Dodaj do ulubionych

odpowiedzcie proszę jak najprędzej

01.12.07, 10:07
Sytuacja: małżeństwo z ok. dwudziestoletnim stażem, syn dorosły, corka 16.
Bardzo bogaci, żona na zyczenie meża przerwała studia, by zajmować się domem i
dziećmi.
Teraz: mąż postanawia odejść, przeprowadzić badania genetyczne, czy córka jest
jego.
Każe żonie i corce poszukać sobie mniejszego mieszkania, bo "nie bedzie tyle
płacić".
Oznajmia, ze nawet jesli corka okaże się jego, nie bedzie placić za jej hobby
(sporo, fakt, natomiast bez cienia wątpliwości zaspokaja wazne potrzebny
emocjonalne dziewczyny i pozbawienie go jej bedzie dla niej tragedią nie
mniejszą niż odejście i wyrzeczenie sie jej przez tatusia).
Żona nie ma zadnych wlasnych pieniędzy (podobno).
Pytania mam przede wszystkim takie:
1. Czy w ogole mozna po latach wychowywania wyrzec się (w sensie prawnym)
dziecka, nawet jeśli okaze się, ze jest innego mężczyzny?
2. Czy odchodzacy maz i ojciec nie ma obowiazku zapewnić dzieciom zycia na
podobnym poziomie co do tej pory?
3. Co z podziałem majątku?

I w ogole napiszcie coś, dziewczyna jest kolezanka mojej corki i jest
zrozpaczona, cały świat jej sie zawalil w jednej chwili, ojciec nie dość, ze
nie chce byc jej ojcem, to jeszcze jeszcze grozi, ze pozbawi ja tego, co dla
niej najwazniejsze - zwyczajnie boje sie o nią.
Obserwuj wątek
    • nicol.lublin Re: odpowiedzcie proszę jak najprędzej 01.12.07, 10:23
      wiesz,że w sądach bywa róznie. ale teoretycznie żonie należy się
      połowa wszystkiego co mieli i alimenty na siebie i córkę (dopóki się
      uczy). chyba, że mieli intercyzę? no z tym hobby, to może małe
      szanse, bo sąd może nie uznać tego jako "uzasadnioną potrzebę",
      chociaż, może jakoś sobie matka poradzi? ja tylko ciekawa jestem
      jaki jest powód takiej zmiany? pewnie młody i piękny?
      a koleżance radzę szybko szukać pracy. bedzie ciężko.
        • nangaparbat3 Re: odpowiedzcie proszę jak najprędzej 01.12.07, 10:41
          MOze nie bedzie tragicznie. Ale tez chyba nie kwestie majatkowe sa tu
          najwazniejsze. Niiewiele wiem o tej sprawie, tyle co od córki, ktora przyjaźni
          sie z ich corką. Ale wlasnie z punktu widzenia dziecka (nastoletniego, ale
          zawsze dziecka) to wszystko jest naprawdę przerażające.
          • oinga Re: odpowiedzcie proszę jak najprędzej 01.12.07, 20:58
            "Niiewiele wiem o tej sprawie, tyle co od córki, ktora przyjaźni
            > sie z ich corką. "
            Zastanawiam się jakim trzeba byc POTWOREM, żeby wysłac własną córkę
            (16 lat) na badania genatyczne w celu potwierdzenia ojcostwa!? Dla
            mnie to niepojęte!
            • tricolour Niekoniecznie od razu potworem... 02.12.07, 00:05
              ... tym bardziej, że facet może uważać, że nie wysyła własnej, ale cudzą córkę
              na badania.

              Istnieje też pogląd, że nie ten ojciec, co spłodził, a ten, co wychował, ale
              ludzie różnie podchodzą do takich spraw...
                      • nangaparbat3 Re: Nie, nie kpię... 02.12.07, 10:30
                        dzimi_dzimi napisał:

                        > Ale facet ma jakies powody by zacząć domniemywać iż żona go
                        > zdradziła i kłamstwem wmanewrowała w ojcostwo ?
                        > Bo chyba to jest istotne w tym problemie?
                        Nie. To juz w ogole nie jest istotne. Istotne jest zycie i minimum emocjonalnej
                        rownowagi tej mlodej dziewczyny, a nie zemsta na zonie.
                        • dzimi_dzimi żartujesz? 02.12.07, 10:38
                          Nie mam zobowiązań wobec obcych dzieci.
                          Mogę mieć jeśli tak postanowię ale nie mam obowiązku.
                          Tak jak nie utrzymuję Twojego dziecka i jest mi obce tak samo
                          kłamstwo żony nie sankcjonuje mojego ojcostwa.
                          Współczuję dziewczynie i mam nadzieję, jak pisałem iż facet okaże
                          się ojcem, że ja w takiej sytuacji umiałbym zostać ojcem.
                          Ale nie ma nikt prawa oczekiwać ode mnie, że nim zostanę, jeśliby
                          się okazało, że nim nie jestem a zostałem nim tylko w efekcie
                          kłamstw i machinacji żony.
                    • tricolour Nie. 02.12.07, 10:28
                      Słowa nie napisałem, że facet ma się rozwodzić i zostawić rodzinę bez środków do
                      życia. Popieram działania faceta, który - mając wątpliwość w ojcostwo - chce
                      badań genetycznych.

                      Odniosłem się też do słowa "potwór", które jest tu bardzo śmieszne... bo
                      potworem jest nie ten, co się (przypuszczenie tylko) puścił, tylko ten, który
                      dochodzi do prawdy...

                      • nangaparbat3 Re: Nie. 02.12.07, 10:33
                        tricolour napisał:

                        > Słowa nie napisałem, że facet ma się rozwodzić i zostawić rodzinę bez środków d
                        > o
                        > życia. Popieram działania faceta, który - mając wątpliwość w ojcostwo - chce
                        > badań genetycznych.
                        >
                        > Odniosłem się też do słowa "potwór", które jest tu bardzo śmieszne... bo
                        > potworem jest nie ten, co się (przypuszczenie tylko) puścił, tylko ten, który
                        > dochodzi do prawdy...


                        Wiec wyobraź sobie, ze czasem właśnie tak bywa.
                        Jest o tym całkiem niezla sztuka, Ibsena, "Dzika kaczka". Polecam lekturę.
                        • tricolour Jeżeli ta sytuacja jest prawdziwa... 02.12.07, 10:37
                          ... (to znaczy córka ma innego ojca), to matka miała wystarczająco dużo czasu,
                          by sprawę wyjaśnić. Zamiatanie pod dywan daje właśnie taki efekt, że grom z
                          jasnego nieba, to pikuś.

                          Nie podoba mi sie presja na faceta, że ma zostać mądrym i odpowiedzialnym ojcem,
                          kiedy milczy się o zdradzie matki. A włąśnie taka zdrada jest tu, na forum,
                          głównym powodem rozpadów związków, w wtedy nasze Panie uważają rozwód za
                          normalny, a dziecko zabierają do siebie...
                          • elein Re: Jeżeli ta sytuacja jest prawdziwa... 02.12.07, 10:53
                            jesli mąż wychowywał dziecko przez kilkanaście lat jako swoje a
                            teraz dopiero dowiedział się, że może ono nie być jego i wysyła je
                            na badaia genetyczne... to bez jaj! przekreśli kilkanascie lat bycia
                            ojcem dla zemsty na matce... i ukarze okrutnie dziecko które dotąd
                            uważał za swoje (i córka tak uwazała) za kłamstwo matki...
                            wyjaśnić prawdę - tak. ale odciąć dziecko po kilkunastu latach od
                            dotychczasowego życia - okrucieństwo. miał podejrzenia - mógł dawno
                            badania zrobić i wiedzieć jaka jest prawda, a teraz to zakrawa na
                            jakąś zemstę odbywająca sie kosztem dziecka.
                              • elein Re: Okrucieństwo? Z tym się zgadzam... 02.12.07, 11:05
                                to inna sytuacja. tutaj nie ma dziecka "na boku". on był ojcem dla
                                tego dziecka przez kilkanascie lat. jedynie plemnik zostawił ktoś
                                inny. a od narodzin to dziecko żylo z nim pod jednym dachem i uwazał
                                je za swoje. wazniejsze jest pochodzenie i moment zapłodnienia czy
                                kilkanascie lat wychowywania jak wlasne?

                                jedna sprawa to rozliczenie się z małżonkiem za zdradę.
                                dziecku można sprawę wyjaśnić. ale nie karac jego, bo ono nie jest
                                winne sytuacji.

