Świąteczna rzeczywistość...

26.12.07, 19:05
Weekend przedświateczny z córką, potem bardzo miłe święta choć z tęsknotą za
małą. Syna namówiłem żeby odwiedził mamę, zadzwonił do niej, umówił się,
zawiozłem go, przy okazji dałem małej prezent od mojej siostry. weszliśmy
sobie do mieszkania, mama siedzi przed TV , nie ruszyła się z miejsca, nie
odezwała sie nawet do syna, postaliśmy chwilkę poprzytulaliśmy mała i syn
stwierdził " tata chodźmy stąd"- wyszliśmy. Nie wiem co siedzi w tej kobiecie,
że nawet w taki czas nie potrafi wykrzesać z siebie choć troszkę uczucia do
własnego syna. Widziałem jego minę i że jest mu przykro.Postanowiłem, że już
nie będę go namawiał na wizyty u "mamy"
    • pieg00ska Re: Świąteczna rzeczywistość... 26.12.07, 19:40
      Bardzo smutne to co piszesz...


      Pozdrawiam
      pieg00ska
      • otara Re: Świąteczna rzeczywistość... 26.12.07, 19:46
        to okropne , przykro mi że twoje dzieci mają taką matkę...ale na
        szczęście mają takiego ojca jak ty smilesmile to rzadkość za która
        podziwiam facetów . pozdrawiam smile
        • zonaniezona1 Re: Świąteczna rzeczywistość... 26.12.07, 20:04
          Jeśli syn mieszka z Tobą, to może ona musiała zabić w sobie uczucie do niego,
          żeby przeżyć ... Może być tyle przyczyn... nawet nasza wyobraźnia pewnie za mała...
    • aniule Re: Świąteczna rzeczywistość... 26.12.07, 20:21
      nic nie piszesz czy syn był z mamą jak córka była z Tobą.
      może to jest powód?
      • jp66 Re: Świąteczna rzeczywistość... 26.12.07, 20:39
        I i III weekend miesiąca córka ma przebywac u mnie, Ex w końcowym wyroku sadu ma
        przyznany II i IV, w te swięta syn miał byc z nią, ale kiedy ja zabiegam o
        kontakt z córką ex oświadcza, że wyrok jest nieprawomocny (odwołała sie do sądu
        apelacyjnego)sama jednak nie robi nic żeby nawiązac jakikolwiek kontakt z synem,
        po wielu namowach z mojej strony spedził z nia jeden weekend. Na święta nie
        chciał jechać, po moich namowach zadzwonił i się umówił na te odwiedziny- wyszło
        tak jak wyszło. więcej nie będe go namawiał, ona sama niech zacznie się starać o
        kontakty z synem. nie rozumiem jej i chyba już mi nie zależy żeby zrozumieć. zal
        mi tylko dzieci.
        • aniule Re: Świąteczna rzeczywistość... 26.12.07, 20:50
          jeśli tak jest, to na prawdę szkoda dzieci
          One muszą to bardzo przeżywać
    • zielona_ropucha Re: Świąteczna rzeczywistość... 26.12.07, 20:29
      Własnie...szlag mnie trafia jak z powodu osoby najbliższej cierpi
      moje dziecko...wtedy staram sie wybielić tego typka po to,aby
      dziecko poczuło sie ważne i kochane...w sensie:tata naprawdę Ciebie
      kocha ale nie umie tego pokazać...lub:tata ciebie nigdy nie zostawił
      i zawsze będzie ciebie kochał nawet jak go nie ma...
      ...nie zadzwonił bo pewnie nie mógł...Nie wiem,ile lat ma Twój syn
      ale może trzeba mu wytłumaczyć,że mama jest chora. Nawet dla mnie
      starej baby to dobre wytłumaczenie,tak zachowuja sie chorzy
      ludzie...chorzy emocjonalnie.
      • sylwiamich Re: Świąteczna rzeczywistość... 26.12.07, 20:32
        Ropucha...to dość zabawne co piszesz.Oszukać kogoś żeby poczuł się
        ważny i kochany?
        • zonaniezona1 Re: Świąteczna rzeczywistość... 26.12.07, 20:39
          Często uważamy ,że można dziecko omamić, oszukać, odwrócić uwagę... Z
          psychicznego punbktu widzenia wydaje mi się, że jest to bardziej obciążające niż
          powiedzenie dziecku, że mama w tej chwili nie ma ochoty z nim rozmawiać .
          • zielona_ropucha Re: Świąteczna rzeczywistość... 26.12.07, 20:42
            Ja moge powiedzieć dziecku,że mama nie ma ochoty w tej chwili z nim
            rozmawiać,jeżeli mama rozmawia z nim zawsze i jest z nim zawsze,jak
            widzi mamę raz na dwa tygodnie to fajnie,że nie ma ochoty rozmawiać?
        • zielona_ropucha Re: Świąteczna rzeczywistość... 26.12.07, 20:39
          Tak właśnie mówię,kłamię bo wiem,że dziecko nie jest w stanie
          zrozumieć ...i lepiej dla niego,jak nie straci całkiem poczucia
          bezpieczeństwa...wiem co piszę,co mam mu powiedzieć?
          Tata nie ma czasu bo nie ma?
          Tata Cię zostawił bo nie będzie z Tobą siedział?
          Co powiedzieć,by nie zburzyć świata dziecku?
          • sylwiamich Re: Świąteczna rzeczywistość... 26.12.07, 20:45
            Wiesz...myslę że Ty nie wiesz czemu tata nie zadzwonił.Nie wiesz czy
            niesedzenie z dzieckiem jest zostawieniem go.I nie wiesz czemu nie
            ma czasu.Nie wiesz czy dziecko jest w stanie zrozumieć, czy nie.Nie
            wiesz czy straci poczucie bezpieczeństwa, czy posiada je teraz gdy
            ma kłamiącą matkę.Co masz mu powiedzeć?A pyta?
            • zielona_ropucha Re: Świąteczna rzeczywistość... 26.12.07, 20:59
              Pyta...to jest straszne,na początku pytał i płakał.
              Co do tego "nie wiesz"...nikt z nas nie wie,ale czujemy też coś i
              taka matczyna intuicja mówi mi,że takim zachowaniem nie zrobię mu
              krzywdy.
              Pewnie każdy ma swoje racje.
              Tyle tylko,że monopolu na prawdę i wiedzę nie ma.
              I jeszcze jedno...jedno z drugim nie jest logiczne..jeżeli kłamię to
              znaczy,że nie wiem czy moje dziecko ma poczucie bezpieczeństwa?
              Chyba nie rozumiem. Jaśniej proszęsmile)
        • aniule Re: Świąteczna rzeczywistość... 26.12.07, 20:42
          nie można tłumaczyć czyjegoś zachowania
          każdy jest odpowiedzialny za siebie i swoje czyny
          • zielona_ropucha Re: Świąteczna rzeczywistość... 26.12.07, 20:49
            Nie wiem,jak Wy ale ja uważam,że prawda dla dziecka jest dobra pod
            warunkiem,że nie zrobi mu emocjonalnego kuku.
            Dorośnie...samo zrozumie...powoli z czasem...
            Ja jestem odpowiedzialna za swoje słowa.
            Moje słowa zranią moje dziecko bardziej niż czyny ojca.

            • zonaniezona1 Re: Świąteczna rzeczywistość... 26.12.07, 20:53
              Albo będzie miało żal, że nie znało prawdy. Może istnieć sytuacja, że dziecko (
              już dorosłe), które wyrosło w atmosferze kontrolowanych kłamstw dla dobra
              drugiej osoby , też będzie tak kłamało..np swojej mamie. Sytuacja niby czysta,
              bo matka może czuć się dobrze w takiej sytuacji... ale bardzo obciązająca
              psychicznie. I czy nie będzie to rzutowało na inne relacje.
              Ja jestem za relacjami opartymi na prawdzie w relacjach rodzic-dziecko, choć na
              pewno dostosowane do wieku dziecka.
        • otara Re: Świąteczna rzeczywistość... 26.12.07, 20:42
          sylwia-tak , tak własnie trzeba !! ja rownież przez całe lata
          opowiadalam synowi jak tatuś musial się wyprowadzić aby mieszkać
          bliżej pracy ( mąż zostawił nas dla kochanki ). robiłam prezenty pod
          choinkę i mówiłam że to od tatusia, opowiadalam synowi ze
          szczególami co tatuś robi w pracy , aby syn pózniej kiedy poszedł do
          szkoly również mógl-tak jak jego koledzy - pochwalić się
          tatusiem ...to ważne , bo jak może czuć się dziecko które w wieku
          powiedzmy 5-7 lat ma świadomość że tatuś go nie kocha , bo poszedł
          sobie do innej pani , i w szkole wśród kolegów stoi obok..bo nie ma
          o czym rozmawiać ??? wiesz , to tylko jeden malutki przykład , ale
          powodów dla których warto jest tak właśnie postępować z dzieckiem
          jest całe mnóstwo. tylko sflustrowana i zdesperowana kobieta powie
          tak małemu dziecku że tatuś nas porzucił... taka kobieta załatwia w
          ten sposób swoją zemstę..ale na samej sobie i na dziecku-nie na
          wspólmałżonku. bo dziecko dorośnie ( jak mój syn teraz ) i zrozumie
          samo , dlaczego tak się stalo. ale przynajmniej nie będzie typem
          wystraszonego zakompleksionego maluszka , tylko wesołym
          dzieciakiem . pozdrawiam
          • sylwiamich Re: Świąteczna rzeczywistość... 26.12.07, 20:48
            problem polega na tym że nie dziecko mąż zostawił...Ciebie
            zostawił.Wiele kobiet popełnia ten błąd...błąd w myśleniu.Tak...syn
            dorósł i nauczył się że jak są trudne tematy...kłamstwo je odwlecze
            w czasie.Żyłam z kimś takim przez 11 lat...chronił mniesmile)))
            • aron95 Re: Świąteczna rzeczywistość... 26.12.07, 21:42
              sylwiamich napisała:

              > problem polega na tym że nie dziecko mąż zostawił...Ciebie
              > zostawił.

              To jest tylko wytłumaczenie , głupie tłumaczenie się osoby odchodzącej
              I z tego tłumaczenia tak naprawdę g... wynika . Przerabiałem to.
              Tylko niewielka liczba rodziców jest odpowiedzialnymi rodzicami
              i po odejściu utrzymują kontakty z dziecmi w taki sposób aby one nie odczuwały
              odejścia tego rodzica .
              • sylwiamich Re: Świąteczna rzeczywistość... 26.12.07, 21:44
                Aron...ale to już insza inszość.Prawda, półprawda, nieprawda i gówno
                prawda....smile))
          • zonaniezona1 Re: Świąteczna rzeczywistość... 26.12.07, 20:49
            To nie chodzi o to żeby podjudzać dziecko na matkę/ojca, ale żeby nie tworzyć
            chorej sytuacji, w której matka/ojciec kłamie.

            Przynajmniej mogę zawsze spojrzeć dziecku w oczy i powiedzieć ...nie kłamałam ...
            • otara Re: Świąteczna rzeczywistość... 26.12.07, 20:55
              sylwia-ojciec niestety zostawił i mnie i dziecko...dowód-brak
              jakiegokolwiek kontaktu od 8 lat smile dziś syn nawet nie wraca do
              tematu ojca... czasem o coś spyta , ale widzę że pewne rzeczy sam
              zrozumial. natomiast cieszę się że tak a nie inaczej postępowalam
              gdyż dziięki temu nie zaszczepiłam w dziecku poczucia krzywdy i
              nienawiści do ojca.
              • sylwiamich Re: Świąteczna rzeczywistość... 26.12.07, 21:03
                Ale ja to rozumiem.Mój ojciec też się ze mną nie
                kontaktował.Zostawił matkę dla innej.I co?Moja matka nigdy mnie nie
                oszukiwała.Powiedziała jak było.Bez jadu i nadinterpretacji czy
                swoich emocji.Nie nienawidzę ojca.On dla mnie nie istnieje.Za to on
                załozył nowa rodzinę, miał 3 dzicie które oszukiwał z żoną całe
                życie.Bo zona katoliczką była, a on rozwodnikiem.Więc fakt
                posiadania już zony i dziecka skresliłby go w oczach przyszłych
                teściów.W międzyczasie zmajstrował mojej matce mojego brata...o czym
                żona nie wiedziała.Ale niedawno się wszystko wydało.Ojciec nie zyje
                od 4 lat.Jego najstarszy syn popełnił samobójstwo....może nie mógł
                znieść prawdy?
                • otara Re: Świąteczna rzeczywistość... 26.12.07, 21:09
                  no tak , była pogmatwana sytuacja u was.. ale twoja mam niestety do
                  tego się przyczyniła... mąż od niej odszedl, założył rodzinę , a ona
                  zaszła z nim w ciążę ?? wiesz , zawsze są dwie strony medalu. nie
                  sztuką jest powiedzieć dziecku jaka jest prawda ze swojego punktu
                  widzenia...ale dziecko nie zna opinii tej drugiej strony...czy
                  możesz jeszcze powiedzieć ile lat mialaś gdy mama ci powiedziala że
                  ojciec was zostawił ?? albo może inaczej-co ci powiedziala ? jak to
                  ujęła ??
                  • sylwiamich Re: Świąteczna rzeczywistość... 26.12.07, 21:16
                    No nie wiem czy powinnam zdradzać tajemnice rodzinne.Moja mama
                    powiedziała mi że chciała sprawdzić czy może go miećsmile)))A że winka
                    popiła wtedy to zaciążyła.Bo moja mama uważa że w ciążę zachodzi
                    tylko nie całkiem na trzeżwosmileŻe odszedł wiedziałam od
                    zawsze...odszedł gdy miałam 3 lata.Co powiedziała?Że stchurzył i nie
                    wytrzymał ciśnienia.Moja matka zaopiekowała się trójką swojego
                    młodszego rodzeństwa po śmierci rodziców.Powiedziała mi to
                    normalnie, bez złości.


                    Tu jest miejsce na Twoja reklamę. Kontakt:sylwiamich@gazeta.pl
                    • sylwiamich Re: Świąteczna rzeczywistość... 26.12.07, 21:20
                      stchórzył...przepraszam
                    • otara Re: Świąteczna rzeczywistość... 26.12.07, 21:21
                      tak , ale chodzi mi o to czy powiedziala ci to kiedy mialaś te 3
                      latka ?? czy póżniej , gdy byłaś już dużo starsza ? bo widzisz , ja
                      wiem bo widzialam co dzieje się z dzieckiem ( malym , jak mój syn )
                      gdy mama powiedziala że tatuś odszedl od nich , ma nową żonę i
                      nowego synka ...dziecko do dziś ma problemy emocjonalne... strasznie
                      to pzrechodzi a minęło od tamtej pory kilka lat. to była moja
                      koleżanka która zrobiła to w złości. była wściekla. tym samym
                      doprowadziła że ojciec sam zaczął się pomalu odsuwać. dziecko bylo
                      bardzo negatywnie nastawione... a teraz?? szkoda mi go , bo widzę że
                      chlopak nie radzi sobie ze sobą...
                      • sylwiamich Re: Świąteczna rzeczywistość... 26.12.07, 21:25
                        Dlatego lepiej powiedziec normalnie, niż w złości lub żeby się
                        dowiedział od kolegów.Wtedy straci i ojca i zaufanie do matki.Cudna
                        perspektywa.
                        • sylwiamich Re: Świąteczna rzeczywistość... 26.12.07, 21:28
                          codziennie muszę ogładzać sytuacje z moim byłym mężem.Nie
                          przyjeżdza, spóznia się, nie dotrzymuje słowa.Nie mam zamiaru mu
                          tego ułatwiać.A dzieci wiedzą czemu się rozwiodłam...bo z kims takim
                          żyć się nie da.To są ich układy.Ja tylko jestem zawsze na
                          wyciągnięcie ręki.
                • sylwiamich Re: Świąteczna rzeczywistość... 26.12.07, 21:10
                  Chronić dzieci można na różny sposób.Ale otaczanie kloszem utkanym z
                  kłamstw nie jest w moim stylu.I niech tak pozostanie.Może przeszłam
                  w swoim zyciu parę traumatycznych historii.Takich co to piętno
                  odciskają.Ale czy matka mnie przed nimi powinna ustrzec?Dzięki nim
                  jestem tym kim jestem.Może nie zawsze jestem z siebie dumna.Ale
                  prawdę rozróżniam od kłamstwa.I nie znam żadnego przypadku gdzie
                  kłamanie przyniosłoby jakikolwiek pożytek.Jest tylko ogonieniem
                  problemu...ale on nie znika...Twoje dziecko sobie z nim poradzić
                  musi.Samo.Zawsze samo.
            • otara ReSylwia... 26.12.07, 20:58
              ty możesz dziecku powiedzieć prawdę - że nie kłamałaś-ale czy tą
              prawdą nie skrzywdziłaś go ?? wiesz że tak małe dziecko nie zniesie
              w normalny sposób pewnych informacji. zawsze to odbije się na jego
              psychice. ale cóż-dla ciebie jest ważniejsza twoja prawda niż
              zdrowie psychiczne dziecka... dla mnie ważniejsze jest to drugie-tym
              bardziej że nie były to kłamstwa które mialy na celu skrzywdzenie
              syna , wręcz przeciwnie...
              • zonaniezona1 Re: ReSylwia... 26.12.07, 21:06
                Pozostańmy przy swoim zdaniu. Mojego dziecka ojciec nie zostawił. Ma świetny
                kontakt z synem . Jest dobrym ojcem. Ja piszę o sytuacji, którą uznaję ...czyli
                brak kłamstwa w relacjach dziecko.
                >ale cóż-dla ciebie jest ważniejsza twoja prawda niż
                > zdrowie psychiczne dziecka...
                akurat uważam zupełnie odwrotnie....
                bardziej że nie były to kłamstwa które mialy na celu skrzywdzenie
                > syna , wręcz przeciwnie...
                Cieszę się , że przynajmniej przyznajesz , że były to kłamstwa....
                • otara Re: do żony-- 26.12.07, 21:11
                  tak , były to kłamstwa, ale ileż ona radości sprawiały tak małemu
                  dziecku ... nie potrafiłabym pięciolatkowi powiedzieć że tatuś się
                  wyprowadził bo teraz ma inną rodzinę , kocha inną panią-nie mamę ,
                  itp... jak myślicie ?? jak na takie rewelacje zareaguje dziecko ????
                  • zonaniezona1 Re: do żony-- 26.12.07, 21:24
                    Ja mam inny przykład. Zostawiona kobieta z 5 letnim synem, która powiedziała o
                    tym dziecku. Więcej doprowadziła, że jej syn zna dobrze dwoje rodzeństwa
                    (dzieci ojca z kolejnego małżeństwa). Syn ma 25 lat, jest super facetem ... i
                    świeta w tym roku spędził z matką ( 1 dzień) i z ojcem|( 2 dzieńO, a na wakacje
                    jeździ ze swoim przyrodnim rodzeństwem. To też jest pozytywne rozwiązanie...
                    nieprawdaż ?
                    • otara Re: do żony-- 26.12.07, 21:30
                      tak , to świadczy tylko o tym że kobieta dojrzale podeszła do
                      sprawy. to bardzo dobrze że mają ze sobą taki kontakt. ale ja mówię
                      o sytuacji gdy tatuś zostawia nie tylko matkę ale i syna ... to
                      przykre , ale niestety ja to przerabialam i uwierzcie mi , nie
                      potrafiłabym dziecku powiedzieć czegoś takiego , podczas gdy nie ma
                      żadnego kontaktu z ojcem... co mialam powiedzieć... sory synek , ale
                      tatuś cię olał ?? ... zrobiłam jak zrobiłam i jak na razie jestem z
                      tego zadowolona.
                • zielona_ropucha Pozostańmy przy swoim zdaniu...a może jednak nie? 26.12.07, 21:20
                  Może spróbujmy przekonac sie nawzajem,co lepsze...mojego dziecka
                  ojciec tez nie zostawił...tyle tylko,że nie ma dla niego czasu,nie
                  będzie z nim siedział(to jego słowa),wiem,że go kocha,tylko moje
                  dziecko inaczej odczuwa miłość...więc jak wytłumaczyc,że nie dla
                  każdego to słowo znaczy to samo?
                  Nie lepiej utrzymać takie rozumienie miłości, które nie zrobi
                  krzywdy?

                  • zielona_ropucha Re: Pozostańmy przy swoim zdaniu...a może jednak 26.12.07, 21:23
                    Moje dziecko wie,że tata nie kocha mamy...pytał tylko ciągle
                    dlaczego...więc mu powiedziałam,że czasami tak bywa.
                    • takasoobie Re: Pozostańmy przy swoim zdaniu...a może jednak 26.12.07, 21:35
                      Jestem pewna, ze dzieci naturalnie wyczuwają kłamstwo i fałsz i nie
                      ma co zapodawać sciemy, ze tata nie ma czasu, dużo pracuje itd.
                      Uważam, że wiek dziecka nie ma tu znaczenia, ważne jest jak mu to
                      przekażemy.
    • jp66 Re: Świąteczna rzeczywistość... 26.12.07, 21:27
      Dziewczyny czy zawsze moje wątki muszą wywoływać awantury ? Spokojnie , świeta
      jeszcze są... smile
      Jeśli pozwolicie sie wtrącić - uważam ze kłamstwa ( jakiekolwiek) sa złem, a
      przekazac informacje w zrozumiały i jasny sposób dla dziecka, nawet małego,
      mozna i powinno sie to robić.
      • sylwiamich Re: Świąteczna rzeczywistość... 26.12.07, 21:30
        Jp///to nie awantura tylko dyskusjasmile))Kobiety tak ze sobą
        rozmawiają....i takie nas trzeba kochać...pod grożbą kary
        smiercismile)))
        • zielona_ropucha Re: Świąteczna rzeczywistość... 26.12.07, 21:34
          No właśniesmile
          Dyskusja ....
          Szkoda,że nie można stwierdzić,kto ma racjęsmile
      • lapina Re: Świąteczna rzeczywistość... 26.12.07, 21:35
        Zgadzam się z jp66 kłamstwa zawsze są złem. Dziecku trzeba mówić
        prawdę, oczywiście dostosowaną do wieku. Moze czasami warto nie
        mówić wszytskiego...
        Smutne to bardzo, tym bardziej jeszcze smutne, ze w kontekście
        świąt.
        Pozdrawiam Ciepło i serdecznie szczególnie jp66
Inne wątki na temat:
Pełna wersja