kto po czyjej stronie?

02.01.08, 13:07
czy możcie napisać kto z rodziny i czy wogóle miała miejsce taka
sytuacja zajał stanowisko w Waszym konflikcie, rozwodzie po Waszej
stronie a nie eksia lub eksiowej?Niestety moje doświadczenia są
tragczne, w zasadzie to mam wrażenie ,ze rozwód nie toczy się
omiedzy mną a eks tylko pomiedzy jego rodzina a mną czasami mam
wrażnie ,ze nie wiem kto był ze mna przy ołtarzu 20 lat temu !!! a
Wy
    • kjl2004 Re: kto po czyjej stronie? 02.01.08, 13:12
      u mnie to jest tak, że oczywiscie cała moja rodzina jest za mną, a
      jego równiez w całości jest za mna, tylko teściowie czują do mnie
      jakiś nie smak, w sumie nie wiem dlaczego, przeciez to on mnie i
      dziecko zostawił dla innej panny...
    • tricolour Rodzice stają po stronie dzieci... 02.01.08, 13:13
      ... to chyba rzecz jak najzupełniej normalna. Gdy dziecko coś nawywija, to
      dostanie stosowny ochrzan, ale i tak rodzice stają po stronie dziecka.
      • kjl2004 Re: Rodzice stają po stronie dzieci... 02.01.08, 13:17
        tricolour napisał:

        > ... to chyba rzecz jak najzupełniej normalna. Gdy dziecko coś
        nawywija, to
        > dostanie stosowny ochrzan, ale i tak rodzice stają po stronie
        dziecka.

        ...alez oczywiście...pozdrawiam
    • otara Re: kto po czyjej stronie? 02.01.08, 13:13
      nie rozumiem.. jak to masz wrażenie że rozwodzisz się z jego
      rodziną ?? wiesz,to jest jakby nie bylo jego rodzina , dla ciebie są
      to obcy ludzie , i nie powinni mieć nic do gadania.ja przynajmniej
      sobie na to nie pozwoliłam.jak tylko ktoś próbował w to ingerować-
      robiłam krótkie cięcie. nie bylo dyskusji.ja z nimi nie mialam o
      czym w tej kwestii rozmawiać.
      • plujeczka Re: kto po czyjej stronie? 02.01.08, 14:24
        wiesz to trudna sprawa, poniwaz sprawa jest w toku nie bardzo mogę
        pisać bardziej czytelnie ale obiecuje ,że po jej zakonczeniu napisze
        i wówczas oj bedzie co czytac.Ja z nimi nie mam kontaktu, widujemy
        sie tylko w sadzie dla mnie to nie są ludzie do normalnej rozmowy,
        piszą tak miałam zupełnie co innego na mysli.Ale dziekuje
        • otara Re: kto po czyjej stronie? 02.01.08, 17:05
          plujeczko-nie patrz na nich, pamietaj , za każdym razem powtarzaj
          sobie jedno : to ich syn , i choćby popełnił zbrodnię będą po jego
          stronie :: nie przejmuj się więc wogóle tymi ludzmi. i powiem ci iż
          to bardzo dobrze że nie masz z nimi kontaktu , to ci zaoszczędzi
          tylko dodatkowego stresu. wiem o czym mówię jako stara rozwódka smile
          pozdrawiam i głowa do góry !!!
    • salsa13 Re: kto po czyjej stronie? 02.01.08, 13:13
      u mnie nikt z rodziny ani mojej ani jego nie wtrącał się w nic,
      to był rozwód nasz i tylko nasz...
      do dzisiaj utrzymuję pozytywne kontakty z teściami
      a mój syn uwielbia do nich chodzićsmile
    • aron95 Re: kto po czyjej stronie? 02.01.08, 13:40
      Ja miałem wszystkich za sobą . Uważają że EX odbiło .
      Może zmienią zdanie gdy zobaczą jej amanta , pasują do
      siebie i podobni są .
      • plujeczka Re: kto po czyjej stronie? 02.01.08, 15:03
        kiedy zaczynała się sprawa rozwodowa moja adwokat spytała czy mój
        prawie eksio ma kogoś, ja żarliwie zaprzeczyłam po roku wydało
        sie ,ze jego " znikniecie" miało kobiecy wymiar, włosy blond itp-
        modle się aby ta miłośc kwitła bo to oznacza ,ze nie " spadnie" mi
        na głowę i w domu bedzie normalnie pierwszy raz od kilku lat.....a
        wydawało sie ,ze to tylko alkohol a tu masz blond itp.....
        • nangaparbat3 Re: kto po czyjej stronie? 02.01.08, 17:16
          I dobrze, przynajmniej nie masz poczucia winy, ze moze mogliscie powalczyc czy
          co tam.
          Niech sie ta blond pomeczy, dobrze jej tak.
    • sadaga Re: kto po czyjej stronie? 02.01.08, 14:32
      u mnie cała moja rodzina jest za mną. ze strony męża też oprócz
      teściowej, która zachowała sie według mnie b. dziwnie - uważa ze
      zrobiłam mężowi krzywdę, bo wyprowadził sie z domu i mieszka w
      hotelu. oraz ze nie widuje dziecka wtedy kiedy on by chciał, tylko
      musi ze mna uzgadniać terminy wizyt. zresztą kiedy się wydało ze mąż
      ma kochankę nie otrzymałam od niej pomocy, wręcz przeciwnie: nie
      pytała jak sobie radzę, czy mi pomóc w jakiś sposób, mówiła za to ze
      ona została skrzywdzona, że pogodzi sie z każdą decyzją męża, ze
      jeśli coś jej się stanie to będzie nasza wina (nie mojego męża),
      zadzwoniła w wigilię i życzyła mi wszystkiego najgorszego, mówiła ze
      jak mąż sobie zrobi krzywdę to przeze mnie itp. w ogóle duzo w niej
      jadu. i dziwię sie, bo to mój maż mnie oszukał, on miał romans - a
      ona całą złość przelała na mnie. jemu nie powiedziala słowa, bo bała
      sie zeby niczego sobie nie zrobił
      jej zachowanie to był dla mnie szok bo wcześniej wydawało sie ze
      jest mi przychylna. chwaliła mnie, mówiła jaka to ze mnie dobra
      synowa. a tu proszę...nie rozumiem tego.
      poza tym wszyscy za mną.
      • nangaparbat3 Re: kto po czyjej stronie? 02.01.08, 17:19
        Byc moze tesciowa była zdradzana przez męża, ale dla dobra rodziny itd., i teraz
        ma Ci za złe, ze Ty tak nie postępujesz.
        Moja mi miała za złe, że nie gotuje obiadow o 4 nad ranem, bo ona tak robiła -
        teraz rozumiem, ze wstawala o 4 z powodu depresji nieleczonej (klasyczny objaw),
        ale w pewnym momencie nawet się zastanawiałam, czy aby nie jestem leń
        patentowany, ze sypiam do siodmej.
    • zawsze-marta Re: kto po czyjej stronie? 02.01.08, 14:47
      ja jestem na razie na etapie że prawie wszyscy przeszli na
      stronę "wroga", ale myślę że wynika to z faktu iż sprawa jest bardzo
      świeża, a do tej pory sama tworzyłam idealny obraz rodziny, więc
      nikt nie może zrozumieć, do tej pory wszystko było ok a teraz coś mi
      odbija, a jego rodzina jest wsparciem dla niego w trudnej sytuacji i
      każdą sprawę przedstawia tak jak im wygodniej, podam wam przykład:
      inna kobieta - gdyby w domu miał to co trzeba to by nie szukał innej
      (tylko ja nic nie poradzę że mam 34 lata on gustuje w młodszych o
      jakieś 10 lat, tego nie jestem w stanie zmienić, nie stanę się też
      piękną blondynką, bo jestem średnią brunetką itd).
    • artemisia_gentileschi Re: kto po czyjej stronie? 02.01.08, 16:36
      Rodzina eksia mieszka na szczescie daleko i moge pozwolic sobie na
      taki komfort, ze mam ich w dupie (niestety, bez wzajemnosciwink).
      Gorzej z moja, jeszcze nie pogodzili sie z rozwodem, jak to mohery.
    • nangaparbat3 Re: kto po czyjej stronie? 02.01.08, 17:13
      Mysmy się rozstawali w zgodzie.
      Reakcje:
      moja mama - obojeście siebie warci, nie opowiedziała się po zadnej ze stron,
      przyjeła do wiadomosci, pomagala mi poradzic sobie z samotną codziennością
      mój tata - wiedział, ze tak bedzie, ex to patologia, dziecko nie moze u niego
      nocować, własciwie jedyny otwart konflikt w jaki wzielam udział to ja- mój tata,
      a przedmiotem był ex, którego tato znienawidził, a ja broniłam
      rodzice exa - trudno powiedzieć, wiem tylko, ze ex bronił mnie przed nimi.
    • akacjax Re: kto po czyjej stronie? 02.01.08, 17:19
      Oczywiście moja teściowa bardzo przeżyła, że swoje słowa wprowadziłam w czyn. Ale wiedziała, że nie robię tego z fanaberii. Prawie z całą rodziną ex-m. mam dobre układy. Specjalnej pomocy od nich nie dostałam, ale nie odwrócili się ode mnie, ani od dzieci. (A wiem, że to potrafią, bo już komuś w rodzinie taki teatr zafundowali).

      Mam pytanie-czy rodzina to chce byś się nie rozwodziła?
    • milenium5 Re: kto po czyjej stronie? 02.01.08, 19:35
      Nie zawsze rodzina staje po stronie swojego dziecka. U mnie co
      prawda mnie jeszcze rozwodu nie było, ale w całym przedrozwodowym
      koszmarze miałam wrażenie, że nigdy wcześniej nie czułam takiego
      wspracie - i to właśnie ze strony rodziny męża. Moja teściowa, teść
      jego brat. Wiem, że mogę liczyć na pomoc z ich strony zarówno
      emocjonalną jak i finansową. Ze swoją rodziną jeszcze o sytuacji nie
      rozmawiałam. Kilka lat temu mój brat rozstał się ze swoją żoną
      (rozwodu jednak nie wzięli, ale nie mieszkają razem). Wina była
      chyba obustronna, ale moja rodzina stanęła po jej stronie. Moja
      bratowa do dziś mieszka z moją matką a swoją teściową, która pomaga
      jej - również finansowo. Smutne jest jednak to, że z bratem nikt
      już - poza mną nierozmawia.
      • nangaparbat3 Re: kto po czyjej stronie? 02.01.08, 21:15
        No i własnie tak sobie pomyślałam, ze jednoznaczne opowiedzenie sie rodziny po
        stronie "tego drugiego" jakos mnie niepokoi.
        W koncu naprawdę tylko wyjatkowo, jeśli w ogole, moze sie zdarzyć, ze po jednej
        stronie jest 100% racji.
        W ogóle uwazam, ze swego rodzaju obowiazek opowiedzenia sie po jednej lub
        drugiej stronie jest idiotyczny i zawsze podszyty jakimś kłamstwem.
        Co mogłaby rodzina? Zaakceptować decyzję dwojga dorosłych osób, swemu dziecku -
        a jeśli to mozliwe, to obojgu - pomóc przez to przejść, nie atakować drugiej
        strony, łagodzić, nie nakręcać. Okazywac miłość wnukom.
        Ciekawe, jak my sie bedziemy zachowywać, jeśli naszym dzieciom - co nie daj Bóg,
        ale w zyciu wszystko mozliwe - przyjdzie sie rozwodzić?
        • akacjax Re: kto po czyjej stronie? 02.01.08, 21:52
          Rozwód nie zawsze jest wynikiem decyzji dwojga ludzi.
          • sylwiamich Re: kto po czyjej stronie? 02.01.08, 22:35
            Moja matka pomieszkała trochę z nami więc wiedziała.Skończyły się po
            roku rozmowy z mężem jaki to ta Sylwia ma straszny charaktersmile)A
            masmile)
            Moja teściowa powiedziała do mojego męża :To wszystko przez Ciebie
            ty sk...synu.Po opieprzu przyszedł czas na odcięcie się całkowite
            odemnie i dzieci.Teść jest palantem...więc mało mnie obchodzi.
          • nangaparbat3 Re: kto po czyjej stronie? 02.01.08, 22:54
            akacjax napisała:

            > Rozwód nie zawsze jest wynikiem decyzji dwojga ludzi.

            Masz rację, zafiksowałam się.
            Ale jakoś ostatnio strasznie mnie dręczy dzielenie na swoich i obcych, wrogow i
            przyjacioł.
            To po wypowiedzi takiej pani, która zawsze dotad miałam za bardzo madrą -
            podzieliła: nasz swiat (ten dobry) i ich świat (ten be).
Pełna wersja