ewik35
01.12.07, 19:18
Witajcie,
Pierwszy raz tu zaglądam, poszukuję wsparcia, inspiracji, może
trochę pomysłów.....Ewa, 38 lat, dwoje dzieci 4,5 i 2 latka. Jakieś
3,5 roku temu zdecydowałam, że nie mogę żyć godnie z Nim. Było małe
dziecko, jeszcze chyba spore moje zaangażowanie (miłość ??), ale
kolejne próby nawiązania kontaktu, intymności, porozumienia się,
omówienia swoich odczuć itp itd pełzły na niczym. Był milczącym
gościem w domu, wracał o 21.00, w weekendy spał. Poprosiłam, by się
wyprowadził i przemyślał co dalej. Od tej pory mieszkamy oddzielnie,
ale Jemu taki układ się spodobał. Bo nie ma na co dzień obowiązków,
a może od czasu do czasu być z dziećmi i ze mną. Raz na 2, 3
tygodnie. Ja uwikłałam się przez ten układ w drugie dziecko.Ja nie
umiałam odciąć swoich odczuć i cały czas miałam nadzieję, że może
być normalnie.
Moja sytuacja jest pewnie dość typowa, ale zapewniam Was, że On (43)
nie jest "typowy". Nie lubi towarzystwa innych ludzi (wiadomość o
ciążach była tak wielką traumą dla niego, że przypłacił to depresją -
w momencie mojej stanowczej odmowy usunięcia), nie potrafi zasiąść
w domu przy jednym stole / posiłku z "rodziną" (nami), ale i u
siebie w domu rodzinnym ma ten sam problem. Jak pojawiają się
goście, ucieka do innego pokoju, znika, chowa się. Mojej rodziny
nigdy nie umiał normalnie potraktować. Uciekał, milkł.... ignorował.
Zdarza się, że moja mama jest w domu, gdy się pojawia u dzieci:
ucieka do drugiego pokoju, nie umie się przywitać, pożegnać. Nikt
nawet nie wymaga od niego rozmowy. Mieszka sam i zawsze mieszkał sam
(z krótka chwilą na nasz związek). Ja byłam jego pierwszą, i jak
dotąd ostatnią kobietą. Jak jest u mnie w domu, przeważnie
milczy... trochę porozmawia z dziećmi.... ale nie ma odruchów
czułości itp. Samotnik, milczek, bardzo ponury, ciągle zmęczony,
chory, albo skrajnie podirytowany. Potrafi wybuchać słowną agresją
itp. Nie umie się w nic zaangażować typu dom, zakupy, jedzenie...
Jada tylko w knajpach... Jak ktoś liznął psychologię - to może
potencjalnie pasować do typu "schizoidalnego". Skrajny egoista.
Druga strona: jego praca: wysokie stanowisko, koncern
międzynarodowy, wielka kariera, praca z ludźmi. Tam jest miły,
towarzyski itp....spędza tam 80% swojego życia. Wraca do domu:
milknie. Zamyka się.
"Jedzie" na psychotropach (bo miał skrajne stany). Moim zdaniem:
jest typem psychopaty - choć nie chciałabym uzywac tego w kontekście
obraźliwej, a jedynie "medycznej". I o dziwo: jak dzwoni do mnie: to
normalnie rozmawia, bez agresji w głosie, bez ignorowania pytań....
Nie umiem z tym żyć. Choć jakiś rok temu ostatecznie "wyrzuciłam" go
ze swojego serca (odciełam jakiekolwiek kontakty "intymne", typu
poklepywanie (Jego inicjatywa), żartowanie, "całusy" na pożegnanie,
ciepłe rozmowy telefoniczne itp., wyjazdy weekendowe,), to nie umiem
odciać całkowicie. Nie umiem się nauczyć traktowanie go jak obcego
człowieka: z racji tej, ze jest Ojcem moich dzieci, które, mimo
wsyztsko, garną się do niego.... potrzebują, ciąglę chcą by ich
odwiedzał. Rozumiem dzieciaki i nie umiem "zarządzać" kontaktami
tak, bym to ja nimi sterowała, a nie była tą "wyczekującą"., w
jakimś sensie "ofiarą" Jego "chcę / nie chcę" przyjechać. Nie umiem
wyjśc na świat (jak z takimi małymi bąkami?)- choć pozornie świetnie
sobie radzę - kariera zawodowa super, mój humor i poczucie własnej
wartości też OK. Nie mam syndromów porozwodowych, bo związek "zgnił"
naturanie.... Proszę o trochę rad - jak mądrze ustawiać kontakty z
tak psycopatyczną jednostką. Dodam, że stan Jego z roku na rok się
pogarsza...