do Jarkoni i innych panów

11.01.08, 14:14
jestem 7 m-cy od rozstania - żona odeszła w "brzydki" sposób.
Przezyłem to ciężko, chwilę było dobrze a potem dolina i głebiej.
zaniedbanie pracy, domu, zdrowia, papierosy + alko,złe odżywianie,
samotność, zorana psychika zrobiły swoje. obecnie jest coraz gorzej
a jeszcze rozwód przede mną.

powiedz Jarkoni jak się z tego podniosłeś, bo ja nie potrafię
(jestem sam w obcym mieście, mam słabe zdrowie, ponadto jeszcze
bardziej go podniszczyłem) jak to zrobić?
    • aron95 Re: do Jarkoni i innych panów 11.01.08, 16:29
      Najwyższy czas abyś się pozbierał . Od momentu gdy się przekonasz że są inne
      kobiety jak ex , zaczyna sie być lepiej .
      Umawiaj się, spotykaj , rozmawiaj . To nic że one Cię nie będą na początku
      interesować . Spotkania z kobietami pomogą Ci się pogodzić
      z sytuacją , zaczniesz jakies zalety dostrzegać i ani się obejrzysz jak
      trafisz na tą , która sprawi że przestaniesz myśleć o EX .

      Dbaj o zdrowie bo to najważniejsze
      • anbale Aron 11.01.08, 19:16
        Najgłupsze, co można zrobić, to szukać sobie kobiet na otarcie łez. No trudno mi
        wyobrazić sobie bardziej instrumentalne potraktowanie tematu...A mówię to jako
        kobieta, która kiedyś służyła do otarcia łez i zabicia czasu, trochę czasu mi
        zajeło zorientowanie się w sytuacji i zdążyłam się nawet zakochać, nie mająć
        pojęcia, że nie mam szans, bo on wciąż sercem i myślami jest przy innej, a ja
        jestem "bez znaczenia", ot tak...Zresztą , mam wrażenie, że jest to dość
        popularny męski manewr, na szczęście teraz jestem już ogromnie wyczulona, ale
        widzę, że służy nawet jako "dobra rada"...
        • aron95 Re: Aron 14.01.08, 17:00
          Nigdy nie wiesz czy to będzie na otarcie łez .
          A rozmowa i wypicie kawy nikomu nie zaszkodziło .

