria jest piękna... 06.11.07, 09:06
            ... tylko jak ludzie, którzy nie potrafią stworzyć partnerskiego związku mogą
            wychować rycerskie dziecko?

            Ba, partnerskiego. Jakiegokolwiek, ale stabilnego...
            • z.odzysku To rzeczywiście może wydawać się trudne... 06.11.07, 09:14
              ... ale rycerskość objawia się nie tylko w relacjach z partnerem w
              związku, ale w relacjach ze wszystkimi otaczającymi nas ludźmi.
              Dlatego wychowanie do rycerskości, pomimo, że przez samotnego
              rodzica, wcale nie musi być takie trudne.
              • i33 Re: To rzeczywiście może wydawać się trudne... 06.11.07, 09:28
                bywa trudne czasem ale zgadzam się tzn wierze że możliwe...
              • tricolour Relacje z innymi ludźmi... 06.11.07, 09:28
                ... są na wzór i podobieństwo relacji z partnerem. Często ich nie ma, bo ze
                związku wychodzi sie z ranami, często są to relacje pokraczne. Związki
                nieformalne, szybkie numerki, tragiczne relacje z własnymi rodzicami, - to jest
                dziś standard. Czy z nich ma wyniknąć ta rycerskość?

                Ja daję spokój tym teoretycznym rozważaniom, a już w szczególności "wiedzy" jak
                wychować dziecko NA RYCERSKOŚĆ.
                • z_mazur Re: Relacje z innymi ludźmi... 06.11.07, 09:42
                  Nie przesadzajmy, relacje z międzyludzkie, to nie tylko relacje
                  pomiędzy parterami. Bywały na świecie całe powojenne pokolenia
                  wychowywane w niepełnych rodzinach i jakoś wyrastały na ludzi. Nie
                  ma co demonizować.

                  Inna sprawa, że rzeczywiście, takie teoretyzowanie o wychowywaniu na
                  rycerskość jest bez sensu. Wystarczy wychować na przyzwoitego
                  człowieka. smile
                • a.niech.to Re: Relacje z innymi ludźmi... 06.11.07, 10:20
                  tricolour napisał:

                  > Związki
                  > nieformalne, szybkie numerki, tragiczne relacje z własnymi
                  rodzicami, - to jes
                  > t
                  > dziś standard.
                  Gruba przesada, z całą pewnościa jest lepiej niż w przeszłości, np.
                  zanika dulszczyzna.
                  > Ja daję spokój tym teoretycznym rozważaniom, a już w
                  szczególności "wiedzy" jak
                  > wychować dziecko NA RYCERSKOŚĆ.
                  Mam problem większego kalibru: jak nauczyć dziecko dźwigać tę
                  rycerskość przez życie, żeby nie ciążyła, a może i nie przygniotła.
                  Rycerskość czy donkiszoteria? Nikła granica, prawda? Ideały-
                  pragmatyzm? Granice kompromisu? Balans jak nic. Pewnie, że dziecko
                  ma wybór, ale można umrzeć ze strachu albo się zapłakać, gdy życie
                  mu dokopie.
            • i33 Re: tak tri 06.11.07, 09:27
              nie da sie---ja jestem tego przykładem przez trzy lata łamałam się --
              --bo trzeba być razem dla dzieci-----dopóki nie zauważyłam że to
              one cierpią z takimi rodzicami---ich wychowanie--ich przyszłość----
              łamie się za każdą kłótnią, za każdym rzucaniem błotem szarpaniną
              przeciąganiem liny....
              jest mi lepiej samej---nie lżej!czuje się czaem tak jakbym na siłe
              chciała być i ojcem---robiła coś wbrew własnej naturze---rozdwajała
              sie...
              • a.niech.to Re: tak tri 06.11.07, 16:14
                i33 napisała:

