pomimo1
16.12.07, 19:38
nie wiem,czy to dobre forum na takie wynurzenia,ale jesteście bandą mądrych
ludzi i może coś mi powiecie.
Ostatnie poltora roku bylo niezle. czas przemyslen, wolnosci, totalnego
wejscia we wlasna dusze, cierpienia,ale tez i radości. Z perspektywy czasu być
może najlepszy czas w moim zyciu. Teraz jest ktos. Oddany, fajny, zakochany.
Ja tez. I nie umiem pogodzic sie z tym, że oddaje te moja wolnosc i
niezaleznosc. Meczy mnie uczucie, ze ledwo zamykaja sie drzwi, a ja tesknie.
Denerwuje mnie moja slabosc, to,ze nie umiem sobie znalezc nagle miejsca. Ja -
taka zorganizowana, niezalezna pani Zosia-Samosia oddalam przyczułki tej
swojej wypracowanej wolności. Zle mi z tym, że tęsknie, że jestem emocjonalnie
należna. Może nie byłam jeszcze gotowa na związek, ale ile mozna uciekać. Jaka
jest na to rada? Nie chcę być bluszczem, który pochłania cały czas tej drugiej
osoby. Sama z resztą mam masę pracy i znajomych, tylko, że nic mnie teraz nie
potrafi zając tak w 100% jak kiedys. Strasznie mnie to wkurza. Mija wspolnie
spedzony dzien, kazdy wraca do obowiązków, a ja tępo gapię się chwilami w
monitor i czekam. Tylko na co. Coraz bardziej złoszczę się na siebie, na
marnotrastwo czasu, na tę niemoc, że jestem tu. A tak mi było w tej samotności
z wyboru cieplutko i bezpiecznie.I co teraz?
To ja poprosze o jakąś radę