          Piszesz że jesteś ; wyczulona wg. mnie masz problem z otwartością
          nie potrafisz do nowego spotkania podejść jako do spotkania
          przychodzisz jak na spęd koni by zagladać w zęby
    • tricolour Nie podzielam zdania Arona... 11.01.08, 16:32
      ... i zachęcam do wizyty u psychologa w myśl zasady, że jak boli ząb, to do
      dentysty, a jak napieprza cały łeb - do psychologa.
      • jarkoni Re: Nie podzielam zdania Arona... 11.01.08, 18:25
        Tri, zaczynasz mnie wkurzać wink
        Do autora: nie szukaj pocieszenia w nowych kobietach, tylko biegiem do fachowca.
        Zależy z czym masz większy problem, z głową czy z alko, choć dobry(nie obraź
        się)psychiatra na pewno potrafi pomóc..
        To taka sytuacja, że być może dasz sobie sam radę, albo nie dasz.
        Warto ryzykować?
        Ja osobiście zaryzykowałem, uznałem, że dobry ZNAJOMY adwokat wystarczy, a ja
        sam mogę olać wszystko i się znieczulać, rozpamiętywać i biadolić.
        Nie wystarczył, z lekka olał(na 3 rozprawy w 2 wysłała praktykantki), nie dziwę
        się nawet, bo z paru tysiaków wiszę jej jeszcze 2)
        Weź się w garść, nie popełniaj moich błędów, nie odpuszczaj, bo nawet mimo braku
        Twojej winy obudzisz się z ręką w nocniku.
        Przy założeniu, że faktycznie to nie była Twoja ewidentna wina smile
      • la_persona_divorciada Re: Nie podzielam zdania Arona... 11.01.08, 18:31
        Pamiętaj PSYCHOLOG to nie lekarz a większość ludzi myli z PSYCHIATRĄ.
        Psycholog napewno w jakimś stopniu zaradzi a może i pomoże. Zgadzam się w 100% z
        tricolour no chyba że jesteś zwolennikiem wolności i imprezowania i urzywania
        ile się da to może się w końcu coś znajdziesmile
        Raczej lepiej szukać w sposób przemyślany niż iść na żywioł.
        Szukaj zajęcia które ciebie w jakiś sposób pochłonie (hobby) wędkarstwo raczej
        nie polecam jest duużo czasu do myślenia może raczej coś co podnosi adrenaline
        np jakieś extrim sport.
        Pozdrawiam
        **
        Podejmując ryzyko, pamiętaj o złotym środku między maksymą "co nagle to po
        diable" i "kto się waha, ten przegrywa".
        **
        Są w życiu chwile, w których trzeba podjąć ryzyko i dać się ponieś szaleństwu
        • jarkoni Re: Nie podzielam zdania Arona... 11.01.08, 18:55
          la-persona..
          Mówiłem o lekarzu psychiatrze, poczytaj dobrze, psycholog to niedobre rozwiązanie.
          • libra22 Re: Nie podzielam zdania Jarkoniego... 11.01.08, 20:14
            Uważasz, że psychiatra, który zapisze leki, pozwalające znieczulic ból oraz
            dobry adwokat rozwiąże problem?! Pomoże przejść przez to, ale nie rozwiąże.
            Jeśli autor sobie nie radzi z depresją, to faktycznie najpierw psychiatra, ale
            jeśli jakoś funkcjonuje, a boli go "dusza", to psychoterapeuta jest najlepszy.
            Tylko, żeby do niego pójść, trzeba umieć spojrzeć sobie w oczy i zobaczyć nie
            tylko co z partnerem było nie tak, ale też co ze mną samym. Nie każdy ma taką
            odwagę i jest na to gotowy.
    • ivone7 Re: do Jarkoni i innych panów 11.01.08, 20:51
      bardzo ci wspolczuje..i choc nie jestem panem a wrecz przeciwnie
      doskonale Cie rozumiem..
      mam nadzieje, ze w miescie w ktorym teraz mieszkasz mozesz jakos
      zajac sobie czas..moze sprobujesz przypomniec sobie hobby z lat
      mlodzienczyxh, tak zeby zajac glowe czyms innym niz rozpamietywanie
      cierpienia i tesknote za tym co juz nie wroci...
      uswiadom sobie ze nic tak nie leczy ran jak czas..jak sie z tym
      powoli pogodzisz bedzie lepiej..i aby to godzenie bylo szybsz pojdz
      do psychologa, bo terapia ulozy ci w glowie ten caly porozstaniowy
      balagan..
      i daj czasowi czas...uwierz ze na rozwodzie swiat sie nie konczy...
      • kasper254 Re: do Jarkoni i innych panów 11.01.08, 21:57
        Wydawało mi się zawsze, że jestem silnym człowiekiem, umiałem
        wyznaczać sobie cele i dążyć do nich, pokonywałem przeszkody, gdyż
        wierzyłem w swój upór, moc. Nagle po odejściu żony, po jej
        brutalnych atakach, bezwzględności, okrucieństwie, itd. upadłem. Do
        tragedii porozwodowej dołączyły się inne nieszczęścia.Wyobraż sobie:
        czasami kilkaset ludzi i ja - w centrum uwagi - facet z siwizną,
        nagle z załzawionymi oczami.Potrafiłem płakać w najmniej
        oczekiwanych chwilach, kilkakrotnie o krok od samobójstwa. Potem
        byli psychologowie (utarte szablonowe gadki-szmatki), psychiatra i
        dwóch innych specjalistów. Takie sobie dno - banalne dno i ja.
        Trwało to 14 miesięcy, chociaż niektóre symptomy mam i dzisiaj.
        Ale dzisiaj jestem taki, tak myślę, że nikt mnie juz nie powali.
        Co robiłem? Ciągłe bieganie, joga, stały kontakt z bliskimi
        ludżmi i dużo pisałem. Pisałem i pisałem. Przez ostatnie dwa lata z
        wielkim wysiłkiem pracuję, ale - pracuję. Zmuszam się i jest coraz
        lepiej. Na nowo odkrywam zapachy, kolory, światło. A najbardziej
        poznałem ludzi - tych, którzy stali przy mnie wiernie, para
        przyjaciół i ukochana siostra. I w innym człowieku widzę taką
        ogromna wartość, że nie masz pojęcia.Ożeniłem się i niedługo
        przyjdzie na świat nasze dziecko; coś straciłem, coś i kogoś
        zyskałem. Tak bywa. Ty pewnie jesteś dużo młodszy. Przyjdą lepsze,
        piękniejsze dni.
        • jarkoni Re: do Jarkoni i innych panów 12.01.08, 05:07
          Kasper, bardzo ładnie napisałeś.
          Jakbym sam to napisał.
          Pozdrawiam
        • plisowanka Re: do Jarkoni i innych panów 12.01.08, 17:33
          Kasper254, a dlaczego od ciebie żona odeszła? Z twojej wypowiedzi wnioskuję, że jesteś wartościowy i wrażliwy facet. Więc z jakiego powodu ten rozwód?
          • libra22 Re: do Jarkoni i innych panów 12.01.08, 20:39
            Wg mnie w tym najgorszym momencie nie pomaga szukanie na siłę jakiegoś hobby, bo
            nie ma się na to siły. Mnie na nogi stawiała konieczność - dziecko i praca. I
            właśnie psychoterapeuta. Sprawdziło się, że "prawda was wyzwoli".