                                nie wyobrażam sobie kobiety, która po kilkunastu latach wychowywania
                                dziecka jako własnego, wyrzuciła by je ze swojego życia dowiadując
                                się, ze jest podmienione...
                                • tricolour To nie chodzi o plemnik... 02.12.07, 11:11
                                  ... chodzi o zdradę. Małżeństwo na czymś się buduje: na zaufaniu, lojalności,
                                  wierności, miłosci itp. Jeżeli w pewnej chwili okazuje się, że szlag trafia
                                  zaufanie, lojalność, wierność to nie można się dziwić facetwi, że ponoszą go emocje.

                                  Wasze, kobiece, oczekiwania że facet będzie dalej ojcem i mężem są
                                  nieuprawnione, bo same zdradzając odbieracie sobie prawo do jakichkolwiek
                                  oczekiwań. Oczywiście to działa w obie strony.

                                  I może rzecz najważniejsz z tej rozmowy: dziecko nie moje nie jest moje. Nie
                                  obchodzi mnie.
                                  • elein Re: To nie chodzi o plemnik... 02.12.07, 11:20
                                    mówię, za zdradę nich się rozliczy z małżonką tak jak uważa za
                                    stosowne. dziecku nie musi ruinowac życia. i dziwi mnie, ze chce
                                    go odtrącić i karać po kilkunastu latach wychowywania jako własne...
                                    wynika z tego, ze przez te kilkanascie lat ojcec był z niego
                                    żaden... jego udział w ojcostwie ograniczył sie do wystawiania
                                    czeków i dlatego teraz najważniejsze jest ukaranie "sprawczyń" przez
                                    odcięcie (żony i nie-córki która przez kilkanascie lat była
                                    córką ...) od gotówki... a reszta ojcowskich uczuć? nigdy ich nie
                                    było, nie wypracował ich przez te nascie lat? niepojęte.
                                          • elein Re: Swoje dziecko kocha... 02.12.07, 11:34
                                            tak, znam kilku którzy kochają swoje dzieci i są z nich dumni. ale z
                                            ich matka nie zyją, alimentów na dziecko nie placą, dzwonią do
                                            dziecka raz na rok z życzeniami świątecznymi albo wcale... a dziecko
                                            wychowuje z matką obcy facet. a ojcowie kochaja i kochaja...w
                                            myslach.
                                            • nangaparbat3 Re: Swoje dziecko kocha... 02.12.07, 15:19
                                              A ja znam kilku, ktorzy troszczą się o nieswoje dzieci, utrzymuja z nimi kontakt
                                              i zalezy im na nich, mimo ze z matka ich rozstali sie juz dawno. Mam nawet taki
                                              przyklad w najblizszej rodzinie exa.
                                              Oraz przyklad przygarniecia i wychowania cudzego dziecka przez niespokrewnionego
                                              meżczyznę - przy pelnej dezaprobacie małzonki, rodzonej ciotki dziecka. Tez z
                                              rodziny exa.
                                              Jak widać ludzie są rozni - tragedia zaczyna sie wtedy, gdy osoby pokroju tej
                                              pani, Tri czy Dzimmiego wlasne postawy uznają za naturalne. I powszechne.
                                              • marek_gazeta Spora różnica 02.12.07, 19:52
                                                Jeśli facet wie, że dziecko nie jest jego (akceptuje dzieci swojejnowej wybranki), sytuacja jest inna. Jeśli dziecko, które uznawał za swoje, okazuje się nie jego, sytuacja jest zupełnie inna. Ma prawo poczuć się wykorzystany i okłamany, w sposób - chyba - najokrutniejszy z możliwych.

                                                Czy porzucenie dziecka, niswojego, a uznawanego wcześniej za własne, jest ok? To zależy od emocjowalnej więzi "ojca" i dziecka. To jest trudny moment i wiele zależy od wcześniejszych relacji, rozmów itp. Nie potrafię tego jednoznacznie ująć.

                                                Czy facet ma prawo zażądać badań genetycznych (mając podejrzenia co do uczciwości żony)? Oczywiście.

                                                W tym ostatnim wypadku dziwią mnie komentarze (kobiet, jeśli dobrze pamiętam). Mam swoją teorię dotyczącą przyczyn, ale nie chcę być uznany za niegrzecznego.
                                                • elein Re: Spora różnica 02.12.07, 21:00
                                                  facet ma prawo zrobic badania genetyczne jesli podejrzewa, że córka
                                                  nie jest jego. ma prawo też, po badaniach które potwierdzą, ze
                                                  faktycznie córka nie jest jego, przedstawić je głównym
                                                  zainteresowanym i zadecydować co dalej z jego a. małżestwem, b.
                                                  ojcostwem (emocjonalnie i prawnie) .
                                                  ale, jeśli facet nie zrobił badań, ma podejrzenia, robi awanturę i
                                                  dopiero KAŻE iść niepełnoletniej córce na badania... a wyrzuca
                                                  kobiety z domu - to wybacz, ale o czym my mówimy?...
                                                  ja też mam swoją teorię ale nie chcę byc niegrzeczna...
                                                  • marek_gazeta Re: Spora różnica 02.12.07, 21:06
                                                    Spokojnie. Nie znamy całej historii. Być może facet jest chory, ma problemy psychiczne, a być może podejrzenia są bardzo mocne (świadkowie, znaleziony pamiętnik itp.).

                                                    > facet ma prawo zrobic badania genetyczne jesli podejrzewa, że córka
                                                    > nie jest jego. ma prawo też, po badaniach które potwierdzą, ze
                                                    > faktycznie córka nie jest jego, przedstawić je głównym
                                                    > zainteresowanym i zadecydować co dalej z jego a. małżestwem, b.
                                                    > ojcostwem (emocjonalnie i prawnie) .

                                                    Cieszy mnie, że jako kobieta przyznajesz facetowi prawo do tego, do czego zgodnie z elementarną logiką i sprawiedliwością powinien mieć prawo.
                                                  • elein Re: Spora różnica 02.12.07, 21:21
                                                    w sumie dyskutujemy hipotetycznie. dla mnie abstrakcyjna sytuacja
                                                    więc mogę się mądrzyć do woli.
                                                    to oczywiste , ze ma prawo do wyjaśnienia. ale, jeśli się tak
                                                    zabiera za wyjaśnianie jak opisała Nanga, to ja to prawo bym mu
                                                    zabrała z chęcią... jeśli postępuje jak dupek wyżywając się na
                                                    dziecku przed uzyskaniem konkretnych danych, to niech się zgłosi po
                                                    prawa dopiero jak sam dorośnie... wrr.

                                                  • nangaparbat3 Re: Spora różnica 02.12.07, 21:24
                                                    A po uzyskaniu danych bedzie mial prawo wyżywać sie na dziecku?
                                                    Jesli bedzie - hipotetyczny tatus, nie ten , o ktorym mowa, bo ten juz pokazal,
                                                    co potrafi - zdolny do wycofania swojej milosci do niego, to po prostu znaczy,
                                                    ze ani dziecka, ani nikogo innego nie kochał, bo po prostu nie jest do tego zdolny.
                                                  • marek_gazeta ? Nie kumam. 02.12.07, 21:33
                                                    > A po uzyskaniu danych bedzie mial prawo wyżywać sie na dziecku?

                                                    O jakie wyżywanie się chodzi? Może facet chce po prostu odciąć kasę i sobie pójść. Wyżywanie kojarzy mi się z czymś innym, z aktywnym szkodzeniem w celu upodlenia fizyczno/psychicznego.

                                                    > Jesli bedzie - hipotetyczny tatus, nie ten , o ktorym mowa, bo ten juz pokazal,
                                                    > co potrafi - zdolny do wycofania swojej milosci do niego, to po prostu znaczy,
                                                    > ze ani dziecka, ani nikogo innego nie kochał, bo po prostu nie jest do tego zdo
                                                    > lny.

                                                    No ale co ma ta uwaga do dyskusji o badaniach genetycznych i prawie do odrzucenia nie swojego dziecka?

                                                    > który zagryza mlode swojej samicy, jesli pochodzą od jego
                                                    > poprzednika. No ale oni lubia porownywać sie do lwow.

