nangaparbat3 11.01.08, 00:06 Żeby nigdy nie uznac tej drugiej osoby za swego wroga. Nawet gdyby sie przyszło rozwodzic. Odpowiedz Link Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
chalsia Re: najważniejsze w związku 11.01.08, 00:39 tak, ale po rozwodzie już można ?? DD Odpowiedz Link
ta Re: najważniejsze w związku 11.01.08, 00:43 Nawet jeśli czynem i słowem nagminnie dowodzi, że się nim stał? Jeśli poniża, bije, zdradza... Nanga, odpuszczam Ci, późna pora... Ta_ Odpowiedz Link
nangaparbat3 Re: najważniejsze w związku 11.01.08, 00:58 ta napisała: > Nawet jeśli czynem i słowem nagminnie dowodzi, że się nim stał? > Jeśli poniża, bije, zdradza... > Nanga, odpuszczam Ci, późna pora... Nie lekceważ tego co tu powiedziałam. Długo nad tym myślałam - tu wciąż pojawiaja sie pytania o to, jaki powinien byc związek, jaka ta druga osoba, czytam cale katalogi zyczeń, wymagań i marzeń. Więc zaczęlam sie zastanawiać - co tak naprawdę jest ważne? Oczywiscie - zakładam, ze nie wiazemy sie z byle kim. Widzisz, jeśli bije czy poniza, wystarczy sie z nim rozstać - nie trzeba niszczyć, mscić się, zadawać ran. Odpowiedz Link
ta Re: najważniejsze w związku 11.01.08, 01:11 Uznanie kogoś za swojego wroga ( na podstawie niepodważalnych faktów), niekoniecznie pociąga za sobą , jak piszesz "niszczenie, mszczenie i zadawanie ran" rzeczonemu delikwentowi. W moim przypadku nie pociągnęło . Wrogowi można się wymknąć. Dlaczego jednak mam zamiatać pod dywan i zaprzeczać, że ktoś stał się moim wrogiem ( bił, poniżał i zdradzał). Nie rozumiem Twojego postu. Powtórzę, uznanie kogoś za wroga nie jest równważne z podjęciem z nim walki. Ta_ Odpowiedz Link
chalsia Re: najważniejsze w związku 11.01.08, 01:15 > Uznanie kogoś za swojego wroga ( na podstawie niepodważalnych > faktów), niekoniecznie pociąga za sobą , jak piszesz "niszczenie, > mszczenie i zadawanie ran" rzeczonemu delikwentowi. > W moim przypadku nie pociągnęło . Wrogowi można się wymknąć. albo mozna się bronić. Odpowiedz Link
chalsia Re: najważniejsze w związku 11.01.08, 01:13 > Widzisz, jeśli bije czy poniza, wystarczy sie z nim rozstać - nie trzeba > niszczyć, mscić się, zadawać ran. wiesz Nanga, czasami bywa tak, że walka/wojna rozpoczyna się PO rozwodzie. Odpowiedz Link
artemisia_gentileschi Re: najważniejsze w związku 11.01.08, 17:23 nangaparbat3 napisała: > Widzisz, jeśli bije czy poniza, wystarczy sie z nim rozstać - nie trzeba > niszczyć, mscić się, zadawać ran. Bardzo madry post (jak zwykle Nanga). Kiedy zaczynamy sie odgrywac, druga strona nie pozostaje dluzna. Bledne kolo, z ktorego coraz ciezej jest wyjsc. A najbardziej traca na tym dzieci. Odpowiedz Link
i33 Re: najważniejsze w związku 11.01.08, 01:06 szacunek! wspominanie najlepszych chwil znalezienie miejsca do mediacji [łózko..? kawiarnia..] od czasu do czasu robienie sobie przyjemnych niespodzianek codzienne całowanie na do widzenia i witam! mówienie "kocham cie"czeste..ale nie na odwal nie zmienianie drugiej osoby na siłe co jakiś czas mała"separacja"[np bycie samemu] innowacje w łózku... czeste wspólne posiłki rozmawianie rozmawianie rozmawianie.... Odpowiedz Link
