nicol.lublin
06.12.07, 12:53
chciałam tak bardzo aby dzisiejszy dzień był fajny i normalny. i
niby wszystko ok,przyjechał do małej tata, przywiózł prezenty i było
miło. mieliśmy pójść do malutkiej siostry ciotecznej mojej córeczki
żeby dać jej prezent, ja miałam po godzinie się zmyć, bo to rodzina
mojego męża, więc niech sobie on posiedzi.
nie dało się. jak wychodziliśmy poprosiłam żeby ubrał małą i że
kurtka wisi na wieszaku. on stoi i grzebie w szafie - widzę,że
wogóle nie słyszy co mówię.pytam więc uprzejmie czy mógłby mi
odpowiedzieć? no i się zaczeło... że nie ma ochoty na moje
towarzystwo i zachowujęsię podle itp itd od słowa do słowa i
awantura na 100 fajerek w tym wszystkim dziecko 2-letnie które
siedzi i patrzy.
efekt: ja zaryczana zostałam w domu, mąż obrażony i przeświadczony o
mojej podłości (chociaż nie byłam złośliwa ani niemiła, wręcz
przeciwnie),a dziecko nauczyło sięnowego słowa "dupa" które powtarza
z rozkoszą.
ludzie, ja nie wiem już co robić. jak nie dać się sprowokować?
(nawet sprowokowana nie obrażam i nie krzyczę przy dziecku). czy
mamy mijac się w drzwiach? to jedyne wyjście? nie rozmawiać wogóle?
przed nami mnóstwo ustaleń, bo rozstanie świerze, a zupełny brak
normalnej komunikacji. help. jak to załatwić???