odpowiedzcie proszę jak najprędzej

01.12.07, 10:07
Sytuacja: małżeństwo z ok. dwudziestoletnim stażem, syn dorosły, corka 16.
Bardzo bogaci, żona na zyczenie meża przerwała studia, by zajmować się domem i
dziećmi.
Teraz: mąż postanawia odejść, przeprowadzić badania genetyczne, czy córka jest
jego.
Każe żonie i corce poszukać sobie mniejszego mieszkania, bo "nie bedzie tyle
płacić".
Oznajmia, ze nawet jesli corka okaże się jego, nie bedzie placić za jej hobby
(sporo, fakt, natomiast bez cienia wątpliwości zaspokaja wazne potrzebny
emocjonalne dziewczyny i pozbawienie go jej bedzie dla niej tragedią nie
mniejszą niż odejście i wyrzeczenie sie jej przez tatusia).
Żona nie ma zadnych wlasnych pieniędzy (podobno).
Pytania mam przede wszystkim takie:
1. Czy w ogole mozna po latach wychowywania wyrzec się (w sensie prawnym)
dziecka, nawet jeśli okaze się, ze jest innego mężczyzny?
2. Czy odchodzacy maz i ojciec nie ma obowiazku zapewnić dzieciom zycia na
podobnym poziomie co do tej pory?
3. Co z podziałem majątku?

I w ogole napiszcie coś, dziewczyna jest kolezanka mojej corki i jest
zrozpaczona, cały świat jej sie zawalil w jednej chwili, ojciec nie dość, ze
nie chce byc jej ojcem, to jeszcze jeszcze grozi, ze pozbawi ja tego, co dla
niej najwazniejsze - zwyczajnie boje sie o nią.
    • nicol.lublin Re: odpowiedzcie proszę jak najprędzej 01.12.07, 10:23
      wiesz,że w sądach bywa róznie. ale teoretycznie żonie należy się
      połowa wszystkiego co mieli i alimenty na siebie i córkę (dopóki się
      uczy). chyba, że mieli intercyzę? no z tym hobby, to może małe
      szanse, bo sąd może nie uznać tego jako "uzasadnioną potrzebę",
      chociaż, może jakoś sobie matka poradzi? ja tylko ciekawa jestem
      jaki jest powód takiej zmiany? pewnie młody i piękny?
      a koleżance radzę szybko szukać pracy. bedzie ciężko.
      • nicol.lublin Re: odpowiedzcie proszę jak najprędzej 01.12.07, 10:27
        ja namiejscu tej kobiety blokowałabym wszystkie posunięcia męża do
        rozwodu, tzn nie pozwoliłabym niczego sprzedać itp. może po podziale
        majątku nie będzie tak tragicznie skoro są bogaci?
        • nangaparbat3 Re: odpowiedzcie proszę jak najprędzej 01.12.07, 10:41
          MOze nie bedzie tragicznie. Ale tez chyba nie kwestie majatkowe sa tu
          najwazniejsze. Niiewiele wiem o tej sprawie, tyle co od córki, ktora przyjaźni
          sie z ich corką. Ale wlasnie z punktu widzenia dziecka (nastoletniego, ale
          zawsze dziecka) to wszystko jest naprawdę przerażające.
          • oinga Re: odpowiedzcie proszę jak najprędzej 01.12.07, 20:58
            "Niiewiele wiem o tej sprawie, tyle co od córki, ktora przyjaźni
            > sie z ich corką. "
            Zastanawiam się jakim trzeba byc POTWOREM, żeby wysłac własną córkę
            (16 lat) na badania genatyczne w celu potwierdzenia ojcostwa!? Dla
            mnie to niepojęte!
            • nangaparbat3 Re: odpowiedzcie proszę jak najprędzej 01.12.07, 23:47
              Nie takie rzadkie. U mnie w rodzinie bylo cos podobnego, pewnemu panu nagle się
              uroilo, ze syn nastoletni nie jest jego (a zdarta skora z ojca) i chciał robic
              badania, poparło go dwoch braci, dopiero moja mama wybiła mu to z głowy.
            • tricolour Niekoniecznie od razu potworem... 02.12.07, 00:05
              ... tym bardziej, że facet może uważać, że nie wysyła własnej, ale cudzą córkę
              na badania.

              Istnieje też pogląd, że nie ten ojciec, co spłodził, a ten, co wychował, ale
              ludzie różnie podchodzą do takich spraw...
              • nangaparbat3 Re: Niekoniecznie od razu potworem... 02.12.07, 10:12
                tricolour napisał:

                > ... tym bardziej, że facet może uważać, że nie wysyła własnej, ale cudzą córkę
                > na badania.
                >
                Kpisz sobie?
                • tricolour Nie, nie kpię... 02.12.07, 10:14
                  ... bo skąd mam wiedzieć, co uważa jakis facet? Dopuszczem, że może uważać różne
                  rzeczy, a nie tylko takie jakie mi wydają się za poprawne...
                  • nangaparbat3 Re: Nie, nie kpię... 02.12.07, 10:19
                    Nie odwracaj kota ogonem - nie o to Ci chodziło w tamtej wypowiedzi, domniemania
                    faceta o pochodzeniu córki uznałeś za usprawiedliwienie dla jego postępowania.
                    • dzimi_dzimi Re: Nie, nie kpię... 02.12.07, 10:24
                      Ale facet ma jakies powody by zacząć domniemywać iż żona go
                      zdradziła i kłamstwem wmanewrowała w ojcostwo ?
                      Bo chyba to jest istotne w tym problemie?
                      • nangaparbat3 Re: Nie, nie kpię... 02.12.07, 10:30
                        dzimi_dzimi napisał:

                        > Ale facet ma jakies powody by zacząć domniemywać iż żona go
                        > zdradziła i kłamstwem wmanewrowała w ojcostwo ?
                        > Bo chyba to jest istotne w tym problemie?
                        Nie. To juz w ogole nie jest istotne. Istotne jest zycie i minimum emocjonalnej
                        rownowagi tej mlodej dziewczyny, a nie zemsta na zonie.
                        • dzimi_dzimi żartujesz? 02.12.07, 10:38
                          Nie mam zobowiązań wobec obcych dzieci.
                          Mogę mieć jeśli tak postanowię ale nie mam obowiązku.
                          Tak jak nie utrzymuję Twojego dziecka i jest mi obce tak samo
                          kłamstwo żony nie sankcjonuje mojego ojcostwa.
                          Współczuję dziewczynie i mam nadzieję, jak pisałem iż facet okaże
                          się ojcem, że ja w takiej sytuacji umiałbym zostać ojcem.
                          Ale nie ma nikt prawa oczekiwać ode mnie, że nim zostanę, jeśliby
                          się okazało, że nim nie jestem a zostałem nim tylko w efekcie
                          kłamstw i machinacji żony.
                          • tricolour To samo chciałem napisać... 02.12.07, 10:40
                            ... literalnie, że nie mam żadnych obowiązków wobec obcych dzieci.
                            • nangaparbat3 Re: To samo chciałem napisać... 02.12.07, 15:12
                              Dziecko, z ktorym przez 16 lat zyje sie pod jednym dachem, przestaje byc obcym
                              dzieckiem. A jeśli tak sie nie dzieje, to znaczy, ze ma się jakieś poważne
                              deficyty spoleczne i emocjonalne, i tyle.
                    • tricolour Nie. 02.12.07, 10:28
                      Słowa nie napisałem, że facet ma się rozwodzić i zostawić rodzinę bez środków do
                      życia. Popieram działania faceta, który - mając wątpliwość w ojcostwo - chce
                      badań genetycznych.

                      Odniosłem się też do słowa "potwór", które jest tu bardzo śmieszne... bo
                      potworem jest nie ten, co się (przypuszczenie tylko) puścił, tylko ten, który
                      dochodzi do prawdy...

                      • nangaparbat3 Re: Nie. 02.12.07, 10:33
                        tricolour napisał:

                        > Słowa nie napisałem, że facet ma się rozwodzić i zostawić rodzinę bez środków d
                        > o
                        > życia. Popieram działania faceta, który - mając wątpliwość w ojcostwo - chce
                        > badań genetycznych.
                        >
                        > Odniosłem się też do słowa "potwór", które jest tu bardzo śmieszne... bo
                        > potworem jest nie ten, co się (przypuszczenie tylko) puścił, tylko ten, który
                        > dochodzi do prawdy...


                        Wiec wyobraź sobie, ze czasem właśnie tak bywa.
                        Jest o tym całkiem niezla sztuka, Ibsena, "Dzika kaczka". Polecam lekturę.
                        • tricolour Jeżeli ta sytuacja jest prawdziwa... 02.12.07, 10:37
                          ... (to znaczy córka ma innego ojca), to matka miała wystarczająco dużo czasu,
                          by sprawę wyjaśnić. Zamiatanie pod dywan daje właśnie taki efekt, że grom z
                          jasnego nieba, to pikuś.

                          Nie podoba mi sie presja na faceta, że ma zostać mądrym i odpowiedzialnym ojcem,
                          kiedy milczy się o zdradzie matki. A włąśnie taka zdrada jest tu, na forum,
                          głównym powodem rozpadów związków, w wtedy nasze Panie uważają rozwód za
                          normalny, a dziecko zabierają do siebie...
                          • elein Re: Jeżeli ta sytuacja jest prawdziwa... 02.12.07, 10:53
                            jesli mąż wychowywał dziecko przez kilkanaście lat jako swoje a
                            teraz dopiero dowiedział się, że może ono nie być jego i wysyła je
                            na badaia genetyczne... to bez jaj! przekreśli kilkanascie lat bycia
                            ojcem dla zemsty na matce... i ukarze okrutnie dziecko które dotąd
                            uważał za swoje (i córka tak uwazała) za kłamstwo matki...
                            wyjaśnić prawdę - tak. ale odciąć dziecko po kilkunastu latach od
                            dotychczasowego życia - okrucieństwo. miał podejrzenia - mógł dawno
                            badania zrobić i wiedzieć jaka jest prawda, a teraz to zakrawa na
                            jakąś zemstę odbywająca sie kosztem dziecka.
                            • tricolour Okrucieństwo? Z tym się zgadzam... 02.12.07, 10:57
                              ... może nawet zemsta.

                              Jakbyś miała faceta, co przez 20 lat regularnie Cię okłamuje i ma na boku dzieci
                              z kim innym, to jakbyś się zachowała?
                              • elein Re: Okrucieństwo? Z tym się zgadzam... 02.12.07, 11:05
                                to inna sytuacja. tutaj nie ma dziecka "na boku". on był ojcem dla
                                tego dziecka przez kilkanascie lat. jedynie plemnik zostawił ktoś
                                inny. a od narodzin to dziecko żylo z nim pod jednym dachem i uwazał
                                je za swoje. wazniejsze jest pochodzenie i moment zapłodnienia czy
                                kilkanascie lat wychowywania jak wlasne?

                                jedna sprawa to rozliczenie się z małżonkiem za zdradę.
                                dziecku można sprawę wyjaśnić. ale nie karac jego, bo ono nie jest
                                winne sytuacji.

                                nie wyobrażam sobie kobiety, która po kilkunastu latach wychowywania
                                dziecka jako własnego, wyrzuciła by je ze swojego życia dowiadując
                                się, ze jest podmienione...
                                • tricolour To nie chodzi o plemnik... 02.12.07, 11:11
                                  ... chodzi o zdradę. Małżeństwo na czymś się buduje: na zaufaniu, lojalności,
                                  wierności, miłosci itp. Jeżeli w pewnej chwili okazuje się, że szlag trafia
                                  zaufanie, lojalność, wierność to nie można się dziwić facetwi, że ponoszą go emocje.

                                  Wasze, kobiece, oczekiwania że facet będzie dalej ojcem i mężem są
                                  nieuprawnione, bo same zdradzając odbieracie sobie prawo do jakichkolwiek
                                  oczekiwań. Oczywiście to działa w obie strony.

                                  I może rzecz najważniejsz z tej rozmowy: dziecko nie moje nie jest moje. Nie
                                  obchodzi mnie.
                                  • elein Re: To nie chodzi o plemnik... 02.12.07, 11:20
                                    mówię, za zdradę nich się rozliczy z małżonką tak jak uważa za
                                    stosowne. dziecku nie musi ruinowac życia. i dziwi mnie, ze chce
                                    go odtrącić i karać po kilkunastu latach wychowywania jako własne...
                                    wynika z tego, ze przez te kilkanascie lat ojcec był z niego
                                    żaden... jego udział w ojcostwie ograniczył sie do wystawiania
                                    czeków i dlatego teraz najważniejsze jest ukaranie "sprawczyń" przez
                                    odcięcie (żony i nie-córki która przez kilkanascie lat była
                                    córką ...) od gotówki... a reszta ojcowskich uczuć? nigdy ich nie
                                    było, nie wypracował ich przez te nascie lat? niepojęte.
                                    • tricolour Uczucie ojca są inne... 02.12.07, 11:21
                                      ... a Ty oczekujesz, by facet kochał tak samo jak kobieta...
                                      • elein Re: Uczucie ojca są inne... 02.12.07, 11:25
                                        jak kocha dziecko facet?
                                        • tricolour Swoje dziecko kocha... 02.12.07, 11:28
                                          ... pięknie. Obcych dzieci nie kocha wcale.
                                          • elein Re: Swoje dziecko kocha... 02.12.07, 11:34
                                            tak, znam kilku którzy kochają swoje dzieci i są z nich dumni. ale z
                                            ich matka nie zyją, alimentów na dziecko nie placą, dzwonią do
                                            dziecka raz na rok z życzeniami świątecznymi albo wcale... a dziecko
                                            wychowuje z matką obcy facet. a ojcowie kochaja i kochaja...w
                                            myslach.
                                            • nangaparbat3 Re: Swoje dziecko kocha... 02.12.07, 15:19
                                              A ja znam kilku, ktorzy troszczą się o nieswoje dzieci, utrzymuja z nimi kontakt
                                              i zalezy im na nich, mimo ze z matka ich rozstali sie juz dawno. Mam nawet taki
                                              przyklad w najblizszej rodzinie exa.
                                              Oraz przyklad przygarniecia i wychowania cudzego dziecka przez niespokrewnionego
                                              meżczyznę - przy pelnej dezaprobacie małzonki, rodzonej ciotki dziecka. Tez z
                                              rodziny exa.
                                              Jak widać ludzie są rozni - tragedia zaczyna sie wtedy, gdy osoby pokroju tej
                                              pani, Tri czy Dzimmiego wlasne postawy uznają za naturalne. I powszechne.
                                              • marek_gazeta Spora różnica 02.12.07, 19:52
                                                Jeśli facet wie, że dziecko nie jest jego (akceptuje dzieci swojejnowej wybranki), sytuacja jest inna. Jeśli dziecko, które uznawał za swoje, okazuje się nie jego, sytuacja jest zupełnie inna. Ma prawo poczuć się wykorzystany i okłamany, w sposób - chyba - najokrutniejszy z możliwych.

                                                Czy porzucenie dziecka, niswojego, a uznawanego wcześniej za własne, jest ok? To zależy od emocjowalnej więzi "ojca" i dziecka. To jest trudny moment i wiele zależy od wcześniejszych relacji, rozmów itp. Nie potrafię tego jednoznacznie ująć.

                                                Czy facet ma prawo zażądać badań genetycznych (mając podejrzenia co do uczciwości żony)? Oczywiście.