i33 Re: najważniejsze w związku 11.01.08, 01:11 ach--mówisz ostanie po rozwodzie.. masz racje--robieniena złośc na pewno nie-tosamych nas niszcy zatruwa.. myśle że i po rozwodzie wartostaraćsie utrzymaćwłaśnie ten szacunek Odpowiedz Link
crazyrabbit Re: najważniejsze w związku 11.01.08, 01:20 Zrozumieć , że w związku jesteśmy MY , a nie tylko JA wokół którego ma się kręcić cały świat. No i jak to mówi Taki Jeden : Nobody's perfect )) Chcę Cię i akceptuję takim , jakim jesteś. To szczególnie ważne , kiedy spotyka się dwójka osób "po..." Nawet nie wiedziałam , jak wtedy cudnie może być )) Odpowiedz Link
sylwiamich Re: najważniejsze w związku 11.01.08, 04:51 Króliczku...jaką masz piękną sygnaturkę)) Odpowiedz Link
sylwiamich Re: najważniejsze w związku 11.01.08, 05:01 nangaparbat3 napisała: > Żeby nigdy nie uznac tej drugiej osoby za swego wroga. Nawet gdyby sie > przyszło rozwodzic. Oj nanga...to szybko trzeba się rozwodzić.Zanim zostanie się oszukanym, zanim pozwolimy sie oszukać powórnie i zanim stwierdzimy że Juzek ze sklepu rybnego mniej nam zrobił krzywdy niż włsny, rodzony mąż.Zanim złość na siebie, że się było głupcem przez tyle lat "ratując małżeństwo...bo tak trzeba", zatruje nam głowę.I wtedy nie będziemy traktować nikogo jako ktosia, który perfidnie, z premedytacją i bez serca nas krzywdził.Wtedy można się wznieść na wyżyny przebaczania....by przerobić ciąg dalszy tej listy.Bo traktowanie kogoś jak wroga dla mnie oznacza kompletny brak zaufania.Patrzenie na ręce..bo te ręce krzywdzą.I trzymanie się z daleka. Może w następnym wcieleniu będę się szkolić w przebaczaniu) Odpowiedz Link
kasper254 Re: najważniejsze w związku 11.01.08, 06:32 Masz rację, Nanga. Adwersarze tutaj-pewnie w swojej wielkiej dobroci- w ogóle nie rozumieją, o czym mówisz. Moja była żona chciała rozwodu, dążyła do tego wszelkimi siłami, wbrew faktom i oczywistym racjom, a potem, gdy się ożeniłem, uznała mnie za wroga. Niszczyła wszystko, dopuszczała się rzeczy niegodziwych, rzucała bezpodstawne oskarżenia, napuszczała na mnie innych ludzi, w tym-dzieci. Zniszczyła,być może bezpowrotnie,naszą rodzinę. Dzięki głównie mojej pracy otrzymuje wiele tysięcy zł. miesięcznie, a mimo tego pozwała mnie do sądu jeszcze o głupie 200 zł. Przegrała sprawę. Jej brutalność, zajadłość, bezwględność (nie będę opisywał bliżej przykładów)bierze się, jak myślę, z faktu, że zrobiła ze mnie wroga. Chociaż byłem jej całe życie przyjacielem.To, że nie kochałem jej tak, jak chciała, nie znaczy, że nie kochałem w ogóle. Ukłony dla Ciebie, Nango, a cytaty żydowskie to perełki myśli. Dziękuję. Odpowiedz Link
aron95 A wy spać nie potraficie ? 11.01.08, 09:35 Dobra teza . A w praktyce jak pies z kotem - czasem się z godzą . Odpowiedz Link
nangaparbat3 Re: A wy spać nie potraficie ? 11.01.08, 15:54 Mam psa i kota. Od lat - juz sie wymieniły, w sumie trzeci zestaw. Wszystkie zestawy przywiazuja się do siebie, tęsknią za sobą, czasem - pieszczą. Odpowiedz Link