                                                    Znów mam problemy, żeby zrozumieć powyższe. Kto kogo zagryzł?
                                                  • nangaparbat3 Re: ? Nie kumam. 02.12.07, 21:38
                                                    nie kumasz, fakt.
                                                    Dla mnie nikt nie ma prawa do odrzucenia wychowywanego przez siebie dziecka i to
                                                    z zadnego powodu.
                                                    Taki hipotetyczny facet moze sie rozwieść z żoną, ja nawet prędzej bym
                                                    wybaczyła, gdyby ja zasztyletowal na przykład - odrzucenia dziecka, ktore sie
                                                    wychowywalo, nie rozumiem w zaden sposob.
                                                  • elein Re: ? Nie kumam. 02.12.07, 21:41
                                                    Marek, masz dzieci?
                                                    Wyobraź sobie, że masz. zyja sobie w domu rodzinnym, zadowolone, z
                                                    problemami poczatku dojrzewania i narzekaniem na głupich
                                                    nauczycieli.
                                                    Ty - ojciec- Coś zacząłeś podejrzewać, nie masz dowodów czarno na
                                                    białym ale oświadczasz dziecku któremu ojcowałeś od kilkiunastu
                                                    lat, że ono chyba nie jest twoje! (wczuj się co czuje dziecko)
                                                    każesz 16-letniemu dziecku iść na badania genetyczne...ono ma iść...
                                                    ty ich nie zrobiłeś. nie wiadomo co z badań wyjdzie. ale ty już
                                                    wyrzucasz dziecko z matka z domu...
                                                    -tak, to jest wyżywanie się i szkodliwe działanie w celu upodlenia
                                                    fizyczno/psychicznego...
                                                  • marek_gazeta Re: ? Nie kumam. 02.12.07, 21:58
                                                    > Marek, masz dzieci?

                                                    Jako obdarzona intuicją kobieta powinnaś mnie bezbłędnie zidentyfikować jako 45-letniego, bezdzietnego kawalera, prawiczka, żarliwego katolika. Bezskutecznie czekającego na swój kobiecy ideał.

                                                    Tak... to już 45 lat.
                                                  • marek_gazeta Przepraszam. 02.12.07, 22:11
                                                    Jeśli obraziłem, przepraszam.

                                                    Zażartowałem.

                                                    Trochę mnie poniosło, bo odpowiadasz bez związku z moimi postami.

                                                    Tak, mam dzieci, płacę uczciwie alimenty (w uzgodnionej z eks wysokości) i mogę to udowodnić.
                                    • dzimi_dzimi Re: To nie chodzi o plemnik... 02.12.07, 11:23
                                      A mamy które odrzucają synów bo wyszli za kobiety które im się nie
                                      podobają jako synowe?
                                      A mamy które odrzucają córki bo zaszły w ciążę i nie zechciały
                                      usunąć?
                                      Mamy które na oczy nie widziały takich wnuków a w swięta mówią "nie
                                      mam córki".
                                      Może nawet cierpią?
                                      Może ten facet też cierpi?
                                      Ale zawiedzione uczucia są bardzo silnym determinantem.
                                      Proszę, przestań pokazywać świat jednostronnie.
                                • dzimi_dzimi Re: Okrucieństwo? Z tym się zgadzam... 02.12.07, 11:13
                                  a ja wyobrażam sobie kobiety zamykające własne dziecko w beczce i
                                  zakopujące w ziemii.
                                  Skazujące je na kontakt z ojczymem psychopatą.
                                  Pozwalające na wykorzystywanie swoich dzieci seksualnie.
                                  Wydające wyrok na dziecko i pozwalające na wrzucenie go zimą do
                                  Wisły.
                                  Odrzucenie własnej córki bo zaszła w ciąże lub nie zrealizowała
                                  planów mamy.
                                  Literatura fachowa, reportaże dziennikarskie, literatura piękna
                                  pełna jest opisów takich sytuacji.
                                  Nie gloryfikuj kobiet.
                            • dzimi_dzimi Re: Jeżeli ta sytuacja jest prawdziwa... 02.12.07, 11:00
                              A jeśli wcześniej nie podejrzewał a teraz się dowiedział?
                              Och drogie Panie jak łatwo przychodzi Wam sankcjonowanie zdrady
                              kobiet i oszukiwania przez wiele lat.
                              Dziekuję losowi iż nie mam dzieci a moja Żona powiedziała mi o
                              zdradzie i uczciwie odeszła.
                              Bo mogła wmanewrować mnie w cudze dziecko.
                              Kazać na nie łożyc.
                              Kochać.
                              A potem powiedzieć - co z tego, że nie Twoje płać i ciesz się.
                              Nie uważam, że facet zachowuje sie najlepiej na świecie.
                              Rozumiem dziewczynę i jej ból.
                              Ale rozumiem też faceta który nagle uświadamia sobie iż nie znaczył
                              więcej niż konto dla żony.
                              I daj Boże by nawet jeśli to nie jego dziecko by umiał dalej je
                              kochać.
                              A jakie relacje były między nim a córką do tej pory?
            • majkel01 Re: odpowiedzcie proszę jak najprędzej 02.12.07, 09:54
              patrząc z czysto technicznego punktu widzenia, wcale na takie badania dziecka
              nie trzeba "wysyłać". Trzeba tylko pobrać próbkę DNA, może się to odbyć bez
              wiedzy czy świadomości dziecka. Kiedyś czytałem artykuł właśnie na temat
              ośrodków przeprowadzających badania w tym zakresie. Ponoć z grubsza polega to na
              tym że wpłaca się pieniązki, dostaje się do domu zestaw do pobrania próbek,
              następnie odsyła się to na wskazany adres i po jakimś czasie jest wynik. Jeśli
              ten facet głośno o tym trąbi tzn. że postepuje bardzo nie fair wobec dziecka, bo
              w ten sposób skutecznie niszczy zaufanie dziecka do niego. Mógł to załatwić
              dyskretnie, jeśli miał wątpliwości. Ponoć wielu tatusiów w ten sposób sie
              upewnia co do pochodzenia dziecka. Właśnie dyskretnie.
              • nangaparbat3 Re: odpowiedzcie proszę jak najprędzej 02.12.07, 10:11
                Tak czy owak, dyskretnie czy z hukiem, włos sie jeży.
                Probuje sobie wyobrazić, ze corka jest dzieckiem exa i jego kochanki,
                podmienionym w szpitalu, i nijak nie widze mozliwości, by mniej ją kochać czy
                cokolwiek z tym robić.
                I przypomina mi sie opowiadana na "macochach" historia pana, ktory ozenil sie z
                kobietą z dzieckiem, i to dziecko kochał, mimo rozwodu z jego matką i założenia
                nowej rodziny. Nie musze chyba dodawać, ze część (alr podkreślam: część) macoch
                uznala jego uczucia za zaslugujace na wytrzebienie i zagrażające rodzinie.
    • majkel01 Re: odpowiedzcie proszę jak najprędzej 01.12.07, 10:51
      > 1. Czy w ogole mozna po latach wychowywania wyrzec się (w sensie prawnym)
      > dziecka, nawet jeśli okaze się, ze jest innego mężczyzny?

      to nie takie proste. Na zaprzeczenie ojcostwa jest termin 6 miesięczny od
      momentu urodzenia się dziecka. Termin ten rzecz jasna dawno minął. Teraz w
      związku z tym z powództwem może wystąpić prokurator, którego termin ten nie
      obowiązuje. Praktyka jednak jest taka że rzadko z tego uprawnienia prokuratura
      korzysta tłumacząc to dobrem dziecka. Badania genetyczne może więc zrobić, bo
      można je wykonac prywatnie, ale nic z tym raczej nie zwojuje i w sensie prawnym
      pozostanie ojcem tej dziewczynki.

      > 2. Czy odchodzacy maz i ojciec nie ma obowiazku zapewnić dzieciom zycia na
      > podobnym poziomie co do tej pory?

      Odchodzący mąż ma względem rodziny obowiązek alimentacyjny. Wysokośc alimentów
      ustala się na podstawie możliwości zarobkowych i majątkowych zobowiązanego i
      uzasadnionych potrzeb uprawnionych. Zatem to sąd zadecydować może o wysokości
      alimentów, z tym że faktycznie zgodnie z orzecznictwem SN uprawnionym należy się
      życie na tym samym poziomie co zobowiązanemu. NIe może być więc sytuacji iż mąz
      zabiera pieiązki i ma całą kasę dla sibie a rodzinie wydziela jakąś skromną
      częśc. Co do alimentacji po procesie rozwodowym, może być problem. Jesli udało
      by się temu panu dowieść że żona faktycznie go zdradziła czego owocem jest
      córka, a o tym fakcie dowiedział się teraz i w związku z tym stracił do małżonki
      zaufanie co doprowadziło do rozpadu więzi, wówczas sąd mógłby orzec conajmniej
      winę obu stron, a tym samym byłby problem z alimentami na jej rzecz po rozwodzie.

