Samaosiu! Zakładam nowy watek

13.11.07, 19:00
Niech to bedzie watek nadziei i wiary.
Tamtego juz dość.
Pozdrawiam Cie serdecznie i czekam na parę słów - jak dzisiaj?
    • aron95 Czemu dość ?? 13.11.07, 19:30
      Tak się ładnie rozwijał .

      Szybko coś napiszę póki samosia mnie nie pogoni
      • dobranocc Re: Czemu dość ?? 13.11.07, 21:09
        co jest Samaosiu?
        • samaosia Re: Czemu dość ?? 13.11.07, 22:51
          Nic, bez zmian. Pustka i tęsknota. Gigantyczna tęsknota. A u ciebie? Pytałam w
          tamtym wątku, powtórzę tu - czy robisz coś jeszcze dla ratowania związku?
          • dobranocc Re: Czemu dość ?? 14.11.07, 15:57
            czekam - jutro się mamy zobaczyć - okaże się, czy jest jeszcze
            szansa. I na tym kończę, bo to wątek optymistyczny.
            • samaosia Re: Czemu dość ?? 14.11.07, 18:38
              Taaaa, optymistyczny......
      • samaosia Re: Czemu dość ?? 13.11.07, 22:50
        Dlaczego miałabym cię pogonić? Jednego juz pogoniłam wink i chyba mam dość
        wyganiania już do końca zycia.
        Pisz, pisz, mimo, że czasami nie chcę czytać tego co niektórzy piszą, po jakims
        czasie do tego wracam i wyciągam swoje wnioski
    • samaosia Re: Samaosiu! Zakładam nowy watek 13.11.07, 22:49
      Dzisiaj ciężko, jak codzień. Jeden sms do męża. żero pretensji. Żartowaliśmy
      sobie mailowo. Dostałam leki. światełko w tulenu jeszcze się tli i bardzo słabo
      migocze. Jestem pełna wiary i nadziei.

      Dzięki za nowy wątek, tamten jest strasznie bolesny. A mówiłam wam, że spotkamy
      sie w niedziele na obiedzie? smile
      • nangaparbat3 Re: Samaosiu! Zakładam nowy watek 13.11.07, 23:01
        Cieszę się, ze ten watek zechcialaś zaakceptowac - tylko Twoje zdanie mnie w tej
        sprawie obchodzi.
        O obiedzie jeszcze nie słyszałam - ale dobrze czytać, że żartujecie. wspolny
        smiech bardzo łączy.
        Leki bierz spokojnie, i w rodzinie, i zawodowo widziałam wiele osob, ktorym
        naprawdę pomogły. Sama byłam kiedys nastawiona bardzo antylekowo, ale zmieniłam
        zdanie, widząc, ile dobrego mogą sprawić.
        • samaosia Re: Samaosiu! Zakładam nowy watek 13.11.07, 23:04
          terapeuta zaproponował zaproszenie go na obiad (męża) ja sie zgodziłam (na
          wspolnej terapii) i zaprosiłam a on przyjął zaproszenie.
          smile bardzo sie cieszę, to jest to światełko własnie.
          A alkoholu pić nie bede, bo mi nie służy
    • samaosia Re: Samaosiu! Zakładam nowy watek 13.11.07, 23:48
      Nadzieja:
      youtube.com/watch?v=L-p2sbt_C4w
      • nangaparbat3 Re: Samaosiu! Zakładam nowy watek 14.11.07, 00:22
        Ładne smile
        Dobranoc.
    • samaosia Mam wątpliwość 14.11.07, 00:25
      A własciwie łapię znowu jazdy....
      Czy to, że mąz poszedł na terapię może oznaczac tylko to, że chce, żeby mój stan
      sie poprawił na tyle, żebym mogła znieść jego ostateczne odejście (mimo, że
      własciwie już teraz mówi, że "na dzień dzisiejszy" jego odejscie jest
      ostateczne)? Czy robi to tylko po to, żeby zagłuszyć wyrzuty sumienia? Żebym ja
      sie uspokoiła, chociazby lekami i dopiero wtedy mi przywali informacją o rozwodzie?
      ....
      Ale może jest jeszcze szansa? Może nawet jeśli tak czuje dzisiaj, istnieje
      nadzieja, że to się zmieni?
      A może mężczyźni tak nie robią, tak nie kalkulują i to co robi, robi dlatego, ze
      nie jest jeszcze w 100% przekonany o koniecznosci odejscia?
      Wczoraj po terapii, jak już bylismy na dole to mnie przytulił....sam z siebie.
      Może to nie jest zły znak?
      Potrzebuję pilnie reakcji, potwierdzenia lub zaprzeczenia mojej teorii, bo znowu
      łapię fazę....
      Jak to jest, ponoć gdy terapeuta mu zaproponował adwokata to sie obruszył, może
      jednak on, mimo, że jeszcze nie wierzy w zmiany, liczy na te zmiany, może nie
      przestał jednak kochac.

