clio11
02.01.08, 12:57
Przyszły kolejne święta, to już (a raczej dopiero) trzecie w innym
składzie, bo bez Ex-a.
Do tej pory kupował dzieciarni prezenty (dodam, że czasem
nieprzyzwoicie drogie) z okazji urodzin czy świąt. W tym roku córka
przyjechała lekko stropiona i strapiona, ponieważ dostała...na busa
do domu. I ani słowa na ten temat oprócz zdziwienia, że w tym roku
nie jedzie na narty z klasą.
Nie trzeba wielkiego wysiłku umysłowego, by się domysleć, z jakiego
powodu taka zmiana nastawienia- na wakacjach sąd podniósł kwotę
alimentów z 200 do 500PLN na dziecko. Oświadczył wtedy dzieciom,
że "każdy prezent od mamy będzie w połowie od niego, bo według
niego po 400 by im wystarczyło".
Miałam jednak nadzieję, że to takie bleblanie, a jeśli już, to choć
jakiego drobiazga kupi-czekoladę czy byle co. Tymczasem zachowywał
się jak gdyby nic i spokojnie przygotowywał do wypadu sylwestrowego
z sympatią na drugi koniec Polski.
Czasem nie jestem do końca pewna, czy miałam prawo zabierać im te
różowe okulary, przez które patrzyły na Tatę...