                                                W tym ostatnim wypadku dziwią mnie komentarze (kobiet, jeśli dobrze pamiętam). Mam swoją teorię dotyczącą przyczyn, ale nie chcę być uznany za niegrzecznego.
                                                • elein Re: Spora różnica 02.12.07, 21:00
                                                  facet ma prawo zrobic badania genetyczne jesli podejrzewa, że córka
                                                  nie jest jego. ma prawo też, po badaniach które potwierdzą, ze
                                                  faktycznie córka nie jest jego, przedstawić je głównym
                                                  zainteresowanym i zadecydować co dalej z jego a. małżestwem, b.
                                                  ojcostwem (emocjonalnie i prawnie) .
                                                  ale, jeśli facet nie zrobił badań, ma podejrzenia, robi awanturę i
                                                  dopiero KAŻE iść niepełnoletniej córce na badania... a wyrzuca
                                                  kobiety z domu - to wybacz, ale o czym my mówimy?...
                                                  ja też mam swoją teorię ale nie chcę byc niegrzeczna...
                                                  • marek_gazeta Re: Spora różnica 02.12.07, 21:06
                                                    Spokojnie. Nie znamy całej historii. Być może facet jest chory, ma problemy psychiczne, a być może podejrzenia są bardzo mocne (świadkowie, znaleziony pamiętnik itp.).

                                                    > facet ma prawo zrobic badania genetyczne jesli podejrzewa, że córka
                                                    > nie jest jego. ma prawo też, po badaniach które potwierdzą, ze
                                                    > faktycznie córka nie jest jego, przedstawić je głównym
                                                    > zainteresowanym i zadecydować co dalej z jego a. małżestwem, b.
                                                    > ojcostwem (emocjonalnie i prawnie) .

                                                    Cieszy mnie, że jako kobieta przyznajesz facetowi prawo do tego, do czego zgodnie z elementarną logiką i sprawiedliwością powinien mieć prawo.
                                                  • tricolour Przyznam, że bardzo ciekawa dyskusja... 02.12.07, 21:08
                                                    ... a linia podziału i różnicy zdań idealnie przebiega przez płeć piszącego.
                                                  • elein Re: Spora różnica 02.12.07, 21:21
                                                    w sumie dyskutujemy hipotetycznie. dla mnie abstrakcyjna sytuacja
                                                    więc mogę się mądrzyć do woli.
                                                    to oczywiste , ze ma prawo do wyjaśnienia. ale, jeśli się tak
                                                    zabiera za wyjaśnianie jak opisała Nanga, to ja to prawo bym mu
                                                    zabrała z chęcią... jeśli postępuje jak dupek wyżywając się na
                                                    dziecku przed uzyskaniem konkretnych danych, to niech się zgłosi po
                                                    prawa dopiero jak sam dorośnie... wrr.

                                                  • nangaparbat3 Re: Spora różnica 02.12.07, 21:24
                                                    A po uzyskaniu danych bedzie mial prawo wyżywać sie na dziecku?
                                                    Jesli bedzie - hipotetyczny tatus, nie ten , o ktorym mowa, bo ten juz pokazal,
                                                    co potrafi - zdolny do wycofania swojej milosci do niego, to po prostu znaczy,
                                                    ze ani dziecka, ani nikogo innego nie kochał, bo po prostu nie jest do tego zdolny.
                                                  • nangaparbat3 to jest poziom lwa 02.12.07, 21:25
                                                    który zagryza mlode swojej samicy, jesli pochodzą od jego poprzednika.
                                                    No ale oni lubia porownywać sie do lwow.
                                                  • marek_gazeta ? Nie kumam. 02.12.07, 21:33
                                                    > A po uzyskaniu danych bedzie mial prawo wyżywać sie na dziecku?

                                                    O jakie wyżywanie się chodzi? Może facet chce po prostu odciąć kasę i sobie pójść. Wyżywanie kojarzy mi się z czymś innym, z aktywnym szkodzeniem w celu upodlenia fizyczno/psychicznego.

                                                    > Jesli bedzie - hipotetyczny tatus, nie ten , o ktorym mowa, bo ten juz pokazal,
                                                    > co potrafi - zdolny do wycofania swojej milosci do niego, to po prostu znaczy,
                                                    > ze ani dziecka, ani nikogo innego nie kochał, bo po prostu nie jest do tego zdo
                                                    > lny.

                                                    No ale co ma ta uwaga do dyskusji o badaniach genetycznych i prawie do odrzucenia nie swojego dziecka?

                                                    > który zagryza mlode swojej samicy, jesli pochodzą od jego
                                                    > poprzednika. No ale oni lubia porownywać sie do lwow.

                                                    Znów mam problemy, żeby zrozumieć powyższe. Kto kogo zagryzł?
                                                  • nangaparbat3 Re: ? Nie kumam. 02.12.07, 21:38
                                                    nie kumasz, fakt.
                                                    Dla mnie nikt nie ma prawa do odrzucenia wychowywanego przez siebie dziecka i to
                                                    z zadnego powodu.
                                                    Taki hipotetyczny facet moze sie rozwieść z żoną, ja nawet prędzej bym
                                                    wybaczyła, gdyby ja zasztyletowal na przykład - odrzucenia dziecka, ktore sie
                                                    wychowywalo, nie rozumiem w zaden sposob.
                                                  • elein Re: ? Nie kumam. 02.12.07, 21:41
                                                    Marek, masz dzieci?
                                                    Wyobraź sobie, że masz. zyja sobie w domu rodzinnym, zadowolone, z
                                                    problemami poczatku dojrzewania i narzekaniem na głupich
                                                    nauczycieli.
                                                    Ty - ojciec- Coś zacząłeś podejrzewać, nie masz dowodów czarno na
                                                    białym ale oświadczasz dziecku któremu ojcowałeś od kilkiunastu
                                                    lat, że ono chyba nie jest twoje! (wczuj się co czuje dziecko)
                                                    każesz 16-letniemu dziecku iść na badania genetyczne...ono ma iść...
                                                    ty ich nie zrobiłeś. nie wiadomo co z badań wyjdzie. ale ty już
                                                    wyrzucasz dziecko z matka z domu...
                                                    -tak, to jest wyżywanie się i szkodliwe działanie w celu upodlenia
                                                    fizyczno/psychicznego...
                                                  • marek_gazeta Re: ? Nie kumam. 02.12.07, 21:58
                                                    > Marek, masz dzieci?

                                                    Jako obdarzona intuicją kobieta powinnaś mnie bezbłędnie zidentyfikować jako 45-letniego, bezdzietnego kawalera, prawiczka, żarliwego katolika. Bezskutecznie czekającego na swój kobiecy ideał.

                                                    Tak... to już 45 lat.
                                                  • elein Re: ? Nie kumam. 02.12.07, 22:05
                                                    takie identyfikacje to przeprowadza Tricolour.
                                                    a Ty terz jesteś najzwyczajniej niegrzeczny i lekceważący wobec
                                                    mnie.
                                                  • marek_gazeta Przepraszam. 02.12.07, 22:11
                                                    Jeśli obraziłem, przepraszam.

                                                    Zażartowałem.

                                                    Trochę mnie poniosło, bo odpowiadasz bez związku z moimi postami.

                                                    Tak, mam dzieci, płacę uczciwie alimenty (w uzgodnionej z eks wysokości) i mogę to udowodnić.
                                    • dzimi_dzimi Re: To nie chodzi o plemnik... 02.12.07, 11:23
                                      A mamy które odrzucają synów bo wyszli za kobiety które im się nie
                                      podobają jako synowe?
                                      A mamy które odrzucają córki bo zaszły w ciążę i nie zechciały
                                      usunąć?
                                      Mamy które na oczy nie widziały takich wnuków a w swięta mówią "nie
                                      mam córki".
                                      Może nawet cierpią?
                                      Może ten facet też cierpi?
                                      Ale zawiedzione uczucia są bardzo silnym determinantem.
                                      Proszę, przestań pokazywać świat jednostronnie.
                                      • nangaparbat3 Re: To nie chodzi o plemnik... 02.12.07, 15:21
                                        Tak samo reaguje na takie mamy jak na tego pana. To ze ktoś postępuje haniebnie
                                        nie jest usprawiedliwieniem dla takiegoz postępowania kogos innego.
                                • dzimi_dzimi Re: Okrucieństwo? Z tym się zgadzam... 02.12.07, 11:13
                                  a ja wyobrażam sobie kobiety zamykające własne dziecko w beczce i
                                  zakopujące w ziemii.
                                  Skazujące je na kontakt z ojczymem psychopatą.
                                  Pozwalające na wykorzystywanie swoich dzieci seksualnie.
                                  Wydające wyrok na dziecko i pozwalające na wrzucenie go zimą do
                                  Wisły.
                                  Odrzucenie własnej córki bo zaszła w ciąże lub nie zrealizowała
                                  planów mamy.
                                  Literatura fachowa, reportaże dziennikarskie, literatura piękna
                                  pełna jest opisów takich sytuacji.
                                  Nie gloryfikuj kobiet.
                            • dzimi_dzimi Re: Jeżeli ta sytuacja jest prawdziwa... 02.12.07, 11:00
                              A jeśli wcześniej nie podejrzewał a teraz się dowiedział?
                              Och drogie Panie jak łatwo przychodzi Wam sankcjonowanie zdrady
                              kobiet i oszukiwania przez wiele lat.
                              Dziekuję losowi iż nie mam dzieci a moja Żona powiedziała mi o
                              zdradzie i uczciwie odeszła.
                              Bo mogła wmanewrować mnie w cudze dziecko.
                              Kazać na nie łożyc.
                              Kochać.
                              A potem powiedzieć - co z tego, że nie Twoje płać i ciesz się.
                              Nie uważam, że facet zachowuje sie najlepiej na świecie.
                              Rozumiem dziewczynę i jej ból.
                              Ale rozumiem też faceta który nagle uświadamia sobie iż nie znaczył
                              więcej niż konto dla żony.
                              I daj Boże by nawet jeśli to nie jego dziecko by umiał dalej je
                              kochać.
                              A jakie relacje były między nim a córką do tej pory?
            • majkel01 Re: odpowiedzcie proszę jak najprędzej 02.12.07, 09:54
              patrząc z czysto technicznego punktu widzenia, wcale na takie badania dziecka
              nie trzeba "wysyłać". Trzeba tylko pobrać próbkę DNA, może się to odbyć bez
              wiedzy czy świadomości dziecka. Kiedyś czytałem artykuł właśnie na temat
              ośrodków przeprowadzających badania w tym zakresie. Ponoć z grubsza polega to na
              tym że wpłaca się pieniązki, dostaje się do domu zestaw do pobrania próbek,
              następnie odsyła się to na wskazany adres i po jakimś czasie jest wynik. Jeśli
              ten facet głośno o tym trąbi tzn. że postepuje bardzo nie fair wobec dziecka, bo
              w ten sposób skutecznie niszczy zaufanie dziecka do niego. Mógł to załatwić
              dyskretnie, jeśli miał wątpliwości. Ponoć wielu tatusiów w ten sposób sie
              upewnia co do pochodzenia dziecka. Właśnie dyskretnie.
              • nangaparbat3 Re: odpowiedzcie proszę jak najprędzej 02.12.07, 10:11
                Tak czy owak, dyskretnie czy z hukiem, włos sie jeży.
                Probuje sobie wyobrazić, ze corka jest dzieckiem exa i jego kochanki,
                podmienionym w szpitalu, i nijak nie widze mozliwości, by mniej ją kochać czy
                cokolwiek z tym robić.
                I przypomina mi sie opowiadana na "macochach" historia pana, ktory ozenil sie z
                kobietą z dzieckiem, i to dziecko kochał, mimo rozwodu z jego matką i założenia
                nowej rodziny. Nie musze chyba dodawać, ze część (alr podkreślam: część) macoch
                uznala jego uczucia za zaslugujace na wytrzebienie i zagrażające rodzinie.
    • majkel01 Re: odpowiedzcie proszę jak najprędzej 01.12.07, 10:51
      > 1. Czy w ogole mozna po latach wychowywania wyrzec się (w sensie prawnym)
      > dziecka, nawet jeśli okaze się, ze jest innego mężczyzny?

      to nie takie proste. Na zaprzeczenie ojcostwa jest termin 6 miesięczny od
      momentu urodzenia się dziecka. Termin ten rzecz jasna dawno minął. Teraz w
      związku z tym z powództwem może wystąpić prokurator, którego termin ten nie
      obowiązuje. Praktyka jednak jest taka że rzadko z tego uprawnienia prokuratura
      korzysta tłumacząc to dobrem dziecka. Badania genetyczne może więc zrobić, bo
      można je wykonac prywatnie, ale nic z tym raczej nie zwojuje i w sensie prawnym
      pozostanie ojcem tej dziewczynki.

      > 2. Czy odchodzacy maz i ojciec nie ma obowiazku zapewnić dzieciom zycia na
      > podobnym poziomie co do tej pory?

      Odchodzący mąż ma względem rodziny obowiązek alimentacyjny. Wysokośc alimentów
      ustala się na podstawie możliwości zarobkowych i majątkowych zobowiązanego i
      uzasadnionych potrzeb uprawnionych. Zatem to sąd zadecydować może o wysokości
      alimentów, z tym że faktycznie zgodnie z orzecznictwem SN uprawnionym należy się
      życie na tym samym poziomie co zobowiązanemu. NIe może być więc sytuacji iż mąz
      zabiera pieiązki i ma całą kasę dla sibie a rodzinie wydziela jakąś skromną
      częśc. Co do alimentacji po procesie rozwodowym, może być problem. Jesli udało
      by się temu panu dowieść że żona faktycznie go zdradziła czego owocem jest
      córka, a o tym fakcie dowiedział się teraz i w związku z tym stracił do małżonki
      zaufanie co doprowadziło do rozpadu więzi, wówczas sąd mógłby orzec conajmniej
      winę obu stron, a tym samym byłby problem z alimentami na jej rzecz po rozwodzie.

      > 3. Co z podziałem majątku?

      na podział majątku to nie ma najmniejszego wpływu. Sprawy między małżonkami to
      jedno, a sam podział majątku to zupełnie inna sprawa.
      • nangaparbat3 Re: odpowiedzcie proszę jak najprędzej 01.12.07, 11:54
        Majkel, dziekuję, powinieneś mieć nick "Zawisza".
      • nangaparbat3 Re: odpowiedzcie proszę jak najprędzej 02.12.07, 10:17
        Tak jeszcze to czytam i zastanawiam się:

        >>>Jesli udało
        > by się temu panu dowieść że żona faktycznie go zdradziła czego owocem jest
        > córka, a o tym fakcie dowiedział się teraz i w związku z tym stracił do małżonk
        > i
        > zaufanie co doprowadziło do rozpadu więzi, wówczas sąd mógłby orzec conajmniej
        > winę obu stron, a tym samym byłby problem z alimentami na jej rzecz po rozwodzie.

        Czy masz tu na mysli alimenty na rzecz matki czy corki (ew. cudzej córki)?

        I jeszcze jedno, bo mi sie w glowie nie miesci - czy jeśli okazałoby się, że
        rzeczywiscie dziewczyna nie jest "jego", móglby ja po prostu porzucić, bez
        zadnych zobowiązań?
        • dzimi_dzimi Re: odpowiedzcie proszę jak najprędzej 02.12.07, 10:22
          Chciałbym myśleć, że umiałbym po takiej wieści zachować ojcowskie
          uczucia do nieswojego dziecka.
          Ale pomysl,dowiedzieć się iż X czasu było się oszukiwanym,
          naciąganym, robionym w balona przez mamę i robiło się za portfel,
          też nie jest miła.
          Spojrzeń na sprawę jest zawsze tyle ile stron w sporze.
          Mam nadzieje, że tata się opamięta.
          Będzie ojcem biologicznym córki.
          Okaże skruchę i wszystko wróci do normy.
          • nangaparbat3 Re: odpowiedzcie proszę jak najprędzej 02.12.07, 10:27
            Słuchaj, ten facet rozwala zycie dziewczynie, ktorą przez 16 lat wychowywał, dla
            ktorej jest ojcem, bo nagle przyszlo mu do głowy (najprawdopodobniej zupełnie
            nieslusznie, ale to i tak nie ma znaczenia), ze zona go oszukiwała. I chce za to
            ukarac najzupelniej niewinna dziewczynę. Kładziesz na jednej szali portfel, a na
            drugiej zycie człowieka.
            • tricolour Ale wielkie słowa! 02.12.07, 10:31
              Na szli nie kłądzie sie życia, bo on dziewczyny nie zamierza zabijać.
              • nangaparbat3 Re: Ale wielkie słowa! 02.12.07, 10:35
                tricolour napisał:

                > Na szli nie kłądzie sie życia, bo on dziewczyny nie zamierza zabijać.