      Jak to wygląda tak z boku?
      Tęsknię
      • a.niech.to Re: Mam wątpliwość 14.11.07, 07:01
        samaosia napisała:

        > Jak to wygląda tak z boku?
        .., że pragniesz się łudzić i zafundowałaś sobie umieranie na raty.
        • sylwiamich Re: Mam wątpliwość 14.11.07, 07:06
          I że masz spam na wiadomości których nie chcesz znać, słyszeć
          • samaosia Re: Mam wątpliwość 14.11.07, 10:25
            Dzięki. Tego własnie mi było potrzeba. Jeszcze tego. Jesteście nieocenione
            sad((((((((((((

            Najprościej to poddać się, złożyć papiery rozwodowe i odpuścić czekając na "nowe
            szczęście". Rewelacja!
            • a.niech.to Re: Mam wątpliwość 14.11.07, 11:07
              samaosia napisała:

              > Dzięki. Tego własnie mi było potrzeba. Jeszcze tego. Jesteście
              nieocenione
              > sad((((((((((((
              Mam Ci potakiwać?
              > Najprościej to poddać się, złożyć papiery rozwodowe i odpuścić
              czekając na "now
              > e
              > szczęście". Rewelacja!
              Odnaleźć stary spokój i jeszcze trochę rzeczy wygrzebanych z
              przedmałżeńskich czasów, np. sympatię do siebie i autoszacunek było
              moim celem, gdy składałam pozew. Na nowe szczęście nie czekam, nawet
              go nie szukam. Ciągle jeszcze uczę się żyć na nowo jako niezależny
              człowiek.
      • z_mazur Re: Mam wątpliwość 14.11.07, 10:51
        Ech samaosiu.
        Powtórzę po raz kolejny. Przestań skupiać się na nim i na was.
        Zastanów się nad własnymi emocjami. Po pierwsze co czujesz, a po
        drugie dlaczego czujesz to co czujesz.

        Zacznij sobie zadawać te pytania i odpowiadać sobie na nie.

        Zobacz jak dużo w Twoich postach jest Twojego męża a jak mało CIEBIE.
        Jeśli piszesz o sobie to tylko w kontekście negatywnych emocji,
        które odczuwasz.

        Jako facet powiem Ci, że:
        po pierwsze wielu facetów gdy odchodzi, to po jakimś czasie
        następuje ich powrót, ale sam powrót to nie wszystko, ważne są
        przyczyny takiego powrotu. Jeśli tymi przyczynami byłyby litość, lęk
        przed samotnością itp., to wcześniej czy później nastąpi kolejne
        odejście. Jedynie powrót który wynika z refleksji: "jednak to jest
        kobieta mojego życia" rokuje jakiekolwiek nadzieje.

        po drugie: często faceci gdy odchodzą nie chcąc bardzo ranić kobiety
        od której odchodzą starają sie jakoś zmiękczyć to odejście. Potrafią
        się spotkać, czasem przytulić, czasem nawet pójść do łóżka, no bo
        przecież widzą jak kobieta cierpi i czują się z tego powodu winni, i
        to poczucie winy popycha ich do takich zachowań. Co oczywiście jest
        bzdurą, bo to jak napisała a.niech.to takie zabijanie na raty.
        • z_mazur Re: Mam wątpliwość 14.11.07, 11:03
          Żeby nie było, że to znowu jakieś czarnowidztwo, to dodam jeszcze
          tylko

          Żeby facet zobaczył, że kobieta od której odszedł, to
          jednak "kobieta jego życia", ona musi o to zadbać. A zadbać o to
          może jedynie poprzez zajęcie się sobą, a nie ciągłe skupianie się na
          facecie. Skupienie się na sobie ma spowodować zmianę myślenia o
          sobie z: "wróć, zrobię wszystko żebyś tylko wrócił", na: "jestem
          wartościową kobietą i zasługuję na twoją miłość, dlatego wiem że do
          mnie wrócisz"
          • a.niech.to Re: Mam wątpliwość 14.11.07, 11:09
            Sądzę, że po rozwodzie takie rozważania byłyby dla obojga szkodliwe.
            Może w przypadku separacji lub innego rozstania, ale i tak brzydko
            pachnie mi tutaj manipulacja.
            • z_mazur Re: Mam wątpliwość 14.11.07, 11:13
              Ale tu na razie nie mówimy o rozwodzie, tylko o tym, że mąż się
              wyprowadził.
            • samaosia Re: Mam wątpliwość 14.11.07, 18:41
              a.niech.to napisała:

              > Sądzę, że po rozwodzie takie rozważania byłyby dla obojga szkodliwe.
              > Może w przypadku separacji lub innego rozstania, ale i tak brzydko
              > pachnie mi tutaj manipulacja.