            Kasper - chyba jednak szybciej się pozbierałeś, skoro masz nową żonę i dziecko.
            Nie czepiam się, że masz - bardzo fajnie, że znalazłeś swoje szczęściesmile Tylko
            jakoś tak nielogicznie, że w pracy jeszcze się zbierasz, a w życiu osobistym już
            zupełnie dobrze.
            Ale może coś źle zrozumiałam...
    • ewa009 Re: do Jarkoni i innych panów 12.01.08, 21:52
      Witam i ja (co prawda nie powinnam bo jestem kobitka), chce Cie wspomóc .
      Przeczytałam wszystkie wypowiedzi i powaliła mnie pozytywnie wypowiedz
      Kaspra254. Ja w swoim czasie przeszłam pewne traumatyczne chwli co prawda nie
      zwiazane z rozwodem ale w podobny sposób poradziłam sobie z nastepstwami wiec
      aby nie popasc w depresje ,ktora wyniszcza polecam koncentrowanie sie na sobie i
      ewentualne porady psychiatry. Przetrzymasz i bedziesz silniejszy zobaczysz.
      Pozdrawiam
    • aron95 Psycholog też człowiek 13.01.08, 18:24
      i nie zawsze prawdy które Ci przekazuje sam potrafi w zycie w prowadzić
      Co znaczy ze omylny jest . Siła ma wypływać z Ciebie .
      Jeśli na kogokolwiek masz liczyć , tylko na siebie .
      Gdy się nauczysz z problemów wychodzić z pomoca innych .
      To uzależnia . Nie będziesz sobie radził bez pomocy innych .
      Jeśli psycholog w skaże drogę oki ale jeśli "uzależni" ....
      Pamietaj siła jest w Tobie
      • a.niech.to Re: Psycholog też człowiek 13.01.08, 19:08
        surprisedOO!!!
    • kaliber100 Re: do Jarkoni i innych panów 14.01.08, 09:24
      dziękuję wszystkim za rady i wsparcie. myslę że jesli tyle
      wytrzymalem to i pociagnę dalej, tylko od czasu do czasu przychodzi
      max-dołek. Na razie próbowałem dawać radę sobie sam (niektóre
      sposoby chyba są do kitu bo do niczego dobrego nie prowadzą). Trza
      się wziąść w garść (jak mawiał mój dziadek). pozdrawiam
    • ewiku czy tylko ... 14.01.08, 11:59
      odejście żony było/jest powodem Twoich dołów?...



      ----------------------------------------------
      Wiem co mówię...ale nie mówię... co wiem...
      • libra22 Aron 14.01.08, 12:56
        Psychoterapeuta to nie guru - może mieć swoje własne problemy. Jak dla mnie to
        jego sprawa. ważne jest czy na danym etapie mnie potrafi pomóc. A takie
        uzależnienie, o którym piszesz, nie następuje na krótkiej terapii. To tak jakbyś
        mówił - nie rozmawiaj z przyjaciółmi, nie radź się nas tutaj, bo jeszcze się
        uzależnisz i nie będziesz umiał funkcjonować.
        Na tym najgorszym etapie doła dobrze jest się móc na kim oprzeć. To tak jak
        łapiesz czyjąś wyciągnięta dłoń, gdy nie potrafisz się sam podnieść z upadku.
        Ale kiedy się już podniesiesz, idziesz dalej sam.

        Więc szukaj Kalibrze pomocy u kogo możesz. Wygadanie się bardzo pomaga. Poszukaj
        może tu osób z Twojego miasta i spotkaj się. Inaczej rozmawia się z tymi, którzy
        przeszli przez to samo - to daje ogromne wsparcie. Trzymaj sięsmile
        • aron95 Re: Aron 14.01.08, 16:49
          Uzależnić można się od wszystkiego np. od forum .

          Pisałem o takim uzależnieniu w którym przy każdym większym stresie bedziesz
          biegac do psychologa , bo nie masz wyrobionych w sobie nawyków obronnych i
          wydaje Ci sie że sama nie jesteś sobie w stanie poradzić .
          Ot po wizycie jest Ci dobrze ale sama sobie dobrze nie jesteś w stanie zrobić i
          biegniesz do psychologa .
          libro piszesz ;
          Ale kiedy się już podniesiesz, idziesz dalej sam.

          I ok ,ale gdy znowu stres , pytanie co robisz ?
          Znowu psycholog czy sama sobie radzisz ?
          • libra22 Re: Aron 14.01.08, 19:40
            Sama. Ale rozmawiam też z przyjaciółmi.
            Co nie zmienia faktu, że chciałabym przejść dłuższą terapię. Nie z powodów
            nieradzenia sobiesmile Ale nie stać mnie.
      • kaliber100 Re: czy tylko ... 14.01.08, 13:03
        tak, - tylko i wyłącznie
        • ewiku Re: czy tylko ... 14.01.08, 16:03
          kaliber100 napisał:

          > tak, - tylko i wyłącznie


          ... może to pytania nie na forum ale może właśnie tak?
          jeżeli tak "powaliło" Cię odejście żony to albo byłeś od niej uzależniony albo
          żyłeś jej życiem a nie swoim i teraz nie umiesz się znaleźć...

          niestety nie piszesz nic dlaczego ona odeszła i co w tym było takiego złego,
          więc trudno Ci coś doradzić...