                Mam nadzieję.
                Ale "życie" to tez jego jakość - ta emocjonalna. I tę on rujnuje, bez cienia
                wątpliwości.
                • dzimi_dzimi Re: Ale wielkie słowa! 02.12.07, 10:40
                  Jeśli mama zdradziła a potem wiele lat kłamała to ona zrujnowała
                  zycie sobie, córce i temu mężczyźnie.
                  Nie on.
                  • nangaparbat3 Re: Ale wielkie słowa! 02.12.07, 15:25
                    dzimi_dzimi napisał:

                    > Jeśli mama zdradziła a potem wiele lat kłamała to ona zrujnowała
                    > zycie sobie, córce i temu mężczyźnie.
                    > Nie on.

                    To jest zwalanie odpowiedzialnosci na kogoś innego. Tamto juz sie nie odstanie -
                    jesli nawet sie zdarzylo, czego nie wiadomo, co jest wątpliwe.
                    Kazdy z nas ponosi wlasna odpowiedzialność za wlasne czyny - jesli mnie ktoś
                    oszukal nie daje mi to prawa zadnego do ranienia innej, niewinnej i zaleznej ode
                    mnie osoby.
            • dzimi_dzimi Re: odpowiedzcie proszę jak najprędzej 02.12.07, 10:35
              Podchodzisz do sprawy emocjonalnie.
              Ja nie.
              Jesli niesłusznie to skurwiel.
              Jesli słusznie to nie ma relacji portfel - życie dziecka.
              Jest jego życie być może uważa iż zmarnowane bo oparte na kłamstwie
              i zycie dziecka i życie kobiety która do tego doprowadziła.
              Wybacz ale ma dla mnie znaczenie i dla wielu mezczyzn tez swiadomość
              tego czy wychowujemy cudze czy własne dziecko.
              Moge sobie wyobrazic ze wychowuję cudze - jak uczciwie o tym wiem.
              Współczuję dziewczynie bo może ojciec oszalał i powinien dostać
              kolokwialnie mówiąc wpierdol.
              Ale do jasnej anielki kobiety, dla nas ma znaczenie czy dzieci które
              wychowjemy są nasze czy nie !
              I też mamy uczucia które można zranić tak potwornie, że zachowujemy
              się nieobliczalnie.
              Do takich sytuacji napewno należy uświadomienie sobie, iż dziecko
              które wychowujemy nie jest nasze a kobieta którą kochamy przez ileś
              lat robiła z nas debila - mówię ogólnie, nie zakładam, że tak jest w
              sytuacji którą opisujesz.
              • dzimi_dzimi Kim my mężczyźni jesteśmy? 02.12.07, 10:45
                Kiedy kochamy? Troszczymy się? Dbamy?
                Okazuje się, iż jeśli kobieta zdradzi, podrzuci cudze dziecko jak
                kukułcze jajo to MY mamy dalej tolerować, kochać, dbać.
                Nasze uczucia, prawa nic nie znaczą.
                Bo jest dziecko (nie ważne iż nie nasze) i żona.
                A ile kobiet stać na to by wychować dziecko męża i jego kochanki?
                Po tym co czytam utwierdzam się tylko w przekonaniu, że czasem
                zostajemy sprowadzeni do roli portfela i dbacza by w domu wszystko
                grało.
                Nasze uczucia?
                Prawa?
                A kto by na nie zwracał uwagę?
                • tricolour A kto chce brać odpowiedzialność za zdradę... 02.12.07, 10:51
                  ... sprzed 20 lat, gdy tak pięknie się kłamało i wiodło dostatnie życie? Kiedy
                  sprawa się wyświetla, to szuka się górnolotnych argumentów takich jak: życie
                  dzieca, rujnowanie życia emocjonalnego itp - a zapomina się, że zdrada ma także
                  konsekwencje. Chęć utrzymania status quo jest chęcią dalszego życie w obłudzie,
                  że nic się nie stało...

                  Oczywiście jeśli ta sytuacja jest prawdziwa.
                  • dzimi_dzimi Re: A kto chce brać odpowiedzialność za zdradę... 02.12.07, 10:56
                    Oczywiście mówię o sytuacji gdy facet ma dowody lub silne przesłanki
                    iż żona mogła go oszukiwać tyle lat.
                    Oczywiście, że mógłby zachować się inaczej.
                    Delikatniej.Taktowniej.
                    Mógłby pomysleć "to moja córka".
                    Ale to na kłamcę spada wina tej sytuacji.
                    Nie na niego.
                    I zastanawianie się co ważniejsze, jego świadomość zmarnowania życia
                    z kobietą która kłamała lat 16 czy hobby nastolatki (nawet ważne dla
                    niej) jest dla mnie niezrozumiałe.
                    • tricolour Nie wiemy jak zachowuje się facet... 02.12.07, 10:59
                      ... może delikatnie i taktownie. Sytuacja jest rzeczywiście dla żony i dzieci
                      dramatyczna, bo wali się rodzina...
                      • nangaparbat3 Re: Nie wiemy jak zachowuje się facet... 02.12.07, 15:33
                        tricolour napisał:

                        > ... może delikatnie i taktownie. Sytuacja jest rzeczywiście dla żony i dzieci
                        > dramatyczna, bo wali się rodzina...

                        Zachowalby sie delikatnie i taktownie, gdyby corka nigdy o niczym sie nie
                        dowiedziała,
                        Zachowałby minimum przyzwoitości, gdyby nie miala o niczym pojecia przynajmniej
                        do uzyskania wyniku testu wykluczającego ojcostwo.
                  • elein Re: A kto chce brać odpowiedzialność za zdradę... 02.12.07, 11:14
                    skąd wiesz, że to dla dostatniego życia zona okłamała? moze nie
                    wiedziała sama z kim to dziecko a jak zaobaczyła ,że mąż szaleje ze
                    szczęścia na jego widok postanowiła nic nie wyjaśniać? mozliwosci
                    jest mnóstwo. my ich nie znamy. nie wiemy też jak ten mąż reaguje
                    teraz, sprawozdanie zszokowanej sytuacją nastolatki to jeszcze nie
                    cały obraz...
                    • dzimi_dzimi Re: A kto chce brać odpowiedzialność za zdradę... 02.12.07, 11:19
                      No tak, on oszalał ze szczęścia bo myślał, że to jego dziecko.
                      To szczegół dla Ciebie?
                      A fakt, że ona nie wie z kim ma córkę, bo prowadziła tryb życia z
                      lekka rozwiązły co ma usprawiedliwić?
                      Kłamstwo?
                      Zdradę?
                      Oszustwo?
                      Kradzież? (bo okłamywanie i wymaganie by mąż płacił na dziecko
                      kochanka jest formą kradzieży)
                      Jak to czytam to jest to niemalże jak dylematy mężów "kocham żonę i
                      kochankę, co ja mam zrobić?"
                      Ciekawe, że do tego tak wyrozumiale nie podchodzicie.
                      smile
                    • tricolour Fakt - kto by się przejmował... 02.12.07, 11:20
                      ... tak drobnostką jak odpowiedź na pytanie "z kim ma żona dziecko"? Może z
                      kompanią wojska, ale ojciec tak szleje, to po co się przyznawać...
                      • elein Re: Fakt - kto by się przejmował... 02.12.07, 11:24
                        jeśli jego to nurtowało, to miał środki by to wyjaśnic dawno temu.
                        w koncu sam sobie wybrał taką a nie inną żonę i najlepiej znał jej
                        zachowania.
                        • dzimi_dzimi Re: Fakt - kto by się przejmował... 02.12.07, 11:26
                          Pewnie każdy z nas znał tu swoich partnerów jak szedł do ślubu?
                          A teraz jesteśmy po rozwodach.
                          To żaden argument.
                          A jeśli wiedza o tym, że żona go zdradzała stała się dla niego jawna
                          teraz?

                        • tricolour Czyli facet winny... 02.12.07, 11:27
                          ... Tak to emocje wypierają myślenie...
                          • dzimi_dzimi Jak to czytam 02.12.07, 11:29
                            to dochodzę do wniosku, że najwłaściwsze byłoby zrobienie testów
                            zaraz po urodzeniu dziecka przez żonę.
                            No i teraz podniesie się larum.
                            Bo jak po latach okaże się, że kobieta zdradzała, kłamała, kradła i
                            oszukiwała, to już dupa.
                            Przyklepane i biedny mężczyzno pisz zażalenie do "Przyjaciółki".
                            A ona odpisze - byłeś frajer to płać.
                            • tricolour No i jeszcze jedno... 02.12.07, 11:31
                              ... sam jesteś winny, bo wziąłeś sobie taką kobietę.
                              • elein Re: No i jeszcze jedno... 02.12.07, 11:37
                                znam taką parę, dziewczyna o urodzie modelki, zgrabna, piękna, o
                                lekkim podejsciu do życia, facet za nią biegał aż wybiegał
                                małżeństwo, dobrze wiedzał że dziewczyna lubi męskie towarzystwo. po
                                ślubie też lubi. a facet przymyka oczy na zdrady bo CHCE JĄ MIEĆ. to
                                ma, taką jaka jest, piękna i lekka smile
                                • tricolour Jego decyzja. 02.12.07, 11:39
                                  • elein Re: Jego decyzja. 02.12.07, 11:43
                                    właśnie.
                                • dzimi_dzimi Re: No i jeszcze jedno... 02.12.07, 11:40
                                  To podałaś argument.
                                  Czyli wiarołomni mężowie kobiet które tu piszą to tylko wina tych
                                  kobiet?
                                  Wiedziały co brały w końcu.
                                  To po co żale?
                                  Powinny zakolegować się z kochankami mężów, bo w końcu mają je na
                                  swoje życzenie.
                          • elein Re: Czyli facet winny... 02.12.07, 11:31
                            jakie emocje? czyje? wyobraź sobie, że dowiadujesz się teraz, że
                            prawdopodobnie Twoja niepełnoletnia córka nie jest twoja córką. co
                            robisz? każesz córce natychmiast leciec na badania genetyczne i
                            udowodnic jej, że jesteś jej ojcem i grozisz obcięciem
                            kieszonkowego?
                            • tricolour Trochę inaczej... 02.12.07, 11:34
                              ... sam robię badania gentyczne córki, bo to dość łatwo - córka nigdzie nie musi
                              latać.

                              I jeśli nie jest moim dzieckiem, to najprawdoodobniej kończymy z ojcostwem,
                              czyli matka przejmuje całość obowiązków i może dać ogłoszenie w gazecie, że
                              szuka sponsora.

                              Piszę "najprawdopodobniej" bo to dla mnie wymyslona sytuacja...
                              • elein Re: Trochę inaczej... 02.12.07, 11:41
                                wczuj sie w rolę niby tego faceta zdradzonego, okłamywanego przez
                                naście lat. przecież panowie podobno nigdy nie moga miec
                                pewności.. chyba ze badania juz zrobiłeś.


                                wracając do historii,
                                jesli facet robi wielki szum kolo tego, zamiast zrobic sam badania
                                genetyczne córki i mieć czarno na białym prawdę , to znaczy że coś
                                innego chce na tym ogniu upiec... i robi to KOSZTEM emocjonalnym
                                dziecka. i to jest podłe.
                            • dzimi_dzimi Re: Czyli facet winny... 02.12.07, 11:37
                              Nie wiem co robię.
                              Może kocham i nic nie robię.
                              Może proszę o badania?
                              A może trzaskam drzwiami, dzielę majątek i mówię do mamy "a teraz
                              niech się martwi co zrobić z tym bigosem kobieta i mężczyzna który
                              ten bigos nawarzyli!"
                              A może biorę co moje, trzaskam drzwiami i wyprowadzam się na Sumatrę.

                              Elein a co Ty robisz? Mąż po 20 latach małżeństwa mówi:"mam córkę z
                              wieloletnią kochanką, chcę z nią mieszkać. Będzie miała prawo do
                              wszystkiego jak Ty, Twoje i moje dzieci. Ty masz jej płacić
                              kieszonkowe, być miła, podawać śniadanie, chodzić na wywiadówki i
                              jeśli tego nie chcesz robić to jesteś ostatnia zołza i nie uważam
                              Cię za matkę!" ?
                              • turzyca Re: Czyli facet winny... 02.12.07, 21:21
                                Jesli facet uznal dziecko za swoje to ja nie mam nic do gadania - kazde jego
                                dziecko niezaleznie od "legalnosci pochodzenia" ma takie samo prawo dziedziczyc.
                                A takze takie samo prawo byc utrzymywane przez ojca. Z punktu widzenia prawa nie
                                mam nic do gadania. To raz.
                                A dwa w Twojej hipotetycznej sytuacji brak miejsca na bilogiczna matke dziecka.
                                Odpowiadajaca sytuacja bylaby tylko wtedy gdyby matka dziecka wyrzekla sie tegoz
                                tuz po porodzie ew. zmarla i ojciec chcialby przyjac dziecko pod swoj dach. Ale
                                znowuz nie ma tu mowy o tym, ze ja nie wiem, skad sie dziecko wzielo.

                                No tak glupio to ta natura urzadzila, ze jesli chodzi o pewnosc macierzynstwa i
                                ojcostwa jestesmy nierownouprawnieni. Konsekwencje istnieja in minus i in plus.

                                Aha no i oczywiscie ojciec powinien sie poswiecic dla rodziny, a ja powinnam
                                robic kariere. Bo w pytaniu nangi dla mnie to akurat wazne bylo - ze zona na
                                zadanie meza zrezygnowala z wlasnej kariery.
                                • nangaparbat3 Re: Czyli facet winny... 02.12.07, 21:29
                                  Żeby byc do końca fair muszę wyjasnić, ze nie wiem, czy na żądanie męża - jeśli
                                  tak napisalam, to bląd. Wiem tyle, ze nie pracowala.
                                  • nangaparbat3 na wszelki wypadek 02.12.07, 21:34
                                    jeszcze raz przeczytałam bardzo uważnie pierwszy post - wiecej pomylek tam nie ma.
                                    Ta z porzuceniem pracy wynika pewnie z faktu, ze nie umiem sobie wyobrazić, by
                                    ktos z wlasnej woli nie chcial w ogole pracować zawodowo - ale to juz moj swir.
              • nangaparbat3 Mogę zrozumiec wasz gniew i bol 02.12.07, 15:27
                ale w zadnym razie nie ma zgody na to, by cene placiło dziecko. Jakąkolwiek.
        • majkel01 Re: odpowiedzcie proszę jak najprędzej 02.12.07, 12:58
          > Czy masz tu na mysli alimenty na rzecz matki czy corki (ew. cudzej córki)?

          mam na myśli alimenty na rzecz tej kobiety. Alimenty na rzecz córki, to zupełnie
          inna sprawa. W przypadku udowodnienia jej winy, traci możliwość dochodzenia
          alimentów z tytułu pogorszenia się jej sytuacji materialnej na skutek rozwodu.

          > I jeszcze jedno, bo mi sie w glowie nie miesci - czy jeśli okazałoby się, że
          > rzeczywiscie dziewczyna nie jest "jego", móglby ja po prostu porzucić, bez
          > zadnych zobowiązań?