                > czuje się czaem tak jakbym na siłe
                > chciała być i ojcem---robiła coś wbrew własnej naturze---
                rozdwajała
                > sie...
                Problem bycia matkojcem... Wiem, że teoria głosi, iż nie jest to
                możliwe, a jednak kusi... Rekompensata za co? Wątpliwy dług w
                przypadku mojej rodziny.
            • a.niech.to Re: Teoria jest piękna... 06.11.07, 10:04
              Pamiętasz kobitki od Salomona?
      • z.odzysku Zgadzam się z Aronem n/txt 06.11.07, 08:50

        • i33 Re: Zgadzam się z Aronem n/txt 06.11.07, 09:18
          jasne macie racjae--zacunek tolerancja pomoc-----kutuazja nawet
          strasznie lubie to słowo genltman----chciałabym żeby funkcjonowało
          odrodziło się...nie musi z melonikiem!
          patrząc na swego eksa[tego neksia]-który ma problemy z agresją--
          czemu?---dążac --myśle że ogromne znaczeniae dla chłopca ma by
          pozwolić mu na swobodne realizowanie zainteresowań, nie negowanie
          naśmiewanie,inwigilowanie takie--"po co ci to?"lepiej byś za to się
          wziął!"
          realizacja, spełnienie----to tez męska rzecz nie tylko facet
          uzyskuje to coś umiejąc się bić, przeciwnie wartość samego siebie
          wzrasta w umiejętności, byciu ciekawym dla kogoś innego innym z
          powodu posiadania wiedzy umiejetności, albo dużych w jednej
          dziedzinie albo szerokich ogółem
          bo z kobietami to tak jest, nie zawsze też że bardziej chcemy być
          ładne zgrabne----przynmajmniej na początku---jesli bowiem uważane
          jesteśmy za atrakcyjne czujemy wiekszą wartość siebie jako kobiety

          chociaż odstające uszy bolą obie ołcie--np
          • i33 Re: Zgadzam się z Aronem n/txt 06.11.07, 09:20
            zjadam litery- przepraszam musze naoi;iwić klawiature
          • akacjax Re: 06.11.07, 10:15
            Jeżeli ktoś uważa, że aby wyrazić swoje zdanie trzeba się bić...

            > czemu?---dążac --myśle że ogromne znaczeniae dla chłopca ma by
            > pozwolić mu na swobodne realizowanie zainteresowań, nie negowanie
            > naśmiewanie,inwigilowanie takie--"po co ci to?"lepiej byś za to się
            > wziął!"

            Rozumiem, że to cytaty z m. Naśmiewanie się-od razu przekreśla wszystko.
            Dla każdego dziecka niezależnie od płci-ważne jest szukanie różnych emocji, zainteresowań. A rolą rodziców jest przyzwalanie i dawanie oparcia i podpórki tym bliżej im dziecko mniejsze.

      • a.niech.to Re: Na współczesnego rycerza go wychowaj 07.11.07, 08:10
        Wyraziłeś dokładnie to, co uczona głowa nazwała "gotowością do
        bohaterstwa", brzmi wzniośle, ale niesie zwykły przekaz - bądź
        porządnym człowiekiem. Warto nim być dla siebie. Jeśli udało mi się
        spotkać szczęśliwych ludzi, byli to porządni/przyzwoici. Umiem to
        nawet wyjaśnić' posiadali trwały fundament wartości i otaczali się
        podobnymi do siebie. Tylko tyle i aż tyle, tak proste jak
        skomplikowane.
    • aron95 Nieiwdzialna ręka 06.11.07, 18:29
      Pamiętacie taką akcję ? Organizacje takie jak ZUCHY , Harcerze
      Tam młody człowiek szlifował swój charakter .Tam był uczony rycerskich zachowań
      . Teraz w wychowywaniu brakuje Państwa , nie pomaga zupełnie .
      Jak źle wychowani rodzice mają dobrze wychować dzieci nie idzie .

      Test - Każ swojemu dziecku wykonać coś prostego np. przesadzić kwiatka w
      doniczce .
      Jaka dziecka reakcja ???