          ----------------------------------------------
          Wiem co mówię...ale nie mówię... co wiem...
    • kaliber100 Re: do Jarkoni i innych panów 14.01.08, 13:34
      polećcie jakiegos psychiatrę w W-wie, ile taka wizyta kosztuje?
      • akacjax Re: do Jarkoni i innych panów 14.01.08, 13:41
        Dla ubezpieczonych w NFZ wizyta u psychiatry jest darmowa i nie wymaga skierowania(czasem tylko ustalenia terminu wizyty).
        • viedzminek Re: do Jarkoni i innych panów 15.01.08, 14:51
          mysle ze terapia grupowa by dala rade, okazalo by sie ze nie tylko
          Ty masz takie (podobne problemy) doskonale zdaje sobie sprawe, ze
          nasze problemy sa najwazniejsze ale czasami warto posluchac tez
          innych ludzi, a jedynie co mozna powiedziec to tylko czas, czas
          zaciera to o czym nie chcemy myslec. Ciezko jest ale z kazdym
          kolejnym dniem co raz lepiej... kazdy dzien zakreslam ze mi sie
          udalo oby tak dalej. Trzymaj sie smile
    • hela37 Re: do Jarkoni i innych panów 18.01.08, 13:40
      no cóż- jestem po podobnych przejściach ale w trakcie rozwodu.Kiedy już
      ochłonełam po tym jak dowiedziałam się o zdradzie zaczęłam zastanawiać się gdzie
      popełniłam błąd, gdzie leży ,,moja wina,,!?Nie można uogólniać - każdy przypadek
      jest inny.Nie twierdzę że nie zapracowałam sobie na tą sytuację- bo moja
      naiwność , wiara i ufność nazywana jest przez tych stąpających mocno po ziemi -
      zwyczajną głupotą i osobowością ćmy.Nie chcę się rozczulać nad sobą bo nic to
      nie da ale chciałabym przestrzec osoby o tzw. reumatycznej jak to zwią naturze
      żeby nie wierzyły ślepo w to co mówią i robią partnerzy. musi istnieć tzw.
      zasada ograniczonego zaufania zwłaszcza jeśli trafią na tzw. cwaniaczków.u mnie
      trwa to już 3 lata i jeszcze nie mogę się pozbierać-pustka i uczucie że dałam
      się zwyczajnie oszukać powodują że czuję się jak balon z którego powoli uchodzi
      energia i chęć do życia.ja -osoba energiczna, zaradna życiowo, potrafiąca
      załatwić wszystko dla innych dla siebie nie potrafię zrobić nic żeby otrząsnąć
      się z tego marazmu. I już nie chodzi o zdradę ,tylko o to że bliska osoba tak z
      wyrachowaniem i perfidią potrafiła zniszczyć kilkanaście wspólnych lat
      zostawiająć mnie bez środków do życia i z długami,śmiejąc się w nos. A przecież
      można było rozstać się z godnością - jeżeli stwierdził że nie pasujemy do siebie
      dzielimy to na co wspólnie pracowaliśmy i każdy żyje własnym życiem dbając
      wspólnie o dzieci.wiem że nikt nikogo na siłę nie zatrzyma ale jest jeszcze coś
      takiego jak odpowiedzialność - a może już tego nie ma? Nie potrafię się
      pozbierać - dobija mnie ludzkie chamstwo,cwaniactwo, chęć pokazania że jestem
      silniejszy i moja jest racja.Nie potępuiam tych którzy chcą sobie ułożyć życie
      od nowa ale niech nie zostawiają po sobie ruin i zgliszcz, rozpaczy i
      nienawiści,rozdartych uczuć dzieci okłamywanych i ustawianych na materialne
      strony życia. Bo my się pozbieramy wcześniej czy pózniej, rany się zabliznią a
      one zabiorą ten bagaż wspomnien z dzieciństwa na całe swoje życie i co przekażą
      swoim dzieciom? jak będą traktowały swoich partnerów?Jakimi zasadami i normami
      będą kierować się w życiu.Jeżeli tata lub mama oszukuje swojego partnera i mówi
      że nic się nie stało to oznacza że tak można robić?Chciałabym poznać wasze
      opinie na ten temat. z góry dziękuję bo wiem że nic tak nie wspiera człowieka w
      takich chwilach jak przeżycia i doświadczenia innych. Pozdrawiam gorąco i
      przepraszam jeżeli jest to napisane trochę chaotycznie ale zrozumcie - emocje.

      >
      >
Pełna wersja