Szczescie w malzenstwie?

25.11.07, 02:03
Jestesmy rok po slubie. Nie mialam wielu facetow przed nim, pierwszy
dluzszy zwiazek. Przed slubem bylismy kilka lat. Dobry, porzadny,
poukladany facet, wyzsze studia, spokojny, mało emocjonalny. Ja - z
dobrego domu, ambitna, idealistka, łatwowierna, emocjonalna, mimo
to, calkiem niezla kariera zawodowa. 30+ lat, bez dzieci. Wszystko z
pozoru idealne.

Zawsze mi czegos brakowalo. Slub mi uzmyslowil. Ja calosc
organizowalam, slebo dazac do perfekcji, do destrukcji. On nic, czul
sie zagubiony. Na moja frustracje (krzyk o pomoc), reagowal agresja.

I tak jest dalej. Nauczylam sie od taty, ze mezczyzna jest motorem
rozwoju rodziny, podejmuje decyzje zyciowe, dba o calkiem niezly byt
finansowy i intelektualny. Czy jestem leniwa, nie ambitna? Nie.
Wszyscy mi mowia ze za bardzo daze do perfekcji, jestem abitna,
pracowita, zdolna, robie kariere. Czy jestem za bardzo wpatrzona w
siebie, w kariere? Nie. Wszystko bym oddala, zeby moc czuc sie
zaopiekowana przez mezczyzne, ktory mi imponuje, bezpieczna,
oddajaca sie mezowi i dzieciom. Ale nie czuje sie na tyle
bezpiecznie, zeby je miec. Czy mam za silna osobowosc? Tak, jestem
silna, dominujaca z wierzchu, z pozoru, w srodku delikatna,
emocjonalna, ale z niezwykla sila przetrwania.

Czy to byl niewlasciwy wybor?
Czy jest za miekki, za malo decyzyjny zyciowo, zbyt slaba osobowsc,
za malo meski w mojej percepcji meskowsci(z mojego schematu
rodzinnego), by w jego rece oddac siebie i przyszle dzieci?

Czy tylko moj ojciec jest dla mnie wzorem, poczuciem bezpieczenstwa?
Czy jestem nieracjonalna idealistka?

Tyle razy probowalam z nim o tym rozmawiac.
Wkoncu chce byc szczesliwa.

Prosze napiszcie wasze opinie.
    • ha-pa Re: Szczescie w malzenstwie? 25.11.07, 02:33
      Oj jesteśmy bardzo do siebie podobne.
      Przed ślubem myślałam, że właśnie kogoś takiego mam, kto o mnie
      zadba i zaopiekuje się, chociaż jestem pracowita, ambitna tyle, że
      marzyłam, że jak juz będę miec dziecko, to odpuszczę sobie trochę by
      jak najwiecej dać z siebie dziecku. Wydawało mi się, że jeszcze
      troszeczkę i bedę mogła sobie na to pozwolić, bo mąż zaczął dobrze
      zarabiać. Wierzyłam też że dziecko trochę odmieni mojego meża,
      odkopie w nim czułość, wrażliwość która gdzieś po 3 latach
      małzeństwa się zaszyła bo nadal chyba nie wierze, że znikła).
      Niestety mąż oznajmił mi: "teraz jesteś mi juz nie potrzebna, teraz
      sobie poradzę." Dziecka wcześniej nie chciał i chyba ja też czułam,
      że to jeszcze nie ten czas ... Uważam, że taka decyzja - dziecko,
      powinna byc wspólna.
      Próbowałam rozmawiać z nim co mnie boli, ale niestety tylko ja
      mówiłam, on ... nie chciał.
      Też płakałam po nocach mysląc "Czy kiedyś będę szczęśliwa?"
      .....
      ... rozwód ...
      i tez płaczę, za kim? Chyba nie za nim jakim się stał, chyba za
      człowiekiem, którego na prawdę pokochałam, z którym ślubowałam, ...
      płaczę znów za szczęściem, ciepłem, oparciem, poczuciem
      bezpieczeństwa, za kimś kto po prostu ze mna jest ...

      p.s. Weekend - najtrudniejsze dni
      Ha ha, myslałam że już wszyscy śpią tylko ja ... nie mogę, boję się
      kolejnej samotnej nocy ...

      Pozdrawim Cię serdecznie dorota280 i życzę SZCZĘŚCIA tobie i chyba
      sobie też!!!
      • dorota280 Re: Szczescie w malzenstwie? 25.11.07, 03:25
        Ha-pa, nadzieji to mi wiele nie dalassmile).
        Ale cieszy, ze jest ktos kto ma podobne odczucia, no i jeszcze nie
        spi.
        Moj maz bardzo chce dzieci, tylko mnie nadal brakuje czegos. Boje
        sie, ze bede musiala wziac odpowiedzialnosc za siebie i dzieci. Co
        ja zdecyduje, on na to sie zgodzi. Ale nie o to w zyciu chodzi.
        Problem w tym, ze czuje, ze go przytlaczam soba, swoimi ambicjami,
        dazeniami, planami. Bo wierze w to ze nie zyje sie po to, zeby
        realizowac cele jednej czy drugiej korporacji, jednej osoby, tylko
        wspolne, wspolne wlasne. Po to jestesmy ludzmi i po to razem, zeby
        bylo latwiej, bardziej emocjonalnie i uczuciowo. Po roku slubu
        pustka? Podobno mnie kocha i wyjazd jest dla mnie, dla naszej
        przyszlosci.
        Ale czuje sie sama, z cala (spora) rzeczywistoscia spraw codziennych.

        Z calego serca zycze Ci duzo szczescia. No i sobie tezsmile)
      • e-wojciech Re: Szczescie w malzenstwie? 26.11.07, 04:09
        ha-pa napisała:

        > Też płakałam po nocach mysląc "Czy kiedyś będę szczęśliwa?"
        > .....
        > ... rozwód ...
        > i tez płaczę, za kim? Chyba nie za nim jakim się stał, chyba za
        > człowiekiem, którego na prawdę pokochałam, z którym ślubowałam, ...
        > płaczę znów za szczęściem, ciepłem, oparciem, poczuciem
        > bezpieczeństwa, za kimś kto po prostu ze mna jest ...

        Niestety, faceci nie płaczą

        > p.s. Weekend - najtrudniejsze dni
        > Ha ha, myslałam że już wszyscy śpią tylko ja ... nie mogę, boję się
        > kolejnej samotnej nocy ...

        Widać, są inni którym los także nie oszczędził problemów. Ja akurat jestem
        przyzwyczajony do siedzenia do późna. Nie raz było tak, że ktoś do mnie stukał
        pogadać o 2 w nocy. Szkoda tylko, że sobie nie jestem w stanie pomóc ... sad
        Mimo wszystko sama myśl, że nie jest się samemu na tym świecie choć troszkę pomaga.
    • tricolour Kilka słów... 25.11.07, 09:20
      1. "ślepo dazysz do perfekcji, do destrukcji" - to Twoje słowa i wiesz, że
      perfekcja jest destrukcyjna, a mimo to ślepo do niej dążysz. Prawdopodobnie
      rozwód (i związane z nim upokorzenie, załamanie systemu wartości, niepewność,
      samotność, brak poczucia bezpieczeństwa, zmiana otoczenia, itp) będzie ceną
      wyleczenia się z chorej perfekcji.

      2. Ojciec jako wzór. Problem znany od lat, że z jednym się żenimy, a wpatrujemy
      w drugiego i porównujemy. No cóż... w dniu ślubu dokonałaś wyboru więc niech
      przysięga (a także ponoć "ambicja") nie będzie frazesem.

      3. "Zawsze mi czegos brakowalo. Slub mi uzmyslowil" - nie trzeba było brać
      slubu, ale teraz to już za późno. Więc przed Tobą długa droga, bo możesz się
      rozwieść, ale wszystkie powyższe problemy pozostają. Musisz się najpierw z nimi
      uporać, potem odchorować rozstanie, potem zacząć szukać nowego faceta, którego
      znajdziesz lub nie, bo jakiemu facetowi potrzebna perfekcyjna kobieta wpatrzona
      w ojca.

      4. W sumie na dzieci może zabraknąć czasu i Twoja wizja własnej kobiecości
      skończy się na karierze zawodowej.

      5. Biorąc powyższe pod uwagę możecie próbować rozwiązać poważny problem
      małżeński. Wady Twoje oraz bierność, a także agresja męża wynikająca z
      nieumiejętności konfrontacji z rzeczywistością są do zmiany. Zróbcie bilans i
      albo razem, albo osobno. Innej drogi nie ma - najprawdopodobniej czeka Was długa
      terapia małżenska pod okiem specjalisty, z której możecie wyjść innymi osobami.
      Może się okazać, że tego małżeństwa nie da się już uratować żadnym sposobem, ale
      próbować warto...

      PS. Mam bardzo bezpośredni styl, który wiele osób mocno dotyka. Prosiłaś o
      opinię, to przyjmij - proszę - i taką, w mojej wersji.
      • marek_gazeta He he - święte słowa 25.11.07, 13:54
        > bo jakiemu facetowi potrzebna perfekcyjna kobieta wpatrzona
        > w ojca.

        Żadnemu w miarę normalnemu smile
    • crazyrabbit Re: Szczescie w malzenstwie? 25.11.07, 12:17
      Wydaje mi się , że to Ty w Waszym małżeństwie "nosisz spodnie".
      Sama piszesz , że jesteś ambitna , sama wszystko organizowałaś ,
      dążysz do perfekcji... a on nie. On czuje się zagubiony , jest
      spokojny , miękki itp.

      Zamiast oczekiwać od męża , żeby był taki jak Twój ojciec , zacznij
      akceptować fakt , że on nigdy taki nie będzie! Po prostu , skoro to
      wbrew jego naturze , to na siłę go nie zmienisz.

      Najpierw bierzesz w swoje ręce organizowanie Wam życia , zarabiasz ,
      pniesz się po szczebelkach awansu zawodowego , a potem chcesz
      być "słabą kobietką". Nie da się chyba pogodzić.
      Przewartościuj sobie pewne sprawy i pozwól sobie być "facetem" w
      Waszym związku , a jemu pozostaw pranie , sprzątanie , a w
      przyszłości pozostanie na urlopie wychowawczym z ewentualnym
      dzieckiem. Może tu się sprawdzi?

      Po prostu inaczej tego nie widzę. Nie zmienisz dorosłego faceta , w
      typie "ciepłe kluchy" nagle w "ryczącego lwa" , nie ma szans.
      Zaakceptuj go takiego , jakim jest.

      Królik
      • koka314 Re: Szczescie w malzenstwie? 25.11.07, 13:05
        przeczytaj koniecznie "Chcę być kochana tak jak chcę" Katarzyny
        Miller i Ewy Konarowskiej. Tam wszystko pisze o takich właśnie
        uczuciach i emocjach.
      • marek_gazeta Re: Szczescie w malzenstwie? 25.11.07, 14:03
        > Po prostu inaczej tego nie widzę. Nie zmienisz dorosłego faceta, w
        > typie "ciepłe kluchy" nagle w "ryczącego lwa" , nie ma szans.
        > Zaakceptuj go takiego , jakim jest.

        Pytanie, czy facet jest w typie "ciepłe kluchy", czy też, widząc niezadowolenie swojej kobiety, rezygnuje z własnej inicjatywy i zaczyna odpuszczać rzeczy, których kiedyś nie odpuszczał.

        Wbrew pozorom, to nie musi być takie proste. Jego zachowanie może wynikać z wielu rzeczy, ze sposobu, w jaki z nim rozmawiasz, z sygnałów, które mu przekazujesz ("nie jestem z ciebie zadowolona", "nie zrobiłeś tego we właściwy sposób", "nie o to mi chodziło" itp.). Wydaje mi się, że nadambitna kobieta może zmienić całkiem normalnego faceta (może nie "ryczącego lwa", ale - właśnie - po prostu normalnego samca) w gościa, który "oddaje pole" i wycofuje się.

        Zastanów się, czy facet mimo wszystko nie ma wystarczających zalet, aby być z nim dalej. Być może właśnie za bardzo go "ciśniesz". Ale jeśli uznasz, że nie ma, to daj sobie spokój.

        Tak na marginesie, coś mi się zdaje, że "ryczący lew", idący przez życie jak burza, raczej nie szuka sobie "ryczącej lwicy", bo po cholerę mogłaby mu się przydać?
        • crazyrabbit Re: Szczescie w malzenstwie? 25.11.07, 14:18
          > Pytanie, czy facet jest w typie "ciepłe kluchy", czy też, widząc
          niezadowolenie
          > swojej kobiety, rezygnuje z własnej inicjatywy i zaczyna
          odpuszczać rzeczy, kt
          > órych kiedyś nie odpuszczał.

          Z postu pierwszego wynika , że chyba od poczatku był taki.
          Spokojny , bez emocji itp. Autorka wątku pisze , że ona organizowała
          wszystko , a on czuł sie zagubiony.
          Po co miał podejmować dezyzje , skoro żona robiła to za nich oboje?

          > Tak na marginesie, coś mi się zdaje, że "ryczący lew", idący przez
          życie jak bu
          > rza, raczej nie szuka sobie "ryczącej lwicy", bo po cholerę
          mogłaby mu się przy
          > dać?

          No tak , walczyliby tylko o terytorium smile
        • i33 Re: marek --gazeta 26.11.07, 10:23
          zgadzam sie z tobą- despotka z tyrankiem to sie pozabijają o
          władzę...
          prędzej dwa żółwie sie dogadają...
          sama czasem próbowałam cisnąć, z rozpaczy już miałam dość braku
          inicjatywy w podstawowych rzeczach.....
          mało znam związków-gdzie kobieta robi za faceta i jest ok---na ogół
          on nie wytrzymuje--i albo robi sie agresywny albo owrotnie jeszcze
          bardziej ma gdzies obowiązki---na złość-żeby pokazać właśnie że ona
          nie ta metodą i sposobem go mobilizuje..
          o ile on wogóle chce być zreformowany!
          bo w tym ambaraś aby dwoje chciało na raz...i tego samego!
          bo jak dogadać sie kiedy każdy ma inne spojrzenie na swe role w
          związku i nie zamierza zmieniać zdania?
          żadne modlitwy joanny nie pomogą --jak nie ma chęci!!!
          ale to fakt że faceta nie można dusić w sposób dołujący albo pokazać
          mu że jesteśmy lepsze w tych meskich rzeczach---to bład wielu
          związków....a póżniej mamy nagle dość i pretensje że on sie na to
          godzi----a właściwie..
          mnie zawsze wkurzała obojętność---brak rozmowy pytania podjęcia jej--
          --takiego obgadywania szczegułów na bieżaco---może wtedy wcześniej
          byśmy ustalali swe "ja tego chce nie chce nie chce umie pragne nie
          lubie , takie mam oczekiwania--i co ty na to?"
          zazwyczaj na początku przymyk sie oczy i finał nie zaczętej rozmowy
          kończy sie dobrym seksem ---i jest fajnie ...do czasu..............

          nie rozmawiamy ze sobą---nie umiemy!---to chciałam głównie
          powiedzieć-jeszcze zanim wulkan zacznieć wrzeć...
    • turzyca Re: Szczescie w malzenstwie? 26.11.07, 02:42
      tak na moje oko popelnilas blad, ktorego mi sie zupelnym przypadkiem udalo ustrzec.
      Zupelnym przypadkiem, bo mimo ze taki uklad w zwiazku mi przeszkadzal, nie to
      przesadzilo o zerwaniu. Pewnie tez bym sama zorganizowala slub tak, jak i sama
      liczylam kase na wspolne mieszkanie i martwilam sie, skad jej wziac tyle, zeby
      moc sie na to spokojnie decydowac.
      Zwiazek sie rozpadl, obywdoje jestesmy w nowych i co? Ja sie nie zmienilam,
      wciaz jestem twarda, zaradna, ogolnie idealistka choc potworna realistka w zyciu
      codziennym, a jednak w nowym zwiazku to nie ja nosze spodnie. Jestem ta silna
      kobieta, ktora stoi za silnym mezczyzna. A moj byly? Moj byly rowniez
      wyprowadzil sie z domu rodzinnego i mieszka ze swoja dziewczyna. Nagle stal sie
      bardzo zaradny, pchnal studia do przodu, znalazl prace, ktora mozna godzic ze
      studiami, zaczal zarabiac na swoim hobby - to wszystko zreszta byly moje
      pomysly, ale wczesniej uznawane za nierealizowalne. Dlaczego zaczal realizowac
      moje rady, postulaty, dopiero w nowym zwiazku? Nie wiem. Moze to do pewnego
      stopnia efekt inercji - jakos zaczelismy i tak zostalo. Moze gdybysmy sie wtedy
      przeszli do psychologa udaloby nam sie ten uklad, w ktorym chyba sie oboje
      nienajlepiej czulismy, przezwyciezyc. Trudno mi oceniac, ale wiem, ze nie
      zrobilismy niczego by nasz zwiazek zmienic.
      I poza ta rada - przejdzcie sie do psychologa - lepiej doradzic nie umiem.
      • dorota280 Re: Szczescie w malzenstwie? 01.12.07, 01:06
        Bardzo dziekuje wszystkim za odpowiedzi, choc niektore nie byly
        pochlebne. Samo zycie.

        Turzyca, napisalas cos dla mnie bardzo przejmujacego. Przykro mi, ze
        tak sie stalo u Ciebie, z grugiej strony ciesze sie, ze wszystko sie
        ulozylo i zazdroszcze Ci.

        Moj maz mial czasami okresy, kiedy go wielbilam, bym twardy, typ
        macho z usiechem na twarzy. Nawet sie ze mnie lekko (w przyjazny
        sposob nasmiewal "jego blondynka.." i musze powiedziec, ze bardzo mi
        to pochlebialo. Mimo tego co inni pisza, ze rownolegle w pracy robie
        kariere i jestem typem "zdecydowanie i szybko do celu", zabawne jest
        jedno. Kiedy on mial przewage w zwiazku, traktujac mnie z lekkim
        przymruzeniem, czulam sie cudownie (zaopiekowana, podporzadkowana) i
        rownolegle w tym samym czasie w pracy bardziej decyzyjna, silna,
        pnaca sie do gory. I to wbrew pozorom bylo dla mnie idealne,
        idealnie to godzilam (poddanie w domu, silna reke w pracy).
        Wspominam ten okres cudownie.
        Teraz nie wiem co sie stalo. Zaczelo sie od jego zmiany pracy,
        dystanu (geog.), moze ja za bardzo balam sie utraty wlasnie takiego
        jego stylu / relacji (jakkolwiek nazwac) i zaczelam zbyt mocno
        naciskac. Teraz nawet przez delikatna rozmowe nie moge ocucic
        przeszlosci. Teraz tylko ja jestem motorem naszych dzialan, a to dla
        mnie za duzo. Jestem dobra w tym co robie w pracy, ale to max dla
        mnie. Potrzebuje jego sily. Nie mam teraz na to szans, on zywi sie
        resztkami mojej.
    • e-wojciech Re: Szczescie w malzenstwie? 26.11.07, 04:00
      dorota280 napisała:

      > Jestesmy rok po slubie. Nie mialam wielu facetow przed nim, pierwszy
      > dluzszy zwiazek. Przed slubem bylismy kilka lat. Dobry, porzadny,
      > poukladany facet, wyzsze studia, spokojny, mało emocjonalny. Ja - z
      > dobrego domu, ambitna, idealistka, łatwowierna, emocjonalna, mimo
      > to, calkiem niezla kariera zawodowa.

      hmm, a wieksza ilość facetów by coś zmienila ?

      > 30+ lat, bez dzieci. Wszystko z pozoru idealne.

      No własnie chyba nie do końca idealne.

      > Zawsze mi czegos brakowalo. Slub mi uzmyslowil. Ja calosc
      > organizowalam, slebo dazac do perfekcji, do destrukcji. On nic, czul
      > sie zagubiony. Na moja frustracje (krzyk o pomoc), reagowal agresja.

      Czy to aby nie było tak, że Ty organizowałaś, planowałaś, załatwiałaś a jak się
      zmęczyłaś to mówilaś do niego "czemu Ty nic nie potrafisz załatwić ?", a jak on
      cos robił to albo bylo nie tak, albo nie to ?

      > I tak jest dalej. Nauczylam sie od taty, ze mezczyzna jest motorem
      > rozwoju rodziny, podejmuje decyzje zyciowe, dba o calkiem niezly byt
      > finansowy i intelektualny.

      Trzeba było w takim razie zostać u Taty boku. A czy czasem byt finansowy nie
      wiąże się z karierą zawodową ? Gdy Ty robisz karierę co robi On ?

      > Czy jestem leniwa, nie ambitna? Nie.
      > Wszyscy mi mowia ze za bardzo daze do perfekcji, jestem abitna,
      > pracowita, zdolna, robie kariere. Czy jestem za bardzo wpatrzona w
      > siebie, w kariere?

      Spojrzyj w lustro, jeśli często będziesz widzieć w nim siebie samą, to odpowiedź
      brzmi: TAK.
      Jeżeli natomiast zobaczysz dwoje ludzi (nie w przenośni) będących jednym ciałem
      spleconych ze sobą, to jeszcze nie jest źle. W innym przypadku sprawdź czy
      myslisz tylko o sobie, czy poprostu Twój mąż się Ciebie boi.

      > Nie. Wszystko bym oddala, zeby moc czuc sie
      > zaopiekowana przez mezczyzne, ktory mi imponuje, bezpieczna,
      > oddajaca sie mezowi i dzieciom.

      Czyli Twój mąż Ci nie imponuje. Tylko czy nigdy nie imponował, czy tez zmieniły
      się kryteria i potrzeby ? Czy myslisz, że on tego nie widzi, nie czuje, że nie
      jest juz tym kimś ? Czy pomyślałaś że w tym wszystkim widzisz już przede
      wszystkim siebie

      > Ale nie czuje sie na tyle bezpiecznie, zeby je miec. Czy mam za silna
      osobowosc? Tak, jestem
      > silna, dominujaca z wierzchu, z pozoru, w srodku delikatna,
      > emocjonalna, ale z niezwykla sila przetrwania.

      Ty przetrwasz a kto po Tobie ? Jak trafnie brzmią w tym miejscu slowa, że
      "Żyjemy tak długo, jak żyje pamięć o nas".

      > Czy to byl niewlasciwy wybor?
      > Czy jest za miekki, za malo decyzyjny zyciowo, zbyt slaba osobowsc,
      > za malo meski w mojej percepcji meskowsci(z mojego schematu
      > rodzinnego), by w jego rece oddac siebie i przyszle dzieci?

      Twój czy jego wybór ? Bedzie taki, jeśli uwierzy w Twoje tezy. A akurat o dzieci
      to mężczyźni wbrew pozorom (naukowo podobno ok. 7% wszystkich facetów) potrafią
      calkiem dobrze poradzić sobie z dziećmi i są gotowi do naprawdę duzych
      poświęceń. Pytanie trudniejsze: czy Ty zrezygnujesz z kariery dla dziecka, dla
      mniejszych finansów ? Czy Ty podejmiesz się wychowania małego człowieka, który
      za nic będzie miał Twoje polecenia, nakazy i zakazy ? Który pokaże Ci, że będzie
      jadł, spał, robił kupkę, płakał wtedy kiedy On będzie chciał a nie Ty ?

      > Czy tylko moj ojciec jest dla mnie wzorem, poczuciem bezpieczenstwa?
      > Czy jestem nieracjonalna idealistka?
      >
      > Tyle razy probowalam z nim o tym rozmawiac.
      > Wkoncu chce byc szczesliwa.

      O czym rozmawiałaś ? O tym, że jest za słaby, że się nie sprawdza, że coś
      powinien zrobić ? A może o tym, że chciałabyś troszkę zwolnić, bo wbrew pozorom
      kariera nie przyniosla Ci szczęścia na każdym polu ? Że chciałabyś, byście we
      dwoje coś z tym zrobili, że Ty to a On to zrobi ? Jeżeli powiedziałaś mu to tak
      jak napisałaś, to lepiej sprawdź czy jest jeszcze w domu, lub nie zostaje coraz
      dlużej w pracy.

      > Prosze napiszcie wasze opinie.

      Na koniec jeszcze kilka słów:
      Smutne jest to, że masz 30 lat (bez plusa smile ), rok po ślubie i wyciągasz
      wnioski o kimś, że się nie sprawdził lub nie sprawdzi. Dla mnie jesteś kobietą,
      którą wyprzedziło życie i doszłaś do problemu do których nie dorosłaś. Mam
      wrażenie, jakby Twój ślub był bo tak wypadało. Bo wiek, parę lat znajomości, itp.
      Ja jestem 14 lat po ślubie. Od paru dni przygotowuję się do tematu pod nazwą
      rozwód. Moja żona zagubiła się podobnie jak Ty. Widnmo kariery zawodowej
      zaślepiło jej rodzinę. Tak naprawdę chyba nigdy nie opuściła swojego domu
      rodzinnego. Słowo rodzina to dla niej najpierw rodzice, a na drugim miejscu
      córka i mąż. Też idealizuje swoich rodziców, nie widząc że nie dorównuje swojej
      matce nawet do pięt. Gdybym miał taką żonę jak teściową, byłbym wiele
      szczęśliwszy. Sam jestem człowiekiem ambitnym i stanowczym. Też jak Ty
      perfekcjonistą. Zrozumiałem jednak, że nie da się wszystkiego samemu zrobić.
      Trzeba część prac oddać innym, nawet jak zrobią to gorzej. Nie wzmocnisz więzi z
      mężem, nie pozwalając mu się wykazać, bo przecież nie zrobi tego tak jak ja.
      A dzieci ? Ja akurat jestem jednym z tych 7%. Przy ciągłej pracy (na szczęście
      dużo pracy mogę robić w domu jak wszyscy śpią) i przy chronicznym zmęczeniu,
      wielką przyjemnością było wstawanie do dziecka jak płakało, by go przytulić,
      przewinąć. By zasnęło w Twoich ramionach. Przed porodem bałem się, że tego już
      nie udźwignę, ale dziecko, tak jak i dobry partner, potrafią czynić cuda.
      Zmobilizować nas do przerwanego snu a mimo to uśmiechu na ustach. Mnie z mojego
      związku udało się dziecko. Ale cóż, może kiedyś ...

      Obudź się i spójrz częściej w lustro, by zobaczyć ilu widzisz tam ludzi. Myślę,
      że swoją karierę zrobiłaś dzięki temu, że ktoś w Ciebie uwierzył, że Ci w tym
      pomagał, że to może Twój obecny mąż,a nie tylko rodzice. Może warto się
      odwdzięczyć swoją wiarą. A jak nie wszystko wyjdzie tak jak trzeba ... nikt nie
      jest idealny. Taki facetów NIE MA. Rodziców szanuj, ale męża kochaj i udowadniaj
      mu to przez każdy dzień Waszego wspólnego życia.
      • dorota280 Re: Szczescie w malzenstwie? 01.12.07, 01:27
        Wojtek,

        maz mi kariery nie pomogl zrobic. Wwszystko zrobilam sama.
        Zawdzieczam mu momenty nasze wspolne, dzieki ktorym mialam wiare w
        siebie i w ten sposob mi pomogl.

        Zawsze liczylam na siebie. Kiedy bylo miedzy nami dobrze, skorupka
        pekala i dalabym dla niego wszystko, bylam ciepla osoba.Gdybys
        postawil mnie w sytuacji, gdzie jestem sama i moge liczyc na siebie
        sama, zobaczylbys max mojej sily i skoncentrowanie na cel. Zawsze
        cel osigam. Ale nie po to jest sie w zwiazku, zeby wiecznie walczyc.
        Kobieta chce czegos innego w zyciu. W pewnym momecie chcesz oddac
        komus paleczke. Chyba ten moment wreszcie nadszedl? smile)
        • dorota280 Re: Szczescie w malzenstwie? 01.12.07, 01:34
          Teraz sie chyba rzeczywiscie rozpisalamsmile
          Ale piszac "ten moment chyba nadszedl" mam na mysli cos jeszcze.
          Naprawde chcialabym miec pelna rodzine, moc oddac ta paleczke
          wiecznej walki (zawodowej) i skoncentrowac sie na rodzinie, na
          dzieciach, na zapewnieniu mojemu mezowi ciepla domowego - swojego i
          dzieci.

          Ale jak mam to zrobic? Jak mam przekazac w jego rece inna osobe,
          nasze dzicko, skoro boje sie przekazac samej siebie?

          Prosze napiszcie.
    • julka1800 Re: Szczescie w malzenstwie? 26.11.07, 10:25
      Czytam i czytam i nie wiem co napisac.
      Byc moze bylam podobna do Ciebie? Ja - idealistka, ambitna,
      emocjonalna (tylko jako 30tka bylam matka 2letniego chlopca). A byly
      maz - spokojny, wydawalo sie porzadny facet.

      Czy zastanawialas sie kiedys kto tworzy rodzine po slubie? Ty i Twój
      maz. A nie ty, Twoj maz i twoj tata. Chyba zapomnialas o tym. Twoi
      rodzice, rodzice Twego meza schodza na plan dalszy.
      A jak wygladaja relacje Twoj maz - jego ojciec? A stosunki panujace
      w jedo rodzinie. Kto tam stanowi sile napedową: matka czy ojciec.
      Bo niezaleznie od tego jak bysmy chcieli roznic sie od wlasnych
      rodzicow to do nich jestesmy podobni i przenosimy model rodziny z
      domu rodzinnego na swoj wlasny.

      Czy pochwalilas kiedys swojego meza za cos co zrobil, cos
      zorganizowal. Nawet za cos drobnego, nawet jesli niekoniecznie to mu
      sie udalo w 100%? To wazne. Byc moze jest urodzonym ciapciakiem, lub
      przytloczony Twoja sila spuscil z tonu, ale jesli sie choc raz
      postaral a ty go nie pochwalilas... to wybacz nie dodalo mu to
      skrzydel.

      Nie porównuj swego meza do ojca. To blad, ktory zaprowadzi wasze
      malzenstwo donikad.

      To co mi przychodzi do glowy to moze sprobuj odpuscic sobie kwestie
      organizacyjne np Świat i Sylwestra. Niech maz cos wymysli, postara
      sie. Tylko nie na zasadzie: " Ja sie w to nie bawie w tym roku, zrob
      cos rusz sie!". I jesli zrobi choc najmniejsza rzecz - pochwal go.
    • milenium5 Re: Szczescie w malzenstwie? 01.12.07, 07:38
      Dorotko mam bliskich przyjaciół, ona jest bardzo podobna do Ciebie.
      Bardzo ambitna, świetnie zorganizowana z idealistycznym podejściem
      do życia Przez pierwsze lata po ślubie ich małżenstwo wyglądało tak
      ja Ty to opisujesz: ona o wszystko dbała, ona zarabiła na rodzinę,
      ona płaciła rachunki, załatwiała kredyt na mieszknia. On był
      starsznie bierny, zamknięty w sobie. Zero inicjatywy. Z czasem było
      coraz gorzej, on nie radził sobie w kolejnej, lepiej płatnej pracy
      którą ona mu znalazła, ona robiła karierę i nieukrywała frustracji,
      że on jest jaki jest... Zaczęła się go wstydzić przed rodziną,
      znajomymi... Przekroczyła trzydziestkę, ale nie mogła się zdecydować
      na dziecko dokładnie z takich samych powodów co Ty. W końcu urodził
      im się synek i wszystko się zmieniło... To on wychowywał małego, ona
      nie musiała przerywać kariery. On był fantastycznym ojcem, świetnie
      się sprzwdził, dobrze dbał od dom i dobrze się czuł w tej roli. Ona
      szybko zaczeła go doceniać i jest bardzo dobrze między nimi. Właśnie
      urodziła im się córeczka. Są jednym z najlepszych małżeństw jakie
      znam, choć pięć lat temu, byłam pewna że się rozstaną... Dziś
      rozwodzę się ja, a do nich jadę, żeby nie stracić wiary w związki...
Pełna wersja