              Ale my sie JESZCZE nie rozwodzimy!!
              No ludzie, nie można wszystkich mierzyc jedną miarką.
          • serganda Re: Mam wątpliwość 18.11.07, 18:11
            Wiesz, chyba spadłeś z księżyca lub innej gwiazdy, jak Mały Książę.
            Taki jesteś niepodobny do facetów wszechobecnych wokół.
            Mój ex i wielu exsiów moich znajomych to facet macho, dla którego żona to
            sprzątaczka i kucharka z jednej strony, a panienka do łózka z drugiej.
            Nawet nie zauważy, że jest ona wartościowym człowiekiem.

            Pewna jestem,że wynosi się to z domu.
            Ostatnio matka mojego ex, z którą usiłuję zachowywać poprawne stosunki,
            powiedziałam mi,że jestem chłopobabą i jestem pozbawiona instynktu macierzyńskiego.
            Uzasadnienie?
            Chłopobaba, bo oprócz garów i miotły miałam inne zainteresowania, potrafiłam
            zorganizować życie swoje i dzieci, zadbać o ich naukę i rozwój, itp, itd...(on
            nie chciał w tym uczestniczyć a jedynie przeszkadzał).
            Byłam pozbawiona instynktu macierzyńskiego, bo padając z nóg gdy dziecko płakało
            całe noce, ja niewyspana, nie nadąrzałam z prasowaniem sterty pieluch i
            okazywałam zmęczenie.
            Jej wizyta odbyła się raz ( choć to 15 minut drogi spacerkiem) w okresie
            niemowlęcym córki i chyba też raz w okresie niemowlęcym syna, ale była na tyle
            bystra , by wyciągnąć z niej takie wnioski.

            Nie jest zatem prawdą ,że dbanie o siebie coś daje w każdej sytuacji, jak zwykle
            zależy to od okoliczności,charakteru, wychowania, preferencji, uprzedzeń i wielu
            innych rzeczy.

            Starałam się inaczej wychować syna, mam nadzieję,że zobaczy w partnerce człowieka.
            • serganda Re: Mam wątpliwość 18.11.07, 18:12
              mam na myśli ciebie - " z - mazur"
              • sylwiamich Re: Mam wątpliwość 18.11.07, 18:25
                Serenga..to że z-mazur nie ma ręki (cytuję rzeczonego) nie znaczy że
                atlasy anatomiczne nie mają racji bytu.Mam nadziej że tym razem
                kogoś pogodziłamsmile)
            • z_mazur Re: Mam wątpliwość 20.11.07, 08:16
              > Wiesz, chyba spadłeś z księżyca lub innej gwiazdy, jak Mały Książę.
              > Taki jesteś niepodobny do facetów wszechobecnych wokół.
              > Mój ex i wielu exsiów moich znajomych to facet macho, dla którego
              żona to
              > sprzątaczka i kucharka z jednej strony, a panienka do łózka z
              drugiej.
              > Nawet nie zauważy, że jest ona wartościowym człowiekiem.

              Może i spadłem z księżyca, zastanawia mnie tylko jedno. Skoro byłoby
              tak jak piszesz to skąd miałby się brać żal samaosi? Z tego że
              straciła posadę sprzątaczki i kucharki, i jeszcze panienki do łóżka?
              Jeśli takich facetów jest większość to pewnie nie będzie miała
              problemów ze znalezieniem kolejnej takiej posady.

