Mozna go oskarzyć?

21.12.07, 22:43
Witajcie
Mam pytanie, z pewnością naiwne i czysto teoretyczne ale ... Czy
istnieje jakakolwiek mozliwość oskarżenia męża mojej kochanki
(przeze mnie, nie przez nią) za to że złamał hasło do jej gg i
odtworzył skasowane jej rozmowy ze mną?
    • chalsia Re: Mozna go oskarzyć? 21.12.07, 22:53
      nie włamał się na TWOJE konto, no to o co kaman?
    • oinga Re: Mozna go oskarzyć? 21.12.07, 23:05
      dobry jest smile
      • never32 Re: Mozna go oskarzyć? 21.12.07, 23:08
        Oj bez przesady że taki dobry haha... Zeby to zrobic musiał wołac
        kolege informatyka a ja później żeby sprawdzić czy tak mozna sam sie
        włamałem na swoje i odtworzyłem swoje tez skasowane, hahaha...
        • nangaparbat3 Re: Mozna go oskarzyć? 21.12.07, 23:11
          Własciwie to ciekawy problem.
          O ile wiem, wlascicielem tradycyjnej korespondencji jest adresat - nadawca po
          wyslaniu nie ma juz do niej zadnych praw. W takiej sytuacji to Twoja kochanka
          musialaby wystapić przeciwko meżowi.
          Ale rozmowy na gadu to jednak co innego - moze mozna by to potraktować jak
          załozenie podsluchu telefonicznego?
          • never32 Re: Mozna go oskarzyć? 21.12.07, 23:22
            No właśnie o to mi chodzi, bo to że złamał hasło do jej gg to juz
            niestety tylko jej "sprawa' ale tu juz naruszył prywatność
            korespondencji.
            • tricolour Jaką prywatność? 22.12.07, 00:58
              O prywatności i zasadach to można mówić jak się samemu ma zasady. Skoro czyjaś
              żona jest Twoja kochanką, to o naruszaniu prywatności nie bedzie nawet wtedy
              mowy jak dostaniesz w dziób...
              • chalsia Re: Jaką prywatność? 22.12.07, 01:52
                ROTFL - autor wątku jakoś nie zauważył do tej pory, że osobiście
                naruszył prywatność męża owej pani skoro się do niej dobrał.
                .
                .
                .
                .
                .
                Ona jest taką samą własnością męża jak autora wątku rozmowy
                (skasowane !!!) na gg.
                • aron95 A jak w dziub dostaniesz (mam nadzieję) 22.12.07, 10:26
                  to zapytaj nas wtedy - Czy możesz go oskarżyć
                  • artemisia_gentileschi Re: A jak w dziub dostaniesz (mam nadzieję) 22.12.07, 12:28
                    IMO dostac powinien, ale w dziObwink
                    • aron95 Re: A jak w dziub dostaniesz (mam nadzieję) 22.12.07, 13:16
                      artemisia_gentileschi napisała:

                      > IMO dostac powinien, ale w dziObwink

                      dziobata racja że w dzióba
                      • never32 Re: A jak w dziub dostaniesz (mam nadzieję) 22.12.07, 17:55
                        Albo was po.... albo jesteście zakłamani. Raczej nikt komu jest
                        dobrze w swoim związku (a sam mam żonę) nie staje sie kochankiem
                        (kochanką), i nikt nie jest niczyją własnością.
                        • artemisia_gentileschi Re: A jak w dziub dostaniesz (mam nadzieję) 22.12.07, 18:02
                          Ani zaklamani, ani po^&*(&^%. Moze po prostu mamy zasady? Na
                          przyklad takie, ze najpierw konczy sie jeden zwiazek, a potem
                          zaczyna nastepny, elementarna uczciwosc tego wymaga. Lapiesz?
                          • never32 Re: A jak w dziub dostaniesz (mam nadzieję) 22.12.07, 18:08
                            Tylko, że niektórzy wolą żyć w swoich nieudanych małżeństwach mając
                            kogos na boku i to tez jest ich wybór. A poza tym współmałzonek tez
                            przeciez może miec kogos na boku i tak koło sie zamyka. Tylko że
                            jemu wolno (nie mówie tu o swoim związku) a jego partnerce juz nie.
                            • oinga Re: A jak w dziub dostaniesz (mam nadzieję) 22.12.07, 21:28
                              To do czego wam właściwie te małżeństwa potrzebne?
                              • panda_zielona Re: A jak w dziub dostaniesz (mam nadzieję) 22.12.07, 22:28
                                oinga napisała:

                                > To do czego wam właściwie te małżeństwa potrzebne?
                                Jak to do czego, dla dobra dzieci,jeśli je mają,muszą utrzymywać tę
                                fikcję.
                            • akacjax Re: A jak w dziub dostaniesz (mam nadzieję) 22.12.07, 23:40
                              A poza tym współmałzonek tez
                              > przeciez może miec kogos na boku i tak koło sie zamyka. Tylko że
                              > jemu wolno (nie mówie tu o swoim związku) a jego partnerce juz nie.

                              Jak to rozumieć?
                              Jemu wolno? (czy chodzi o męża Twojejkochanki?)A kto mu pozwolił?
                              Bo rozumiem, że Twoja żona korzysta z tego Twojego prawa.
                            • artemisia_gentileschi Re: A jak w dziub dostaniesz (mam nadzieję) 23.12.07, 14:09
                              never32 napisał:

                              > Tylko, że niektórzy wolą żyć w swoich nieudanych małżeństwach
                              mając
                              > kogos na boku i to tez jest ich wybór.

                              Naturalnie, z tym ze jesli opisujesz swoje fascynujace zycie
                              osobiste na forum publicum, narazasz sie na rozmaite komentarze,
                              takie sa konsekwencje owego wyborusmile))

                              A poza tym współmałzonek tez
                              > przeciez może miec kogos na boku i tak koło sie zamyka. Tylko że
                              > jemu wolno (nie mówie tu o swoim związku) a jego partnerce juz nie.

                              Jak rozumiem, Twojej malzonce wolno, i jak sie mijacie w drzwiach
                              zahaczacie sie rogami?
                • z_mazur Re: Jaką prywatność? 23.12.07, 01:24
                  > ROTFL - autor wątku jakoś nie zauważył do tej pory, że osobiście
                  > naruszył prywatność męża owej pani skoro się do niej dobrał.

                  A w jaki sposób naruszył prywatnośc męża tej pani? Bo dotknął jego żonę? Hmmm, to mi pachnie uprzedmiotowieniem tej kobiety.
                  Jeśli ktokolwiek cokolwiek naruszył wobec męża tej pani, to jedynie ta pani, bo to ona jest związana ślubem.
                  • tricolour Wiesz co to jest związek... 23.12.07, 01:29
                    ... i na czym sie opiera?

                    Może w Twoim rozumieniu można rżnąc czyjeś żony, bo to nie jest przestepstwo...
                    • wania46 Re: Wiesz co to jest związek... 23.12.07, 08:37
                      Nie bylo by fajnej zabawy gdyby pan Never byl wolny.A tak to wlasnie sa te
                      emocje i adrenalinka (plus te madre pytania na tym forum).Niektorzy tak maja do
                      poznej starosci)))
                      • wania46 ... 23.12.07, 08:39
                        Aha i jeszcze fajnie jest jak wszyscy uczestnicy tych roszad bawia rownie dobrze
                        i nie maja dzieci
                    • z_mazur Re: Wiesz co to jest związek... 23.12.07, 09:06
                      Wiem czym jest związek dla mnie, niekoniecznie musi byc tym samy co dla Ciebie. Może Ty rżniesz kobiety, z którymi jesteś, ja się z nimi kocham, niezależnie od ich stanu cywilnego.

                      Ktoś może potępiac jedzenie mięsa, ale dopóki to nie jest zabronione prawnie, to wara mu od mojego talerza.

                      I jak już pisałem, dla mmnie to nie jest sprawa między autorem wątku i mężem tej kobiety, tylko między mężem i żoną.
                      • tricolour Kiedy czytam Ciebie... 23.12.07, 09:32
                        ... to zaczynam odnosić wrażenie, że preferujesz zachowania, które nie wymagają
                        wysiłku, podejmowania decyzji - takie wygodnictwo, które już kiedyś nazwałem
                        "ciepłymi kluchami". Do tego dorabiasz jakąś "osłonę prawną" żeby mieć
                        usprawiedliwienie własnej bezczynności (i tak nie wierzę, że zdrada żony nie
                        wywołuje u Ciebie żadnych emocji).

                        Podział zachowań na dozwolone prawnie i zakazane nie wnosi wiele, bo życie jest
                        bogatsze niż przepisy. Czasem trzeba się odwołać nie do kodeksu, tylko do
                        własnej intuicji, zasad, wychawania itp. W takim rozumieniu facet przyprawiający
                        mi rogi zasłuzył sobie na oklepanie gęby jak najbardziej.

                        A inny może mu nawet zapłacić jeśli uważa, że żona nie powinna pracować za darmo...
                        • z_mazur Re: Kiedy czytam Ciebie... 23.12.07, 09:47
                          Widzisz, ja doświadczyłem zdrady żony na sobie, więc wiem o czym piszę. Też wkurzałem się na tego faceta i przyjemnością napawała mnie wizja obicia mu twarzy i co z tego. To nie on ślubował mi miłośc i wiernośc. Obicie mu twarzy niczego by nie zmieniło poza daniem mi głupiej (bo wywołanej prymitywną czynnością jaką dla mnie jest bójka dwóch facetów) i chwilowej satysfakcji, a potem niesmaku wywołanego świadomością zniżenia się do takiego zachowania.

                          Widocznie mamy inne systemy wartości i w moim np. nie ma miejsca na stosowanie przemocy w takich przypadkach.

                          A czy to wygodnictwo? To świadoma i czyniona z przekonaniem decyzja. Czy wygodna? Wydaje mi się, że wcale nie bardziej niż danie się ponieśc emocjom i sprowokowanie bójki.
                          • tricolour A czym jest przemoc? 23.12.07, 10:01
                            Nie jest nią przekroczenie granic intymności i zadanie gwałtu drugiej osobie,
                            którą się zdradza? Dla mnie to rzecz oczywista. Jasne jest też, że to
                            zdradzający partner ślubował i to on ma - przede wszystkim - zobowiaznie wierności.

                            I jest też współudział w przemocy - tego dokonuje ten drugi człowiek. On też
                            łamie wszystkie zasady biorąc się (po kryjomu, w tajemnicy) za czyjegoś
                            partnera. Jeśli potem - wobec własnej zdrady - publicznie skomli, że ktoś się
                            włamał na GG i (uwaga!!!) przeczytał jego korespondencję, to rzeczywiście mam
                            ochotę dać mu w ryj: raz za zdradę, ale bardzej za wyjątkowo asymetryczne
                            rozumienie odpowiedzialności i moralność Kalego.
                            • otara Re: A czym jest przemoc? 23.12.07, 11:09
                              tri-gwałt to przemoc na danej osobie, jaką wiec przemoc zastosowała
                              osoba ( w tym przypadku kochanek\ka ) ???? czy ty wiesz co to jest
                              przemoc ?????
                              • tricolour Jak czytam takie pytania... 23.12.07, 11:53
                                ... to zastanawiam się czy to kpina, czy piszą to dorośli ludzie, którzy mają
                                dzieci do wychowania i obowiązek przekazania prostych umiejetności. W tym
                                czytania ze zrozumieniem i podstawowej wiedzy.

                                Przemoc to nie tylko przemoc fizyczna polegająca na biciu. Przemocą jest
                                jakiekolwiek zmuszanie. Przemocą jest przekroczenie granic. W takim rozumieniu
                                facet ukrywający prze żoną swoje dochody stosuje przemoc polegającą na nierównym
                                traktowaniu siebie i żony.
                                • otara Re: Jak czytam takie pytania... 23.12.07, 12:15
                                  tri-to w takim razie nie znasz pojec. stwierdziłeś że na zdradzonym
                                  dokonano gwałtu...a wiesz co to gwałt ?? chyba jednak nie wiesz , to
                                  sobie poczytaj .
                                  "".Gwałt na osobie w rozumieniu kodeksu wykroczeń oznacza
                                  szczególnie groźną postać przemocy wobec osoby, charakteryzującą się
                                  użyciem siły fizycznej o natężeniu stwarzającym niebezpieczeństwo
                                  dla życia lub zdrowia ofiary."""

                                  natomiast przemoc owszem jest różnoraka, tyle tylko że to ukrywanie
                                  dochodów przed małżonką to nic innego jak oszustwo , kłamstwo a nie
                                  przemoc.ja widzę tri że u ciebie nie ważne czy to małzonek
                                  zdradzający czy kochanek/ka to wstretne osoby ktore tylko ptrafisz
                                  obrzucać błotem nie znając dobrze pewnych terminow. a może tak
                                  zaczniesz troszkę patrzec na siebie ?/ bo wiesz , nic nie dzieje się
                                  bez przyczyny.i nigdy nie jest tak że cały świat jest bee a ty
                                  jesteś cacy.
                                  • tricolour Brak Ci wiedzy... 23.12.07, 13:41
                                    ... a niektóre pojęcia rozumiesz tylko stereotypowo i płytko. W takiej sytuacji
                                    nie mogę dalej dyskutować - brak wspólego słownika.
                                    • otara Re: Brak Ci wiedzy... 23.12.07, 14:01
                                      brak mi wiedzy ?? to zapoznaj się najpierw ze znaczeniem co
                                      niektórych slow a pózniej oceniaj kto płytko myśli. ty w
                                      przeciwieństwie do mnie kierujesz się jakimś żalem i
                                      emocjami...swoją drogą-to trochę mi cię szkoda...
                                      • tricolour Szkoda? Zupełnie niepotrzebnie... 23.12.07, 14:05
                                        ... "żywisz" jakiekolwiek uczucia do obych osób, których nigdy nie poznałaś. Nie
                                        nabiorę sią na taką manipulację...
                              • tricolour A w tym konkretnym przypadku... 23.12.07, 11:56
                                ... związek małżenski został zagrożony przez działanie osoby z zewnątrz (od
                                wewnątrz też - ale to inna aprawa). I to jest przemoc.
                                • otara Re: A w tym konkretnym przypadku... 23.12.07, 12:16
                                  chlopie-ta osoba z zewnątrz pojawiła się w skutek działań osób
                                  będących wewnątrz....i to nie jest przemoc...
                                  • otara Re: A w tym konkretnym przypadku... 23.12.07, 12:24
                                    a tak poza tym o przemocy możemy mówić w przypadku gdy druga osoba
                                    jest zmuszana do pewnych procesów myślowych,poniżana, obrażana
                                    itp...zdrada-to podjęcie pewnej decyzji do której nikt nie byl
                                    zmuszany. a zdradzony ma wybor-albo zostać albo odejść....nie widze
                                    tu żadnej pzremocy...widzę natomiast nieuczciwość ...
                  • chalsia no przecież już o tym pisałam 24.12.07, 01:48
                    z_mazur napisał:

                    > > ROTFL - autor wątku jakoś nie zauważył do tej pory, że osobiście
                    > > naruszył prywatność męża owej pani skoro się do niej dobrał.
                    >
                    > A w jaki sposób naruszył prywatnośc męża tej pani? Bo dotknął jego
                    żonę? Hmmm,
                    > to mi pachnie uprzedmiotowieniem tej kobiety.
                    > Jeśli ktokolwiek cokolwiek naruszył wobec męża tej pani, to
                    jedynie ta pani, bo
                    > to ona jest związana ślubem.
                    >

                    W tym samym poscie przecież napisałam co następuje:

                    "Ona jest taką samą własnością męża jak autora wątku rozmowy
                    (skasowane !!!) na gg"
                    • tricolour Prywatność to nie własność... 24.12.07, 08:24
                      ... zmieniłaś słowo na inne i dobudowałaś wniosek już na drugim znaczeniu, a
                      wyśmiewasz pierwsze. Taki zgrabny zabieg: w jednym zdaniu "prywatność", w
                      kolejnym "własność" i dalej już z górki...

                      A prywatność miała w mojej wypowiedzi swoje znaczenie - prywatność osób
                      tworzących związek przenika się i uzupełnia. W zasadzie trudno zakreślić
                      wyłącznie własne terytorium w bliskim związku gdzie wszystkie sfery życia są
                      wspólne.
                      • chalsia Re: Prywatność to nie własność... 24.12.07, 09:31
                        > tworzących związek przenika się i uzupełnia. W zasadzie trudno
                        zakreślić
                        > wyłącznie własne terytorium w bliskim związku gdzie wszystkie
                        sfery życia są
                        > wspólne.

                        w pełni się z tym zgadzam.

                        I dlatego napisałam dwa zdania, stojące jakby na przeciwległych
                        biegunach - a prawda gdzieś pi razy drzwi po środku leży, ale ja nie
                        potrafię takich niuansów wyjaśniać pisemnie.
                        Zresztą po odpowiedzi Mazura widać, że nie wszystkim łatwo
                        przychodzi zrozumienie naruszenia prywtaności męża poprzez zdradę
                        żony. Moze łatwiej to zrozumieć traktując to jako naruszenie
                        przestrzeni prywatnej - sporo kobiet np. czuje wstręt fizyczny na
                        myśl o dotknięciu zdradzacza.
                        • tricolour Naruszenie prywatności jest wyraźne... 24.12.07, 12:56
                          ... nawet gdy pominiemy sferę uczuciową (zdrada obniża poczucie wartości,
                          powoduje depresję, uczucie poniżenia, odrzucenia) to pozostaje sfera zdrowotna:
                          zdradzający może przywlec do domu jakieś świństwo, którym zarazi (może nawet
                          śmiertelnie) resztę rodziny.

                          Dochodzi zagrożenie wspólnego majątku, z którym coś trzeba zrobić wobec braku
                          zaufania do życiowego partnera.
              • z_mazur Re: Jaką prywatność? 23.12.07, 01:21
                Naruszenie nietykalności fizycznej jest wykroczeniem, a ciężkie naruszenie, nawet przestępstwem.
                Romans z mężatką nie jest przestępstwem w naszym kraju.
                Zachowanie nieetyczne (i to jedynie w prywatnej ocenie) jednej strony nie usprawiedliwia popełnienia przestępstwa przez drugą.
                Zresztą nawet popełnienie przestępstwa również nie usprawiedliwia.
                Od wymierzania sprawiedliwości w Polsce są Sądy.

                Niektórzy mają inny system wartości. Możemy to komentowac, ale niekoniecznie z poczuciem wyższości. Bo co to znaczy "miec zasady"?
                Autor wątku ma te zasady po prostu inne.
                • aron95 Re: Jaką prywatność? 23.12.07, 14:07
                  Stanąłem ostatnio przed kochankiem EX . Zawsze sobie takie spotkanie wyobrażałem
                  że to będą omłoty . Teraz stanąłem w oko w oko i przyszla refleksja - Co mi to
                  da , co zmieni i szarpać się w obecności Ex o nie
                  Dla mnie jest to gnojek a skoro ona jest z nim szczęśliwa , jej sprawa.
                  Mogę go nie lubieć , reki nie podawać ale gdy się zdecyduje, na solo
                  z nim pójdę .
                  Czy to będzie nieetyczne ?
    • chalsia już wiem o co kaman :-) 23.12.07, 00:07
      Never sie pewnie obawia, że rogaty mąż jego kochanki podzieli się
      wykradzionymi skasowanymi listami z gg z rogatą żoną Nevera.
      • tricolour Tak myślsz? 23.12.07, 00:23
        Moim zdaniem rogaty Never zupełnie niepotrzebnie się denerwuje, bo to całe
        towarzystwo parzy się małżensko, kochankowo i na krzyż. Krew pomieszana jak
        bimber więc nikt nikomu juz nie zagraża. O GG nawet gadać nie warto....
        • scriptus Re: Tak myślsz? 23.12.07, 17:27
          Tri, a co powiesz na prawa osoby, która zdradziła, czy ma ona jeszcze prawo
          oczekiwać wierności swojego partnera? Czy też w obliczu zdrady partnera można
          szukać rozgrzeszenia dla własnej zdrady?
          Zapewne, jako zasadniczy człowiek powiesz, że należy skończyć z fikcją... bo
          małżeństwo takie staje się fikcją, jednak, znasz moje stanowisko, uważam, że
          dobro dzieci nie wymaga, bez względu na koszty, "dociągnięcia" interesu pod
          tytułem małżeństwo do końca, czyli do stuprocentowego wychowania dzieci, a
          dopiero potem "rupta co chceta??" Zatem uważam, że niestety muszę cierpliwie
          tolerować rajdy na boki mojej połowicy - w razie rozwodu prawo stoi i tak
          przeważnie po stronie kobiety, a i sam się nieraz zastanawiam, czy i po co mam
          być święty, w końcu nie jestem jeszcze taki stary. Przecież w obecnym stadium
          naszego małżeństwa właściwie wierność czy niewierność którejkolwiek ze stron nie
          ma już żadnego znaczenia, jest to totalna fikcja.
          • tricolour Twoje stanowisko jest stałe od lat... 23.12.07, 22:12
            ... i trudno Ci cokolwiek napisać. Podjąłes decyzję tkwienia w małżeństwie
            pomimo tego, co sie dzieje, więc wszystkie "chwyty" małżeńskie dozwolone - i tak
            nie zmienisz zdania. Imponuje mi taka stałość i widze w niej nawet sens, ale sam
            bym tak nie postapił.

            Co do głównego pytania "czy osoba, która zdradziła, ma prawo oczekiwać wierności
            swojego partnera" - moja odpowiedź jest przecząca - osoba zdradzająca pozwala na
            to, co sama czyni. Dotyczy to zresztą każdego zachowania.
            • scriptus Re: Twoje stanowisko jest stałe od lat... 24.12.07, 10:09
              Super, mam teraz dwie odpowiedzi na moje pytanie.
              Jak zawsze zasadniczy Tricolour stwierdził, że w obliczu zdrady
              małżonki mogę czuć sie rozgrzeszony znajdując sobie kochankę, bowiem
              nie mozna po raz drugi złamać już złamanych ślubów małżeńskich...
              natomiast Nanga stwierdza, że nie ma usprawiedliwienia dla postępku
              moralnie nagannego, jakim jest zdrada.
              Logika mówi, że rację ma Nanga, mimo bólu istnienia w samotności i
              poczucia, że się jest czarną owcą płynącą pod prąd górskiego potoka,
              pośród ludzi, gdzie wydaje się, że wszyscy maja zasady za nic.
              • tricolour Nie napisałem, że możesz znaleźć sobie kochankę... 24.12.07, 12:24
                ... napisałem, że Twoja żona nie może wymagać, bys kochanki nie miał, co ująłem
                słowami "osoba zdradzająca pozwala na to, co sama czyni". O swoim zachowaniu
                decydujesz Ty.

                Co do tzw "dobra dzieci", to są ludzie, którzy to "dobro" rozumieją w oderwaniu
                od życia tychże dzieci - tak jakby dobro polegało na podporządkowaniu się
                interesom dzieci. Mam inne zdanie i uważam, że dobro dzieci jest pochodną mojego
                dbania o własne interesy.
              • nangaparbat3 to nie takie proste 24.12.07, 14:37
                scriptus napisał:
                >>natomiast Nanga stwierdza, że nie ma usprawiedliwienia dla
                postępku
                moralnie nagannego, jakim jest zdrada.
                Logika mówi, że rację ma Nanga, mimo bólu istnienia w samotności i
                poczucia, że się jest czarną owcą płynącą pod prąd górskiego potoka,
                pośród ludzi, gdzie wydaje się, że wszyscy maja zasady za nic.


                Bo widzisz, logika i sprawiedliwość to jedno, a zrozumienie i
                współczucie drugie.
                KAmieniem bym nie rzuciła, na pewno.
              • oinga Re: Twoje stanowisko jest stałe od lat... 24.12.07, 23:26
                Umawiamy się z sąsiadem, że jesteśmy w stosunku do siebie uczciwi.
                Sąsiad ukradł mi kaczkę, w odwecie ja kradnę mu kaczkę. Pytanie: czy
                sąsiad miał prawo wymagać, że ja dotrzymam obietnicy i nie połakomię
                się na jego własność, jeśli umowa została już wcześniej
                jednostronnie zerwana? Pytanie drugie czy mój odwetowy postępek
                pozostawia moje sumienie w "spokoju"?
          • nangaparbat3 pozwól, Scri, że się wtrącę 23.12.07, 22:30
            scriptus napisał:

            > Tri, a co powiesz na prawa osoby, która zdradziła, czy ma ona
            jeszcze prawo
            > oczekiwać wierności swojego partnera?
            Nie wiem, czy ma prawo, ale pewnie nie powinna (oczekiwać).

            Czy też w obliczu zdrady partnera można
            > szukać rozgrzeszenia dla własnej zdrady?

            Nie.
            Czy jesli ktoś mnie okradł, nie będę złodziejką okradając jego?
            Będę.



            > Zapewne, jako zasadniczy człowiek powiesz, że należy skończyć z
            fikcją... bo
            > małżeństwo takie staje się fikcją, jednak, znasz moje stanowisko,
            uważam, że
            > dobro dzieci nie wymaga, bez względu na koszty, "dociągnięcia"
            interesu pod
            > tytułem małżeństwo do końca, czyli do stuprocentowego wychowania
            dzieci, a
            > dopiero potem "rupta co chceta??"

            Czy nie pomyliłeś się, pisząc "NIE wymaga"?

            Natomiast jestem głęboko przekonana, że nie tylko dobro dziecka nie
            wymaga, ale wręcz dzieciom szkodzi dorastanie w takiej atmosferze.
            To nie jest tak, ze dzieci nie wiedzą, co się dzieje - wiedzą, ale
            skoro nie stawia się sprawy jasno, udaje sie przed nimi a pewnie i
            przed swiatem, że wszystko jest OK, stawia się je w sytuacji, ktora
            je moze przyprawić o szaleństwo - i nie uzywam tu przenośni.


            Zatem uważam, że niestety muszę cierpliwie
            > tolerować rajdy na boki mojej połowicy - w razie rozwodu prawo
            stoi i tak
            > przeważnie po stronie kobiety, a i sam się nieraz zastanawiam, czy
            i po co mam
            > być święty, w końcu nie jestem jeszcze taki stary. Przecież w
            obecnym stadium
            > naszego małżeństwa właściwie wierność czy niewierność
            którejkolwiek ze stron nie ma już żadnego znaczenia, jest to totalna
            fikcja.

            Scri, pomijajac juz wszystko inne , za zycie w takiej fikcji płaci
            się wlasnym, a nieraz i dzieci, zdrowiem. Naprawdę niewarta skórka
            za wyprawkę.
            • scriptus Re: pozwól, Scri, że się wtrącę 24.12.07, 09:49
              Rzeczywiście, jakiś chochlik mi am wstawił słowo "nie". Miało
              być "dobro dzieci WYMAGA, bez względu na koszty, "dociągnięcia"
              interesu pod tytułem małżeństwo do końca, czyli do stuprocentowego
              wychowania dzieci
              • megxx Re: pozwól, Scri, że się wtrącę 24.12.07, 16:56
                Przekonania często wyznaczają nam kierunki myślenia. Tylko czasem
                nie są one(owe przekonania) ani słuszne , ani nawet nasze.
                A czasem staramy się do tego zagłuszyć to, co naprawdę byśmy
                zrobili, gdyby starczyło nam odwagi.

                Taki chochlik-może złośliwy, może wypadł z podświadomosci, może nic
                nie znaczy-a może daje znak, że warto popatrzeć na sytuację z innej
                strony.


Pełna wersja