      > 3. Co z podziałem majątku?

      na podział majątku to nie ma najmniejszego wpływu. Sprawy między małżonkami to
      jedno, a sam podział majątku to zupełnie inna sprawa.
      • nangaparbat3 Re: odpowiedzcie proszę jak najprędzej 02.12.07, 10:17
        Tak jeszcze to czytam i zastanawiam się:

        >>>Jesli udało
        > by się temu panu dowieść że żona faktycznie go zdradziła czego owocem jest
        > córka, a o tym fakcie dowiedział się teraz i w związku z tym stracił do małżonk
        > i
        > zaufanie co doprowadziło do rozpadu więzi, wówczas sąd mógłby orzec conajmniej
        > winę obu stron, a tym samym byłby problem z alimentami na jej rzecz po rozwodzie.

        Czy masz tu na mysli alimenty na rzecz matki czy corki (ew. cudzej córki)?

        I jeszcze jedno, bo mi sie w glowie nie miesci - czy jeśli okazałoby się, że
        rzeczywiscie dziewczyna nie jest "jego", móglby ja po prostu porzucić, bez
        zadnych zobowiązań?
        • dzimi_dzimi Re: odpowiedzcie proszę jak najprędzej 02.12.07, 10:22
          Chciałbym myśleć, że umiałbym po takiej wieści zachować ojcowskie
          uczucia do nieswojego dziecka.
          Ale pomysl,dowiedzieć się iż X czasu było się oszukiwanym,
          naciąganym, robionym w balona przez mamę i robiło się za portfel,
          też nie jest miła.
          Spojrzeń na sprawę jest zawsze tyle ile stron w sporze.
          Mam nadzieje, że tata się opamięta.
          Będzie ojcem biologicznym córki.
          Okaże skruchę i wszystko wróci do normy.
          • nangaparbat3 Re: odpowiedzcie proszę jak najprędzej 02.12.07, 10:27
            Słuchaj, ten facet rozwala zycie dziewczynie, ktorą przez 16 lat wychowywał, dla
            ktorej jest ojcem, bo nagle przyszlo mu do głowy (najprawdopodobniej zupełnie
            nieslusznie, ale to i tak nie ma znaczenia), ze zona go oszukiwała. I chce za to
            ukarac najzupelniej niewinna dziewczynę. Kładziesz na jednej szali portfel, a na
            drugiej zycie człowieka.
              • nangaparbat3 Re: Ale wielkie słowa! 02.12.07, 10:35
                tricolour napisał:

                > Na szli nie kłądzie sie życia, bo on dziewczyny nie zamierza zabijać.

                Mam nadzieję.
                Ale "życie" to tez jego jakość - ta emocjonalna. I tę on rujnuje, bez cienia
                wątpliwości.
                  • nangaparbat3 Re: Ale wielkie słowa! 02.12.07, 15:25
                    dzimi_dzimi napisał:

                    > Jeśli mama zdradziła a potem wiele lat kłamała to ona zrujnowała
                    > zycie sobie, córce i temu mężczyźnie.
                    > Nie on.

                    To jest zwalanie odpowiedzialnosci na kogoś innego. Tamto juz sie nie odstanie -
                    jesli nawet sie zdarzylo, czego nie wiadomo, co jest wątpliwe.
                    Kazdy z nas ponosi wlasna odpowiedzialność za wlasne czyny - jesli mnie ktoś
                    oszukal nie daje mi to prawa zadnego do ranienia innej, niewinnej i zaleznej ode
                    mnie osoby.
            • dzimi_dzimi Re: odpowiedzcie proszę jak najprędzej 02.12.07, 10:35
              Podchodzisz do sprawy emocjonalnie.
              Ja nie.
              Jesli niesłusznie to skurwiel.
              Jesli słusznie to nie ma relacji portfel - życie dziecka.
              Jest jego życie być może uważa iż zmarnowane bo oparte na kłamstwie
              i zycie dziecka i życie kobiety która do tego doprowadziła.
              Wybacz ale ma dla mnie znaczenie i dla wielu mezczyzn tez swiadomość
              tego czy wychowujemy cudze czy własne dziecko.
              Moge sobie wyobrazic ze wychowuję cudze - jak uczciwie o tym wiem.
              Współczuję dziewczynie bo może ojciec oszalał i powinien dostać
              kolokwialnie mówiąc wpierdol.
              Ale do jasnej anielki kobiety, dla nas ma znaczenie czy dzieci które
              wychowjemy są nasze czy nie !
              I też mamy uczucia które można zranić tak potwornie, że zachowujemy
              się nieobliczalnie.
              Do takich sytuacji napewno należy uświadomienie sobie, iż dziecko
              które wychowujemy nie jest nasze a kobieta którą kochamy przez ileś
              lat robiła z nas debila - mówię ogólnie, nie zakładam, że tak jest w
              sytuacji którą opisujesz.
              • dzimi_dzimi Kim my mężczyźni jesteśmy? 02.12.07, 10:45
                Kiedy kochamy? Troszczymy się? Dbamy?
                Okazuje się, iż jeśli kobieta zdradzi, podrzuci cudze dziecko jak
                kukułcze jajo to MY mamy dalej tolerować, kochać, dbać.
                Nasze uczucia, prawa nic nie znaczą.
                Bo jest dziecko (nie ważne iż nie nasze) i żona.
                A ile kobiet stać na to by wychować dziecko męża i jego kochanki?
                Po tym co czytam utwierdzam się tylko w przekonaniu, że czasem
                zostajemy sprowadzeni do roli portfela i dbacza by w domu wszystko
                grało.
                Nasze uczucia?
                Prawa?
                A kto by na nie zwracał uwagę?
                • tricolour A kto chce brać odpowiedzialność za zdradę... 02.12.07, 10:51
                  ... sprzed 20 lat, gdy tak pięknie się kłamało i wiodło dostatnie życie? Kiedy
                  sprawa się wyświetla, to szuka się górnolotnych argumentów takich jak: życie
                  dzieca, rujnowanie życia emocjonalnego itp - a zapomina się, że zdrada ma także
                  konsekwencje. Chęć utrzymania status quo jest chęcią dalszego życie w obłudzie,
                  że nic się nie stało...

                  Oczywiście jeśli ta sytuacja jest prawdziwa.
                  • dzimi_dzimi Re: A kto chce brać odpowiedzialność za zdradę... 02.12.07, 10:56
                    Oczywiście mówię o sytuacji gdy facet ma dowody lub silne przesłanki
                    iż żona mogła go oszukiwać tyle lat.
                    Oczywiście, że mógłby zachować się inaczej.
                    Delikatniej.Taktowniej.
                    Mógłby pomysleć "to moja córka".
                    Ale to na kłamcę spada wina tej sytuacji.
                    Nie na niego.
                    I zastanawianie się co ważniejsze, jego świadomość zmarnowania życia
                    z kobietą która kłamała lat 16 czy hobby nastolatki (nawet ważne dla
                    niej) jest dla mnie niezrozumiałe.
                  • elein Re: A kto chce brać odpowiedzialność za zdradę... 02.12.07, 11:14
                    skąd wiesz, że to dla dostatniego życia zona okłamała? moze nie
                    wiedziała sama z kim to dziecko a jak zaobaczyła ,że mąż szaleje ze
                    szczęścia na jego widok postanowiła nic nie wyjaśniać? mozliwosci
                    jest mnóstwo. my ich nie znamy. nie wiemy też jak ten mąż reaguje
                    teraz, sprawozdanie zszokowanej sytuacją nastolatki to jeszcze nie
                    cały obraz...
                    • dzimi_dzimi Re: A kto chce brać odpowiedzialność za zdradę... 02.12.07, 11:19
                      No tak, on oszalał ze szczęścia bo myślał, że to jego dziecko.
                      To szczegół dla Ciebie?
                      A fakt, że ona nie wie z kim ma córkę, bo prowadziła tryb życia z
                      lekka rozwiązły co ma usprawiedliwić?
                      Kłamstwo?
                      Zdradę?
                      Oszustwo?
                      Kradzież? (bo okłamywanie i wymaganie by mąż płacił na dziecko
                      kochanka jest formą kradzieży)
                      Jak to czytam to jest to niemalże jak dylematy mężów "kocham żonę i
                      kochankę, co ja mam zrobić?"
                      Ciekawe, że do tego tak wyrozumiale nie podchodzicie.
                      smile
                          • dzimi_dzimi Jak to czytam 02.12.07, 11:29
                            to dochodzę do wniosku, że najwłaściwsze byłoby zrobienie testów
                            zaraz po urodzeniu dziecka przez żonę.
                            No i teraz podniesie się larum.
                            Bo jak po latach okaże się, że kobieta zdradzała, kłamała, kradła i
                            oszukiwała, to już dupa.
                            Przyklepane i biedny mężczyzno pisz zażalenie do "Przyjaciółki".
                            A ona odpisze - byłeś frajer to płać.
                          • elein Re: Czyli facet winny... 02.12.07, 11:31
                            jakie emocje? czyje? wyobraź sobie, że dowiadujesz się teraz, że
                            prawdopodobnie Twoja niepełnoletnia córka nie jest twoja córką. co
                            robisz? każesz córce natychmiast leciec na badania genetyczne i
                            udowodnic jej, że jesteś jej ojcem i grozisz obcięciem
                            kieszonkowego?
                            • tricolour Trochę inaczej... 02.12.07, 11:34
                              ... sam robię badania gentyczne córki, bo to dość łatwo - córka nigdzie nie musi
                              latać.