          Nawet jeśli na badaniach wyjdzie że to nie jego dziecko, to w sensie prawnym,
          dopóki jego ojcostwo nie zostanie zaprzeczone w dalszym ciagu jest uważany za
          ojca. Wynika z tego wprost obowiązek alimentacyjny względem dziecka. Na sprawę o
          zaprzeczenie ojcostwa ma marne szanse, bo prokurator w takim przypadku odmówi
          zapewne wszczęcia postępowania, powołując się na dobro dziecka. Nawet jesli to
          nie jego dziecko, facet do końca życia w takim przypadku będzie uważany za ojca
          ze wszystkimi prawnymi tego skutkami.
          • nangaparbat3 Re: odpowiedzcie proszę jak najprędzej 02.12.07, 15:39
            Dzieki, Majkel, nie jestem milosniczka prawa, ale jakos lzej mi sie na sercu
            zrobiło.
      • marek_gazeta Skandal 02.12.07, 21:39
        > Teraz w związku z tym z powództwem może wystąpić prokurator,
        > którego termin ten nie obowiązuje. Praktyka jednak jest taka że
        > rzadko z tego uprawnienia prokuratura korzysta tłumacząc to dobrem
        > dziecka.

        Wg mnie przepis skandaliczny i nonsenowny. Po pierwsze, życie człowieka nie może zależeć od widzimisę urządnika, który do czegoś ma prawo, ale nie musi tego robić (znaczy, trzeba dac łapówę).

        Po drugie, oszukany ojciec powinien mieć prawo (to jego dotyczy problem) żądania ODSZKODOWANIA od nieuczciwej matki za wszystkie wydatki, które poniósł łożąc na nie swoje dziecko. Odszkodowania z odsetkami, ma się rozumieć.

        A jeśli prawo zmusza męża do łożenia na nie swoje dziecko - brrr, koszmar.
        • elein Re: Skandal 02.12.07, 21:51
          tiaaa... a jako staruszek będziesz płakał, że nikt cię nie odwiedza
          a mogłeś mieć przyszywane dziecko które cię kiedys kochało smile jest
          takich dość panów którzy się obudzili na stare lata i nagle "więzi"
          odbudowują...nigdy nie podtrzymywane...

          • marek_gazeta Nie 02.12.07, 22:05
            Nie. Nie, nie. Nie! Nie, nie, nie. NIE!!!! Nie.

            NIEEEE...!

            Zabraniam odpisywania na moje posty za pomocą postów nie związanych ani tematycznie, ani logicznie z treścią mojego posta.
          • dzimi_dzimi Dla naszego dobra :) 02.12.07, 22:10
            elein napisała:

            > tiaaa... a jako staruszek będziesz płakał, że nikt cię nie
            odwiedza
            > a mogłeś mieć przyszywane dziecko które cię kiedys kochało smile
            jest
            > takich dość panów którzy się obudzili na stare lata i
            nagle "więzi"
            > odbudowują...nigdy nie podtrzymywane...

            Czyli dla naszego dobra kobiety najpierw zdradzają a potem każą
            kochać i łożyć na dzieci swoich kochanków.
            By na starość miał nam kto podać szklankę wody.
            Wielce altruistyczne.
            smile

        • tictac11 wyjasnienie jest proste 04.12.07, 09:41
          zasadniczo poczucie sprawiedliwości wymagałoby, aby w takim
          przypadku sprawę ojcostwa "odkręcić". Ale dziecko nie moze ponosić
          odpowiedzialności za błędy rodziców. Dlatego jego dobro stawiane
          jest na 1. miejscu, a nie dobro ojca. Dlatego są takie przepisy, a
          nie inne i ja to rozumiem. Zakłada się przy tym, że formalny ojciec
          zdążył stworzyć takie więzi emocjonalne z dzieckiem, że byle kwas
          dezoksyrybonukleinowy nie zmieni jego podejścia do dziecka.
          • marek_gazeta ? Co jest proste? 04.12.07, 10:13
            A ja nie rozumiem. Jak już napisałem, białe jest białe, a czarne jest czarne. O jakie "błędy rodziców" chodzi? Kto popełnił błąd?

            Skoro okazuje się, że ojciec nie jest ojcem biologicznym, to obowiązek utrzymania dziecka spada na matkę oraz - jeśli uda się go odnaleźć - na ojca biologicznego. A ojciec "formalny", jak to ładnie ujęłaś, ma prawo do ubiegania się, w procesie cywilnym, o odszkodowanie od matki za swoje szkody finansowe i moralne. Takie rozwiązanie podpowiada mi logika oraz poczucie sprawiedliwości - bez dziwacznego słowa "zasadniczo", którego użyłaś.

            Co do założenia o więziach emocjonalnych, to oczywiście żart? Prawo nie może (nie ma prawa) decydować o uczuciach ludzi.

            Dziecko nie poniesie odpowiedzialności - zmienią się tylko osoby je finansujące.

            Ja uważam, że trzeba odpowiadać za konsekwencje swoich decyzji i za swoje błędy - do końca życia. I dlatego nie rozumiem, dlaczego kata sprzed lat nie można podstawić przed sądem ze względu na "stan jego zdrowia".
    • kurka_wodna2 Re: odpowiedzcie proszę jak najprędzej 02.12.07, 11:16
      Czuję przez skórę, że problem dziewczyny wynika z zasłony dymnej
      stworzonej przez ojca.
      Znam ten temat z autpsji- zdradzający demonstracyjnie węszy, czepia
      się, wyszukuje bzdurne tematy .
      Tutaj też może być taka sytuacja- ojciec jest przyparty do ścisłej
      diety przez apetyczną zniecierpliwioną next- albo rozwód albo papa.
      Cała ta historia z nieojcostwem, rzekomą zdradą starej żony- to
      tylko zasianie zamętu,bo o przyczynę rozwodu byłoby trudno.
      • dzimi_dzimi Re: odpowiedzcie proszę jak najprędzej 02.12.07, 11:20
        Jeśli tak jest ojciec zasługuje na kazamaty, utratę całego majatku
        na rzecz żony i córki i samotność do końca życia.
      • tricolour Może tak być... 02.12.07, 11:24
        ... ale nie musi. Nasza dyskusja pokazuje różnice między uczuciami i zachowaniem
        matki i ojca, który ma podejrzenie, że nie jest ojcem

        A także jak kobiety postrzegają zdradę innych kobiet: facet ma milczeć dla dobra
        dziecka.
        • elein Re: Może tak być... 02.12.07, 11:28
          > A także jak kobiety postrzegają zdradę innych kobiet: facet ma
          milczeć dla dobr
          > a
          > dziecka


          nikt tego nie napisał. nie chodzi o to ze ma milczeć, MA SIĘ NIE
          ODGRYWAĆ I NIE WYŻYWAĆ NA DZIECKU za zdrade matki.
          • tricolour Przecież on się odgrywa... 02.12.07, 11:29
            ... i nie wyżywa. On to dziecko traktuje tak samo jak inne obce.
            • elein Re: Przecież on się odgrywa... 02.12.07, 11:42
              z tego co wiemy- on jeszcze nie ma wyników badań.... on nie wie
              jeszcze prawdy. on się wyżywa na dziecku.
              • dzimi_dzimi Re: Przecież on się odgrywa... 02.12.07, 11:45
                Może znalazł pamiętnik żony która pisze o tym co się wydarzyło 17
                lat temu?
                tongue_out
                Z Tri pisaliśmy o sytuacji hipotetycznej i oczekiwaniach kobiet do
                łożenia na utrzymanie oraz kochania dzieci ich i ich kochanków.
                W każdym bądź razie ja o tym pisałem.
                smile
                • tricolour No ale zrozum bracie... 02.12.07, 11:48
                  ... że jak utrzymywałeś przez 20 lat dziecko kochanka, a nagle nie chcesz, to
                  jest to zemsta i okrucieństwo. Masz obowiązek utrzymywania wszystkiego, z czym
                  się prześpi Twoja małżonka!!!

                  tongue_outP
                  • dzimi_dzimi Re: No ale zrozum bracie... 02.12.07, 11:53
                    Widzę, że niektóre Panie bardzo wzięły sobie do serca słowa piosenki:
                    "Wszystkie dzieci nasze są".
                    Ciekawe, że nie sądzą tak o dzieciach ich mężów z kochankami.
                    Na co wskazują wątki o tym jak zabezpieczyć się prawnie przed
                    roszczeniami dziećmi eksiowych lub neksiowych?
                    tongue_out
                    • tricolour To jest zupełnie inna sprawa... 02.12.07, 11:56
                      ... bo chcą zabepieczyć się przed utratą: pieniędzy, czasu, uczuć.

                      W tym przypadku, o którym piszemy, chcą utrzymać stan posiadania...
                    • nangaparbat3 Re: No ale zrozum bracie... 02.12.07, 15:47
                      dzimi_dzimi napisał:

                      > Widzę, że niektóre Panie bardzo wzięły sobie do serca słowa piosenki:
                      > "Wszystkie dzieci nasze są".
                      > Ciekawe, że nie sądzą tak o dzieciach ich mężów z kochankami.
                      > Na co wskazują wątki o tym jak zabezpieczyć się prawnie przed
                      > roszczeniami dziećmi eksiowych lub neksiowych?
                      > tongue_out

                      Znam osobiscie panią wychowaną (i bardzo kochaną) przez zone swego ojca - ta
                      pani jest własnie corka mlodej kochanki.
                      I znam osobiscie panią wychowujacą syna bylego meża i swojej następczyni.
                      Kobiety, podobnie jak męzczyxni, maja po prostu rozna jakość.
                  • elein Re: No ale zrozum bracie... 02.12.07, 11:55
                    tricolour napisał:

                    > ... że jak utrzymywałeś przez 20 lat dziecko kochanka, a nagle nie
                    chcesz, to
                    > jest to zemsta i okrucieństwo. Masz obowiązek utrzymywania
                    wszystkiego, z czym
                    > się prześpi Twoja małżonka!!!


                    doczytaj, jak stanowią w tym temacie przepisy prawa. tu nie ma się z
                    czego śmiać.
                    • tricolour Przepisy prawa mówią... 02.12.07, 11:57
                      ... o możliwości rozwodu i nic nie mówią o traktowaniu obcych dzieci.
                      • elein Re: Przepisy prawa mówią... 02.12.07, 12:00
                        wg prawa, po latach, to chyba nie jest obce dziecko?
                        • dzimi_dzimi Re: Przepisy prawa mówią... 02.12.07, 12:01
                          Już widzę jak niektóre Panie zacierają z tego powodu ręce
                          Albo w małżeństwie chce się prawa albo zaufania i lojalności.
                          tongue_out
                          • tricolour To zależy, Dzimi... 02.12.07, 12:03
                            ... jeśli kochają, to chcą zaufania i lojalności... a jeśli nie kochają, a mają
                            dzieci i potrzeba kasy, to wchodzi w grę prawo.
                            • dzimi_dzimi Re: To zależy, Dzimi... 02.12.07, 12:04
                              Niezłe, ale ja mam podobne refleksje po przeczytaniu tego wątku.
                              Miłej niedzieli wszystkim
                              smile
                            • elein zauważyłam u panów podobnie 02.12.07, 12:16
                              jeśli facet zdradził, okłamał, to panowie opowiadają o prawie i
                              wzywają żeby kobiety się nie mściły za zdradę żądając wysokich
                              alimentów, dogryzając itd....

                              tu rozważamy sytuacją odwrotną i okazuje się, że nagle o prawie
                              zapominamy (nie-obce dziecko) bo najważniejsze jest żeby zdradzony
                              pan wyładował swoje emocje i ukarał żonę i dziecko za zdradę sprzed
                              lat....
                              • tricolour Przeinaczasz... 02.12.07, 12:20
                                ... ja jedynie uważam, że ma nic dziwnego w tym, że konsekwecją zdrady jest
                                rozwód. Jeśli z tej zdrady jest dziecko, to uważam, że facet może olewać nie
                                swoje dziecko.
                                • elein Re: Przeinaczasz... 02.12.07, 12:36
                                  nie przeinaczam smile wiemy tylko tyle z tej historii że facet żąda od
                                  dziecka zrobienia badań genetycznych po 16 latach wychowywania tego
                                  dziecka jako własne... dla mnie absurd. choćby z tej strony jak
                                  można do jakiegokolwiek dziecka tak podejść a tym bardziej do
                                  takiego które się uważało dotąd za swoje... po zastanowieniu się -
                                  sprawa śmierdzi.

                                  a panowie w tym wątku od razu odsądzili żonę od czci i wiary...
                                  mam wrazenie, że żona oberwała dla równowagi bo na tym forum
                                  wypowiada się więcej zdradzonych kobiet. na zasadzie "wreszcie można
                                  kobiecie poprzytykać bo zdradziła".

                                  Ty sam, ilekroć radzisz, odwołujesz się do zasad prawa. A nagle w
                                  tej historii o prawie ani słowa, tylko rozważamy zranione zdradą
                                  emocje małżonka i jego prawo do zemsty i odegrania się...
                                  Chce - niech się rozwiedzie. Ale on się wyżywa na dziecku, co do
                                  którego jeszcze nie wie czy jest jego czy nie jego, bo badań nie
                                  zrobił...
                        • tricolour Według prawa może nie, ale co z tego? 02.12.07, 12:01
                          • elein Re: Według prawa może nie, ale co z tego? 02.12.07, 12:07
                            to z tego , ze śmiejesz się "Masz obowiązek utrzymywania
                            wszystkiego, z czym się prześpi Twoja małżonka!!!"

                            jeśli mąż nie zaprzeczył ojcostwu odpowiednio wcześnie, to dzieci z
                            pozamałżeńskich eskapad małżonki ma obowiązek utrzymywać bo są
                            wpisane na niego.
                            • tricolour Prawo dotyczy obu stron... 02.12.07, 12:22
                              ... i jeśli uważasz, że facet ma utrzymywac dziecko tylko dlatego, że
                              odpowiednio wcześnie nie zaprzeczył ojcostwu, to ja sie poddaję.

                              Poddaje sie i prawu i znajduję sposób, by obce dziecko dostało legalnie 10 zł
                              miesięcznie. Resztę niech dołoży ojciec.
                              • elein Re: Prawo dotyczy obu stron... 02.12.07, 12:43
                                nie znam dokładnie przepisów w tym zakresie , zeby cokolkwiek
                                cytować. jeśli dziecko jest wpisane jako jego, to ma łożyć alimenty
                                przewidziane prawem. proste. dlaczego nagle wyłączasz przepisy
                                prawa z używania? jeśli prawnie może jeszcze ojcostwu zaprzeczyć to
                                wtedy może będzie mógł alimentów nie płacić. Ale to prawo
                                przewiduje, a nie jego widzi-mi-się.
                                unikanie alimentów, to tu czyta zemsta za zdradę małżonki wykonywana
                                na niepełnoletnim dziecku...

                                znam ojców którzy kochają, utrzymują, wychowują nie swoje dzieci,
                                z poprzednich związków partnerki. da się? da.
              • tricolour Spokojnie... 02.12.07, 11:45
                ... na razie to Nanga przedstawiła całą sytuację w sposób dramatyczny,
                emocjonalny i nieracjonalny. Nic się dla Nangi nie liczy tylko dobro dziecka, co
                jest bzdurą, bo dla człowieka on sam ma być najważniejszy i dopiero taka
                świadomość jest gruntem do relacji z innymi ludźmi.

                Zobaczymy jak się to rozwinie...
                • elein Re: Spokojnie... 02.12.07, 11:49
                  ja się nie dziwię, jeśli przychodzi rozhisteryzowane dziecko na
                  kraju załamania, z taka historią... niewiele trzeba żeby nastolatka
                  wymyśliła sobie rozwiązanie problemu przez swoje samobójstwo... tu
                  dobro dziecka i nienakręcanie mu emocji jest ważniejsze od urażonego
                  ego męża.
                  • tricolour Masz racje... 02.12.07, 11:55
                    ... tylko chciałbym spojrzeć na rzecz nie tylko w kontekście "urażonego ego
                    męża" ale także zdrady żony (jeśli jest).
                  • dzimi_dzimi Re: Spokojnie... 02.12.07, 11:56
                    Ja myślę, że po pierwsze po każdym dorosłym w takiej sytuacji należy
                    się spodziewać kilku rzeczy: spokoju i realizmu.
                    Tego zabrakło.
                    Napewno zabrakło w relacji Nangi.
                    O próbach samobójczych nic nie wyczytałem.
                    O lamencie, że stracą kasę i hobby może iść w cholerę i owszem.
                    Zdecydowanie mniej o miłości do ojca który się wypiął.
                    tongue_out
                • nangaparbat3 Re: Spokojnie... 02.12.07, 15:55
                  tricolour napisał:

                  > ... na razie to Nanga przedstawiła całą sytuację w sposób dramatyczny,
                  > emocjonalny i nieracjonalny. Nic się dla Nangi nie liczy tylko dobro dziecka, c
                  > o
                  > jest bzdurą, bo dla człowieka on sam ma być najważniejszy i dopiero taka
                  > świadomość jest gruntem do relacji z innymi ludźmi.
                  >
                  > Zobaczymy jak się to rozwinie...
                  Masz racje, najważniejsze dla mnie jest dobro dziecka.
                  To co Ty wypisujesz - ze w razie niekorzystnego wyniku testow olalbys dziecko
                  przez kilkanascie lat uwazane za swoje i zyjace w przeświadczeniu, ze jesteś
                  jego ojcem, w ogole nie miesci sie w mojej głowie.
                  Kocham moje dziecko, bo jest "moje" - ale kocham tez osobę, ktorą ono jest,
                  niezaleznie od mojego w tym udziału. Informacja, że to nie "moje" dziecko tylko
                  podmienione, nie naruszylaby mojej milosci do niego - po prostu jedno z drugim
                  nie ma nic wspolnego.
                  • tricolour Niech Ci się nie mieści w głowie... 02.12.07, 20:22
                    ... że jedni robią tak, a drudzy inaczej.

                    Zresztą rozumiem takie stanowisko, bo matka nosi dziecko we własnym łonie i to
                    dziecko jest zawsze jej. Może przespać się z kompanią wojska i nie znać ojca,
                    ale dziecko jest jej.

                    Z facetem jest inna sprawa i tego nie chcecie zrozumieć - dziecko czyjeś jest
                    obce. Możesz mnie nazwywać człowiekiem "takiego pokroju" i tak nie zmienisz
                    mojego stanowiska, że dziecko mojej żony i jakiegoś gościa - nie jest moje tylko
                    mojej żony i jakiegoś gościa. Mam prawo je wychowywać, ale nie mam takiego
                    obowiązku. O przyzwoitości w ogóle mowy nie ma wobec zdrady, z której wzięło się
                    dziecko.
      • elein Re: odpowiedzcie proszę jak najprędzej 02.12.07, 11:47
        kurka_wodna2 napisała:

        > Czuję przez skórę, że problem dziewczyny wynika z zasłony dymnej
        > stworzonej przez ojca.
        > Znam ten temat z autpsji- zdradzający demonstracyjnie węszy,
        czepia
        > się, wyszukuje bzdurne tematy .
        > Tutaj też może być taka sytuacja- ojciec jest przyparty do ścisłej
        > diety przez apetyczną zniecierpliwioną next- albo rozwód albo papa.
        > Cała ta historia z nieojcostwem, rzekomą zdradą starej żony- to
        > tylko zasianie zamętu,bo o przyczynę rozwodu byłoby trudno.


        Też tak myśleć zaczynam... który ojciec robiłby zamieszanie i wielką
        awanturę przed faktycznym sprawdzeniem ojcostwa?... cos innego chce
        upiec...
        • dzimi_dzimi Re: odpowiedzcie proszę jak najprędzej 02.12.07, 11:49
          A może on ma powody by poprosić o badania?
          Poprosił?
          A mama czująca pismo nosem, że straci dojną krowę w lament i krzyk
          oraz tani dramatyzm?
          Zawsze można doszukać się złej woli.
          U każdego.
          smile
          • elein Re: odpowiedzcie proszę jak najprędzej 02.12.07, 11:53
            jakie proszenie? mieszka z nimi, ma materiału na badania ile chce.
            wg ciebie prawidlowe jest iść do nieswiadomego dziecka z
            tekstem "teraz córeczko daj mi włosa bo tatuś chce sprawdzić czy
            jestes moim dzieckiem czy może obcym" ? pomyśl czasem zanim
            napiszesz....
            • dzimi_dzimi Re: odpowiedzcie proszę jak najprędzej 02.12.07, 11:58
              Moja wersja jest tak samo prawdopodobna jak Twoja.
              Bo wszystko co piszemy to hipotezy.
              Też pomyśl.
              smile
              • tricolour Nasze forumowe dziewczyny.... 02.12.07, 12:00
                ... mają wersję korzystną dla siebie, bo wczuwają się w sytuację żony. My
                wczuwamy się w sytuację faceta...

                Nic z tego nie będzie jeśli wchodzi w grę zdrada.
                • dzimi_dzimi Re: Nasze forumowe dziewczyny.... 02.12.07, 12:02
                  Ide zrelaksować się i pojeżdżę konno.
                  Przeanalizuję raz jeszcze czy życie singla jest takie złe?
                  tongue_out
                  • tricolour Ja też zmykam... 02.12.07, 12:04
                    ... jadę gotować obiad, bo kobieta chora i leży...
    • 1czarodziejka Re: odpowiedzcie proszę jak najprędzej 02.12.07, 12:12
      Lubię was czytać, a dziś postanowiłam się wtrącić. Sytuacja opisana przez nangę
      nie zakładała zdrady żony...To małżeństwo trwa ponad 20 lat, a córka urodziła
      się 4 lata po ślubie. Jakoś nie wydaje mi się, żeby ojciec rodziny został
      znienacka oświecony, że żona (excusez le mot) puściła się z kimś 16 lat temu.
      Gdyby cokolwiek podejrzewał wcześniej, to chyba miałoby to wpływ na ich
      wieloletnie w końcu małżeństwo...Jakoś trudno mi uwierzyć w to, że kobieta,
      która rezygnuje ze studiów w imię dobra rodziny, wychowywania dzieci i chuchania
      w ognisko domowe, po 3 latach wspólnego życia i mając trzyletniego synka
      postanawia mieć kogoś na boku.
      Zbyt grubymi nićmi szyte. Finał żenujący. Nie wiem, dlaczego część z was
      zadecydowała o winie kobiety, mimo, że nie było na ten temat ani słówka w
      pierwszym poście nangi. Ale z drugiej strony, jeśli facet po 20 latach wspólnego
      życia decyduje się na taki krok, to oznacza, że jego żona go nie zna, ani nie
      poznała przez te wszystkie lata małżeństwa. A prawda pewnie zwykle, jak to
      ona,leży gdzieś pośrodku. Szkoda mi tylko dziewczynki...Chory układ...
    • misbaskerwill Pomóż córce, a nie matce! 02.12.07, 12:24
      Za błędy rodziców płacą dzieci. To gorzka prawda, o której sam się przekonałem -
      niestety, na przykładzie mojego syna.

      To córka ma największe problemy - jej trzeba znaleźć psychologa, nie prawnika.
      Porozmawiaj o tym z matką, dotrzyj do niej, dotrzyj do koleżanek córki...

      Jestem przekonany, że od porad prawnych znajdą się inni specjaliści i matka
      świetnie sobie poradzi - jak duża kasa wchodzi w grę, to adwokat na pewno się
      postara wyrwać jak najwięcej.

      Pomaganie córce jest wskazane i szlachetne - pomaganie matce (nie znając
      całokształtu sytuacji) może być wręcz nieetyczne.
      Ale to, oczywiście - głos faceta w dyskusjiwink.
      • misbaskerwill i jeszcze jedno... 02.12.07, 12:31
        Może dałoby się na spokojnie porozmawiać z tym "potworem"?
        Nie wiem jakie masz możliwości, ale może jest jakaś szansa, że ojciec stawi się
        na zaproszenie do rozmowy "ws. wychowawczej"?

        Uświadomić zagrożenie dla dziecka itp. Przy rozmowie z osobą z zewnątrz może
        zrozumieć, że postępuje niewłaściwie... i może się wcale nie okazać takim
        diabłem, jak go malują.
        • elein Re: i jeszcze jedno... 02.12.07, 12:46
          jeśli "ojciec" już chce się pozbyć córki to wątpię, żeby chciał w
          jej sprawie przychodzić do szkoły...ale może się uda?
          dziecku trezba pomóc teraz. żeby czegoś głupiego nie zrobiła...
          • nangaparbat3 Re: i jeszcze jedno... 02.12.07, 16:07
            Dziewczynka jest kolezanka mojej corki - nie znam jej rodzicow, nie czuje się w
            zaden sposob upowazniona do wtrącania się. Natomiast z relacji mojej corki
            wynikalo, ze poza wszystkim innym dziewczyna boi sie o swoj i matki byt - co nie
            jest ani irracjonalne, ani karygodne. Ta mala jest po prostu kompletnie
            skolowana i w totalnym dole.
            Nie napisalam wszystkiego, co słyszalam, bo chciałam jednak zachowac jakis
            dystans - i nie chcialabym, zeby bohaterowie opowiesci stali sie rozpoznawalni.
            Możecie co najwyzej uwierzyć mi na slowo, że to informacje wyraźnie świadczace o
            tym, ze racje ma Kurka Wodna.
            Nie rozumiem zarzutow do mnie, ze zbyt emocjonalnie przedstawiam sprawę - jak na
            sytuację, w ktorej ojciec oznajmia dziecku, ktore wychował i które uważa go za
            swego ojca, "sądzę, ze nie jestem twoim ojcem", wykazałam chyba nadmiar
            opanowania.
            • elein Re: i jeszcze jedno... 02.12.07, 16:20
              tak myślę, że albo facet wymyślił to wszystko by zgnębić i odeprzec
              atak żony (kochanka w tle), albo wie już dawno, że corka nie jest
              jego a teraz jest mu wygodnie to ujawnić żeby tanio się pozbyć zony
              z dzieckiem (kochanka)... albo.... facet jest popieprzony
              emocjonalnie i przez 16 lat przywiązał się ani trochę do dziecka.

              rozumiem, ze podejmuje jakies kroki wobec zony gdy jest pewny że
              dziecko nie jego... na razie wygląda, że chce je bardziej
              zastraszyć niż dojść do prawdy..
            • kurka_wodna2 Re: i jeszcze jedno... 02.12.07, 19:28
              Nango, to jest najlepszy sposób na stworzenie obozu :żona +córka i
              pozbycie się ich z domu, który obiecał nowej doopci.
              Aby zakończyć ewentualny temat pozostawienia córki w domu należałoby
              zrobić taką tsunami aby zmyło je obie z bogatego pokładu.
              Facet jest za głupi na takie gierki- to tylko kobiety potrafią tak
              ustawić pionki aby jednym ruchem wysprzątać pole.



              smile)
              • nangaparbat3 Re: i jeszcze jedno... 02.12.07, 20:09
                Przyznam Ci sie, ze sama wymyslilam,ze w tle czai sie kobieta - i nawet
                niekoniecznie doopcia, rownie dobrze moze byc mamcia (tez znam przykłady w
                najblizszej rodzinie, niestety).
                Rozmawialam jeszcze z corką - nie wie nic o czajacej się d., tamta dziewczynka
                uważa, że tato po prostu zwariował.
                • tricolour Ja też uważam za wielce prawdopodobne... 02.12.07, 20:28
                  ... że facet kogoś ma i chce wykolegować rodzinę - niestety możecie mieć rację.
                  Faceta należałoby powiesić.

                  Ale dyskusja dotyczyła także hipotetycznej sytuacji, w której żona rzeczywiście
                  zdradziła i z tej zdrady jest dziecko. W takiej sytuacji facet może zrobić, co
                  zechce... czyli może dziecku wskazać, że osobą odpowiedzialną za brak ojca jest
                  matka.
                  • elein Re: Ja też uważam za wielce prawdopodobne... 02.12.07, 21:15
                    1. może zrobic co zechce
                    2. jesli faktycznie był oszukany to są to bardzo silne negatywne
                    emocje
                    3. dziwię się, że przez 16 lat ojcowania nie nawiązał z córką
                    żadnych relacji które by złagodziły chęć odrzucenia dziecka "nie-
                    swojego" i karania go za zdradę żony. to nie jest normalne, chyba,
                    że przez te kilkanascie lat podświadomie to dziecko odrzucał.
                    • nangaparbat3 Re: Ja też uważam za wielce prawdopodobne... 02.12.07, 21:18
                      Wiesz co, elein, mnie juz ręce opadly. Ci faceci po prostu nie rozumieja
                      znaczenia slowa "więzi emocjonalne", zraniona duma jest dla nich wazniejsza niz
                      cierpienie osoby, dla ktorej sa jedna z dwoch najwazniejszych istot w zyciu.
                      Czuje się, jakbym rozmawiala z innym gatunkiem biologicznym.
                      • elein Spokojnie... 02.12.07, 21:32
                        Weź pod uwagę, ze najostrzejsze wypowiedzi były od panów, którzy
                        raczej nie wiedzą co to "instynkt ojcowski" czy głęboka więź
                        emocjonalna z wychowywanym dzieckiem... (bez urazy)
                        Jest też pewien gatunek mężczyzn, którzy np nigdy nie zaadoptują
                        dziecka... bo jest "obce", wolą zmienić "ukochaną" żonę na taką,
                        która im własne dziecko da... Ale spotkałam i takiego pana, który
                        chciał by żona z nim została mimo, że spodziewała się nie jego
                        dziecka... Więc nie wyznaczajmy jedynego "męskiego stanowiska" tylko
                        wg kilku wypowiedzi z tego forum, choć takie stanowisko może być
                        częste...
                        • tricolour To dla równowagi napisz też o Was... 02.12.07, 21:39
                          ... które samotnie wychowujecie dziecko, co ma wielkie wpływ na posiadane zdanie
                          choćby z tego powodu, że samotne wychowanie jest trudne, energochłonne i raczej
                          wychowa się kolejnego rozwodnika...

                          Skłonnośc do utrzymania rodziny (w tej hipotetycznej sytuacji) jest więc zrozumiała.
                          • nangaparbat3 Re: To dla równowagi napisz też o Was... 02.12.07, 21:42
                            tricolour napisał:

                            > ... które samotnie wychowujecie dziecko, co ma wielkie wpływ na posiadane zdani
                            > e
                            > choćby z tego powodu, że samotne wychowanie jest trudne, energochłonne i raczej
                            > wychowa się kolejnego rozwodnika...
                            >
                            > Skłonnośc do utrzymania rodziny (w tej hipotetycznej sytuacji) jest więc zrozum
                            > iała.

                            Teraz ja nie kumam.
                            Niech sobie ten zdradzony odchodzi od zony - jego prawo.
                            Ale miedzy odejsciem od zony a odrzuceniem dziecka, ktore w niczym nie zawinilo,
                            kocha go jako swego ojca i jest dalej dokładnie ta sama osoba co przed odkryciem
                            "prawdy" - jest przepaść.
                            • dzimi_dzimi Re: To dla równowagi napisz też o Was... 02.12.07, 21:48
                              Nie szukałaś pomocy dla zranionych uczuć dziecka.
                              Szukałaś pomocy prawnej by nawet jeśli nie jest dzieckiem tego Pana
                              nie straciły kasy.
                              I tu widać co jest wyznacznikiem miłości - duże alimenty.
                              Niestety.
                              • tricolour Wchodzisz na cienki lód... 02.12.07, 21:52
                                ... doprowadznie myślenia kobiety do absurdu nie kończy sie dobrze. Pokazanie,
                                że czego innego chce, a co innego wyraża kończy sie fatalnie.

                                A Ty jeszcze obaliłeś tezę, że Nandze zależy na dobru dziecka, kiedy wręcz
                                wskazujesz, że liczy sie kasa - a pamiętamy - że Naaga przed chwilą napisała, że
                                ponownie czytała pierwszy post i jest taki, jak ma być.

                                Jesteś trupem, bracie...
                                • marek_gazeta Rozmywanie logiki - quiz 02.12.07, 22:00
                                  Logika boolowska -> logika rozmyta -> logika ...?