z.odzysku Wiele w tym prawdy... 11.01.08, 09:44 nangaparbat3 napisała: > Żeby nigdy nie uznac tej drugiej osoby za swego wroga. > Nawet gdyby sie przyszło rozwodzic. ... bo przecież uznanie partnera za wroga i trwanie w tym przekonaniu przekreśla wszelkie szanse na zbudowanie (lub odbudowanie) jakiejkolwiek bliskości, zaufania, wspólnoty, etc... a z emocji pozostają: nienawiść, pogarda, obojętność, odrzucenie... I niestety wiem o czym mówię. Odpowiedz Link
marieta_makieta Re: najważniejsze w związku 11.01.08, 10:01 Miłość, szacunek, szczerość i wyrozumiałość. Moje małżeństwo omal się nie rozlecialo dlatego, że zwyczajnie męża nie szanowałam. Poniżałam go, a czas i miejsce nie miały znaczenia. Miłość, bo dzięki temu, że przetrwała w warunkach nader niesprzyjających udało nam się przezwyciężyć kryzys. To miłość spowodowała, że poprosiłam męża o wybaczenie i drugą szansę, a on się zgodził.Dzieki temu poszliśmy na terapię. Nie znajduję innego wytłumaczenia. Szczerość i wyrozumiałość. Teraz zamiast dusić w sobie pretensje, miotać się w wątpliwościach, albo od razu wszczynac awanturę (co w moim przypadku bylo zwykłą reakcją), normalnie ze sobą rozmawiamy. Jesli nie podoba mi się, to co zrobił mój mąż, to nie zaczynam krzyczeć, nie obrażam się, nie chodzę nadęta, myśląc, że powinien sam się domyślić o co chodzi, tylko mu mówię, co mi leży na wątrobie. No i rozumiem, że każdy ma prawo do błędu. Odpowiedz Link
z.odzysku Gratuluję, że udało Ci się... 11.01.08, 10:46 ... dojść do etapu zastanowienia nad sobą, skorygowania swoich błędów i w efekcie nowej szansy dla Twojego małżeństwa. Szczęścia i wyrozumiałości na dalszej drodze Wam życzę! Ja niestety bardzo żałuję, że ex nie doszła do tego etapu co Ty, a widzę zadziwiająco wiele cech wspólnych, u Ciebie na szczęście już przeszłych. Odpowiedz Link
marieta_makieta Re: Gratuluję, że udało Ci się... 11.01.08, 10:50 .odzysku napisał: > ... dojść do etapu zastanowienia nad sobą, skorygowania swoich > błędów i w efekcie nowej szansy dla Twojego małżeństwa. > Szczęścia i wyrozumiałości na dalszej drodze Wam życzę! > > Ja niestety bardzo żałuję, że ex nie doszła do tego etapu co Ty, a > widzę zadziwiająco wiele cech wspólnych, u Ciebie na szczęście już > przeszłych. Dzięki, Z_odzysku ). Łatwo nie było... Odpowiedz Link
akacjax Re: najważniejsze w związku 11.01.08, 10:55 Czy można sprowadzić "najważniejsze w związku" do jednego tematu? Nie wiem. I jakie ma znaczenie słowo "wróg" w tym obszarze? Odpowiedz Link
tricolour Też mnie to ciekawi... 11.01.08, 11:08 ... dlaczego Nanga mówiąc o związku pisze o wrogu. I że to jest najważniejsze - żeby nie mieć wroga. Bo mnie sie wydaje, że najważniejsze żeby mieć przyjaciela, by kochać, byc kochanym, oddanym itp. Ciekaw mnie skąd pomysł na "wroga" gdy sie jest w związku... Odpowiedz Link
misbaskerwill a jeśli jest za późno... 11.01.08, 11:00 Jeśli muszę walczyć, bo inaczej dziecko straci ojca? Co mam zrobić? Uciec? Czekać na zmiłowanie, które nie nastąpi przez najbliższe 10 lat? Odpowiedz Link
misbaskerwill i jeszcze jedno... 11.01.08, 11:03 Długo nie chciałem zobaczyć w ex swojego - wciąż jedynego - wroga. Odsłaniałem, wierzyłem w jej dobrą wolę. I dużo na tym straciłem. Nie mówię o zadawaniu ciosów - lecz o podstawowej samoobronie. Odpowiedz Link
