rybak
19.12.07, 12:48
Będzie niedyskretne pytanie, ale oczywiście w pełni anonimowe. Czy
kłopoty w pracy, zakończone np. zwolnieniem z roboty, jej zmianą, a
związane z kryzysem rodzinnym i rozwodowym to raczej w Polsce norma,
czy tylko incydentalne zdarzenia?
W moim przypadku dobrej pracy - w wielkiej mierze dzięki podjazdowym
wojnom prowadzonym przez byłą, a wcześniej - "dzięki" załamaniu
wywołanemu kryzysem rodzinnym - już nie mam. Owszem - będzie nowa,
ale - wiele rzeczy muszę teraz odbudowywać od podstaw. Oceniam, że
rozpad związku i rozwód wyrwał mi z zawodowego życiorysu 7-8 lat.
Najmarniej.
I pewnie to jeszcze nie koniec. Przy czym zaczęło wszystko w
przyspieszonym tempie brać w łeb, gdy wpadłem w deprechę
okołorozwodową, a potem - gdy zamiast nadrabiać w pracy zaległości,
musiałem jej kosztem wielokrotnie latać zeznawać na policję, po
oszczerstwach ex, o niby maltretowaniu jej przeze mnie (hi hi -
zaocznym chyba, bo zaczęła na mnie donosić prawie dwa miesiące po
mojej ewakuacji z własnego domu.
Jak z tym było i jest u Was? I jak wpływa na waszą karierę
przedłużający się rozwód?