                              I jeśli nie jest moim dzieckiem, to najprawdoodobniej kończymy z ojcostwem,
                              czyli matka przejmuje całość obowiązków i może dać ogłoszenie w gazecie, że
                              szuka sponsora.

                              Piszę "najprawdopodobniej" bo to dla mnie wymyslona sytuacja...
                              • elein Re: Trochę inaczej... 02.12.07, 11:41
                                wczuj sie w rolę niby tego faceta zdradzonego, okłamywanego przez
                                naście lat. przecież panowie podobno nigdy nie moga miec
                                pewności.. chyba ze badania juz zrobiłeś.


                                wracając do historii,
                                jesli facet robi wielki szum kolo tego, zamiast zrobic sam badania
                                genetyczne córki i mieć czarno na białym prawdę , to znaczy że coś
                                innego chce na tym ogniu upiec... i robi to KOSZTEM emocjonalnym
                                dziecka. i to jest podłe.
                            • dzimi_dzimi Re: Czyli facet winny... 02.12.07, 11:37
                              Nie wiem co robię.
                              Może kocham i nic nie robię.
                              Może proszę o badania?
                              A może trzaskam drzwiami, dzielę majątek i mówię do mamy "a teraz
                              niech się martwi co zrobić z tym bigosem kobieta i mężczyzna który
                              ten bigos nawarzyli!"
                              A może biorę co moje, trzaskam drzwiami i wyprowadzam się na Sumatrę.

                              Elein a co Ty robisz? Mąż po 20 latach małżeństwa mówi:"mam córkę z
                              wieloletnią kochanką, chcę z nią mieszkać. Będzie miała prawo do
                              wszystkiego jak Ty, Twoje i moje dzieci. Ty masz jej płacić
                              kieszonkowe, być miła, podawać śniadanie, chodzić na wywiadówki i
                              jeśli tego nie chcesz robić to jesteś ostatnia zołza i nie uważam
                              Cię za matkę!" ?
                              • turzyca Re: Czyli facet winny... 02.12.07, 21:21
                                Jesli facet uznal dziecko za swoje to ja nie mam nic do gadania - kazde jego
                                dziecko niezaleznie od "legalnosci pochodzenia" ma takie samo prawo dziedziczyc.
                                A takze takie samo prawo byc utrzymywane przez ojca. Z punktu widzenia prawa nie
                                mam nic do gadania. To raz.
                                A dwa w Twojej hipotetycznej sytuacji brak miejsca na bilogiczna matke dziecka.
                                Odpowiadajaca sytuacja bylaby tylko wtedy gdyby matka dziecka wyrzekla sie tegoz
                                tuz po porodzie ew. zmarla i ojciec chcialby przyjac dziecko pod swoj dach. Ale
                                znowuz nie ma tu mowy o tym, ze ja nie wiem, skad sie dziecko wzielo.

                                No tak glupio to ta natura urzadzila, ze jesli chodzi o pewnosc macierzynstwa i
                                ojcostwa jestesmy nierownouprawnieni. Konsekwencje istnieja in minus i in plus.

                                Aha no i oczywiscie ojciec powinien sie poswiecic dla rodziny, a ja powinnam
                                robic kariere. Bo w pytaniu nangi dla mnie to akurat wazne bylo - ze zona na
                                zadanie meza zrezygnowala z wlasnej kariery.
                                  • nangaparbat3 na wszelki wypadek 02.12.07, 21:34
                                    jeszcze raz przeczytałam bardzo uważnie pierwszy post - wiecej pomylek tam nie ma.
                                    Ta z porzuceniem pracy wynika pewnie z faktu, ze nie umiem sobie wyobrazić, by
                                    ktos z wlasnej woli nie chcial w ogole pracować zawodowo - ale to juz moj swir.
        • majkel01 Re: odpowiedzcie proszę jak najprędzej 02.12.07, 12:58
          > Czy masz tu na mysli alimenty na rzecz matki czy corki (ew. cudzej córki)?

          mam na myśli alimenty na rzecz tej kobiety. Alimenty na rzecz córki, to zupełnie
          inna sprawa. W przypadku udowodnienia jej winy, traci możliwość dochodzenia
          alimentów z tytułu pogorszenia się jej sytuacji materialnej na skutek rozwodu.

          > I jeszcze jedno, bo mi sie w glowie nie miesci - czy jeśli okazałoby się, że
          > rzeczywiscie dziewczyna nie jest "jego", móglby ja po prostu porzucić, bez
          > zadnych zobowiązań?

          Nawet jeśli na badaniach wyjdzie że to nie jego dziecko, to w sensie prawnym,
          dopóki jego ojcostwo nie zostanie zaprzeczone w dalszym ciagu jest uważany za
          ojca. Wynika z tego wprost obowiązek alimentacyjny względem dziecka. Na sprawę o
          zaprzeczenie ojcostwa ma marne szanse, bo prokurator w takim przypadku odmówi
          zapewne wszczęcia postępowania, powołując się na dobro dziecka. Nawet jesli to
          nie jego dziecko, facet do końca życia w takim przypadku będzie uważany za ojca
          ze wszystkimi prawnymi tego skutkami.
      • marek_gazeta Skandal 02.12.07, 21:39
        > Teraz w związku z tym z powództwem może wystąpić prokurator,
        > którego termin ten nie obowiązuje. Praktyka jednak jest taka że
        > rzadko z tego uprawnienia prokuratura korzysta tłumacząc to dobrem
        > dziecka.

        Wg mnie przepis skandaliczny i nonsenowny. Po pierwsze, życie człowieka nie może zależeć od widzimisę urządnika, który do czegoś ma prawo, ale nie musi tego robić (znaczy, trzeba dac łapówę).

        Po drugie, oszukany ojciec powinien mieć prawo (to jego dotyczy problem) żądania ODSZKODOWANIA od nieuczciwej matki za wszystkie wydatki, które poniósł łożąc na nie swoje dziecko. Odszkodowania z odsetkami, ma się rozumieć.

        A jeśli prawo zmusza męża do łożenia na nie swoje dziecko - brrr, koszmar.
        • elein Re: Skandal 02.12.07, 21:51
          tiaaa... a jako staruszek będziesz płakał, że nikt cię nie odwiedza
          a mogłeś mieć przyszywane dziecko które cię kiedys kochało smile jest
          takich dość panów którzy się obudzili na stare lata i nagle "więzi"
          odbudowują...nigdy nie podtrzymywane...

          • marek_gazeta Nie 02.12.07, 22:05
            Nie. Nie, nie. Nie! Nie, nie, nie. NIE!!!! Nie.

            NIEEEE...!

            Zabraniam odpisywania na moje posty za pomocą postów nie związanych ani tematycznie, ani logicznie z treścią mojego posta.
          • dzimi_dzimi Dla naszego dobra :) 02.12.07, 22:10
            elein napisała:

            > tiaaa... a jako staruszek będziesz płakał, że nikt cię nie
            odwiedza
            > a mogłeś mieć przyszywane dziecko które cię kiedys kochało smile
            jest
            > takich dość panów którzy się obudzili na stare lata i
            nagle "więzi"
            > odbudowują...nigdy nie podtrzymywane...

            Czyli dla naszego dobra kobiety najpierw zdradzają a potem każą
            kochać i łożyć na dzieci swoich kochanków.
            By na starość miał nam kto podać szklankę wody.
            Wielce altruistyczne.
            smile

        • tictac11 wyjasnienie jest proste 04.12.07, 09:41
          zasadniczo poczucie sprawiedliwości wymagałoby, aby w takim
          przypadku sprawę ojcostwa "odkręcić". Ale dziecko nie moze ponosić
          odpowiedzialności za błędy rodziców. Dlatego jego dobro stawiane
          jest na 1. miejscu, a nie dobro ojca. Dlatego są takie przepisy, a
          nie inne i ja to rozumiem. Zakłada się przy tym, że formalny ojciec
          zdążył stworzyć takie więzi emocjonalne z dzieckiem, że byle kwas
          dezoksyrybonukleinowy nie zmieni jego podejścia do dziecka.
          • marek_gazeta ? Co jest proste? 04.12.07, 10:13
            A ja nie rozumiem. Jak już napisałem, białe jest białe, a czarne jest czarne. O jakie "błędy rodziców" chodzi? Kto popełnił błąd?

