luciii
12.11.07, 17:42
to już jutro, a ja się trzęsę od dawna...
miałam twardy plan spisania spraw na kartce, nawet zaczęłąm, ale
gdzieś mi to umknęło... jakoś nie potrafię się w sobie zebrać.
owszem, staram się, cały czas się staram.
ale chyba, prawdę mówiąc wiecj udaję przed samą sobą, niż bym się po
sobie spodziewała
z zewnątrz silna, z podniesioną głową - wewnątrz strzaskana na
drobne kawałeczki, zgarbiona, szara...
wszak zajęta jestem ostatnio - choroby dzieciaczków, generalne
sprzątanie zapuszczonych spraw domowych, itp, ale to wcale ale to
wcale nie pomaga zapomnieć, nawet na momencik, co mnie czeka jutro...
boję się, bardzo się boję, chyba potrzebuję ciepłych słów i
świadomości, że gdzieś... ktoś... trzyma kciuki i choćby przez
ułąmek sekundy ma mnie w myślowej opiece...
i chociaż jestem do mężczyzn teraz nastawiona na nie, to nie wiem
jakim cudem szalenie brak mi silnego ramienia do wypłąkania się i
poczucia tej odrobinki spkoju i chwilki poczucia bezpieczeństwa...
to straszne uczucie, straszne przez to, że pomimo tego całego bólu,
jaki podobne ramiona mi zgotowały, potrzebuję ich... a może tylko mi
się tak wydaje...
muszę być silna!
dla dzieci.
proszę trzymajcie jutro za mnie kciuki
rozprawa zacznie się o 10.15
pozdrawiam cieplutko!