                                  Odpowiedzi proponuję na priv.
                                  • tricolour Kobieca! 02.12.07, 22:01
                                    Po co priv?
                                    • marek_gazeta Nerwowo się zaraz zrobi. 02.12.07, 22:06

                                      • tricolour Już jest nerwowo... 02.12.07, 22:09
                                        ... zaczęły sie osobiste wycieczki kobiet, a wątek taki bardziej hipotetyczny.

                                        Zaraz nas posądzą o te świńskie zachowania, które same doświadczyły od swoich
                                        exów...
                                        • nangaparbat3 Re: Już jest nerwowo... 02.12.07, 22:13
                                          tricolour napisał:

                                          > ... zaczęły sie osobiste wycieczki kobiet, a wątek taki bardziej hipotetyczny.
                                          >
                                          > Zaraz nas posądzą o te świńskie zachowania, które same doświadczyły od swoich
                                          > exów...
                                          Przynajmniej mojego exa zostaw w spokoju - ja od niego niczego zlego nie
                                          doświadczylam.
                                          a co do osobistych wycieczek na tym forum, Ty bez wątpienia jesteś specjalistą.
                              • elein Przekręcacie 02.12.07, 22:02
                                Jesli dziecko żyło na wysokiej stopie w dużym domu z basenem, a
                                następnie dotychczasowego ojca urażone ego przenosi go do m2 bez
                                balkonu i ma się ubierać w ciucholandzie, to jest to dla dziecka
                                okrutna kara.

                                Panowie, jesteście materialistami, do bólu. Kasa, kasa, kasa.
                                Nie tylko wy tutaj, kilku w realu też.smile Miłość widzicie tylko przez
                                pryzmat kasy. Kochacie kobietę- obsypujecie kasą, przestajecie
                                kochać- liczycie jej każdy grosz, kombinujecie żeby niskie alimenty
                                płacić... i to jeszcze żeby naprawde na "obce" dzieci... ale nawet
                                na własne!...
                                • tricolour A kto nie płaci alimentów? 02.12.07, 22:06
                                  O kim piszesz? O swojej sytuacji?

                                  Biorąc pod uwagę logikę tego watku, to można powiedzieć, że sama sobie takiego
                                  faceta wzięłąś...
                                  • elein Re: A kto nie płaci alimentów? 02.12.07, 22:09
                                    znowu nadinterpretujesz wciskając mnie w rolę chętnie przez ciebie
                                    wyobrażaną, jako jedyną, by mieć takie poglądy jak mam...
                                    musisz przełknąć.
                                • dzimi_dzimi Pierwszy post Nangi 02.12.07, 22:07
                                  Przeczytaj i powiedz mi co w nim jest?
                                  Bo ja widzę kasę, kasę, kasę.
                                  I właśnie to jest takie żałosne.
                                  Bo nie było tam uczuć.
                                  Zranionego człowieka.
                                  Dramatu mężczyzny i dziecka.
                                  Zastanowienia się czy w hipotetycznej sytuacji gdy córka nie jest
                                  jego dzieckiem można jakoś im pomóc znaleźć ponownie drogę do siebie.
                                  Była kasa i drogie hobby i "kamień z serca" , że facet jego czy nie
                                  jego ma bulić.

                                • marek_gazeta A kankrietno? 02.12.07, 22:09
                                  > Jesli dziecko żyło na wysokiej stopie w dużym domu z basenem, a
                                  > następnie dotychczasowego ojca urażone ego przenosi go do m2 bez
                                  > balkonu i ma się ubierać w ciucholandzie, to jest to dla dziecka
                                  > okrutna kara.

                                  Żona dostanie połowę dużego domu i połowę basenu, poradzi sobie.

                                  > Kochacie kobietę- obsypujecie kasą, przestajecie kochać- liczycie
                                  > jej każdy grosz, kombinujecie żeby niskie alimenty płacić...

                                  A kankrietno? Kogo masz na myśli?

                                  Zresztą ja wolę obsypywać pocałunkami. Kasę ma wielu facetów, ale żaden nie całuje tak, jak ja.
                                  • elein Re: A kankrietno? 02.12.07, 22:12
                                    Marek, napisałeś tak jakbyś nie czytał tematu Nangi. jesli tak, to
                                    zapoznaj się z sytuacją zanim włączysz się do dyskusji.
                                    Druga część - nie wypoowiadam się tu żeby błaznować w tematach
                                    feministki kontra szowinistki. To nudne.
                                    • elein Re: A kankrietno? 02.12.07, 22:13
                                      szowiniści oczywiście smile
                              • nangaparbat3 Re: To dla równowagi napisz też o Was... 02.12.07, 22:10
                                dzimi_dzimi napisał:

                                > Nie szukałaś pomocy dla zranionych uczuć dziecka.
                                > Szukałaś pomocy prawnej by nawet jeśli nie jest dzieckiem tego Pana
                                > nie straciły kasy.
                                > I tu widać co jest wyznacznikiem miłości - duże alimenty.
                                > Niestety.
                                Bredzisz.
                                Emocjonalnie ten facet pojechał po bandzie - z tego dziewczyna bedzie sie
                                wygrzebywać przez lata z pomoca terapeutow, a moze i przez cale zycie.
                                a ja nie szukalam pomocy, tylko informacji.
                                Jak pisalam, odebranie jej hobby zdestabilizować ją moze całkowicie -
                                to jakby kolo ratunkowe dla tonacego. ale oczywiscie mozna to przelozyc tak, ze
                                ja myslę tylko o kasie. Twoje prawo, nie chce mi sie tlumaczyc.
                          • elein Re: To dla równowagi napisz też o Was... 02.12.07, 21:45
                            a kto ci powiedział że jestem samotną matką?? nie wymyślaj tego
                            czego nie ma, zeby nam coś udowadniać smile
                            • tricolour Sama mi to powiedziałaś... 02.12.07, 21:48
                              ... pisząc tak relatywne opinie.

                              tongue_outP
                              • elein Re: Sama mi to powiedziałaś... 02.12.07, 21:55
                                Tobie się wydają relatywne. Bo nie wierzysz, że ktoś inny
                                niż "samotna matka, nadmiernie obciążona pracą, do tego zdradzona i
                                rzucona przez męża" itd.. może twierdzić coś innego niż ty...

                                niestety, nie jestem samotną matka porzucona przez męża smile
                                musisz to jakoś przełknąć i pogodzić się z nierelatywną wymową
                                swoich opinii w tym temacie.
                                • tricolour Bardzo Cie przepraszam... 02.12.07, 21:58
                                  ... ale ja tego nie będę przełykać. Nie muszę...

                                  smile)
                        • nangaparbat3 Re: Spokojnie... 02.12.07, 21:40
                          Własnie dlatego, Elein, piszę "ci faceci" - konkretnie: hipotetyczny nietatuś,
                          Tri, Marek, Dżimmi - a nie "faceci".
                          • dzimi_dzimi Re: Spokojnie... 02.12.07, 21:51
                            Także Misbaskerville.
                            Bądź uczciwa w tym co piszesz.
                            I rzetelna.
                            I czytaj co piszę od początku do końca.
                            Bo znów emocje Cię ponoszą.
                            smile
                        • dzimi_dzimi Re: Spokojnie... 02.12.07, 21:43
                          Te najostrzejsze wypowiedzi były o sytuacji hipotetycznej.
                          Sytuacji zdrada żony - informacja o tym, że dziecko które wychowują
                          nie jest męża.
                          Nigdzie nie napisałem, że nie umiałbym kochać "pomimo genów".
                          Nie wiem.
                          Może tak, może nie.
                          Ale sankcjonowanie zdrady, oszustwa, kłamstwa, kradzieży faktem
                          istnienia dziecka jest śmieszne.
                          Żal mi tej dziewczyny.
                          Wiem jednak, że znamy informację z trzeciej ręki.
                          Moja nastoletnia bratanica kiedyś wpadła w histerię, że jej
                          najlepsza przyjaciółka jest nierozumiana w domu do tego stopnia, że
                          mając lat 15 będzie musiała się wyprowadzić i nie ma gdzie.
                          Okazało się iż fantazja i emocje nastolatki nie są najlepszym
                          probierzem zaistniałych faktów.
                          Konflikt jej przyjaciółki miał bardzo trudne podłoże i
                          to "niezrozumienie rodziców" brało się z braku zgody na pewne rzeczy
                          niebezpieczne dla przyjaciółki mej bratanicy.
                          Jeśli mamy jedyny, prawdziwy i pełny obraz sytuacji od Nangi to
                          facet jest dupek.
                          Powinien zastanowić się nad tym czy kiedykolwiek zasłużył na miano
                          ojca.
                          Nie nazwę jednak z grzeczności czym dla mnie jest wmawianie
                          mężowi,że kocha własne dziecko, kiedy właśnie wkłada mu się w ręce
                          obiekt zdrady, kłamstwa i zniszczenia wszystkiego tego czym powinno
                          być małżeństwo.
                        • marek_gazeta Re: Spokojnie... 02.12.07, 21:49
                          > Weź pod uwagę, ze najostrzejsze wypowiedzi były od panów, którzy
                          > raczej nie wiedzą co to "instynkt ojcowski" czy głęboka więź
                          > emocjonalna z wychowywanym dzieckiem... (bez urazy)

                          A co to za wycieczki? Wobec kogo? Skąd wiesz?

                          > Jest też pewien gatunek mężczyzn, którzy np nigdy nie zaadoptują
                          > dziecka... bo jest "obce"

                          Już o tym pisałem - jest różnica. Adoptując dziecko, facet świadomie bierze na utrzymanie dziecko innego faceta. To jest jego wola, wybór. Świadomy.

                          Wychowywanie dziecka, które się uznawało za swoje, a okazało się owocem zdrady - to inna bajka. Jakim prawem żądasz od faceta, żeby zaakceptował to dziecko i potrafił przezwyciężyć ból i upokorzenie? Może to zrobić, może zrobić inaczej. W takim wypadku matka ponosi 100% winy za sytuację.

                          Ponadto - czy facet, który nie uznaje adopcji, jest jakiś gorszy/nieludzki/niehumanitarny? Okaże się zimnym, pozbawionym ojcowskich uczuć nadzorcą? Nie będzie potrafił pokochać swoich dzieci?

                          Nie żądaj od innych, być może całkiem dobrych i uczciwych ludzi, aby wykazywali w życiu odruchy, które Ty uważasz za "wyższe" i szlachetne, w sytuacjach, w których ktoś inny bardzo ich skrzywdził.
                          • elein Re: Spokojnie... 02.12.07, 22:35
                            Ty czytasz mnie, czy swoje kierunkowe interpretacje mnie żeby móc mi
                            co zarzucić?
                            Przepisy prawa są jasne.
                            A facet który nie ma pewności 200%, że dziecko na pewno nie jest
                            jego dzieckiem, ale już informuje o tym to dziecko, wychowywane od
                            lat jak własne i niczego dotąd nie świadome... jest egocentrycznym
                            dupkiem do kwadratu.

                      • tricolour Możę nie "ci faceci" a zwyczajnie "faceci"... 02.12.07, 21:35
                        ... i dotrzegać róznice. Świadomość i akceptacja różnic to podstawa trwałości
                        związku.

                        Gdzie są więzi emocjonalne, gdy żona kocha męża, a po zdradzie tegoż wyrzuca go
                        za drzwi?
                        • turzyca Re: Możę nie "ci faceci" a zwyczajnie "faceci"... 02.12.07, 21:37
                          > Gdzie są więzi emocjonalne, gdy żona kocha męża, a po zdradzie tegoż >wyrzuca
                          go za drzwi?

                          w ruinie...
                        • nangaparbat3 Re: Możę nie "ci faceci" a zwyczajnie "faceci"... 02.12.07, 21:44
                          tricolour napisał:

                          > ... i dotrzegać róznice. Świadomość i akceptacja różnic to podstawa trwałości
                          > związku.
                          Dostrzegam roznice i dlatego piszę "ci" - konkretni - faceci - a nie wszyscy
                          jakich matka Ziemia nosi.
                          • tricolour To mi pochlebia... 02.12.07, 21:47
                            ... że jestem nietatusiem, a ten bogaty ojciec był jeszcze wczoraj dla Ciebie
                            takim zwyczajnym, kochającym, bogatym - no... normalnym.

                            Ja zaczynam się ze swoim "nietusiostwem" bardzo dobrze czuć.
                            • nangaparbat3 Re: To mi pochlebia... 02.12.07, 22:25
                              tricolour napisał:

                              > ... że jestem nietatusiem, a ten bogaty ojciec był jeszcze wczoraj dla Ciebie
                              > takim zwyczajnym, kochającym, bogatym - no... normalnym.
                              >
                              > Ja zaczynam się ze swoim "nietusiostwem" bardzo dobrze czuć.

                              Wszystkiego dobrego.
                              • wojtekp67 Re: To mi pochlebia... 02.12.07, 23:18
                                Nanga, Elein, z całym szacunkiem ale... rozmawiacie o czyms czego
                                nie rozumiecie.
                                Kobieta nie ma wątpliwosci co do jej rodzicelstwa. Moze sie wszystko
                                walic, moze ja zdradzac mąż, moze dzia sie mnóstwo rzeczy ale.... m
                                kobieta ma dziecko, dzieci.
                                sprobujecie wejsc w stan emocji faceta, ktory traci wszystko, traci
                                zone, dziecko, traci swiadomos sensu zycia, zdaje sobie sprawe ze
                                wszystko to fikcja. Mozna zwariowac od tego , można nienawidziec
                                wszytskiego. By moze facet postępuje podle, tylko czy świadomie? Nie
                                znamy co tam tak naprawde sie tam dzieje. A naprawde nie ustawiajcie
                                facetów na pozycjach zaslepionych samców-zwierzat niezdolnych do
                                stworzenia wiezi. Ile dumy jest w tym ze zostaje sie ojcem, ze
                                spowolało sie do życia dziecko. I co? dla 10-15 % ojców to iluzja,
                                swiat fikcji. Jest mnostwo kobiet zdolnych porzuci dziecko, zdolnych
                                do oszustw, klamstwi czy...kobieta oszukujac meza , rodzine czy tak
                                anprawde nie oszukuje tez tego dziecka? nic nie jest biale albo
                                czarne.
                                • nangaparbat3 Re: To mi pochlebia... 02.12.07, 23:51
                                  Sorki, ale od kiedy zmajstroawlismy córke wiem, ze to zadna sztuka "powolac do
                                  zycia dziecko" - w każdym razie ze strony ojca. Takie są fakty.
                                  Sztuka to wychować, byc z nim dzień podniu, na dobre, ale przede wszystkim na złe.
                                  Mozna byc biologicznym ojcem i nie miec o tym pojecia - prawda?
                                  Ja nie mam pretensji o pretensje, wscieklość do kobiety, ktora oszukala. W pelni
                                  to rozumiem.
                                  ale nie rozumiem, jak czlowiek deklarujacy kierowanie sie rozumem moze za czyn
                                  matki karać dziecko, ktore go kocha, ktore on wychowal. Masz racje pisząc, że
                                  kobieta oszukala - mowie o sytuacji hipotetycznej, ta realna niemal na 100
                                  rpocent wzięla się z urojeń tego pana - i ojca, i dziecko. To fakt. ale czy
                                  przezyte razem lata - razem przez ojca i jego niebiologiczne dziecko - nie
                                  zobowiazuja do jakiejś solidarności? Do starania się, by dziecko - ktore nie
                                  tylko nie zawinilo sytuacji, ale jest jej ofiarą - chronic przed cierpieniem?
                                  Jeśli ważniejsze jest poczucie urażonej dumy to wybacz - taki ktos nie zasluguje
                                  na to, by byc ojcem, wszystko jedno, biologicznym czy nie.
                                  Niech facet sie rozwodzi, niech powie zonie, co o niej mysli - ale niechze
                                  chroni najslabszą osobe w sowjej rodzinie.
                                  Jesli zona zdradzila i jego, i - jak slusznie piszesz - dziecko, niechze on
                                  ratuje to najslabsze, a nie wykorzystuje je do ukarania nieodpowiedzialnej matki.
                                  • tricolour Masz rację... 02.12.07, 23:54
                                    ... i tylko w jednym sie róznimy.

                                    Ty uważasz, że jak zdradziła matka, to mąż ma chronić dziecko, a ja uważam, że
                                    to matka - jako sprawca - ma miec pełne ręce roboty.
                                    • nangaparbat3 Re: Masz rację... 03.12.07, 00:02
                                      Sa sytuacje, w ktorych nieważne sie staje, kto zawinil - ważne, by ratować. Od
                                      tego jestesmy doroslymi ludźmi, zeby czasem zacisnąc zęby i nie mysleć o wlasnym
                                      bolu - i im silniejsi jesteśmy, tym latwiej nam to przychodzi.
                                      bez szczegolnego poswięcania się.

                                      I jeszcze - ktorą droge wybrać:
                                      nie karać winnego, byleby niewinny nie zostal skrzywdzony
                                      skrzywdzic niewinnego, jesli dzieki temu winny poniesie karę
                                      • tricolour Łatwo sie o tym mówi... 03.12.07, 00:07
                                        ... łatwo wymagać od innych, by stawili czoła takim poważnym sprawom.

                                        Pisałaś kiedyś, że problemem w Twoim związku było to, że mąż się spóźniał,
                                        lekceważył (może nie umiał) punktualność. Nie mogłas na nim - pod tym względem -
                                        polegać.

                                        Podejrzewam, że to nie były podstawowe powody rozejścia się, ale zobacz jakie to
                                        błahe wobec zdrady. Inni mają się wznieść ponad zdradę, a Ty nie mogłas ponad
                                        niepunktualność...
                                        • sylwiamich Re: Łatwo sie o tym mówi... 03.12.07, 09:47
                                          Ale się temat rozdmuchał.jestem miłośniczka sytuacji jasnych i
                                          czytelnych.Bo tylko na prawdzie można coś budować.Gdy buduje się na
                                          kłamstwie, cała budowla jest ułudą.Co potwierdza ten watek.Wrabianie
                                          innego mężczyzny w cudzą ciążę.Najgorszy rodzaj zbrodni.Odbieranie
                                          sobie normalności.Odbieranie dziecku korzeni.Odbieranie ojcu
                                          godności.facet ześwirował...nie dziwię mu się.Gdy człowiek dowiaduje
                                          się że przez 20lat żył w Matriksie..ma prawo.Powinni zrobić badania
                                          genetyczne.Żeby mógł swoją córkę kochać bez podejrzliwości.Lub żeby
                                          mógł dalej kochać nie swoją córkę.Mam nadzieję.Ale ludzkie emocje są
                                          tak skomplikowane że całą złość z żony może przenieść na
                                          dziecko.Piszecie dziewczyny że on rozwala życie tej dziewczyny.Nie
                                          zgodze się.To jak rozważanie czy powiedzieć, kiedy powiedzieć
                                          dziecku że jest zaadoptowane.A może nie powiedzeć?Zyć całe życie na
                                          bombie?
                                          • elein chwileczkę 03.12.07, 11:32
                                            o czym my mówimy?

                                            nanga napisała "Teraz: mąż postanawia odejść, przeprowadzić badania genetyczne,
                                            czy córka jest jego.Każe żonie i corce poszukać sobie mniejszego mieszkania, bo
                                            "nie bedzie tyle płacić".
                                            Oznajmia, ze nawet jesli corka okaże się jego, nie bedzie placić za jej hobby"

                                            z tego wynika, że facet nie wie czy dziecko jest jego czy nie,
                                            ale aby obciąć dotychczasowe wydatki na żonę i dziecko posuwa się do ośwadczenia
                                            dziecku, że jego nie jest i mają się z matką wynosić...
                                            i "NAWET JEśLI CóRKA OKAżE SIę JEGO" nie chce na nią płacić... po kilkunastu
                                            latach wychowywania jako swoje dziecko...
                                            facet szuka sposobu na odcięcie rodziny od swojej kasy , nawet kosztem
                                            zniszczenia emocjonalności własnej(nie wie) córki.

                                            w wątku i interpretacjach wypowiedzi pomieszano historię przedstawioną przez
                                            Nangę z inną hipotetyczną sytuacją gdzie mąż wie, że dziecko jest nie jego. to
                                            dyskusja na drugi wątek.
                                            • sylwiamich Re: chwileczkę 03.12.07, 11:42
                                              Jeśli chodzi o faceta z watku nangi...to on psychicznie się
                                              zachowuje.Ale tego chyba tłumaczyć nie trzeba...dla mnie to
                                              oczywiste.
                                              • elein Re: chwileczkę 03.12.07, 11:45
                                                więc cała dyskusja jest nie na temat. sama napisałaś "nie dziwię się że facet
                                                ześwirował bo 20 lat żył w Matrixie".. to na który temat piszesz?
                                                • sylwiamich Re: chwileczkę 03.12.07, 20:42
                                                  elein napisała:

                                                  > więc cała dyskusja jest nie na temat. sama napisałaś "nie dziwię
                                                  się że facet
                                                  > ześwirował bo 20 lat żył w Matrixie".. to na który temat piszesz?

                                                  W sumie na obydwa tematy.Nie dziwię się że reakcja była
                                                  psychiczna...ma prawo nie wyrobić napięcia.Runął mu cały świat w
                                                  końcu.
                                                  • nangaparbat3 Re: chwileczkę 03.12.07, 21:13
                                                    Cały świat to mogl mu runać, jeśli w dziecku interesowaly go tylko wlasne geny,
                                                    czyli on sam.
                                                    Jesli ewwentualny brak tych genow pozwala mu wycofac calą milość do dziecka, to
                                                    znaczy, ze o zadnej milości do tego dziecka nigdy nie bylo mowy. Wylącznie o
                                                    milości do tych nieszczęsnych, w sumie abstrakcyjnych i hipotetycznych genow.
                                                    Koniec kropka.
                                                  • tricolour Moralność Kalego... 03.12.07, 21:18
                                                    ... inni MUSZĄ trwać w małżenstwie dla dobra dziecka, natomiast Ty możesz się
                                                    rozwodzić...
                                                  • nangaparbat3 Re: Moralność Kalego... 03.12.07, 22:45
                                                    Gdzie ja cos takiego napisalam?
                                                    To raz.
                                                    Dwa:
                                                    jest zasadnicza roznica miezy rozstaniem, rozwodem, a odrzuceniem dziecka, ktore
                                                    sie wychowywało.
                                                  • tricolour Literalnie tego nie napisałaś... 03.12.07, 23:35
                                                    ... w jednym zdaniu, ale wnioski są jednoznaczne: Ze zdania "dobro dziecka jest
                                                    najważniejsze" wynika właśnie to, że chcesz budować rodzinę na dobru dziecka
                                                    nawet wtedy gdy pozostali członkowie rodziny mają żyć w kłamstwie i obłudzie.

                                                    Jest dokładnie odwrotnie: dobro dziecka jest efektem prawidłowych relacji
                                                    rodzinnych i zasad moralnych.
                                                  • nangaparbat3 Masz literalnie: 04.12.07, 00:10
                                                    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=24087&w=72755465&a=72809789
                                                  • tricolour I co dalej? 04.12.07, 00:19
                                                    Przecież facet włąśnie chce odejść od żony, wywala ją z domu, ogranicza
                                                    pieniądze na dziecko... Czy naprawdę uważasz, że Twój rozwód to wzór postępowania?

                                                    Pozwól ludziom żyć (i rozwodzić się ) tak jak chcą...
                                                  • sylwiamich Re: Nanga 04.12.07, 09:12
                                                    Ja wiem o co Ci chodzi.I zgadzam się z Tobą trochę.Jeśli się
                                                    wychowywało dziecko i kochało się je, trudno przestać kochać tylko
                                                    dlatego że geny nie takie.Ale zrozum...ten facet ma prawo do takiej
                                                    pierwszej reakcji.Nie wiem w jakich okolicznosciach dowiedział się
                                                    że żył w tak wielkim kłamstwie.Nie znam reakcji jego żony.Może on
                                                    dla tego cudzego dziecka poświęcił swoje marzenia?Nie znam reakcji
                                                    jego córki.Zrozum co on może czuć.Moze czuć bezgraniczną panikę,
                                                    wielki żal i ból.Może czuć że przez to spierdzielił sobie zycie.I ma
                                                    prawo do spanikowania.I do złości.Oczywiście że fajnie byłoby zeby
                                                    zachował się inaczej.I być może tak się kiedyś zachowa?Może jak
                                                    opadną emocje, zrozumie że bez córki żyć jest żle, bo kocha?I być
                                                    może da pieniądze na wszystko, ale daltego że chce.Nie dlatego że
                                                    kobieta go w taki sposób oszukała.Oszukała w najochydniejszy ze
                                                    sposobów.
                                                    Świetnie rozumiem Twoją reakcję....przyszła do ciebie zapłakana
                                                    nastolatka.Opowiedziała.Empatia zrobiła swoje.Ja też kochałabym
                                                    dziecko, kogokolwiek by nie było.Za to pewnie miałabym problem z
                                                    moim biologicznym dzieckiem, które zobaczyłabym po raz pierwszy po
                                                    16 latach.
                                                  • elein Nango 04.12.07, 09:07
                                                    Tri uważa mnie za samotną, opuszczoną przez męża matkę...nie jestem nią... ale
                                                    nie uwierzy, ze jest inaczej... bo tak sobie wyobrazil i koniec...
                                                    Tobie usiluje wmowić, że wypowiedziami w tym wątku zabraniasz się rozwieść
                                                    zdradzonemu mężowi... mimo, ze nigdzie czegoś takiegoś nie powiedziałaś, a nawet
                                                    powiedziałaś wprost, że mąż niech się rozwiedzie jeśli tylko tego chce...
                                                    Tri wie lepiej co powiedziałas, bo jako samotna matka nie mogłaś nic innego
                                                    powiedzieć... i nikt mu nie udowodni, ze białe jest białe a czarne jest czarne...
                                                    chyba nie warto tracić czasu na wyjaśnianie takich rzeczy komuś kto wie lepiej...
                                                    wie nawet, że broniąc w tym wątku dziecka przed agresją wkurzonego męża nie
                                                    nadajemy się na żony...
                                                    dopiero gdy powiemy coś co spodoba się Tri i będzie zgodne z jego wizją,
                                                    będziemy się na żony nadawać... na początek muszę zostać samotną matką bo nie
                                                    wypada nią nie być jeśli Tri jest pewny, że nią jestem.... smile)))
                                                    szkoda czasu na czcze przerzucanie się słowami z kimś kto ma wszystkie kobiety
                                                    poszufladkowane...
                                                  • natasza39 Re: chwileczkę 03.12.07, 21:37
                                                    nangaparbat3 napisała:

                                                    > Cały świat to mogl mu runać, jeśli w dziecku interesowaly go tylko wlasne
                                                    geny, czyli on sam.

                                                    Większość ludzi dla swoich dzieci wypruwa sobie żyły właśnie z tego powodu.
                                                    Dlatego, że są nasze.
                                                    Ty też, nanga, nie kochasz wszystkich dzieci na świecie.
                                                    Co innego pokochać nieswoje dziecko za to ze jest, a co innego dowiedzieć się,
                                                    że kochało się dziecko, które twoim nigdy nie było.
                                                    Oczywiście, facet mógł to inaczej załatwić, ale każdy ma inna naturę.
                                                    Jeśli to impulsywny choleryk, to ja się mu nie dziwię.
                                                    ---------------------------------------------------------------------
                                                    Szarańcza jest plagą, chociaż jeden owad nie stanowi plagi. Podobnie jest z
                                                    głupcami.
                                                  • panda_zielona Re: chwileczkę 03.12.07, 22:01
                                                    A wiecie,że dzisiaj u Drzyzgi był ten temat.
                                                    Pierwsza żona kontra druga żona + telefonicznie były mąż pierwszej.
                                                    Druga żona nie wiem w jaki sposób (podstępnie) zdobyła materiał do
                                                    badania od dziecka z pierwszego małżeństwa,które potwierdziło,że
                                                    ojcostwo może być wykluczone.Dla sądu jednak takie badanie nie jest
                                                    dowodem,a matka dziecka nie zgadza się na oficjalne przeprowadzenie
                                                    badania.Opinia psychologa,że matka,jeśli jest pewna swego powinna
                                                    zgodzić się na badanie.I należy przeprowadzić to jak najdelikatniej
                                                    nie wciągając w to dziecka.Tutaj dziecko ma tylko dziewięć lat.

                                                  • natasza39 Re: chwileczkę 03.12.07, 22:12

                                                    No był taki temat i pani, pożal sie Boże psycholog + parę nawiedzonych bab na
                                                    widowni, było oburzonych nie na mamusię, tylko na faceta, ze sie "odkochał" w
                                                    dziecku i na jego druga zonę, że ten nieszczęsny materiał do badań zrobiła.

                                                    A ja się tak zastanawiam, czy te święte oburzone byłyby dalej tak wyrozumiałe i
                                                    działały w imię dobra dziecka, gdyby ktoś im kazał zapieprzać na cudze dziecko i
                                                    musiały swoim własnym, biologicznym czegoś odmówić, bo w pierwszej kolejności
                                                    muszą zapłacić na to, które ich jest tylko na "papierze".
                                                    To się tak łatwo mówi, jak samemu nie musi sie płacić na dziecko, które w sensie
                                                    biologicznym jest obce. Chyba każdy normalny człowiek wolałby własnym dzieciom
                                                    dać te pieniądze.
                                                    U Drzyzgi właśnie taki przypadek był. Facet miał swoich biologicznych dwójkę +
                                                    spadek po pierwszej żonie w postaci dziecka wpisanego w papiery.
                                                    ---------------------------------------------------------------------
                                                    Szarańcza jest plagą, chociaż jeden owad nie stanowi plagi. Podobnie jest z
                                                    głupcami.
                                              • sylwiamich Re: chwileczk 03.12.07, 15:04

    • natasza39 JA znam nawet taką ex parę. 03.12.07, 13:35

      znam taka sytuację z życia. Jako, ze nanga i kilka innych kobitek już orzekło,
      że facet świnia pierwszego sortu, to opowiem Wam historie z życia wziętą, która
      wśród moich znajomych się wydarzyła.
      Znam ją z obu stron i ex męża i ex żony.
      Małżeństwo z wieloletnim, prawie 30-letnim stażem. Bardzo bogaci ludzie, jedni z
      najbogatszych w moim mieście.
      Otóż po tych wszystkich latach facet "głupieje", poznaje inna i chce odejść.
      "Zraniona" i "skrzywdzona" zona mówi ok, ale jak zostawisz wszystko dla mnie i
      naszych dzieci (dwójka dorosłych dzieci: syn i studiująca córka). Niby standard.
      Facet świnia, prawda?
      Otóż w trakcie przewodu sadowego, jeden z przyjaciół domu, puścił facetowi farbę
      o tajemnicy zony, która znał, bo go zeźlił fakt, że to facet pracuje za tego
      złego, a porzucana zona za niewinna leliję.
      Doniósł uprzejmie, że córka nie jest faceta ale kochanka zony wieloletniego, na
      którego lelija mogła sobie pozwolić, jako, ze małżonek w trakcie dorobku majątku
      często wyjeżdżał do krajów ościennych.
      Dla "dobra" córki tyle lat wychowywanej jako własne dziecię i jej emocjonalnego
      komfortu, ów zły i podły "zdrajca" nie wykorzystał tego w sądzie. Chciał jednak
      iść na ugodę z żona i sie dogadać w sądzie, aby ta przestała grać zranioną leliję.
      Zona go wyśmiała, słusznie uznając, ze po latach rogacz nadal winien swe poroże
      dzierżyć i gówno tym ugra, nawet jak to wyciągnie.
      Kiedy facet w końcu przyparty do muru to w sądzie wyciągnął, pierwszą obrażoną i
      zeźloną okazała się owa "córka", która wprost świętym oburzeniem udławiła się na
      myśl o tym, że facet nie zostawia majątku jej świętej mateczce i nic złego w
      zachowaniu mamusi nie widziała, ale w zachowaniu faceta, który na nią łożył lat
      20 z ogonkiem i owszem.
      Koniec końcem sąd podzielił fifty-fifty ów nieszczęsny majątek, a owa "córka"
      do dziś pluje na tego który ja wychował, że śmiał się upominać ów zdrajca o
      połowę majątku.
      Dodam jeszcze, że on sie sam z domu, który wybudował sam wyprowadził ,
      pozostawiając w nim owa "biedną" żonę z jej córką.
      Po orzeczeniu fifty-fifty, panie nie miały jednak za co spłacić
      rogacza-zdrajcy i stąd głównie cała nienawiść, bo chatę musiały sprzedać i
      przeprowadzić sie do jakiegoś "ubogiego" domu z ogródkiem na dodatek bez basenu,
      Zapewniam, ze ten co wychował owa córkę nie ma co liczyć na to, że na starość
      ona mu przysłowiową szklankę wody poda.
      Reasumując szlachetnym czynem jest wychowywanie cudzych dzieci, przygarnianie
      bezdomnych psów czy kotów, ale wciskanie komuś takiego dziecka, kota czy psa na
      siłę, wmawianie mu przez ileś tam lat, ze tak naprawdę to przecież jego dziecko,
      pies czy kot, a potem oburzanie się, ze "podelec" nie jest szlachetny i nie
      chce dłużej bawić się w ojca nieswoich dzieci jest doprawdy dwuznaczne.