      1)wstało i to zrobiło - jest dobrze wychowany
      2)z wielkim ociąganiem i marudzeniem ale robi - wymaga pracy ale jest dobrze
      3)oburzone że ma coś zrobić i olewa - weź się za dzieciaka wychowanie póki nie
      za późno
      • z_mazur Re: Nieiwdzialna ręka 06.11.07, 19:58
        Jest jeszcze jedna opcja i ona mi się najbardziej podoba, szczególnie w wykonaniu mojej córki.
        Gdy w takiej sytuacji spokojnie patrząc na mnie pyta: po co i dlaczego ona ma to zrobić?

        smile)))
        • aron95 Re: Nieiwdzialna ręka 06.11.07, 23:39
          Dobre pytanie córka zadaje . Tylko co odpowie jak takie same pytanie dostanie od
          swego potomstwa ?
    • natasza39 Wychowałam takiego faceta. 07.11.07, 00:58

      Takiego co rozumie kobiety, który je szanuje, który wie, że kobieta ma PMS, że
      ma menstruację, że czasem trzeba jej odpuścic.
      Faceta, który nie traktuje kobiety jak przedmiotu ale jak podmiot.
      I chyba popełniłam błąd.
      W dzisiejszym świecie, gdzie dziewczyny żłopią piwo, klną jak szewc , mój Młody
      nie umie sie odnaleść.
      Nie lubi imprez, nie pije, nie pali, nie "wyrywa panienek" jak jego koledzy i
      jest sam.
      Z jednej strony lubi ta swoja "samotność", a z drugiej strony widzę, ze chciałby
      mieć jakąś dziewczynę, ale z tym podejściem do kobiety, jako do pewnej
      świętości, której nie wolno kalać to nie wiem jak on taka znajdzie.
      Ostatnio powiedział mi, że w akademiku była impreza zakrapiana. Koledzy go
      ciagnęłi na nią, bo "dziewczyny się pospijały i były chetne". Mój syn opowiadał
      mi to z oburzeniem. On nie z tego swiata jest.
      Reasumujac. Tak wychowani faceci łatwo w zyciu nie maja.
      Jesli uda się trafic mu na kobietę, która to doceni będzie ok, ale w zyciu się
      tak przewrotnie składa, ze najczęsciej taki facet trafia na zołzę, a dziewczyna
      empatyczna i otwarta na innych na skurwiela.
      I teraz pytanie na koniec.
      JAk wychowac dziecko?
      "Lepeij na takie które bedzie kiedyś od zycia dostawało w dupę, czy na takie co
      przebojem idac innych bedzie po dupie kopało"?
      W sensie nas rodziców pytam, nie ludzi ogółem.
      Bo chyba najbardziej ze wszystkich cierpień nie bola własne cierpienia, tylko
      naszych dzieci.
      ---------------------------------------------------------------------
      Szarańcza jest plagą, chociaż jeden owad nie stanowi plagi. Podobnie jest z
      głupcami.
      • sylwiamich Re: Różnice 07.11.07, 07:49
        Idealne dziecko Tri, to niezbyt idealne dla Mazura raczejsmile))Między
        soba się tak różnimy...pozwólny dzieciom odstawać od naszych
        wyobrażeń.
        • a.niech.to Re: Różnice 07.11.07, 07:55
          Święta prawda!
          W pewnym momencie skupmy się raczej na tym, by je poznać, a
          wychowanie zastąpmy przyjacielskim kontaktem.
          Ciekawe, jak często zaskoczyły Was dzieci swoim zachowaniem
          wypływającym z takich a nie innych cech i co z tym zrobiliście?
          • sylwiamich Re: Różnice 07.11.07, 08:01
            Moje dziecię...córa...od urodzenia wyniosła, opanowana, analityczna,
            cyniczna księżniczka.Zdzieliła w gębę koleżankę.Oczywiście
            opowiedziała mi o tym sąsiadka.Dziecko w sposób wyniosły,
            analityczny, cyniczny potwierdziło.Co z tym zrobiłam?Zdziwiłam
            sięsmile))
        • z_mazur Re: Różnice 07.11.07, 08:12
          sylwiamich napisała:

          > Idealne dziecko Tri, to niezbyt idealne dla Mazura raczejsmile))
          Między
          > soba się tak różnimy...pozwólny dzieciom odstawać od naszych
          > wyobrażeń.