              Ludzie (w tym mężowie i żony) szanują nas na tyle na ile my sami się
              szanujemy. Jeśli sami siebie szanujemy to potrafimy żądać tego
              szacunku dla siebie od innych. Jeśli uważamy, że nasza rola w
              małżeństwie to bycie kucharką i sprzątaczką, albo z drugiej strony
              dostarczycielem gotówki, to trudno żebyśmy wymagali od drugiej
              strony czegoś więcej.
        • hayet1 Re: Mam wątpliwość 14.11.07, 11:04
          Samaosiu... nie łudziłabym sie takimi ludzkimi odruchami męża.Oni-mężczyźni
          chyba tak mają właśnie, że jak chcą odejść to manifestują to swoim
          dobrodziejstwem.Przytulają, są mili...Mój to się taki dobry zrobił odkąd złożył
          pozew że do rany przykładaj.Nawet sypiać chce ze mną, aby miło związek
          zakończyć!!!Koleżanki mąż odszedł do kochanki ciężarnej w dodatku co mu nie
          przeszkadza całkiem w tym aby zonę czterokrotnie w ciągu dnia odwiedzać pod byle
          pretekstem.Dziewczyna wylądowała z rozpaczy w szpitalu a ten poleciał jej na
          ratunek.Posiedział i poszedł do nowego domu. Rozstajemy się z mężem w
          "przyjaznej atmosferze"oboje tego chyba chcemy....nie potrafimy życ razem .Pozew
          w sądzie a my pod jednym dachem, wieczorne pogaduszki , smiechy...wspolne piwko
          i seans filmowy....Myslę ze rozwód nic nie zmieni...on sie pewnie nie wyprowadzi
          hehehhehe
          • a.niech.to Re: Mam wątpliwość 14.11.07, 11:12
            hayet1 napisała:
            > Rozstajemy się z mężem w
            > "przyjaznej atmosferze"oboje tego chyba chcemy....nie potrafimy
            życ razem .Poze
            > w
            > w sądzie a my pod jednym dachem, wieczorne pogaduszki ,
            smiechy...wspolne piwko
            > i seans filmowy....Myslę ze rozwód nic nie zmieni...on sie pewnie
            nie wyprowadz
            > i
            > hehehheh
            Dla mnie nakreślona sytuacja jest nie do pojęcia. To po co Wam
            rozwód? Żeby żyć tak samo?
            • hayet1 Re: Mam wątpliwość 14.11.07, 11:26
              To samo mu mówię..po co???Po co ten rozwód...A on sie uparł...Wczoraj
              rozmawialismy trochę jak to wszystko bedzie po.Powiedziałam mu o moich obawach
              materialnej natury, ze nie dam rady z rachunkami itp.Zapytal mnie czy wobec tego
              moze on będzie mieszkał z nami jeszcze po rozwodzie...bedzie płacił za wszystko.
              Myślę ,ze on chce rozwodu po to , aby z czystym sumieniem jak mu się trafi
              "okazja" czyt.panienka do łózka -skorzystać.Zeby wychodzić dokąd chce z kim
              chce nie tłumacząc się,bo przeciez nie bedę jego żoną.A mieszkac razem to mu
              dobrze-ugotowane, uprasowane, posprzątane.Tylko ,ze to działa w dwie strony- jak
              zacznę ja wychodzić z kim chce , gdzie chce to pewnie zwinie żagle.
              • sylwiamich Re: Mam wątpliwość 14.11.07, 12:20
                Jak będziesz prać i gotować oraz wychodzić do narzeczonego z
                dziećmi...może przebaczywink)
    • samaosia Re: Samaosiu! Zakładam nowy watek 14.11.07, 22:47
      sad(((((((((((
      • nangaparbat3 Re: Samaosiu! Zakładam nowy watek 14.11.07, 23:00
        Listopad.
        Chwilami nie chce sie nic lub odechciewa wszystkiego.
        Kiedy nie było prądu, trzeba bylo dlugo spać i odpoczywać.
        Teraz życie w listopadzie wymaga od nas identycznej aktywnosci jak w maju.
        To chore.
        Nie trzeba miec klopotow, zeby wysiąść.
        Samaosiu, myslalam o tym, co piszesz o mezu.
        I myślę tak - nawet jeśli chce odejść, nie przekreśla Cie jako osoby. Nie udaje,
        ze Cię nie było, ze między Wami niczego nie było.
        Nie sądzę, że tak jak pisze Zmazur, tylko poczucie winy kaze mu zachowywac się
        wobec Ciebie przyzwoicie, nawet ciepło.
        Myslę, ze sa w nim wciąż jakies dobre uczucia do Ciebie, niezaleznie od checi
        odejscia. Sa ludzie, w ktorych te uczucia zostana zawsze, niezaleznie od tego,
        co bedzie dalej. Sama mam takie dla byłego męża i wiem, ze on ma je dla mnie -
        ale - uwaga! - to nie zmienia faktu, ze nie jestesmy juz ani małżeństwem, ani
        parą w żadnym sensie - poza parą rodziców naszej corki.
        Co z nimi- tymi dobrymi uczuciami, ktore Twoj mąż ma dla Ciebie - dalej bedzie?
        Nie mam pojecia, tego pewnie nikt nie moze przewidziec, nawet on sam.
        Ale mnie sie zdaje, ze niezaleznie od tego, jak sie to wszystko skończy,
        najważniejsze jest, ze Cie nie ignoruje, nie nienawidzi, że obchodzi go, co sie
        z Tobą dzieje.
        • samaosia Re: Samaosiu! Zakładam nowy watek 14.11.07, 23:06
          Martwię się, martwię się, że zgodził sie na tę terapię tylko przez wzgląd na mój
          stan. żeby zagłuszyc wyrzuty sumienia (pewnie o tym pisałam juz, ale nie mam
          siły sprawdzac). Jak mój stan sie poprawi, on ze spokojnym sumieniem będzie mógł
          powiedzieć "to koniec". Tylko ze wzgledu na moje samopoczucie (totalna depresja)
          tego jeszcze nie zrobił. To sa te dobre uczucia, o których piszesz.
          Tak to dzisiaj czuję i tego sie dzisiaj boję.
          Nienawidzę tej hustawki uczuć. nienawidzę tej niepewnosci, nienawidzę tego stanu!
          • nangaparbat3 Re: Samaosiu! Zakładam nowy watek 14.11.07, 23:41
            Nie nazywaj tego litoscią, tylko troską.
            A jeszcze: kiedy terapia sie uda, poczujesz sie silniejsza, pewniejsza, bedziesz
            miała siłę, by stanąc twarza w twarz z rzeczywistością - ja nie mam zadnych
            kompetencji, by wyrokować, jaka ona bedzie - ale jaka by nie była, poradzisz sobie.
    • samaosia Re: Samaosiu! Zakładam nowy watek 14.11.07, 23:40
      Chyba już mam dość. Chyba już nie zniosę niczego więcej. Ani dnia dłużej. Nie
      mam już siły.
      "dlaczego chodzisz na terapię?" "nie wiem. sam sie dziwię."
      ......
      • z_mazur Re: Samaosiu! Zakładam nowy watek 15.11.07, 07:41
        Samaosiu jest takie powiedzenie, "nie zadawaj pytań, na które nie
        chciałabyś otrzymać niewygodnej odpowiedzi".

        Daj na razie spokój rozmowom, pytaniom. Nie przejawiaj żadnej
        inicjatywy w kontaktach z nim.

        Widzisz odpuszczenie i danie teraz przestrzeni mężowi nie gwarantuje
        Ci, że on do Ciebie wróci. Jednak wywieranie presji i nacisku na
        pewno jeszcze bardziej go zniechęci. Czyli masz do wyboru dwa
        spososby postępowania. Pierwszy którego efekt jest niepewny i
        możliwe są różne rozwiązania w tym też to korzystne dla Ciebie i
        drugi, którego efekty na pewno będą negatywne. Odpowiedz sobie sama
        jak powinnaś postępować.
        • dobranocc Re: Samaosiu! Zakładam nowy watek 15.11.07, 13:52
          pierdolicie, wszyscy pierdolicie. A właściwie pierdolimy. Każde z
          nas ma swoją historię do opowiedzenia i każdy ma swoje dobre rady. I
          każdego z nas historia jest prawdziwa. Problem jest taki - tyle
          rzeczy (i osób) wpływa na każdą decyzję, że każda będzie inna. I
          żadna nie będzie idealna, ani wzorcowa.
          Nie wiem, co bardziej zniechęci - wywieranie presji, czy tej presji
          brak. Jeżeli ktoś wie, to wie, w tej osoby własnym przypadku. Nie ma
          reguły, nikt na końcu swojej wypowiedzi nie napisze TND (CND) bo nie
          ma żadej reguły.



          AND THE BAND PLAYED WALTZING MATILDA
          • z_mazur Re: Samaosiu! Zakładam nowy watek 15.11.07, 14:14
            Tia uwielbiam teksty o indywidualności odmienności itp. itd.
            Gdyby tak było to psychologia i psychiatria nie miałyby sensu.

            Kązdy z nas jest fizycznie inny, ale jednak da się opisać pewne
            cechy wspólne, podobnie jest z naszymi zachowaniami, świadomością i
            podświadomością.

            Czy to, że znasz kogoś bez ręki, to znaczy, że atlasy anatomiczne są
            bez sensu?

            Zachowaniami człowieka mimo idywidualnych cech i odmienności rządzą
            pewne reguły, które pozwalają mówić o pewnych prawidłowościach w
            zachowaniu i na tej podstawie przewidywać konsekwencje tychże
            zachowań.

            Jedna z nich mówi, że człowiek nie lubi wywierania na nim presji.

            Oczywiście ten przypadek może być wyjątkowy, dlatego nikt nie
            twierdzi autorytarnie, że tak być musi, ale mówienie o tym, że nie
            ma żadnych reguł jest śmieszne.
            • samaosia Re: Samaosiu! Zakładam nowy watek 15.11.07, 14:40
              Tak, TEN człowiek nie lubi wywierania na nim presji...

              A z drugiej strony nie potrafię sobie wyobrazić siebie po drugiej stronie,
              spokojnie patrzącą na cierpienie najbliższych.
              To wszystko jest dla mnie tak bardzo niezrozumiałe.
              "sam sie dziwię"...... no ja też.....
              Dziś mam dzień buntu, protestu i kolejnego załamania.
              Przekreślone życie, i to życie kilku osób, niesamowite, jakie to proste....
              • sylwiamich Re: Samaosiu! Zakładam nowy watek 15.11.07, 15:03
                Samosiu...jesli przezywasz okres buntu...to wchodzisz juz na
                nastepny etap zdrowieniasmile
                • z_mazur Re: Samaosiu! Zakładam nowy watek 15.11.07, 15:08
                  To samo chciałem napisać.

                  Tylko sylwio, przecież to zakładałoby pewną typowość samaosi i
                  przewidywalność..., a co z indywidualnością i brakiem reguł? wink
                  • samaosia Re: Samaosiu! Zakładam nowy watek 15.11.07, 15:11
                    A, jak widzisz, wcale nie tongue_out
                  • sylwiamich Re: Samaosiu! Zakładam nowy watek 15.11.07, 15:12
                    Mazurku...i te dwie opcje trzeba mieć w główce.W
                    głowie...przepraszamsmile))
                  • sylwiamich Re: Z-mazur 15.11.07, 15:49
                    Doczytałam...brak reguł?
                    Zwrot: nie ma reguły nie znaczy że jest ich kompletny brak
                • samaosia Re: Samaosiu! Zakładam nowy watek 15.11.07, 15:10
                  Wątpię, bo bunt u mnie przeplata sie z totalnym dołem.
                  Tylko do tej pory to było podzielone na dni, dziś granice wyznaczają godziny.
                  Ale dzieki za dobre słowo
                  • aron95 I co dalej ? 16.11.07, 09:20
                    • samaosia Re: I co dalej ? 16.11.07, 17:28
                      nic.
                      weekend przyszedł więc nie bedzie czym głowy zająć.
                      Bez zmian.
                      • crazyrabbit Re: I co dalej ? 16.11.07, 18:04
                        Kobieto , wymyśl Ty sobie jakieś zajęcie na weekend błagam...
                        Zadręczysz się.
                        Nie masz koleżanek? Wyjście do kina , na zakupy , piżdżama-party ,
                        wyjazd gdzieś niedaleko , cokolwiek...
                        • samaosia Re: I co dalej ? 16.11.07, 18:38
                          Po co? Nie chcę.
                          • lapina Re: I co dalej ? 16.11.07, 18:57
                            Hej, wolisz się zadręczać? Mnie wczoraj dopadł dól kiedy znalazłam
                            stare listy miłosne od mojego męża...ale tak naprawdę wiem ,że
                            niechcę z nim być, a mimo to czasami ogarnia mnie ogromny smutek,
                            żal...wyruszam na poszukiwanie utraconego czasu... może jednak to
                            pisanie dobrze CI robi Samaosiu?
                            Hmm rób tak, żeby było Ci tu i teraz dobrze! smile
                            Uściski i życzenia udanego wieczoru dla wszystkich!
                            Ide do moich małych jedna ma zapalenie ucha, a druga oskrzeli... sad
                            • samaosia Re: I co dalej ? 16.11.07, 19:27
                              Tak, pisanie dobrze mi robi. Zresztą nie wiem. Muszę być silna, spotykamy sie w
                              niedzielę (oficjalnie, bo własciwie widujemy się codziennie), przychodzi na
                              obiad......
                              • hayet1 Re: I co dalej ? 18.11.07, 13:04
                                Nie rozumiem po co ty tak pielęgnujesz to cierpienie w sobie.Wszyscy ci radzą
                                abys zajela sie sobą i maja rację.A TY...z uporem maniaka robisz z siebie
                                ofiarę.Pomyśl , że on najprawdopodobniej wcale sie tak nie umęcza i nie wie ,ze
                                ty to robisz..więc po co ....dla swego odbicia w lustrze...?
                                Ocknij się to w niczym ci nie pomoże.
                                • samaosia Re: I co dalej ? 18.11.07, 17:01
                                  w dupie to mam
                                  • akacjax Re: I co dalej ? 18.11.07, 17:32
                                    Czy to wyraz obojętności, buntu, bezradności, czy wyluzowania?
                                    smile


                                    • samaosia Re: I co dalej ? 18.11.07, 17:41
                                      Wszystko poza ostatnim
                                      • akacjax Re: I co dalej ? 18.11.07, 18:05
                                        Złośc, zaprzeczanie, targowanie, obojetność w smutku...to wszystko pojawia się, gdy cos sie stało i zaczyna się proces godzenia się z sytuacją. Nie jest to ani kwestia podjętej decyzji, tylko reakcja na zdarzenie.

                                        Czy znajdziesz w sobie odrobine cierpliwości i zaczekasz kilka dni, aż leki zadziałają? Wtedy być może zobaczysz siebie w innym świetle, może zrozumiesz, że co się nie stanie-Ty sobie poradzisz.
                                        A gdy to do Ciebie dotrze-inaczej będziesz podejmować decyzje, inaczej będziesz postrzegana-no i nawet wyluzowanie może się pojawić.
                                        Zastanawia mnie jaką myśl miał terapeuta, by zamiast dać Wam szansę na przyjrzenie się najpierw sobie, od razu radzi kolejną konfrontację.
                                        Pamietaj-masz myśleć o sobie, o swoich uczciach, o tym co z nimi zrobić(na początek możesz zapisać), o swojej wygodzie, o swoich sposobach spędzania wolnego czasu-to chyba będzie nowość.
                                        Teraz jak i powyżej Ci radzono-masz myśleć o sobie, nie o nim.
                                        • samaosia Re: I co dalej ? 18.11.07, 18:25
                                          to juz jest niewazne
                                          • sylwiamich Re: I co dalej ? 18.11.07, 18:30
                                            samaosiu..coś się stało?
                                            • hayet1 Re: I co dalej ? 18.11.07, 20:10
                                              Samaosiu..moze uznasz mnie za wielka sukę, że nie łączę sie z tobą w bolu, ale
                                              uwierz mi najgorsze co możesz zrobic to sama siebie dołować i zamykać sie ze
                                              swoim cierpieniem w skorupie.Tylko ty na tym stracisz....ale widocznie w dupie
                                              to masz sama siebie.Będziesz tego żałowac zobaczysz
                                              • sylwiamich Re: I co dalej ? 18.11.07, 21:26
                                                Hayet...czasami są takie momenty w zyciu że człowiek kuli się w
                                                sobie i wyje.Bo ból jest tak wielki że zajmuje wszystko.Nawet taki
                                                ból kiedyś mija...zazwyczaj.Wierzę że Samosia da radę.Podowalasz jej
                                                jak będzie silniejsza...
                                              • nangaparbat3 Hayet, uspokój sie 18.11.07, 21:35
                                                Samaosia ma problemy ze zdrowiem, dostała leki, które jeszcze nie zaczeły
                                                działać. Obrywa i z zewnatrz, i od środka. Załozę się, ze na jej miejscu nie
                                                bylabys dzielniejsza. Odgrazanie sie w tej sytuacji jest śmieszne, niestosowne i
                                                żenujace po prostu.
                              • panda_zielona Re: I co dalej ? 19.11.07, 22:27
                                Samaosiu,jak się czujesz?Czy niedzielny wspólny obiad pomógł Ci?Czy
                                rozmowa z mężem coś wyjaśniła.Ja życzę Ci siły i wytrwałości. smile
                                • marek_gazeta Re: I co dalej ? 19.11.07, 22:39
                                  Może coś wyjaśniła, może nie. Co tak naprawdę miała wyjaśnić? Przecież jak się chrzani od dłuższego czasu, to nie ma tak - pstryk - i znów jest cacy. To będzie długa, powolna droga, warto to z góry założyć i nie oczekiwać cudów - aby nie upaść przy najbliższym nieznacznym niepowodzeniu.
                                  • dzimi_dzimi Re: I co dalej ? 20.11.07, 13:04
                                    Długo zastanawiałem się czy pisać w tym wątku.
                                    I ciagle nie jestem w 100% przekonany, że mogę pomóc.
                                    Ale mam wrażenie, że nikt nie może.
                                    Czytałem ten watek wiele razy i chciałbym wypowiedzieć się z mojego
                                    punktu widzenia.
                                    Z punktu widzenia mężczyzny który kiedyś kogoś zostawił - była to
                                    wieloletnia Narzeczona.
                                    Oraz z punktu widzenia mężczyzny zostawionego przez Żonę.
                                    Gdy postanowiłem zakończyć związek z moją Narzeczoną zareagowała jak
                                    Ty.
                                    Bardzo podobnie.
                                    Było mi przykro i żal i czułem się okropnie.
                                    Ale wydarzyły się rzeczy o których nie mogłem zapomnieć.
                                    Ja nie pytam Cię dlaczego mąż odszedł.
                                    Ja raczej chciałbym Ci zasugerować, że człowiek ma tendencję do
                                    uciekania od tego co sprawia mu ból i dyskomfort.
                                    I jakby to nie zabrzmiało cynicznie, Ty nie zachęcasz go swoim
                                    postępowaniem do tego by chciało mu się chcieć.
                                    Te rady które masz w dupie czy gdzie indziej z mojego męskiego
                                    punktu widzenia są najsensowniejsze i mogą być (ale nie muszą)
                                    najskuteczniejsze.
                                    Jeśli nawet nie pomogą odzyskać męża to pomogą stanąć Ci na nogi.
                                    I nawet jeśli wydaje Ci się, że bez niego to niemożliwe lub, że
                                    Tobie na tym nie zależy, to wierz mi, że to nieprawda.
                                    Gdy opuściła mnie Żona.
                                    Z nienacka.
                                    Też jedyne co widziałem to czarna dziura.
                                    Bardzo, bardzo ją kochałem.
                                    Moje życie straciło sens.
                                    Ale tak mi się tylko wydawało.
                                    Bo sens życiu może nadawać drugi człowiek, ale wtedy jesteś
                                    uzależniona od jego kaprysu.
                                    Jak sama nadasz mu sens nigdy nikt Ci go nie zabierze.
                                    Pozdrawiam.
                                    • nangaparbat3 Re: I co dalej ? 20.11.07, 18:58
                                      >>>Bo sens życiu może nadawać drugi człowiek, ale wtedy jesteś
                                      uzależniona od jego kaprysu.
                                      Jak sama nadasz mu sens nigdy nikt Ci go nie zabierze.