            Skoro okazuje się, że ojciec nie jest ojcem biologicznym, to obowiązek utrzymania dziecka spada na matkę oraz - jeśli uda się go odnaleźć - na ojca biologicznego. A ojciec "formalny", jak to ładnie ujęłaś, ma prawo do ubiegania się, w procesie cywilnym, o odszkodowanie od matki za swoje szkody finansowe i moralne. Takie rozwiązanie podpowiada mi logika oraz poczucie sprawiedliwości - bez dziwacznego słowa "zasadniczo", którego użyłaś.

            Co do założenia o więziach emocjonalnych, to oczywiście żart? Prawo nie może (nie ma prawa) decydować o uczuciach ludzi.

            Dziecko nie poniesie odpowiedzialności - zmienią się tylko osoby je finansujące.

            Ja uważam, że trzeba odpowiadać za konsekwencje swoich decyzji i za swoje błędy - do końca życia. I dlatego nie rozumiem, dlaczego kata sprzed lat nie można podstawić przed sądem ze względu na "stan jego zdrowia".
    • kurka_wodna2 Re: odpowiedzcie proszę jak najprędzej 02.12.07, 11:16
      Czuję przez skórę, że problem dziewczyny wynika z zasłony dymnej
      stworzonej przez ojca.
      Znam ten temat z autpsji- zdradzający demonstracyjnie węszy, czepia
      się, wyszukuje bzdurne tematy .
      Tutaj też może być taka sytuacja- ojciec jest przyparty do ścisłej
      diety przez apetyczną zniecierpliwioną next- albo rozwód albo papa.
      Cała ta historia z nieojcostwem, rzekomą zdradą starej żony- to
      tylko zasianie zamętu,bo o przyczynę rozwodu byłoby trudno.
      • tricolour Może tak być... 02.12.07, 11:24
        ... ale nie musi. Nasza dyskusja pokazuje różnice między uczuciami i zachowaniem
        matki i ojca, który ma podejrzenie, że nie jest ojcem

        A także jak kobiety postrzegają zdradę innych kobiet: facet ma milczeć dla dobra
        dziecka.
        • elein Re: Może tak być... 02.12.07, 11:28
          > A także jak kobiety postrzegają zdradę innych kobiet: facet ma
          milczeć dla dobr
          > a
          > dziecka


          nikt tego nie napisał. nie chodzi o to ze ma milczeć, MA SIĘ NIE
          ODGRYWAĆ I NIE WYŻYWAĆ NA DZIECKU za zdrade matki.
              • dzimi_dzimi Re: Przecież on się odgrywa... 02.12.07, 11:45
                Może znalazł pamiętnik żony która pisze o tym co się wydarzyło 17
                lat temu?
                tongue_out
                Z Tri pisaliśmy o sytuacji hipotetycznej i oczekiwaniach kobiet do
                łożenia na utrzymanie oraz kochania dzieci ich i ich kochanków.
                W każdym bądź razie ja o tym pisałem.
                smile
                • tricolour No ale zrozum bracie... 02.12.07, 11:48
                  ... że jak utrzymywałeś przez 20 lat dziecko kochanka, a nagle nie chcesz, to
                  jest to zemsta i okrucieństwo. Masz obowiązek utrzymywania wszystkiego, z czym
                  się prześpi Twoja małżonka!!!

                  tongue_outP
                  • dzimi_dzimi Re: No ale zrozum bracie... 02.12.07, 11:53
                    Widzę, że niektóre Panie bardzo wzięły sobie do serca słowa piosenki:
                    "Wszystkie dzieci nasze są".
                    Ciekawe, że nie sądzą tak o dzieciach ich mężów z kochankami.
                    Na co wskazują wątki o tym jak zabezpieczyć się prawnie przed
                    roszczeniami dziećmi eksiowych lub neksiowych?
                    tongue_out
                    • nangaparbat3 Re: No ale zrozum bracie... 02.12.07, 15:47
                      dzimi_dzimi napisał:

                      > Widzę, że niektóre Panie bardzo wzięły sobie do serca słowa piosenki:
                      > "Wszystkie dzieci nasze są".
                      > Ciekawe, że nie sądzą tak o dzieciach ich mężów z kochankami.
                      > Na co wskazują wątki o tym jak zabezpieczyć się prawnie przed
                      > roszczeniami dziećmi eksiowych lub neksiowych?
                      > tongue_out

                      Znam osobiscie panią wychowaną (i bardzo kochaną) przez zone swego ojca - ta
                      pani jest własnie corka mlodej kochanki.
                      I znam osobiscie panią wychowujacą syna bylego meża i swojej następczyni.
                      Kobiety, podobnie jak męzczyxni, maja po prostu rozna jakość.
                  • elein Re: No ale zrozum bracie... 02.12.07, 11:55
                    tricolour napisał:

                    > ... że jak utrzymywałeś przez 20 lat dziecko kochanka, a nagle nie
                    chcesz, to
                    > jest to zemsta i okrucieństwo. Masz obowiązek utrzymywania
                    wszystkiego, z czym
                    > się prześpi Twoja małżonka!!!


                    doczytaj, jak stanowią w tym temacie przepisy prawa. tu nie ma się z
                    czego śmiać.
                            • elein zauważyłam u panów podobnie 02.12.07, 12:16
                              jeśli facet zdradził, okłamał, to panowie opowiadają o prawie i
                              wzywają żeby kobiety się nie mściły za zdradę żądając wysokich
                              alimentów, dogryzając itd....

                              tu rozważamy sytuacją odwrotną i okazuje się, że nagle o prawie
                              zapominamy (nie-obce dziecko) bo najważniejsze jest żeby zdradzony
                              pan wyładował swoje emocje i ukarał żonę i dziecko za zdradę sprzed
                              lat....
                              • tricolour Przeinaczasz... 02.12.07, 12:20
                                ... ja jedynie uważam, że ma nic dziwnego w tym, że konsekwecją zdrady jest
                                rozwód. Jeśli z tej zdrady jest dziecko, to uważam, że facet może olewać nie
                                swoje dziecko.
                                • elein Re: Przeinaczasz... 02.12.07, 12:36
                                  nie przeinaczam smile wiemy tylko tyle z tej historii że facet żąda od
                                  dziecka zrobienia badań genetycznych po 16 latach wychowywania tego
                                  dziecka jako własne... dla mnie absurd. choćby z tej strony jak
                                  można do jakiegokolwiek dziecka tak podejść a tym bardziej do
                                  takiego które się uważało dotąd za swoje... po zastanowieniu się -
                                  sprawa śmierdzi.

                                  a panowie w tym wątku od razu odsądzili żonę od czci i wiary...
                                  mam wrazenie, że żona oberwała dla równowagi bo na tym forum
                                  wypowiada się więcej zdradzonych kobiet. na zasadzie "wreszcie można
                                  kobiecie poprzytykać bo zdradziła".

                                  Ty sam, ilekroć radzisz, odwołujesz się do zasad prawa. A nagle w
                                  tej historii o prawie ani słowa, tylko rozważamy zranione zdradą
                                  emocje małżonka i jego prawo do zemsty i odegrania się...
                                  Chce - niech się rozwiedzie. Ale on się wyżywa na dziecku, co do
                                  którego jeszcze nie wie czy jest jego czy nie jego, bo badań nie
                                  zrobił...
                          • elein Re: Według prawa może nie, ale co z tego? 02.12.07, 12:07
                            to z tego , ze śmiejesz się "Masz obowiązek utrzymywania
                            wszystkiego, z czym się prześpi Twoja małżonka!!!"

                            jeśli mąż nie zaprzeczył ojcostwu odpowiednio wcześnie, to dzieci z
                            pozamałżeńskich eskapad małżonki ma obowiązek utrzymywać bo są
                            wpisane na niego.
                            • tricolour Prawo dotyczy obu stron... 02.12.07, 12:22
                              ... i jeśli uważasz, że facet ma utrzymywac dziecko tylko dlatego, że
                              odpowiednio wcześnie nie zaprzeczył ojcostwu, to ja sie poddaję.

