land-rynka
20.12.07, 22:04
Cześć wszystkim. Nowa jestem na tym forum, więc witam wszystkich
serdecznie.
Interesuje mnie dyskusja na temat tego, czy możliwe jest wejście po
rozwodzie w nowy, wartościowy, interesujący związek z mężczyzną. Nie
wątpię w to oczywiście, że wielu z Was coś takiego się przytrafiło,
ale .......
Jestem chyba na początku tej drogi, to znaczy drogi do znalezienia
kogoś. Rozwiodłam się niecały rok temu. W tym czasie poznałam dwóch
mężzyzn. Pierwszy okazał się raczej niezainteresowany i ulotnił się
zanim cokolwiek powstało, drugi trwał 3 tygodnie, opierał się
praktycznie na seksie i został zakończony w sposób uwłaczający
godności człowieka (szczegóły zainteresowanym

)
Zastanawiam się, czy ja jako rozwódka nie mam jakiejś dziwnej
tendencji do przyciągania idiotów. Zauważyłam, że interesują się mną
starsi panowie (ok 10-15 lat starsi) którzy uważają chyba, że ja
jako rozwódka jestem tak zdesperowana, że wejdę w każdy układ...
Nie mam szczęścia do poznania kogoś "normalnego".
Nie zamykam się na facetów. Uważam, że zmieniłam się o niebo od
rozwodu. Mam przecudną 4-letnią córeczkę i po prostu chciałabym być
kochana.
Nie wiem, czy ktoś czuje tak, jak ja, ale jak beznadziejne są
wieczory, kiedy położę dziecko spać o godz. 20.00 i nie mam ze sobą
co zrobić.... Siedzę w szlafroku przed TV lub przed kompem. Miałam
nawet okres, że piłam co wieczór. Samotnośc mnie przeraża...
Koleżanki moje sa w małżeństwach, mają dzieci lub sa w jakiś nowych
związkach. Nie mają czasu na pocieszanie ... i wcale się nie
dziwię ....
Pisząc tego posta nie ubolewam, ale wypowiadam swoje odczucia. Nie
chodzi nawet o to, że cierpię, bo tak nie jest. Na pewno nie jest mi
najlepiej, ale staram się nie myśleć o tym wszystkim.
Do niedawna spotykałam się z pewnym "idiotą" (przepraszam, ze tak go
nazywam, ale po tym, jak zakończył znajomość inaczej nie
potrafię....). Wieczory nie były już takie puste, dzwonił kilka razy
dziennie i na swój sposób się troszczył. Wiedziałam, że z tego nic
nie będzie, bo nie umiałam się zaangazować, ale trwałam w tym, bo "z
braku laku lepszy kit". Teraz znów odczuwam ten ból samotności....
Ale do czego zmierzam. Ile czasu potrzebowałyście po rozwodzie, żeby
wejść w jakiś fajny związek? Czy po drodze miałyście jakieś inne
związki? Jakiś "idiotów"?
Pozdrawiam