      ---------------------------------------------------------------------
      Szarańcza jest plagą, chociaż jeden owad nie stanowi plagi. Podobnie jest z
      głupcami.
      • big_bad_john dam Ci dobra rade 03.12.07, 15:00
        Nangaparbat3:
        NIE WSADZAJ NOSA W CUDZE SPRAWY!
        Klasyczny przyklad rozsiewania plotek.
        • nangaparbat3 Re: dam Ci dobra rade 03.12.07, 18:39
          A ja jestem Big-bad-peak, na ktorym niejednego Johna szlag trafił.
          Ponieważ większość rodzicow kolezanek mojej corki jest własnie w trakcie rozwodu
          czy rozchodzenia się, nie wskazuje palcem na osobe nawet tym, ktorzy mnie znaja
          w realu - wszelkie dajace zidentyfikować osoby dane ominęlam, ergo o plotkowaniu
          mowy nie ma.
          Chyba ze ktos rozpoznał samego siebie.
    • natasza39 Był kiedyś podobny w temacie watek na SM, ale 03.12.07, 21:54

      kobitki tam piszące, jakoś mniej miały zrozumienia dla tego typu zachowań innych
      samiczeksmile
      Zresztą daje linka
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=571&w=59995269&a=60136735
      ---------------------------------------------------------------------
      Szarańcza jest plagą, chociaż jeden owad nie stanowi plagi. Podobnie jest z
      głupcami.
      • nangaparbat3 Re: Był kiedyś podobny w temacie watek na SM, ale 03.12.07, 22:48
        To moze jeszcze dasz linka na inne forum? Chyba by wypadało?
        • natasza39 Re: Był kiedyś podobny w temacie watek na SM, ale 03.12.07, 22:53

          A proszę Cię bardzo, nanga!

          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=48555&w=72807756&a=72807756
          Choć zdążyłam się zorientować, że i tak 90% piszących tu, przez przypadek rzecz
          jasna, wpada na tamto forum.
          Niby nie czytają jedni drugich i takie tam....
          Mnie to bawi osobiściesmile
          ---------------------------------------------------------------------
          Szarańcza jest plagą, chociaż jeden owad nie stanowi plagi. Podobnie jest z
          głupcami.
          • sylwiamich Re: Był kiedyś podobny w temacie watek na SM, ale 04.12.07, 09:19
            natasza39 napisała:
            > Choć zdążyłam się zorientować, że i tak 90% piszących tu, przez
            przypadek rzecz
            > jasna, wpada na tamto forum.

            O matko!!!Jak czytam takie wypowiedzi, to przestaję się dziwić że
            faceci śmieją się z kobiecej logikismile))
            Niby nie czytają....ja tam nie wiem czy INNI czytają.Wiem czy ja
            czytam.Ale rozumiem że Ty wiesz.....
            Mnie też to bawi...osobiściesmile))
            • sylwiamich Re: Do Tri:)) 04.12.07, 09:35
              Tri napisał:
              "Dzimi jak Ci się podoba wątek o zdradzie?
              Ten na RICD, gdzie wszytskie kobiety uważają, że facet "musi" dalej
              kochac
              obce dziecko, a faceci uważają, że zdradzony facet może nie chcieć
              żyć w
              zakłamaniu i obłudzie.
              Moim zdaniem kobiety, mające takie zdanie jak na RICD, nie nadają
              sie jeszcze na czyjeś żony..."

              Kiedyś...jako młoda studentka byłam na spotkaniu Emway.Były to czasy
              raczkującego kapitalizmu.Czasy świetnego funkcjonowania łańcuszków
              finansowych, kredytów argentyńskich.Czasy ciemnoty ekonomicznej i
              wielkiej naiwności mas.
              Spotkanie wyglądąło następująco:
              Wchodzi gościu i rekomenduje innego.Ten drugi w spotkaniu miał w ten
              sposób pełnić rolę osoby godnej zaufania.
              Dalej zaczyna się wprowadzenie do temat i przedstawienie ludzi jako
              tych mądrych którzy wybrali firmę i są szczęsliwi i bogaci.I
              pozostałych.
              W Twojej wypowiedzi widzę duuuużo podobieństwa.Dzimi-dzimi jako
              osoba godna zaufania.Dałeś mu bonus...uznałeś go za w pewien sposób
              autorytet moralny.Tak więc pierwszy punkt miałes załatwiony.Dalej
              trzeba było zrobić reklamę.W Emvayu robili pozytywną..wszyscy z
              firmą mają dobrze.Ty zrobiłeś negatywną...wątek z RICD, no i "nie
              nadają sie jeszcze na czyjeś żony...".
              Tri....nie nadaję się na Czyjąś żoną.Dlatego z panem "Czyimś"
              rozwiodłam się bez bólu.Nawet nie wiem, czy w ogóle nadaję się na
              żonę.I co z tego?Myślisz że moim marzeniem jest nią zostać?
              • tricolour Sylwio, jesteś kobietą... 04.12.07, 13:56
                ... i za bardzo komplikujesz.

                w dyskusji mam podobne zdanie, co Dzimi, to potraktowałem go jak kompana. Nie
                jak autorytet, jak kogoś z Twoich szkoleń itp. Nie dawałem mu bonusu i nawet nie
                myślałem o tym, bo kompan to kompan bez szensnastego dna.

                Uważam też dalej, że takie płytkie poglądy, w których dominuje empatia i
                rzewność sa przeszkodą do związku, który ma byc oparty przede wszystkim o
                uczciwość, lojalność i zaufanie. Te poględy są dlatego płytkie, bo celem
                rozważań Nangi jest jak doraźnie pomóc córce (kasa na hobby) a nie jak wybrnąć z
                tej sytaucji. Nanga nie szuka rozwiązania, by zdrada nie była ropą w ranie.

                Na sam koniec dziekuję wszytkim Paniom, które poświęcają mi tyle czasu, piszą
                długie posty na mój temat. Jestem próżny i mile łechce mnie takie pisanie...
                • sylwiamich Re: Sylwio, jesteś kobietą... 05.12.07, 13:27
                  tricolour napisał:
                  > Uważam też dalej, że takie płytkie poglądy, w których dominuje
                  empatia i
                  > rzewność sa przeszkodą do związku, który ma byc oparty przede
                  wszystkim o
                  > uczciwość, lojalność i zaufanie.

                  Widzisz Tri.Dla mnie, żeby budować lojalność, uczciwośc i zaufanie w
                  związku potrzeba empatii.Empatii przede wszystkim...żeby móc się
                  nauczyć jak żyć.Jak Ty się tego nauczyłeś Tri?
                  • tricolour Normalnie - tak jak Ty. 05.12.07, 19:35
                    Szczegółów nie pamietam. Nie pamiętam nawet jak nauczyłem się kochać, a nawet
                    nie wiem czy kiedykolwiek sie tego uczyłem. A mam.

                    Jest tylko różnica: dla jednych empatia oznacza knebel na usta i cenzurę, by sie
                    rozmówca nie popłakał, a dla innych oznacza powiedzenie prawdy (włąsnej prawdy -
                    tak jak odbieram daną sytaucję) by rozmówca nie płakał później.
        • tricolour Link jest... 03.12.07, 23:14
          ... a jakby nie było to wklejam jeszcze raz na SM:

          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=571&w=59995269&a=60136735

          Ciekawy.
          • tricolour Może teraz... 03.12.07, 23:15
            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=571&w=59995269&a=60136735
            • big_bad_john Re: Może teraz... 05.12.07, 13:51
              "Te poględy"
              super okreslenie na cala ta dyskusje w tym watku

              you make my day Tricolour
    • czamon Re: odpowiedzcie proszę jak najprędzej 05.12.07, 14:37
      Nie ten co spłodził a ten co wychowuje ma prawo nazywać się ojcem(
      nie koniecznie musi mieszkać z dzieckiem, ale uczestniczyć w jego
      zyciu).
      Facet wychowuje dziewczyne przez 16 lat i nagle odrzuca to wszystko
      bo nie jest pewien czy to jego dziecko. Sory ale cięzko mi mysleć
      pozytywnie o człowieku który potrafi przekreślić 16 lat zycia
      dziecka i zapomnieć ze istnieje...
    • nangaparbat3 Wyjaśniło się 06.12.07, 00:01
      Dziewczynka jest corką tego pana, badania dowiodły niezbicie.
      On nawet wyrazil radość z tego powodu i spytał, jaki prezent chcialaby dostać na
      Mikołaja.
      Mozna pewnie stąd wnosić, ze chciałby wciąż być ojcem tej dziewczyny.
      Pewnie chciałby naprawić to, co zrobił. Szkoda mi go i nie czuje zadnej
      satysfakcji z tego, ze corka odpycha go teraz.
      Przykro mi, ze niektorzy tak źle pisali o jego żonie, zanim mieli po temu realne
      podstawy.
      • sylwiamich Re: Wyjaśniło się 06.12.07, 07:49
        Nanga...nie o jego zonie.Tylko o kobiecie która z premedytacją
        podrzuca cudze dziecko innemu facetowi.Bo wątek rozwinął się w tym
        kierunku.Ale nadal nie wiadomo skąd takie zamieszanie.Zdradzała go?
        Facet jest obsesyjnie zazdrosny lub ma paranoję?
        Nanga...dajmy prawo do uczuć i złych emocji również facetom.Sądzę że
        są dużo słabsi od nas.Niuanse psychiczne to dla wielu z nich
        abstrakcja.Podobnie jak odcienie jednej barwy.Chociaż czasami
        odnoszę wrażenie, że im się po prostu nie chce zastanowić....
        • akacjax Re: Wyjaśniło się 06.12.07, 09:31
          Przeczytałam wątek bez emocji-bo inaczej jest gdy uczestniczy się na bieżąco..i cóż..mam taka refleksję (troche potwierdzona w relacji mojego ex-m. z synami) jak to łatwo facetowi odrzucić wszelkie uczucia do dziecka, do innego człowieka bez winy tegoż.
          Jak często "ojciec kocha dziecko dopóki sypia z jego mamusią"-to stare powiedzenie i coś w nim jest.

          Nie wyobrażam sobie bym nagle przestała kochać, bym nagle obrażała się na świat, bym nagle żałowała, że wydawałam pieniądze, nie spałam po nocach itp. w sytuacji gdyby okazało się, że wychowuję cudze dziecko-bo mi np. podmienili w szpitalu.

          Jeżeli ojciec tej dziewczyny myśli, że prezentem coś załatwi-jest bezdennie głupi, a dziewczyna jeżeli ma jego geny zapewne zechce się jego sposobem zemścić....będzie jechać na jego poczuciu winy, ciagnąć kasę-wszak to czuły tatusia punkt..przecież niedaleko spada jabłko od jabłoni.
          • akacjax ale coś matka ma na sumieniu... 06.12.07, 09:34
            Bo gdyby była na 100% pewna to badania by nie były potrzebne, uspokoiłaby córkę, że to nic nie zmieni, że tylko podmiana w szpitalu wchodziłaby w grę-ale wtedy i matki DNA nie byłoby podobne do jej...a to chyba byłaby inna bajka.

            Skoro jednak matka puściła z domu dziecko bez zapewnienia to jest Twój ojciec...ma problem.
            • nangaparbat3 Akacja, skad to wziełaś???? 06.12.07, 14:11
              akacjax napisała:

              > Bo gdyby była na 100% pewna to badania by nie były potrzebne, uspokoiłaby córkę
              > , że to nic nie zmieni, że tylko podmiana w szpitalu wchodziłaby w grę-ale wted
              > y i matki DNA nie byłoby podobne do jej...a to chyba byłaby inna bajka.
              >
              > Skoro jednak matka puściła z domu dziecko bez zapewnienia to jest Twój ojciec..
              > .ma problem.
              Z tego co wiem, matka przez cały czas nie watpiła w ojcostwo meża, podobnie jak
              dziewczyna. Ojciec zażądal badan - a moze bez ich wiedzy nawet pobrał materiał,
              teraz chyba nawet wlosy wystarczy zbadać, w kazdym razie matka cały czas
              utrzymywala, ze to on jest ojcem - tego, co mi opowiadalo moje dziecko, a mojemu
              tamta dziewczynka. Innej wiedzy nie mam.
        • nangaparbat3 Re: Wyjaśniło się 06.12.07, 14:19
          Sylwia, nie zawsze z premedytacją. Czytalaś wątek podrzucony przez Nataszę? Ja
          bym jego autorki na stos nie skazywała.
          I wciąż polecam "Dziką kaczkę" - mądrzejszy od nas wszystkich razem wzietych ja
          napisał.
          Mozna podle wykorzystać biologicznego ojca swoich dzieci, i mozna kochać i
          szanować kogoś, kto nim nie jest.
          Co do slabości facetów - bez jaj. To by był skrajny feministyczny szowinizm.
          Zastanowmy sie raczej, na ile my, jako matki i zony, odpowiadamy za ich
          "emocjonalna slabość".
          I jeszcze jedno. To, ze wypowiadajacy sie tu panowie mają takie a nie inne
          zdanie, nie znaczy, ze wszyscy bez wyjatku mezczyźni je podzielają. Są i tacy,
          dla ktorych bycie ojcem to zobowiazanie wobec dziecka, i nie znosi go gniew na
          jego matkę, nawet najsluszniejszy. Pamietasz Małego Ksiecia? Nie przepadam zza
          tym tekstem, ale glupi nie jest - odpowiadasz za istotę, ktorą oswoileś.
          • ogrodnik69 Re: Wyjaśniło się 06.12.07, 18:02
            tyle dyskusji a wizir ciągle śnieżno biały.Wszyscy mają jakieś
            zdanie na przedstawiony temat.A ja jakoś nie.Nieznam
            człowieka,kobiety ,dziecka.Sytuacji od tzw.podszewki.Nawet pewnie
            uważnie tematu nie przeczytałem.Bo i po co.Zauważyłem że ten temat
            to tylko taka karma dla piszących by wykazać sie swoją
            alekwencją,umiejetnościa składania zdań w sposób mogący lekko
            irytowac innych lub wywołujący powszechny aplauz.I oba sposoby nie
            są złesmile)tylko jakos tak sedno sprawy gdzies po drodze uciekło......
            • nangaparbat3 Jasnowidz? 06.12.07, 21:45
              Skoro nawet tematu uważnie nie przeczytałeś, skąd wiesz, co jest sednem?
Inne wątki na temat:
Pełna wersja