                              Poddaje sie i prawu i znajduję sposób, by obce dziecko dostało legalnie 10 zł
                              miesięcznie. Resztę niech dołoży ojciec.
                              • elein Re: Prawo dotyczy obu stron... 02.12.07, 12:43
                                nie znam dokładnie przepisów w tym zakresie , zeby cokolkwiek
                                cytować. jeśli dziecko jest wpisane jako jego, to ma łożyć alimenty
                                przewidziane prawem. proste. dlaczego nagle wyłączasz przepisy
                                prawa z używania? jeśli prawnie może jeszcze ojcostwu zaprzeczyć to
                                wtedy może będzie mógł alimentów nie płacić. Ale to prawo
                                przewiduje, a nie jego widzi-mi-się.
                                unikanie alimentów, to tu czyta zemsta za zdradę małżonki wykonywana
                                na niepełnoletnim dziecku...

                                znam ojców którzy kochają, utrzymują, wychowują nie swoje dzieci,
                                z poprzednich związków partnerki. da się? da.
              • tricolour Spokojnie... 02.12.07, 11:45
                ... na razie to Nanga przedstawiła całą sytuację w sposób dramatyczny,
                emocjonalny i nieracjonalny. Nic się dla Nangi nie liczy tylko dobro dziecka, co
                jest bzdurą, bo dla człowieka on sam ma być najważniejszy i dopiero taka
                świadomość jest gruntem do relacji z innymi ludźmi.

                Zobaczymy jak się to rozwinie...
                • elein Re: Spokojnie... 02.12.07, 11:49
                  ja się nie dziwię, jeśli przychodzi rozhisteryzowane dziecko na
                  kraju załamania, z taka historią... niewiele trzeba żeby nastolatka
                  wymyśliła sobie rozwiązanie problemu przez swoje samobójstwo... tu
                  dobro dziecka i nienakręcanie mu emocji jest ważniejsze od urażonego
                  ego męża.
                  • dzimi_dzimi Re: Spokojnie... 02.12.07, 11:56
                    Ja myślę, że po pierwsze po każdym dorosłym w takiej sytuacji należy
                    się spodziewać kilku rzeczy: spokoju i realizmu.
                    Tego zabrakło.
                    Napewno zabrakło w relacji Nangi.
                    O próbach samobójczych nic nie wyczytałem.
                    O lamencie, że stracą kasę i hobby może iść w cholerę i owszem.
                    Zdecydowanie mniej o miłości do ojca który się wypiął.
                    tongue_out
                • nangaparbat3 Re: Spokojnie... 02.12.07, 15:55
                  tricolour napisał:

                  > ... na razie to Nanga przedstawiła całą sytuację w sposób dramatyczny,
                  > emocjonalny i nieracjonalny. Nic się dla Nangi nie liczy tylko dobro dziecka, c
                  > o
                  > jest bzdurą, bo dla człowieka on sam ma być najważniejszy i dopiero taka
                  > świadomość jest gruntem do relacji z innymi ludźmi.
                  >
                  > Zobaczymy jak się to rozwinie...
                  Masz racje, najważniejsze dla mnie jest dobro dziecka.
                  To co Ty wypisujesz - ze w razie niekorzystnego wyniku testow olalbys dziecko
                  przez kilkanascie lat uwazane za swoje i zyjace w przeświadczeniu, ze jesteś
                  jego ojcem, w ogole nie miesci sie w mojej głowie.
                  Kocham moje dziecko, bo jest "moje" - ale kocham tez osobę, ktorą ono jest,
                  niezaleznie od mojego w tym udziału. Informacja, że to nie "moje" dziecko tylko
                  podmienione, nie naruszylaby mojej milosci do niego - po prostu jedno z drugim
                  nie ma nic wspolnego.
                  • tricolour Niech Ci się nie mieści w głowie... 02.12.07, 20:22
                    ... że jedni robią tak, a drudzy inaczej.

                    Zresztą rozumiem takie stanowisko, bo matka nosi dziecko we własnym łonie i to
                    dziecko jest zawsze jej. Może przespać się z kompanią wojska i nie znać ojca,
                    ale dziecko jest jej.

                    Z facetem jest inna sprawa i tego nie chcecie zrozumieć - dziecko czyjeś jest
                    obce. Możesz mnie nazwywać człowiekiem "takiego pokroju" i tak nie zmienisz
                    mojego stanowiska, że dziecko mojej żony i jakiegoś gościa - nie jest moje tylko
                    mojej żony i jakiegoś gościa. Mam prawo je wychowywać, ale nie mam takiego
                    obowiązku. O przyzwoitości w ogóle mowy nie ma wobec zdrady, z której wzięło się
                    dziecko.
      • elein Re: odpowiedzcie proszę jak najprędzej 02.12.07, 11:47
        kurka_wodna2 napisała:

        > Czuję przez skórę, że problem dziewczyny wynika z zasłony dymnej
        > stworzonej przez ojca.
        > Znam ten temat z autpsji- zdradzający demonstracyjnie węszy,
        czepia
        > się, wyszukuje bzdurne tematy .
        > Tutaj też może być taka sytuacja- ojciec jest przyparty do ścisłej
        > diety przez apetyczną zniecierpliwioną next- albo rozwód albo papa.
        > Cała ta historia z nieojcostwem, rzekomą zdradą starej żony- to
        > tylko zasianie zamętu,bo o przyczynę rozwodu byłoby trudno.


        Też tak myśleć zaczynam... który ojciec robiłby zamieszanie i wielką
        awanturę przed faktycznym sprawdzeniem ojcostwa?... cos innego chce
        upiec...
    • 1czarodziejka Re: odpowiedzcie proszę jak najprędzej 02.12.07, 12:12
      Lubię was czytać, a dziś postanowiłam się wtrącić. Sytuacja opisana przez nangę
      nie zakładała zdrady żony...To małżeństwo trwa ponad 20 lat, a córka urodziła
      się 4 lata po ślubie. Jakoś nie wydaje mi się, żeby ojciec rodziny został
      znienacka oświecony, że żona (excusez le mot) puściła się z kimś 16 lat temu.
      Gdyby cokolwiek podejrzewał wcześniej, to chyba miałoby to wpływ na ich
      wieloletnie w końcu małżeństwo...Jakoś trudno mi uwierzyć w to, że kobieta,
      która rezygnuje ze studiów w imię dobra rodziny, wychowywania dzieci i chuchania
      w ognisko domowe, po 3 latach wspólnego życia i mając trzyletniego synka
      postanawia mieć kogoś na boku.
      Zbyt grubymi nićmi szyte. Finał żenujący. Nie wiem, dlaczego część z was
      zadecydowała o winie kobiety, mimo, że nie było na ten temat ani słówka w
      pierwszym poście nangi. Ale z drugiej strony, jeśli facet po 20 latach wspólnego
      życia decyduje się na taki krok, to oznacza, że jego żona go nie zna, ani nie
      poznała przez te wszystkie lata małżeństwa. A prawda pewnie zwykle, jak to
      ona,leży gdzieś pośrodku. Szkoda mi tylko dziewczynki...Chory układ...
    • misbaskerwill Pomóż córce, a nie matce! 02.12.07, 12:24
      Za błędy rodziców płacą dzieci. To gorzka prawda, o której sam się przekonałem -
      niestety, na przykładzie mojego syna.

      To córka ma największe problemy - jej trzeba znaleźć psychologa, nie prawnika.
      Porozmawiaj o tym z matką, dotrzyj do niej, dotrzyj do koleżanek córki...

      Jestem przekonany, że od porad prawnych znajdą się inni specjaliści i matka
      świetnie sobie poradzi - jak duża kasa wchodzi w grę, to adwokat na pewno się
      postara wyrwać jak najwięcej.

      Pomaganie córce jest wskazane i szlachetne - pomaganie matce (nie znając
      całokształtu sytuacji) może być wręcz nieetyczne.
      Ale to, oczywiście - głos faceta w dyskusjiwink.
      • misbaskerwill i jeszcze jedno... 02.12.07, 12:31
        Może dałoby się na spokojnie porozmawiać z tym "potworem"?
        Nie wiem jakie masz możliwości, ale może jest jakaś szansa, że ojciec stawi się
        na zaproszenie do rozmowy "ws. wychowawczej"?

        Uświadomić zagrożenie dla dziecka itp. Przy rozmowie z osobą z zewnątrz może
        zrozumieć, że postępuje niewłaściwie... i może się wcale nie okazać takim
        diabłem, jak go malują.
        • elein Re: i jeszcze jedno... 02.12.07, 12:46
          jeśli "ojciec" już chce się pozbyć córki to wątpię, żeby chciał w
          jej sprawie przychodzić do szkoły...ale może się uda?
          dziecku trezba pomóc teraz. żeby czegoś głupiego nie zrobiła...
          • nangaparbat3 Re: i jeszcze jedno... 02.12.07, 16:07
            Dziewczynka jest kolezanka mojej corki - nie znam jej rodzicow, nie czuje się w
            zaden sposob upowazniona do wtrącania się. Natomiast z relacji mojej corki
            wynikalo, ze poza wszystkim innym dziewczyna boi sie o swoj i matki byt - co nie
            jest ani irracjonalne, ani karygodne. Ta mala jest po prostu kompletnie
            skolowana i w totalnym dole.
            Nie napisalam wszystkiego, co słyszalam, bo chciałam jednak zachowac jakis
            dystans - i nie chcialabym, zeby bohaterowie opowiesci stali sie rozpoznawalni.
            Możecie co najwyzej uwierzyć mi na slowo, że to informacje wyraźnie świadczace o
            tym, ze racje ma Kurka Wodna.
            Nie rozumiem zarzutow do mnie, ze zbyt emocjonalnie przedstawiam sprawę - jak na
            sytuację, w ktorej ojciec oznajmia dziecku, ktore wychował i które uważa go za
            swego ojca, "sądzę, ze nie jestem twoim ojcem", wykazałam chyba nadmiar
            opanowania.
            • elein Re: i jeszcze jedno... 02.12.07, 16:20
              tak myślę, że albo facet wymyślił to wszystko by zgnębić i odeprzec
              atak żony (kochanka w tle), albo wie już dawno, że corka nie jest
              jego a teraz jest mu wygodnie to ujawnić żeby tanio się pozbyć zony
              z dzieckiem (kochanka)... albo.... facet jest popieprzony
              emocjonalnie i przez 16 lat przywiązał się ani trochę do dziecka.

              rozumiem, ze podejmuje jakies kroki wobec zony gdy jest pewny że
              dziecko nie jego... na razie wygląda, że chce je bardziej
              zastraszyć niż dojść do prawdy..
            • kurka_wodna2 Re: i jeszcze jedno... 02.12.07, 19:28
              Nango, to jest najlepszy sposób na stworzenie obozu :żona +córka i
              pozbycie się ich z domu, który obiecał nowej doopci.
              Aby zakończyć ewentualny temat pozostawienia córki w domu należałoby
              zrobić taką tsunami aby zmyło je obie z bogatego pokładu.
              Facet jest za głupi na takie gierki- to tylko kobiety potrafią tak
              ustawić pionki aby jednym ruchem wysprzątać pole.



              smile)
              • nangaparbat3 Re: i jeszcze jedno... 02.12.07, 20:09
                Przyznam Ci sie, ze sama wymyslilam,ze w tle czai sie kobieta - i nawet
                niekoniecznie doopcia, rownie dobrze moze byc mamcia (tez znam przykłady w
                najblizszej rodzinie, niestety).
                Rozmawialam jeszcze z corką - nie wie nic o czajacej się d., tamta dziewczynka
                uważa, że tato po prostu zwariował.
                • tricolour Ja też uważam za wielce prawdopodobne... 02.12.07, 20:28
                  ... że facet kogoś ma i chce wykolegować rodzinę - niestety możecie mieć rację.
                  Faceta należałoby powiesić.

                  Ale dyskusja dotyczyła także hipotetycznej sytuacji, w której żona rzeczywiście
                  zdradziła i z tej zdrady jest dziecko. W takiej sytuacji facet może zrobić, co
                  zechce... czyli może dziecku wskazać, że osobą odpowiedzialną za brak ojca jest
                  matka.
                  • elein Re: Ja też uważam za wielce prawdopodobne... 02.12.07, 21:15
                    1. może zrobic co zechce
                    2. jesli faktycznie był oszukany to są to bardzo silne negatywne
                    emocje
                    3. dziwię się, że przez 16 lat ojcowania nie nawiązał z córką
                    żadnych relacji które by złagodziły chęć odrzucenia dziecka "nie-
                    swojego" i karania go za zdradę żony. to nie jest normalne, chyba,
                    że przez te kilkanascie lat podświadomie to dziecko odrzucał.
                    • nangaparbat3 Re: Ja też uważam za wielce prawdopodobne... 02.12.07, 21:18
                      Wiesz co, elein, mnie juz ręce opadly. Ci faceci po prostu nie rozumieja
                      znaczenia slowa "więzi emocjonalne", zraniona duma jest dla nich wazniejsza niz
                      cierpienie osoby, dla ktorej sa jedna z dwoch najwazniejszych istot w zyciu.
                      Czuje się, jakbym rozmawiala z innym gatunkiem biologicznym.
                      • elein Spokojnie... 02.12.07, 21:32
                        Weź pod uwagę, ze najostrzejsze wypowiedzi były od panów, którzy
                        raczej nie wiedzą co to "instynkt ojcowski" czy głęboka więź
                        emocjonalna z wychowywanym dzieckiem... (bez urazy)
                        Jest też pewien gatunek mężczyzn, którzy np nigdy nie zaadoptują
                        dziecka... bo jest "obce", wolą zmienić "ukochaną" żonę na taką,
                        która im własne dziecko da... Ale spotkałam i takiego pana, który
                        chciał by żona z nim została mimo, że spodziewała się nie jego
                        dziecka... Więc nie wyznaczajmy jedynego "męskiego stanowiska" tylko
                        wg kilku wypowiedzi z tego forum, choć takie stanowisko może być
                        częste...
                        • tricolour To dla równowagi napisz też o Was... 02.12.07, 21:39
                          ... które samotnie wychowujecie dziecko, co ma wielkie wpływ na posiadane zdanie
                          choćby z tego powodu, że samotne wychowanie jest trudne, energochłonne i raczej
                          wychowa się kolejnego rozwodnika...

                          Skłonnośc do utrzymania rodziny (w tej hipotetycznej sytuacji) jest więc zrozumiała.
                          • nangaparbat3 Re: To dla równowagi napisz też o Was... 02.12.07, 21:42
                            tricolour napisał:

                            > ... które samotnie wychowujecie dziecko, co ma wielkie wpływ na posiadane zdani
                            > e
                            > choćby z tego powodu, że samotne wychowanie jest trudne, energochłonne i raczej
                            > wychowa się kolejnego rozwodnika...
                            >
                            > Skłonnośc do utrzymania rodziny (w tej hipotetycznej sytuacji) jest więc zrozum
                            > iała.

                            Teraz ja nie kumam.
                            Niech sobie ten zdradzony odchodzi od zony - jego prawo.
                            Ale miedzy odejsciem od zony a odrzuceniem dziecka, ktore w niczym nie zawinilo,
                            kocha go jako swego ojca i jest dalej dokładnie ta sama osoba co przed odkryciem
                            "prawdy" - jest przepaść.
                              • tricolour Wchodzisz na cienki lód... 02.12.07, 21:52
                                ... doprowadznie myślenia kobiety do absurdu nie kończy sie dobrze. Pokazanie,
                                że czego innego chce, a co innego wyraża kończy sie fatalnie.

                                A Ty jeszcze obaliłeś tezę, że Nandze zależy na dobru dziecka, kiedy wręcz
                                wskazujesz, że liczy sie kasa - a pamiętamy - że Naaga przed chwilą napisała, że
                                ponownie czytała pierwszy post i jest taki, jak ma być.

                                Jesteś trupem, bracie...
                              • elein Przekręcacie 02.12.07, 22:02
                                Jesli dziecko żyło na wysokiej stopie w dużym domu z basenem, a
                                następnie dotychczasowego ojca urażone ego przenosi go do m2 bez
                                balkonu i ma się ubierać w ciucholandzie, to jest to dla dziecka
                                okrutna kara.

                                Panowie, jesteście materialistami, do bólu. Kasa, kasa, kasa.
                                Nie tylko wy tutaj, kilku w realu też.smile Miłość widzicie tylko przez
                                pryzmat kasy. Kochacie kobietę- obsypujecie kasą, przestajecie
                                kochać- liczycie jej każdy grosz, kombinujecie żeby niskie alimenty
                                płacić... i to jeszcze żeby naprawde na "obce" dzieci... ale nawet
                                na własne!...
                                • dzimi_dzimi Pierwszy post Nangi 02.12.07, 22:07
                                  Przeczytaj i powiedz mi co w nim jest?
                                  Bo ja widzę kasę, kasę, kasę.
                                  I właśnie to jest takie żałosne.
                                  Bo nie było tam uczuć.
                                  Zranionego człowieka.
                                  Dramatu mężczyzny i dziecka.
                                  Zastanowienia się czy w hipotetycznej sytuacji gdy córka nie jest
                                  jego dzieckiem można jakoś im pomóc znaleźć ponownie drogę do siebie.
                                  Była kasa i drogie hobby i "kamień z serca" , że facet jego czy nie
                                  jego ma bulić.