          Oj chyba masz rację. Tu leży sedno. Każdy rodzic ma inny wzorzec
          tego jakie chciałby żeby było jego "idealne" dziecko.
      • a.niech.to Re: Wychowałam takiego faceta. 07.11.07, 07:51
        natasza39 napisała:

        > JAk wychowac dziecko?
        > "Lepeij na takie które bedzie kiedyś od zycia dostawało w dupę,
        czy na takie co
        > przebojem idac innych bedzie po dupie kopało"?
        > W sensie nas rodziców pytam, nie ludzi ogółem.
        > Bo chyba najbardziej ze wszystkich cierpień nie bola własne
        cierpienia, tylko
        > naszych dzieci.
        Nie sposób wychowywać dziecka wbrew sobie. Najczęściej kształtujemy
        je na własny obraz i podobieństwo, co za tym idzie, wyznaczamy im
        karmę, dobrze, że tylko od-do.
        Jest taka opcja: samoobrona konieczna - tego trzeba nauczyć, czyli
        dokopać, kiedy to jest niezbędne, żeby samemu przeżyć w stanie
        nienaruszonym. Przy okazji warto wskazać na inne sposoby radzenia
        sobie, np. zamiast tłuc głową w mur, można go obejść, przeskoczyć,
        rozebrać metodycznie.
        Bronić natomiast będę tzw. wrażliwości, rozumianej jako podatności
        wnętrza dziecka na dziwy zewnętrza. To niewątpliwie dar, który czyni
        życie piękniejszym, a czasem pozwala je zachować w najbardziej
        niesprzyjających okolicznościach.
      • nangaparbat3 Natasza 07.11.07, 08:07
        daj spokój.
        Twój syn dopiero zdal maturę, zaczyna studia, wszystko przed nim. A na swiecie
        jest naprawdę wiele wrażliwych, ciepłych, dobrych i wcale nieglupich dziewczyn.
        Kłopot w tym, ze ci, ktorzy zyja inaczej, nadaja teraz często ton i zagluszają
        tych delikatniejszych - ale - i na to mogę dać Ci słowo, znam wielu mlodych
        ludzi, często słucham ich zwierzeń, "towarzyszę" w problemach i czasem
        tragediach - ci, którzy imprezują i "wyrywają", wcale nie są szczęśliwi. Nie ma
        sie o co rozbijać.
        I uważam, ze w zyciu nie ma co dawać innym w dupę, a swoją nalezy chronić, jak
        najbardziej - i już. Ty jestes OK i ja jestem OK, choc sie roznimy (myśl ogólna,
        bo my dwie to chyba glównie wzrostem wink
        • aron95 Re: Natasza 07.11.07, 08:54
          No i moda często mija jak np. z paleniem .
          Przyjdzie i jego czas .
      • akacjax Re: Wychowałam takiego faceta. 07.11.07, 09:38
        Piszesz tak jakby on nie miał swoich przyjaciół, swojego grona kolegów, swojej grupy. Jeżeli jest tak, to ciekawe-czy on nie jest jakoś emocjonalnie zablokowany?
        Każdy z nas przechodzi różne etapy w swoim życiu, ale gdy ominiemy któryś z etapów rozwoju to w nastepnych jakoś chcemy zrobić dwa w jednym...a wtedy zawsze nie jest to takie jak trzeba.
        Jeżeli nie odrobimy etapu" grupy", czy etapu" ja" to w etapie "związek" jesteśmy bardziej zainteresowani grupą, czy sobą niż związkiem...i wiadomo odbija się to czkawką.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja