Witam jestem nowym forumowiczem i mam parę pytań

29.11.07, 21:58
Witam

Po dwóch miesiącach odkąd dowiedziałem się że rosną mi rogi trzy tygodnie temu
powiedziałem żonie żeby się wyniosła z mieszkania. Ja chciałem spróbować
jednak ona nadal jest ślepo zakochana w swojej internetowej miłości z
Hiszpanii, w związku z powyższym myślę że moje małżeństwo zakończy się rozwodem.

Z żoną już przeprowadziłem wstępną rozmowę, wynikło z niej że skoro rozwód i
rozpad małżeństwa jest z jej winy to ona zgadza się zostawić cały majątek mi
(zresztą ja z własnych pieniędzy wyposażyłem, spłacałem również kredyt).
Majątek oprócz sprzętów w mieszkaniu, to samo mieszkanie z garażem (na który
wzięliśmy kredyt) oraz samochód.
Nie mieliśmy wspólnego konta bankowego na którym trzymalibyśmy oszczędności.
Nie mamy również potomstwa.

Mam zatem pytanie jakie formalności należy wypełnić przed rozwodem aby sąd
przepisał podczas rozwodu cały majątek na mnie za żony zgodą oczywiście.
Słyszałem o dwóch różnych możliwościach :
1. Dokument który sporządza notariusz.
2. Umowa przyrzeczona którą można sporządzić bez notariusza.

Pytanie jaka droga jest właściwa oraz czy macie może wzór takich dokumentów.

Kolejne pytanie jak wygląda sprawa z przepisaniem kredytu na mnie czy wiąże
się z tym dużo formalności i jest to proces długotrwały ?

Następne pytanie, czy jeśli będę chciał rozwodu z orzeczeniem o winie żony i
ona wyrazi na to zgodę że rozpad małżeństwa jest z jej winy, to czy procedura
sądowa w takim przypadku będzie tak samo krótka jak w przypadku braku
orzekania o winie ?

Jestem właścicielem firmy i również firmę i zyski z niej chciałbym
zabezpieczyć przed żoną (nie będę utrzymywał jakiegoś Hiszpana), czy istnieje
możliwość zrzeczenia się przez żonę zysków z firmy a dokładnie dywidend (jest
to spółka z o.o.) ?

Pozdrawiam wszystkim rozwiedzionych, w trakcie oraz przed rozwodem.
Ja to strasznie przeżyłem, przede wszystkim to że żyłem z osobą która mnie
mogła tak oszukiwać a ja ją darzyłem olbrzymim zaufaniem. Myślę że nadal ją
kocham, ale wiem że to że ją poprosiłem aby się wyniosła było krokiem w dobrym
kierunku. Kiedy ze mną mieszkała po tym jak się już o wszystkim dowiedziałem
wpadałem w obłęd i paranoję ciągle sprawdzając jej maile, telefon czy też
komunikator internetowy szukając czy przypadkiem się z nim nie komunikuje.
Mimo wszystko ona nadal się komunikowała z nim, mi natomiast mówiła że
potrzebuje czasu na decyzję.
Na dodatek praktycznie w tym samym dniu kiedy się dowiedziałem że ma kogoś mój
tato wylądował w szpitalu a tydzień później zmarł.

Po tych wszystkich przeżyciach (wydarzyło się to na początku września) wpadłem
w depresję (jedna z oznak w dwa miesiące schudłem 15 kg). Psychiatra polecił
mi Ośrodek Interwencji Kryzysowej i to był strzał w 10. Jeśli ktoś jest z
Krakowa i ma podobne problemy, cierpi na depresję to naprawdę polecam .
Ośrodek ten mieści się na ulicy Radziwiłowskiej 4, czynny jest całą dobę. Są
tam bardzo mili i kompetentni ludzie, mi bardzo pomogli, do tej pory tam
chodzę, bo jeszcze nie czuję się w 100% zdrowy. Tam poczułem że komuś na mnie
zależy i ktoś się o mnie troszczy, ktoś obcy kto widzi we mnie człowieka a nie
znajomego, kogoś z rodziny etc. Oczywiście rodzina, przyjaciele również
pomagają ale oni nie służą fachową wiedzą, mogą przytulić, powiedzieć weź się
w garść ale to w tym przypadku nie działa. Uważam że jeśli nie ma się sił
samemu z tego podnieść to należy udać się do specjalisty który przepisze
odpowiednie leki i poradzi, wysłucha, porozmawia. Czasami rozmowa z obcą osobą
jest łatwiejsza niż z rodziną bądź przyjacielem. Można się łatwiej otworzyć.
Dzięki tej terapii po niespełna trzech miesiącach mogę zacząć pracować i
logicznie myśleć co wcześniej nie było możliwe. Oczywiście nie jestem jeszcze
w pełni sił. Jestem informatykiem więc w pracy używam głowy i palców, w
związku z tym moja koncentracja nie jest jeszcze pełna w pracy ale
przynajmniej mogę się już pracować i twórczo myśleć.
Mam nadzieję że parę osób pójdzie moim śladem i uda się do specjalistów. Ja
nie wyobrażam sobie abym mógł dochodzić do siebie przez najbliższy rok lub dwa
i wydaje mi się że tak nie będzie, jestem pełen tej nadziei. Zapewne to forum
również służy jako pewna forma terapii i chwała Wam forumowicze za to.

Na koniec chciałbym Wam polecić kawałek Indios Brawos Zmiana ja jak go
usłyszałem po raz pierwszy to optymistycznie popatrzyłem w przyszłość, może
Wam również pomoże oto link
pl.youtube.com/watch?v=HoSGwIxwp6Q
Pozdrawiam
    • tricolour Jeżeli żona zgadza się... 29.11.07, 22:07
      ... to może Ci zostawić swoją część majątku. Podejrzewam jednak, że tak nie
      będzie choćby z tego powodu, że zdrada nie jest wystarczającym powodem nawet do
      rozwodu, o winie nie wspominając. Po drugie ona też musi mieć z czego żyć...
      • misqu Re: Jeżeli żona zgadza się... 29.11.07, 22:15
        Ona chce wyjechać do Hiszpanii więc tam życie sobie ułoży, będzie musiała zacząć
        wszystko od nowa, a ja nie chcę dokładać do jej hiszpańskiego kochanka i ona to
        doskonale rozumie i się z tym zgadza również na winę wyraża zgodę.
        Jesteś pewien/pewna że łatwo nie będzie czy też są to spekulacje ?
        • tricolour To są spekulacje... 29.11.07, 22:19
          ... no ale zastanów się: zdybałeś żonę, to ona czuje sie winna. Dla świętego
          spokoju obiecała Ci to, co prawnie jest jej - wina, wstyd, upokorzenie pomagają
          w podjęciu pochopnych decyzji.

          Do rozwodu jednak długa droga i niejeden podpowie Twojej żonie, że połowa
          majątku prawnie jej się należy. Naturalne będzie gdy skorzysta.

          Poza tym, to ona zdradziła się w rzeczywistości, czy tylko "internetowo"? Jeśli
          netowo, to kiepska ta zdrada... przepraszam, ale tak myślę.
          • misqu Re: To są spekulacje... 29.11.07, 22:31
            Widzieli się w sumie dwa tygodnie i do fizycznej zdrady również doszło.
        • maza15 Re: Jeżeli żona zgadza się... 29.11.07, 22:21
          jeśli zgadzacie się w najważniejszych kwestiach rozwodowych /kto
          winien,jaki podział majątku/,to oczywiste,że rozwód będzie szybszy i
          łatwiejszy
    • jarkoni Re: Witam jestem nowym forumowiczem i mam parę py 29.11.07, 22:08
      Misqu, jedynie mentalną pomoc Ci oferuję, znający temat odpowiedzą o prawnych
      szczegółach..
      Ale dobrze, ze tu jesteś
      Parę podobieństw widzę...
    • biedroneczka33 Re: Witam jestem nowym forumowiczem i mam parę py 29.11.07, 23:06
      Witaj Misqu w tym "zacharowanym świecie" moze nie na wszystkie pytania znajdziesz tutaj odpowiedz , jednak sam fakt ze mozemy wyrzucic z siebie to co dobre i co złe , poznajemy innych ludzi majacych problemy podobne do naszych sprawia ze milo jest tutaj przywitac kolejny dzien :o)))
    • hb1980 Re: Witam jestem nowym forumowiczem i mam parę py 30.11.07, 02:01
      trzymaj sie, tez jestem tu od niedawna, a moja historia jest zdumiewajaco
      podobna do Twojej. u mnie tez jest juz troche lepiej.
    • salsa13 Re: Witam jestem nowym forumowiczem i mam parę py 30.11.07, 07:32
      witaj
      dobrze, że tu Trafiłeś...
      • kjl2004 Re: Witam jestem nowym forumowiczem i mam parę py 30.11.07, 08:38
        Witaj, moja historia jest bardzo podobna do Twojej...z tą tylko
        różnicą że to ja jako kobieta zostałam zdradzona przez męża, też się
        godzi na rozwód z orzekaniem o jego winie i niczego nie chce, zabrał
        tylko auto i swoje ciuchy (i to nie do końca), szkoda że nie
        mieszkam w duzym mieście z dostępem do fachowej pomocy, bo to co u
        mnie w mieście jest trudno nazwać pomocą smile pozdrawiam
    • marek_gazeta Re: Witam jestem nowym forumowiczem i mam parę py 30.11.07, 09:16
      Cześć.

      Trzymaj się.
      • aron95 Re: Witam jestem nowym forumowiczem i mam parę py 30.11.07, 10:37
        Najprościej notarialnie załatw sprawy majątkowe . Sądy niechętnie podchodzą do
        spraw majątku .
        Ma to jeszcze tą dobrą stronę że załatwisz sprawę od ręki nim jej co innego w
        padnie do głowy .
        Pozdrawiam
    • misqu Re: Witam jestem nowym forumowiczem i mam parę py 30.11.07, 12:12
      Dziękuję wszystkim za słowa otuchy.

      Zdziwiłem się że tylu ludzi ma podobne historie do mojej. Ja chyba jestem
      człowiekiem starej daty bo dla mnie słowa przysięgi miłość, wierność i uczciwość
      naprawdę wiele znaczą. Tymczasem dla niektórych okazuje się to zwykłą formułką
      którą należy powiedzieć.

      A później na swoje usprawiedliwienie można powiedzieć że tysiące ludzi się
      rozwodzi i jest to zupełnie normalne w obecnym świecie. Problem leży w tym, że
      ja nie jestem jakimś tysięcznym człowiekiem, jestem tu i teraz a tysiące ludzi
      którzy podobnie czynią jak ona mnie zupełnie nie interesują.

      Mam nadzieję, że kiedyś w przyszłości znajdę drugą osobę która myśli podobnie i
      będę z nią szczęśliwy. Na pewno będę mądrzejszy o to doświadczenie, i decyzja o
      drugim związku będzie podejmowana nie tylko sercem ale również głową. Chociaż
      kto to wie.

      Jestem informatykiem i internet, komunikatory oraz wszelkie inne nowoczesne
      technologie służące do porozumiewania się nie są dla mnie czymś magicznym, ale
      jestem zdania, że one służą tylko i wyłącznie do nawiązania kontaktu,
      zauroczenia, jednak do miłości jest jeszcze daleko, bo żeby mogło się narodzić
      takie uczucie trzeba sporo czasu, motylki w brzuchu to jeszcze nie prawdziwa
      miłość, trzeba poznać drugiego człowieka, długo z nim przebywać. Wysyłanie zdjęć
      kwiatów w mailach i przesyłanie komplementów, całusów smsami jest bardzo proste
      i nie wymagające czasu ani poświęcenia tymczasem prawdziwa miłość to nie tylko
      puste słowa i zdjęcia kwiatów ale też czyny, jednakże w obecnym świecie ludzie
      wolą żyć w świecie iluzji.
      Prawdziwych przyjaciół poznajesz w biedzie, w przypadku miłości wydaje mi się że
      jest podobnie. Trzeba zarówno dawać a nie tylko brać.

      Dobra kończę ten długi wywód i pozdrawiam wszystkich.
      • julka1800 Re: Witam jestem nowym forumowiczem i mam parę py 30.11.07, 12:18
        misqu napisał:

        "ale jestem zdania, że one służą tylko i wyłącznie do nawiązania
        kontaktu, zauroczenia, jednak do miłości jest jeszcze daleko, bo
        żeby mogło się narodzić takie uczucie trzeba sporo czasu, motylki w
        brzuchu to jeszcze nie prawdziwa miłość, trzeba poznać drugiego
        człowieka, długo z nim przebywać. Wysyłanie zdjęć kwiatów w mailach
        i przesyłanie komplementów, całusów smsami jest bardzo proste i nie
        wymagające czasu ani poświęcenia tymczasem prawdziwa miłość to nie
        tylko puste słowa i zdjęcia kwiatów ale też czyny, jednakże w
        obecnym świecie ludzie wolą żyć w świecie iluzji.

        Wszedles na forum i od razu Wieli Wpis. Zgadzam sie poza jednym: ja
        nie wole zyc w swiecie iluzji. Nie.
        • julka1800 Re: ps. 30.11.07, 12:20
          nie odnioslam sie do meritum, ale pozdrawiam serdecznie Krakow.
          • misqu Re: ps. 30.11.07, 12:57
            julka1800 napisała:

            > nie odnioslam sie do meritum, ale pozdrawiam serdecznie Krakow.

            Ja również nie chcę żyć w świecie iluzji.

            Pozrawiam Cię julka1800 i twoją miejscowość skądkolwiek jesteś.
      • kjl2004 Re: Witam jestem nowym forumowiczem i mam parę py 30.11.07, 14:11
        Wiesz podpisuję pod tym wszystkim obiema rękami smile myslę bardzo,
        bardzo podobnie do Ciebie, a najbardziej boli mnie to że mój mąż
        kiedyś miał podobny tok myslenia, który zatracił w momencie poznania
        tej panienki...nagle nie sie dla niego nie liczyło, nie liczyłam się
        ja, nasze dzieko (o które staraliśmy się tak długo, i wtedy wydawało
        mi się, że jak już jest dzieciątko, to mnie nic przykrego nie
        spotka - a tu taka niespodzianka sad ) szczerze nie mieszkam z mężem
        już od 4 miesięcy, a od roku nic nas już nie łączy (poza dzieckiem)
        ale to wszystko cały czas mnie boli, boli tak jakbym dowiedziała się
        o tym przed chwilą...smutne ale prawdziwe, pozdrawiam
    • yoma Re: Witam jestem nowym forumowiczem i mam parę py 30.11.07, 14:48
      A ja, jak cię, Misqu, czytam, to się twojej żonie nie dziwię.
      • misqu Re: Witam jestem nowym forumowiczem i mam parę py 30.11.07, 15:16
        Ok. Rozumiem tylko powiedz dlaczego się nie dziwisz mojej żonie, ciekaw jestem
        dlaczego, oczywiście to co przedstawiłem jest tylko wycinkiem całej historii, w
        dużym skrócie.

        Pozdrawiam
        • yoma Re: Witam jestem nowym forumowiczem i mam parę py 30.11.07, 15:42
          A proszę uprzejmie

          Bo z twoich postów przebija jedna rzecz: wielkie, napuchłe, przerośnięte JA, tak
          duże, że świat przesłania i na nic innego miejsca nie zostaje.

          Już sam początek jest niezły: nie "przeprowadziliśmy rozmowę i wyszło, że będzie
          lepiej, jeśli się rozstaniemy", tylko "JA powiedziałem żonie żeby się wyniosła z
          mieszkania". Mieszkania, które JA wyposażyłem i JA spłacałem, JA kupiłem równiez
          samochód. JA jestem informatykiem i JA jestem właścicielem firmy i JA myślę, jak
          by zrobić, żeby żona nie zobaczyła grosza z dywidendy (BTW to jest spółka akcyjna?)

          Przyjaciele są be, bo nie mają fachowej wiedzy, mogą tylko powiedzieć, żebyś
          wziął się w garść. A nie pomyślałeś, że może przyjaciele mają dość
          wysłuchiwania, jaki jesteś biedny i skrzywdzony?

          Następnie mamy wielki akapit, jaką to głęboką depresję przeżyłeś, ale już TY
          możesz pracować, chociaż TWOJA koncentracja jeszcze nie jest pełna w pracy bla
          bla. Facet, obcym ludziom od pierwszego kopa opowiadasz ze szczegółami o swojej
          depresji? Co z ciebie za facet?

          >Ja
          nie wyobrażam sobie abym mógł dochodzić do siebie przez najbliższy rok lub dwa

          Oczywiście, boby to nadwerężyło wizerunek twojego ego...

          > Prawdziwych przyjaciół poznajesz w biedzie, w przypadku miłości wydaje mi się że
          jest podobnie. Trzeba zarówno dawać a nie tylko brać.

          Otóż to. Mam niejasne wrażenie, że żona miała tak serdecznie dosyć życia w
          cieniu przerośniętego JA, tak chciała być zauważona i doceniona - a co ona, nie
          kobieta? - ża rzuciła się w objęcia pierwszego, który się pojawił na horyzoncie,
          wirtualnym czy nie. Bo ile w końcu można być zmuszaną do słuchania tylko o JA?

          Czytanie maili, esemesów i takich pomijam, bo jest to zwyczajnie małe i podłe.
          Bo TY musisz wiedzieć wszystko, co się u niej dzieje?

          No i to wcale nie musi być Hiszpan - żona stwarza wrazenie, że ucieka na drugi
          koniec kontynentu, bo inaczej będziesz jej do końca życia wypominał, że nie
          oddała ci 5 zł za mydełko, które jej kupiłeś w okresie narzeczeństwa. Bo widać z
          tego, że jesteś także małostkowym dusigroszem. Ot co.
          • misqu Re: Witam jestem nowym forumowiczem i mam parę py 30.11.07, 17:31
            To może przytoczę w skrócie prawie całą historię bo określenie że jestem
            dusigroszem mnie trochę poirytowało (taki naprawdę nie jestem). W naszym małż.
            zaczęło się źle dziać około sierpnia 2006, wtedy to JA rozstałem się, nie powiem
            w niezbyt przyjemnych okolicznościach. Miałem dosyć dużego doła wtedy również
            oddali nam mieszkanie, wisiał nad nami kredyt oraz urządzenie mieszkania.
            Sytuacja była niezbyt komfortowa, założyłem również wtedy nową firmę na zyski z
            której trzeba w zasadzie czekać do dzisiaj, to wymaga czasu.
            Mieliśmy wtedy oszczędności na które głownie ja zapracowałem bo żona nigdy nie
            myślała o odkładaniu na czarną godzinę i żyła chwilą, zresztą wtedy niewiele
            zarabiała w związku z tym nawet wtedy nie zakładaliśmy wspólnego konta ona
            zarabiała na swoje wydatki JA na inwestycje, wakacje, bieżące utrzymanie etc.
            Wtedy też żona zaczęła pracować jako przewodnik po Krakowie, w sezonie pracy
            jest dużo i pieniądze nie powiem godziwe ale w zimie już tak dobrze nie jest, w
            związku z tym miała sporo wolnego czasu. W związku z powyższym parę razy
            prosiłem ją aby pojechała w wolnym dniu do różnych sklepów meblowych,
            wnętrzarskich etc. i wybrała rzeczy które jej się podobają, jednakże jej
            wytłumaczenie było takie że ja mam samochód i zawsze wygodniej jest pojechać
            samochodem, ona wtedy nie miała prawa jazdy, nie mogła zrozumieć że buduję nową
            firmę, że po pracy jestem zmęczony, że chciałbym mieć chociaż jeden dzień w
            weekend wolny albo wieczór. Wtedy zaczęły się między nami kłótnie, mówiłem że
            jest egoistką, żeby pomyślała o mnie, nic nie pomagało, koniec końców pogodziłem
            się z sytuacją i jeździliśmy razem do sklepów. Żona zaledwie raz pojechała
            wybrać płytki na podłogę do łazienki, jak sytuacja była podbramkowa i trzeba je
            było kupić w ciągu jednego dnia bo te które kupiliśmy wcześniej były
            niewłaściwe. Wtedy zdecydowała się pojechać. Ja tymczasem miałem na głowie
            budowę firmy, ekipę budowlaną oraz zakupy do domu. Powiesz że jestem dusigroszem
            ale fakt jest taki że ja za wszystko płaciłem, załatwiałem kredyt, podpisywałem
            umowy, żona nic nie wiedziała ile co kosztuje, zresztą do tej pory nie wie, ja
            nad wszystkim czuwałem, wiedziałem że ona nie ma pieniędzy więc chciałem ją
            ochronić przed kłopotami finansowymi, żeby się tym nie martwiła zresztą miałem
            spore oszczędności których większość pochłonęło mieszkanie. Chciała mieć
            architekta wnętrz - miała, pokłóciła się z architektem - spłaciłem go. Ja
            chciałem tylko takiej pomocy jaką mogła mi zaoferować czyli poświęcić swój wolny
            czas, raz prosiłem ją aby pojechała do mieszkania, otworzyła im mieszkanie,
            poczekała aż skończą trwałoby to dwie godziny i zamknęła drzwi. Jednak jej wolny
            czas był tak cenny że tego nawet nie chciała zrobić, dopiero po długich namowach
            pojechała. Ja akurat wtedy nie mogłem pojechać.
            To był pierwszy zwiastun późniejszych kłopotów.
            Kiedyś powiedziała mi że chciałaby abym ja był jej rycerzem ona natomiast moją
            księżniczką. W związku z tym chciałem ją ochronić przed moimi kłopotami, ona
            natomiast nie mogła zrozumieć mojej sytuacji, ja oczekiwałem że jednak jej
            rycerz ma kłopoty i oczekuje pomocy.
            Jakoś to przeżyliśmy w lutym wprowadziliśmy się do nowego świeżutkiego
            mieszkania. I tutaj również zaczęły się kłopoty. Żona zawsze była straszną
            bałaganiarą, byłem w stanie dokładnie określić gdzie przebywała pod moją
            nieobecność, wszędzie były jakieś kubki, spinki do włosów i tysiące innych
            drobnych rzeczy, wcześniej mieszkaliśmy z teściową, zarówno ja jak i teściowa
            zwracaliśmy jej na to uwagę jednakże ona zawsze mówiła, że w swoim nowym
            mieszkaniu się zmieni. Tymczasem po przeprowadzce nic się nie zmieniło, mówiła
            że to jest jej charakter i nie mogę od niej wymagać zmiany charakteru. Doszła
            też kolejna rzecz mianowicie zaczęła mieć coraz więcej turystów a co za tym
            idzie praktycznie jej nie było w domu, zwłaszcza w weekendy, a jak nie pracowała
            to chodziła po knajpach spotykać się z koleżankami, kolegami lub klientami
            którzy a jakże będąc na wakacjach zapraszali ją wieczorem na kolacje etc. Ja jej
            nie poznawałem ale sądziłem że dziewczyna wyrwała się z domu (zawsze mieszkała z
            matką) i musi się wyszumieć, przejdzie jej to po jakimś czasie. Ja mieszkałem na
            studiach w akademiku więc się dość wyszumiałem. Nie jestem facetem który chce
            żeby żona siedziała w domu i gotowała obiadki, sprzątała, prała etc. Nie chcę
            żyć z kurą domową ale jeśli żona 3,4 razy w tygodniu wychodzi do knajpy coś jest
            nie tak. Wracając z pracy nie dość że dom pusty to jeszcze jest w nim super
            bałagan. Tak sobie życia rodzinnego nie wyobrażałem. Oczywiście mówiłem jej to
            ale to tak jakby rzucać grochem o ścianę, żadnego odzewu, żadnej poprawy,
            zaczęły się między nami kłótnie aż do momentu kiedy mi powiedziała że im
            bardziej naciskam to tym bardziej ona będzie stawała okoniem, w związku z tym
            odpuściłem i rzeczywiście przez dwa tygodnie było ok ale później wszystko
            wróciło do starego stanu. Ale wtedy nie miałem już siły cokolwiek mówić,
            strasznie się na niej zawiodłem i odsunęliśmy się od siebie. Miałem tylko
            nadzieję że po jakimś czasie zrozumie, tłumaczyłem tylko że źle się czuję w
            takim domu, że chcę ciepła, wspólnoty, miłości. Jednakże ona w międzyczasie z
            jednym ze swoich byłych klientów zaczęła mailować smsować i skypować do niego.
            Mi mówiła że to jest jej klientka Eva z którą się bardzo zaprzyjaźniła,
            oczywiście ja jej nie miałem podstaw wierzyć, ufałem jej, wtedy też zaczęła
            częściej być wieczorami w domu. Myślałem że się już uspokoiła. Nawet podczas
            wakacji mówiła że się wybiera do Evy do Madrytu, ja nie mogłem sobie w tym roku
            pozwolić na urlop (ehh ta firma) więc pomyślałem, że niech przynajmniej ona ma
            wakacje, pomogłem jej kupić bilet lotniczy bo nigdy nie kupowała kartą kredytową
            w internecie. Tymczasem ta mityczna Eva jak się później okazało była Aleksem.
            Na początku września dowiedziałem się o wszystkim, on przyjechał do niej ona
            natomiast powiedziała mi że idzie spać do koleżanki tymczasem dowiedziałem się
            że koleżanka jest Budapeszcie, wtedy dopiero sprawdziłem jej komputer z kim ona
            się kontaktuje i się wydało. Wieczorem podczas rozmowy próbowała wymyślić jakąś
            bajkę jednak jak powiedziałem jej dokładnie imię i nazwisko gościa to się
            przyznała i powiedziała że chce odejść. Wtedy straciłem grunt i wiarę w ludzi
            rozumiem że można kogoś zdradzić ale nie chcieć naprawić 8 lat związku, byliśmy
            ze sobą 6 lat przed małżeństwem, to mi się w głowie nie mieściło. Na następny
            dzień powiedziała, że jednak potrzebuje czasu aby przemyśleć czy chce naprawić
            małżeństwo. Na następny dzień mój tato poszedł do szpitala a tydzień później
            umarł. Wtedy całkowicie się załamałem, straciłem tatę z którym byłem bardzo
            blisko oraz osobę którą kochałem z którą chciałem spędzić resztę życia. Ona
            podczas tego czasu była jak sopel lodu, nadal podejrzewałem że kontaktuje się z
            nim, mimo że temu zaprzeczała.
            Zacząłem po jakimś czasie chodzić do ośrodka, i się uspokoiłem, wiele razy
            wyjaśnialiśmy sobie naszą sytuację analizowaliśmy dlaczego tak się stało,
            rozmawialiśmy jak przyjaciele. Jednak niektóre jej działania sugerowały, że mimo
            jej zapewnień i chęci próby (bo wtedy już mówiła o próbie) ona nadal się z nim
            kontaktuje i myśli o nim.
            12 listopada wprowadziła się do nas teściowa, ma remontowane mieszkanie, żona
            grała przed nią że wszystko jest w najlepszym porządku, ja chyba jestem kiepskim
            aktorem i nie potrafiłem grać. W nocy zapytałem ją czy się z nim kontaktuje
            niech mi powie prawdę, bo mam dość fałszu, zwłaszcza że byłem pewien że się tego
            dnia z nim kontaktowała bo sama pojechała mając wolny dzień do miasta na zakupy,
            co było niespotykane zawsze jeździliśmy razem wieczorem, zawsze wolała
            samochodem a tym razem sama się domyśliła i pojechała autobusem ? Ona przyznała
            że rzeczywiście się z nim kontaktuje, poprosiłem ją aby mnie już nigdy nie
            oszukiwała, że wolę prawdę niż obłudę i pozorny spokój. Powiedziałem
            • yoma Re: Witam jestem nowym forumowiczem i mam parę py 30.11.07, 17:55
              No wybacz

              >W związku z powyższym parę razy prosiłem ją aby pojechała w wolnym > >dniu do
              różnych sklepów meblowych, wnętrzarskich etc. i wybrała >rzeczy które jej się
              podobają, jednakże jej wytłumaczenie było takie >że ja mam samochód i zawsze
              wygodniej jest pojechać
              > samochodem, ona wtedy nie miała prawa jazdy,

              Bez samochodu miała meble kupować, bo ty byłeś zmęczony? A wiesz, że takie
              sklepy mieszczą się zazwyczaj na obrzeżach miast, gdzie komunikacja miejska nie
              dochodzi wcale albo raz na dwie godziny?

              Nie pomyślałeś, że może chciała, żebyście te meble wybierali razem, skoro
              żyjecie razem?

              Nie pomyślałeś, ze przewodnik turystów ma chodzącą pracę i może być zmęczony?

              > mówiłem że jest egoistką, żeby pomyślała o mnie, nic nie pomagało, > koniec
              końców pogodziłem
              > się z sytuacją i jeździliśmy razem do sklepów.

              A ty o niej pomyślałeś (patrz wyżej)?
              Ona ci jakoś nie wymyślala od egoistów. Zaiste, doskonały sposób na wychowywanie
              żony.
              - Kochanie, może pojedziemy wreszcie po te płytki, bo jak nie wybierzemy razem,
              to ci się nie spodobają i znowu trzeba będzie wymieniać...
              - Przestań, nie widzisz, że wróciłem z pracy? Jak można być taką egoistką?

              >ja za wszystko płaciłem, załatwiałem kredyt, podpisywałem
              > umowy, żona nic nie wiedziała ile co kosztuje, zresztą do tej pory > nie wie,
              ja nad wszystkim czuwałem, wiedziałem że ona nie ma >pieniędzy więc chciałem ją
              > ochronić przed kłopotami finansowymi, żeby się tym nie martwiła

              Ja, ja, ja... i z drugiej strony ona, bez pieniędzy. Co znaczy: ona nie miała
              pieniędzy? Czy w małżeństwie kredyty nie są wspólne? I mieszkania? Cytryny w
              lodówce też podpisywałeś MOJE?

              >Żona zawsze była straszną
              > bałaganiarą, byłem w stanie dokładnie określić gdzie przebywała pod moją
              nieobecność, wszędzie były jakieś kubki, spinki do włosów i tysiące innych
              drobnych rzeczy

              Widocznie ona bałaganiara, a ty pedant i nie pasujecie do siebie. Ale widziały
              gały, co brały.

              > Kiedyś powiedziała mi że chciałaby abym ja był jej rycerzem ona natomiast moją
              księżniczką.

              I otóż to, i rycerz dostal sygnał. Ale rycerz, zamiast próbować go pojąć, tylko
              podpisywał cytryny, żądał kupowania płytek i wypominał rozrzucone spinki.

              > praktycznie jej nie było w domu, zwłaszcza w weekendy, a jak nie > > pracowała
              to chodziła po knajpach spotykać się z koleżankami,
              > kolegami lub klientami którzy a jakże będąc na wakacjach zapraszali ją
              wieczorem na kolacje etc.

              I ja jej się nie dziwię, bo do czego miała wracać do domu? Do męża, który
              zacznie metodyczny wykład, jaki to on jest wspaniały i zmęczony, a jaka ona
              egoistka z wolnym czasem?

              I na zakończenie powiem ci, że bardzo rzadko zdarzają się małżeństwa, w których
              winę za rozpad ponosi tylko jedna strona. Jest nawet orzecznictwo Sądu
              Najwyższego na ten temat. Chcecie się rozstać, to się rozstańcie, bo nie
              pasujecie do siebie. Ale czego żona zaczęła szukać w życiu towarzyskim i
              internetowym, a czego nie miała w domu, to już sam powinieneś się zastanowić. Bo
              ja z tego widzę, że miała tylko górę lodową potrafiącą jedynie wymagać, a
              rozmawiać wyłącznie o tym, jaka jest wspaniała (ta góra), bo zarabia pieniądze...

              BTW rozwód bez orzekania o winie załatwia się znacznie krócej. Chyba że ci
              zależy na alimentach od żony.
            • tricolour Zauważ, szanowny kolego... 30.11.07, 17:59
              ... że adwersarze czasem nie odpowiadają na posty, ale opowiadają własne
              historie. Jeśli nasza koleżanka Yoma była w małżeństwie traktowana źle (bez
              względu na zakres tego słowa) to nie ma znaczenia, co napiszesz - i tak będziesz
              tym złym nawet jeśli Twój związek ma niewiele wspólnego z Yomy.
              • yoma Re: Zauważ, szanowny kolego... 30.11.07, 18:00
                Szanowny kolego Tri, tym razem kolega się wypowiedział niemerytorycznie...
                • sylwiamich Re: Zauważ, szanowny kolego... 30.11.07, 18:04
                  Dla mnie Yoma tez trochę przesadzasz.Jestem teraz z takim facetem
                  jak autor.Znam jego historię od znajomych, on niewiele na ten temat
                  mówi.A jeśli mówi...zawsze stara sie ją tłumaczyć.Czasami kobiety
                  naprawdę nie potrafią nic z siebie dać.Nie temu facetowi..spotkają
                  innego i zmieniają się.
                • tricolour Może i tak jest... 30.11.07, 18:07
                  ... ale taki komentarz: "A ja, jak cię, Misqu, czytam, to się twojej żonie nie
                  dziwię" - przekracza granice grzeczności. Każdemu można pięknie napisać, że był
                  takim sukinsynem, że można to wyczuć na podstawie kilku zdań.

                  Uważam, że taki komentarz zdradza problem u piszącego takie upraszczające zdanie...
                  • yoma Re: Może i tak jest... 30.11.07, 18:11
                    Moment, rozmawiamy o mnie czy o Misqu?

                    Napisałam, że się nie dziwię żonie, rzecz obszernie uzasadniając. Żona pewnie
                    nie święta, ale jej tu nie ma i nie może się bronić, a i Misqu nie taki święty,
                    jak chciałby się wydawać.

                    A jeżeli, Tri, zrozumiałeś mój komentarz tak, jak zrozumialeś, to doprawdy chyba
                    nie ja mam problem smile
                    • tricolour No to może z drugiej strony... 30.11.07, 18:42
                      ... opowiadasz komuś szczególy ze swojego życia małżeńskiego, które zakończyło
                      sie rozwodem. A ten słuchacz mówi Ci, że jak tak patrzy na Ciebie, to wcale się
                      dziwi, że się rozwodziłaś. Jakbyś się poczuła?

                      Ja po takim czymś czułbym sie spoliczkowany.
                      • yoma Re: No to może z drugiej strony... 30.11.07, 18:49
                        A widzisz

                        po pierwsze: jeśli facet chcąc zadać konkretne pytanie - jak nie zostawić żonie
                        ani grosza - opisuje swoje życie w pięciu tomach z bibliografią, to coś o nim
                        mówi. Takie jest moje zdanie, jakkolwiek niegrzeczne by ci się to wydało smile

                        A po drugie, odpowiadając na pytanie - to zależy, czego chciałabym od słuchacza.
                        Jeśli pogłaskania po główce, zapewne w pierwszym odruchu obraziłabym się, a w
                        drugim pomyślałabym, że źle wybrałam słuchacza. Jeśli zaś rzetelnego wysłuchania
                        i uczciwej odpowiedzi, to zapewne zaczęłabym się zastanawiać, czy i ze mną i
                        moim postępowaniem coś nie jest nie tak.
          • misqu Ciąg dalszy Re: Witam jestem nowym forumowiczem 30.11.07, 17:59
            Teściowa natomiast została i nadal mieszka ze mną, jeszcze nie wyremontowała
            mieszkania.
            Okazało się również że żona tak naprawdę nie potrzebowała żadnego czasu, nie
            chciała żadnej próby chciała tylko przetrwać do świąt aby zagrać wtedy udane
            małżeństwo żeby jej matce nie było przykro. Takie miłosierdzie. A później
            samolot i Hiszpania.

            Dlatego uważam że moja decyzja była jedyną dobrą. Koniec z oszukiwaniem się.
            Co do depresji wcześniej też myślałem że jest to coś wstydliwego jednak jest to
            choroba taka jak inne i z postów które czytam wydaje mi się że wiele osób na nią
            cierpi,niektórzy nie zdają sobie z tego sprawy szczególni Ci którzy po rozwodzie
            podnoszą się rok dwa lata, ja z niej nie robie tematu tabu, trzeba się z niej
            wyleczyć i tyle, tak jak z grypy. Napisałem o niej bo chciałem podzielić się
            adresem w Krakowie gdzie mogą pomóc chorym.

            Jeśli chodzi o moje napuchnięte ego i JA, to właśnie w ośrodku uświadomili mi że
            dlatego tak mocno to przeżywam ponieważ tak naprawdę nie myślałem o sobie tylko
            cały czas o nas i o żonie, i to co mi zrobiła odbieram jako wielką
            niewdzięczność, a ludzie tacy są po prostu nawet najbliższe osoby mogą bardzo
            ranić. Dlatego też powiedzieli że teraz powinienem się skupić na sobie. Nie
            muszę być już niczyim rycerzem, ważny w tym momencie jestem ja i jak się czuję.

            Wspomniałaś również o przyjaciołach, jak masz depresję to naprawdę nie chcesz
            się z nikim spotykać, nie biegasz po znajomych i nie uskarżasz się jaki to
            jestem nieszczęśliwy, wręcz przeciwnie chcesz się gdzieś zaszyć przed całym
            światem, nie chcesz z nikim rozmawiać, ja leżałem cały czas w łóżku pod kołdrą.
            Nie chciałem nikogo widzieć. Natomiast rzeczywiście większość ludzi tego nie
            rozumie i mówi, stary weź się w garść, Ty do nich zapewne należysz, a to wcale
            nie jest takie proste i jak widać ten stan może trwać latami. Dlatego ja się
            cieszę że tam trafiłem bo mi naprawdę pomogli, mogę wreszcie zacząć żyć i wrócić
            do rzeczywistości.

            Na dodatek dodam ( pewnie mi się za to oberwie od Ciebie że jaki ze mnie facet )
            że trafiłem tam po dwóch próbach samobójczych, a co tam poszło. Mówię to ku
            przestrodze dla innych, nie warto, idźcie do specjalisty. Nie chciałem tego
            pisać na forum ale skoro się otworzyłem to prawie do końca, prawie bo nie sposób
            wszystkiego opowiedzieć w paru postach.

            Pozdrawiam yoma
            • yoma Ciąg dalszy Re: Witam jestem nowym forumowiczem 30.11.07, 18:02
              Zrób jeszcze jedno:

              porównaj długość swoich postów z przeciętną długością postów na tym forum i
              wyciągnij wnioski.

              Również pozdrawiam smile
              • munieca Ciąg dalszy Re: Witam jestem nowym forumowiczem 30.11.07, 18:12
                Zamieszczę tu swój post , który był w wątku "właśnie sie zdecydowaliśmy..."
                Podczytuje tu różne wątki i zadziwia mnie kwestia tego jak wy się wszyscy
                "wybielacie" pisząc o tej drugiej "złej" stronie.Jakież z was wszystkich
                niewiniątka...jak to żadne z was nie dołożyło nawet 1% do rozpadu
                małżeństwa...Zadziwiające jak to wszyscy dawaliście tyle a nic nie
                braliście....Zadziwiające...i ....mało prawdziwe.
                Coś było nie tak,mój drogi , że żona szukała czegoś poza domem...

                • libra22 ..... 30.11.07, 18:33
                  Szybko stanąłeś na nogi. Większości zabiera to więcej czasu. Uważaj, bo spokój
                  może być pozorny.
                  Kobieta, która oczekuje w małżeństwie, że mąż będzie rycerzem, a ona księżniczką
                  zdradza objawy niedojrzałości.
                  Co do podziału majątku - wydaje mi się (ale nie jestem prawnikiem), że wina
                  nijak się nie ma do tego, że nic jej się nie należy, skoro nie mieliście
                  rozdzielności majątkowej. Ileś tam lat byliście razem i w świetle prawa wspólnie
                  dorabialiście się. Czy nie jest to z twojej strony chęć zemsty?
                  • sylwiamich Re: ..... 30.11.07, 18:40
                    A co złego jest w chęci zemsty jak Ci ktos rozwali wszystko?To
                    bardzo ludzkie.Potem ona się przebudzi i wycofa...bo niby czemu ma
                    oddawac wszytsko?On się wkurzy.Ciąg dalszy nastąpi...
                • tricolour Munieco, a Ty kim jesteś... 30.11.07, 18:45
                  ... że piszesz "Wy"?

                  Jakoś lepsza jesteś, że wyobcowujesz się ze społeczności forum? Masz szczęśliwe,
                  jedyne, udane małżenstwo?
                  • munieca Re: Munieco, a Ty kim jesteś... 30.11.07, 20:24
                    Sorry, może nie wszystkie wątki dokładnie przeczytałam, może ktoś przyznał się i
                    do swojej winy, ale większość osób , która tu pisze stawia się na pozycji
                    niewiniątka.Nawet jeśli zostały zdradzone to coś tę zdradę spowodowało, coś co
                    nie funkcjonowało dobrze w związku.
                    Odpuszczę tylko rodzinom z alkoholikiem...wiem jakie to trudne ..mój ojciec
                    pił.Odszedl kiedy miałam rok.
                    Niestety nie ma juz mojego małżeństwa, pozew w sądzie.
                    Jestem winna tak samo jak on.nie dbalismy o swoj związek i masz...miarka sie
                    przebrała...sąd rozstrzygnie całą resztę.
                    • libra22 Sylwio 01.12.07, 00:56
                      Piszę tak, bo nie miałam w sobie tej chęci zemsty, choć mogłabym.
                      Oddzielałam sprawę jego odejścia od podziału naszego majatku. Mogłabym żądać więcej i sąd by mi to przyznał, ale nie chcę. Mam elementarne wg mnie poczucie uczciwości.
                      • sylwiamich Re: Sylwio 01.12.07, 10:03
                        Libra...napisałam to tylko po to żeby nie bać się nazywać emocji i
                        nie bać się ich przeżywać.Chęć zemsty?Wielokrotnie z dziką
                        przyjem\nością wyobrażałam sobie że rozwalam największą miłość
                        mojego eks...jego samochodziksmile))Ale od wyobrażeń do czynów nigdy
                        nie doszło.Ale przyjemności z wizualizacji miałam że hohowink))
                • i33 Ciąg dalszy Re;munieca 01.12.07, 08:36
                  racja----każdy z nas raczej chce o sobie myśleć--że jest ten lepszy..
                  to standartowa reakcja..
                  a czy mamy detektywów na usługach?kto yu dojdzie do tego----
                  zakładamy że gość mówi prawde---------albo i nie----piszemy albo i
                  nie...
                  jeśli mam komuś skrzywdzonemu załamanemu dołożyć tylko dlatego że mi
                  sie coś wydaje --to już wole milczeć....
                  nie wszycy jesteśmy tacy bezkrytyczni wobec siebie-------------ale
                  jak jest mi smutno--to co mam sie jeszcze walić po głowie--piętnować-
                  ----------chyba lepiej sie pogłaskać...!!!
                  pozdrawiam ---
                  • misqu Re: Ciąg dalszy Re;munieca 01.12.07, 12:13
                    Witam moich adwersarzy.

                    Wczorajszy wieczór spędziłem na zabawie andrzejkowej dlatego nie moglem wziąć
                    udziału w jakże ożywionej dyskusji dzięki yomie.

                    Rzeczywiście zawsze w związku (wyłączając rodziny patologiczne) wina leży po obu
                    stronach, ja wcale nie próbuje scedować winy tylko na żonę, wiem że w naszym
                    przypadku zawinił brak komunikacji, ja w trudnych chwilach nie powiedziałem w
                    długiej otwartej rozmowie dlaczego ona teraz powinna mi pomóc, dalej grałem
                    rycerza, a zapewne wystarczyła by jedna długa i szczera rozmowa, ona natomiast
                    nie potrafiła dostrzec we mnie nie tylko rycerza ale również człowieka z
                    wszystkimi jego słabościami, nie powiedziała również co w jej głowie kiełkuje,
                    przecież to jest długotrwały proces. Reasumując ja nie byłem szczery wobec niej
                    grałem kogoś innego, ona również.

                    Nie opisałem tutaj wszystkich okoliczności bo nie sposób je przytoczyć ale
                    poznaliśmy się jako młodzi ludzie, ja jestem od niej o trzy lata starszy, ona
                    była moją pierwszą miłością ja dla niej również. Psycholog która w 100% zna
                    historię powiedziała mi że czasami tak jest w związkach, jeśli jest to pierwsza
                    miłość i nie miało się doświadczenia w innych związkach, to po jakimś czasie
                    przychodzi refleksja czy to jest ta osoba z którą chcę spędzić resztę życia.
                    Żona zresztą sama mi powiedziała że widziała we mnie pod koniec bardziej tatę
                    niż mężczyznę (taty praktycznie nie znała gdyż zmarł jak była mała dziewczynką),
                    zwłaszcza jak po przeprowadzce zacząłem prosić ją o to by dbała o porządki.
                    Ja powoli zaczynam się oswajać z Tą myślą, że ona odeszła szukając czegoś
                    innego, może musi od życia dostać porządnego kopniaka w tyłek aby coś
                    zrozumiała. Zresztą powiedziała jej to również teściowa ale to do niej nie
                    przemawia, zawsze się o nią ktoś troszczył najpierw mama, później ja, teraz
                    prawdopodobnie ten Hiszpan, nie jestem tylko pewien jak długo jego troska potrwa
                    ale to już nie moje zmartwienie.

                    Podczas tzw. próby wiele razy rozmawialiśmy i wytłumaczyliśmy sobie dlaczego tak
                    się stało, zresztą kiedyś sama przyznała metaforycznie że wie że jestem złotem
                    ale ona pragnie srebra i nic na to nie może poradzić. Byliśmy również na terapii
                    dla małżeństw. Moje załamanie wynikło nie z samego faktu zdrady ale z tego że
                    można być tak nieszczerym przez tyle miesięcy wobec drugiej bądź co bądź
                    bliskiej osoby, sama to podkreśliła kiedyś że się nie poznawała, że jestem jej
                    bliski ale już nie jako kochanek tylko jako przyjaciel, człowiek. Po tym
                    wszystkim poskładałem puzzle i zdałem sobie sprawę w ilu sytuacjach mnie
                    oszukiwała, ile razy mnie wykorzystała (tak yoma zapewne się na to oburzysz ale
                    facet też może być wykorzystywany), są takie rzeczy które wrogowi się nie robi a
                    ona mi to zrobiła. Nie będę ich tu oczywiście przytaczał.

                    W dniu w którym powiedziałem, że nie chce z nią mieszkać ustaliliśmy na
                    spokojnie podział majątku czyli dokładnie wszystko dla mnie dla niej nic. Nie
                    jest to chęć zemsty, ona sama powiedziała, że nic ode mnie nie chce, że wie że
                    zawaliła, rozmowa odbywała się przy teściowej i zakończyła się pokojowo, to nie
                    było darcie kotów o majątek. Powiedziała również, że zamierza wyjechać do
                    Madrytu do niego więc majątek w Polsce nie ma dla niej znaczenia.

                    Oczywiście zapewne za ten post również mi się oberwie, ale co tam.

                    Pierwszego posta napisałem ponieważ pierwszy raz od września w tym tygodniu
                    zobaczyłem światełko w tunelu, w mojej głowie zrobiło się jaśniej i chciałem się
                    tą radością z Wami podzielić a przede wszystkim polecić specjalistów i zachęcić
                    do skorzystania z fachowej pomocy. Myślę że długość postów nie ma tu znaczenia,
                    jeśli kogoś poje długie posty rażą to bardzo mi przykro ale niech ich nie czyta.
                    Czy mam wyliczyć średnią ilość wyrazów w każdym poście na forum i pisać tylko w
                    granicy średniej, przecież to absurd.

                    Yoma wydaje mi się że Twój przypadek przynajmniej w sprawach majątkowych nie
                    przebiegł gładko i jesteś kobietą głęboko zranioną przez swojego eks. Uwierz mi
                    jednak że nie każdy facet to świnia, bo dopóki tak będziesz sądzić nigdy nie
                    wyjdziesz z dołka w którym uważam tkwisz po uszy. Rozumiem że można się nie
                    zgadzać z kimś ale są granice uprzejmości, jeśli się je przekracza to znaczy że
                    przemawia przez kogoś złość, upokorzenie, ból i cierpienie. Wydaje mi się masz
                    rany które się jeszcze nie zagoiły, a które chcesz ukryć za maską złośliwości. W
                    związku z tym polecam Ci jednak wizytę u specjalisty.

                    Ja zaczynam na nowo poznawać siebie i jestem przekonany że nowy związek który
                    zbuduję czy to z żoną, jeśli tak nam będzie dane czy też z inną osobą będzie
                    wspaniały a przede wszystkim dojrzalszy.

                    Pozdrawiam wszystkich.
                    • i33 Re:yoma 01.12.07, 13:18
                      nie wstawiam sie za nikim --nie znam --beczki soli nie wtrążoliłam z
                      nikim tu---------------ale jakoś umknęło mi miejsce, w którym ty
                      pisałabyś o sobie dzieląc sie twoim przypadkiem problemami
                      rozterkami--itp i także ---jakiekolwiek pocieszenie kogokolwiek---
                      keine--możem ślepa?
                      popraw mnie czy widze tylko docinki, komentarze typu"bzdury
                      gadasz", "kłamiesz"!---
                      ja wiem że jadłam na śniadanie kanapke z twarożkiem
                      • misqu Re:yoma 01.12.07, 13:44
                        i33 ten post nie był adresowany do Ciebie jak również nikogo personalnie oprócz
                        akapitu przeznaczonego do yomy, po prostu podczepiłem go pod najnowszy post. Za
                        nieporozumienie przepraszam.

                        Pozdrawiam
                      • yoma Re:yoma 01.12.07, 16:31
                        > popraw mnie czy widze tylko docinki, komentarze typu"bzdury
                        > gadasz", "kłamiesz"!---
                        > ja wiem że jadłam na śniadanie kanapke z twarożkiem
                    • yoma Re: Ciąg dalszy Re;munieca 01.12.07, 16:46
                      > Yoma wydaje mi się że Twój przypadek przynajmniej w sprawach majątkowych nie
                      > przebiegł gładko i jesteś kobietą głęboko zranioną przez swojego eks.

                      To prawda

                      przyszłam któregoś dnia do domu po dniu ciężkiej pracy, zmęczona jak cholera,
                      chciałam usiąść z nogami w górze, ale pan mąż rozwalał się na najwygodniejszym
                      fotelu w domu i kiedy tak stałam przed nim, oświadczył mi nagle: Masz się
                      wynosić z mieszkania i zostawić mi cały majątek.

                      A już poważnie, to takie przerzucanie swoich uczuć na innych nazywa się
                      projekcja - nie uczyli cię tego na terapii? smile
    • yoma Re: Witam jestem nowym forumowiczem i mam parę py 01.12.07, 16:54
      A teraz odpowiedzi na twoje pytania

      1. Podział majątku załatwiasz u notariusza albo w sądzie w postępowaniu odrębnym
      od rozwodowego. U notariusza nie radzę, ponieważ żona zawsze będzie mogła starać
      się umowę unieważnić powołując się choćby na to, że zrzekając się swojej części
      nie była w pełni władz umysłowych wskutek szoku. Sąd też raczej nie będzie skory
      puścić ją w skarpetkach - wybór należy do ciebie. Pamiętaj tylko, że to, co
      wypracowane w małżeństwie, to na pół.
      2. Przepisanie kredytu na ciebie zależy od twojej zdolności kredytowej, którą
      oceni bank.
      3. Rozwód z orzeczeniem o winie trwa dłużej i kosztuje drożej.
      4. Jeśli jesteś jedynym właścicielem firmy, to ty decydujesz, na co przeznaczasz
      zyski.

      I wybacz - myślałam, że pożądasz odpowiedzi na cztery pytania, a nie wysłuchania
      historii życia i pogłaskania w nieszczęściu. Zatem się wyłączam smile
Inne wątki na temat:
Pełna wersja