marieta_makieta Re: i jeszcze jedno... 11.01.08, 11:12 Jeśli w związku jest miłość, szacunek, szczerośc i zrozumienie, to do rozstania nie dojdzie. A gdy do rozstania dochodzi, no to cóż, wyda mi się, ze przede wszytskim jest konieczny zdrowy rozsądek i dobra wola. Po obu stronach oczywiście i wtedy zaczyna się problem. A co do uznania za wroga... Samo sformułowanie niesie w sobie ogrom negatywnych emocji, najgorszego rodzaju. Co to znaczy, ze uznaję kogoś za wroga? To znaczy, że go nienawidzę i będę robić wszytsko, by mu zaszkodzić? Czasem jedna ze stron może myśleć: "On/ona widzi we mnie najgorszego wroga" a tymczasem ta druga strona zwyczajnie walczy o swoje. MOżna z kimś walczyć, nie uznając go za wroga, a mając przed sobą inne cele. Tak jak Miś naisał: walczy, bo chce być ojcem dla swojego dziecka. Myślę, ze problem jest szeroki. Łączy się z tym i to najważniejsze w czasie trwania związku i to co jest w razie jego rozpadu. Jarkoni założył taki watek "Czy życzycie ex źle". To też ma związek z tematem. Odpowiedz Link
chalsia Re: i jeszcze jedno... 11.01.08, 12:01 > by mu zaszkodzić? Czasem jedna ze stron może myśleć: "On/ona widzi > we mnie najgorszego wroga" a tymczasem ta druga strona zwyczajnie > walczy o swoje. MOżna z kimś walczyć, nie uznając go za wroga, a > mając przed sobą inne cele. o właśnie. Dokładnie to miałam na myśli pisząc swoje posty w tym wątku. Odpowiedz Link
nangaparbat3 Re: i jeszcze jedno... 11.01.08, 15:57 Bo to oczywiscie musi byc w obie strony. Tobie ex nie daje szansy. Odpowiedz Link
young_and_bored Re: a jeśli jest za późno... 12.05.08, 23:53 misbaskerwill napisał: > Jeśli muszę walczyć, bo inaczej dziecko straci ojca? > Co mam zrobić? Uciec? > Czekać na zmiłowanie, które nie nastąpi przez najbliższe 10 lat? A nie masz czasem ochoty tego przegrać i mieć spokój, móc wreszcie odetchnąć, powiedzieć "przerąbałem z kretesem" i poukładać życie od nowa ? Jakaś koncepcja porażki ? Ja mam na tyle dosyć, że coraz częściej mam takie loty. Niech orzekają sobie co chcą, niech mnie wreszcie ex ze swoim mężem do spóły z ich prawnikami, świadkami i psychologami pozbawią władzy, która i tak jest pustą konstrukcją prawną, niech w świetle prawa argumentując dobrem córki i jej związkiem emocjonalnym z ojczymem odmówią kontaktów, których i tak mnie pozbawili, a potem niech idą w jasną cholerę. Ja się na to z czystym sumieniem ewakuuję do CA, AU lub NZ i będę popijać wieczorami Southern Comfort sam, albo z jakąś spaloną na brąz laską, na dzikiej plaży nad Pacyfikiem. Potem może nowy paszport jak linia bezpieczeństwa, ostateczna ochrona przed agresywnością tutejszych realiów i przed łapkami lokalnej jursydykcji. Jak się nad tym zastanowić, to może przykro by się naszym ex zrobiło, gdyby nagle niespodziewanie wygrały i straciły możliwość kopania swoich wrogów. Albo może z radości zaczęłyby zabijać kogoś innego. Odpowiedz Link
marieta_makieta Re: najważniejsze w związku 11.01.08, 11:14 A czasami dla zdrowia psychicznego lepiej sobie powiedzieć: To mój wróg, człowiek, który zrobił mi krzywdę, i jesli by tylko mógl- krzywdziłby mnie dalej. Nie mam ochoty go widzieć, nie znoszę go, mam do tego prawo." Odpowiedz Link
sylwiamich Re: najważniejsze w związku 11.01.08, 11:32 Powinniśmy się zastanowić raczej co dla kogo znaczy słowo "wróg"? Odpowiedz Link
aron95 wróg kto to 11.01.08, 11:55 dobre pytanie sylwia wg. mnie to ktoś bliski lub mieszka blisko / na koniec swiata nie pojedziemy aby autochtonowi michę oklepać / z którym nagle popadamy w konflikt o przysłowiową pietruszkę Odpowiedz Link
nangaparbat3 kto to mój "wróg"? 11.01.08, 16:06 Ktoś, komu przypisuję złą wolę, a pragnienie skrzywdzenia mnie lub całkowitą obojetność wobec mojego losu uznaję za jego nadrzędną motywację. Nie widzę - bo nie chce widzieć, nie chce podjąć wysiłku poszukiwania zobaczenia - ani mozliwości, ani potrzeby wspólnego rozwiazania naszych problemów. Odpowiedz Link
nangaparbat3 to jest program minimum 11.01.08, 16:28 Coś co powinno zostać, kiedy wszystko inne zawiedzie. Taka pestka? (Zero odniesień do powieści.) To nie jest recepta - nie śmiałabym zadnych recept proponować. Wyjaśnienie: wielokrotnie pisałam, ale powtórzę - zgodziłam sie na rozstanie po półtorarocznych próbach zatrzymania męża, kiedy nabrałam przekonania, ze jeśli sie nie rozstaniemy, doprowadzimy siebie nawzajem do postawy, ktora sprawi, ze zostana tylko zgliszcza, a pod nimi dziecko. Tak by sie stało, gdybysmy osiagneli stan, w którym widzi sie wroga w meżu/zonie, kiedy nic nie jest ważne poza tym, by postawic na swoim. Odpowiedz Link
sylwiamich Re: to jest program minimum 11.01.08, 17:02 Czasami mam wrażenie że gadamy wszyscy o tym samym...tylko Bóg nam pomieszał języki.Nie chce mi się gadać...idę na kaffffkę))) Odpowiedz Link
nangaparbat3 Re: to jest program minimum 11.01.08, 23:51 sylwiamich napisała: > Czasami mam wrażenie że gadamy wszyscy o tym samym...tylko Bóg nam > pomieszał języki.Nie chce mi się gadać...idę na kaffffkę))) A ja spedziłam wieczór na wspomaganiu exa, next i ich dzidziusia Że Bóg nam pomieszał i głównie w tym problem - fakt. Ale dochodzenie do porozumienia pozwala lepiej zrozumiec samego siebie, i to jest wiele warte )) Odpowiedz Link
ewiku Re: najważniejsze w związku 11.01.08, 17:07 przyjaźń... )) ---------------------------------------------- Wiem co mówię...ale nie mówię... co wiem... Odpowiedz Link
akacjax uznanie za wroga 11.01.08, 17:38 W czym uznanie kogoś za wroga jest złe? Jeżeli ktoś mi szkodzi, działa przeciw mnie, niszczy mnie...dlaczego mam udawać, że nie jest moim wrogiem? Problemem ważniejszym jest, co ja z tym zrobię. Czy rozpętam spiralę zemsty, czy inaczej sobie poradzę. Odpowiedz Link
kasper254 Re: uznanie za wroga 11.01.08, 21:36 Taki ważny temat. Szkoda, że tak szybko urwany. Porzekadło ludowe mówi mniej-więcej tak: "od wielkiej miłości do wielkiej nienawiści". A mnie wydaje się to takie bałamutne, nieprawdziwe. Myślę, że kto kocha czy kochał, to umie wybaczać i nie umie nienawidzić, nie mówiąc już o tym, że w osobie, z którą był ileś lat, nie może nigdy znależć wroga. Może jestem staroświecki... W pewnych warunkach wyjdzie z człowieka zło (tak: Arendt, psychologia), ale w jakich? Czy małżeństwo, będące sumą złych i dobrych postępków może być podstawą rodzenia zła, a więc i nienawiści? Jeśli tak, co to jest miłość? Czy jest w niej miejsce dla banału wrogości? A może gdy traktujemy byłego partnera/kę jako wroga nigdy nie kochaliśmy, może kochaliśmy tylko siebie? Obłuda? Odpowiedz Link
maza15 Re: uznanie za wroga 11.01.08, 21:50 kasper,podoba mi się to co napisałeś. Ja również uważam,że tam gdzie byla miłość i szacunek nie bedzie nienawiści.Nawet ,jeśli ludzie się rozstają.I w takich przypadkach rozwody nie są traumą,jest rozstanie i żal,że coś się skończyło. Odpowiedz Link
sylwiamich Re: uznanie za wroga 11.01.08, 22:53 A czy wroga trzeba nienawidzieć? Czemu? To duże uproszczenie. Miłość, szacunek jest gdy jest zaufanie i prawda. Gdy tego nei ma pozostaje miłość i szacunek do SIEBIE. A to niektórym uniemożliwia krzywdzenie. Czy jest przebaczenie? Mój mąż często żadał przebaczenia.Przebaczałam.Zawsze.Ale przebaczenie to może być pójście swoją drogą...oddzielnie. Odpowiedz Link
maza15 Re: uznanie za wroga 11.01.08, 23:04 gdzie była miłość i szacunek,nie ma wroga,nie ma nienawiści,jest koniec miłość się skończyła,szacunek pozostaje Odpowiedz Link
sylwiamich Re: uznanie za wroga 11.01.08, 23:17 Aaaa..to według Ciebie szacunek jest dany raz na zawsze? Zazwyczaj jest na odwrót...szacunek się skończył, miłośc pozostaje)) Odpowiedz Link
maza15 Re: uznanie za wroga 11.01.08, 23:30 Sylwio,myslę,że nie ma jednakowych związków,i różne są przyczyny ich rozpadów. Czytając opowieści na forum,też widzę,że szacunek skończył się szybko,a w niektórych przypadkach,może nie było go wcale. Dlatego też,różnie tu nazywa się ex... Ale,nie możesz zaprzeczyć,że są przypadki,że mimo wszystko szacunek pozostaje. Odpowiedz Link
nangaparbat3 porzekadło ludowe 12.01.08, 00:00 Też uważam, ze to głupie porzekadło. Choc nawet moja madra i mało ludowa mama powiedziała kiedyś, ze skoro przedex mnie zostawił dla innej, a ja mogę się z nim przyjaźnić, to widocznie nigdy go nie kochałam. Więc widac bardzo ono rozpowszechnione jakos i trafia. Ja go nie rozumiem, w ogóle - choc o ile pamietam, o takich rzeskokach pisze Karen Horney w "Neurotycznej osobowosci naszych czasow". Odpowiedz Link
nangaparbat3 Re: uznanie za wroga 11.01.08, 23:56 akacjax napisała: > W czym uznanie kogoś za wroga jest złe? > Jeżeli ktoś mi szkodzi, działa przeciw mnie, niszczy mnie...dlaczego mam udawać > , że nie jest moim wrogiem? > Problemem ważniejszym jest, co ja z tym zrobię. > Czy rozpętam spiralę zemsty, czy inaczej sobie poradzę. No własnie to jest dla mnie wyznacznik - wrogiem jest ten, wobec kogo rozpetujesz spirale zemsty, ten, dla którego skrzywdzenia jestes gotowa dowalic sobie czy swoim najbliższym (w przypadku naszej gromadki - dzieciom). Ktoś moze byc ze mną w głebokim konflikcie, kłócić się, walczyć - ale to ja go namaszczam na mojego wroga. Odpowiedz Link
akacjax Re: uznanie za wroga 12.01.08, 16:30 Ale czasem na wroga trzeba namaścić kogoś wcale nie pałając zemstą i walczyć! by bronic siebie i skrzywdzoną rodzinę. Jeżeli Nango zawężasz pojęcie wroga tylko do takiej osoby, wobec której pałamy chęcią zemsty...to uważam, że jest znacznie więcej rozwodów bez takich emocji, niż z takimi. Odpowiedz Link
nangaparbat3 Re: uznanie za wroga 12.01.08, 20:11 akacjax napisała: > Ale czasem na wroga trzeba namaścić kogoś wcale nie pałając zemstą i walczyć! b > y bronic siebie i skrzywdzoną rodzinę. > > Jeżeli Nango zawężasz pojęcie wroga tylko do takiej osoby, wobec której pałamy > chęcią zemsty...to uważam, że jest znacznie więcej rozwodów bez takich emocji, > niż z takimi. Myślę, ze chodzi mi nie tylko o chęć zemsty. Też o sytuacje, kiedy walczymy tylko o to, by postawic na swoim. To sie moze przejawiać w kłótniach o głupstwa, które są zupełnie nieistotne, ale po prostu: musi być tak, jak ja chcę. Żeby postawić na swoim, jestem gotowa cie poranić, upokorzyć, ponizyć. Przeciez to jest na porządku dziennym. Myli się dbanie o własne granice z całkowitym brakiem empatii, asertywność z agresją. Odpowiedz Link
akacjax Re: uznanie za wroga 12.01.08, 20:37 Mamy zatem wrogów, z którymi walczymy w słusznej obronie, z którymi walczymy by postawić na swoim (tylko czy to wróg-czy raczej my jesteśmy wrogiem?)oraz takich z którymi walczymy z zemsty. Znaczy dobra walka zamienia się w złą lub chęć zemsty kreuje na wroga w naszych oczach kogoś niewinnego. No może ja już lepiej pójdę do pracy. Odpowiedz Link
sylwiamich Re: uznanie za wroga 13.01.08, 09:23 akacjax napisała: > Mamy zatem wrogów, z którymi walczymy w słusznej obronie, z którymi walczymy by > postawić na swoim (tylko czy to wróg-czy raczej my jesteśmy wrogiem?)oraz taki > ch z którymi walczymy z zemsty. Znaczy dobra walka zamienia się w złą lub chęć > zemsty kreuje na wroga w naszych oczach kogoś niewinnego. > > > No może ja już lepiej pójdę do pracy. A może tak: -Czuję że on jest do mnie wrogo nastawiony.Tzn: nie dba o mnie, krzywdzi, wystepuje przeciwko mnie -Ja jestem do niego wrogo nastawiona.Tzn, nie zalezy mi na nim, krzywdzę go, występuję przeciwko niemu. -Jedno i drugie. Odpowiedz Link
nangaparbat3 Re: uznanie za wroga 13.01.08, 11:25 No tak. To o czym piszę oczywiscie dotyczy obojga, działa symetrycznie. Przeklinam moje ograniczone zdolnosci werbalizacji, ale trudno, inna nie bedę, a nie umiem sie nie odezwać Odpowiedz Link
a.niech.to Re: uznanie za wroga 13.01.08, 12:26 Rozumiem Cię. Dla podniesienia skuteczności komunikacji na kanale internetowym chwyciłam się za emotikony! ; Odpowiedz Link
kasiapfk Re: uznanie za wroga 12.05.08, 12:24 to mnie walnęło. wprost. Znalazłam się pod stołem. Dziękuję. Odpowiedz Link
chalsia Re: uznanie za wroga 12.01.08, 22:07 > No własnie to jest dla mnie wyznacznik - wrogiem jest ten, wobec kogo > rozpetujesz spirale zemsty, ten, dla którego skrzywdzenia jestes gotowa dowalic > sobie czy swoim najbliższym (w przypadku naszej gromadki - dzieciom). > Ktoś moze byc ze mną w głebokim konflikcie, kłócić się, walczyć - ale to ja go > namaszczam na mojego wroga. no i widzisz - cała dyskusja wynikła z braku zdefiniowania w pierwszymm poście pojęcia "wróg". Szczerze mówiąc, jeszcze się takim, jak Twoje, podejściem nie spotkałam. Ja mam inne zrozumienie pojęcia wróg - takie jak Akacjax. I dlategom walka z wrogiem (czy to atak czy samoobrona) wcale nie oznacza dla mnie rozpętania spirali zemsty ani (samo)zniszczenia. Odpowiedz Link