                                      Amen.
                                      • dobranocc Re: I co dalej ? 21.11.07, 22:42
                                        a u mnie definitywnie się skończyło. wszystko
                                        • sylwiamich Re: I co dalej ? 21.11.07, 22:46
                                          koniec jednego jest początkiem innego...jakkolwiek absurdalnie by to
                                          nie brzmiało...to prawda.Wszyscy jesteśmy tego przykładem.
                                          • dobranocc Re: I co dalej ? 21.11.07, 22:50
                                            znam się (dość) dobrze - nie sądzę
                                            • nangaparbat3 Re: I co dalej ? 21.11.07, 23:08
                                              Czytałam kiedyś wspomnienia więźnia Gross Rosen, Żyda.
                                              Zabili mu wszystkich bliskich i postanowił popelnic samobojstwo, rzucił sie pod
                                              kolejke wozącą głazy z kamieniołomów. Ale był tak wychudzony i lekki, ze
                                              lokomotywa nie zmiażdżyła go, tylko przesuwała po szynach. Zaprowadzono go do
                                              komendanta, był przekonany, ze ten go zastrzeli - ale nie, komendant był
                                              łaskawy, pozwolił mu zyć (a moze kazał za karę?)
                                              On potem jeszcze był szczęśliwy.
                                              Nigdy nie wiemy, kiedy mamy juz wszystko za sobą.
                                              Co sie jeszcze wydarzy.
                                              I zawsze mozna zrobic cos dobrego dla innych - a to z reguly poprawia humorwink
    • nangaparbat3 Samaosiu! Bardzo proszę 22.11.07, 15:42
      odezwij sie do nas. Choć słowem.
      Pozdrawiam i trzymam kciuki
      Nanga
      • samaosia Re: Samaosiu! Bardzo proszę 01.12.07, 14:21
        jestem. chwilowo. Może pozniej wiecej opowiem
        • nangaparbat3 Re: Samaosiu! Bardzo proszę 01.12.07, 14:43
          Dobrze, ze jesteś, wciaz o Tobie myslalam - wyjeżdżałam ostatnio i nie miałam
          jak zajrzeć, ale postanowiłam, ze jeśli nie dasz znaku zycia, znów założę wątek
          dla Ciebie.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja