potomstwo-czasem myślę, że nie miałam prawa...

02.01.08, 12:57
Przyszły kolejne święta, to już (a raczej dopiero) trzecie w innym
składzie, bo bez Ex-a.
Do tej pory kupował dzieciarni prezenty (dodam, że czasem
nieprzyzwoicie drogie) z okazji urodzin czy świąt. W tym roku córka
przyjechała lekko stropiona i strapiona, ponieważ dostała...na busa
do domu. I ani słowa na ten temat oprócz zdziwienia, że w tym roku
nie jedzie na narty z klasą.
Nie trzeba wielkiego wysiłku umysłowego, by się domysleć, z jakiego
powodu taka zmiana nastawienia- na wakacjach sąd podniósł kwotę
alimentów z 200 do 500PLN na dziecko. Oświadczył wtedy dzieciom,
że "każdy prezent od mamy będzie w połowie od niego, bo według
niego po 400 by im wystarczyło".
Miałam jednak nadzieję, że to takie bleblanie, a jeśli już, to choć
jakiego drobiazga kupi-czekoladę czy byle co. Tymczasem zachowywał
się jak gdyby nic i spokojnie przygotowywał do wypadu sylwestrowego
z sympatią na drugi koniec Polski.
Czasem nie jestem do końca pewna, czy miałam prawo zabierać im te
różowe okulary, przez które patrzyły na Tatę...
    • tricolour Masz wręcz obowiązek, a nie tylko prawo... 02.01.08, 13:19
      ... dbać o dzieci, a to dbanie to także finanse. 200zł jest kwotą śmieszną więc
      niech były mąż nie narzeka tylko wstydzi się.

      Jedyne tylko, co mnie zastanawia, facet zgodził się na 400, a nie zgodził sie na
      500 - a to niewielka róznica. Dyskutowaliście o tym przed rozprawą sądową o
      podwyższenie alimentów? Co wtedy powiedział?
      • a.niech.to Re: Masz wręcz obowiązek, a nie tylko prawo... 02.01.08, 13:38
        Składam autograf
      • clio11 Re: Masz wręcz obowiązek, a nie tylko prawo... 02.01.08, 13:43
        "Dyskutowaliście o tym przed rozprawą sądową o
        podwyższenie alimentów? Co wtedy powiedział?"

        Przed rozprawą dostał do ręki moją "buchalterię" z całego roku, tj.
        zestawienie wszystkich ponoszonych przeze mnie wydatków na dzieci.
        Przejrzał pobieżnie i stwierdził, że "sąd rozstrzygnie o tym za
        chwilę; my możemy porozmawiać o przyjemniejszych rzeczach".
        Po rozprawie wyszedł mocno markotny a na moje usprawiedliwienie, że
        ta podwyzka tylko z tego powodu, iż ja teraz o wiele mniej zarabiam
        rzucił sucho "to zmień pracę".
        Ale je nie o tym, chodzi mi bardziej o to, że do tych świąt
        zachowywał się jak najnormalniejszy na świecie rodzic, a teraz
        urządza manifestacje, na skutek których tylko i wyłącznie dzieci
        zrażają się do niego. Mi jest przykro, owszem, ale nie wymagam od
        niego, by mi sprawiał przyjemności przecież, natomiast dzieci to
        jednak dzieci i chyba naturalne jest, że o ich zdrowie i
        samopoczucie powinniśmy się troszczyć oboje.
        Zauważyłam jednak, że Ex egzekwuje szacunek należny rodzicowi, ale
        zapomina o podstawowych rzeczach, takich jak dbałość o to, by komuś
        z nim było też fajnie i by kochał go nie dla tego, że powinien, a że
        po prostu...no, po prostu.






        • a.niech.to Re: Masz wręcz obowiązek, a nie tylko prawo... 02.01.08, 14:00
          clio11 napisała:

          > Zauważyłam jednak, że Ex egzekwuje szacunek należny rodzicowi, ale
          > zapomina o podstawowych rzeczach, takich jak dbałość o to, by
          komuś
          > z nim było też fajnie i by kochał go nie dla tego, że powinien, a
          że
          > po prostu...no, po prostu.
          Szacunku nie da się wyegzekwować *żadnym* sposobem, nie jest on
          także należny z tytuł piastowania urzędu ojca/matki. Egzekucji
          podlega jedynie posłuszeństwo, nie mylić z szacunkiem.
          >
          >
          >
          >
          >
        • tricolour Z mojego punktu widzenia... 02.01.08, 14:20
          ... faceta, który płaci alimenty:

          Nie jest przyjemna podwyżka alimentów tak samo jak nie jest przyjemna podwyżka
          jakichkolwiek opłat. Z tłumaczenia, że to na własne dziecko, niewiele wynika, bo
          każdy wydatek (nawet najbardziej "własny") to wszak wydatek i w kieszeni
          pozostaje mniej.

          Daj więc odrobinę czasu facetowi - niech sie przyzwyczai do podwyżki, o ile
          płaci alimenty w zasądzonej wysokości. Nie rozumiem trochę Twoich oczekiwań, bo
          "odbierasz" byłemu mężowi prawo do kręcenia nosem w niewygodnej sytuacji - ja
          bym raczej oczekiwał regularnych wpłat POMIMO kręcenia nosem.

          No i rzecz ostatnia: jeśli facet będzie razem z Tobą troszczył sie dzieci, to
          bedzie wspaniale. Jeśli zostawi Cię samą z problemami (ale i radościami)
          macierzyństwa - to będzie to norma.
          • a.niech.to Re: Z mojego punktu widzenia... 02.01.08, 14:42
            tricolour napisał:

            > No i rzecz ostatnia: jeśli facet będzie razem z Tobą troszczył sie
            dzieci, to
            > bedzie wspaniale. Jeśli zostawi Cię samą z problemami (ale i
            radościami)
            > macierzyństwa - to będzie to norma.
            Wyjątek od zasady: facet szkodzi własnym dzieciom.
            • clio11 Re: Z mojego punktu widzenia... 02.01.08, 14:48
              Określiłabym to raczej w ten sposób-facet szkodzi własnemu
              wizerunkowi rodzica.
              • a.niech.to Re: Z mojego punktu widzenia... 02.01.08, 14:55
                Masz rację. Dziecko oswaja się z prawdą, co dzieje się nie bez
                cierpienia, a poźniej przechodzi do porządku dziennego. Czasem taki
                proces trwa dość długo.
              • zonaniezona1 Re: Z mojego punktu widzenia... 02.01.08, 21:23
                Rozumiem, że wszystko jest kwestią skali - dla jednych 1000 zł to niewiele, dla
                innych 200 zł to wystarczająco.
                Oczywiście, że ojcu nie musi być łatwo. Jak decydował się na dzieci nikt mu nie
                obiecywał, że posiadanie dzieci to same radości.
                Dziecku nie musisz tłumaczyć ...jeśli dostało na busa...to na pewno zrobiło mu
                się smutno. Generalnie - faktycznie ojciec szkodzi własnemu wizerunkowi ojca u
                dzieci. Ty masz prawo i obowiązek dbać o nie ...jeśli tego nie czyni ojciec. I
                tyle....
          • clio11 Re: Z mojego punktu widzenia... 02.01.08, 14:43
            Ech, Tri...
            Nie rozumiem, czego nie rozumieszwink
            JA nie mam oczekiwań względem Ex-a. Niech kręci nosem ile wlezie,
            jak słusznie napisałeś-ma prawo, przynajmniej teoretycznie.
            Chodzi mi o oczekiwania naszych dzieci, a nie oczekują wiele, uwierz
            mi-zwykłych dobrych chęci, które złożył w ofierze jakimś swoim
            zasadom i durnej konsekwencji-pokazać, że jak nie byłaś grzeczna, to
            będę się obrażał, choćby na dzieci.
            Z tego powodu mam wątpliwości, czy nie było lepiej zostawic tego jak
            było-200PLN miesięcznie i mp3 lub wypasione telefony na urodziny.
            Przynajmniej miały świadomość, że mają super-tatę, a nie liczykrupę.
            Mimo podwyzki alimnetów nie kupuję im takich rzeczy, bo w pierwszym
            rzędzie stawiam potrzeby tzw wyższe, potem jedzenie i ciuchy (dla
            nich, dla siebie kupuję z drugiej ręki jeśli już), a gadżety są im
            według mnie o wiele mniej potrzebne niż poczucie, że jest ktoś, na
            kogo mogą zawsze liczyć. W zasadzie to jestem nawet przeciw, nie
            wiedzie mi się na tyle dobrze, by moje dziecko szpanowało ericssonem
            1500-100900
            • julka1800 Re: Z mojego punktu widzenia... 02.01.08, 14:59
              Clio11, rozumiem Twoje rozterki.
              Pytanie jest w takim razie nastepujace: czy podwyzka alimentow byla
              Ci potrzebna, bo nie radzilas sobie az tak z sytuacja finansowa, ze
              kazdego miesiaca siadalas i zastanawialas sie czy oplacic w tym
              miesiacu czynsz czy biezacy i zalegly rachunek za telefon, czy tez
              owa podwyzka byla raczej podyktowana faktem braku takowej przez
              ostatnie 5 lat i poprawieniem swojej sytuacji finansowej w
              kategoriach "bedzie mnie stac na kurtki dla dzieci ze sklepu a nie z
              ciuchlandu".
              Roznica moze niewidoczna dla laika golym okiem, dla niektorych moze
              byc znacząca.
              • clio11 Re: Z mojego punktu widzenia... 02.01.08, 15:44
                Odpowiadam zatem. Wypowiedź jest oczywiście czysto subiektywna i z
                góry zakładam, że można ją interpretować wedle własnych, także
                czysto subiektywnych, doświadczeń:
                -od maja moje pobory, na skutek niezależnych ode mnie wydarzeń-
                uległy obniżeniu do najniższej krajowej, zatem mając do dyspozycji
                alimenty w poprzedniej wysokości oraz nieco ponad 600PLN, nawet
                dorabiając sobie handlem ciuchami na Allegro-nie jest łatwo utrzymać
                dwoje nastolatków, nie wspomnę już o dodatkowych zajęciach z języków
                czy jakichkolwiek innch "fanaberiach" wink
                -w ostatnie wakacje dzieci pomagały mu wybierać w zagranicznym
                butiku młodzieżowe spodnie (żeby była jasność -dość drogie i nie dla
                nich, a dla niego) oraz prezenty dla obecnej jego sympatii (nie były
                też tanie), nie widzę więc powodu, dla którego one miałyby się
                ubierać w ciuchlandzie, a ojciec w zagranicznym, markowym sklepie
                (co innego ja-mnie nie alimentuje), wszak mądrzejsi ode mnie
                wymyślili zasadę zrównania poziomów życia. Wszyscy znamy nastawienie
                polskich sądów do ojców, mnie też się to nie podoba, ale dopiero
                teraz widzę, że są to bardzo typowe problemy. Kiedyś się z tego
                smiałam, jak ludzie mogą się kłócić w sądzie o 50zł. sama byłam
                świadkiem takiego "targu" pomiędzy sędziną a Ex-em. Było to doprawdy
                żenujące. Twierdzę, że był to dla niego nie tyle cios wymierzony w
                jego finanse, bo zniósłby podwyżkę dwa razy taką, ile cios w jego
                urażoną ambicję i rozrośnięte nienaturalnie "ego".
                Między nami-sprawa w sądzie o tę podwyżkę była moją osobistą
                porażką, ponieważ zawsze jakośtam się dobadywaliśmy w sprawach
                wydatków i nie potrzebowalismy arbitrów. Moje oczekiwania czy prośby
                dotyczące potrzeb dzieci nie uległy po obniżce moich poborów nagłej
                zmianie i wszelkie wydatki ponosilismy przeważnie (przecież nie będę
                sms-owac za granicę, że dziś zapłaciłam 100zł u dentysty i żeby mi
                oddał) wspólnie pomimo tego, że zarabiałam mniej. Tymczasem w pewnym
                momencie Ex poczuł się chyba naciągany (o ile można się poczuć
                naciąganym płacąc po 200zł na dziecko i po połowie na wakacyjne
                wyjazdy).
                Gdybym zarabiała tyle co kiedyś, sprawa o podwyższenie alimentów po
                prostu by nie miała miejsca, bo przestałby się dokładać i szlus, ja
                miałabym to w najgłębszym poważaniuwink
                Ta sytuacja jest dla mnie "nie halo" ale naprawdę nie ze względu na
                te cholerne pieniądze, lecz jego stosunek i postępowanie wobec
                dzieci, które właściwie należłoby okreslić jako manifestację.
                Tylko... czego?

            • onionka Re: Z mojego punktu widzenia... 03.01.08, 15:26
              jesli wolisz "wypasione MP3" i inne frykasy to racze odpusc
              codzienne wymagania. Wybierz co wolisz.
          • ronja.r Re: Z mojego punktu widzenia... 02.01.08, 16:18
            tricolour napisał:

            > No i rzecz ostatnia: jeśli facet będzie razem z Tobą troszczył sie dzieci, to
            > bedzie wspaniale. Jeśli zostawi Cię samą z problemami (ale i radościami)
            > macierzyństwa - to będzie to norma

            NORMA? Ma to byc normalne ze zostawi ja sama z problemami?
            Dziwne jakies postrzeganie sprawy.
            Tak, tak...wiem. W Polsce nikogo to nie dziwi...ale ludzie...zauwazcie ze
            wlasnie to nie jest normalne ze ojcowie po rozwodzie zostawiaja kobiete sama z
            problemami.
            Przestancie chwalic w nieboglosy facetow ktorzy maja dobry kontakt z dziecmi,
            ktorzy placa bez krzywienia nosa, dla ktorego jest normalne ze nie jest tylko
            niedzielnym tata z prezentami.
            W innych krajach to funkcjonuje wiec dlaczego by nie mialo w Polsce?
            Nie bedzie jesli bedzie sie pisalo, mowilo ze to "norma" gdy facet nie zajmuje
            sie swoimi dziecmi.
          • artemisia_gentileschi Re: Z mojego punktu widzenia... 02.01.08, 17:03
            tricolour napisał:

            > No i rzecz ostatnia: jeśli facet będzie razem z Tobą troszczył sie
            dzieci, to
            > bedzie wspaniale. Jeśli zostawi Cię samą z problemami (ale i
            radościami)
            > macierzyństwa - to będzie to norma.

            Sqrwysynstwo takie jak wypiecie sie na wlasne dzieci NIE JEST
            normalne - choc niestety dosc powszechne.
            • tricolour Niekoniecznie skur... syństwo. 02.01.08, 18:02
              Relacje exów po rozwodzie są najczęściej naiwne i nieprzemyślane. Żona mówi "nie
              będę ci utrudniała kontaktów z dzieckiem" nie definiując "nieutrudniania".
              Ojciec rozumie, że może przychodzic kiedy chce... i konflikt gotowy. Podobnie
              jest z innymi sprawami dzieci: wyjazdami, wakcjami, alimentami itp.

              Kiedy ludzie nie mogą się dogadać, to obojętność jest dobra.
              • artemisia_gentileschi Re: Niekoniecznie skur... syństwo. 02.01.08, 20:38
                Obojetnosc wzgledem siebie, ale nie wzgledem dziecka! Wizyty,
                wakacje, wydatki - to wszystko sa rzeczy do ustalenia, a dobro
                wlasnego dziecka powinno byc wartoscia nadrzedna, ktorej
                podporzadkowuje sie cala reszte. Dobre kontakty z eksem czy eksia
                nie spadaja z nieba, trzeba sobie to wypracowac (ilez to razy sama
                musze zaciskac zeby zeby nie powiedziec czegos za duzo) ale dla
                dobra wlasnych dzieci - warto.
                • movisz To jest skur... syństwo. 02.01.08, 20:48
                  Wedlug mnie nie warto. W ten sposob podporzadkowujesz
                  sie widzimisie tatusia. Pewnego dnia bedziesz miala gorszy dzien
                  i wymksnie ci sie co myslisz o nim i on w ramach ukarania ciebie
                  odbije sobie na dzieciach. Wtedy bedzie szok dla dzieci.
                  Jak ktos jest swinia to i tak predzej czy pozniej odbije sie to na
                  dzieciach.
                  Jestem zwolenniczka przygotowywania dzieci a nie
                  ukrywania/tuszowania ze tatus jest OK jak nie jest.
                  • artemisia_gentileschi Re: To jest skur... syństwo. 02.01.08, 20:55
                    Twoj wybor. Ja nie zamierzam sie handryczyc o duperele i utrudniac
                    Mlodym zycia jeszcze bardziej (sa bardzo zwiazane z ojcem). I nie
                    podporzadkowuje sie pod widzimisie eksa - po prostu mamy jasno
                    ustalone zasady. Dopoki ich przestrzega, nie mam powodu by mi sie
                    cos wymsknelo.
                    • movisz Re: To jest skur... syństwo. 02.01.08, 21:35
                      Powodzenia.
                      Mam nadzieje ze bedziesz miala lepsze doscwiadczenia z
                      zaciskaniem zebow niz ja. Robilam dokladnie tak samo dla dobra
                      dzieci, tuszowalam jak moglam ze tatus jest swinia zeby tylko
                      dzieci nie cierpialy i tatus je chcial. Do czasu. Przyszedl moment
                      ze brak bylo juz sil i wtedy szok dla dzieci. Uwazam ze to byla moja
                      wina bo przedstawialam go zawsze w jasnym swietle ale to nie bylo
                      jego swiatlo. On byl zawsze gdzies miedzy szarym przydymionym
                      swiatlem a zgnila sraczkowata zielenia.
                      Ja tez nie handryczylam sie o duperele.
                      Mnie chodzi o sytuacje wlasnie jak nie trzymal sie ustalonych zasad
                      • artemisia_gentileschi Re: To jest skur... syństwo. 02.01.08, 21:46
                        Zaciskanie zebow dotyczy roznych zaszlosci, ktore generalnie nie sa
                        tematem dla dzieci. Moj eks, chociaz mam o nim bardzo niepochlebne
                        zdanie i zareczam ze bez powodu sie nie rozwiodlam - z dziecmi jest
                        bardzo zwiazany. Na razie caly uklad funkcjonuje bez wiekszych
                        zgrzytow, wiec moge tylko sie z tego cieszyc, a wlasne marzenia zeby
                        eksa wiecej na oczy nie ogladac musze sobie darowacsmile
    • ronja.r Re: potomstwo-czasem myślę, że nie miałam prawa.. 02.01.08, 13:41
      clio11 napisała:

      > Czasem nie jestem do końca pewna, czy miałam prawo zabierać im te
      > różowe okulary, przez które patrzyły na Tatę...

      Daj spokoj, przeciez facet jest smieszny. Korona z glowy ojca spadla, i dobrze.
      Predzej czy pozniej wyszlo by szydlo z worka. Faceci potrafia sie urzadzic.
      Placic niskie alimenty aby kupowac drogie prezenty...kosztem matki oczywiscie
      ktora jest ta sknera, zrzeda itp itd. Facet jest na tyle bezczelny ze zwala na
      Ciebie cala wine...Fuj...
      Glowa do gory, mialas prawo.

      • aron95 ronja.r 02.01.08, 22:11
        cóż Ty tak ostro nastawiona do facetów ?? Komentując postępowanie jednego faceta
        piszesz w liczbie mnogiej .
        Kobiety nic lepsze nie sa postawić je w sytuacji "facetów alimenciarzy"
        będą jeszcze gorsze od nich
    • sadaga Re: potomstwo-czasem myślę, że nie miałam prawa.. 02.01.08, 13:44
      zgadzam się z tri. uważam ze miałaś prawo i obowiazek, przecież 200
      zł to naprawdę mała kwota. chyba nikt zdrowo myslacy nie mysli ze za
      to utrzymasz dziecko, nawet jeśli też 200zł ze swojej strony
      dorzucisz. a co tych okularów - niczego dzieciom nie zabrałaś. to
      twój ex się odkrył. po prostu. przykre to, ale nic na to nie
      poradzisz. nie obwiniaj się!
      • a.niech.to Re: potomstwo-czasem myślę, że nie miałam prawa.. 02.01.08, 15:00
        sadaga napisała:

        > a co tych okularów - niczego dzieciom nie zabrałaś. to
        > twój ex się odkrył. po prostu. przykre to, ale nic na to nie
        > poradzisz. nie obwiniaj się!
        Nie pozwól sobie też narzucić poczucia winy za taką czy inną
        działalność exa. Ex odpowiada za siebie, Ty *wyłącznie* za siebie.
        Przejmowanie za niego odpowiedzialności to cecha wspołuzależnienia.
    • plujeczka Re: potomstwo-czasem myślę, że nie miałam prawa.. 02.01.08, 13:51
      i coż Twój eksio dobił do innych " cudownych , skner' tatusiów.Na
      pocieszenie mój maż dzielnie z pomoca adwokata walczył o odebranie
      córce u w a g a ....100zł ,co się na szczeście nie udało a ile
      zapłacił za usługę papugi-moge sie domyslać, sprawa trwała 2
      lata !!!!zadnych dodatkowych pieniedzy młoda nie dostaje, musiałam
      zrezygniwać z kursu j. angielskiego, nie zrobiła certyfikatu itp.od
      2 lat jej nie widział ale o tym juz pisałam.
    • julka1800 Re: potomstwo-czasem myślę, że nie miałam prawa.. 02.01.08, 14:20
      Clio11, moge Ci podac reke.

      Podwyzka alimentow wywalczona latem w Sądzie po 100zl na dziecko
      (jest na papierze). Prezentow na Gwiazdkę nie bylo. Za to byla
      niemila wymiana zdan, czego zupelnie sie nie spodziewalam po tak
      dlugim okresie.

      Chcesz rady? Oddziel Exa od siebie GRUBA KRESKA. A dziecko juz
      swojego tate podsumowalo. W glowie.
      • a.niech.to Re: potomstwo-czasem myślę, że nie miałam prawa.. 02.01.08, 14:53
        julka1800 napisała:

        > Chcesz rady? Oddziel Exa od siebie GRUBA KRESKA. A dziecko juz
        > swojego tate podsumowalo. W glowie.
        Uzupełnię: z czasem nauczysz się być dla młodych matkojcem. Brzmi to
        przerażająco, ale z pewną praktyką przestaje takim być. Kiedy próby
        i nieuniknione błędy będą za Tobą, zaczniesz wyczuwać granicę, na
        której kończą się babskie kompetencje. Wtedy możesz wskazać palcem
        na faceta-konsultanta z najbliższego otoczenia.
        • libra22 Re: potomstwo-czasem myślę, że nie miałam prawa.. 02.01.08, 17:48
          No cóż, ja chyba jestem wrednawa, bo nie obchodziłoby mnie na Twoim miejscu, jaki wizerunek sam sobie stwarza w oczach dzieci. To jego problem, nie Twój. Nie jestes jego matką, żeby się o to martwić. Możesz mu to tylko uświadomić, np w smsie.
    • z_mazur Re: potomstwo-czasem myślę, że nie miałam prawa.. 02.01.08, 17:51
      Może to zabrzmi niepopularnie, na tym dosyc kobiecym jednak forum, ale w stwierdzeniu faceta, że prezenty kupione przez mamę są w połowie sfinansowane przez niego, tkwi sporo prawdy.

      Większośc kobiet w rozliczeniu nakładów na dzieci ujmuje sporo różnych dosyc specyficznych pozycji, ale mało która odejmuje od tego nakłady, które ponosi ojciec na dziecko poza płaconymi alimentami, a często są to spore kwoty. Podwiezienie, odebranie dziecka np. samochodem, wyjście do kina, albo na jakąś inną atrakcję, typu kręgle, czasem wyżywienie dziecka przez parę dni w miesiącu co często stanowi ponad 10% czasu opieki nad dzieckiem, nawet jeśli dziecko spędza u ojca tylko dwa weekendy (co jest standardem stosowanym przez nasze sądy), w tym czasie można by doliczyc również wydatki na zużyte podczas pobytu dziecka media itp. (kobiety często tak skrupulatnie wyliczają wydatki poniesione na dziecko). Jeśli do tego doliczyc jeszcze wydatki np. na spędzenie z dzieckiem ze dwóch tygodni wczasów w wakacje, robią się w skali roku już konkretne kwoty. Nie spotkałem się jeszcze z matką, która by zrezygnowała z alimentów w miesiącu w którym ojciec opiekuje się dzieckiem.

      Jak już pisałem, pewnie to co napisałem powyżej spotka się z atakiem o małostkowośc itp., ale takie są fakty czasem trudne dla matek do zaakceptowania i często bagatelizowane.
      • ronja.r Re: potomstwo-czasem myślę, że nie miałam prawa.. 02.01.08, 18:18
        Masz racje, to tez koszty...ale raczej wszyscy zdaja sobie z tego sprawe. A ze
        matka nie zgodzi sie aby ojciec nie placil za miesiac gdy dziecko jest z ojcem
        gdyz alimenty sie placi nie tylko na wyzywienie.
        Na ogol sad bierze pod wzglad to ze ojciec jest aktywny przy orzekaniu o alimentach.
        • z_mazur Re: potomstwo-czasem myślę, że nie miałam prawa.. 02.01.08, 21:40
          Oczywiście, że nie płaci się ich tylko na wyżywienie, ale czy którakolwiek matka przygotowując dla sądu zestawienie wydatków na dziecko uwzględniając stałe miesięczne wydatki związane z wyżywieniem i mediami mnoży je przez 11 ?

          Ojciec w miesiącu, w którym opiekuje się dzieckiem ponosi podwójne wydatki, bo nie dośc, ze płaci alimenty, to jeszcze utrzymuje dziecko przez miesiąc, a matka w tym momencie tych wydatków nie ponosi. Jakoś kłóci się to z moim poczuciem sprawiedliwości.
      • cathy_bum Re: potomstwo-czasem myślę, że nie miałam prawa.. 02.01.08, 18:28
        Zgodzę się z Tobą, że prezenty kupione przez mamę są w połowie
        sfinansowane przez ojca. O ile jednak też nakłady taty na dzieci są
        godziwesmile
        Mam świadomość rzeczywistego współfinsowania przez exa wszelkich
        wydatków związanych z naszą wspólną córką. Co więcej pokuszę się
        nawet o stwierdzenie, że jego wkład finansowy jest większy niż mój
        (dlatego na siebie biorę cała logistykę związaną choćby z zakupem
        sprzętu sportowego, organizacji ekwipunku wyjazdowego etc). I moje
        dziecko też wie, że tata płaci na jej utrzymanie i rozmaite
        ekstrasy. A nowy komputer, biurko czy zabawki nie są tylko z mamy
        pieniędzy. Ale też mój ex zadeklarował kwotę alimentów na utrzymanie
        córki, która znacznie przekracza poziom podstawowego zaspokojenia
        jej potrzeb. Z drugiej strony ma po prostu ochotę dania dziecku
        czegoś "tylko od siebie". I już.
        Nie rozumiem jednak, jak można mówić o współfinansowaniu rozmaitych
        dodatkowych potrzeb dzieci (w tym choćby prezentów), jeśli kwota
        alimentów nie starcza nawet na podstawowe jedzenie. Tu dla mnie
        przykładem negatywnym jest ex mojej pewnej koleżanki, który płacąc
        niewysoką kwotę alimentów (zgodziła się na taką, m.in. żeby ex miał
        właśnie kasę na prezenty i przyjemności dzieciarni), wciąż obiecuje
        im drogie prezenty. I każe je kupować matce, odliczając z kwoty
        alimentów! Nie troszcząc się o to, czy aby te dzieci po
        przepuszczeniu całej kwoty na jego obiecanki będą miały co jeść. I
        złoszcząc się, że ex nie zamierza się jego pomysłom podporządkować.
        Ani wmawiać dzieciom, że nowy sprzet narciarski jest "od tatusia",
        skoro całą kwotę wyłożyła albo ona, albo jej rodzice lub next.
      • artemisia_gentileschi Re: potomstwo-czasem myślę, że nie miałam prawa.. 02.01.08, 20:50
        z_mazur napisał:

        > Nie spotka
        > łem się jeszcze z matką, która by zrezygnowała z alimentów w
        miesiącu w którym
        > ojciec opiekuje się dzieckiem.

        Ja nie sciagam (zasadzonych!) alimentow od eksa. Ustalilismy opieke
        naprzemienna, miesiac w miesiac, kto sie zajmuje Mlodymi ten placi
        rachunki, wiec egzekwowanie alimentow byloby nie fair.
      • libra22 kazdy przypadek jest inny Chłopaku 02.01.08, 23:11
        Chłopaku - mój eks łoży miesięcznie ok 18% swoich dochodów na syna (a są to całkiem dobre alimenty). Poświęca mu ok 16% czasu w miesiącu i to głównie w weekendy, pozwalając mu grać na komputerze. Bardzo mało uczestniczy w tej szarej i męczącej czasem codziennosci. Nie dlatego, że ja go odcinam - dlatego, że mu tak wygodnie. Po odjęciu alimentów pozostaje mu dochodu na siebie 3krotność tego co na miesiąc przypada na jego syna. W wakacje jedzie do swoich rodziców z nim, gdzie wydaje tylko na swoje piwo. Ja staram się gdzieś wyjechać, coś pokazać, uatrakcyjnić. Po zeszłorocznych wakacjach do dziś nie mogę wyjść z debetu. Nie czuję się winna temu, że za miesiąc kiedy on jest z synem płaci alimenty mniejsze o jedynie 18%. Ani temu, że prosze go o finansowanie pewnych rzeczy dla małego. To nasz jedyny syn i jego wykształcenie miało opierać się na finansach zabezpieczanych przez jego ojca, bo ja pozostałam w dużo mnie płatnej pracy, żeby w zamian mieć więcej czasu na opieke nad nim.
        Nadal sprawuję większą opiekę, za to nie mam mozliwości finansowych.
        Dodam, że nie ja zdradziłam, nie ja chciałam rozwodu.
        Więc możesz pisać, co chcesz, ale ja nie poczuję się winnasmile

        Dodam, że doceniam to że eks jest bardzo w porządku pod względem finansowym względem syna patrząc na wiele historii tu. Tylko obawiam się, że jest to do czasu, gdy spotka kogoś z kim będzie chciał sobie układać życie. Ale nie lubię martwić się na zapaswink
        • sylwiamich Re: kazdy przypadek jest inny Chłopaku 02.01.08, 23:20
          E tam...po 5 latach niepłacenia można się przyzwyczaićsmileWiem to po
          sobie.I do drogich prezentów się można przyzwyczaić.I do uwag
          dotyczących wychowywania dzieci.Mam na to jedno zdanie...niezmiennie
          to samo od prawie 5 lat:
          -Twoje dzieci umarły z głodu.TE są mojesmile))
          I co mi jakikolwiek sąd zrobi?Tyle samo co mojemu byłemusmile))
          • aron95 Re: kazdy przypadek jest inny Chłopaku 02.01.08, 23:25
            mazur podsunął mi pomysł - zamiast alimentów niechby Ex zabierała młodego
            gdzieś ...hm tylko on nie zawsze chce .
            • sylwiamich Re: kazdy przypadek jest inny Chłopaku 02.01.08, 23:29
              Widzisz Aron..tylko się nadarza okazja i najchętniej byś się dziecka
              z domu pozbył.Nie tak jak te wszystkie kobiety co pazurami dziecka
              nie dają.Naucz się kochać wreszcie.I do tego juz pomoc domową masz,
              nie?To z czym Ci tak ciężko?smile)))
              • aron95 Re: kazdy przypadek jest inny Chłopaku 02.01.08, 23:35
                Nie napisałem że mi ciężko i nie napisałem że się młodego chce pozbywać
          • tricolour "Twoje dzieci umarły z głodu... 02.01.08, 23:40
            ... TE są moje" - piękne. Już dawno nic mi sie tak nie podobało...

            smile)
            • libra22 Re: "Twoje dzieci umarły z głodu... 02.01.08, 23:43
              Piękny przykład asertywności i stawiania granicwink I niewdawania się w gierki i poczucie winysmile
              • a.niech.to Re: "Twoje dzieci umarły z głodu... 03.01.08, 10:42
                Najlepsze są zawsze jasne sytuacje.
    • movisz Re: potomstwo-czasem myślę, że nie miałam prawa.. 02.01.08, 20:12
      clio11 napisala:
      Ta sytuacja jest dla mnie "nie halo" ale naprawdę nie ze względu na
      te cholerne pieniądze, lecz jego stosunek i postępowanie wobec
      dzieci, które właściwie należłoby okreslić jako manifestację.
      Tylko... czego?

      Wedlug mnie to niedojrzalosci i w ten sposob karze cie ze cos jest
      nie po jego mysli. Nie obchodza go zranione uczucia dzieci bo on
      nie kieruje sie dobrem dzieci tak jak ty jedynie tym co jest dobre
      i wygodne dla niego.
      Ty nie wiesz ze wiekszosc facetow zniszczy siebie i relacje z
      dziecmi zeby postawic na swoim?
      Procz tego moze slucha podszeptow sympatii bo oni rzadko kiedy
      mysla samodzielnie i ona go utwierdza w przekonaniu jak bardzo jest
      wykorzystywany.
      W takiej sytuacji marzyloby sie by dzieci go olaly skoro i tak
      spotkania z nim koncza sie zawodem dla nich i urazonymi uczuciami
      ktore lecza pewnie przez dlugi czas. Do nastepnego razu. I tak w
      kolko.



      tricolour napisał:

      > No i rzecz ostatnia: jeśli facet będzie razem z Tobą troszczył
      sie dzieci, to
      > bedzie wspaniale. Jeśli zostawi Cię samą z problemami (ale i
      radościami)
      > macierzyństwa - to będzie to norma

      Wlasnie pod slowem "norma" Tri mial na mysli: "powszechne" i taka
      jest niestety prawda.


      z_mazur napisal:
      Może to zabrzmi niepopularnie, na tym dosyc kobiecym jednak forum,
      ale w stwierdzeniu faceta, że prezenty kupione przez mamę są w
      połowie sfinansowane przez niego, tkwi sporo prawdy.

      Problem chyba tkwi w tym ze wychowujac dwojke dzieci i ledwo
      zaspakajajac podstawowe potrzeby nie ma sie juz na prezenty. Owe
      alimenty sa na pomoc w codziennym zyciu. Moze zeby byc w porzadku
      do tatusia mozesz przypominac dzieciom ze kazde drugie uzycie
      papieru toaletowego jest w prezencie od tatusia.
      A jak zrekompensowac te 15 razy wiecej czasu jaki poswieca matka
      dzieciom w miesiacu? Licze ze kochany tatus zajmuje sie dziecmi co
      drugi weekend (4 pelne dni w miesiacu).
      Tatus ma wiecej wolnego czasu wiec moze pracowac nadgodziny. To
      powinny brac pod uwage sady polskie.

      • z_mazur Re: potomstwo-czasem myślę, że nie miałam prawa.. 02.01.08, 21:35
        > Problem chyba tkwi w tym ze wychowujac dwojke dzieci i ledwo
        > zaspakajajac podstawowe potrzeby nie ma sie juz na prezenty. Owe
        > alimenty sa na pomoc w codziennym zyciu. Moze zeby byc w porzadku
        > do tatusia mozesz przypominac dzieciom ze kazde drugie uzycie
        > papieru toaletowego jest w prezencie od tatusia.
        > A jak zrekompensowac te 15 razy wiecej czasu jaki poswieca matka
        > dzieciom w miesiacu? Licze ze kochany tatus zajmuje sie dziecmi co
        > drugi weekend (4 pelne dni w miesiacu).

        Tak czułem, że moje stwierdzenie wywoła emocjonalne posty.
        Opieka nad dzieckiem to swego rodzaju przywilej. Ja go zostałem pozbawiony. Nie wiem jak inni ojcowie, ale gdyby moja była żona spróbowała użyc takiego argumentu (o czasie poświęcanym na opiekę), to powiedziałbym od razu, że mogę się zaopiekowac córką chocby od jutra i nie będę chciał od niej grosza więcej niż kwotę alimentów które ja jej teraz płacę. I byłbym jeszcze szczęśliwy, bo dla mnie każda minuta poświęcona córce to przyjemnośc, której zostałem pozbawiony.
        A sarkazm w Twojej wypowiedzi (kochany tatuś) jak dla mnie jest zupełnie nie na miejscu i obrazuje jak dużo w Tobie jest negatywnych emocji i poczucia krzywdy związanych z osobą ojca Twoich dzieci.
        • zonaniezona1 Re: potomstwo-czasem myślę, że nie miałam prawa.. 02.01.08, 21:53
          > Opieka nad dzieckiem to swego rodzaju przywilej.>
          Masz rację w pewnym sensie...przywilej , ale i obowiązek.
          Nie będę rozwijała tego tematu...ale 80%ojców po rozwodzie ma ten przywilej
          głęboko w poważaniu.Przeważnie te 20 % rozumie potrzeby swoich dzieci i płaci na
          nie bez mrugnięcia oka.
        • movisz Re: potomstwo-czasem myślę, że nie miałam prawa.. 02.01.08, 22:01
          >>>A sarkazm w Twojej wypowiedzi (kochany tatuś) jak dla mnie jest
          zupełnie nie na miejscu i obrazuje jak dużo w Tobie jest
          negatywnych emocji i poczucia krzywdy związanych z osobą ojca
          Twoich dzieci.<<<

          Wydaje mi sie ze owy sarkazm jest jak najbardziej na miejscu
          poniewaz wlasnie mowimy o "tatusiach" ktorzy maja nadany ten tytul
          z racji bycia tatusiem biologicznym ale niekoniecznie pelnia role
          jaka powinien pelnic prawdziwy tatus.
          Co do krzywdy to jak najbardziej ja czuje, ale tylko i wylacznie z
          punktu widzenia dzieci.
          Bo boli bardzo jak sie widzi zranione dzieci w sumie bez wiekszego
          powodu, jedynie by ukarac niepokorna mamusie. Dzieci sa narzedziem
          w rekach przyglupiastego tatusia.
          A jesli chodzi o opieke nad dziecmi to jestem jak najbardziej za
          dzieleniem sie pol na pol. Oczywiscie jak mamy do czynienia z
          tatusiem a nie "tatusiem". Dla dobra dzieci.
          Sama znam przyklady dzieci wychowywanych przez tatusiow z bardzo
          dobrym rezultatem. Zwlaszcza chlopcow.
          • aron95 Re: potomstwo-czasem myślę, że nie miałam prawa.. 02.01.08, 22:21
            Sama znam przyklady dzieci wychowywanych przez tatusiow z bardzo
            > dobrym rezultatem. Zwlaszcza chlopcow.

            Na szczęście coraz więcej ojców ma przyznawaną opiekę .
            Wychowują po prostu lepiej .
            • movisz Re: potomstwo-czasem myślę, że nie miałam prawa.. 02.01.08, 22:40
              Nie wiem czy lepiej. Faktem jest ze w wieku nastoletnim chlopak
              bardziej potrzebuje kontaktow z ojcem niz z matka a brak jego
              wplywa na niego negatywnie zatem tym wiecej obowiazkow spada wtedy
              na matke.
              Jednakze owi samotni ojcowie ktorych znam nigdy nie byli sami.
              Oczywiscie.
              Bardzo szybko znajdywali sobie pomoc w obowiazkach domowych
              z czym jest im latwiej anizeli w druga strone. Wiesz! To
              wspolczucie dla nich bo przeciez pokrzywdzeni. Osobiscie watpie czy
              daliby sobie rade ze wszystkim sami, na dluzsza mete. To znaczy czy
              podolaliby i wychowywaniu i gotowaniu i sprzataniu i pracy.
              Po prostu watpie. To bylby wyjatkowy okaz mezczyzny.
              Niestety nie znam takiego. Nawet nie slyszalam o takim. Ale nie
              trace nadzieji.
              • aron95 Re: potomstwo-czasem myślę, że nie miałam prawa.. 02.01.08, 23:31
                movisz napisała:

                Osobiscie watpie czy
                > daliby sobie rade ze wszystkim sami, na dluzsza mete. To znaczy czy
                > podolaliby i wychowywaniu i gotowaniu i sprzataniu i pracy.
                > Po prostu watpie.


                Ja mam "pomoc" ale często jest tak że tej "pomocy" muszę pomagać .
                Tylko że młody to prawdziwy gospodarz i obiad czesto sam robi
            • zonaniezona1 Re: potomstwo-czasem myślę, że nie miałam prawa.. 02.01.08, 22:44
              Ty to się uwziąłeś na to wartościowanie. Wychowywanie zależy przede wszystkim od
              osoby, a nie od płci.

              Tak nawiasem mówiąc wychowywałam się w rodzinie, gdzie ojciec zdecydowanie dawał
              więcej ciepła i miłości dzieciom niż matka. I w sytuacji rozwódu na pewno byłby
              lepszym opiekunem.
            • a.niech.to Re: potomstwo-czasem myślę, że nie miałam prawa.. 03.01.08, 10:32
              Mężczyzna też człowiek.
        • marek_gazeta Re: potomstwo-czasem myślę, że nie miałam prawa.. 03.01.08, 08:49
          > Opieka nad dzieckiem to swego rodzaju przywilej. Ja go zostałem
          > pozbawiony.

          Mocno walczyłeś, ale uległeś koalicji jajników?
    • kurka_wodna2 Re: potomstwo-czasem myślę, że nie miałam prawa.. 02.01.08, 22:42
      Kto małożąda, otrzymuje jeszcze mniej.

      Należało poprosić o tysiąc na każde dziecko, to całowałby Cię kiele
      kosci ogonowej za ustalenie 500 pln.
      • zonaniezona1 Re: potomstwo-czasem myślę, że nie miałam prawa.. 02.01.08, 22:44
        Wredne, ale prawdziwesmile)))
        • sylwiamich Re: potomstwo-czasem myślę, że nie miałam prawa.. 02.01.08, 22:58

          --A ja się zgadzam z-mazur.Ale dzieci nie oddamsmile))
          Tu jest miejsce na Twoja reklamę. Kontakt:sylwiamich@gazeta.pl
    • der1974 Re: potomstwo-czasem myślę, że nie miałam prawa.. 03.01.08, 01:15
      Poczytałem sobie wasze zdania na ten temat. I jednak nie zgodzę się
      wcale. Psim obowiązkiem ojca jest płacenie alimentów i bycie z
      dziećmi tak długo jak się da. Nie wyobrażam sobie żądania niższych
      alimentów kiedy się jest z dziećmi. Finansowałem ich wakacje i nie
      prosiłem o jakąkolwiek obniżkę alimentów. Skoro płacę, a nie jest to
      mało, to płacę na swoje dzieciaki. Im więcej im dam, tym lepiej dla
      nich. Dzwine to może jest, ale ufam ich mamie, że wyda te pieiądze
      na ich potrzeby. Chociaż tyle mogę dla nich zrobić, że dofinansuję
      ich potrzeby. Uważam to za swój obowiązek. I wcale nie jest mi lekko
      z tym, ale to do diabła moje dzieci.
      • clio11 Re: potomstwo-czasem myślę, że nie miałam prawa.. 03.01.08, 09:07
        Takie myslenie jednak chyba, choć teoretycznie prawidłowe, należy do
        chlubnej rzadkości.
        "Mój" Ex pozwolił sobie podzielić się z naszym potomstwem głęboką
        obawą, czy przypadkiem nie będę tej zawrotnej sumy z jego alimentów
        wydawać na siebie (kiedy wierzcie mi, łożę na nie nawet po podwyżce
        alimentów o wiele więcej, zresztą ten, kto ma nastolatka świetnie
        zdaje sobie sprawę z kosztów jego utrzymania, że nie wspomnę już o
        rozrywce)...Córka powtórzyła mi to w Wielkiej Tajemnicy (on lubi
        dzielić się z nimi swoimi przemysleniami i zakazuje powtarzać
        mamie). Dodam, że przez ostatnie trzy lata był z 5 razy w Polsce po
        ok miesiąc. Wkład w wychowywanie dzieci-dyskusyjny, że nie wspomnę
        już o zainteresowanie postępami w szkole (córka chodzi do dwóch).
        Ups, sorry, interesuje się wynikami sportowymi syna (sam lubi sport).
        • sylwiamich Re: potomstwo-czasem myślę, że nie miałam prawa.. 03.01.08, 09:29
          Bo pochód szerokiego spectrum normalnych facetów otwierają i
          zamykają męczennicy:
          -ci ci sie męczą i płacą
          -ci co się męczą i nie płacą
          smile))
      • z_mazur Re: potomstwo-czasem myślę, że nie miałam prawa.. 03.01.08, 10:13
        Oczywiście jak kogoś stać na to nie ma problemu, każdy ze swoimi
        pieniędzmi może zrobić co chce, może je np. bez ograniczeń wydawać
        na dzieci. smile)

        Mnie chodziło o coś innego. Obiektywnie patrząc, skoro ojciec płaci
        alilementy w adekwatnej do potrzeb wysokości, to w stwierdzeniu, że
        połowa prezentu jest sfinansowana przez niego, jest sporo racji. Nie
        odnoszę się tu do taktowności i stosowności takiego stwierdzenia
        wobec dziecka, bo to trochę inna sprawa.

        A moje posty miały tylko na celu pokazanie sprawy od drugiej strony
        i przypomnienie mamom, że koszty związane z posiadaniem dzieci dla
        dochodzącego ojca, to nie tylko alimenty, ale również inne kwoty, o
        których matki często zapominają.
      • julka1800 Re: potomstwo-czasem myślę, że nie miałam prawa.. 03.01.08, 10:15
        Dzieki Der za wypowiedz.

        Juz sie balam ze pomiedzy dzieckiem, wlasnym dzieckiem, a np.
        kablówką nie ma zadnej roznicy.

        To odnosnie wypowiedzi Tri:
        "Nie jest przyjemna podwyżka alimentów tak samo jak nie jest
        przyjemna podwyżka jakichkolwiek opłat. Z tłumaczenia, że to na
        własne dziecko, niewiele wynika, bo każdy wydatek (nawet
        najbardziej "własny") to wszak wydatek i w kieszeni
        pozostaje mniej."
        • sylwiamich Re: potomstwo-czasem myślę, że nie miałam prawa.. 03.01.08, 10:21
          Wiecie dziewczyny...wkurzacie mnie.Nie przesadzajcie.Nie łapać ich
          za spiochy i nie zatykać nimi gęby facetom.Mają prawo mówić.Tak jak
          my.I nie ma to nic wspólnego z ich miłoscią do dzieci.Dla mnie moje
          dzieci to też bardzooo....kosztowna sprawa
          • julka1800 Re: potomstwo-czasem myślę, że nie miałam prawa.. 03.01.08, 10:28
            ja Cie tak wkurzam?
            tongue_out

            Kazdemu wolno mowic. Tobie, mi, kazdemu...
        • tricolour Dziecko to nie jest kablówka... 03.01.08, 10:27
          ... ale chętnie za kablówkę płaciłem tylko wtedy, gdy mi ją instalowali -
          kierowany ciekawością, nowością itp. Teraz już płacenie nie sprawia mi żadnej
          przyjemności. Podobnie z każdym innym wydatkiem, który jest obowiązkowy.

          Wcale z tego nie wynika, że "nie ma żadnej różnicy między dzieckiem, a kablówką".
          • romka_p Re: Dziecko to nie jest kablówka... 03.01.08, 10:51
            tricolour napisał:

            > ... ale chętnie za kablówkę płaciłem tylko wtedy, gdy mi ją instalowali -
            > kierowany ciekawością, nowością itp. Teraz już płacenie nie sprawia mi żadnej
            > przyjemności. Podobnie z każdym innym wydatkiem, który jest obowiązkowy.


            Trzeba bylo sprawic sobie psiaka jakiego, najlepiej pluszowego. Nie sra, nie
            kosztuje i mozna na smieci wyrzucic jak sie znudzi.

            • clio11 Re: Dziecko to nie jest kablówka... 03.01.08, 12:01

              > Trzeba bylo sprawic sobie psiaka jakiego, najlepiej pluszowego.
              Nie sra, nie
              > kosztuje i mozna na smieci wyrzucic jak sie znudzi.

              No niestety, nie da się zamienić na psiaka, próbowałam. Teraz kręcą
              mną całą trójką, razem z psem, a właściwie-z suką wink))
              A serio-dnośnie opłat czy jakichkolwiek wydatków na dzieci-nigdy nie
              stanowiło to dla mnie problemu i nadal jest naturalne, że w
              pierwszym rzędzie zaspokajam potrzeby dzieci. Żeby było ciekawiej,
              kiedy bylismy razem, nie wiem, może pod moim wpływem, ale Ex miał
              też identyczne podejście, co więcej takie podejście miał do...no,
              właśnie, do tej nieszczęsnej podwyżki alimentów. Nie chcę go
              tłumaczyć, ale podejrzewam, że sporo "dobrej roboty" musiała wykonac
              tu jego rodzina, bo mimo wszystko obecnej narzeczonej nie
              podejrzewam (sama ma dzieci alimentowane).
              Myslę, że on czuje się po prostu skrzywdzony jak dziecko, bo sąd,
              zamiast pogłaskać po główce i pochwalić za prezenty (zdążył się
              oczywiście pochełpić) to potraktował go tak bezdusznie. A że
              czynnikiem sprawczym byłam ja-to próbuje ciosów poniżej pasa,
              takich, które mnie zabolą, bez względu na koszty w postaci jego
              stosunków z dziećmi. Zbliżają sie ferie zimowe, myślę, że będzie
              egzekwował ich wizytę u siebie (właściwie to u Next). Córka
              zapowiedziała z góry, że jesli już, to najwyżej na 2 dni. Próbuję
              używać argumentów, że to jej ojciec, ale jeśli mam być szczera, to
              nic więcej z pozytywów oprócz tego nie przychodzi mi w obecnej
              sytuacji do głowy...
            • tricolour Kolejna zraniona... 03.01.08, 12:56
              • romka_p Re: Kolejna zraniona... 03.01.08, 15:37
                Hahaha...z braku argumentow dobry kit wink

                No niestety, nie uwazalo sie to tera trza placic...i nie pomoze placz ani
                zgrzytanie zebami, ani waz w kieszeni...

                Boli co?

                Hahaha
                • sylwiamich Re: Kolejna zraniona... 03.01.08, 21:01
                  zrozmumiem Tri, rozumiem z-mazur.Nikt się ich nie pytał czy chcą
                  wychowywać dzieci.Po prostu im je zabrali a narzucili obowiązek
                  alimentacyjny.Oczywiste jest że poprzez mieszkanie u mamy, ona
                  spełnia większośc obowiązków..płaci więc w naturze.I nie tylko...jak
                  ja na przykład.Ale zajmijmy się normalnymi facetami.
                  Facet jest przez prawo traktowany instrumantalnie...zwykła
                  skarbonka.Rzeczywiście chcąc kupić swojemu dziecku coś, musi się
                  wykosztować ekstra.I żaden sąd nie weżmie tego pod uwagę.
                  I rozumiem rozgoryczenie mężczyzn.I mnie wnerwia jak ktoś słuchając
                  ich zamyka im buzię takimi dennymi tekstami.Ja też bym się wkurzała
                  gdyby mnie ktoś sprowadził do roli płatnika.Podobnie...gdybm dla
                  kogoś była tylko rozrodowa czy sprzątaczka.Sama chcę sobie wybrać
                  rolę...tatom tego nie dano.
                  • movisz Nie: Kolejna zraniona...ale dbajaca o dobro dzieci 03.01.08, 22:23
                    Ja znowu nie rozumiem o co tobie chodzi?
                    Nikt w sadzie nie pyta czy mezczyzna chce wychowywac dzieci bo
                    przewaznie oni nie chca. Jesli chca to najczesciej by utrudniac
                    zycie ex lub dlatego ze czuja sie bardzo samotni na poczatku.
                    Jesliby naprawde chcieli to po prostu wystepuja o to i wtedy sad
                    rozpatruje gdzie bedzie dzieciom lepiej czy z matka czy z ojcem.
                    Przewaznie kazde z nich ma potem nastepnego partnera i sad tez to
                    bierze pod uwage bo jak dzieci sa z matka to przewaznie zaklada sie
                    ze te dzieci beda glownie pod jej opieka czyli teoretycznie krzywda
                    im nie moze sie zdarzyc. Natomiast jak dzieci zostaja z ojcem to
                    skazane sa glownie na dobra czy zla wole macochy a co
                    sie dzieje w domu czesto tatusie nie maja pojecia. Oczywiscie sa
                    wyjatki ale to tylko wyjatki. Ogolnie zaklada sie ze z matka dzieci
                    beda mialy lepiej i ja sie z tym calkowicie zgadzam.
                    Rozwod jest napewno tragedia dla dzieci ale takie sa konsekwencje
                    rozwodu i ojcowie najczesciej sa sprowadzani do roli platnika ale
                    matka jest sprowadzona do roli nie tylko platnika ale i
                    sprzataczki, psychologa, pielegniarki i nauczyciela.
                    Zatem placcie i nie narzekajcie. Lepiej sie bedzie powodzilo mamie
                    to i dzieci beda bardziej zadowolone. Ale ktorego to obchodzi?

                    >>>Sama chcę sobie wybrać
                    rolę...tatom tego nie dano.<<<

                    Tatom to dano, tyle ze najczesciej sami zawalili role jaka im
                    biologia dala.
                    Oczywiscie sa wyjatki, ale to znowu tylko wyjatki.
                    • sylwiamich Re: Nie: Kolejna zraniona...ale dbajaca o dobro d 04.01.08, 07:43
                      movisz napisała:

                      > Ja znowu nie rozumiem o co tobie chodzi?
                      > Nikt w sadzie nie pyta czy mezczyzna chce wychowywac dzieci bo
                      > przewaznie oni nie chca.

                      No...niektórzy faceci też tak myśląsmileŻe kobiety zawsze chcą...nawet
                      jak drapią i krzyczą:
                      -Puszczaj mnie Ty sku..synusmile)
                    • z_mazur Re: Nie: Kolejna zraniona...ale dbajaca o dobro d 04.01.08, 09:46
                      Zauwazyłem, że zupełnie inaczej do kwestii alimentów podchodzą matki
                      które zostały porzucone przez mężów, a zupełnie inaczej te które
                      same podjęły decyzję o odejściu, a jeśli jeszcze kobieta ma na
                      sumieniu romans to już zupełnie.

                      W przypadku kobiet porzuconych, alimenty na dziecko są formą
                      ukarania małżonka. Najlepiej jakby zniknął z życia (bo kontakt z
                      kimś kto nas porzucił i zostawił jest bolesny), ale płacił alimenty
                      i to jak najwyższe, bo to jego psi obowiązek.

                      > matka jest sprowadzona do roli nie tylko platnika ale i
                      > sprzataczki, psychologa, pielegniarki i nauczyciela.

                      I pewnie oczekujesz za to orderu nadawanego co miesiąc?
                      Opiekuj się, sprzątaj, pielęgnuj, pomagaj w nauczaniu i nie marudź,
                      bo jak już pisałem, posiadanie dziecka to przywilej.

                      To może przez analogię, jak się będzie lepiej powodziło ojcu, bo
                      bedzie płacił niższe alimenty, to będzie szczęśliwszy i dzieci będą
                      zadowolone widząc szczęśliwego tatę. Ale którą to obchodzi. smile

                      > Tatom to dano, tyle ze najczesciej sami zawalili role jaka im
                      > biologia dala.
                      > Oczywiscie sa wyjatki, ale to znowu tylko wyjatki.

                      Ależ oczywiście wyjątki. Jakieś 15% ojców nie płaci w Polsce
                      alimentów, a reszta to wyjątki.

                      Jak już pisałem spójrz na problem z szerszej perspektywy niż tylko
                      własne poczucie skrzywdzenia kobiety porzuconej, która na dodatek
                      jeszcze MUSI się opiekować swoimi dziećmi.
                      • sylwiamich Re: Nie: Kolejna zraniona...ale dbajaca o dobro d 04.01.08, 11:16
                        No teraz to się obruszyłam.Kwestia płacenia alimentów jest bezsporna
                        dla wszytskich mam..i tych porzuconych i tych porzucających.Facet
                        który nie płaci na dzieci syf ostatni.Ja jako matka mająca takowego
                        byłego zrobiłam wszystko aby płacić zaczął.
                        -komornik
                        -nie kryję tego przed znajomymi
                        -nie kryje tego przed dziećmi
                        -prokurator
                        -przez pół roku dzieci nie widział, bo utrudniałam
                        I wszystko o kant dupy w majestacie prawa polskiegosmile)
                        Nie należę do osób walących głową w ścianę.I nie należę również do
                        szczęsliwych których mąż płaci.Dlatego mam w nosie czy płaci bez
                        szemrania, czy z ociąganiem.
                        To nie jest kwestia porzucenia, tylko myślenia.Mam nadzieję że dałam
                        temu wyraz juz wcześniejwink
                    • wojtekp67 Re: Nie: Kolejna zraniona...ale dbajaca o dobro d 07.01.08, 12:51
                      Przepraszam, ale dawno takich bzdur nie czytałem. Powielanie jakiś
                      stereotypów, generalizowanie etc.
                      Szanowna Mowisz, przyjmij do wiadomosci, ze coraz czesciej dla sądów
                      jest normalne, ze ojcowie otrzymuja opieke. Bo świat nie jest tak
                      urzadzony ze kobiety są odpowiedzialne a faceci to przygłupy, zdolne
                      do opieki nad dzieckiem jedynie w sytuacji posiadania kolejnej
                      kobiety. Jesli takie wartosci i sposób postrzegania swiata
                      przekazujesz swoim dzieciom to gratuluje. Bedą mieć odpowiednie
                      wyobrażenie o mężczyznach smile
                  • tricolour Ja do tych alimentów podchodzę z dystansem... 03.01.08, 23:51
                    ... bo to już kilkanaście lat po rozstaniu. Czasem podyskutuję, ale tylko w
                    przypadkach "kombinowania" - jeśli uważam, że ktoś coś kręci, to się wypowiadam.

                    I w tym wątku tematem mojej "dyskusji" jest to, że niekoniecznie alimenty trzeba
                    płacić RADOŚNIE. Można PŁACIĆ obojętnie, kręcąc nosem, narzekając, płacząc,
                    pijąc na umór z rozpaczy... ale płacić trzeba. Gdyby kogoś interesowało jak ja
                    się "czuję" płacąc, to wyjaśniam (pisałem o tym już kiedyś), że przelew robi się
                    automatycznie razem z wieloma innymi na początku miesiąca... i tyle.
                    • movisz Re: Ja do tych alimentów podchodzę z dystansem... 04.01.08, 00:31
                      Tak troche na temat i nie na temat.
                      Niby smieszne i nie smieszne.

                      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=20012&w=41915075&a=42109264

                      • natasza39 Re: Ja do tych alimentów podchodzę z dystansem... 04.01.08, 00:41

                        Ten link jest stary. ktoś robił sobie jaja z niejakiej erin i jej męża, który
                        notorycznie nie płacił alimentów. Nie wiem czy teraz płaci, bo sprawa omawiana
                        na kilku forach ostatnio ucichła.
                        W każdym bądź razie ów post jest przejaskrawiony co prawda, choć niektóre fakty
                        sie zgadzają.
                        ---------------------------------------------------------------------
                        Szarańcza jest plagą, chociaż jeden owad nie stanowi plagi. Podobnie jest z
                        głupcami.
    • crazyrabbit Taaa..... 04.01.08, 16:47
      Zauważyłam , że najbardziej w sprawie alimentów "pyszczą"
      tatusiowie , którzy albo płacą jakieś śmiesznie niskie kwoty , albo
      tacy co maja problem z płaceniem...

      Ci , co płacą uczciwie , w terminie i w wysokości adekwatnej do
      potrzeb dzieci , siedzą cicho i nie każą sobie odliczać za
      prezenty , weekendy , bilety do kina.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja