jp66
21.11.07, 08:32
Wczoraj wizyta u neurochirurga. Lekarz- były minister zdrowia...
wizyta na 16:00 Jestem z synem, przyjechała ex z córką i koleżanką córki,
czekamy w kolejce, córka po około 2 godzinach zaczyna marudzić "tata głodna
jestem, chodźmy stąd ..." w końcu o godzinie 19 wchodzimy... Przedstawiam
sytuację, mówię o rozmowie z neurolog i jej zaleceniach i słyszymy tekst" Jak
pan przyszedł do profesora to niech pan słucha, bo zwykli lekarze różne rzeczy
opowiadają" Wybuch śmiechu mój i mojej ex, musiałem wyjśc na korytarz bo nie
mogłem sie powstrzymać. Zalecenia, dalsze badania, wychodzimy, córka znowu że
jest głodna, zaprosiłem wszystkich na kolację, ex choć z oporami zgodziła się.
Odwiozła kolezanke córki do jej mamy zostawiła jej swój samochód, przesiadła
się do mnie, dobra restauracja, lampka wina, rozmowy, wymiana życzliwości,
córka uśmiechnieta, odwiozłem do domu... Pomyslałem, że może coś sie zmieni w
naszych kontaktach. Syn zadał mi jednak pytanie " myślisz że coś do niej
dotarło?"- Zobaczymy.
Zmartwiło mnie jednak zachowanie ex w poczekalni, po kilku zdaniach z synem
zajęła się rozmowa z koleżanka córki, pokazywanie zdjęć w telefonie, dzwonków,
rozmowy, śmiechy, zabawy, i zupełny brak zainteresowania córką która wyraźnie
zabiegała o to zainteresowanie, jakoś to mnie ruszyło, nie wiem może jestem
przewrażliwiony.